15 lutego 2013

Sushi


PANI NARZECZONA



Ach co to był za dzień! Mogę śmiało stwierdzić, że środa była szalona! Dużo się działo. Zaczęło się od tego, że mieliśmy jechać do Katowic odebrać mój dyplom! Tak w końcu mam dyplom – licencjat! Pojechaliśmy grupą jeśli można tak nazwać skład 3 osobowy ;) Ja, Pan Narzeczony i moja siostra! W drodze powrotnej oczywiście zahaczyliśmy o Silesię i się zaczęło! 

Najpierw lody. Dziwne miejsce, zwie się Feel the Chill. Super sprawa bo lody robione z jogurtu naturalnego i faktycznie inne w smaku, fajnie, ze samemu w całości je komponujemy, ale drogie jak diabeł! 

Lody na wagę? O tak!
Owoce? Czemu nie!

Tyleeee kartoników!
Z tej dzikiej maszyny wyciekamy sami lody :)

Potem jakoś tak wyszło, że wstąpiliśmy do Pizzy Hut na nasz ulubiony bar sałatkowy :) ale najważniejsze chyba co działo się wieczorem. 




Wieczorem: Sushi, przyjaciele, dobry humor. Czego chcieć więcej?! Tak z Panem Narzeczonym uwielbiamy sushi! Nie, my uwielbiam jeść! Smakować, próbować, kosztować, delektować się. Tak, zdecydowanie uwielbiamy wspólne wyjścia! Tak jak pisałam wam, walentynek specjalnie jakoś nie świętowaliśmy. 

Za to dzień przed nimi wybraliśmy się ze znajomymi do Sushi Kaya w Tychach! Byliśmy już tam kiedyś i była to kolejna nasza wycieczka w to miejsce. Dodam jeszcze, że byliśmy z groupona i tym razem również jakiś kupon mieliśmy, ale mimo to nie zostaliśmy jakoś gorzej potraktowani i ogółem muszę stwierdzić, ze jest to jedna z moich ulubionych knajp tego typu.



Szkoda tylko, że większość ludzi jakich znam sushi kojarzy tylko i wyłącznie z surową rybą. Tak też i ja miałam dopóki pierwszy raz nie spróbowałam! Także sushi zawiera w sobie nie tylko surową rybę, ale może też mieć; pieczoną kaczkę, kurczaka, krewetki w tempurze (taka panierka), nawet boczek! No po prostu co komu smakuje :) 

Oczywiście muszę napisać w jak dobrym towarzystwie ten wieczór spędziliśmy! Uwielbiam nasze wspólne wyjścia! Tak jak wspomniałam najczęściej idziemy w takie miejsce razem z naszymi przyjaciółmi i tu należy napisać o nich słów kilka :) Kajkę znamy z Panem Narzeczonym już od czasów gimnazjum :) 



Jest to nasza najwspanialsza przyjaciółka i nie zamieniłabym jej na żadną inną! Jesteśmy z sobą szczere do bólu, zawsze mamy w sobie opacie, rozumiemy się bez słów. Natomiast jej ukochany dołączył do nas jakieś 2 lata temu i na początku Pan Narzeczony nie był przekonany czy to dobra partia dla naszej Kai, ale jak się potem okazało i Pan Narzeczony się z nim zaprzyjaźnił i teraz przyjaźnimy się w czwórkę :)

 Rozmawiamy o wszystkim! Dosłownie! Ja wyżalam się Kai na Pana Narzeczonego i na odwrót Pan Narzeczony ukochanemu Kai! Cieszę się, że ich mamy i wierzę w to, ze ta przyjaźń jest na zawsze! Oczywiście zawsze bez względu na to gdzie jesteśmy humor nam dopisuje. 

Tak tez było i tym razem. Przy zamówieniu Kaja musiała spytać, czy ta polędwica w sushi to, aby na pewno sopocka (mina kelnerki bezcenna) i tak wieczór minął nam kapitalnie! Czekam na następny!

PAN NARZECZONY

Mamy wraz z naszymi przyjaciółmi taką tradycję, iż kiedy pojawi się kupon zakupów grupowych do fajnej knajpki zdzwaniamy się i kupujemy, aby później razem z niego skorzystać. Tak też stało się i tym razem i po raz drugi trafiliśmy do Kaya Sushi w Tychach -bynajmniej nie jest to artykuł sponsorowany, choć knajpę polecam.

Na miejscu zajęliśmy stolik i jedynym w naszym stylu zaczęliśmy wybierać i zliczać porcje sushi. Pani Narzeczona rachowała na kalkulatorze, a ja spisywałem w formie sms-a wybory poszczególnych osób.

Robimy tak, gdyż chcemy mieć pogląd na to ile i na co wydajemy, a uwierzcie mi, że gdy wybiera się około 15 zestawów to można stracić orientację. Nigdy nie staramy się być tacy „ę”, „ą” przez bibułkę, a wręcz przeciwnie, gdy wychodzimy razem to zachowujemy się często bardzo na luzie niemalże jak totalne buraki, czego dowodem jest powyższe. Ale odpowiada nam to, jakoś człowiek wtedy się relaksuje.






Po wyborze wzywam kelnerkę i dyktuję zamówienie po czym zostajemy poinformowani, że musimy dopłacić za zestawy w których występuje węgorz i tuńczyk. Pani Narzeczona się poderwała i z oburzeniem, że jak to, na kuponie nie jest nic takiego napisane, ogólnie wielkie oburzenie i obraza majestatu. 

No fakt jak byliśmy ostatnim razem to żadnych obostrzeń nie było, ale tym razem nikt nie doczytał i obsługa miała rację. Po krótkiej rozmowie z właścicielką wszystko wyjaśniliśmy i domówiliśmy co trzeba. Jednakże przezorny zawsze ubezpieczony poszliśmy z Łukaszem do baru, aby się przyjrzeć jak przygotowuje się nasze maki i czy przypadkiem ktoś tam nie pluje po małej awanturce. 

Jak to faceci przy barze, zaczęliśmy gaworzyć o tym i o tamtym z sushi masterem -okazał się naprawdę super gościem, a ja przy okazji podpatrzyłem parę fajnych trików! Musze przyznać, że zrobił świetne sushi, a takim smaczkiem były ostatnie porcje całe zapieczone w tempurze! Mmm!




Jak by tego było mało kilka stolików dalej rozpoczął się seans Teppanyaki. Chodzi w tym o to, że na środku stoi kucharz, który gotuje podrzucając składnikami niemalże pod sufit i posługując się takimi małymi tasaczkami, a goście siedzą wokół płyty na której on przyrządza kolejne dania. 

Zakupiliśmy stosowny kupon na taki wypad, relacja na pewno się ukarze za jakiś czas.
Muszę na koniec dodać, że gdy byliśmy przed rokiem w Kaya Sushi to Pani Narzeczona po posiłku stwierdziła, iż jeszcze by coś zjadła i wsunęła frytki z butki z kebabem 100m dalej.
Za to ją kocham, jest całkowicie nieprzewidywalna!




Moi drodzy! 
Jesteśmy na facebooku! Zapraszamy do polubienia!


Będziemy na bieżąco informować was o zbliżającej się notce!


25 komentarzy:

  1. uwielbiam sushi :) Pozytywne fotki ;dd

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy odważyła bym się zjeść takie sushi. Takie lody na wagę jadłam raz w życiu były pyszne :) Fajnie mieć takich przyjaciół :)
    A drogie jest takie jedzonko? Ślicznie razem wyglądacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o sushi to jest to dość droga impreza! Dlatego też jak już idziemy w czwórkę to tak jak napisałam w poście, idziemy z grupona. Wtedy koszt na jedną osobę wychodzi max 40 zł :)

      Usuń
    2. To faktycznie dość sporo, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na takie szaleństwo :)

      Usuń
  3. Ja pracuję w Yogen Fruz - czyli mrożone jogurty. Wszystkie jogurciarnie, które nazywają się mrożonymi jogurtami, takowymi nie są. Ponieważ zgapiły pomysł właśnie od Yogen Fruz. Znak i pomysł jest zastrzeżony. Więc w Yogen Fruz masz naturalny jogurt z mleka, a w innych jogurciarniach masz jogurt z proszku :/
    A suszi - mmmm mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham sushi, choć ostatnio jadłam je ładny kawałek czasu temu... Niestety, dość droga sprawa i na pewno nie na każde spotkanie z przyjaciółmi, ale raz na jakiś czas? Jak najbardziej! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, sushi to ja nienawidzę... Ale te lody są wspaniałe, tylko tak jak wspomniałaś: diabelnie drogie.

    OdpowiedzUsuń
  6. sushi pyszka! ja żeby nie przepłacać, zawsze się czaje na lunche sushi, płacisz np. 49 zł i masz zestaw sushi i pyszną zupę :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też na wakacjach byłam w Silesia Center i próbowałam tych lodów :)

    Bardzo pyszne, i inne niż zwykłe lody :D Aczkolwiek bardziej smakowała mi kawa z Starbucks'a :) Sushi nigdy nie jadłam,ale narobiliście mi smaka :D Muszę spróbować :)
    Jeśli mogę zapytać kiedy macie termin ślubu? Ja też jestem w stanie narzeczeństwa i bardzo interesujący i przydatny dla mnie jest Wasz blog :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. też sobie dzisiaj zaaplikowałam sushi na lunch:) uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Same smakołyki, kocham sushi :)
    A tak poza tym to aż miło na Was popatrzeć... love is in the air :)

    OdpowiedzUsuń
  10. poprostu uwielbiam chińskie jedzonko ale niestety za shusi nie przepadam:)
    śliczna z was para!
    buziaczki:*

    OdpowiedzUsuń
  11. dziękuje :) obserwuje jako klaudia 1991:)

    OdpowiedzUsuń
  12. lody jogurtowe jadłam w I love yo, rzeczywiście drogie, a smakowo żadna rewelacja!
    fajny pomysł z grupowym zwiedzaniem różnych knajp ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ah, jaki świetny dzień;) Uwielbiam takie wypady z przyjaciółmi... Dobre jedzenie, humor i dluuugie rozmowy;)

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam sushi, ale tylko w sprawdzonych suszarniach. I niestety te moje najulubieńsze, często nie mają promocji gruponowych, ale czego się nie zrobi (ile nie wyda?) żeby dobrze, smacznie, zdrowo zjeść? dla mnie jedzenie jest wielką przyjemnością, więc dobrego sobie nie odmawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Narzeczono ! Odpowiadajac na komentarz, czy Ty widzialas kalorie? Bo ja nie;) buziaki!

      Usuń
  15. Świetna blogerka, cudowna uroda, piękna osobowość. I czego chcieć więcej? ;D

    Obserwuję i liczę na rewanż ;)

    http://forxfun.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lody na wagę hehe, ale wyglądają apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja z narzeczonym chodziłam na sushi, ale ja pilam herbatę tylko. Nie znosilam.ale kiedy w końcu kupiłam mu zestaw do sushi na urodziny tak teraz jemy prdynajmjiej raz w miesiącu! I uwierzcie ja sie tym zakładam i jest przepyszne! I wiecie co takie z sushi baru sie umywa przed tym zrobionym w domu.. Polecam hand made! Oprócz tego ze T uwielbia jeść to jeszcze ma z tego świetna zabawę a i na pewno wychodzi taniej w domu ;)
    Prncess19 sushi jest japońskie ;)
    Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń