6 lutego 2013

Choroba!

PANI NARZECZONA


Nie wiem o czym pisać. Ten post chyba będzie jednym z moich krótszych, o dziwo. Z Panem Narzeczonym od wczoraj siedzimy w domu i chorujemy! Pan Narzeczony zdecydowanie jest w gorszym stanie, chodzi i wydaje z siebie dźwięki jak stary traktor. 

Jeszcze dwa dni temu zdążyliśmy zawiesić obrazki w przedpokoju, więc są jakieś plusy bo przynajmniej chorujemy w pięknym otoczeniu, no i mieszkanko zauważyłam, że w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej przytulne. Taki nasz magiczny zakątek. 






Nie powiem, ale brak weny szkodzi chyba mi bardzo, bo ani nie wiem co wam pisać, ani też obiadu nie chciało mi się zrobić i tak zainspirowana postem AleBabki i tym, że oświeciło mnie, iż niedawno dostałam od mamy dwa makarony chińskie postanowiłam zrobić super chińszczyznę. 



Chińszczyznę ekspresową, a że nikt nie był na zakupach w lodówce znalazłam jedynie mrożonkę chińskiej mieszanki i schab! Więc zamiast polędwicy wołowej jak radzi AleBabka zmuszona byłam podsmażyć schab i o dziwo nie był suchy i bardzo fajnie smakował! Pan Narzeczony nie narzekał bo smaku nawet na dobrą sprawę nie poczuł, a ja obiad miałam z głowy! 




Oboje dziś też z Panem Narzeczonym zauważyliśmy, że wpadliśmy w małą rutynę i na wszystkie fajne rzeczy w naszym życiu musimy czekać, a to wyjście do knajpy, a to przygotowania do ślubu, wszystko jakby zawisło w czasoprzestrzeni. Czekamy, aż się odwiesi.

PAN NARZECZONY

Tak… Wczoraj nawiedziła nas ni stąd ni zowąd choroba. Człowiek wyłącza budzik z myślą jak to nie nabrał sił przez noc na kolejny dzień służby społeczeństwu i swojemu pracodawcy, gdy po oprzytomnieniu okazuje się, że jedyną rzeczą do której jest zdolny jest wykonanie telefonu do pracy, że dzisiaj nie zaszczyci firmy swą obecnością. 

Pomyślałem, że nie można być miękkim i że to tylko takie „poranne mdłości”, a w ciągu dnia mi przejdzie, więc niestrudzenie wyruszyłem do pracy, z której już po godzinie musiałem wracać.
Nie dałem rady, wróciłem na tarczy.

Do dnia dzisiejszego wydmuchałem całą zgrzewkę chusteczek i zaraz idę po drugą, swoją droga zastanawiam się ile tego zielonego gówna mam w głowie i ile jeszcze mój organizm jest w stanie go wyprodukować. Czy nie lepiej gdyby tę energie spożytkował np. na spalanie mojego przed weselnego brzucha?



Towarzystwa w mojej niedoli dotrzymuje mi oczywiście Arek i Pani Narzeczona, to drugie przejmuję się mną coraz mniej na rzecz tego pierwszego. Na szczęście kilka dni temu zaliczkowo na urodziny od Pani Narzeczonej i jej rodziców dostałem smartphona i swobodnie surfuje po Internecie z łóżka wypełniając czas między kolejnymi telefonami z pracy.

Kończę pisanie bo zaraz mam wizytę u laryngologa, jakiegoś polipa mam w zatoce czy innego stwora z Władcy Pierścieni.

14 komentarzy:

  1. Sytuacja bez wątpienia mało śmieszna, ale ja "niestety" uśmiałam się po pachy ;) Szybkiego powrotu do zdrowia!
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. opis Pana Narzeczonego o jego chorowaniu - uśmiech od ucha do ucha, co prawda choroba nie jest śmieszna, ale sposób jej opisania, tak!

    bardzo ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dobrze, że humor nawet podczas choroby dopisuje! dużo zdrowia życzę Pani i Panu Narzeczonym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To kurujcie się, aby nabrać siły na różne fajne rzeczy, które dotąd robiliście. Świetnie wyglądają te zdjęcia :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj no tak :) Temperatura skoczyła na plus, więc tym samym wirusy mają sprzyjające warunki do rozwoju. Ja całe szczęście chorobę tej zimy mam już za sobą i mam nadzieję, że ta powtórka z "rozrywki" nie będzie miała miejsca!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo, bardzo fajny blog :).
    Obserwuję Was i to z wielką przyjemnością :).

    www.k-a-m-a.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się łączę w niedoli... Też "zdycham" już kolejny dzień, razem z moim Miśkiem, chociaż na całe szczęście jemu już przechodzi... Strasznie podoba mi się Wasz blog i sposób prowadzenia go! Zostaję tu na stałe!:) Obserwuję i pozdrawiam!
    Zdrówka!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę, proszę :) Zmiany! Obserwuję i czekam na nowy post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy post pojawi się już w sobotę ;) zmiany zmiany :) Musimy troszkę dopracować nasz blog :) to jeszcze nie jest to co chcemy w 100% ale w przyszłości na pewno odpicujemy go porządnie ;)

      Usuń
  10. Bardzo dziękuję za rewanż :)

    Zgadzam się, też nie lubię Warszawy. Studiuję tam i tylko odliczam dni do przyjazdu do domu. To nie jest przyjazne miasto, ale raz na jakiś czas uda mi się docenić jakieś miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hej, bardzo ciekawy blog :) przeleciałam od najstarszych do najnowszych postów :) świetnie, że prowadzicie go w dwójkę, fajnie zobaczyć jak wyglądają pewne sprawy "od drugiej" strony :) trzymajcie tak! obserwuje i zapraszam do siebie, może jakiś przepis skusi? :)) www.chilli-choco-latte.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. "Do dnia dzisiejszego wydmuchałem całą zgrzewkę chusteczek i zaraz idę po drugą, swoją droga zastanawiam się ile tego zielonego gówna mam w głowie i ile jeszcze mój organizm jest w stanie go wyprodukować." Jezu człowieku... jesteś obrzydliwy :/

    OdpowiedzUsuń