14 maja 2013

Poradnia życia rodzinnego


PANI NARZECZONA


W końcu doczekaliśmy się wizyty w poradni życia rodzinnego. Oczywiście idąc tam byłam bardzo podekscytowana, co Pan Narzeczony oczywiście odczytał jako strach, ale ja naprawdę byłam bardziej ciekawa co też się wydarzy na takim spotkaniu, niż przestraszona.

Wiedziałam, że prawdopodobnie będziemy rozmawiać o kalendarzyku małżeńskim, ale miałam nadzieję, że jakiś ciekawy temat prócz tego również zostanie poruszony. Niestety się zawiodłam. Pani ponad godzinę mówiła tylko i wyłącznie o kalendarzyku. Ja byłam bardzo znudzona, natomiast wydaje mi się, że Pan Narzeczony bardzo zainteresowany.

Mi momentami śmiać się chciało. Najlepszym wstępem chyba do przedstawienia nam kalendarzyka było stwierdzenie Pani, że metoda jest bardzo dokładna i nie można na niej się zawieść, jeśli wszystko się liczy dobrze, ale jej koleżanka pomimo, że jest specjalistką od kalendarzyka wpadła na nim dwa razy – tak bardzo mnie to zdanie zachęciło do tej metody, że już na wstępnie Pani zamiast przekonać mnie, jeszcze bardziej potwierdziła to co do tej pory myślałam.

Ogółem, na temat kalendarzyka posiadałam jakąś tam wiedzę, spotkanie to jedynie sprecyzowało to co już wiedziałam, ale co mnie zaskoczyło to to, ze Pani uświadomiła mnie ile z tym wszystkim roboty. Prowadzisz taki kalendarzyk obserwujesz śluz, musisz go macać, codziennie rano mierzyć sobie temperaturę, wsadzając termometr do tyłka, czy w inne otwory, a wszystko po to żeby mieć pewność i możliwość współżycia ze swoim partnerem zaledwie kilka dni w miesiącu!

Jak ta metoda miała by mnie do siebie przekonać? Na chwilę obecną w ogóle Kościół mnie nie przekonał, a wręcz utwierdził we własnym zdaniu. Dlaczego Pani tak bardzo skupiała się na metodzie kalendarzowej, a nie powiedziała nam dlaczego w sumie Kościół jest przeciwko tabletkom (no tu jeszcze można znaleźć kilka argumentów) albo prezerwatywom? O tym nie było słowa, a szkoda, bo może chętniej zmieniłabym sposób antykoncepcji.


Oczywiście poinformowałam Panią, ze biorę tabletki (nie tylko moje widzi mi się, ale i ze względów zdrowotnych, bo mam zalecenie) na co Pani zadała setki pytań i mimo, że nie jest lekarzem sama stwierdziła, że przecież są inne hormony regulujące moje przypadłości i nie muszą to być środki antykoncepcyjne, nic że moja Pani ginekolog zadecydowała tak, a nie inaczej Pani z poradni ma na to lepsze rozwiązania pomimo, ze uczy matematyki w szkole, a nie jest lekarzem!

Pan Narzeczony stwierdził, ze jestem stanowczo, źle nastawiona. Być może, ale nie zmieni to faktu, że właśnie takie odczucia mam po tym spotkaniu. Dostaliśmy materiały (koszt 15 zł, a jak!), gdzie Pani na zaznaczonych przykładach uczyła nas w praktyce jak liczyć dni płodne. Pan Narzeczony spisał się świetnie, ja troszkę gorzej, może dlatego, ze nie miałam motywacji się starać.


Następnie dostaliśmy zadanie domowe, wypełnić 15 innych wykresów i ja mam obserwować swoje ciało, po prostu prowadzić kalendarzyk.. Był to ten moment, kiedy właśnie uświadomiłam Panią, ze biorę tabletki, gdzie ona stwierdziła, ze to nic bo i tak mogę kalendarzyk prowadzić. Zastanawiam się tylko teraz jak to wyjdzie? Przecież ja nie mam dni płodnych, przecież nie mam skoków progesteronu i estrogenu więc temperatura ciała ciągle będzie taka sama!

Dla mnie jest to troszkę bez sensu, bo jak mam wyznaczyć dni płodne? Sama jestem ciekawa jak to wyjdzie, ale skrupulatnie zapiszę jakiego dnia ile miałam stopni itd. Pani kazała (no może bardziej zaleciła) nam kupić profesjonalny certyfikowany termometr lub jeśli mamy rtęciowy to ten też będzie odpowiedni. Podobno nie certyfikowane zakłamują wynik nawet o 0,5 stopnia, a ja muszę znać temperaturę perfekcyjnie, bo inaczej wpadka!


Tyle z tym wszystkim zachodu! Tak jestem wygodna i przede wszystkim lubię mieć pewność czy będę chodzić z brzuchem czy nie. Metodę kalendarzykową z chęcią zastosuję, z tym że dopiero w momencie jak będziemy na etapie kiedy będziemy gotowi na ewentualną wpadkę, a tak niestety nie potrafię zaufać.

Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam, że najlepszą metodą są np. tabletki, bo sama szczerze nie lubię ich brać, nie lubię skutków ubocznych, wahań nastrojów, bolesności piersi czy innych minusów, dlatego pomimo, że Pani ginekolog odradza mi odstawienie tabletek i zaleca, żeby zrobić to dopiero jak będę starać się o dziecko, ja będę próbować już we wrześniu (odstawić tabletki, a nie starć się o dziecko ;) hehe). Dla mnie nie ma idealnej metody antykoncepcyjnej i myślę, że szczęśliwa w pełni będę dopiero jak z Panem Narzeczonym będziemy starać się o dziecko może wtedy wszystko się poprawi, nie wiem.


Kolejne spotkanie w poradni mamy umówione dopiero na tydzień przed ślubem, niestety Pani nie miała dla nas wcześniej czasu. Na następnym spotkaniu będziemy już sami, a zapomniałam napisać, ze na tym była z nami jeszcze jedna para. Ciekawa jestem jak będziemy interpretować moje dni płodno - nie płodne!


PAN NARZECZONY

Spotkanie w poradni życia rodzinnego od początku wzbudzało we mnie zaciekawienie, a u Pani Narzeczonej zaniepokojenie, żeby nie powiedzieć lęk.

Na szczęście wszystko odbyło się w miarę kameralnie, gdyż w obecności jeszcze tylko jednej pary, co nie wzmogło sztucznej i napiętej atmosfery. Całość napawała mnie nadzieją i lekko śmieszyła z powodu trzęsącej się tuż przed wejściem z zimna lub innych powodów Pani Narzeczonej. 

W środku przywitała nas sympatyczna kobieta w przedziale wieku 50+, co wskazywać by mogło o jej jakże sporym doświadczeniu w tematyce planowania rodziny. Jak się później okazało prawdopodobnie była nauczycielką matematyki. Zaczęliśmy być uświadamiani jak to małe, wątłe plemniczki lgną do komórki jajowej i jak wiele współczynników musi być spełnionych aby do niej dotarły.


Niby takie małe szanse, ale jak się okazało pod koniec spotkania, aby otrzymać najwyższy stopień pewności, zabezpieczenia pozostaje zaledwie kilkanaście dni na seks. O zgrozo! Ale seks chrześcijański jest trudny!

Po wyczerpującym wykładzie zabraliśmy się wspólnie z Panią Narzeczoną do wypełniania ćwiczeń w których analizowaliśmy temperaturę ciała i wygląd śluzu zgodnie z wytycznymi. Jak się okazuje, nawet strona języka w mierzeniu temperatury ma znaczenie, niesamowite! Pani Narzeczona wyraźnie znudzona ziewając ostentacyjnie dawała mi do zrozumienia, iż jej to nie interesuje i nie pokłada w tych metodach nadziei. 


Mimo, że wymaga to wszystko sporo zachodu związanego z codziennym mierzeniem temperatury, oglądaniem swojej ci*ki i jej wydzielin, skrupulatnego notowania tych wszystkich informacji w zeszycie to mnie całość się bardzo spodobała i mam zapatrywania na przyszłość w tej metodzie. 

46 komentarzy:

  1. kurcze świetny post ( kolejny ) :) ja w życiu bym nie zaufała kalendarzykowi , przecież tak ciężko cokolwiek przewidzieć, a nasz organizm jest chyba rzeczą jedną z najbardziej nie przewidywalnych i lubi płatać figle ... i nikt mi nie wmówi, że dni ustalone na bezpieczne są bezpieczne bo co jak mi się na chwilę wszystko po przestawia ??:D i wtedy już bedzie za późno haha :) jak komuś obojętne czy zajdzie w ciąże to okej ale jak ktoś bardzo nie chce to sory batory ale to dla mnie chyba jedna z najmniej pewnych metod :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze że my nie musielismy prowadzić tych dni płodnych i nie płodnych ;P

    Pamiętam jak mama mi opowiadała jak kiedys tez chodziła do takiej poradni i pani z poradni kazała mierzyć ta temperaturę:D a mama całkiem zapomniała o tym mierzeniu,i jak przyszło kolejny spotkanie, to mama sobie na odstrzał strzeliła temperatury.. tzn zmyslone;P a na spotkaniu pani stwierdziła że mama jest w ciąży ;) oczywiście śmiech był :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe :) kalendarzyk :D najzabawniejsza metoda swiata , oczywiscie mozna delikatnie na niej polegac, tuz przed okresem, tuz po okresie , ale bez przesady. Ja tam nie ufam swojemu organizmowi , bo jak zaszlam w ciaze to do tej pory nie jestm pewna kiedy to dokladnie bylo... :) a moja mama kiedys sama byla Pania z poradni, ale szybko przestala sie w to bawic, poniewaz nie wierzyla w to co mowi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, co ksiądz powiedział mojej córce o potrzebie kursu w poradni takowej:
    że prawdziwą poradnię życia małżeńskiego będą mieli po ślubie we własnym domu.
    Pamiętam zajęcia tego typu przed moim ślubem, a było to 27 lat temu. Wygląda na to,że nic się nie zmieniło, chociaż w medycynie i owszem. Ja nie wytrzymałam do końca tych zajęć. Po prostu ostentacyjnie wyszłam, bo nie potrafię spokojnie słuchać głupot. Mężowski się wówczas na mnie obraził na chwilę. A kurs i tak mi zaliczono!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. chcesz mieć dziecko? prowadź kalendarzyk! najprostsza metoda. oni namawiają do tego, bo spada ilość urodzeń w pl. a tak byłaby wpadka za wpadką;)

    OdpowiedzUsuń
  6. heh śmieszne to wszystko. Też nie miałabym ochoty się starać, a zadanie z obserwacjami przy braniu tabletek... Ale bzdura :) bardzo nie lubię tego, do czego próbuje w tej kwestii przekonać nas kościół. odrzuca mnie jego konserwatyzm

    OdpowiedzUsuń
  7. My musieliśmy w poradni zjawić się na szczęście tylko raz. Wychodzę z założenia, że trzeba w takich sytuacjach zachować spokój, nie dać ponosić się emocjom i być ponad tym wszystkim, bo swoje wiemy i tak. Uważam, że wizyta w tym miejscu niczego nie wniosła do mojego życia, gdyż głoszone były seksistowskie w moim mniemaniu teksty typu: kobieta powinna wyglądać ładnie nie tylko jak wychodzi z domu, dres jest wykluczony itd. Nie bardzo coś takiego do mnie przemówiło, rozumiem, że któraś z płci może mieć większe predyspozycje do bycia wzrokowcami, ale skąd prowadząca rozmowę kobieta wiedziała, że w naszym związku to np. nie ja kładę większy nacisk na sferę wizualną. Próbowała wmówić, że kobieta musi dbać o siebie za wszelką cenę, mężczyzna zaś może się zapuścić totalnie i to bez konsekwencji jakichkolwiek. Ja uważam, że ludzie w związku mają rozum i powinna panować sprawiedliwość, a nie z góry założenie, że jedna strona musi nadskakiwać drugiej. No nie podobało mi się to spotkanie bardzo, bo kobieta ewidentnie została sprowadzona do kwestii biologicznej (np. działanie pod wpływem hormonów itd.). Wiem, że gdybym przyjęła do serca te instrukcje to zdecydowanie żyłabym niezgodnie z własnymi przekonaniami i odczuciami. Na naukach przedmałżeńskich denerwowało mnie natomiast wmawianie mężczyznom, że każda kobieta lubi otrzymywać kwiaty i żeby kupowali je swoim paniom nie tylko od święta. Uważam, że nie można tak generalizować i 'prawić' w imieniu wszystkich kobiet, bo ja np. dostając kwiaty nie poczułabym radości najmniejszej nawet, bo kwiatów otrzymywać nie lubię i przede wszystkim nie mogę (przez żywo nimi zainteresowane koty):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh całkowicie się z Tobą zgadzam! Ja za kwiatami również nie przepadam, a i nasz Arek lubi sobie wazon zrzucić :) ja jestem ciekawa następnego spotkania, bo na tym Pani prowadziła bardziej monolog, myślę że przy następnym więcej będę mogła powiedzieć i nie mam zamiaru mieć oporów ;)

      Usuń
  8. A ja powiem tak - na dzień dzisiejszy stosuję antykoncepcje hormonalną (ringa) i jest to zarówno wygodne, jak i pewne. Niemniej zajęcia mieliśmy z młodą, fajną babeczką (wczoraj byliśmy na 2 już spotkaniu), która przedstawia to w taki sposób, że wierzę zarówno jej - jak i tej metodzie (choć wiadomo, że wymaga systematyczności i pewnej jakby nie było "samodyscypliny") . Znam też swój organizm - i przed stosowaniem antykoncepcji - zawsze miałam regularnie, co 28 dni okres, więc uważam, że ta metoda może się u mnie sprawdzić.
    Po ślubie i tak planujemy w nieodległym czasie starać się o dziecko, (po jakimś pół roku), więc jeśli metoda się nie sprawdzi - dzidziuś będzie najwyżej kilka miesięcy szybciej, a ja będę mieć nauczkę, że jednak nie ma co ufać swojemu organizmowi. I chcę stosować tę metodę - nie dlatego, że to takie prokatolickie czy dlatego, że jestem fanatyczką religijną, a antykoncepcja to zło i wcielenie szatana - po prostu chcę oszczędzić mojemu organizmowi zbędnego faszerowania się hormonami - jak do tej pory :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu również się zgodzę, mam bardzo podobne odczucia i lepiej bym tego nie ujęła :)

      Usuń
  9. Jak bardzo metoda 'małżeńskiego kalendarzyka' jest skuteczna przekonałam się,kiedy moja sąsiadka stosując taką metodę została mamą bliźniąt;)
    A poza tym uważam,że do każdej tego typu sprawy trzeba podchodzić rozsądnie i nie przesadzać w żadną stronę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmmm... Najlepszy środek antykoncepcyjny to środek d***, jak często się słyszy... ;) Mam znajomych, którzy stosują (ponoć) tę metodę już kilka lat i narazie raz się tylko spinali przy spóźnieniu okresowym. :) No ale co kto lubi. Mnie też nigdy nic nie przekonałoby do stosowania czegoś, co Pani o wątpliwej wiedzy biologicznej, stanowczo zaleca. Haha!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż, dla mnie zawsze kwestia kalendarzykowa była śmieszna i chyba taka pozostanie, ale oczywiście znam wiele osób, które ją stosowały z lepszym lub gorszym skutkiem (koleżanka stosując tę metodę jest w moim wieku i jest już w ciąży z trzecim dzieckiem...). Ja mam swoje poglądy, których na pewno nauczycielka matematyki by nie zmieniła ;) Brawo dla Pana Narzeczonego za podejście do rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajnie tu u Was! Zapraszam do mnie : ))

    OdpowiedzUsuń
  13. ja stosuję tę metodę już od 5 lat. Codziennie się obserwuję i bardzo sobie to chwalę. Zapisuję wszystko i widzę, jak co na mnie wpływa. Temperaturę mierzę w ustach. Śluzu macać nie trzeba. Wystarczy to, co zobaczysz na papierze toaletowym, jeśli już tak się brzydzisz samej siebie...Metodę polecam gorąco. Bardzo mi się przydała podczas planowania poczęcia mojego synka. Jeśli chodzi o abstynencję, to w ciągu miesiąca, to tylko kilka dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieszył mnie bardzo ten wpis, bo aż mi się smutno zrobiło, jak czytałam te wszystkie wyżej...
      Dziewczyny pozbawiają się czegoś fantastycznego i ślepo ufają ginekologom, którzy zwykle nawet nie zlecają podstawowych badań przed zapisaniem hormonów, a później są nieszczęścia...

      Usuń
    2. dokładnie - ja też stosuję npr:))

      Usuń
  14. Taki wykład to miałam na naukach przedmałżeńskich :)
    Ale u nas pani, a raczej ona, jej mąż i trójka dzieci z kalendarzyka :D opowiadali o wszystkim :D Ale jak mówiła o tabletkach i prezerwatywach to tak się trzęsła i bulwersowała jakbby zaraz miała dostać ataku serca :D hehe dobrze, że już po tym wszystkim, bo teź mam podobne podejście jak Pani N, a mój zaś jak Pan N hehe, ja nie wiem czemu to tak facetów interesuje :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie się wydaje, że można kalendarzykowi zaufać, ale dołożyć np kilka dni ,,zakazu", wtedy nie ma ryzyka. Może część par pomyślała ,,Eee, co z tego, ze niby już są dni płodne, dopiero początek cyklu, może się uda", a potem nikomu nie powiedzą, że ryzykowali, tylko wina kalendarzyka.. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale dużo ludzi tak robi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja myślę, że ta metoda to po prostu jedna z wielu metod antykoncepcyjnych i tak samo jest nieskuteczna w 100% jak inne. Przede wszystkim każda kobieta powinna pójść do odpowiedniego lekarza i on znając jej organizm powie co i jak. A mnie się wydaje, że jest przez religię katolicką wspierana ponieważ uczy odpowiedzialności. Kobieta codziennie sprawdzając np. temperaturę i wiele innych rzeczy musi być systematyczna a to przedkłada się na odpowiedzialność. Ludzie w dzisiejszych czasach uciekają od bycia odpowiedzialnym. Lepiej i wygodniej jest wziąć tabletkę czy kupić prezerwatywę. Prosto i łatwo. A w życiu nie o to chodzi. Mały błąd może zaważyć na całym życiu (szczególnie młodych ludzi). Tak samo tutaj w tej metodzie: jakaś pomyłka i może począć się dziecko. Myślę, że ludzie powinni dopiero decydować się na współżycie po ślubie, no chyba, że już tak bardzo chcą przed- to tylko wtedy jak są gotowi podjąć się wychowania dziecka i są w stanie. Wydaję mi się, że temat dziecka, jako istoty ludzkiej i współżycia został w tym poście tak dość przedmiotowo potraktowany. Wolałabym aby w Waszych notkach było więcej emocji:) Trzymam za Was kciuki i na pewno nie krytykuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam to co czuję :) a jeśli chodzi o odpowiedzialność to może coś w tym jest, ale czytając Twoją wypowiedz mam też wrażenie, ze w ten sposób dziecko zacznie być traktowane jak życiowy błąd, a przecież nie o to chodzi. Pozdrawiam!

      Usuń
  17. Oczywiście, że nie miałam na myśli, iż dziecko mogłoby być życiowym błędem. Chodziło mi o ludzkie decyzje, podejmowane pochopnie i nieodpowiedzialnie. Błędem jest, że ludzie tak często tracą rozum. Pozdrawiam Was serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Widzę, że Pan Narzeczony zainteresował się tematem:) I dobrze. Trzeba poznawać nowych rzeczy:) Pozdrawiam Was
    http://swiadectwo-zycia-20-latki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do tego, że koncepcja, którą proponuje i propaguje Kościół jest słuszna, ale głupot też nie zdzierżę... Po pierwsze, to NPR jest normalną, naukowo opracowaną metodą regulacji poczęć, a nie antykoncepcji. Nazywanie tego pobłażliwie "kalendarzykiem" jest zupełnie nieuzasadnione, zwłaszcza przy nieregularnych cyklach - wtedy konkretne dni w miesiącu nie mają zbytniego znaczenia. A po drugie, to przykre, że tyle par, które zawierają sakrament małżeństwa w Kościele katolickim, już na wstępie neguje katolicką etykę seksualną. Angażowanie się w coś, czego zasady się odrzuca, mija się z celem... A tak zupełnie swoją drogą, podobno przeważnie tak jest, że to mężczyźni są pozytywnie nastawieni do NPRu, chcą się angażować i nie negują tej metody, która pozwala odkryć, w jak niesamowity sposób jesteśmy urządzone. Postawy kobiet są czasem wręcz przerażające, bo oscylują wokół jednego: "jak by tu się uchronić przed bachorem"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet Pani w poradni używała określenia klendarzyk, nie ma co się unosić. Nie mówię też, że chcę się "uchronić" przed bachorem, bo decydując sie na obojętnie jaki sposób antykoncepcji trzeba sie liczyć, że można począć dziecko! Mnie ta metoda nie przekonuje choć z chęcią kiedyś ją zastosuję, poobserwuję swoje ciało, zobaczymy. Wcale tej metody nie odrzucam, a jedynie mam większe wątpliwości niż przy np. tabletkach. Jak na razie i tak nie mam wyjścia i mnie ten problem nie dotyczy. Zdrowie jest dla mnie najważniejsze. Faktycznie metoda jest też bardzo pomocna przy poczęciu dziecka, więc i wtedy pewnie ją będę stosować żeby mieć większe prawdopodobieństwo.

      Usuń
    2. Przeczytałam z bólem ten komentarz. Z ogromnym bólem, bo bardzo mocno wierzę w Boga. Nie jestem lekarzem specjalistą i nie wiem co, jak się fachowo zwie. Moim zdaniem to bez znaczenia, zwłaszcza kiedy panie z poradni tak samo potocznie mówią. Dla mnie najważniejsze jest, aby uświadomić młodych ludzi pewne kwestie, choć i tak życie po ślubie ich uświadomi i każde kursy na nic się zdadzą. Nie ważne czy typowo związane z medycyną czy etyką kościelną. Podstawą jest aby rodzina, którą młodzi zakładają była rodziną, aby każde dziecko było kochane, panował szacunek i wzajemna życzliwość. Wszystko co nowe przed ślubem budzi w nas wątpliwości, więc w tym momencie nie dziwię się Pani Narzeczonej. A ja ani razu nie słyszałam od nikogo, aby jakąkolwiek metodę antykoncepcyjną traktował na zasadzie "jak by tu się uchronić przed bachorem". Bardzo mi przykro, że ludzie potrafią widzieć tylko negatywy. ELLL

      Usuń
    3. Chyba zdrowy rozsądek nie zaszkodzi. Rozumiem, że ludzie bardzo wierzący przyjmują wszystko co z Kościoła pochodzi, ale czasem trzeba pomyśleć. No ja akurat wierząca jestem i to mocno, ale np. postawa Kościoła przeciw in-vitro absolutnie nie przejdzie. Mało kto wie, że badania amerykańskich naukowców były zrobione na "życzenie" i nie są prawdziwe jeśli chodzi o bycie "nie" względem in-vitro. A Kościół bezmyślnie to powtarza, a co za tym idzie ludzie, internet itd. Szanuję inteligentnych ludzi formatu ks. Józef Tischner, kardynał Wyszyński, ówczesny kardynał Wojtyła, ale to co dziś się dzieje przerasta człowieka. Mam nadzieję, że zdarzy się w Kościele jakiś cud, bo o dobrego spowiednika nawet ciężko. To tak na marginesie.

      Usuń
    4. Wiesz Ada, z tym odrzucaniem na wstępie, to też nie ma się co dziwić. Weź sobie pierwsze lepsze strony internetowe i artykuły, które piszą jak stosować NPR. Toć tam są takie bzdury, że jakbym nie zaszła w ciążę po ich pożal się Boże instrukcjach, to bym się szczerze zdziwiła. Potem ludzie to stosują (bo komu przy pierwszym zetknięciu z tym tematem przyjdzie do głowy, że są specjalne strony, że kontakty do instruktorów, kursy, medyczne książki itd.?) i zachodzą w ciążę (no bo jak po takich "instrukcjach" nie zajść?), mówią znajomym, że stosowali i jest do bani i potem pokutuje taka opinia. I nie ma się co dziwić. Kobiety rodzić dziesięcioro dzieci raczej nie chcą, nawet te, które nie myślą "jak się uchronić przed bachorem". Szanowna organizacja Ponton, która bierze sobie za cel podobno "rzetelną" edukację seksualną o npr pisze takie pierdoły, że się można nieźle uśmiać. Do tego taka paranoja, że MUSISZ się zabezpieczać. Jakby jajniki tylko się czaiły i strzelały komórkami jajowymi na sam widok penisa w najmniej oczekiwanym momencie. ;) Powtarzają Ci to od zawsze i chcąc nie chcąc wryje się w psychikę, stąd te uprzedzenia. Niestety.

      Usuń
  20. Moim zdaniem warto poznawac swoje cialo. Takikalendarzyk to na pewno jakas forma poznania. Moje kolezanki stosuja go do wyliczania dni plodnych bo chca zajsc w ciaze. Ale wydaje mi sie, ze chyba tylko Kosciol Katolicki deminizuje sprawy seksu. Nawet ortodoksyjne Prawoslawie nie jest tak zaciete w tych sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem zbyt leniwa żeby codziennie takie rzeczy robić :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też od samego początku byłam źle nastawiona do kalendarzyka i o dziwo, to mój narzeczony bardziej rozumiał tą metodę niż ja :P Obiecałam i mierzyłam temperaturę. Od samego początku wiedziałam, że to jest na nic, bo powinno się mierzyć temperaturę zaraz po przebudzeniu, o tej samej godzinie codziennie rano. Ja wtedy pracowałam w nocy, więc budziłam się między 11 a 13. Wyniki do kosza. Kolejnym powodem, dla którego wiedziałam, że ta metoda nie jest dla mnie, był fakt, że brałam w tym czasie prolaktynę. Z wypełnionym kalendarzykiem poszliśmy na spotkanie - a tam wielkie ździwienie - jak mój wykres wygląda! Ona musi się skontaktować z inną panią...
    Najważniejsze, że odbębniliśmy te spotkania.
    Dla ochłonięcia zapraszam po inspiracje ślubne - ania-konrad.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyniki wcale nie musiały iść do kosza. :) Kobiety pracujące na zmiany mają trochę inne zasady, one nie mierzą wcześnie rano i wykresy wychodzą dobre. Mogłaś spokojnie mierzyć po przebudzeniu o 11. Jedyne co, to prolaktyna rzeczywiście mogła trochę wykres skomplikować i porobić na nim "zęby", ale jeżeli dochodzi do owulacji, to dwa poziomy temperatur powinny wyjść. Jak nie wychodzą, to znaczy, że trzeba się leczyć.

      Usuń
  23. cóż, kalendarzyk..
    nie komentuje, bo mogę kogoś wkurzyć. jestem na duże nie. tabletki na tak. kalendarzyk na nie. :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytalam post i wszystkie komentarze z zapartym tchem...my mamy takie spotkanie na poczatku czerwca ale ja juz chyba mam swoja opinie na ten temat:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. NPR to NIE kalendarzyk, tylko METODA OBJAWOWO TERMICZNA. To jest kolosalna różnica. Dwie kompletnie różne rzeczy oddalone od siebie o lata świetlne i pod względem zasady działania (bądź nie działania w przypadku kalendarzyka;))) i pod względem skuteczności. Objawowo termiczna skutecznością dorównuje tabletkom, a w fazie poowulacyjnej, gdzie masz fizjologiczną niepłodność to już w ogóle zostawia tabletki daleko w polu. Jeżeli to prawda, że kobieta nazywała NPR kalendarzykiem, to się do bólu skompromitowała i strzeliła sobie w kolano. I nie powinna pracować w poradni rodzinnej. Zwłaszcza, że kazała Ci rysować wykres przy braniu tabletek. Albo niedouczona, albo nie wiem jaka. ;) Szkoda, bo trzeba się trochę naszukać rzetelnych, medycznych informacji na ten temat. Antykoncepcja to jest biznes. Jeżeli jest coś równie dobrego co tabletki, a bez skutków ubocznych i darmowe, to komu to jest na rękę, żeby to promować? I zamiast zatrudnić w tych poradniach kogoś kompetentnego, to albo dają nawiedzone starsze babki, że człowiek chce stamtąd uciec, albo kogoś kto mówi na to kalendarzyk. No masakra jakaś. Dobrze, że chociaż u nas był to lekarz, to była zupełnie inna gadka. Ale czasem, jak słucham opowieści z poradni, to włos się jeży na głowie.

    A dni na seks jest całkiem sporo, zwłaszcza jak się ma cykle 30-35 dniowe to w ogóle żyć nie umierać.;) Te "mniej pewne" z fazy niepłodności przedowulacyjnej mają z tego co pamiętam indeks Pearla taki jak tabletki, ok. 0.2 (do 0.9 w zależności od reguły). Dla mnie rewelacja. Na żadną inną metodę bym nie zamieniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się obiema łapkami! Ja, "zachowawczo", zaczęłam obserwować siebie i robić wykresy, równocześnie stosując prezerwatywy. Kupiłam fachową literaturę. Po pół roku przekonałam się całkowicie (oczywiście pierwszym zafascynowanym był Luby :) ) i jak widać nie wpadliśmy, a teraz zamierzamy właśnie dzięki NPR zwiększyć nasze szanse na poczęcie Maleństwa.

      Polecam tę stronę:

      http://www.fertilityfriend.com/ lub po polsku http://ovufriend.pl

      Jednocześnie nie dziwię się Pani Narzeczonej, że po takim "wykładzie" nie czuje się zachęcona. My mieliśmy szczęście spotkać się u oo.Dominikanów z panią na poziomie, matką trójki dzieci (planowanych).

      Ale jak można pisać, że przyjmuje się tabletki w trosce o zdrowie??? Albo jest to straszna naiwność albo okłamywanie samej siebie - nie ma większego świństwa! We Francji 3 dziewczyny zmarły właśnie przez antykoncepcję, coraz częściej słyszy się też o zakrzepach i problemach z zajściem w ciążę.

      Panie Narzeczony, apeluję do Ciebie, bo wiem że kochasz Panią Narzeczoną: poczytaj o skutkach ubocznych pigułek (już nawet ryby w kanale La Manche zmieniają płeć, od stężenia hormonów w wodzie...) i chroń swoją Ukochaną przed tym świństwem!

      Usuń
  26. W życiu nie zaufałabym tej metodzie. Mówi się, ze najwięcej dzieci jest z kalendarzyka ;) Może nawet i dobrze, że mam zupełnie inne poglądy niż kościół. ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Po zdjęciach widać, że z wizyty w poradni wyszliście bogatsi o kilka kilogramów makulatury i jeszcze więcej wątpliwości niż przed wizytą. Pierwszy raz się spotkałem z tym żeby podczas takiej wizyty ktoś materiały dydaktyczne sprzedawał. Mam nadzieję że to był dobrowolny zakup.

    My już jesteśmy po drugiej wizycie w poradni tym razem u Pana, innego pokolenia niż opisana przez nas na blogu Pani z pierwszej wizyty. Było dużo lepiej niż za 1 razem i tylko połowa czasu wizyty była poświęcona kalendarzykowi.

    pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  28. Moim zdaniem kalendarzyk jest po prostu beznadziejny. Wystarczy stres, przeziębienie i inne błahostki, aby wszystko w organizmie przekręciło się o 180 stopni i koniec. Temat antykoncepcji w Kościele mnie denerwuje. Nieraz dyskutowaliśmy na ten temat z katechetą i nie mogliśmy dojść do konsensusu. Ja również biorę tabletki wg zaleceń ginekologa na trądzik i inne wypryski i co? Mam grzech? Jestem wierząca i chodzę do kościoła co niedzielę, co dwie, ale z antykoncepcją wg księży nigdy się nie zgodziłam i nie zgodzę. Po 1 w Biblii nie ma nic napisane o zakazie stosowania antykoncepcji (no cóż, wtedy nie było tabletek), po 2 czy ludzie biedni, których nie stać na wychowywanie gromadki dzieci mają się nie zabezpieczać? Mają polegać na kalendarzyku i wpadać sobie co jakiś czas? A później dzieci z takich rodzin zabierane są do domu dziecka, bo rodzice nie mają pieniędzy na wychowanie, na edukację, ciuchy i książki. I ani Kościół, ani państwo nie jest w stanie zapewnić takim ludziom bytu. Ale oczywiście tabletki to zło i nie wolno ich brać, bo tak i już. Ehh już się uruchomiłam

    Pozdrawiam Was serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na trądzik? to dobre,
      rozumie ,że masz twarz nieskazitelną?

      Usuń
  29. pamiętam, że na wychowaniu do życia w rodzinie (czy coś takiego) w szkole Pani tłumaczyła nam, że kalendarzyk to nie grzech bo to metoda naturalna, to ja się pytam czy wkładanie sobie termometru w tyłek jest naturalne?

    OdpowiedzUsuń
  30. My mielismy tylko jedno spotkanie w poradni rodzinnej....i raczej bardziej rozmawialismy a raczej pan prowadzil monolog na temat wizji rodziny o metodzie objawowo termicznej padlo zaledwie kilka zdan. W kazdym razie mnie jakos ona nie przekonuje. Moze zastosujemy ja ale do wyznaczania dni plodnych kiedy bedziemy starac sie o dzieco ;)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja mam tylko jedno pytanie, po co bierzecie śluć KOŚCIELNY skoro wogóle nie przyjmujecie wartości katolickich?? PO CO?? Bo jeśli dla całej oprawy to to jest żałosne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie , mnie to pytanie dość często przychodzi do głowy, pozdrawiam wszystkich :)
      jakby co zapraszam do siebie, też gadam o NPR i nie jestem lekarzem, w dodatku robię to za pieniądze, można się będzie na mnie powyżywać;)

      Usuń
  32. Ja do Pana/i Anonimowego/wej z 26 czerwca: chętnie zajrzę, ale gdzie namiar?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  33. A dla Pana Narzeczonego znalazłam link ( o tych rybach): http://www.zdrowie.med.pl/nowosc.phtml?slowo=apeluje&nr=10

    OdpowiedzUsuń