9 grudnia 2015

Skąd wiedziałam?


Wiele osób tuż przed ślubem ma rozterki. Jakie? Czy ta osoba z którą niedługo będę przyrzekać przed Bogiem to faktycznie ta jedyna na zawsze...a co jeśli się pomyliłam? Co jeśli to nie jest ten jedyny i kiedyś to wszystko się rozsypie? Co jeśli teraz tak myślę, że to ten jedyny, a potem spotkam na swojej drodze kogoś kto totalnie zawróci mi w głowie i moje małżeństwo się rozsypie?

Odpowiedź jest prosta. Jeżeli to prawdziwe uczucie i faktycznie się kochacie, to nigdy, przenigdy nie spotkasz kogoś innego kto zawróci Ci w głowie. To niby oczywiste, ale... no właśnie to ale. Czasem się zdarza przecież, że spotkamy jednak tego kogoś innego i to się nazywa zdrada. Jednak ja uważam, że zdrada o której też tu kiedyś pisaliśmy, może się zdarzyć i w związku z prawdziwą miłością....ale to chyba temat na osobny post i nie chce żebyście mnie tu źle zrozumieli więc nie będę dalej ciągnąć wątku. 

Wracając więc do głównego tematu. Będąc jeszcze narzeczeństwem oboje z Panem Poślubionym zastanawialiśmy się, czy dobrze postępujemy biorąc ze sobą ślub. Tak, zastanawialiśmy się i nie wstyd nam się do tego przyznać. Nie byliśmy pewni, że tak oto, na dobre i na złe to jest ta ukochana osoba. Choć byliśmy ze sobą już 8 lat, choć pewni byliśmy, ze bardzo się kochamy, ufamy sobie i bardzo, ale to bardzo chcemy, żeby właśnie tak było. Żebyśmy już zawsze byli ze sobą i żeby nasze szczęście trwało już tak do końca, bo przecież prawie każdy z nas tego właśnie chce. 

Rozterki jednak bywają i tak jak napisałam wyżej i my je mieliśmy. W związku z tym powstał tu nawet kiedyś taki post pt.: "Wątpliwości" i właśnie to on był odzwierciedleniem naszych uczuć na tamtą chwilę. Teraz wiem, że takie obawy są naturalne i czasem są potrzebne, po to aby przekonać się przed samym sobą, że to chyba nie jest dobry pomysł i to nie jest dla nas, a czasem też po to, aby utwierdzić się w tym, że dobrze podstępujemy. Mój post jednak nadal nie odpiwiedział na pytanie skąd wiedziałam? Skąd wiedziałam, że to ten jedyny i na zawsze razem? 

Odpowiedź brzmi więc: Nie wiedziałam. Zaufałam sobie, własnemu sercu i mojemu ukochanemu. Przede wszystkim bardzo chciałam, żeby tak było. Żeby moje marzenie się spełniło i żebyśmy już zawsze się kochali. Co mogę powiedzieć na chwilę obecną? 10 lat razem i 2 lata po ślubie to zaledwie skrawek życia. Tak wiele i jednocześnie tak mało, a jednak wspomnień jest cała masa, jesteśmy ze sobą od zawsze i jedno wiem. Miłość się zmienia. Dojrzewa, ewoluuje, nie zawsze jest taka sama i to chyba jest piękne. 

Miłość to przede wszystkim przyjaźń, szczerość, otwartość i zaufanie. To również namiętność, ale z czasem trzeba się liczyć z tym, że ta namiętność będzie gdzieś znikać, po to aby rodzić się na nowo i pozwalać nam odnajdywać się wzajemnie w tej szarej codzienności i rutynie. To właśnie jest piękne, że miłość jest dla nas nie tylko darem, ale i wyzwaniem, bo tylko od nas oboje zależy czy faktycznie to, że będziemy razem i będziemy się kochać szczęśliwie przetrwa, aż do końca. Do końca naszych dni.

2 grudnia 2015

5 rzeczy, które zmieniłabym w moim mężu.


Kocham mojego męża nad życie. Oczywiście oficjalnie to chodzący ideał, dający kwiaty, wieczorem masujący stopy, całujący przy każdej możliwej okazji. No ale...mąż też człowiek, wady mieć musi, a że żona to królowa, ideał nad ideały, to wady zawsze przypadną w zasłudze mężowi. Oto kilka mężowskich wad, które z chęcią bym zmieniła, wyplewiła i zaczarowała w coś innego za pomocą magicznego królewskiego berła żony:

1. Mój mąż nagminnie zapomina o zlewie. Chyba nawet nie wie, co to słowo znaczy, bo jego ręka tam nie uraczy. Zmywanie naczyń to chyba tylko przywilej żony. No, ale, że żona czasem choruje to wtedy i mąż tam zajrzeć musi. Myje gary więc raz na ruski rok. No, ale jak już myje ile ja się nasłucham, że nie ma bata - jutro kupuję zmywarkę!

2. Mój mąż słucha, ale nie słyszy. Ile to razy mówiłam, weź dla małego tą piżamę. Położyłam na szafce w kuchni (no, a gdzie by indziej, przecież to logiczne) leży ta piżama już godzinę, po czym słyszę: "Kochanieeeeee!!! Podasz nam piżamkę?" Przecież mówiłam, żebyś ją wziął leży na blacie kuchennym! "Serio? Nic nie mówiłaś. Nie słyszałem. Tak samo z nalej mi szklankę wody proszę, umyj szmatę od mopa, zabierz swoje czyste rzeczy. Czemu oni czasem naprawdę nie słyszą, choć widzę, że słuchają.

3. Mój mąż szuka, ale nie znajdzie. Idzie do kuchni...otwiera lodówkę...patrzy...i nie widzi. "Kochanieeeee!!! Nie ma już tego jogurtu pitnego?" Jest! Na górnej półce, po prawo...właściwie przed twoimi oczami. 

4. Mój mąż patrzy, ale nie widzi. Bałaganu, tego, że mały narobił do pieluchy, że puste butelki stoją i się walają, że pranie wychodzi już z kosza na brudy i macha radośnie na powitanie w łazience, że mamy jednego kota, a czasem to i dwadzieścia dwa koty, które radośnie biegają w salonie i tylko nieśmiało miauczą, ze chyba trzeba by było za mop złapać.

5. Mój mąż nudzi  się na zakupach piekielnie. To wada, bo ideałem byłby mąż, który z chęcią idzie z nami do galeri, szczerze wyraża swoje zadowolenie i jeszcze doradza...bo ta kiecka Ci świetnie pasuje, a powinniśmy jeszcze do tego buty kupić...no  i może nowa torebka? O  patrz! Tam jest kącik z wyprzedażą! Koniecznie trzeba zajrzeć i poszperać...taki mąż to skarb..tylko, kto by chciał  za męża homoseksualistę ;) ?

Mój mąż to ideał. Mimo, że czasem nie sprząta, mimo, że czasem mnie słucha, a jakby nie słyszał (czyżbyśmy my kobiety za dużo i za szybko mówiły?), mimo, że czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji to kocham go nad życie i nudno by chyba było gdyby ciągle robił tak jak mi wygodnie lub tak jak ja bym to wszystko widziała. Dlatego cieszmy się kobietki z tych naszych niesfornych Panów i czasem postarajmy się potraktować ich małe potyczki bardziej pobłażliwie ;)

16 listopada 2015

W pokoiku, na stoliku...

...stało mleczko i jajeczko. Często mówię, ten wierszyk naszemu synkowi. Przyszedł kotek...wypił mleczko, a ogonkiem stłukł jajeczko. Jakoś ten wierszyk mimo, że nie ma w nim mowy o pokoiku dziecięcym, właśnie z nim mi się kojarzy. Nasz maluch, ma pokoik i mimo, że nie należy on do pokoiku marzeń to jakoś się nad nim zachwycam :)


Pamiętacie jak chwaliłam wam się, będąc jeszcze w ciąży, naszym małym kącikiem dla malucha w sypialni? Nie? Było to w sumie tylko łóżeczko i nic więcej konkretnego. O tym możecie poczytać więcej klikając TU. Powiem tylko tyle, że u nas opcja dostawnego łóżeczka sprawdziła się świetnie. Jednak nadszedł ten czas, gdy mały zaczął raczkować i urósł juz do tych rozmiarów, że opcja nr 1 przestała się sprawdzać i postanowiliśmy przerobić naszą sypialnię. Oczywiście marzy mi się, aby mały miał swój pokój juz w stu procentach, ale jako, że nadal karmię piersią i pobudek w nocy czasem jest sporo, to summa summarum nadal śpimy w pokoiku małego na kanapie.


Sam pokój więc nie powala, ale co tam, pochwalę się wam :) Zdecydowaliśmy się kupić tym razem łóżeczko, które posłuży nam dłużej. Rozmiar 70 cm x 140 cm to większa wersja łóżeczka dla dziecka, które można potem przerobić na łóżeczko dla troszkę większego malucha, wyjmując szczebelki, a potem nawet zdejmując bok. Świetnym rozwiązaniem jest też szuflada pod łóżeczkiem i w małych mieszkaniach sprawdza się rewelacyjnie. Ja mieszczę tam wszystkie ubranka małego. 


To co lubię w tym pokoiku to parę detali na które sobie pozwoliłam :) są to między innymi słynne cotton balls, które według mnie wieczorem dają kapitalny efekt i ocieplają pomieszczenie. My mamy wersję szarą. Obok na oknie zawiesiłam, zwykłą najtańszą firanę ikea a na niej girlanda z sówek, wydziergana przez moją koleżankę. Oblepiliśmy też ścianę szarymi, trójkątami. Wcześniej nasza sypialnia, była śnieżno-biała, chciałam jednak, żeby mały miał cokolwiek na ścianie i stąd przeklejki w kształcie trójkątów :)




Zamontowałam też trzy półeczki na książki, na na nich oprócz baśni, stoi też obrazek z aniołem stróżem, po Panu Poślubionym :) kilka wełnianych sówek w kolorze niebieskim, które również zrobiła moja koleżanka, tak jak girlandę, a także aniołek z Częstochowy,  którego nasz synek dostał na chrzciny, a który to symbolicznie miał zabrać mu kciuka (chodziło o to, że mały uporczywie go ssał) taki śmieszny symbol, ale nie wiem co ten aniołek takiego w sobie ma, bo mały na prawdę po miesiącu samoistnie przestał ssać owego kciuka ;)




Pokoik jest malutki i są w nim trzy meble na krzyż, czyli wspomniana kanapa, na której śpimy my, szafa i łóżeczko małego. Nad łóżeczkiem powiesiłam zdjęcie naszego malucha i dziecięcą mapę polski, żeby było patriotycznie ;) Natomiast w samym łóżeczku, mamy poduchę w kształcie litery B. myszkę miki przywiezioną przez ciocię z disneylandu i cudownie miekką pościel la millou wzór indian zoo. 




Wiem jednak, że kiedyś zrobię małemu pokoik z prawdziwego zdarzenia.jego królestwo. Jest mnóstwo pięknych inspiracji, ale kikla z nich na prawdę mi się podoba. Co wy na to?