4 marca 2013

Papaya Sushi Gliwice

PANI NARZECZONA

Tak, znowu będzie o sushi. Tym razem znowu się wybraliśmy! Uwielbiamy sushi, nic na to nie poradzimy! Nie powiem ten pierwszy tydzień baz Pana Narzeczonego był trudniejszy niż się mogłam spodziewać. Dziwnie mi było wrócić do rodziców. Teraz już jest jakoś lepiej, bo wiem, że mieliście racje i weekendy z Panem Narzeczonym są świetne! Dużo się działo! Oj tak! 

Opis weekendu zaczynamy od sushi, dziś będzie troszkę bardziej konkretnie i Pan Narzeczony ma za zadanie opisać wam na czym sushi polega i przybliżyć tym którzy nigdy nie mieli z tym daniem styczności co i jak się je. Może dzięki nam, ktoś skusi się i zobaczy, ze sushi to nie tylko surowa ryba i rybny smak. Podkreślam jednak, że jesteśmy amatorami, a nie smakoszami sushi! Większość rzeczy, jakie o sushi wiemy to albo z własnej autopsji (w domu też już kilkakrotnie je robiliśmy) albo po protu wyczytaliśmy i stosujemy się do wskazówek innych. 



Achh i chciałam jeszcze napisać coś od siebie na temat samej restauracji. Nie byliśmy tam pierwszy raz. Był to już chyba nasz piąty raz w tej restauracji. Niestety za każdym razem jest lekkie rozczarowanie. Niby wszystko ok, ale jednak czegoś brakuje. Sushi tam nie zachwyca. 

Mieliśmy już okazję pisać wam o Kaya Sushi w Tychach i tam sushi zachwyca, tak samo jak Art Sushi w Gliwicach, byliśmy tam raz też z groupona i było to najlepsze sushi jakie do tej pory miałam okazję jeść! Natomiast Papaya wypada średnio. Tyle w temacie. Post Pana Narzeczonego powinien być ciekawszy!


PAN NARZECZONY


Chcąc jakoś sobie wynagrodzić rozłąkę oraz idąc za ciosem gruponowego szaleństwa nabyłem ostatnio kolejny kupon na sushi, tym razem do Papay w Gliwicach, gdzie już kilkakrotnie wcześniej gościliśmy.

Dla tych, którzy nigdy nie kosztowali sushi, nie wiedzą co to jest i z czym to się je, troszkę części opisowej tych najbardziej popularnych i dostępnych niemalże wszędzie.

Rozróżniamy następujące rodzaje:

- Nigiri, formowane w dłoni zbitki ryżu (podobno powinny mieć 101 ziarenek ryżu) na górę, których układy się jeden kawałeczek ryby lub owoców morza. Co ważne podczas spożywania tego rodzaju sushi należy zamoczyć w sosie sojowym wyłącznie rybę, nigdy, przenigdy ryżu!

- Maki, plasterki wykonywane z pomocą użycia alg morskich (nori) o tyle o ile powyżej sprawa była prosta to tutaj na przestrzeni dziejów powstało mnóstwo różnego rodzaju odmian:
- hosomaki, małe
- nakamaki, średnie
- futomaki, duże
- uramaki, ryż jest na zewnątrz np. California

- Temaki, takie rożki z nori wypełnione ryżem i różnymi składnikami, formuje się je samemu, dla mnie to takie kebaby.

- Gunkanmaki, stateczki wypełnione pysznościami uformowane poprzez nori, ogórka, łososia.

My tym razem postanowiliśmy skorzystać z zestawu jaki przygotowała Papaya, w skład którego wchodziły:

Nigiri Sake 4 szt. (z łososiem)

Nigiri Maguro 4 szt. (z tuńczykiem)

Nigiri Ibodai 4 szt. (ryba maślana –moja ulubiona)

Hosomaki Spicy Salmon 6 szt. (z pikantnym łososiem –Pani Narzeczonej nie smakowało)

Urumaki California 6 szt. (surimi (paluszki krabowe –właściwie to rybne), avocado, majonez) –polecam na pierwszy raz.

Urumaki Gravadlax 6 szt. (marynowany łosoś z ogórkiem)

Futomaki klasyczne 6szt. (tykwa, oshinko, ogórek, shiitake, tamago, surimi) –bardzo dobre!

W temacie jedzenia sushi istnieje również kilka praktyk: pałeczki lub pacami. Tą poprawną jest jedzenie palcami, ja robię to na przemian jak bardziej mi pasuje i nie zagłębiam się w konwenanse.


Warto do miseczki z sosem sojowym dodać sobie pastę wasabi (japoński chrzan, podobno najostrzejsza przyprawa na świecie w pastach które są podawane zawiera się zaledwie 1 % wasabi) i je rozpuścić wzbogaci ten zabieg zdecydowanie smak, nie warto natomiast przesadzać z ilością sosu sojowego, jego nadmiar zabije cały smak sushi.


Jest jeszcze jeden atrybut, marynowany imbir, wzbudzający wiele kontrowersji ze względu na smak. Mnie osobiście na początku smakował jak korzeń o smaku i zapachu płynu do mycia podłóg, teraz już się oswoiłem i mogę w pełni oczyszczać kubki smakowe, bo takie jest jego zadanie.

Każdemu kto nie jest przekonany do Sushi polecam wziąć sobie na początek Californie, coś z łososiem, z krewetką w tempurze, a na pewno mu zasmakuje i wróci. Jeżeli nie lubicie w ogóle ryb i owoców morza pozostają wam jeszcze sushi z boczkiem, kurczakiem i innymi dodatkami mięsnymi. Mój kolega z pracy zrobił z tatarem i ogórkiem, tak więc ogranicza was jedynie wyobraźnia własna albo kucharza.


Powyższy zestaw kosztuje 120 zł więc groupon pokrył jego wartość, a w naszym przypadku oboje wyszliśmy najedzeni za 60 zł.
Ponadto do sushi gorąco polecamy wam białe, półwytrawne wino Alphonse Kuentz Gewurztraminer o wyrazistych owocowych aromatach, doskonale smakuje schłodzone i zdekantowane. Do kupienia w internetowym sklepie winemeup w cenie około 60 zł.


Na deser pierwotnie z Panią Narzeczoną wybraliśmy nasze ulubione banany w cieście, jednakże okazało się, że już ich nie ma. Kelnerka zaproponowała nam sakiewki z brzoskwinią i ananasem na ciepło w musie z malinami -całkiem smaczne.


33 komentarze:

  1. ja niestety fanką sushi nie jestem.. spróbowałam raz, i może to miejsce nieodpowiednie, a może jakaś inna kwestia zadecydowały o tym, że więcej już nie spróbowałam ;) muszę jednak przyznać, że smakowicie się na ten temat rozpisujecie więc może się skuszę raz jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie jestem przekonana co do tego sushi, choć lubię rybę to na pewno nie taką :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam sushi! <3
    Szczerze mówiąc, mogłabym nie żywić się niczym innym jak sushi <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie jadłam:) w końcu trzeba kiedyś spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. że tak powiem brzydko - ble :P mało apetycznie wygląda. z tego wszystkiego to wy najciekawiej wyglądacie. a te śliskie glizdy to jakoś tak niebardzo się prezentują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh faktycznie mogą przypominać glizdy! Może zdjęcia nie są rewelacyjne (niestety robimy je telefonem) ale wierz na słowo, ze te robactwo naprawdę smakuje ;) a ja z natury jestem raczej wybredna co do jedzenia :)

      Usuń
    2. jakieś takie surowe to, nie wiadomo jakie tam świństwa w tym. ja bym się bała, że jeszcze się rozchoruję od tego :p no i nie przepadam za ryżem ;/ no i palcami to ja w domu jem jak mama nie patrzy, a z pałeczkami za dużo zachodu :P

      Usuń
  6. Nie, nie jestem z Gliwic, ale też ze Śląska, z Dąbrowy Górniczej :) Uwielbiam Sushi ! Ale takie lekko lekko 'podrabiane'- z wędzonych ryb, z surowych mi nie smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem wiem, że oryginalne, dlatego napisałam to w cudzysłowiu, bo wiem, że dla niektórych sushi to tylko surowe ryby :) Moja kolekcja lakierów? W tej chwili 211, bo jak ostatni liczyłam było 210, a Lambre powiększył ją o jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałam nawet nad otworzeniem swojego salonu, ale wtedy nawet moje 210 lakierów będzie za mało, poza tym wszystkie są z różnych firm, a w salonie trzeba postawić na markę ;D Polecam Ci Flormar- one jakościowo nigdy mnie nie zawiodły :) Bo tak szczerze, ja co 3 dni zmieniam kolor i na dłuższej trwałości mi nie zależy, a z Flormara zdarzało mi się mieć nawet tydzień lakier na paznokciach :)) Wszystko zależy głównie od koloru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenowo Flormar wychodzi ok 9-13 zł zależy od lakieru. Nigdy nie miałam lakierów OPI, bo kosztują ok 50 zł i zawsze mi szkoda kasy, ale one też na pewno sa bardzo dobre jakościowo:)

      Usuń
  9. sushi kocham miłością całkowitą :) mogłabym je jeść i jeść... jak będziecie w Warszawie, to zajrzyjcie specjalnie do Izumi Sushi Biały Kamień - suhimasterzy to Japończycy, a restauracja ma super klimat, w środku żywa zieleń i prawdziwe palmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. zgłodniałam na sushi:)

    Sama najlepiej wiem, że zdarzają się omyłki pisarskie (ciągle je popełniam) dlatego Panu narzeczonemu podpowiem, żeby sobie zmienił "kupki" :)) smakowe i krewetki w "temperze" (bo tempera ma coś wspólnego z malarstwem w odróżnieniu od tempury). W kontekście jedzenia może to mieć znaczenie:) pozdrawiam Was i liczę na pomoc w wyłapywaniu literówek w rewanżu!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahha ja zawsze redaguje notki Pana Narzeczonego przed publikacją i chyba mnie zabije, ze nie poprawiłam tych literówek! Dostanę po uszach :D No nic ale to nie moja wina, że mu Word zmienia słowa ;) dzięki za informację ;) zaraz zmienię!

      Usuń
  11. Mimo że ryby uwielbiam, to surowej nie zjadłabym za nic! ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzieć to i widziałam styczność miałam, ale takowych rarytasów nie jadam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli tylko możecie pisać więcej postów to...piszcie je:) Uwielbiam czytać wszystko co publikujecie:) Trzymam kciuki:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. mmm sushi... love it!
    wanna follow each other?
    http://lifestylenotesbyaf.blogspot.com/2013/03/piton-designed-by-me-ft-hey-baby.html

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię sushi, bardzo fajnie to wszystko opisaliścię, już wiem co zamówię, gdy kolejny raz będę w restauracji:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mmm, zjadlabym ;) Aczkolwiek nie umiem poslugiwac sie paleczkami ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ile razy już chciałam sie wybrać na sushi do PROFESJONALNEJ restauracji. Podkresliłam to słowo, bo sama raz próbowałam w domu swoich sił w tej dziedzinie i nie wiem jak wyszło, bo nie mam porównania, ale wszyscy przeżyli, nikt sie nie zatruł i niektórzy nawet twierdzili, że nie było takie złe. :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Sushi nie lubię. Od razu przypomniało mi się pewne spotkanie, a właściwie dwa na których tylko sushi było podawane i niestety wyszłam stamtąd bardzo głodna :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja bardzo lubię sushi;) Ale zazwyczaj jadam robione przez moją koleżankę;) Jest pyszne!:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Domyślam się, że jesteś z Gliwic? Więc najbliżej, w Katowicach w Silesii, na pasażu zaraz przy Mc Donalds i innych restauracjach jest kolorowe stoisko Flormar i tam znajdziesz wszystkie kolory świata :))

    OdpowiedzUsuń
  21. Mmm... to pojedliście :) Aż mi ślinka cieknie jak patrzę na te zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ja jeszcze nigdy nie jadłam sushi ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurcze, chce mi sie przez Was jesc !

    OdpowiedzUsuń
  24. Cóż za długi i wyczerpujący wpis Panie Narzeczony - niemal jak z bloga kulinarnego :-) Jak już mówiłam - sushi darzę miłością i wszystkich którzy nie próbowali zachęcam do jego konsumpcji! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ponoć niektóre rodzaje glonów w które owija się sushi jest trująca... Jeśli nie zostaną dokładnie przygotowane, nasze zdrowie jest zagrożone. Nie wszędzie tak jest, ale nie wiadomo co się trafi, jak z rybą fugu? Jakoś tak, jak źle się ją przyrządzi, a człowiek zje jej wiecej - umiera.

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam sushi :D a z sushi najbardziej imbir :P
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja dzis w pracy mialam bento z kurczakiem teriyaki i kilka roznych wersji sushi :] co prawda nie robione wlasnorecznie a z Tesco, ale pyszne bylo i az mi sie zamarzylo kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  28. sredniawe sushi w Gliwicach , jak sie chce to lepsze to trzeba jechac do Katowic , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń