23 kwietnia 2013

Co to takiego Teppanyaki?

PANI NARZECZONA


Ostatnio w komentarzu sweet&salty spytała nas czy mamy z Panem Narzeczonym jakąś wspólną pasję. Od razu bez zastanowienia pomyślałam: Tak mamy wspólną pasję, jest nią jedzenie! Uwielbiamy razem gotować i jeść, ale jeszcze bardziej lubimy wychodzić gdzieś razem i próbować. Próbować nowych smaków kuchni, jesteśmy ciekawi wszystkiego.

Podejrzewam, ze nawet jakbyśmy wylądowali w warszawskiej restauracji, gdzie serwują robale (tak taka naprawdę istnieje) to pewnie nie mielibyśmy oporów żeby spróbować. Jednakże Warszawa to już dalsza wyprawa, a my postanowiliśmy wybrać się do Tych do restauracji o której wam już pisaliśmy i w której już kilka razy byliśmy.

Różnica była taka, ze tym razem zamiast na sushi byliśmy na teppanyaki. Co to takiego? Japońska kuchnia, polega to na tym, ze wokół wielkiej blachy siedzą wygłodniałe osoby, a przed nimi powstają przepyszne japońskie dania. Szczerze powiem, że jak kucharz zaczął swoją pracę byłam pod ogromnym wrażeniem.


Taniec rąk- tak można nazwać pracę kucharza. Wspaniałe widowisko. Na początku zaczyna się od tego, że kucharz przyrządza po kolei dania tak jak chce i podaje. My jemy, kosztujemy i się zachwycamy. Potem jest przerwa i zastanawiamy się co też nam smakowało, albo wybieramy pozycje z karty, które nie były przedstawione, a które chcielibyśmy jeszcze spróbować.

Zamawia się od razu wszystko naraz. Jeśli jesteśmy w stanie zjeść i mamy taka ochotę możemy zamówić nawet całą kartę. Ja zamówiłam większość rzeczy z karty i poległam. Nie dałam rady zjeść wszystkiego, przez co miałam kaca moralnego, bo przecież tak nie ładnie zostawiać (ach ta zachłanność).



Co do samego jedzenia, mogę śmiało stwierdzić, że najlepsze są ryby i owoce morza. Najmniej smakowały mi mięsa i makaron. Kucha ogółem bardzo tłusta, a myślałam, że będzie raczej lekka. Pierwszy raz w życiu miałam okazję też spróbować małż, kalmarów czy prawdziwych krewetek tygrysich.




Mimo, że jakieś tam opory początkowo miałam to przełamałam się, bo przecież głupio byłoby nie zjeść małży, gdy szef kuchni osobiście ją przed tobą przyrządzał, a potem podał Ci na talerz. Zjadałam więc i nie pożałowałam. Pycha!


PAN NARZECZONY

Kolejne wyjście do Kaya Sushi w Tychach miało odbyć się w zupełnie nowy, wcześniej dla nas nie znany sposób. Miało to być niedzielne popołudnie pod znakiem Teppanyaki.

Pani Narzeczona podekscytowana podskakiwała od samego rana, niestety mnie jej nastrój się nie udzielał za sprawą myśli o czyhającym za kilkanaście godzin wyjazdem.

Ogólnie rzecz biorąc Teppanyaki jest formą, sztuką przyrządzania jedzenia na dużej i bardzo gorące blasze, na oczach gości.

Jeżeli chodzi o same doznania smakowe, to muszę powiedzieć, że przynajmniej w wykonaniu Kaya sushi nie były powalające, jednakże sam sposób gotowania wprawiał w osłupienie.

Jeżeli miałbym polecić komukolwiek tego typu ucztę, to niech decyduje się na ryby i owoce morza, przygotowywane w mgnieniu oka przez to nie tracą na swoim smaku i delikatności.


Mięsa, dania z ryżu i makaronu specjalnie nie odbiegają od tych jakie można wykonać samemu w domu i są zapychaczami, a skoro płacisz raz i jesz ile chcesz to bierz bez skrępowania jak najwięcej porcji ryb.




Tak też za doznania wizualne 5+ natomiast za smaki 4//.

39 komentarzy:

  1. Brrr - To nie moje smaki, chociaż do kalmarów się przekonałam.
    Serdeczności i smacznego.

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko! w życiu bym tego nie zjadła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Krewetki owszem i to bardzo, ale tylko w wydaniu "a la camerunes"! To jest smak, ktory pozostaje na zawsze i jeszcze ten wystoj: plaza o zachodzie slonca i misa przepysznych krewetek... Wasza restauracja po prostu... odpada /smiech/
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę! Plaża i micha krewetek nie może mierzyć się z restauracją w Tychach :)

      Usuń
  4. Ja krewetek i innych nie lubię niestety. Ale chętnie zobaczyłabym jak kucharz pracuje =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niby nie pyta, ale nie zjadłabym- mam złe doświadczenia :D

      http://cookplease.blogspot.com zapraszam na gnocchi :)

      Usuń
  5. O! Takie coś w Tychach - to rzut beretem i miasto rodzinne mojego Pana K.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. właściwie muszę przyznać, że jedzenie i gotowanie to też nasza wspólna pasja z moim chłopakiem, uwielbiamy poznawać nowe smaki! po obejrzeniu filmików aż zgłodniałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziwnie to wygląda ;p Boję się jeść takich rzeczy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać :) ja też zawsze miałam opory, a siedząc tam wydawało mi się to normalne, że jak można jeść coś innego? hehhe

      Usuń
  8. nawet torturami by mnie nie zmusili wziąć tego do ust

    OdpowiedzUsuń
  9. Sam zapach krewetek mnie odrzuca;D Ja z narzeczonym najbardziej lubimy dania mojej mamy mmm pychota:D ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam owoce morza ! zwłaszcza tak wykwintnie przyrządzone :)
    ciekawy blog i fajne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja także należę do grona osób, które ciężko byłoby przekonać do spróbowania owoców morza, mam duże opory 'wizualne' choć nie wątpię, że w smaku mogą być niezłe:)

    OdpowiedzUsuń
  12. o Wy obżartuchy! ;) niezłe to jedzonko. droga taka uczta? :)

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. hahahaha to tak jak my :D u nas jedzenie to jeden z najważniejszych aspektów :DDD uwielbiamy jeść :D ale takiego cuda to ja na oczy nie widziałam!!!1

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiliście do mnie w stu procentach, jedzenie jest moim największym uzależnieniem i jeśli ktoś chce mnie do czegoś namówić, to tylko jedzeniem! Moja ulubiona restauracja to wciąż "Złota Kaczka" w Łodzi, polecam wszystkim, którzy mają możliwość. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny blog :) a film Dwoje do poprawki baaardzo mi się spodobał

    OdpowiedzUsuń
  16. aż mnie ciary przeszły, z tego wszystkiego to tylko Wy tam apetycznie wyglądacie...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo kurcze... Czegoś takiego jeszcze nie jadłam

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeszcze takiego czegoś nie jadłam. .:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdecydowanie nie moje smaki ;]

    OdpowiedzUsuń
  20. nie odważyłabym się nigdy tego zjeść >.<
    mons-monss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. O rany, bardzo chcialabym tego sprobowac. Cos takiego widzialam kiedys w jakims filmie fabularnym :)

    OdpowiedzUsuń
  22. nie wiem czy odważyłabym się zjeść coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Po mojemu to robaczki ale sama kiedyś jakieś jadłam i były smaczne ; )

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie widziałam jeszcze takich rzeczy na żywo,tylko w TV ;-)
    obejrzała bym to show na żywo;P

    Ciekawe czy jak tak ładnie wygląda czy też tka smakuje;)
    ale nie wiem czy bym sie odważyła to zjeść:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Haha super pasja jedna z najlepszych :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam owoce morza i też często próbuję nowych dań, ale tego jeszcze nigdy nie jadłam :P

    OdpowiedzUsuń
  27. my też mamy taką pasję tylko, że ja gotuję a on je:)
    fajne jedzonko, aż zgłodniałam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj byłam kiedys w takiej restauracji ale w Stanach :) Siwetna sprawa :) Ja dłam steki i krewetki ,mniam ! :) u nas jedzenie było jednak przepyszne a efekty wizualne na największą 6 ! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejku niektórych z tych owoców morza bym nawet nie tknęła :P Ale każdy lubi to co lubi i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Teppanyaki wyglada naprawde efektownie, ale ze smakiem macie racje - nie zawsze jest w 100% tak samo dobre jak wyglada! Jezeli wybieracie sie w najblizszym czasie do Warszawy to polecam restauracje Nippon Kan - na ul. Nowogrodzkiej, doslownie 3 minutki spacerkiem od Dworca Centralnego. Oprocz Teppanyaki znajdziecie tez super Sushi:) Pozdrawiam

    www.sweetandsalty.pl

    OdpowiedzUsuń