11 lutego 2013

Weekend

PANI NARZECZONA


Weekend spędziliśmy u rodziców. Jako, ze wyjechali odpocząć w górach i zostawili moją młodszą siostrę, to oczywiste było, że z Panem Narzeczonym jedziemy na weekend do nich.

Sielanka, cały dzień leniuchowania, zakupy, gramy w guitar hero (jak ja kocham tą grę) i nikt by się nie spodziewał, że wydarzy się coś...beznadziejnego. Może przesadzam...mogłam się spodziewać jednak, ze ten weekend się słabo skończy.



Już od początku jak byliśmy u rodziców to, a to moja siostra dostała nudności i zaopiekowała się sedesem, a to kot zrzucił kwiatka i stłukł piękną doniczkę, herbata się nawet wylała, oczywiście na telefon, żeby było ciekawej.

Jednak na koniec weekendu Pan Narzeczony miał mi coś do przekazania...no i niestety przekazał nie najlepsze wieści...ale o tym napiszemy w najbliższym czasie...dużo się zmieni...

Achh i zapomniałam o najważniejszym! Nie może być tak dołująco! Rodzice jak wrócili przywieźli nam łakocie Słowackie! Mimo, ze lat na karku z Panem Narzeczonym już trochę mamy to ucieszyliśmy się jak dzieci! Ale będzie wyżerka! :D



No i zakupy udane miałam! Oczywiście wybrałam się baz Pana Narzeczonego do drogerii po to abym mogła sobie na spokojnie obejrzeć każdy regał :) Super! W końcu nikt nie wisiał nade mną „długo jeszcze? Nudzę się!” 

Efekt może nie był najlepszy, bo wydałam trochę kasy, ale kupiłam: 

Cudnie pachnące żele pod prysznic z Ziaji :) +balsam z Ziaji, 



odżywkę do paznokci Eveline- już wypróbowana! - KAPITALNA! Muszę wam dziewczyny powiedzieć, że jestem zaskoczona jak to cudo działa. Paznokcie odbudowane i twarde jak skała po 3 dniach zaledwie od nałożenia!



BIOVAX, szybka odżywka :) idealna do moich suchych włosów :) stosuję ją żeby ułatwić rozczesywanie, mam jeszcze maskę z tej serii również warta polecenia :)



Podkład lirene- tani jak barszcz, a tak dobry, że nie zamieniłabym na inny, płyn do soczewek i wiele wiele innych rzeczy.

PAN NARZECZONY

Właśnie telefonicznie dobijała się do mnie Pani Narzeczona, nie odebrałem.
Napisałem jej że kończę już pisać post a nawet nie zacząłem. HeHe. Więc będę pisał szybko i na wstępie chciałem przeprosić za drewnika jakiego napisałem w zeszły weekend –to chyba gorączka.

Dostałem od Pani Narzeczonej zadanie napisania postu (posta? Jak to się pisze?) o upominkach jakie dostaliśmy w zeszły weekend, nie wiem o czym tu pisać, ale ok. 
Zacznijmy od początku co to był za zwariowany weekend.

Geneza całości wywodzi się z tego, że tata Pani Narzeczonej na urodziny dostał od nas i swojej żony voucher na wyjazd w góry wraz z osobą towarzyszącą. Nie, mnie zabrać nie chciał. :/
W związku z powyższym rodzice poprosili nas abyśmy na okres ich wyjazdu zaopiekowali się domem ich jakże licznym inwentarzem, czyli dwoma kotami i psem a także młodą –siostrą Pani Narzeczonej.

Piątek zapowiadał się dość ciekawie, gdyż umówiony byłem z kolegą na piwko, choroba nie stała na przeszkodzie, gdyż stwierdziłem, że będę pił piwo grzane. I tak się wszystko dobrze układało, do czasu kiedy zabrakło w knajpie grzanego piwa. Jak może zabraknąć grzanego piwa? Gaz im się skończył? Jeżeli skończą mi się goździki i cynamon to lecę do spożywczaka i dalej jazda. A tak chcąc nie chcąc kontynuowałem upojenie zimnym piwem z kija, (Pani Narzeczona zabije mnie jak to przeczyta).

Wróciłem stosunkowo wcześnie w stanie wyraźnie wskazującym, o dziwo nikt mnie od pijaków nie wyzwał –prowadzenie bloga przynosi rezultaty. (kto czytał pierwszy post ten wie)

Sobota minęła dość nudno i leniwie przy dźwiękach Guitar Hero, a już w niedzielę wrócili rodzice niczym dwaj Królowe, właściwie to Król i Królowa białych wzgórz (byli na nartach) wraz z podarkami. Mnie przypadło opisać piwko i… cholera i co jeszcze mówiła Pani Narzeczona? Aaa… Łoscypki!



Otrzymałem Zlatego Bażanta i Kozla oba bardzo lubię, szczególnie ten drugi zrobił na mnie wrażenie, gdy piłem go po raz pierwszy w życiu parę lat temu, bowiem za każdym razem gdy złoty trunek przelewał się przez moją gardziel odczuwałem uderzenie całego ciała -taki dreszcz. Do dziś nie wiem co to było.

No i oscypki moje ulubione, kochane oscypki. Nigdy nie wiem o jakiej porze roku oscypki są dostępne jako te prawdziwe, a nie oszukiwane. Ale jednego jestem pewien, kiedykolwiek nie kupię w Wiśle na naszym specjalny stoisku zawsze są przepyszne, a gdy skusiłem się na nie w Zakopanem to smakowały jak podeszwa.



Dzisiaj idę odebrać Panią Narzeczona z pracy, więc gdy będziemy wracać kupimy żurawinę i przyrządzimy nasze serki w domu na patelni grillowej. Mmmm już czuję ten smak lekko skrzypiącego oscypka. 

A wy jak najbardziej lubicie jeść oscypka? 
Piszcie pod spodem, może nie będzie za późno to zrobimy go wg Waszego przepisu.

No i na koniec, zrobię to jak w serialu i urwę, pozostawiając czytelnika w zaciekawieniu i roztrzęsieniu jak gdy Hanka Mostowiak wjeżdżała w kartony.

Już niedługo wiele się zmieni w naszym wspólnym życiu za sprawą wydążeń, które miały miejsce w ostatnim tygodniu. Mogę śmiało napisać że nasze życie obróci się o 180 stopni i już nic nie będzie takie jak przedtem. Ale o tym już niedługo.

27 komentarzy:

  1. Byłam na weekend w Zako i były bardzo dobre oscypki:) Z patelni, z żurawiną są superpyszne. Nigdy nie widziałam w Polsce takiej ilości śniegu:) było snowboardowe szaleństwo (czytaj zakwasy nie pozwalają mi się podrapać po plecach) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu mam wrażenie że Ci wszyscy ludzie na straganach stoją tylko po to aby oszukiwać. Rodzice Pani Narzeczonej kupili kiedyś od Bacy czy innego tam miód malinowy. Jak się okazało malinowość jego polegała na dodaniu soku malinowego. Hehe. A ja bym też się wybrał na deskę, tak dawno już nie byłem.

      Usuń
    2. Ja również jestem uprzedzona do górali z Zakopanego. Tak jak napisał Pan Narzeczony... oj a na deskę pojedziemy! Nie tej zimy ale następnej na 100% :)

      Usuń
    3. Górale z Zakopca to straszne dusi dutki. Najlepiej żeby cepry wcale nie przyjeżdżały tylko przelewem dutki przelewały ot co:) Jakby się ludzie zmówili i przez sezon nikt tam nie zajrzał, to może by się coś zmieniło, a tak wszyscy (łącznie ze mną) narzekają i jeżdżą:) więc są bezkarni. Zakopiec też logistycznie marnie przygotowany + ceny mają zaporowe. Ja jeżdżę do znajomych osiadłych ceprów. Kryzys górali dotknął, turyści zawiedli w tym roku, może zmienią podejście.

      Usuń
  2. aleście zostawili nas w niepewności :)
    już nie mogę doczekać się kolejnego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ziaja kozie mleko, mmmmmm uwielbiam ten zapach :) mam nadzieje, że ten obrót 180 stopni nie będzie taki straszny i wszystko będzie okej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem co to za wydarzenie ;) Ja oscypki jem bardzo rzadko a jak jem to po prostu same ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zakupy!;) I super prezenty od rodziców:D
    Kurcze, ale mnie ciekawość zżera cóż to za zwrot w życiu... Oby to było 180 stopni w tę dobrą stronę...

    OdpowiedzUsuń
  6. ooooja slodkie prezenty super:D możeten zwrot to dzidziuś?:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha! Pani Narzeczona - zdjęcia kosmetyków, Pan Narzeczony - piwka i żarcie! Ten kontrast :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się kontrast między opisem tych samych wydarzeń z dwóch różnych stron :D Z resztą widać to już na podstawie samych zdjęć. Co do Pani Narzeczonej odżywka bomba :-) Wiem, używałam kiedyś i byłam bardzo zadowolona - swoją drogą przydałoby się znowu zakupić. Natomiast nawiązując do tego co napisał Pan Narzeczony - oscypek najlepszy grillowany z żurawiną, nie ma nic lepszego dla podniebienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że pojawi się w domu pies :)
    A oscypki - oj nie, nie, nie i po stokroć nie!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię oscypki :-)))
    A słodycze ze Słowacji koniecznie trzeba wypróbować :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam oscypki pod każdą postacią! Najchętniej sażony w panierce na ciepło z żurawiną!

    OdpowiedzUsuń
  12. ach ta czekolada studentcka <3

    OdpowiedzUsuń
  13. słodkosci, mniam! ;d mam teraz ochote na cos słodkiego jak patrze na drugie zdjecie ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Hello dear, I just discovered your blog and love it!

    i'm already follow him!
    Come visit my :)

    http://coisasdanadya.blogspot.pt/

    kisses from Portugal

    OdpowiedzUsuń
  15. Smakołyki to raj nie tylko dla podniebienia, a piwo raczej nie dla mnie:)
    Pozdrawiam Narzeczoną i Narzeczonego również!

    OdpowiedzUsuń
  16. w Guitar Hero swego czasu też grywałam, nawet gitara jeszcze leży na szafie, choć Playa dawno nie mamy ;] odżywka 8 w 1 jest fantastyczna - u mnie zdziałała cuda :) teraz testuję serum do rzęs 3 w 1 tej samej firmy, ale póki co, dopiero od dwóch dni ją mam ;) oscypków nigdy nie jadłam, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja :) w związku z nadchodzącymi wydarzeniami, od razu nasunęło mi się pytanie: Czy spodziewacie się dziecka?? :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki za odwiedzinki u mnie:) A ja oscypka najbardziej lubię jeść prosto ze stoiska od górala na wczasach:)

    OdpowiedzUsuń
  18. lovely dear!

    http://same-but-diffrent.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  19. w każdym jest trochę z dziecka a jeśli chodzi o słodycze tym bardziej;))

    zapraszam do siebie, może znajdziesz coś co Cię zaciekawi, pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Slodycze to moj narkotyk! nie moge obejsc sie bez slodkiego :))

    OdpowiedzUsuń
  21. ach, faceci w drogerii to zmora, łazi to za Tobą i łazi, etykietek przeczytać nie da i twierdzi, że wszystko to to samo :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fantastyczny pomysł na bloga, bardzo nam się tu podoba.
    Obserwujemy i pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń