24 listopada 2014

Jak znaleźć chłopaka?


Dziś post wspominkowy. Poradnik dla nastolatek? Może. Ja na samą myśl o tamtych zdarzeniach śmieję się sama do siebie :) Miłego czytania!

Pamiętam jak byłam nastolatką. Dokładnie miałam 12 lat. To już nastolatka, prawda? DwaNAŚCIE. Piątka klasa. Nie należałam do najładniejszych dziewczyn. Nic szczególnego. Tym bardziej, że moje włosy jak na tamten okres szalały i żyły swoim życiem, jak to loki. Puszyły się, straszyły i robiły to bardzo skutecznie. Pamiętam pierwszy liścik do kolegi. Niby byłam zakochana. Teraz wiem, że może zauroczona.

Starszy ode mnie, szóstoklasista, modny wówczas skate. Jeździł na rolkach. Koleżanka z łatwością namówiła mnie: "Napisz do niego! Spytaj się czy będzie z Tobą chodził!" Ale jak to ja? To nie powinno być na odwrót? No dobra...co mi tam szkodzi. Starannie wyskrobałam więc każdą literkę. Nawet Ę w słowie BĘDZIESZ, zalotnie na mnie zerkało. "Będziesz ze mną chodzić? K." 

Przerwa. Koleżanka bierze ode mnie karteczkę, podbiega do obiektu moich "uczuć" Czuję, że się zapadnę pod ziemię. Jestem czerwona jak burak. O matko! Co ja wyprawiam! Serce wali. On patrzy na liścik, rozwija, czyta, po czym najzwyczajniej w świecie zgniata go i wyrzuca do kosza na korytarzu. Jak gdyby to był najzwyklejszy ogryzek po zjedzonym jabłku. Dostałam KOSZA, dosłownie i w przenośni.

Co za wstyd. Po co ja to pisałam. Ostatni raz. Nigdy więcej. Czułam, że to będzie bezsensu. Tak rozpoczęła się moja przygoda miłosna. Tak postanowiłam, że jak mieć chłopaka to tego jedynego, który już nigdy nie wyrzuci mojej karteczki do kosza, a będzie przechowywał ją jak relikt, rzecz świętą. Chcę prawdziwej miłości. 12 lat. Ale co dwunastolatka może wiedzieć na temat prawdziwej miłości?

13 lat. Przyjaciel prosi mnie o "chodzenie" wręczając pierścionek ze sreberka. "Nie...ale jak rodzice się dowiedzą?? Nie...przecież ja właściwie nawet Cię nie kocham." Tym razem to ja daję kosza, ale czuję się równie zażenowana jak podczas mojej pierwszej miłosnej przygody. Jestem okropna. Czuję się z tym okropnie, ale wiem, że postępuję słusznie, bo chyba nie tak to ma wyglądać, prawda?

14 lat. Zaczynam gimnazjum, Loki ujarzmione, ściskam je kitką, wyglądam jako tako. Modlę się. Boże ześlij mi prawdziwą miłość. Jak się zakochać to raz na zawsze, nie chcę nigdy płakać z powodu rozstania i głupich szczeniackich miłości jak moje koleżanki. Chłopak, ale taki na zawsze. Czy to w ogóle możliwe? Czy możliwe, że znajdzie się ktoś kto będzie ze mną do końca mojego życia?

15 lat. Do klasy dochodzi nowy kolega. Pan Poślubiony? Jeszcze nie wiem, że to mój przyszły mąż. Jeszcze nie wiem, że doczekamy się cudownego owocu naszego miłości. Jeszcze nie wiem co mnie czeka, nawet nie wiem, że ten chłopak z blond odrostami tak bardzo mi się podoba, że będzie dla mnie całym światem i tyle razem przeżyjemy. 

Miłość spada na nas w najmniej oczekiwanym momencie. Nie spodziewałam się tego, mimo, że tak bardzo na to czekałam. Nie przypuszczałam. Przecież, która nastoletnia, smarkata miłość, przetrwa lata? Bez względu na to czy mamy 13,16,19,25,30,35,40 lat miłość w końcu nas odnajdzie sama, a my pod żadnym pozorem nie powinniśmy jej szukać. Jest  jak grom z jasnego nieba. Jak kochać to całym sercem i całym sobą i bez jakiegokolwiek planu.


20 listopada 2014

Mamo, tato, będziecie dziadkami!


Niedziela. Dzień Matki. Szykuje się rodzinny obiad u rodziców Pani Poślubionej. Tym razem nie będzie to byle jaki obiad. Kupujemy kwiaty i wino. Jedziemy podekscytowani, szczęśliwi i ciekawi reakcji. Nagle Pan Poślubiony zwraca się do mnie: "Ale ja im to powiem dobrze? Pozwól mi...proszzzę..." "Dobra miej tą przyjemność! Ty mówisz.". Na tą chwilę czekałam, cieszę się, ale jednocześnie jestem pełna obaw, a może jednak się nie ucieszą? Może to jednak za wcześnie? Przecież są młodzi i daleko im jeszcze do statusu babci i dziadka pod względem lat. Ale przecież tak bardzo chcieli mieć wnuka, a moja siostra ciągle dopytywała: "Kiedy?Kiedy wreszcie?"

Wchodzimy do mojego rodzinnego domu. Śmieję się jak głupia, ale moja mama nic nie zauważa.  Jak zwykle krząta się po kuchni i miesza w garnkach. Tata chodzi po salonie i przygotowuje stół. Witamy się, wręczamy mamie kwiaty i wino "Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Matki!" i jakby gdyby nigdy nic pomagamy w przygotowaniach obiadu. Jak gdyby nigdy nic, a mi chce się krzyczeć! Mamo! Tato! Kocham Was! Muszę coś Wam powiedzieć! To nie koniec prezentów z okazji Dnia Matki! To nie koniec niespodzianek.

Siadamy do stołu. Ja, mój mąż, rodzice i siostra. Pałaszujemy jak zwykle przepyszne dania przygotowane przez mamę, rozmawiamy, jak gdyby nigdy nic. Wiercę się i kręcę jakbym miała owsiki. Z jednego pośladka na drugi. Uśmiecham się...nie, chce mi się śmiać i płakać, jednocześnie. Dlaczego on nic im nie mówi? Przecież nie zapomniał! Zjedliśmy obiad. Talerze puste, a on dalej nic im nie powiedział. Nastała cisza. Przerwa w rozmowie, idealny moment. Zerkam na Pana Poślubionego. Zdenerwowany. Czuję każdy centymetr jego emocji. Udziela mi się. Nagle słyszę: "No...a tak w ogóle...za rok dojdą Wam jeszcze dwa kolejne święta do obchodzenia. A mianowicie Dzień Babci i Dzień Dziadka." 

Patrzę na moją mamę, szok. Tata jak gdyby nigdy nic dalej pałaszuje obiad. Moja siostra patrzy się jakbyśmy mówili w języku majów. Nagle widelec wypada mojej mamie z ręki "Naprawdę???? JESTEŚ W CIĄŻY????" Wstaje ze łzami w oczach! Nagle budzi się mój tata..."To Ty jesteś w ciąży? Naprawdę?! GRATULACJE!" Wstają, płaczą, ściskają nas. Moja siostra nie wierzy "Takkk....pewnie sobie z nas żartujecie!" "Nie Kasiu naprawdę jestem w ciąży!" "Naprawdę!!!!! ALE SUPER!" Stoimy na środku salonu popłakani ze szczęścia. Moi rodzice, siostra nas ściskają. Jestem szczęśliwa. Najszczęśliwsza na świecie. 

Mamo, teraz to ja będę mamą. Tato, będziesz dziadkiem, czy to nie dziwne? Niesamowite! Jeszcze wczoraj bawiłeś się ze mną klockami lego. Zaczyna się kolejny, nowy rozdział w moim i waszym życiu. Oby ten kolejny etap był tak samo piękny jak wszystkie poprzednie. Po raz tysięczny dziękuję Bogu za szczęście jakim mnie otacza i jak tu nie wierzyć, że Bóg nie istnieje? Każda chwila w naszym życiu jest cudem.


8 listopada 2014

Uwielbiam być w ciąży


Uwielbiam być w ciąży. Chyba mam ogromne szczęście, albo jestem bardzo głupia, bo przecież ciąża to nie tylko głaskanie po brzuszku i urocze kopniaki. Szczerze powiem, że pierwsze miesiące wcale nie były usłane różami, wymioty mnie nie ominęły, co uniemożliwiało mi funkcjonowanie. Drugi trymestr również miał swoje minusy i plusy. Mogłabym pisać o bólach kręgosłupa, bólach brzucha, zgadze itp. ale to chyba nie o to chodzi. Nie lubię się nad sobą użalać. Zawsze jak miałam brać zwolnienie od lekarza czy zwalniałam się w szkole z lekcji, bo naprawdę było źle,  czułam wyrzuty sumienia, no bo może przesadzam i jednak dam radę?

Powinnam być twarda. Moje myślenie uległo zmianie w ciąży, bo wiedziałam, że tym  razem nie chodzi tylko o mnie, ale przede wszystkim o maleństwo, które we mnie rośnie. Długo nie mogłam się oswoić z myślą, że nie za bardzo mogę teraz dźwigać i najlepiej żebym się oszczędzała. Nie pomagały mi też moje huśtawki nastrojów, które odbiły się nie tylko na Panu Poślubionym, mojej rodzinie, ale również na relacji ze znajomymi. 

Ciężarne są trudne. Z jednej strony chcemy być traktowane wyjątkowo, ale też chcemy być postrzegane jak te same dziewczyny co przed ciążą. Oszaleć można. Z jednej strony oczekujemy, że każdy, ale to każdy powinien przepuścić nas w kolejce nawet wtedy, gdy jeszcze nie widać nic po nas, a same nie poprosimy o przepuszczenie nas jako pierwszych, bo głupio. Z kolejkami w sklepie to temat na osobny post, ale widziałam, ze wiele blogerek na ten temat pisało i z wieloma mogłabym się zgodzić, ale konkluzję na ten temat mam jedną: Drodzy nieciężarni czytelnicy, przepuszczajcie ciężarne w kolejkach, nawet jak macie tylko jeden produkt i nawet jak jesteście jedyni w tej kolejce. 

Teraz wiem, że ciężarną jest w stanie zrozumieć tylko i wyłącznie druga ciężarna bądź świeżo upieczona mama. Choć i z tym różnie bywa, bo każda z nas inaczej przechodzi ten stan, gdzie jedna mogłaby góry przenosić to druga najchętniej zapadłaby w sen zimowy z miską koło głowy na wszelki wypadek...

Nie zmienia to faktu, że mimo wszystkich bolączek, po prostu uwielbiam być w ciąży. Uwielbiam i kocham mojego małego dzidziusia. Każdy ruch jest dla mnie najwspanialszy, nawet jak przez te wyginanie czy kopniaki boli mnie wątroba czy żebra! Swoją drogą jeszcze przed ciążą, wydawało mi się, ze w sumie co to takiego? Brzuch urośnie i dalej będę szaleć. Okazało się zupełnie inaczej, że oprócz brzucha rosną piersi, uda, pośladki, łydki, a rozstępy tylko czekają na Twoją chwilę nieuwagi, żeby pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. 

Tak mam 12 kg na plusie, a do końca ciąży jeszcze ponad 2 miesiące. Tak, pojawiły się pierwsze rozstępy. Tak, mogłabym siedzieć i płakać czy użalać się nad sobą, bo przecież moje piękne ciało...ale gdy tak sobie siedzę i myślę, to każda kobieta w ciąży powinna być wdzięczna , bo co to jest rozstęp czy dodatkowe kg wobec tego, że rośnie w nas nowe życie?

Poza tym ciąża ma też fajny aspekt, a mianowicie syndrom wicia gniazda. To wtedy najczęściej remontujemy, malujemy, przemeblowujemy. To wtedy możemy kompletować wyprawkę i sprawia nam niesamowitą frajdę kupowanie tych wszystkich maleńkich bucików czy sweterków. Uwielbiam przeglądać strony z akcesoriami dla maluchów, choć szczerze staram się, aż tak nie szaleć. 

Czemu piszę akurat o tym? Ponieważ będąc na początku ciąży ciągle słyszałam i czytałam, że teraz to będę rzygać dalej niż widzę, że będę na pewno makabrycznie się czuć, że napuchnę, że w ogóle dramat. No i co że dramat, co z tego, że czasami najchętniej nie wychodziłabym z łóżka czy kibla, skoro zaraz dostaję kopa "Mamo! Przestań się nad sobą użalać, ja tu jestem i rosnę!" Dlatego dla wszystkich mam, które nie znoszą najlepiej ciąży: cieszcie się mimo wszystko, bo Bóg obdarzył Was największym darem jaki mógł Wam zesłać: Nowym życiem.

P.s. Widzę, że post Pana Poślubionego wywołał planowaną burzę, a mnie zastanawia jedno...czemu każde słowo na naszym blogu traktujecie jak świętość, pewniak. Większość z Was odbiera to co piszemy bardzo personalnie, a przecież nie piszemy konkretnie o TOBIE, a o tym co widzimy. 

P.s.2 Kochamy wszystkich naszych zmarłych bliskich, ale to chyba nasza prywatna sfera, dlatego w konwersację, pod postem o dniu zmarłych nawet się nie mieszamy. Niech każdy interpretuje nasze słowa jak chce, w końcu mamy wolność słowa, przekonań? 

P.s.3 W planach mamy napisać Wam relację o tym jak powiadomiliśmy bliskich o ciąży i coś na temat szkoły rodzenia. Są jakieś zainteresowane mamy?