14 lutego 2013

Zmiany



PANI NARZECZONA

Od razu napiszę: nie nie jestem w ciąży wbrew waszym podejrzeniom. Nie będziemy też mieli pieska, kolejnego kotka czy też innego stworzonka. Cóż to za zmiany więc się szykują? Po tych kilku dniach mogę stwierdzić, że nie będzie tak strasznie jak sądziłam...może być nawet fajnie. 

Ciekawie. Może nas to wzmocni? Dobra...nie trzymam was dłużej w niepewności! Jako, że moje posty są w pierwszej kolejności to ja wam jako pierwsza muszę przekazać jakie zmiany nas czekają. Otóż Pan Narzeczony wyjeżdża. Zostawia mnie. Samą. 
Pytacie na ile? Na tyle! 
Jak? Tak! 
Czemu? A temu! 
Po co? A po to! - hehe ulubione ostatnio powiedzonko Pana Narzeczonego chodzi po domu i tak właśnie mi odpowiada na moje pytania :D 

Jednak aby nie było tak ogólnikowo odpowiem konkretnie: 
Na ile? Pan Narzeczony zostawia mnie praktycznie, aż do naszego ślubu- czyli to będzie 5 miesięcy! 
Jak? Wyjeżdża autem 300 km ode mnie! 
Czemu? Dostał polecenie służbowe! Nie ma wyjścia :( 
Po co? Mało ludzi w tym rejonie do pracy, a jako że mój kochany jest świetny w tym co robi to po prostu mi go zabierają! 

Plan jak na razie jest taki, że w tygodniu będzie tam, a na weekend będzie przyjeżdżał do mnie. Możecie pomyśleć, ze fajnie przynajmniej weekend razem, ale o nie to byłoby zbyt piękne bo w weekendy ukochany studiuje...30 km od naszego mieszkanka więc chyba jedynie 2 noce w tygodniu go zobaczę! 

Nie powiem..na początku strasznie płakałam... fakt nie jesteśmy idealną parą, ale przyzwyczaiłam się do wspólnej codzienności, wspólnego kładzenia się do łóżka, wspólnych obiadów, weekendowych śniadań razem...echhh...a teraz na dłuższy czas to wszystko znika. Myślę, że to jest test dla nas przed ślubem. Uważam też, że co nas nie zabije to nas wzmocni! Dlatego trzymajcie kciuki!

Achh i muszę wam się pochwalić, że mamy maila! Możecie od teraz do nas pisać na : 


będziemy odpowiadać na wszystkie wasze pytania, rozterki czy cokolwiek innego! Po zachowaniu Pana Narzeczonego widzę, ze blog ma szansę funkcjonować! Strasznie mu się spodobało pisanie dla was i bardzo lubi wasze komentarze :) Myślę, że z czasem rozwiniemy blog jeszcze bardziej!



PAN NARZECZONY

Żeby nie potrzebnie nie przedłużać i trzymać wszystkich w niepewności, o czym pewnie napisała już wcześniej Pani Narzeczona,  w zeszły piątek poproszono mnie na wyżyny firmy kolokwialnie mówiąc na dywanik i poinformowano, że od 25 lutego wyjeżdżam na delegację na mniej - więcej 5 miesięcy.

Szok! Jak to na delegację? Jak na 5 miesięcy? No niby wiedziałem, że firma realizuje duży kontrakt ponad 300 km stąd, niby wiedziałem, że sporo osób zostało zwolnionych z tego kontraktu i teraz jest tam niedosyt świeżej krwi, ale jakoś nigdy nie liczyłem się z tym, że to mi przyjdzie tam pojechać. Bo niby czemu ja? Tym bardziej że na miejscu miałem tyle obowiązków i sprawunków, że niejednokrotnie miałem wrażenie, iż pracuję za kilka osób.

No ale stało się, jadę!

Tak, ale co powiedzieć Pani Narzeczonej? Przez dwa dni się nosiłem jak o tym jej powiedzieć, nie miałem zielonego pojęcia jak zareaguje na radosną nowinę, szczególnie, że mamy sporo rzeczy do załatwienia na wesele. Chcąc, nie chcąc Pani Narzeczona została poinformowana w niedzielę wieczorem. Reakcja jej mnie zaskoczyła co prawda popłakała się, ale to normalne jednakże jak nigdy zrobiła to ze spokojem, może przez te słodycze które dali rodzice. 

Naprawdę była bardzo dzielna i do dziś jestem pod wrażeniem jaka to twarda kobieta.
Rozmawialiśmy dłuższą chwilę i ustaliliśmy wszystko, że będę zjeżdżał co weekend, że na święta będę w domu. Tak tylko później sobie pomyślałem, że wszyscy którzy będą stamtąd zjeżdżać pojada na weekendy do rodzin ja natomiast zjadę na uczelnie, więc tak naprawdę z Panią Narzeczoną będziemy widzieć się nocami.

Co to będzie za pół roku.

Pani Narzeczona wścibia mi właśnie głowę w ekran, bo swój post już napisała, a bez okularów nie widzi, skutkiem czego zamiast ekranu widzę jej łeb. :)  

19 komentarzy:

  1. Wierzę, że dacie sobie radę. Wiadomo, że jesteście razem zżyci, ale ta rozłąka utwierdzi Was bardziej w tym co tak naprawdę do siebie czujecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że gdyby ta sytuacja przytrafiła się Wam kilka lat po ślubie, to nawet byście się z tego ucieszyli ;)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  3. wasza miłość tylko Was umocni w rozłące:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dacie radę, Wasza miłość się umocni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej :) Bo tu nie chodzi o ocet spirytusowy, tylko o najczystszy ocet jabłkowy, który nie jest robiony na bazie spirytusu, ale tylko przez fermentację jabłek. Także to samo zdrowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli jesteś pewni tego, że się kochacie, to sobie poradzicie : ) 5 miesięcy to znowu nie tak długo, szybko minie, a poza tym jednak będziecie się widywać, może na krótko, ale jednak : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyobrażam sobie, że łatwo nie będzie... Ale dacie sobie radę, a po tym wszystkim wyjdziecie jeszcze mocniejsi w swoich uczuciach;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteście tacy kochani :-) Dacie radę! Pani narzeczona powinna być dumna, że ma tak zdolnego faceta :-) Wierzę w Was i doskonale rozumiem, niby na co dzień rutyna, a kiedy jedno musi nagle wyjechać to nagle zdajemy sobie sprawę jaka ta rutyna jest wyjątkowa... Być może nawet dobrze na Was wpłynie taka rozłąka? Kto wie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na pewno przetrwacie ten czas rozłąki! Ze swoim mężczyzną przez dwa lata widywałam się... hmm raz w miesiącu. I daliśmy radę. Miłość wszystko przetrzyma! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na pewno wytrzymacie. Szybko zleci! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny pomysł na wspólnie pisanego bloga :)
    A kilka miesięcy zleci szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. zleci zanim się obejrzycie, potem ślub i razem do końca świata:) a tak serio to od czterech lat nie rozstawaliśmy się na dłużej niż 2 dni z moim narzeczonym i rozumiem siłę przyzwyczajenia. Będziecie pisać więcej postów i czas się skurczy;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha fajny i ciekawy blog:)
    Nie martw się Pani narzeczona głowa do góry :D

    OdpowiedzUsuń
  14. shit. co mam wam napisać. nie będzie łatwo. wiem o tym i wiem, że prawdopodobnie znowu posypią mi się na głowę krytyczne "komenty". obojętnie. mówię (piszę), co myślę! ale wiem również, że to przetrwacie, bo (wbrew temu, co pisze Pani Narzeczona) jesteście niesamowicie zgraną i dobrą parą. a mówię to, ponieważ jestem STARSZA I DOŚWIADCZONA! (ha! a co mi tam, panience! przynajmniej na coś mi się mój wiek przyda!!). przeżyjecie, ponieważ czas leci tak nieubłagalnie, że nawet się nie obejrzycie, a wam upłynie... poza tym wiem, że tacy ludzie, jak wy spędzą te parę nocy tak niesamowicie i niepowtarzalnie, że innym tylko się o tym będzie śniło! a nawet jeżeli padniecie nieprzytomni ze zmęczenia po prostu w objęciach i będziecie smacznie chrapać (a pomiędzy wami wasz ukochany kocur!), to i tak będzie to niepowtarzalne i niezapomniane (wiem o czym mówię. po prawie dwóch miesiącach rozłąki zapach mojego ukochanego czułam nawet przez sen!).

    a więc trzymam za was kciuki, życzę samych fajnych momentów, czekam na niesamowite posty (a będzie co opisywać!!!) i życzę sukcesów (nie tylko zawodowych, hihiihii....). xoxox, b.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciężki okres przed Wami, w dodatku przed ślubem... Nie zazdroszczę. Oby wszystko się dobrze ułożyło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj! Też to przeszliśmy! I to ja byłam wyjeżdżającą na 6 miesięcy! Czasami widzieliśmy się tylko w niedzielę. Było ciężko, ale daliśmy radę! Wy też dacie! :)

    P.S. Właśnie zaczęłam Was czytać i miałam skomentować dopiero w pierwszej notce, ale ta szczególna zmieniła sytuację... :) Mi się nigdy nie udało namówić mojego K. na wspólne pisanie (choć próbowałam nie raz!), a jedynie zapalał się do poprawiania moich wypocin o komunikacji miejskiej we Wrocławiu (autobusy/tramwaje i inne trolejbusy to jego wielkie hobby!). No nic, może też da się namówić, jak już będzie po oświadczynach?... :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzymam kciuki, żeby 5 miesięcy jak najszybciej minęło :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzymam kciuki, żeby te 5 miesięcy jak najszybciej minęło! :)

    OdpowiedzUsuń