30 stycznia 2013

Suknia ślubna



PANI NARZECZONA


Jak wiadomo większość z nas kobiet w dzieciństwie z pewnością marzyło o tej jedynej idealnej sukni ślubnej. Moje pierwsze wyobrażenie zaczęło się kiedy miałam tak około 10-12 lat.

Pamiętam, że obraz sukni jaki przed sobą miałam to suknia typowo dla księżniczki. Oczywiście szeroki tiulowy dół, gorset bez ramiączek, na głowie diadem i 8 metrowy welon! Wyobraźcie sobie teraz, że takie wyobrażenie mnie przetrwało i ciągnęło się za mną, aż do liceum! Jako, że jestem typową marzycielką byłam przekonana, że będzie ogromna sala w pałacu, dorożka, trzystu gości...no cuda wianki na kiju!

Potem coś zaczęło się zmieniać i już na studiach, a może nawet w ostatniej klasie liceum stwierdziłam, że może będę bardziej tradycyjną Panną Młodą. Jakie tym razem było moje wyobrażenie? Suknia w kształcie tak zwanej syrenki, koniecznie koronkowa, najlepiej z odkrytymi plecami, welon też wykończony koronką, elegancka sala 150 osób, stylowe autko....

Wszystko to było piękne i kolorowe. Teraz wiem, ze były to marzenia, a raczej poszukiwanie tego co naprawę mi się podoba. Przyszedł w końcu ten moment w życiu, kiedy mam już pierścionek na palcu, kiedy trzeba na poważnie pomyśleć jak to wszystko ma wyglądać.



Ok. To jak w końcu będzie z tą suknią? Zawsze podziwiałam, stronę salonu madonna. No to zaczniemy od niego. Pakujemy do auta: mamę, tatę, siostrę, przyjaciółkę, Pana Narzeczonego „ Narzeczonego?! Przecież tak nie można! To przyniesie nieszczęście! Nie będzie miał niespodzianki!” Wiecie co? W nosie mam wasze przesądy! Jedziemy. Po 30 minutach jest! Salon!

Czemu się denerwuje? Nie wiem. Wchodzimy. Pani miła. Jest i przymierzalnia, taka jak z programu „Say Yes to the Dress” super! Zaczyna się...jaki model? Jaki styl? Nie wiem! Skąd mam niby wiedzieć? No chyba nie księżniczka? Może coś skromnego? Pani jakoś ogrania sytuację. Przynosi dwie. Zakładam... i załamuję się! Koszmar :/ Wiedziałam! Będzie tak jak z sukienką na studniówkę! Powiem wam, że zawsze słyszę „Ty to masz idealną figurę, nawet w worku na ziemniaki dobrze wyglądasz!” Co za bzdura! Nie ma idealnej figury! Coś takiego nie istnieje!



Ok...wracamy...kolejna suknia...to samo...kolejna...nic....następna...odsłaniamy kotarę i wszyscy kiwają głowami „ślicznie”, a ja? Czuję, że jest okropna! Już widzę, tata kiwa głową, czyli ostatecznie według niego to jest ta. Jestem typową córeczką tatusia i w tej chwili jestem zła! Jak może mówić, że ślicznie skoro wyglądam jak stara Panna Młoda w starej sukni! Następna! Mierzę...pióra! Wyglądam jak gęsia mama...NIE! Następna...kolejna...dziesięć innych....i jeszcze jedna...Pani przynosi na wieszaku, ja się jeszcze bardziej załamuję...ok ale mierzę..nie można podobno oceniać tylko „po wieszaku”

Mierzę i nie wierzę! Jest! Na pewno? Chyba tak! Chyba? Patrzę...obracam się...ale jak to taka? W życiu by mi taki krój do głowy nie przyszedł! Odsłaniamy! Przyjaciółce świecą się oczy, a ja pierwszy raz się śmieję... to jest TA!



Kto by pomyślał, że wybór sukni przyniesie tyle zmartwień? Powiecie, że powinnam się tym cieszyć, a ja tam wtedy w tej przymierzalni byłam zrozpaczona i zła! Pan Narzeczony w ogóle się nie odzywał...ale powiem wam, że jak pokazałam się w pierwszej sukni to mimo, że to nie była ta to widziałam w jego oku łezkę wzruszenia! Wiem, że tego jedynego dnia też będzie bardzo wzruszony jak zobaczy mnie w pełnej krasie!

Jak sami widzicie, wybór sukni nie zawsze jest cudownym przeżyciem, a zderzeniem z rzeczywistością! Suknię mam za sobą, ale strach się bać co to będzie z obrączkami? Już szukamy, ale okazuje się, że Pan Narzeczony preferuje żółte złoto, a ja zdecydowanie białe! Będzie zabawnie! Trzymajcie kciuki! ;)

PAN NARZECZONY

Jak wiecie z poprzedniego posta postanowiliśmy wziąć ślub, a co jest z tym związane musieliśmy wybrać i kupić suknie ślubną. Na całe szczęście moja przezorna Pani Narzeczona już chyba od 4 lat rozgląda się za sukniami i doskonale wiedziała jaką chce i gdzie ją kupi, tak przynajmniej jej się pierwotnie wydawało.

(właśnie kot odstawia serenady do księżyca, a swoją drogą czy ten mały sierściuch zawsze musi czekać aż umyje podłogi i wychodzi wtedy z kuwety roznosząc po całym mieszkaniu żwirek? Ugh!)

Wracając do tematu, pojechaliśmy do ościennego miasta na łowy. Po wejściu do salonu poczułem się jak uczestnik jednego z reality, w którym uczestnicy jadą do ekskluzywnego salonu, rodzinka rozsiada się na pufach a Panna Młoda ukazuje im się co chwila w innej sukni. Do pełnego spełnienia brakowało jeszcze takich malutkich kanapeczek i szampana. 

Rozochoceni telewizyjną atmosferą postanowiliśmy nakręcić filmik. Gdy Pani Narzeczona była za kotarą, rozdałem wszystkim po chusteczce, a na dźwięk rozsuwanego materiału i widok Pani Narzeczonej wszyscy zaczęli szlochać i biadolić jak to ona pięknie nie wygląda –mina Pani Narzeczonej, bezcenna!



A na poważnie to moim typem jak i Pani Narzeczonej (tak mi się wydaje) była długa smukła suknia z koronki z pięknym dekoltem lub głęboko wyciętymi plecami i nawet dwie z wszystkich chyba 40 przymierzonych pasowały do mojego opisu.

Okazało się jednakże że największe piętno odcisnęła na nas inna suknia podobna do tej jaką koleżanka z liceum Pani Narzeczonej narysowała dla niej w tamtych czasach.

Jednakże kiedy doszło do finalizacji i padło pytanie: -ile?, lekko nas zamurowało gdy zostaliśmy poinformowani, że suknia, która nam się podoba kosztuje przeszło o 1,5 tysiąca powyżej naszego budżetu. 

Wspomnę tylko, że określiliśmy nasze możliwości finansowe już na wejściu do salonu i prosiliśmy o nie pokazywanie nam sukien na, które nas nie stać. Po konsternacji oprzytomnieliśmy i opuściliśmy salon spisując uprzednio modele, które nam się podobają.

Na drugi dzień, jak zwykle w naszym życiu całkowicie przypadkiem okazało się, iż salon sukien ślubnych w innym mieście obchodzi urodziny i właśnie przed minutką zwolniło się miejsce dla jednej pary na ten ekskluzywny dzień. Jak tu nie korzystać?!

Pojechaliśmy rozochoceni promocyjnymi cenami, a na miejscu zostaliśmy przyjęci niemalże jak książęta. Spocząłem na wygodnej sofie popijając spokojnie wątpliwej jakości szampanem tort, w czasie gdy Pani Narzeczona była niczym Kleopatra czesana, malowana i Bóg wie co tam jeszcze.



Dostrzegłem na stoliczku nieopodal malutkie kanapeczki. Spełnienie!
Najlepszym elementem było to, że dokoła mnie kręciło się mnóstwo Panien Młodych przymierzających suknie, a ja wyrażałem swe jakże cenne opinie na temat ich wyglądu.



W końcu na podwyższenie wchodzi Pani Narzeczona i słychać w całym salonie Achy i ochy –wyglądała przecudnie jak księżniczka (to była ta suknia z poprzedniego salonu).
Niemniej jednak okazało się że ceny mają jeszcze wyższe aniżeli w I salonie a promocje, losowania nagród itp. Okazały się farsą i zwykłym chwytem marketingowym. Szkoda.

Reasumując suknia zamówiona pomimo przekroczenia budżetu, a co tam odbijemy sobie na moim garniturze!




23 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś blogger szwankuje chyba:) napisałam wcześniej, że się zmęczyłam od samego czytania o tych przebierankach:) A. rok temu powiesił na choince (w malutkiej czerwonej skarpecie:) pierścień zaufania, nie umiem się odnaleźć w białej sukni, wśród tłumu gości. Będę obserwować i kibicować, może zmienię zdanie na temat potajemnego ślubu we własnym ogródku:) Mam nadzieję, że moja babcia do Was nie zagląda, bo inaczej dostała właśnie zawału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawału oczywiście na temat moich planów;) czy na zdjęciach jest suknia, którą wybrałaś? Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Na zdjęciu gdzie Pani Narzeczona trzyma tulipany. To jest ta suknia :)

      Usuń
    3. tak myślałam:) piękna.

      Usuń
  3. Genialny tekst! :) A z tą suknią to u mnie było podobnie - marzyłam o koronkowej syrenkowej, a wybrałam ostatecznie tiulową księżniczkową :) Tak to już z nami kobietami jest ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. ślicznie wyglądasz. piękne zdjęcia! czy to pan młody taki uzdolniony? pozdrawiam was serdecznie... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie, jeżeli chodzi o fotografię to jak ja robię zdjęcia to zazwyczaj nie widać głów :) Pani Narzeczona jest raczej w tym kierunku utalentowana i przy okazji prowadzenia bloga odświeżymy jej umiejętności.
      A te zdjęcia robił profesjonalny fotograf, Bardzo dobry!

      Usuń
  5. Super post :) Fajnie się czyta :) Pewnie tu wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale siweetny blog !! Ja tez sie szukuje w tym roku wiec chetnie bede tutaj zagladac i czerpac natchnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obrączki mogą być z białego i żółtego złota więc jakoś tą sprawę rozwiążecie :) To się tylko tak wydaje, że tak prosto suknię znaleźć a jak przyjedzie do przymierzania to już tak kolorowo nie jest. Ja też mniej więcej wiem jak chce żeby wyglądała moja suknia ślubna, ale pewnie zmieni się to ja zacznę takowej szukać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie problem jest w tym że mi bardzo podobają się klasyczne z żółtego złota ale Pani Narzeczonej nie pasuje żółte złoto do pierścionka zaręczynowego i po części ma rację. Poza tym mamy spory dylemat co do szerokości dla mnie, musimy wziąć Tatę aby nam doradził.

      Usuń
    2. To chyba musicie pójść na kompromis :)

      Usuń
  8. Cudowne zdjęcia i cudownie się Was czyta :) Strasznie podoba mi się zamysł wspólnego pisania bloga, te same sytuacje opisane z dwóch różnych perspektyw. Mój blog (nasz?), był również prowadzony razem z moim TŻ, jednak po czasie jakoś mu się odwidziało, przestał pisać, a z taste and sound, zostało już tylko taste. Choć nie ukrywam, łudzę się, że za jakiś czas chęci mu powrócą :-) Po tych paru postach widać jak bardzo jesteście zgrani i "współpracujecie" ze sobą - co widać choćby po przykładzie z obrączkami. Wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  9. no proszę nie dość że połowa znajomych blogerów tu kibicuje to i ja się dołączam ,
    i oby ten wasz pomysł nie siadł po dwóch tygodniach !
    Pani Narzeczona niech skopie tyłek Panu jak nie będzie pisać ! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. super:) własnie skrupulatnie przeglądam Waszego bloga i tak się zastanawiam jak tutaj będzie po ślubie:)Pozdrawiam Was oboje:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, co to znaczy szukanie sukienki... Głowa może od tego pęknąć.
    Bardzo ciekawy blog, z ładnymi zdjęciami i z dwoma punkami widzenia.
    Ja zapraszam do siebie, po ślubne inspiracje.
    ania-konrad.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. hihi tak czytam blog i przeszukuję kiedy będzie pokazana suknia, ale też dziwie się, że pozwolili Wam robic fotki w salonie, mi jak i również wcześniej mojej siostrze nie pozwolili przy przymierzaniu, dopiero po zamowieniu sukni i zaliczce ;)
    Miałaś przeboje z suknią, ja moją wybierałam... 30 minut ? akurat miałam wolne przedpołudnie w wigilię i jedyną okazję zakupu sukni, gdyż tylko na święta byliśmy w pl. Najpierw jeden salon, bo wolny termin, suknia jest, cena super 1000 zł, ale rozmiar na styk i albo ryzykuje za tysiaka albo nie, bo to wyprzedaż była :P
    Jednak jedziemy do drugiego salonu, wchodzę, mierzę drugą którą miałam na oku, szybkie porównanie - zamawiamy pierwszą rozmiar wiekszą - nnie ryzykujemy ;)
    Pani zdziwiona, że tak szybko, że bez koła, tiulu, rekawiczek, koron, diademów :D Mowi, że koleżanki jej nie uwierzą hihi :D
    Twoja suknia również jest bardzo ładna, nie spotykana, nie widziałam jeszcze takiej i bardzo dobrze !
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I teraz dopiero doceniam jaką jestem szczęściarą, że nigdy nie marzyłam o sukni, ani o hucznym weselu ;) Przymierzyłam dwie suknie i każda przymiarka była dla mnie koszmarem, aż w końcu, w internecie dostrzegłam "tę jedyną" i jest, i mam i och, i ach! ;) Przede wszystkim ważne dla mnie było, żeby nie była biała, nie miała gołych ramion i trenu. Myślałam, że nie znajdę, a ona "sama się znalazła": waniliowa, na ramiączka, lekko za kolano i w zabójczej cenie. Słowem, nawet brak marzeń może się spełnić ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne zdjęcia:) Naszły mnie wspomnienia ślubu i jakoś tak mile się zrobiło:)
    P.S. kanapki faktycznie wyglądają kusząco;>

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, ze dopiero teraz tu trafiłam :)
    Nigdy nie marzyłam o sukni ani o ślubie i zawsze się zastanawiałam jak koleżanki mówiły o swoich wyobrażeniach na temat ślubu lub dzieci "skąd one mogą wiedzieć kiedy te dzieci urodzą albo jaki ten mąż będzie". Sukienki nie chciałam z salonu w pierwszych miesiącach przygotowań dopiero po wypadzie dla frajdy z inną koleżanką, która miała brać ślub przede mną, na szybkości po przymierzeniu 3 modeli wybrałam kieckę z wyprzedaży. Teraz nie chcę jej sprzedać bo tak ją lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podjęłaś dobrą decyzję;):) Ja jestem ciekawa jak będę się sobie podobać z mojej sukience w grudniu na przymiarce:):)

    OdpowiedzUsuń