2 marca 2013

Most zakochanych



PANI NARZECZONA


Nawet do końca nie pamiętam jak to się stało, że tam wylądowaliśmy, a już na pewno nie pamiętam jaki to był miesiąc, a co dopiero dzień! Wiem, że było ciepło, a wieczorem to już nawet chłodno. O co chodzi? Otóż pewnego dość ciepłego, ale nie gorącego dnia Pan Narzeczony mnie porwał. Dziś będzie znowu romantyczna opowieść, bo Pan Narzeczony jak ma natchnienie to potrafi być cholernie romantyczny, jak na filmach, ale od początku!

Historia miała miejsce już jakiś czas temu, więc oczywiście nie pamiętam jak to dokładnie było, że znalazłam się w aucie Pana Narzeczonego z zawiązanymi oczami (jak to ja, dałam się na to namówić) Teraz tak sobie myślę, ze jestem niezwykle cierpliwą kobietą, bo jechałam z tą opaską przez 2 h...już w głowie mi się kręciło. 

Historia miała też miejsce przed zaręczynami, co również jest istotną informacją bo jadąc z tą opaską na oczach oczywiście pełno myśli, czy to teraz? Już teraz to zrobi? Przecież to idealny dzień! Pan Narzeczony jak już wiecie, nie oświadczył się tego dnia, ale również zaskoczył mnie bardzo! Prawie tak samo jak w zaręczyny! 

Otóż po 2 h podróży zatrzymaliśmy się...gdzieś. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia gdzie. Miasto wydawało mi się piękne, po wyjściu z auta przeszliśmy może z 5 min i Pan Narzeczony pyta czy wiem gdzie jestem? Odpowiedziałam: „Kraków?” -do tej pory myślałam, że to tam jest tak strasznie dużo kościołów, a okazało się że to Wrocław taki religijny odkupuje grzechy i stawiał kościół na kościele. 

Tak więc jesteśmy. Wrocław. „Na serio jechałam 2 h z tą opaską i wywiozłeś mnie, aż do Wrocławia?”- w ogóle tego nie odczułam! Okazuje się, ze tak...ale po co? „Tak, żeby pospacerować” No ok. Szczególnie, ze wyruszyliśmy koło 16? Wiem, ze był wczesny wieczór jak byliśmy we Wrocławiu! Co tam będziemy robić? Panie Narzeczony!? „Pospacerujemy” więc spacerujmy. 

Idziemy....mija 30 min...chodzimy,,,piękne uliczki Wrocławia, nie miałam pojęcia jak ładne to miasto jest!” Idziemy...i nagle patrzę...kłódka...na moście! „Patrz kłódka! O, a tam następna! Kolejna i kolejna....i pełno ich! Co to jest? O co chodzi? A+T=<3, Monika i Marek 20.03.2010, Łukasz i Kornelia 24.09.2000, nie rozumiem!” i wtedy mój kochany Pan Narzeczony objął mnie w pasie i powiedział „Kochanie, zabrałem Cię na most zakochanych!” 



Na co ja: „Naprawę?! Super! Tylko szkoda, że nie wzięliśmy kłódki!” Po czym ku mojemu ogromnemu zdziwieniu Pan Narzeczony wyciąga z kieszeni kłódkę...i marker! Jak to ja- poryczałam się! (Czy wy też tak macie, że płaczecie kiedy jesteście szczęśliwe, smutne, zaskoczone, gdy was coś boli itp.? - chyba ciągle płaczę?! hehe) Wyciągnął więc kłódkę i jest!




Mamy tam swoją kłódkę! Kluczyk wrzuciliśmy do rzeki i już zawsze będziemy razem! Historia o tyle dla mnie niesamowita, że ja nie miałam pojęcia, ze takie mosty istnieją w ogóle na świecie..a co dopiero w Polsce...i Pan Narzeczony sam to zaplanował! Potem poszliśmy na rynek, zjedliśmy romantyczną kolację...i w domu byliśmy koło 23. 



Dziękuję Ci Panie Narzeczony za to, że mam takie wspomnienia! Dziękuję za to, że po tych kilku latach nadal mnie zaskakujesz i zaskakiwać nie przestaniesz!


PAN NARZECZONY

Po tym co tu napisze to Pani Narzeczona zapewne straci całą wiarę we mnie,  albo odwrotnie.
Pewnego czasu jak to w każdym związku dopadł nas mały kryzys i awanturka dot. jakiś tam bieżących sprawunków. Z tej okazji pomyślałem sobie aby trochę „ugłaskać” Panią Narzeczoną oraz uspokoić całą sytuację i zamiast dalej bić pianę, wymyśliłem (nawet nie wiem kiedy) wypad do Wrocławia.

Tak oto w ciągu piętnastu minut wpakowałem Panią Narzeczoną do samochodu z zasłoniętymi oczami (później ten pomysł zastosowałem podczas zaręczyn) i wyruszyłem do Wrocławia.
Pani Narzeczona z początku podirytowana, a później nieco podniecona i ciekawa zapomniała o wszystkich troskach jadąc przez 2 godziny z zasłoniętymi oczami. Do dziś się dziwię, że nie zwymiotowała po drodze.

W ten sposób dotarliśmy do Wrocławia, pod rzeczony most, w tym momencie Pani Narzeczona go jeszcze nie zauważyła, więc poszliśmy okrężną drogą omijając go. Jednakże podczas spaceru tak skierowałem jego kierunek, aby przez zeń się przeprawić. 

Będąc mniej więcej w połowie długości obiektu Pani Narzeczona zauważyła, że coś wisi na tych balustradach. Podeszła i odkryła wiszące kłódki z wypisanymi datami i imionami zakochanych, stwierdzając, że szkodą, iż my nie mamy . 






Zdziwienie i szczęście Pani Narzeczonej nie miało końca, gdy naglę z kieszeni wyciągnąłem i ja naszą kłódeczkę, celem jej zawieszenia. Tak oto popłynął potok łez po którym udaliśmy się na pyszną kolację na wrocławski rynek aby dopełnić szczęścia również w żołądkach.

29 komentarzy:

  1. Za chwilkę wybieram się z mężem mym na spacer i kawkę w centrum, tak więc poszukam na moście Waszej kłódki ;-)
    Pozdrawiam ze słonecznego dziś Wrocławia!

    OdpowiedzUsuń
  2. We Wrocławiu nie byliśmy akurat, ale w Paryżu jest taki most (chyba nie jeden nawet;)) i wygląda to super, romantycznie:) A w ogóle to fajni jesteście Państwo Narzeczeni! Pozdrawiamy i zapraszamy : http://mamasaidbecool.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chcę zobaczyć taki most z kłódkami w Krakowie, bo wiem, że też jest taki. Piękne to było, a wspomnienia na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś się stało i nie mogę dostać się na Twojego bloga?

      Usuń
    2. Bo zmieniłam profil i nie ma adresu bloga, ale teraz już będzie jak klikniesz w nick :)

      Usuń
  4. Jak to niewiele potrzeba kobiecie!!!!!
    Taki most jest też w Gdańsku!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby jedna kłódka gwarantowała, że "się nie opuści aż do śmierci" to by tylu rozwodów w Polsce nie było.
    Ludzie opamiętajcie się, kawałek żelaza- czy na moście kłódka czy na palcu obrączka nigdy nie da gwarancji "do śmierci". Sad, but true.

    OdpowiedzUsuń
  6. Byliście kochani na moście Tumskim :-)
    Anonimowy - przecież to tylko taki symbol.. a ty wszystko bierzesz na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna historia ;) W Krakowie jest Kładka Bernatka na której też zawisło wiele takich romantycznych historii, niestety ja jak to ja, to miejsce odkryłam za późno żeby się tam z moim Ukochanym wybrać :( Innym razem zatem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam na tym moście, ale niestety sama... w odwiedzinach u koleżanek. Myślę jednak, że co się odwlecze, to nie uciecze... A Twój Ukochany przygotował Ci wspaniałą niespodziankę! Mężczyźni czasem jak chcą, to potrafią się postarać... Pozazdrościć ;) Mój taki romantyczny nie jest, a szkoda... :(
    A jeśli chodzi o płakanie to cóż... sprawiłaś, iż zrozumiałam, że chyba jestem nieczuła... Bo ja nie płaczę, ani na filmach, ani jak jestem szczęśliwa, ani jak jestem zaskoczona, czy coś mnie boli... ewentualnie jak jest mi źle i smutno, ale to musi się już tego mnóstwo nazbierać... no i przy rozstaniach z mamą :(

    Wpadłam tu całkiem przypadkiem, chętnie będę odwiedzać, tym bardziej, że nasz ślub jest dwa miesiące po Was, być może jakoś mnie zainspirujecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale super :) Zazdroszczę. Mój M niestety nie jest romantyczny i w życiu nie wpadł by na coś takiego...

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero pierwszy raz odważyłam się skomentować. Parę dni temu przypadkiem weszłam:) Zaglądałam codziennie aż dopiero dziś postanowiłam zostawić swój komentarz. Jest naprawdę miło czytać wasze relacje, przemyślenia, wspomnienia. To musi być niesamowite wyzwanie i doświadczenie dla Was:) Jestem pełna podziwu, że mimo przedślubnego zamieszania macie czas na prowadzenie bloga o samych sobie, no i przede wszystkim, że pisze zarówno narzeczona jak i narzeczony:) Myślałam dotąd, że mężczyźni nie byliby na tyle odważni aby poprowadzić ze swoją wybranka blog!:) A jednak wszystko się zmienia:) I dobrze. Mam nadzieję, że będziecie kontynuować prowadzenie tej strony również po ślubie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za miłe słowa :) Pozdrawiamy Cię serdecznie!

      Usuń
  11. W Opolu również jest tzw. "most zakochanych" i również wiszą tam setki takich kłódek, każda wraz ze swoją historią i miłością - tą która trwa do dzisiaj, lub tą która już się skończyła.

    OdpowiedzUsuń
  12. maskakropka22 marca 2013 19:30

    Byłam na takim moście w Kijowie. Ukraińcy też są bardzo romantyczni:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jak bede z moim H ♥ w Polsce, tez zamierzam sie na taki most wybrac ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też bym się popłakała^^ Mój M. taki romantyczny nie jest i raczej nawet przez myśl by mu nie przyszedł taki wypad;p

    OdpowiedzUsuń
  15. Również jestem totalną beksą ;]

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa sprawa z tymi kłódeczkami :)

    P.S. Nasze wesele jest na 60 osób i właśnie za tort z masą marcepanową, muszę zapłacić 450zł :/ także ceny zbliżone.

    OdpowiedzUsuń
  17. O rety, ale romantyczna historia. Pan Narzeczony zawsze taki jest czy to tylko takie chwilowe przejawy? Niewielu takich znam... w sumie to chyba nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Słodko!!!!! sama bardzo chciałabym też wybrać się z moim chłopakiem i zostawić taką kłódkę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Romantycznie, u nas brak takich przejawów :]

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakie to urocze. Chciałabym zobaczyć taki most. U mnie jest taki most tzn. napewno nie w takiej skali, bo jest tam mało kłodek, ale zawsze coś ;P

    OdpowiedzUsuń
  21. Most Tumski znam i lubie tam spacerować :)
    ładne miejsce, mam tam nawet jedną kłodkę, zardzewiala podobnie jak pierwszy związek. W zasadzie mogłabym powiesic nową, z kolejnym lubym, ale przyjęłam myśl, że chyba nie chce kolekcjonować kłódek na moście.;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem z Wrocławia, aż mi się zatęskniło :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Niesamowita historia, zupełnie jak z filmu :))
    A Ostrów Tumski i most, o którym mówicie jest jednym z moich ulubionych miejsc we Wrocławiu :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak Wam się podobało moje miasto?:)
    Kłódki niestety będą sukcesywnie ściągane... :(

    A.

    OdpowiedzUsuń