28 stycznia 2013

Kot



PANI NARZECZONA


Od dziecka było tak, że zawsze otaczały mnie zwierzęta: a to myszka, chomiczek, rybka, żółw, potem nadszedł czas na poważniejsze zwierzątko w postaci króliczka miniaturki, bialutki, cieplutki, kochany do czasu, gdy z miniaturki nie przerodził się w zwierze wielkości kota i tak też się zachowywał...kicał po domu ku mojej uciesze, a na nieszczęście rodziców obgryzał wszystkie kable jakie spotkał na swojej drodze. Jednak miarka po pewnym czasie się przebrała i nasz kochany króliczek został stracony na pasztet, a mi powiedziano, że zaopiekował się nim miły starszy Pan.

Potem były epizody z kotkami, były chyba nawet dwa, jeden wypadł przez okno, jak się w dorosłym życiu potem dowiedziałam, a drugi pobył u nas dwa dni, nasikał tacie do butów i jego kariera też się szybciutko skończyła (Oczywiście został oddany starszej Pani, a nie stracony, spokojnie). Wszystkie te maluchy były znalezione na śmietniku, wymyte, wykarmione, ale tak dzikie, że nie dały się przystosować do warunków domowych. Po kotku, długo nic nie było.

Do momentu, aż pewnego pięknego dnia nie wybrałam się z moim tatą na giełdę. Pojechaliśmy po lampę do auta...a wróciliśmy z pieskiem! Piękną pręgowaną bokserką...naszą Silką. To była prawdziwa miłość. Płakałam jak ją niosłam na rękach. Kocham zwierzęta. Teraz Silka ma już 8 lat i bardzo choruje, ja nie mieszkam już z rodzicami, a w naszym domu jakimś cudem znalazły się jeszcze dwa koty i chomik, który niedawno zszedł z tego świata.

SILA
CZAREK
ZUZKA

Można więc wnioskować, że gdy niecały rok temu przeprowadziłam się na własne mieszkanko z Panem Narzeczonym to dla mnie oczywistym było, że to tylko kwestia czasu, aż zawita u nas jakiś zwierzak! Przecież one były w moim życiu od zawsze! Pan Narzeczony nie był przekonany co do jakiegokolwiek zwierzątka, no chyba jedynie rybki. Tak tez się stało i pewnego dnia moja kochana mamusia przyniosła nam na mieszkanko prezent w postaci rybki.

Zachwycona, że kupiła nam wyjątkowy egzemplarz bojownika, bo nie niebieski i nie czerwony, a jakiś szarawo-plamiasty, po prostu brzydki! Tak tez wyszło, że rybka została nazwana Brzydalem i tak zamieszkaliśmy w trójkę. Dla mnie jednak nadal było pustawo...bo oni to przytulić, ani to ładne, a znajomi zawsze jak przychodzili pierwsze co krzyczeli „O! Rybka wam zdechła! A nie...to ona taka brzydka jest?” No i tak się zastanawiałam jaki zwierzak byłby idealny...pies?

Nie..mamy malutkie mieszkanko, a ja do wychodzenia z Silą się nie rwałam więc odpada...czy nie ma czegoś takiego jak połączenie kota z psem? Czysty jak kot, przyjacielski jak pies? Jest! Moja kochana siostra poinformowała mnie wtedy o rasie kotków Ragdoll i takim oto sposobem zachorowałam. Jednak wiedziałam, że Pan Narzeczony prędzej zsiwieje, niż na kota się zgodzi, ale próbowałam.

Oczywiście opowieści jakie to one cudowne nie są te kotki, jak po meblach nie chodzą, cichutkie, jak pies się zachowują, witaja Cię, tulą się i są jak szmaciane lalki! Nie wiem jak to się stało ale jakimś cudem mimo płaczu i tupania nogami w końcu się zgodził. Szukałam kotka na forach, pisałam do hodowli i jest! Jedziemy 300 km i tego samego dnia wieczorem siedzi już mi na kolanach. Kochamy, malutki, tylko mój Aruś! Wiecie, że podobno jest tak, ze jak kobieta nie ma dzieci to otacza się zwierzętami? Chyba coś w tym jest bo od razu mój instynkt macierzyński spadł praktycznie do zera, a centrum stała się mała włochata kulka.

Pierwsze chwile w domu! Pan Narzeczony z Arkiem!

Oczywiście Pan Narzeczony próbował ugrać sobie, ze ok będzie, ale ja zmywam podłogi, czy naczynia, ale ja głupia nie byłam i mimo to nie dałam się,a Aruś i tak mieszka z nami i tak!
Obecnie, okazało się jednak, ze kotek nie jest tak niskopodłogowy, ale prawdą jest, ze cichy jak myszka i chodzi za mną jak pies. Pan Narzeczony zaakceptował nowego domownika, czasem nosi go jak dziecko, a czasem żyją jak pies z kotem, ale ogółem wszyscy są zadowoleni!

PAN NARZECZONY

Pisanie o kocie zacznę od tego że miałem kiedyś psa. Takiego czarnego zwykłego kundla, który był strasznie wredny, nawet ugryzł mnie parę razy. Posiadanie jego kojarzyło mi się jedynie z tym że ze zwierzakiem trzeba wychodzić na dwór, karmić, sprzątać jego różnego typu płyny ustrojowe z powierzchni podłogi i nie wynika z tego nic więcej. 

Może spowodowane to było tym, że psem zajmowałem się tylko ja z bratem i mieliśmy go po dziurki w nosie! Jak tylko Pani Narzeczona zaczęła mimochodem wspominać o tym, iż może byśmy mieli kotka, ja zblokowałem się na „NIE!”.

Taki stan rzeczy trwał mniej więcej przez pół roku, a w małej główce Pani Narzeczonej ziarenko zwane ideą przekształciło się w pełni wykształconą rządzę! Porządek rozmów na temat kota kształtował się zawsze tak samo –kotek? -nie! Kłótnia!

Przyszedł jednak dzień kiedy stopniałem i powiedziałem: -no dobra.
Próbowałem coś ugrać dla siebie np. zwolnienie z mycia podłóg ale się nie udało i zakończyło stwierdzeniem że jak Pani Narzeczona coś chce mieć to jest to obwarowane poświęceniem z jej strony.

Odpuściłem, będziemy mieć kota!

Pani Narzeczona przekonała mnie między innymi faktem, iż rasa którą ona upatrzyła nie chodzi po meblach, jest trochę ślamazarna i uwielbia się przytulać.
Pani Narzeczona w jedynym w swoim rodzaju błagalnym i rozpaczliwym tonie rozpisała się na kocich forach z informacją, że przygarnie biednego kotka lub kupi lecz nie posiada całej sumy.
Ku naszemu zdziwieniu, troszkę mojemu nieszczęściu już następnego dnia ktoś się odezwał i wieczorem tego samego dnia maluszek zagościł u nas w domu. 
Przyznam był przeuroczy! (poza zapachem)

No i się zaczęło…

Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że kot nie jest, aż tak niezdarny i wbrew wcześniejszym zapewnieniom Pani Narzeczonej CHODZI PO MEBLACH ku uciesze naszych Gości, którzy zgodnie krzyczą chórem: „ten kot nie chodzi po meblach!!!” ,a jego ulubionym miejscem do snu stał się stolik kawowy w salonie.

Pomijając powyższe lubię naszego kota jednak irytuje mnie jedno towarzyszące mu urządzenie –kuweta.





http://dwojedopoprawki.blogspot.com/


14 komentarzy:

  1. świetne zdjęcia ! :)
    Zapraszam do mnie nasz-zwariowany-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. wiecie, że kota można "zarazić" ziewaniem? trafiło na kociarę:) Pozdrawiam Was i chyba tu zostanę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z pewnością zostanę:) muszę tylko pilnować, żeby A. (mój narzeczony) nie zorientował się, że inny narzeczony został dopuszczony do głosu:) póki co tylko o nim czasami wspominam, ale nie ma możliwości wypowiedzi. to by się źle skończyło, dla wszystkich:)

      Usuń
    2. Pestka , ja swojego M. dopuściłam do oglądania dwoje do poprawki może coś sobie przemyśli w tym swoim rozumku :P

      Usuń
  3. Ciekawy ten blog :) Kot to faktycznie fajna sprawa!

    OdpowiedzUsuń
  4. też mam Ragdolla, genialny wielki kocur, i to oczywiste że chodzi po meblach i czasem łobuzuje ale jest tak uroczy że się mu wybacza :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w końcu można skrobnąć parę słów :)
    mnie nigdy do zwierzątek nie ciągnęło i póki jesteśmy we dwoje, to w żadnego czworonożnego pupila inwestować nie będziemy :)

    cieszę się, że się dogadaliście w kwestii włochatego towarzysza ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładne te zwierzaczki, ale ten wasz kotek masz niebieskie oczęta fajowe :D U mnie też było prę kotów, ale krótki czas i teraz jest bez zwierzaków.

    OdpowiedzUsuń
  7. też zostaję a co tam :)
    kociaki .. w sumie przez całe życie byłam na NIE na koty że to śmierdziele i wgl obrzydlistwo ..
    tymczasem jak pojawiał się przybłęda w ogrodzie kto chodził karmić kociaki ?
    oczywiście że ja ...
    już jeden prawie był nasz.. niestety jakiś idiota go rozjechał :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne grono milusińskich. Znam skądś analogiczną sytuację. Ja z kolei musiałam namawiać męża na drugiego przyjaciela, upatrzoną wcześniej kotkę. No i po wielu namowach zlitował się nade mną, a ja spełniłam jedno ze swoich marzeń. I teraz wszyscy jesteśmy zadowoleni z takiego obrotu sprawy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. No tego pasztetu to Wam nie wybaczę! ;p
    Sama mam cudownego królika i całe kable ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak to prawda miło was sie czyta.. Szukam blogów Ślubnych trochę juz ich przejrzałam i okazało sie ze wszędzie jest juz to samo tzn. Zdjęć.. A ja teraz potrzebuje tekstów.. Zaczęłam od początku i tak jak reszta juz zostaje :) mam jeszcze trochę postów przed sobą- super mam nadzieje, ze nie zmienia sie w posty- fotografie :)
    W tematyce kotów krolikow sie nie wypowiem, nie lubie kotow:/ Naszym zwierzatkiem jest nasza córeczka :) pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń