16 stycznia 2015

Jak urządzić kącik dla niemowlaka w małej sypialni?

Nasze mieszkanie nie grzeszy wielkością, ale też do tych zupełnie małych nie należy. Mamy dwa pokoje. Jak dotąd duży pokój to salon, a mały to nasza sypialnia. W momencie, gdy w ciąży włączył mi się instynkt wicia gniazda wiedziałam, że trzeba będzie urządzić gdzieś kącik dla malucha. Mamy mikro sypialnię. Już kiedyś chwaliliśmy się nią w poście na temat naszego pierwszego wspólnego mieszkanka. 


W sypialni jak do tej pory stało więc łóżko o wymiarach 160 cm na bodajże 200 cm i zabudowana szafa. Pomysły były dwa. Albo od razu przenosimy się do salonu na kanapę, albo póki możemy kombinujemy jak zmieścić malucha z nami w jednej sypialni. Nie dla każdego to rozwiązanie będzie najlepsze, ale dla nas wydało się najrozsądniejsze. Wiedziałam, że chcę karmić piersią. Wiedziałam, że jestem leniwa. Wiedziałam, że robienie oddzielnie pokoiku dla dziecka w ogóle się na początku nie sprawdzi, bo maluch i tak wyląduje z nami w łóżku. 

Zastanawiałam się więc, jak by tu zmieścić łóżeczko w tak małym pomieszczeniu, a przede wszystkim chciałam aby jego sen był również jak najbezpieczniejszy i żebym przypadkiem (choć pewnie to mało prawdopodobne) w nocy tego brzdąca nie przygniotła. Poszperałam więc w internecie i pierwsze co wpadło w moje ręce to kołyska. Niby super, ale przecież nie będzie mi się chciało przenosić i unosić malca w nocy, musi to być opcja jak najwygodniejsza dla mnie i dla dziecka. Tak też trafiłam na taki wynalazek jak łóżeczko dostawne. 


Wymiarami odbiega od standardowego i raczej bliżej mu do kołyski bo szerokości jako dostawka ma 55 cm, a długości coś koło 100 cm, ale myślę, że na pierwsze 6 miesięcy w zupełności wystarczy, a potem będziemy uciekać do salonu, a maluchowi urządzimy pokoik z prawdziwego zdarzenia. Dodatkowo do łóżeczka dostajemy czwarty bok, tak, że stanowić może oddzielny mebel, ale wtedy jego wymiary to chyba 40 cm na 100 cm. Nasze jest polskiej firmy, a szczegóły znajdziecie na końcu posta.

Co więc się zmieniło? Początkowo tak jak mówiłam, w sypialni znajdowało się  jedynie nasze łóżko, mini półeczka z ikea, która robiła za szafkę nocną i zabudowana szafa. Na pierwszy ogień poszło zlikwidowanie szafeczki z idea i zamontowanie nowej wąskiej powyżej łóżeczka. Na niej koniecznie chciałam ustawić lampkę nocną ze ściemniaczem, tak abym w nocy nie musiała zapalać całego światła i rozbudzać naszego maleństwa i przy okazji Pana Poślubionego. Na półeczce znalazła się więc przede wszystkim lampka i kilka pierdółek w tym obrazek jaki dostał nasz maluch od księdza podczas kolędy. 


Najważniejszym jednak punktem było łóżeczko i okazuje się, że u nas weszło na styk. Tak, że da rade jeszcze dojść do szafy. Łóżeczko ma regulację wysokości więc z łatwością dopasowaliśmy je do wysokości naszego łóżka. W środku jak widzicie panuje totalny minimalizm i specjalnie nie ma w nim zgodnie z zaleceniami ani poduszki, ani  kołderki. Zamiast tego dałam pieluchę terową jakby się ulało ;) no i zamiast kołderki zainwestowałam w otulacz do snu, jeśli będzie bardzo chłodno maluszkowi w co wątpię bo u nas w domu w zimę jest 22 oC, to okryję go jeszcze kocykiem. 


Nie mamy też ochraniacza na szczebelki, a czemu? Również ze względów bezpieczeństwa, a o tym można poczytać w internecie, tu nie będę się rozpisywać. Jako, że lubię wykorzystać powierzchnię w 100% postanowiłam zakupić pod łóżeczko pojemniki. Tak, znalazły się tam trzy białe pojemniki z ikea. 


W pierwszym najmniej dostępnym załadowałam zabawki. 


W drugim, czyli środkowym, skarpetki i pieluchy tetrowe. 


Natomiast w ostatnim, tym najbardziej z brzegu i jednocześnie najbardziej dostępnym, umieściłam kilka rzeczy potrzebnych do przewijania w nocy tzn. pojemnik z  chusteczkami nawilżającymi do pupki, kilka pieluszek, podkład do przewijania, a potem dorzucę tam jeszcze jakiś kremik. W nocy mam zamiar nie rozbudzać maleństwa i przewijać na szybko na łóżku. 


Cały przewijak wraz z profesjonalnym sprzętem umieściliśmy w łazience. Wykazał się Pan Poślubiony i wykonał piękną i funkcjonalną zabudowę. zmieściła się pralka, pojemniki, a co najważniejsze całość dla bobasa, gdzie w dzień będzie przewijany i pielęgnowany, a na wieczór kąpany. 





Zobaczymy jak to nam się sprawdzi. Jak na razie z takiej organizacji jestem bardzo zadowolona i liczę na to, że dużo nie będziemy musieli zmieniać.  Na koniec jeszcze porównanie przed i po :)


Łóżeczko : Klupś Piccolo
Prześcieradło na materac: Uszyła babcia :)
Otulacz: TK Maxx
Pojemniki: Pakowane po 2 szt. Ikea
Półka nad łóżeczko: Ikea
Lampka: Biedronka :)

13 stycznia 2015

Co ciąża zmienia w kobiecie?


Znowu będzie o ciąży. No, a o czym ma  być? Kobieta ciężarna siedzi w domu, mierzy ciśnienie co jakiś czas i w sumie czeka. Czeka na największy cud świata. Nowe życie. Dziś wkraczam w 38 tydzień, czyli teoretycznie do rozwiązania pozostało 2 tygodnie. Równo dwa tygodnie, a ja już nie mogę się doczekać. Już chciałabym wycałować te małe stópki i rączki, ale, ale nie o tym dokładnie miało być. 

Z perspektywy czasu i tygodni, które minęły postanowiłam napisać, sama dla siebie, jak minął mi ten czas i co zmienił, a zmienił dużo. Bardzo dużo. Mnie jako kobietę, możliwe, że stałam się zupełnie inaczej patrzącą na świat osobą. Podobno dziecko zmienia wszystko i ja w to wierzę, ale już ciąża spowodowała, że dużo się u nas zmieniło. Przede wszystkim ja sama. Kiedyś, przed ciążą, zastanawiałam się jak to będzie? Koniec imprez, koniec szaleństw, co z seksem i naszym związkiem kiedy przestanę być atrakcyjna, bo brzuch itp.? Teraz wiem, że to jakoś przestaje być istotne. Człowiek nawet specjalnie za tym nie tęskni, a ciąża nie wyklucza tych wszystkich rzeczy. 

Zaczęłam też rozumieć większość zachowań kobiet ciężarnych: dlaczego tak im ciężko, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.  Fizycznie? Ano ciężko: na początku mdłości, potem dużo lepiej, bo w końcu cudowny II trymestr, a na koniec męczy kręgosłup, a w moim przypadku jeszcze ciśnienie skacze, już nie wspomnę o tym jak diametralnie zmienia się ciało kobiety w ciąży. To niesamowite, bo praktycznie z tygodnia na tydzień widać jakieś zmiany, a z miesiąca na miesiąc te zmiany są ogromne. Zmiany niekoniecznie fajne, bo mnie np. nie ominęły rozstępy, cellulit czy dodatkowe kilogramy (a nawet sporo bo teraz już chyba będzie z +16 kg, nawet się nie ważyłam ostatnio). 

To właśnie działa na psychikę, czasem zupełnie się tym nie przejmuję, a czasem po prostu płakać mi się chce i zastanawiam się czy ja w ogóle w te moje stare jeansy wejdę skoro dupa jak ta szafa? Poza tym z dniem kiedy kobieta zobaczy upragnione dwie kreski na teście, zaczyna się martwić o swoje dziecko. Najpierw, czy serduszko bije, potem czy dotrwam do tego 13tyg., a na koniec czy za wcześnie nie urodzę, czy dzidzia nie owinie się pępowiną itp, To właśnie znak, że już jesteśmy mamami. 

Ja, jako ta mama, stałam się na pewno bardziej wyciszona. Czuję, że nawet jeśli nie chcę, głównym tematem staje się u mnie ten mały bobas, choć nie powiem i na inne tematy z chęcią z innymi rozmawiam, choć temat dziecka i ciąży zawsze jakoś mnie fascynował. Nawet wtedy gdy nie miałam instynktu, a i taki czas był. Nie powiem, nic się nie zmieniło i nadal jakoś nie mam tak, że wzdycham i kwiczę na widok małego bobasa. Obce dzieci, aż tak mnie nie cieszą jak te własne na które czekam, ale to chyba normalne. 

Co do finalnych przygotowań to w sumie wszystko już mamy. Wózek, łóżeczko, kosmetyki, wszystko czeka zwarte i gotowe. Co u Pana Poślubionego? Chyba całkiem o Was zapomniał, ale obiecuję, że zmobilizuję go do napisania czegoś dla Was. Jakoś nie umiem pożegnać się do końca z tym blogiem i chyba nawet nie chcę. Ciągle obiecuję sobie, że zacznę tu częściej pisać, że odezwę się na facebooku, ale jak widać nam obojgu zapału zupełnie brak. Myślę, że głównie dlatego, że oboje skupiliśmy się na jednym celu i teraz tylko to nam w głowie. 

Wracając jednak do tematu, powiedzcie moje drogie co u Was ciąża, nie samo dziecko, a właśnie ciąża zmieniła? Jak ją znosiłyście? Z chęcią poczytam :) może ja sama w tej notce skręcanej na prędze o czymś zapomniałam?

6 stycznia 2015

Byłam w szpitalu.


Pierwszy raz w życiu trafiłam do szpitala. Myślałam, że ten pierwszy raz zdarzy się dopiero wtedy gdy będziemy rodzić, kolejny raz jednak potwierdziło się, że ciąża to stan dynamiczny i nieprzewidywalny i gdy jednego dnia jest w miarę dobrze, drugiego lądujesz już w szpitalu. No i tak było w naszym przypadku. 2.00 w nocy, budzi mnie okropny ból głowy, myślę sobie pewnie znowu zatoki, bo już od dwóch tygodni męczy mnie jakaś choroba. Wstaję i kręci mi się w głowie, biorę paracetamol i kładę się, ale ból jest przeokropny. 

Przypomniało mi się, że Pani doktor kazała mierzyć ciśnienie, bo w gabinecie ciągle miałam wysokie. Budzę więc Pana Poślubionego i opisuję jak się mają sprawy. Mierzymy ciśnienie, a tam wyżej niż w gabinecie. O kurcze. No i co teraz?? Dzwonimy na IP, pytamy się...proszę odczekać 15 min. znowu zmierzyć, a jak nie zmaleje to prędko do nas. Nie zmalało. W szpitalu miałam już 166 na 98 czy jakoś tak. Ciśnienie skakało jak szalone, leki nie chciały pomagać i tak przeczekałam od 3 rano gdy mnie przyjęli do 9.00 rano gdy w końcu wszystko się unormowało, a głowa pomału przestawała boleć. 


28.12 zdążyłam po świętować. Tylko ile ja teraz będę tu siedzieć? Do końca ciąży??? Zobaczymy, słyszę w odpowiedzi. Szpital. Nie powiem mój pierwszy raz w życiu i nie było tak strasznie. Pierwszy wenflon i kroplówka, da się przeboleć, ale co ja mogę wiedzieć, jak spędziłam tam zaledwie 4 dni? Tak, na sylwestra mnie wypuścili - taka ze mnie szczęściara. 


Nie wiedziałam, że życie w szpitalu tak znacznie się różni od tego jak funkcjonujemy w domu. W nocy i dzień co 2 h sprawdzanie tętna dziecka, położna chodzi z małym urządzeniem i każdej ciężarnej przykłada je do brzucha słuchając tętna. Piękny dźwięk. Każdy brzuszek wydaje charakterystyczne tum,tum,tum,szszszzsz :) Ogółem w szpitalu wstawałam już koło 6.00 co w domu jest praktycznie niemożliwe. O 6.00 pobudka, 7.00 kąpiel, 8.00 śniadanko, 9.00 obchód, 10.00 lenistwo lub badanie, 11.00 KTG, 12.00 obiad, 14.00-18.00 odwiedziny, 16.00 kolacja, 19.00 kąpiel, 20.00 leżmy w łóżkach i koło 21.00 - 22.00 spać. W między czasie 4 razy dziennie mierzyli mi ciśnienie i leki. Latałam też z kroplówką z magnezem, bo okazuje się, że mam już całkiem niezłe skurcze. 

Co do posiłków. Jak na patologię ciąży...dramat. Choć nie zawsze. Jako, że miałam dietę bezsolną, to wyglądała ona troszkę inaczej niż moich współlokatorek, a mianowicie różniła sie jedynie obiadem i raz dostałam inną kolację. Obiady jak na dietę bezsolną mi bardzo smakowały, za to śniadania i kolacje czasem przerażały. Przykre jest to, że nie uświadczy się na śniadanie czy kolację żadnych warzyw czy owoców. 


Nie chodzi tu o to, że jestem mega wymagająca i oczekuję nie wiadomo czego, ale chyba jedna główka sałaty lodowej na cały oddział, która kosztowałaby może z 3 zł podzielona dałaby każdej ciężarnej minimum 3 plasterki sałaty i to już coś lepszego niż niewiadomego pochodzenia kawałek mielonki. 




Tak samo nie uświadczysz tu sera, pomidora, papryki. Niestety ani krzty małego plastereczka, a tyle się mówi ciężarnym o zdrowym odżywianiu, pełnoziarnistym pieczywie, nabiale, warzywach i owocach, jednocześnie karmiące je na patologii ciąży tym co najtańsze: białym chlebem, margaryną i mielonką. Przecież to patologia ciąży! Nie znaczy to, że jedzenie ma wyglądać patologicznie. Oczywiście trzeba mieć swoje sztućce i kubek, bo inaczej rano nawet nie skosztujemy kawy inki. Raz śniadanie wyjątkowo mi smakowało, zupa mleczna z kaszką manną, chleb, miód i wspomniana inka. Tylko, że dziewczyny mówiły mi, że codziennie to samo, zupa mleczna, chleb i miód labo na przemian mielonka. Tyle w temacie. Daleko nam jeszcze do zachodu i mogłoby być lepiej, znacznie lepiej, ale może kiedyś, kto wie?