22 marca 2013

Kościół


Pod ostatnim postem pojawił się bardzo ciekawy komentarz. Postanowiliśmy, iż odpowiemy na niego w formie postu, gdyż wiele osób w komantarzach zadaje nam podobne pytania.

„ (...) Czekam niecierpliwie na posty związane już bardziej ze ślubem, na Wasze przemyślenia związane z tym wydarzeniem i przede wszystkim odczucia:) Z wcześniejszym postów, wiem, że planujecie ślub kościelny, przygotowujecie się do życia razem uczestnicząc w kursie przedmałżeńskim, ale jednak do Kościoła Was nie ciągnie. Jak to jest? Dlaczego decydujecie się na ślub w Kościele, ale nie jesteście w nim "obecni"? No i wiem, również z postów, że mieszkacie razem:) Dlaczego taka decyzja? Nie baliście się, że poprzez wspólne zamieszkanie możecie "nie zdać egzaminu" z życia będąc razem 24 h na dobę? I jak się to ma do sytuacji właśnie ślubu kościelnego, czystości przedmałżeńskiej? Nie wierzycie w to, że nie mieszkanie przed ślubem i zachowanie czystości mają sens i dużo wnoszą w życie młodych? Czy dla Was nie ma to większego znaczenia, a ślub kościelny traktujecie czysto tradycyjnie, bez emocji, bez wiary, jedynie aby inny "źle nie popatrzyli" na Was?:) Wiem, że to dość prywatne pytania i wybaczcie za nie, ale Wasz blog bardzo mnie urzekł i staracie się na nim opowiadać o wszystkim, więc pomyślałam, że zapytać warto i może jakiś post się pojawi, (…) Bardzo chciałabym zrozumieć postępowanie ludzi w dzisiejszym świecie, dlatego, że jestem osobą wierzącą (i nie bynajmniej dwa razy do roku) oraz osobą, dla której wartości typu miłość czy uczciwość mają fundamentalne znaczenie. Ostatnio bardzo często spotykam ludzi, którzy zupełnie postępują na odwrót i nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, czy to takich ludzi jest coraz więcej, czy po prostu takie osoby spotkałam:) Wybaczcie raz jeszcze za moje pytania. Będzie mi niezmiernie miło posłuchać Waszych przemyśleń. Może Wy rozwiejecie moje wątpliwości, dlaczego tak się dzieje? Pozdrawiam Was Serdecznie, Agnieszka.

PANI NARZECZONA

Od razu mogę napisać, że jeśli chodzi o posty związane ze ślubem, możliwie na bieżąco informujemy was jak też nasze przygotowania się toczą. Jako, że na razie cała organizacja związana ze ślubem stoi w miejscu nie ma konkretnych postów. Zostało nam mało czasu, bo jedynie mniej niż 4 miesiące i pomału zaczynam panikować, dlatego w najbliższym czasie pewnie pojawi się więcej postów związanych z tym tematem, a już w czerwcu pewnie nie będziemy pisać o niczym innym i będziecie mieli nas dosyć ;) W najbliższym czasie napiszemy pewnie o próbnej fryzurze ślubnej, mamy w planach podsumować kolejną porcję ślubnych zakupów i zrobić post o własnoręcznie przygotowanych podziękowaniach dla gości w formie winietek. Jednak uzbrójcie się w cierpliwość!

Tak jak napisała Agnieszka weźmiemy ślub Kościelny, ściślej mówiąc Konkordatowy. Pytania, które zadała są dość trudne, bo oceniła nas na podstawie zaledwie kilku postów. Nie uważam, żebyśmy w Kościele byli nieobecni. Nie czuję też potrzeby pisania ile razy w nim jestem w roku, bo uważam, ze jest to sprawa bardzo prywatna. Mogę jedynie powiedzieć, iż nie pojawiam się tam dwa razy w roku, ale nie jestem też bardzo aktywna. Wierzę w Boga i się tego nie wstydzę. Nie idę za wszechobecną modą na Ateizm. Nie przyjmuję jedynie niektórych reguł jakie narzuca Kościół, ale już sam Ksiądz mówił mi wiele razy, iż jest to moje „robotnicze prawo”. Mogę dopisać, ze mam też alergię na stwierdzenie „Jestem Katolikiem, ale niepraktykującym” gdyby to stwierdzenie było jakkolwiek poprawne mogłabym śmiało stwierdzić „Jestem abstynentem, ale niepraktykującym” Myślę, iż większość osób mnie zrozumie. Nie uważam, ze należę do tej części wierzących którzy zgłaszają się do Kościoła tylko wtedy gdy go potrzebują (np. ślub, komunia, bierzmowanie) staram się uczestniczyć w życiu Kościoła, ale trzeba pamiętać o tym, ze każdy z nas ma coś za uszami!

Przed ślubem zamieszkaliśmy razem. Była to świadoma decyzja i nikt nigdy nas nie potępił. Może mój dziadek miał tam jakieś obiekcje, ale został szybko zgaszony przez babcie, iż teraz czasy są inne i nie ma nic do gadania ;) Myślę, iż decyzja dotycząca wspólnego zamieszkania była w pełni świadoma i wręcz nie mogliśmy się tego doczekać. Był to nasz wspólny cel, nasze marzenie. Podejmując taką decyzję z pewnością nie myśleliśmy o tym, że może się nie udać. Oboje jesteśmy siebie pewni, dużo ze sobą rozmawiamy, bardzo otwarcie i myślę, ze to pozwala nam na 100% zaufanie i decyzja o wspólnym zamieszkaniu nie była obarczona jakimiś wątpliwościami.

Jeśli chodzi o zachowanie czystości przed ślubem. Nie będę kłamać, tak jak pisałam nie zgadzam się z niektórymi zasadami Kościoła, a czy dobrze robię podejmując takie decyzje w sowim życiu już sam Bóg mnie osądzi. Moim zdaniem, bardzo ważne jest aby młodzie ludzie razem przed ślubem mieszkali  Dlaczego? Po zamieszkaniu z Panem Narzeczonym mogę śmiało powiedzieć, ze zupełnie inaczej patrzy się na drugą osobę, zdecydowanie daje to możliwość lepszego jej poznania. Można zobaczyć jakie nawyki wyniosła ze swojego domu i czy to nam odpowiada. Myślę, ze zachowanie czystości i nie mieszkanie razem przed ślubem jest decyzją każdego z osobna i my akurat wybraliśmy taką drogę, bo tak też czuliśmy. 

Ślubu nie bierzemy, bo inni nas przymusili i tak wypada. Ślub kościelny bierzemy dla siebie. Po to abyśmy oboje mogli uroczyście przed Bogiem powiedzieć sobie, ze tak przyrzekamy i że będziemy zawsze razem. Jasne, można śmiało powiedzieć mi papierek nie potrzebny, nam również nie, ale tu chodzi właśnie o wiarę i uczucia, o to, że jest to pewnego rodzaju symbol, który w piękny sposób łączy ludzi na zawsze. Myślę, że i ja i Pan Narzeczony z dumą będziemy nosić obrączki. Jest to jedna z tych chwil o których oboje marzymy. 

Dla nas również najważniejszymi wartościami jest miłość i uczciwość. Pisaliśmy już że u nas szczerość jest podstawą i wszystkie decyzje jakie podejmujemy w życiu wynikają z miłości do nas samych, może niektóre decyzje nie zgadzają się z regułami Kościoła, ale czy to oznacza, ze Bóg nas nie kocha? Czy to oznacza, ze nas odtrąci? Nikogo nie krzywdzimy, a jedynie sami wyznaczamy sobie drogę jednocześnie licząc się z możliwymi konsekwencjami. Jak na razie żadne z nas na swoich decyzjach się nie zawiodło i ufam, ze tak będzie dalej.




PAN NARZECZONY

Odpowiadając na bardzo ciekawy i wartościowy komentarz Agnieszki pod ostatnim postem powstał poniższy post. Ślub jest głównie dla mnie przeżyciem bardzo intymnym i emocjonalnym, przez jakiś czas miałem nawet w głowie pomysł na maluteńki ślubik z kolacją zamiast wesela (najlepiej na Kanarach), takie oto miałem wyobrażenie. Chodziło mi o to, aby przeżyć ten dzień jak najbardziej duchowo i pełnie, niestety realia są nieco odmienne. 

Nie tracę bynajmniej nadziei, iż wspólnie z Panią Narzeczona zaczerpniemy w tym dniu sporo Bożej łaski i siły na przyszłe lata (Pani Narzeczona po przeczytaniu tego fragmentu nazwała mnie w tym momencie Jehowym  :P)

Fakt, że nie zawsze mamy czas lub chęci na to, aby pójść co tydzień do Kościoła nie oznacza, że nie jesteśmy w nim obecni i nie uczestniczymy w jego życiu. Tak po prostu mamy i tyle. Niemniej jednak kiedy wybierzemy się na Mszę Świętą czujemy taką pozytywną energię na dalsze dni, przynajmniej ja tak mam.

Absolutnie dementuję, iż zawieramy związek małżeński, Kościelny bo tak wypada, rodzice się uwzięli, babcia będzie krzywo patrzyła lub Bóg wie co tam jeszcze. Zawieramy go z tych powódek o których napisałem powyżej i dlatego, aby umocnić nasz związek poprzez przysięgę przed Bogiem.

A fakt, że od dawna się kochamy, że mieszkamy razem, hmmm…

Niewątpliwie ciekawym doświadczeniem było by zamieszkać razem dopiero po ślubie i poczekać z całą resztą również do niego, ale ile małżeństw kończy się w ten sposób po roku? Oczywiście fakt, że my mieszkamy razem nie daje gwarancji, iż będziemy na zawsze razem aczkolwiek ja innej możliwości nie widzę. Idąc takim torem myślowym dojdziemy do wniosku, że to rodzice powinni wybierać nam partnerów.

Pewien jestem, że od tamtych czasów nic się nie zmieniło. Myślicie, że w tamtych czasach seks przed małżeński albo zdrady nie istniały? -(no może zdrady mniej bo teściowie pilnowali żony) –moim zdaniem seks był tak samo powszechny jak dziś, lecz była zupełnie inna mentalność ludzi niż dziś. 

Wtedy się po prostu o pewnych sprawach nie mówiło i nie ujawniało się ich, a teraz mamy wolność i szeroko pojętą demokrację. Więc nie wydaję mi się abyś Agnieszko odstawała od reszty społeczeństwa, po prostu masz trochę inne poglądy na świat. Dobrze, bo społeczeństwo to różnorodność, a ktoś musi nas moralizować, abyśmy za bardzo się nie zagalopowali, chociaż już i tak jest za późno.  

47 komentarzy:

  1. To wasze życie i jakie podejmiecie decyzje to sami zobaczycie, czy było warto czy może coś zrobilibyście inaczej. Ostatnio przeczytałam, że właśnie szybciej rozstają się te małżeństwa, gdzie partnerzy mieszkali razem przed ślubem. Jestem tego zdania, że nie ma na to reguły to już zależy od nam samych, jak chcemy to życie sobie ułożyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to czy ktoś będzie razem na zawsze nie ma wpływu na pewno to czy będą razem mieszkać przed ślubem czy też nie ;) myślę, że to kwestia dbałości o swój związek!

      Usuń
    2. Zgadzam się jak najbardziej. Myślę, że czynnik wspólnego mieszkania czy też jego braku nie może determinować trwałości związku. Prędzej czy później osoby tak czy inaczej musiałyby ze sobą zamieszkać i w jakiś sposób 'dotrzeć';)

      Usuń
    3. Ja nie mówię, że tak będzie, to nie jest moja wiedza. Mówię, że to przeczytałam. To jest sprawa każdego indywidualnie

      Usuń
    4. ja tez tak uwazam. To czy ktos ze soba mieszkal przed slubem czy nie w zadnym wypadku nie gwarantuje badz nie przekresla trwalosci malzenstwa. To od nas samych zalezy czy bedziemy podsycac ten ogien, zeby nigdy nie zgasl.

      Usuń
    5. Z kolei ja czytałam, ze częściej sie rozwodzą ludzie którzy sypiają ze sobą w jednym łóżku., ze niby narastający nerwy ze chrapie, ze puszcza bąki,itd jesteśmy nie wyspanii i źli..I tak niby to sie w nas gromadzi bo w sumie powinnismy być wypoczęci. No i zaczyna sie szukanie w du**e rakow!
      No ale cóż ja dobie nie wyobrażam żebyśmy mieli spać osobno! Mój T. Uwielbia sie do mnie przytulac ja rownież! Nawet jest tak kiedy ja zmieniam pozycje on zmienia ja ze mną zeby sie dostosować by być blisko. Kiedy nawet jest nam gorąco albo cos i gdy jestesmy rozwaleni na łóżku to chociaż w jego ręce musi spoczywać moja stopa :D to takie kochane.. Jesteśmy przed ślubem mieszkamy razem i uprawiany niezuemski seks! Dla mnie jest to bardzo ważne.. Żebyśmy sie zgrywali we wszystkim. Zgrywali sie w domu zgrywali sie w łóżku i tak! Mamy córkę i zgrywali sie w jej wychowaniu! Wręcz idealnie..? Chyba nie do końca, ale prawdziwie!!! Wiem ze mam w domu wszystko to nie był mój pierwszy związek więc można powiedzieć ze mam porównanie.. I jestem pewna ze nikt nie da mi tego co może mi ofiarował mój przyszły mąż! I tak zamierzamy być reZem szczęśliwi do końca życia i tak dla Siebie nie dla innych staniemy przed ołtarzem i będziemy sobie ślubować miłość szacunkek i wcale nie zamierzam sie spowiadac z niby mojego "grzechu " jakim jest nasze dziecko a w życiu! To nie jest grzech to najcudowniejsza rzecz za która dziękuje Bogu. Wrócę do tematu bo sie rozpisalam... Nie byliśmy tez czrstymi bywalcami w kościele.. Szczerze przestałam wierzyć w księży nie w Boga ale tych oszukanych i pouczajacych nas księży.. Ostatnio poszliśmy na msze zeby porozmawiać z księdzem o naukach i wiecie co tak nam sie spodobało jak ta msza wyglądała i podejście księdza ze byliśmy w ta niedziele 3 raz z rzędu.. Każdy znajdzie swój czas na chodzenie do kościoła o nie jak trwoga to do Boga ale jak poczujesz potrzebę to pójdziesz.. Asia

      Usuń
  2. Zacznę od tego, że często wchodzę tu do Was i co rusz przeglądam Wasze notki aktualne i te starsze po paręnaście razy... Nie wiem czemu, ale cholera, tacy pozytywni jesteście! :) Dajecie taką fajną energię, a do tego jesteście mądrymi i ciekawymi osobowościami. Fajnie, że stworzyliście taki blog i możemy tu poczytać o Was :>

    Ja jestem pół-wierząca, że tak powiem. W Boga wierzę, ale od Kościoła odeszłam. Po prostu nie trawię tych śmiesznych, nieludzkich "zasad". Kiedyś to mogło się sprawdzać, ale nie teraz. Nie wyobrażam sobie wyjść za człowieka wcześniej z nim nie mieszkając. Przecież dopiero żyjąc razem 24h jesteśmy w stanie poznać tego człowieka, tak naprawdę. A co do seksu? Różne są poglądy, ja wolałabym przed ślubem. W gruncie rzeczy to też bardzo istotna sfera, w której ukochani powinni się dobrze czuć.

    OdpowiedzUsuń
  3. moja koleżanka bierze ślub w maju. W kościele. I jest ateistką podobnie jak jej chłop. czemu zate, biorą ów ślub? Bo zostali zmuszenie przez rodziną. Dla mnie to delikatnie mówiąc profanacja sakramentu. Jeśli oni nie wierzę, śmieją się z religii, kościoła nauk, a pójdą sobie do komuni jak gdyby nic to jest to niepoważne. Dlatego fajnie, że u was to tak naturalnie wychodzi, że nie czujecie jakiegoś wielkiego przymusu, tylko chcecie w kościele ślub wziąć bo to zgodne z waszymi przekonaniami, a nie przymusem.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci znajomi, przepraszam, że to napiszę - ale nie mają jaj. Powinni iść za głosem swoich przekonań i poglądów, a nie bo rodzice...

      Usuń
  4. I bardzo dobrze, że na nikogo się nie oglądacie. Każdy powinien życ jak chce! My z M mieszkamy razem drugi rok. Najpierw przez rok z dwoma koleżankami, a od października tylko we dwoje. Oczywiście rodzina sie dziwiła i nie byli do końca zadowoleni. Ale odkąd jesteśmy zaręczeni wszystko się zmieniło i nikt już nie ma z tym problemu ;-)
    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie poznać czyjeś podejście , ja "dzięki" księdzu z naszej parafii oddaliłam się od "uczestniczenia " w "budynku kościoła" bo w kościele jako w wierze uczestniczę jestem wierząca ale również nie zgadzam się z niektórymi nakazami kościoła ... sami księża również często ich nie przestrzegają ( idąc tym tropem mozna by cofnąć się do czasów kiedy ewangelia, biblia były układane wybierane i nadano im ostateczny kształt (co wtedy wycięto czego nie dodano a co zmieniono ?) ) ale to na dłuższy temat ;p wracając do slubu i wspólnego zycia , ja mam nie slubne dziecko i dzięki temu że mieszkałam z jego ojcem przed ślubem uchroniło mnie to przed spędzeniem reszty życia z alkoholikiem i damskim bokserem ... a byliśmy ze sobą 5 lat ... i dopiero po zamieszkaniu razem wszystko już całkowicie "wyszło na jaw" ( ktoś mógłby teraz zapytać dlaczego więc tak szybko w tak młodym wieku zdecydowałam się na dziecko ... otóż dlatego bo najbardziej na świecie bałam się ze nie będę mogła mieć dzieci ... a tu już problemy fizjologiczne zarządziły .. i jak najbardziej ze swojej decyzji jestem zadowolona bo gdyby nie wtedy to być może nigdy nie miałabym dzieci... a tak mam najwspanialszego pod słońcem synka) i od 4 lat nowego partnera z którym prawie mieszkamy razem bo on u mnie pomieszkuje, jak skończę studia i znajdę pracę to zamieszkamy razem ale dzięki temu już wiem jakie ma zachowanie przyzwyczajenia itd,. wiem co mnie denerwuje nad czym musimy pracować i tak samo on . dzięki temu możemy od początku eliminować to co nam nie pasuje a wzmacniać to co nam się podoba :) z ojcem mojego synka nikt z nas nie ma kontaktu, i tworzymy "normalną" rodzinę ... kuba nie czuje się ani troche gorszy jest świetnym dzieckiem dla niego od zawsze jest Marcin i to jest dla niego tata i tyle :) dodam że z Marcinem znamy się ok ponad 10 lat :)
    a co do ślubu może i byśmy wzięli go szybciej, ale nie oszukujmy się, ze wiekszość ludzi tak jak i np. ja - chciałabym mieć cudowny ślub a na to potrzebne są jednak pieniądze ... nawet na mały ślub potrzebne są duże fundusze i właśnie sami księża wcale mało nie biorą bo "co łaska" jest jak wiadomo z góry ustalone... gdybyśmy mieli fundusze pewnie wzieli byśmy ślub i zamieszkali byśmy razem normalnie:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz daje do myślenia. Na początku gratuluję Ci wspaniałego synka i tego, że życie ułożyło Ci się w dobrym kierunku. Jeśli chodzi o sam Kościół to zgodzę się, ze duże znaczenie ma też Proboszcz w parafii. Mój obecny Kościół to moja druga parafia. Powiem szczerze, ze pierwsza zdecydowanie oddalała człowieka od tej instytucji (była to katedra, tam wszyscy byli ważni) na szczęście teraz trafiłam do parafii w której jestem, jest Proboszcz który jest całkowicie dla ludzi, przywrócił mi wiarę i nadzieję w Kościół. Chociaż wiem, ze gdybym została w starej parafii nadal chodziłabym do Kościoła, przykre byłby dla mnie jedynie wystawianie ewentualnego cennika przy sakramentach. W obecnej parafii dajemy co łaska, sam Proboszcz powiedział, ze jeśli Kościół będzie brał pieniądze za sakramenty niech sie nie dziwi, ze będzie traktowany przez ludzi tak jak jest. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. dokładnie :) dlatego fajnie że są jeszcze świetni księża z powołania :) takich też znam niestety nie zatrzymują się u nas zbyt długo ... jak tylko jakiś jest naprawdę otwarty i wychodzi do ludzi spotyka się z nimi rozmawia był nawet jeden który nie chciał koperty na kolędzie mimo że ostatecznie wziął to i tak było to miłe :) ale niestety jakoś nasz proboszcz nie potrafi się z nimi dogadać ... mimo że już miał kilka lat temu wybrać kogoś na stałe ... no ale cóż ... ja myślę że najważniejsze jest to co my sami czujemy ... i jakie mamy potrzeby również wiary ... bo myślę że ważniejsze jest to jak przeżywamy wiarę w środku niż chodzenie na pokaz do kościoła a w środku nic ...

      Usuń
  6. Bardzo mądry post jak i komenatrze pod nim.
    Przy spowiedzi przed ślubnej ksiądz mi powiedział, że jeśli wierzę w Boga, modlę się, czasami chodzę do kościoła, ale nie jestem obłudna, to Pan Bóg inaczej spogląda na takie osoby. W jaki sposób inaczej? Nie wiem. Gdy powiedziałam, że mieszkamy przed ślubem. Ksiądz się zapytał - czy wstydziłam się tego? Nie! Bo dużo nauczyłam się - kompromisu, szacunku i gotowania :p
    Mam koleżankę, która nie mieszkała z chłopakiem przed ślubem, zamieszkali po, mniej więcej po 9 mc od ślubu odeszła od niego. Dlaczego? Powiedziała mi, że nadużywał alkoholu i że żałuje, że nie zamieszkała z nim przed ślubem. Bo gdy wracali na noc do swoich domów, jemu łatwiej w tym momencie było ukryć alholizm.
    Najgorsza w Polsce uważam, jest obłuda. Biegnie taki jeden z drugim do kośioła, prawie leży krzyżem, a dupę obrobi sąsiadce, w sklepie będzie krzyczeć, że kasjerka za wolno kasuje, w domu będzie drzeć ryja na swojego starego, a on pewnie ją zdradza - a w kościele - cherubinek w pierwszym rzędzie.
    Mój kuzyn był księdzem, ja w czasach licealnych brałam czynny udział w Ruchu Światło-Życie - trochę inaczej patrzę na kościół. Kuzyn zakochał się, a kuria powiedziała, że jeśli dziecko jest w drodze, to oni jego wysyłają za granicę, a jej będą płacić alimenty. Odszedł, lecz przez rok, musiał stawiać się na umoralniających pogadankach. Z każdym takim spotkaniem, wiedział, że nie popełnia błędu.
    Uważam, że nic nie dzieje się bez powodu, wszystko jest zapisane tam u Góry. I to, że teraz mamy nowego Papieża, tak bardzo innego i tak otwartego od jego poprzednika, to również znak czasu i postępujących zmian. A niestety księża, którzy, coś chcą dla swoich parafian, chcą otwartego kościoła są potępiani przez swoich, starych proboszczów, przez kurię, przez diecezję. Gnuśnieją, zakładają pokątnie rodziny, co silnejsi odchodzą...
    Temat rzeka tak naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie :) zgadzam się z każdym słowem

      Usuń
  7. To, że ktoś postępuje zgodnie ze sobą, nie robiąc przy tym krzywdy innym uważam za coś najważniejszego w życiu. Komentarz Agnieszki też dał mi do myślenia. Nie można generalizować, że albo żyjesz zgodnie z zasadami kościoła i wtedy jesteś wierzący albo nie. Co z ludźmi, którzy całe życie postępowali tak jak pisze, mieszkali osobno przed ślubem, 0 seksu przedmałżeńskiego, a potem jedno z nich po ślubie się rozmyśla i chce rozwodu, odchodzi. Czy tamta pozostawiona osoba ma żyć w samotni, żeby nie popełnić grzechu? Nie mogę pojąć, że ten Bóg w którego taka osoba wierzy byłby taki okrutny, żeby ją potępić za to że chce być jeszcze kochana. Jak by każdy żył w zgodzie ze sobą i nie oceniał innych to byłoby dużo mniej grzechu;) pozdrawiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteście tak pozytywnymi ludźmi, że z wielką przyjemnością czyta się Wasze posty :) ... Ja również nie zgadzam się z pewnymi poglądami kościoła, co nie oznacza, że nie wierze w Boga, a ślub biorę dla papierka czy coś w tym stylu. W ręcz przeciwnie, jesteśmy już po ślubie cywilnym (z przyczyn osobistych szybko "musieliśmy" go wziąć) i to raczej ten ślub był dla mnie dla papierka. Natomiast kościelny bierzemy w pełni świadomie po to, żeby przed Bogiem przyrzec sobie, że będziemy razem na dobre i na złe, na zawsze :) Również mieszkamy jakiś czas razem i nie widzę w tym nic złego, dzięki temu uczymy się siebie nawzajem i myślę, że to jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu że podejmujemy słuszne decyzje :) ... dużo razem przeszliśmy i niczego nie żałujemy. Jedyny problem w tym, że nie dogaduje się specjalnie z rodziną mojej drugiej połówki, szczególnie mamą i bratem. A jak u Was wyglądają relacje rodzinne? Naprawdę świetny post :)
    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny artykuł! Brawo! :)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  10. Prezentuję podobną postawę względem Kościoła. Szanuję go, ale pewne jego zasady wydają mi się nie do końca uzasadnione:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na Milosc i zycie nie ma reguly...
    To, ze mieszkacie razem przed slubem nie gwarantuje, ze bedziecie razem do konca, jako maz i zona... Bycie razem to zadanie na cale zycie, w prawdzie i kompromisie...
    Dzisiaj tak, jak szybko mieszka sie razem, tak tez szybko wszystko sie konczy...
    Spodziewam sie, ze jestescie jednak jednym jablkiem, ktore jest caloscia, i ktore z biegiem lat bedzie nabierac rumiencow i dojrzewac...
    Zycze Wam tej otwartosci i radosci zycia na dalsze lata Waszej Wspolnej drogi, ktora zwa miloscia na dobre i na zle.
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja Was doskonale rozumiem, ponieważ też mieszkam ze swoim narzeczonym bez ślubu. Oboje wyjechaliśmy do stolicy, do obcego miasta, nie mając tu nikogo, chyba bez sensu byłoby szukać dwóch oddzielnych pokoi i płacić nie wiadomo ile kasy. Po prawie dwóch latach wspólnego mieszkania mogliśmy się lepiej poznać, lepiej dotrzeć, nauczyć się iść na kompromisy (a jesteśmy bardzo upartymi ludźmi, każde z nas chciałoby postawić na swoim), dzięki temu możemy uczyć się wzajemnego szacunku i cierpliwości do siebie... bo w miłości nie zawsze jest kolorowo... :)
    Jeśli chodzi o kościół... cóż, jesteśmy osobami wierzącymi, staramy się raczej regularnie uczestniczyć we mszach św. niedzielnych i świątecznych, ale odkąd zamieszkaliśmy razem zdecydowałam, że nie pójdę do spowiedzi, bo nie ma to najmniejszego sensu przepraszać, żałować za grzechy i postanawiać poprawę skoro po odejściu od konfesjonału znów powraca się do wspólnego mieszkania, a niestety w świetle kościoła jest to grzech (bez względu na to, czy się współżyje, czy nie...).

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo Wam dziękuję za odpowiedź:)Oczywiście mój komentarz może był dość nieścisły, że pomyśleliście, iż oceniam Was na podstawie paru postów, ale absolutnie tak nie jest!:) Fakt, do tej pory pojawiło się może parę pojedynczych zdań, wyrwanych w kontekstu, niewiele mówiących na te tematy, ale to na ich postawie go pisałam. Te krótkie zdania dały mi do myślenia, dlatego postanowiłam zapytać no i otrzymałam bardzo wyczerpujący post:)

    Doceniam Wasz wysiłek, ponieważ niejeden blogowicz nawet nie pofatygowałby się na taki gest w stronę czytelnika. Poza tym jeśli moje słowa w jakikolwiek sposób Was uraziły to najmocniej przepraszam. Wiem, że pisanie o prywatnych sprawach nie dla każdego jest akceptowalne, więc tym bardziej podziwiam Was na odwagę. W tym wszystkim nie tylko ja dostałam odpowiedź, ale i inni, którzy czytają ten blog. W każdym z nas pewnie "siedzą" nurtujące pytania i każdy chciałby poznać opinię innych.

    Szanuję Wasz wybór i decyzje. Na pewno trochę Was rozumiem, bo w każdej podjętej decyzji są jakieś plusy i minusy. Czasem zastanawiam się, czy byłabym skłonna zamieszkać z chłopakiem przed ślubem itp. Wiele zależy od tego jak później życie się potoczy i jak dwoje ludzi poradzi sobie z pewnymi zmianami.

    Dzięki Waszej odpowiedzi nie straciłam nadziei w ludzi. Dobrze jest wiedzieć, że młodzi ludzie wierzą, wierzą w wartości i są tego świadomi, że ślub w Kościele ma jednak sens. Chociaż gdy ktoś wcześniej w komentarzu pisał o dwójce młodych ludzi, ateistów biorących ślub kościelny, bo rodzice... no to na moment zamarłam w niedowierzaniu, że tacy ludzi istnieją.

    Rozumiem Was też w kwestii pewnego sprzeciwu względem niektórych zasad Kościoła. Sama mam czasem kryzysy wiary i zastanawiam się nad pewnymi rzeczami. "A dlaczego akurat 4 Ewangelie? Tylko dlatego, że ktoś wysoko postawiony w hierarchii tak postanowił?" No cóż, jesteśmy tylko ludźmi. Pozostaje mi Wam pozazdrościć proboszcza w parafii i tego, że mu ufacie. Mało jest takich duchownych(albo może ja na nich nie trafiłam), którym można zaufać. Wiem, że mimo mojej gorącej wiary Kościół musi przejść transformację. Jan Paweł II już na Soborze Watykańskim II zauważył potrzebę zmiany, ale i tak wiele pozostało do zrobienia. Mam nadzieję, że zacznie mówić się o sprawach, które są fundamentalne a tak często pomijane, np. opętania, zagrożenia z tym związane, egzorcyzmy. Żeby cokolwiek na ten temat się dowiedzieć muszę sięgać po książki, bo w Kościele nikt mi nic o tym nie powie z ambony. A szkoda.

    Wracając do czystości przedmałżeńskiej to Wasza sprawa i decyzja, którą w pełni szanuję.

    Myślę, że macie rację- wcześniej było inaczej, teraz mamy wolność i demokrację, do tego media, które naświetlają nam te sprawy, na niekorzyść naszego pokolenia, próbując wmówić, że kiedyś tak nie było. Nieprawda.

    Tak naprawdę każde napisane zdanie w tym poście ma swoją moc i do każdego chciałabym się odnieść, ale to niemożliwe:) Dziękuję Wam jeszcze raz, oczywiście pozostając stałą czytelniczką:) Dobrze, że macie względem siebie taki sam pogląd na wiarę, wartości, życie razem. Ten post to ważny krok w dobrą stronę. Powodzenia!:)

    P.S. O Waszym ślubie nigdy dość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze zapytać zupełnie odbiegając od tego o czym pisałam, czy macie jakieś plany na podróż poślubną?:)

      Pozdrawiam,
      Agnieszka

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o podróż poślubną to na razie konkretnych planów nie ma :) jak tylko się tym zajmiemy to będzie post! ;)

      Usuń
  14. Doskonale Was rozumiem.
    Ja z Moim Mężem zamieszkałam po 1,5 roku bycia ze sobą, a za nim doszło do zaręczyn minął kolejny rok. Ale cieszę się, że zamieszkaliśmy ze sobą. Dzięki temu mogliśmy się bardziej poznać, dotrzeć, ponieważ pierwszy rok związku żyliśmy na 900 km odległość. Co prawda widywaliśmy się często, ale przecież nie mieszkaliśmy ze sobą. Decyzję o wspólnym mieszkaniu podjęliśmy razem, była ona przemyślana i nikt z rodziny nie miał nic przeciwko :)
    Ślub też wzięliśmy konkordatowy i tak jak Wy nie uczęszczamy do kościoła co niedzielę, ale jesteśmy wierzący.

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  15. "Ślub kościelny bierzemy dla siebie. Po to abyśmy oboje mogli uroczyście przed Bogiem powiedzieć sobie, ze tak przyrzekamy i że będziemy zawsze razem." - TO MI SIĘ PODOBA!
    Życzę Wam, abyście mogli, abyście potrafili tej przysięgi dotrzymać. W zdrowiu i szczęściu jest łatwo - trudniej w chorobie i nieszczęściu.
    Miłość - to poświęcenie się i oddanie drugiej osobie. To umiejętność zrezygnowania z własnych ambicji, pragnień, na rzecz ukochanej osoby.A jeśli poświęcenie i oddanie będzie szło z obu stron jednocześnie - BĘDZIECIE NAJSZCZĘŚLIWSZYMI LUDŹMI NA ZIEMI. Tego Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja mam podobną postawę co do kościoła :)

    OdpowiedzUsuń
  17. cieszę się, że poruszacie takie "ciężkie" tematy, bo taki już teraz ten świat jest, że każdy ma swoje zdanie na każdy temat, a ja lubię poznać zdanie innych :) ja też mieszkam z chłopakiem przed ślubem, którego w ogóle jeszcze nie planujemy, bo mieszkamy w Hiszpanii i tutaj uchodzimy za bardzo młodą parę (podkreślę, że w Polsce w oczach np. moich ciotek jestem już "starą panną"), myślę, że to bardzo dobre doświadczenie poznać kogoś nawyki zanim się zostanie tej osoby rodziną... jeżeli chodzi o wiarę, jest to oczywiście indywidualna sprawa, ale chyba musicie przyznać, że wielu księży (nie uogólniam, bo znam też tych fajnych) skutecznie zniechęca wiernych do uczestnictwa w życiu kościoła... w miejscowości, z której pochodzę normą jest na ogłoszeniach po mszy wyczytać wszystkich wiernych, którzy wpłacili (i tych którzy nie wpłacili też!) odpowiednią kwotę na potrzeby parafii oraz o taką wpłatę otwarcie żądać..
    Szczęścia Kochani Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. bardzo fajnie, że odpowiedzieliście na ten komentarz ;) czytam, czytam i w 99% mam takie samo zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekam na kolejne Wasze poosty dotyczące przygotowań :)
    Zaledwie rok temu byłam na drodze przed :) chętnie udziele się w kilku sprawach :) i powiem jak to wyglądało u Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też Was rozumiem ;))) ..
    bynajmniej wiesz, co bierzesz:D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobre podejście, nie słuchajcie innych- słuchajcie serca!

    www.cookplease.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  22. no niestety oni tacy są... prawie 30 lat na karku a zachowują się niepowaznie... A dla mnie jako dla osoby która jest wierząca i chodzi do kościoła ich zachowanie i podejście no po prostu powala ;/

    OdpowiedzUsuń
  23. moim zdaniem macie bardzo zdrowe i rozsądne podejście do sprawy :). Ja szanuje wszystkie poglądy, ale moim zdaniem czekanie z zamieszkaniem do ślubu i zakaz seksu przedmałżeńskiego to reguły rodem ze średniowiecza brak tu tylko przyzwoitki. Ja rozumiem czystość i te sprawy, ale pojawia się wiele praktycznych aspektów. Doświadczenia przedślubne zarówno te łóżkowe jak i życia codziennego pozwalają lepiej partnera poznać, dopasować się...można uniknąć później rozczarowania? no nie wiem jak to nazwać. Niemniej jednak podziwiam ludzi, którzy potrafią dotrwać do końca w swoich duchowych postanowieniach i wstrzemięźliwości. Trzeba miec silną wolę. Ja niestety jestem grzesznicą w tej kwestii, hormony dają się we znaki ;P. Ale najważniejsze, że w tym wszystkim jest miłość. A resztę w moim wyoadku to już Bóg kiedyś oceni.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja z moim narzeczonym zamieszkaliśmy po zaledwie 3 miesiącach znajomości, to trochę tak, jak rzucanie się na głęboką wodę... Ale skoro dziś jesteśmy razem, to wiem, że kochamy się naprawdę i pomimo wielu problemów, jakie przeżyliśmy razem, teraz chyba nic nas nie jest w stanie rozdzielić... W dzisiejszych czasach to bardziej się dziwię parom, które nie mieszkają razem przed ślubem, niż mieszkają! Bo jak inaczej można się dotrzeć? Poznać wady i zalety partnera? A może akurat się okaże, że coś nam przeszkadza, to chyba łatwiej rozstać - nie mając jeszcze ślubu, niż później się rozwodzić czy tez rozbijać rodzinę... Strasznie irytuję mnie to, jeśli ktoś narzuca mi z góry, co mam robić, przecież to jest moje życie, więc przeżyję je tak, jak tylko mam na to ochotę, zgodnie z swoim sumieniem... Wielu osobom z naszego otoczenia nie podoba się pomysł o skromnym ślubie - no bo jak tak bez wesela? bez wódy? bez kościoła? bez sukni? Taki ślub to nie ślub! Przeraża mnie stereotypowe myślenie ludzi. Lepiej zrobić coś na pokaz ( bo w moim wykonaniu właśnie by tak wyglądało) niż zrobić, to o czym marzyło się od zawsze. Co więcej ja uważam, że ślub nic nie zmienia!

    OdpowiedzUsuń
  25. Hmm, jeśli chodzi o stwierdzenie "Jestem katolikiem, ale niepraktykującym" to nie zgodzę się tutaj do końca z Panią Narzeczoną ponieważ ja osobiście nie uznaje kościoła, chociaż w Boga wierzę. Jeśli Bóg jest wszędzie to modlić się do niego też mogę wszędzie. Pismo Święte, też przeczytać mogę sama, nikt nie musi tego robić za mnie i ja słowo niepraktykujący rozumiem właśnie w ten sposób. Rzadko jestem w kościele, ale praktykuje na swój własny sposób. Ale jeśli pod uwagę weźmiemy aspekt, w którym słowo niepraktykujący oznacza nic nierobiący w kierunku religijnym no to racja, to stwierdzenie jest absurdalne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ja zgodzę się z twierdzeniem Pani Narzeczonej, ale z tym nie bardzo. W Boga można wierzyć "jakiegokolwiek". Jeśli chodzi o wiarę chrześcijańską i katolicyzm przecież Papież i duchowni są powołani przez Jezusa, dlatego prawdziwy katolik powinien uznawać ich posługę jeśli w Chrystusa wierzy. A to, że nie zawsze trafiamy w dzisiejszych czasach na księży z powołania to swoją drogą. Nie zapominajmy, że to św. Piotr był pierwszym Papieżem a Apostołowie podczas Ostatniej Wieczerzy, że tak powiem potocznie "zostali pierwszymi księżmi", dlatego tyle w Wielki Czwartek mówi się o kapłaństwie i Eucharystii. Wiem, że to nie miejsce na to, ale muszę bronić mojej wiary i uchronić ją przed tego typu stwierdzeniami, które tak naprawdę usprawiedliwiają nas tylko.

      Usuń
  26. Komentarz dotyczący mojego postu! ;-)
    Na podróż poślubną polecam Hiszpanie;-)
    my byliśmy na Majorce;)

    choć Włochy też są piekne! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja bardzo nie lubię stwierdzenia "jestem katolikiem, ale niepraktykującym" albo "jestem katolikiem praktykującym". Rozumiem, że tu chodzi o ukazanie wyznania, ale dla mnie osobiście lepszym słowem jest chrześcijanin :)
    Zamieszkałam z mężem przed ślubem i z jego teściem i siostrzeńcem, gdyż w przeciwnym wypadku nie miałabym gdzie mieszkać. Dzięki temu, poznawałam dalej męża przez cały rok w otoczeniu jego rodziny. Bo i tę rodzinę musiałam też poznać. Nie zawsze jest z nią różowo, to trzeba pamiętać. Myślę, że dzięki tym doświadczeniom podjęłam bardzo świadomą decyzję o zamążpójściu, nie zaślepioną marzeniem o białej sukience i pięknym makijażu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Poważny temat;) Wiem coś o tym, bo jestem w podobnej sytuacji... Tyle tylko, że u mnie wszyscy, no prawie wszyscy są przeciwko. Niedawno od proboszcza dowiedziałam się, że my z Marcinem nie mamy wstępu do kościoła, bo nie chce w nim widzieć takich grzeszników. Ludzie, czy to nie jest przesada? Jestem wierząca, pochodzę z katolickiej rodziny i trudno mi zaakceptować fakt, że muszę jeździć do kościoła do sąsiednich miejscowości i być na ustach wszystkich babci z rady parafialnej czy koła różańcowego;/ Moim zdaniem to jest hmmm... zacofanie? Przesada?

    OdpowiedzUsuń
  29. Powiem szczerze, że udało Wam się stworzyć bardzo piękny i wzruszający post. Połączenie wiary z rozsądkiem, to bardzo trudna sprawa, ale jak widać osiągalna. Sama mam dokładnie takie same odczucia jeśli chodzi o Kościół. Tak jak Pani Narzeczona napisała - nie ludzie, a Bóg będzie nas za to wszystko sądził i myślę, że mniejszym problemem jest mieszkanie ze sobą przed ślubem, niż późniejsze zdrady czy rozwody. Nie chodzę co niedzielę do kościoła (jestem 2-3 niedziele w miesiącu), ale też nie ulegam nowym "trendom" jestem ateistą, bo inaczej ludzie nazwą mnie moherem. W każdym razie trzymam za was mocno kciuki i w niedzielę się za Was pomodlę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ciekawie napisaliście, to cenne poznać doświadczenia innych. My wybraliśmy tę bardziej radykalną drogę - zapraszamy do nas: http://narzeczeni-z-bozejlaski.blogspot.com/ - może my możemy się czegoś nauczyć od Was, a Wy od nas? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radykalna droga to trudna droga. Ja ze swoim chłopakiem na pewno nie zamierzamy sobie ułatwiać życia i także w taki sposób będziemy ze sobą, taki radykalny:) Cieszę się z tego, bo miłość wiara i życie wymagają poświęcenia:)

      Usuń
  31. Trafiłam na Wasz blog. Już chyba nieważne jak. Ale lubię te tematy, więc tak skaczę z posta na post i podczytuję :) W końcu będę na bieżąco :) Komentuję ten... Bo chyba mnie najbardziej poruszył. Choć jest już wiele aktualniejszych postów.

    I jak czytałam te komentarze trochę zrobiło mi się przykro, że wszyscy piszą tak samo... "Wierzę w Boga, ale w Kościół nie albo: nie przyjmuję wszystkich zasad". Dlatego te dwa ostatnie komentarze podniosły mnie na duchu :) Bo my też wybraliśmy życie radykalne. Bo skoro wierzyć w Boga to w prawdziwego. Takiego, którego się naprawdę zna. A nie w Jego obraz, jaki sobie stworzyłam, bo tak mi wygodnie. I ja po prostu cieszę się, że mam na to siłę!!! I nie mieszkałam z mężem przed ślubem i nie współżyliśmy. I choć nawet nie mieszkaliśmy w jednym mieście. Doskonale go poznałam. Wiedziałam praktycznie wszystko co nasz czeka po ślubie. I nie pomyliłam się. Jego wady i zalety tak komponują się w naszym małżeństwie jak to sobie wyobrażałam. Bo można poznać bez mieszkania. Tylko trzeba wiedzieć co i jak... A seks? Dotarcie się? Początki są jako takie. ale dopiero teraz, po kilku latach mogę powiedzieć co to piękny seks. Więc gdybyśmy współżyli przed ślubem to ten rok- dwa raczej by mi nasuwały myśl, że może my się nie dotrzemy w tej sferze. Choć dla mnie hehe to śmieszne sformułowanie. I nic nie znaczące. Już nie wspomnę o seksie po narodzeniu dziecka... Tego nie da się przetestować... Przed ślubem...

    Najważniejsza w życiu jest wiara w to, że da się pokonać wszystkie kłótnie. Mieć w głowie ciągle przysięgę WIERNOŚCI i tego, że to NA ZAWSZE. Bo raz jest czarno, raz różowo. Ale skoro przysięgałam mojemu mężowi przed Bogiem. To jest on moim mężem aż do śmierci i muszę z każdej kłótni wyjść z nim pogodzona.... :) Życzę jak największej ilości par takiego radykalizmu :) I możliwości poznania prawdziwego Boga. Wtedy Ci mało prawdziwi księża i te śmieszne panie w poradni małżeńskiej będą sobie.. a my sobie - NAPRAWDĘ. Bo tzreba brać poprawkę na to, że wszyscy są tylko ludźmi. Jak nie ma samych cudownych policjantów nie lamiących prawa, tak nie ma samych świetych księży. Sami święci to będą w niebie :)))))
    Powodzenia Kochani i odkrywajcie prawdziwe dobro w swoim życiu!!!

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten post jest dobry! Ostatni, taki w sam raz... Podsumowujący
    Pozdrawiam Asia :)

    OdpowiedzUsuń