6 marca 2013

Nauki przedmałżeńskie


PANI NARZECZONA


Szczerze mówiąc idąc na te nauki nie widziałam czego się spodziewać. Wiem jedno, szłam na nie z Panem Narzeczonym i przynajmniej ja byłam podekscytowana jak mała dziewczynka, a Pan Narzeczony jak zwykle opanowany i pełen spokoju, podczas gdy ja wręcz skakałam naokoło niego z pytaniami „Jak to będzie? Cieszysz się? Denerwujesz?”

Co też było na tych naukach? Od razu napiszę, że ślub bierzemy tradycyjnie w mojej parafii i bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ nasi Księża są fantastyczni. Dlatego też, nie mogłam doczekać się nauk. Jakoś specjalnie z Panem Narzeczonym nadgorliwi co do Kościoła nie jesteśmy. Wstyd się przyznać. No, ale spowiadać się wam tu nie będę.

Jednak wracamy do meritum. Co więc było na naukach? Ksiądz zaczął rzeczowo: „O małżeństwie mogę wypowiadać się tylko w aspekcie teoretycznym, ale pociesza mnie fakt, że i wy w tej chwili również teoretykami jesteście” Było śmiesznie, tego się można było spodziewać po naszym Proboszczu, ale zaskoczył mnie fakt, ze prawie w każdym aspekcie się z nim zgadzałam.

Na takich naukach możecie spodziewać się, ze Ksiądz wytłumaczy wam jak Kościół widzi sakrament małżeństwa, przytoczy wiele sytuacji nie tylko z biblii dotyczących małżeństwa, ale też z historii- tak przynajmniej było u nas. Najbardziej podobało mi się, gdy opowiadał o kulturze żydowskiej, jak były traktowane w niej kobiety.

Dostaliśmy karteczkę z tematami jakie będą/były omawiane :)
Na naukach mówił również o tym, ze w związku najważniejsza jest pokora, szczerość i zaprzestanie patrzenia na siebie w aspekcie „JA” a rozpoczęcie nowego życia w aspekcie „MY” jak dla mnie powiedział wiele prawdy i chociaż jest wiele kwestii w których z Kościołem się nie zgadzam zaskoczył mnie fakt, że na naukach przy każdym zdaniu Księdza byłam zmuszona wręcz przyznać mu rację bo pomimo, iż jest teoretykiem to wszystkie jego słowa były niezaprzeczalnymi faktami.

Cieszy mnie, ze mamy kolejne spotkanie już w niedzielę. Ksiądz troszkę przyśpieszył nam „kurs” i zamiast trzech spotkań po dwie godziny mamy dwa spotkania po trzy godziny i bardzo dobrze. Kolejne spotkanie jest z Panią z poradni rodzinnej. Podobno ona już teoretyzować nie będzie bo jest mężata i dzieciata od wielu lat. Ciekawa jestem czego tym razem się dowiemy.

Na pierwszym spotkaniu może jakiś nowych rzeczy się nie dowiedzieliśmy, ale z pewnością dało ono do myślenia i odczułam je bardzooo pozytywnie. Po naukach Pan Narzeczony stwierdził, ze zabierze mnie do jednej z naszych ulubionych knajpek w Gliwicach. Dobra kasza-nasza, naprawdę dobra! Mamy swoje ulubione danie kurczak curry z czarnymi oliwkami, naprawdę pychaaaa!


Jak będziecie kiedyś mieli okazje być w Gliwicach i będziecie bardzooo głodni to tania pyszna kasza tylko tam. Dodam, ze Pan Narzeczony za kaszą nie przepadał, a dzięki tej knajpce polubił ;) Pomysł Pana Narzeczonego z kaszą po naukach był trafiony w dziesiątkę, ponieważ mogliśmy przedyskutować co też mówił ksiądz!

Znalazłam właśnie ciekawy artykuł na temat nauk. W większości się zgadzam co tam napisali, dziwi mnie jednak, ze napisali, iż nauki trwają MIESIĄC?! No i że trzeba za nie płacić?! U nas nic takiego nie ma. Nie wiem czy to kłamstwo na tej stronie, czy rzeczywiście tak bywa. Napiszcie jak to było w waszym przypadku. Płaciliście za nauki? Uczyliście się „jak żyć razem” przez miesiące?!


PAN NARZECZONY

Jak doskonale wiecie już niebawem zawrzemy związek małżeński, a związane jest to z tym, że musimy przejść przez cykl nauk przedślubnych. Jesteśmy po pierwszym spotkaniu, które prowadził przesympatyczny Proboszcz parafii.

Z początku z Panią Narzeczoną myśleliśmy, że będą trzy pary, aż tu nagle okazało się, że sala niemalże pęka w szwach! Przedział wiekowy wyglądał mi na mniej więcej 25-28 lat. Z małym wyjątkiem, naszym i jeszcze jednej pary -która muszę przyznać wyglądała na dość dziwną.

Wbrew pozorom i temu co niektórzy mówili na temat tych spotkań, Ksiądz nie pouczał nas jak się zabezpieczać przed niechcianą ciążą zgodnie z dekalogiem, ani nie przepytywał nas ze znajomości Pisma Świętego.

Pani Narzeczona była strasznie przejęta, wręcz przestraszona, przez chwilę próbowała mi wyjaśnić, że jeszcze możemy się wycofać –chyba w końcu do niej dotarło że to wszystko na serio. Panikara!

Sam wykład, bo tak można śmiało nazwać monolog Proboszcza, minął całkiem sprawnie poza bolącym kręgosłupem i tyłkiem od niewygodnych krzeseł –odwykłem już dawno od ławek.
Natomiast w najbliższą niedzielę czeka nas spotkanie z jakąś Panią z poradni rodzinnej, może dopiero wtedy zaspokoimy swoją dziką żądzę wiedzy z zakresu seksu przed i po ślubnego, o czym nie omieszkam Wam napisać.

Z powyższego spotkania zdecydowanie lepszą relację zda Wam Pani Narzeczona, ona jest bardziej oblatana w sferze uczuć itp. spraw.


34 komentarze:

  1. Więc nauki nie są aż takie złe. Ja chodziłam na przedmałżeńskie, ale prowadził je mój proboszcz i one w ogóle nie mały sensu bo nic o małżeństwie się nie dowiedziałam. Brak słów...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to idiotyzm, ze jakis ksiaz, nic a nic o malzenstwie, uczy innych o malzenstwie o.o

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nauki przedmałżeńskie miałam w liceum:D tylko że są wazne 5 lat;p więc no cóż, trzeba je będzie od nowa robić;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastycznie, że napisaliście takiego posta. Co do tych płatnych nauk to jakaś bzdura w tym artykule. Płatne są nauki weekendowe, kiedy wyjeżdża się na kurs poza miasto. Wtedy w jeden weekend takich "rekolekcji" odbywa się cały kurs.

    Cudownie, że bierzecie już niedługo ślub :))

    OdpowiedzUsuń
  5. przedział wieku 25-28 lat... czułam że jestem już za stara na to żeby być panną MŁODĄ :)) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pestka nie martw się, na naszych naukach my byliśmy przy górnej granicy wiekowej, którą wymienił Pan Narzeczony, ale były też pary o około 10 lat starsze od nas. I były MŁODE - my jesteśmy zawsze MŁODE :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W moim przypadku nauki byłby śmieszne, po dwudziestu latach związku i dziesięciu mieszkania razem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. My chcemy robić nauki na wakacjach, koniecznie weekendowe, bo inaczej nie mamy możliwości. I ja się nie mogę doczekać, mam nadzieję, że się nie rozczaruję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. My nasze nauki wspominamy bardzo fajnie, aczkolwiek robiliśmy je zimą i nieco je odczuliśmy na zdrowiu. 45 minut w dużym, nieogrzewanym kościele było chwilami męką, ale ogólnie było spoko. Dwa tygodnie i spokój. Co dnia zajęcia prowadził ktoś inny. Nie spodziewałam się tylko, że po wszystkim, kiedy przyszliśmy spisywać protokół Ksiądz zasugerował mojemu mężowi, że podrobił zaświadczenie o ukończeniu nauk. Mimo tego, że sam mu je wypisywał i widział nas na wszystkich spotkaniach. No, ale ostatecznie udzielił nam ślubu i więcej się w kościele nie pokazaliśmy. W tą niedziele jednak będziemy musieli się przejść by poświęcił nam obrączki jeszcze raz gdyż Mąż swoją zgubił i musieliśmy kupić mu nowa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze nauki odbywały się w salce także ciepło było! Niestety żałuję, że Kościół w Polsce nie może mieć wszystkich takich Proboszczów jak ten w mojej parafii. Na spotkaniu Ksiądz niejednokrotnie wspomniał o jego kolegach po fachu i mówił, że jest mu wstyd za takie akcje!

      Usuń
  10. Świetny pomysł na bloga :D Fajnie że piszecie we dwójkę :D

    Jeśli chcesz czytać mojego "prywatnego" bloga a nie tylko kosmetyczny, to wyślij mi maila na malinowe,zycie@gmail.com to ci podeślę zaproszenie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani z poradni pewnie będzie chciała przekabacić Was na Naturalne Planowanie Rodziny... :) Choć nie powiem, mnie skusiła... Ostatnio mieliśmy spotkanie, rozdała nam materiały, broszury do uzupełniania obserwacji, z czystej ciekawości chętnie się "poobserwuję", dzięki temu bardziej można poznać swój organizm (chodzi mi o kobiecy oczywiście) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będzie po spotkaniu z Panią z poradni pewnie napiszemy ;) ja naturalnego planowania rodziny nie przekreślam, chociaż obecnie takowego nie stosuję. W przyszłości jednak chyba sie skusze ;) największym argumentem dla mnie jest to, ze takie planowanie jest najzdrowszym rozwiązaniem. Chociaż do hormonalnych metod nic nie mam ;)

      Usuń
    2. Ja również... Nigdy o tym nie myślałam... ale nie mówiłam nie. Przede wszystkim to najzdrowsze rozwiązanie dla kobiety no i dzięki takiej wnikliwej obserwacji bardziej poznajemy siebie i swój organizm, więc to jest dla mnie plus! No ale zobaczymy jak to będzie po ślubie, jak będziemy się starali o dziecko, to można i próbować tej metody, teraz wykluczone przez ślubem, z moim rozregulowanym cyklem, nawałem pracy i obowiązków... bałabym się ryzykować :)
      Pozdrawiam ciepło :*

      Usuń
  12. ja na ten temat zupełnie nie mogę się wypowiedzieć, ale cieszę się, że i takie tematy poruszacie, może kiedyś się przyda ;) tak jak poprzedniczka stwierdziła, czytając o tym przedziale wiekowym poczułam się nieswojo, 26 na karku i ani widu ani słychu hehe

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć,
    ja bardzo miło wspominam nasze nauki przedślubne.. To był świetny czas, który bardzo nas do siebie zbliżył i sprowokował to pewnych przemyśleń. Ja wiem, że ludzie różnie do tego podchodzą i w wiekszości albo się na te spotkania denerwują, albo się z nich śmieją, jednak dla nas były ważne :)
    Ale rozumiem też, że nie każdy się w tym odnajduje i myślę, że ma do tego prawo :)
    Dobrze, że Wy też raczej fajnie trafiliście
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. aa to wy macie, te nauki przedmałżeńskie wymieszane z poradnią życia rodzinnego, a my mamy wszystko osobno, dzień skupienia, poradnia życia rodzinnego dwa spotkania - grupowe i indywidualne oraz 3 spotkania po 2 godziny nauk przedmałżeńskich :D .. oby tylko to ostatnie jeszcze przetrwać;p

    OdpowiedzUsuń
  15. A po zjedzeniu kaszowego obiadu koniecznie wybioerzcie się do gliwickiej Czekoladziarni, gwarantuję niebiańskie doznania ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Teraz mam ochotę na kaszę! Idę szukać :D
    Na temat nauk się nie mogę wypowiedzieć, więc jak nie o tym o oczywiście o jedzeniu :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem z Poznania i :
    - za nauki płaciliśmy (25zł/os) co fortuną nie jest, ale jednak 50 zł piechotą nie chodzi,
    - też byłam przed naukami BARDZO podekscytowana
    - trwały one 4 tygodnie (standardowo trwają 3 tygodnie, ale że my robiliśmy na wakacje i spotkania nie były regularne, nauki się lekko przedłużyły),
    - po KAŻDYM spotkaniu omawialiśmy z A. to, co usłyszeliśmy i choć w kilku późniejszych kwestiach się nie zgadzaliśmy z prowadzącym/i, wiele nam one dały. Zarówno w relacji między sobą jak i w podejściu do tego, co nas czeka.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cóż... mnie z pewnością w wielu rzeczach nie spodobałoby się co mówi ksiądz, szczególnie jakby doszło do dzieci ro rozmnażania... ekhem ^^

    ale faktycznie zwraca też uwagę na to co czujemy, że powinno się szanować tą drugą osobę i mimo że niby to wiemy, to myślę że takie przypomnienie ujęte w słowach jest dziś potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja osobiscie jestem za naukami przedmalzenskimi prowadzonymi przez osoby swieckie z dodatkiem spotkania z ksiedza...
    A co do kaszy: pyszna jest!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  20. w Gdańsku nauki trwają miesiąc (każdy wtorek, to jedno spotkanie z cyklu) i kosztują 40 złotych od pary...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawe jak to będzie wyglądało u nas :D

    OdpowiedzUsuń
  22. To widzę, że ja należę do tej dolnej granicy wiekowej ;) a kaszę bardzo lubię i dzisiaj na obiad zrobię z jakimiś warzywkami :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Na temat nauk przedmałżeńskich to niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo do nich mi jeszcze dłuuugo, oj długo! Ale chciałam napisać, że macie świetny pomysł na bloga :) A miny jakie zabawne :D

    http://szminka-i-buciki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajnie, że trafiliście na nauki, które nie były prowadzone przez ludzi rodem ze średniowiecza ;) Z opowieści znajomych małżeństw mniej więcej taki obraz katolickich nauk się wyłaniał.

    Jeszcze nie udało mi się do Kaszy trafić, a przecież mam tylko 10 minut na Rynek. Zawsze jakoś nie po drodze ;)

    PS Co do naszych susharni to spróbujcie Sendo na Górnych Wałów.

    OdpowiedzUsuń
  25. No to jestem mile zaskoczona. Po przeczytaniu tytułu posta sądziłam, że będziecie narzekać na nudne i to, że kościół nie podąża za duchem czasu. Oby kolejne spotkania były równie ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  26. "ona jest bardziej oblatana w sferze uczuć itp. spraw." haha :) prawdziwy facet :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem nowa na Waszym blogu. Posty są zazwyczaj dośc długie,więc szybko nie nadrobię wszystkich zaległości ;)

    Fajny pomysł na blog i miło się Was czyta.

    Mogę zapytać ile macie lat? I czym się zajmujecie? Tzn. Narzeczony coś z drogami a Narzeczona coś z modą tak? Czy to tylko hobbistycznie ?

    P.s. pozdrawiam też ze śląska !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy po 23 lata :) Pan Narzeczony pracuje w branży związanej z drogami, a Pani Narzeczona w nieruchomościach. Główną pasją Pani Narzeczonej jest moda i fotografia.

      Usuń
  28. Chciałam zapytać czy te nauki odbywaliście w Gliwicach? Jeśli tak to czy można wiedzieć w której parafii? My ślub będziemy mieć na podkarpaciu, w mojej rodzinnej parafii ale mieszkamy w Gliwicach więc kurs przedmałżeński chcielibyśmy zrobić tutaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o kurs to polecamy Wszystkich Świętych :) G-ce

      Usuń