30 maja 2013

Prawo jazdy



PANI NARZECZONA

Zastanawiam się teraz, ile ja już właściwie mam prawo jazdy. Data na zalaminowanym papierku nie kłamie: 11.02.2009 r., czyli to będzie jakieś cztery lata! Nie wierzę! Po czterech latach powinnam jeździć jak zawodowy kierowca. Powinnam. Tak, przyznam się może nie jeżdżę jak Kubica, ale sama uważam, że potencjał tam jakiś mam i gdybym troszkę poćwiczyła to może i Kubicę bym  zastąpiła hehe Pamiętam do dziś egzamin na prawo jady! Najgorszy pod względem stresu jaki przeżyłam! Miałam bardzo wyrozumiałego egzaminatora i naprawdę dziękuję Bogu, ze na takiego trafiłam, bo sama nie wiem jak bym miała drugi raz przeżywać taki stres!

Natomiast jak to jest u mnie z tym jeżdżeniem? Nie wiem czemu, ale jak tylko mam prowadzić odczuwam lęk. Boję się. Czego? Nie wiem, naprawdę! Może tego, że nie wymierzę odległości i zarysuje piękne autko? Może tego, że zdarzy się jakiś wypadek niekoniecznie z mojej winy? Trzeba chyba zacząć od tego, że panicznie boję się prędkości. Nie boję się tak wysokości, pająków, wężów, myszy jak prędkości. Sama nie wiem czemu. Mam jakąś obsesję.

Jest tylko kilka osób w moim życiu z którymi nie boję się jeździć: Pan Narzeczony (choć i tu różnie bywało, ale po kilku moich uwagach w końcu zaczął jeździć tak, że mogę w miarę się wyluzować), Panna K. i do pewnego czasu był to mój tata, ale jako, że zaczął jeździć jak szalony wypadł z podium i summa summarum zostały tylko dwie osoby z którymi w aucie czuje się komfortowo.

Może powiecie, że przesadzam, ale sama nie potrafię wyjaśnić mojego lęku. Jeśli chodzi o prowadzenie auta boję się to robić dopóki nie wsiądę za kółko. Kiedy jednak, w końcu jakimś cudem tam się znajdę czuję się w miarę komfortowo i pewnie. Nigdy nie pochwalałam posiadania prawa jazdy tylko po to żeby było. Jak już je masz to jeździj jak najczęściej. Jednak sama daleka jestem od trzymania się tej reguły.

Mogłabym zwalić to na to, ze nie mamy z Panem Narzeczonym auta, ale to nie o to chodzi, bo jednak jakby się tak zastanowić to okazję do jeżdżenia miałabym minimum raz w tygodniu! Sama nie wiem czemu tak tego unikam. Pewnie większość z was napisze: Ja uwielbiam jeździć! Nie ma się czego bać! Itp. To jednak tkwi we mnie i sama muszę jakoś się przemóc.

Temat jednak miałam potraktować troszkę bardziej ogólnie, ale jak to ja musiałam wylać wam moje gorzkie żale. Jeśli chodzi jednak o ogół to można by się zastanowić kto lepiej prowadzi kobiety czy mężczyźni? Odwieczna wojna! Ja osobiście uważam, ze różnie to bywa. Zarówno mężczyźni jak i kobiety potrafią jeździć jak ciapy, ale potrafią tez być świetnymi kierowcami! Nie ma reguły.

W internecie trafiłam też na fajny, aczkolwiek krótki post na blogu Super Jazda, autor przedstawia tam statystyki wypadków i co prawda, nie porównuje tam umiejętności prowadzenia auta kobieta vs mężczyzna, ale w dość ciekawy sposób obrazuje z jakim mniej więcej procentem jesteśmy narażeni na wypadek! Z jego wniosków końcowych wyczytać możemy, ze w całym swoim życiu prawdopodobieństwo przeżycia groźnego wypadku to AŻ 15 %!!!


Ps. Co do fryzury próbnej zdecydowana większość była za nr 2 :) Oczywiście fryzura będzie dopracowana, ale jej nieład jest troszkę celowy, bo strasznie nie podobają mi się nabłyszczane wystylizowane koki czy loki.


PAN NARZECZONY

Kiedyś kobieta za kierownicą była ewenementem na skalę województwa i przykuwała wzrok (nie wiem czemu zawsze chce napisać „zwrok”) innych kierowców, a także przechodniów. Doskonale pamiętam, ze kiedy moja mama zrobiła prawko w latach 90’ to czułem mocne obawy przed podróżowaniem z nią, objawiając tym samym stałe łącze z Bogiem w postaci nieustającej modlitwy podczas jazdy. 

Niestety, taki kiedyś był stereotyp: „baba za kółkiem to nieszczęście”, „baby nie umieją jeździć” i po części tak zostało do dziś, lecz już w mniejszym stopniu. Kiedy jedziemy z Panią Narzeczoną samochodem i trafi się przed nami zawalidroga, Pani Narzeczona już z daleka krzyczy: „Pewnie jakaś durna baba jedzie!” , „no jedź babo, jedź!!”. Jakiś czas temu podróżując przez miasto pieszo zwracałem uwagę na to kto prowadzi auto, ku mojemu zaskoczeniu niemalże w połowie przypadków kierowcami były kobiety! 

Bardzo to cieszy, nie ukrywajmy (my, mężczyźni), że kobieta w domu z prawkiem to skarb. Dlaczego? –a kto odwiezie nas do domu po zakrapianej alkoholem imprezie? KOBIETA! - właśnie ta baba, która nie potrafi jeździć.

Oczywiście muszę stwierdzić, że płeć piękna jeździ słabiej od mężczyzn i jest to fakt. Zaraz odezwą się głosy, że kobiety jeżdżą bezpieczniej, że statystycznie mają mniej wypadków. Racja, kobiety jeżdżą bardziej zachowawczo, przez co bezpieczniej, ale ślamazarniej. Nie  można też uogólniać, są również kobiety, które jeżdżą tak dobrze, a nawet o wiele lepiej niż mężczyźni. Niemniej jednak niejednokrotnie widzę kobietę odwracającą całą głowę w tył celem zmiany pasa ruchu –nie róbcie tak pliiss! Patrzcie w lusterka! 

Jak by to powiedziała siostra Pani Narzeczonej młodzieżowym slangiem: kobiety „lamią” jazdę samochodem. Jednakże, ze względu na to, że są kobietami, sporo się im wybacza, przynajmniej ja tak robię, ustępując często pierwszeństwa.

Faceci również nie są święci w swoich poczynaniach, począwszy od wariackiej jazdy slalomem między autami, a skończywszy na poruszaniu się skrajnym lewym pasem autostrady przy dwóch wolnych pasach z prawej. Paranoja!

A jak to jest z naszą jazdą?

Pani Narzeczona zrobiła prawo jazdy jakieś 5 lat temu podobnie jak ja. Na początku swej kariery wyrywała się za kierownicę jak oszalała szlifując tym samym swe umiejętności. W tym miejscu muszę przyznać, że Pani Narzeczona wykazywała się sporymi zdolnościami i nie „lamiła” klasycznie jazdy samochodem. Po mieście jakoś jej szło, raz lepiej raz gorzej, ale na trasie to istny diabeł wcielony był (chyba nie lubi tłoku) 140 albo 160 km/h to dla niej nie problem. A kiedy ja prowadzę to zacina jej się system na słowie „zwolnij”, „zwolnij” i tak co 5 min. Jak widać, co wolno Wojewodzie to nie tobie smrodzie.

Na chwilę obecną Pani Narzeczona woli spoczywać wygodnie na prawym fotelu, a gdy proponuję jej jazdę to zawsze znajdzie jakąś wymówkę: że buty za wysokie, że jej się nie chce. Dlatego po ślubie będziemy musieli zastanowić się nad zakupem jakiegoś małego pojazdu w celach podtrzymania zdolności motorycznych Pani Narzeczonej.

Natomiast rozpamiętując swoje pierwsze kroki za kierownicą przypomina mi się taki okres w moim życiu, że jeździłem jak wariat. Na trzeciego 120km/h po mieście, strasznie szybko, zrywnie i niebezpiecznie. Wydawało mi się, że jak w ten sposób będę jeździł, to dojadę na miejsce szybciej. Yhy, na pewno,  kiedyś to sprawdziłem, byłem o 10 min szybciej na 1,5 godzinnej trasie. 

Wtedy zdałem sobie sprawę, że takie zachowanie na drodze nie tylko nie wpływa na czas przejazdu, ale znacząco pogarsza bezpieczeństwo moje, moich pasażerów, innych użytkowników ruchu. O kosztach takiej jazdy nie wspominając. Puknąłem się w głowę i tym sposobem od kilku lat jeżdżę, przynajmniej tak mi się wydaję w sposób rozsądny i dojrzały.

38 komentarzy:

  1. Ja bardzo lubię jeździć samochodem. Ale tylko wtedy jak mam w głowie poukładaną dokładnie trasę ;) Mam prawko od prawie 2 lat, ale jeszcze nie jechałam "na trasie". Boję się tego, nienawidzę tirów! Ale kiedyś trzeba się przełamać..
    P.S. Piękne zdjęcie.

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety po nieudanej próbie porzuciłam ambicje bycia najlepszym kierowcą wśród kobiet. Teraz ogromnie tego żałuję, a będąc za granicą na pewno ciężej będzie mi się za to zabrać, chociaż kto wie, może się kiedyś zdecyduję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wyobrażam sobie życia bez prawka :-) Gdy jadę czuję się wolna :-) Jeźdżę dynamicznie i na pewno nie jak "baba". Często widzę takie męskie baby, stwierdzam, że płeć nie robi różnicy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też miałam straszne opory przed jazdą do momentu aż tata musiał odebrać jedno auto od mechanika, a jechać po nie drugim. Tata jeden, samochody dwa, a mama w pracy do wieczora. Zostałam zmuszona przez sytuację do jazdy w godzinach szczytu przez samo centrum miasta, ale od tamtej pory jeżdżę! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem Ci, że mam to samo, też mam lęk przed tym, że jak siądę za kierownicę, to na bank coś złego się stanie...

    i szczerze? nie lubię jeździć, dla mnie to czynność jak każda inna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypadkowo zajrzałam. Świetny blog :)
    A jeśli chodzi o prowadzenie auta, to jest to jedna z moich pasji .
    To uczucie gdy wsiadasz za kierownicę i możesz jechać gdzie tylko chcesz. :)

    pozdrawiam

    http://tendies.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja prawo jazdy mam od 2004r, ale siadając za kółko zwłaszcza w zakorkowanej Wawie czuję to samo. Ja bardziej boję się zmiany pasów, szczególnie tego, że źle określę odległość i zajadę komuś drogę, a co gorsza dostanę siarczystego całusa w dupę. Nieborak twierdzi, że brak mi wiary we własne siły i wiem, że tak jest. Jestem wobec siebie bardzo krytyczna i przeżywam każdy niemądry manewr.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja myślę, że na to nie ma reguły kto lepiej, czy baba, czy chłop... Osobiście znam facetów, którzy świetnie jeżdżą, ale znam też kilka kobiet, które lepiej jeżdżą od facetów. Także... polemizować można :)
    A jeśli chodzi o Panią Narzeczoną, to myślę, że jak pojawi się dziecko, szybko i bez problemu przesiądzie się z siedzenia pasażera, na siedzenie kierowcy... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wystarczy, że pojawi się nasze własne autko i już będzie mi prościej przesiąść się za siedzenie kierowcy :)

      Usuń
  9. Ojej, temat dla mnie bardzo na czasie, bo w kwietniu zdałam egzamin, po długich próbach - nie będę się chwalić ile ich było, bo nie ma czym, ważne, że się udało! :D Mama wręcz mnie zmusiła alby kierowała w drodze do domu, tuż po odebraniu prawka. Nie bałam się samej jazdy, ale tego, że jadę z nią i jej autem! Wydaje mi się, że swoim samochodem zawsze swobodniej, bo nawet jak coś się stanie, to kurcze nasze auto i nikomu do tego co się z nim dzieje :D
    Muszę zgodzić się z Kasią, bo pewnie jak będzie dziecko to Pani Narzeczona będzie musiała gdzieś z nim jeździć nawet, gdy nie będzie Pana Narzeczonego w pobliżu :)
    I jeszcze jedno, Panie Narzeczony, z tym WZROKIEM czy ZWROKIEM mam tak samo! :D Takie trudne słowo ;/ :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam prawko od 99 roku, więc już kawałek czasu (zdawałam jak miałam 17 lat) :) uwielbiam jeździć autem i nie wyobrażam sobie życia bez prawka :) cieszę, że nie muszę nikogo błagać o podwózkę, gdy chce gdzieś pojechać... pamiętam, że gdy usłyszałam od egzaminatora: "Egzamin zaliczony" poczułam się wolna i niezależna hehehe :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku mojej przygody z samochodami również odczuwałam obawy przed jeżdżeniem. Na szczęście mam ojca, który uważał, że od patrzenia na auto się nie nauczę i bez oporów dostawałam samochód (nawet prawko pojechałam odebrać samochodem).
    Jeździłam od samego początku i to bardzo dużo. Później życie zmusiło mnie do pokonywania dziennie ok. 100 km i w dalszym ciągu nie uwolniłam się od tego. Już 4 pełne lata jeżdżę dziennie ponad 100 km i mogę powiedzieć, że czuję się za kółkiem jak ryba w wodzie ;) Początki były trudne, ale oszczędzam dziennie około 2 godziny poruszając się samochodem i nie wyobrażam sobie nie mieć prawka ;)
    Wszystko przyjdzie z czasem!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak widać, co wolno Wojewodzie to nie tobie smrodzie. :D
    Bardzo podoba mi się wasz dzisiejszy post. Wydaje mi się, że nie można porównywać jazdy kobiet i facetów, bo każdy popełnia błędy za kółkiem, każdy ma inne zachowania. Ale i baba i facet to kierowca, więc ... jeden musi drugiego zrozumieć i nie dyskryminować. :P
    Ja nie mogę za bardzo się na ten temat wyrażać, bo chociaż czasami też krzyknę, że to pewnie baba jedzie, to tak na prawdę nie mam nic do gadania, bo.. nie mam prawka;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Obecnie jakość jazdy nie zależy od płci. Możemy przypisać pewne cechy kierowców to danej grupy, ale ja znam wielu facetów, którzy jeżdżą koszmarnie, jak i znam kobiety, które prowadzą bardzo dobrze.

    Ja bardzo lubię jeździć, myślę, że jeżdżę dość dynamicznie (jak na kobietę :p). I od zawsze mi się to podobało :)
    Jedyną umiejętnością, której mi brakuje to klasyczne parkowanie równoległe tyłem (przyznaję się!). Ale wynika to tylko z tego, że nigdy nie miałam okazji tego dobrze wyćwiczyć - po zdaniu prawka jeździłam kombii ojca, a pod blokiem rodziców parking jest "z górki", więc wykręcić kobyłą jadąc pod górkę na wstecznym to...no odpuściłam sobie ;)
    Natomiast dzięki parkowaniu na parkingach przy uczelni i pod naszym blokiem jestem mistrzem wykręcania i parkowania na milimetry w każdy inny sposób ;)

    Z racji tego, że mieszkamy tuż przy GTM i mamy blisko na uczelnię, do pracy i do moich rodziców to jeździmy dość rzadko, bo raz w tygodniu na zakupy + okazyjnie, jeśli się gdzieś wybieramy. Natomiast przy długich trasach to jednak L. prowadzi, a ja jestem jako kierowca zapasowy. Wynika to z prostej rzeczy - samochód jest bardziej L. niż mój, do tego dobrze się sprawdzam w roli pilota.

    Co do kobiet za kierownicą to przydają się także dlatego, że są mniejsze. W wakacje wybraliśmy się z rowerami na wycieczkę nad jezioro, ale po skończonej trasie nie udało nam się dobrze zapakować rowerów do naszego grande i ja wracałam, bo mój L. nie miał jak się zmieścić za kółkiem.

    PS Wzrok i zwrok też zawsze mieszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do parkowania to właśnie pod uczelnią nauczyłam się parkować na milimetry i oczywiście równolegle z prawej i lewej strony. Wcześniej też miałam z tym problem ;p A parkowanie tyłem jest łatwiejsze niż przodem wg mnie.

      Usuń
  14. ja zdałam za 5 razem -.- a to była moja najgorsza egzamiacyjna jazda- wcześniej oblewali mnie za głupoty, za 5 zdałam mimo wieeelu błędów!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani Narzeczona - czytajac Twoj wpis czulam sie jakbym czytala swoje wlasne slowa...sprzed 2 lat:) 2 lata temu dostalam prace 30km od miejsca zamieszkania i tak juz dojezdzam do dzis. Moja rada jest taka - po prostu zacznij jezdzic, nic sie samo nie wydarzy:) Teraz jazda to dla mnie wielka przyjemnos - rano traktuje ja jak rozbudzenie na caly dzien, a wieczorem - jako wyciszenie po ciezkim dniu w pracy:) Dodam jeszcze, ze prawko zdawalam w Polsce a jezdzic zaczelam w Anglii - wiec troche trudniej mi bylo przestawic sie na lewa strone. Ale dla chcacego nic trudnego! Wstyd sie przyznac, ale teraz to prawie ciagle przekraczam dozwolone predkosci:) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  16. No cóż, ja do tematu nie wiele dodam, bo prawa jazdy nie mam na razie. W planach jest. Mój Połówek uczył mnie jeździć trochę, służbowym busem. Nie powiem, jazda Sprinterem po placu to niezła frajda. Nabyłam nawet zdolności robienia łuku w przód i w tył. Sprawdziłam, że jednak jest nadzieja, ze ogarnę bycie kierowcą, więc musze się zapisac na kurs ;P

    OdpowiedzUsuń
  17. super, ze fryzura 2 ;) co do prawa jazdy - ja jestem w wielkim szoku, ze u mnie poszlo tak gladko, zdalam w lutym, za drugim razem, zero stresu, na drodze jezdze normalnie, wszyscy chwala, ze nie szarpie, lekko i plynnie ;) ale wiem, ze to siedzi w nas i gadanie "nie ma co sie bac" nie pomaga :) ja jazde samochodem od zawsze traktowalam jako cos naturalnego, bardziej sie boje leciec samolotem niz jechac samochodem, ale wiadomo - co osoba, to inne leki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak :) fryzura nr 2 na czarno- białym zdjęciu z Panem Narzeczonym :) jest naprawdę elegancka!

      Usuń
  18. ładne zdjęcie :)
    mam prawo jazdy ponad 10 lat i przymierzam się do motocykla teraz;)
    będzie się działo! :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy ja jadę z moim R. są jaja;D Gdy wyprzedza ja zakrywam oczy i krzyczę ..."nieeeee" a gdy na zakrętach rozwija za dużą prędkość ja automatycznie wciskam stopy w podłożę i "hamuje", oczywiście "kochanie zwolnij" to standard. Na szczęście R. się śmieje, mimo krótkiego stażu jest dobrym kierowcą. Pikanterii dodaje fakt że ja robiąc prawko sama jeżdżę jak wariat a ulubionym zdaniem mojego instruktora jest "Szalona!!! Noga z gazu" :) Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawy post. Ja jeszcze rok temu także miałam problem z przełamaniem się do prowadzenia samochodu. Zawsze gdy obiecałam, że się przemogę czułam się jakoś 'słabo';) Każda wymówka była dobra. Właśnie jakiś taki lęk odczuwałam irracjonalny. Nie zauważałam jednak minusów stanu 'nieprowadzenia', gdyż jeszcze wtedy studiowałam, a w obcym mieście samochód nie był mi potrzebny. Po zakończeniu edukacji korzystanie z publicznego transportu dawało mi się we znaki. Dopiero zakup własnego samochodu sprawił, że zmotywowałam się i odnowiłam umiejętności (chociaż ciężko mówić o odnowieniu, bo nawet po zdaniu egzaminu nie czułam, że potrafię jeździć). Myślę, że czasami potrzeba jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś co sprawi, że człowiek się przełamie i zacznie jeździć 'na całego'. Mimo wszystko preferuję jazdę jako pasażer choć cieszę się, że nie jestem od kogoś zależna. Jeśli chodzi natomiast o to przedstawiciele której płci są lepszymi kierowcami zdecydowanie opowiadałabym się za równością w tym względzie. Jedyne co zauważyłam to, że starsi kierowcy niekiedy wolniej jeżdzą, jednak i to zapewne nie stanowi reguły. Myślę, że wspomniany zakup samochodu jest świetnym pomysłem i Pani Narzeczona nie będzie już miała jakichkolwiek wątpliwości czy oporów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że zdjęcie bardzo ładne i emanuje pozytywną energią:)

      Usuń
  21. JA uwielbiam prowadzić, choć muszę przyznać, że egzamin na prawo jazdy to był dla mnie największy stres jak do tej pory (ciekawe czy na ślubie będzie większy?) ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Prawka nie mam, choć wielokrotnie miałam się zapisać... A jeździć (jako pasażer) i ja szybko się boję, więc doskonale Cie rozumiem, co czujesz, ale u mnie jest to spowodowane dwukrotnym wypadkiem, co raz skończyło się kilkudniowym leżeniem w szpitalu - niestety. Dlatego mimo że auto mamy, obawiam się, że po zdaniu prawa jazdy, leżałoby ono w szafce, a auto stałoby nie tknięte. Póki co jeszcze nie dorosłam do decyzji o zrobieniu prawka ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja standardowo prawko zaczęłam na 3 miesiące przed 18-stymi urodzinami, egzamin nie był dla mnie żadnym stresem ponieważ nastawiałam się że będę do niego podchodzić ok. 6 razy, więc co się będę denerwować. Uwielbiam jeździć autostradami i obwodnicami, miasto jest dla mnie męką, bo mnie strasznie drażni jak ktoś np. przed światłami zwalnia (zamiast przyspieszyć żeby jak najwięcej samochodów przejechało! To taki baran zwalnia bo się boi że mu nagle pomarańczowe wyskoczy -,-), jedyne miasto w którym lubię jeździć to Wiedeń, mają wybitną kulturę jazdy i aż przyjemnie się jeździ nawet po zatłoczonym mieście, najgorzej jest w Rzeszowie, połowie powinni prawko zabrać i nałożyć dożywotni zakaz na prowadzenie. Generalnie jazdę mam w genach, połowa rodziny to zawodowi kierowcy i to najczęściej sporych samochodów (tiry, autokary;p), jedyne czego nie umiem to używać wstecznego w wąskich uliczkach czy bramach :p

    OdpowiedzUsuń
  24. a ja nie mam prawka :) ani samochodu :P

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja prawka niestety jeszcze nie mam, nad czym szczerze mówiąc ubolewam.
    Uważam, że zarówno kobieta jak i mężczyzna są dobrymi kierowcami ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja prawka jeszcze nie mam, na co strasznie ubolewa mój facet;p

    OdpowiedzUsuń
  27. W naszym związku to również ja (facet) jestem kierowcą. Nie mogę namówić A., która ma tyle lat prawko co ja spróbowania sił za kierownicą. Twierdzi, że jazda po małym mieście to nie to samo co poruszanie się po Krakowskich ulicach. Może w końcu się przełamie...będę ją mocno dopingował.
    Moim zdaniem kobiety są co najmniej tak dobrymi kierowcami jak mężczyźni. wszystko to kwestia wprawy i opanowania na drodze.
    Natomiast jak obserwuje na co dzień, prawdziwy wydaje się stereotyp, że kobiety nie umieją parkować, zwłaszcza równolegle. Nie jeden raz widziałem jak Pani manewrowała wzdłuż krawężnika 10 minut by zaparkować, aż w końcu rezygnowała. Panom to idzie dużo lepiej. Może to kwestia wrodzonej wyobraźni przestrzennej wśród mężczyzn.

    pozdrawiam M.
    szepty szczescia

    OdpowiedzUsuń
  28. Pani Narzeczono-jakbym czytała o sobie! Nieuzasadniony strach przed zasiądnieciem przed kółko, który mija z chwilą usadowienia się w aucie; ogromny strach przed prędkościa. Doszło do tego, że ludzie nie lubią ze mną jeździć, bo ciagle krzycze, zeby zwolnic ;) Ale zawsze powtarzam, ze kierowcy z ktorym jadę może i ufam, ale wszystkim pozostałym, ktorzy tez sa na drogach - już nie :)
    Moj strach juz jest o wieeeele mniejszy i od jakiegos czasu zaczelam czerpac radosc z prowadzenia auta (a prawo jazdy mam od 2006 roku!), a wszystko dlatego, ze po prostu zaczelam wiecej jezdzic. zlozylo sie na to wiele czynnikow, ale warto, naprawde warto bylo sie przelamac :) takze zachecam do pokonywania swojego strachu i jak najczestszych przejazdzek jako kierowca! :))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja rowniez odczuwalam ogromny lek i w sumie nadal odczuwam, ale nie na trasach miedzy miejscowosciami. Boje sie na miescie, gdy ruch jest gesty i ludzi pelno. W Norwegii zdecydowanie chyba prawie wszystkie Norwezki maja prawo jazdy, co jest zwiazane ze slabo rozwinietym transportem publicznym miedzy miejscowosciami. Gdy mieszka sie w malych miejscowosciach i ludzie w roznych miejsach pracuja a przedszkole czasem tez jest ciut dalej, to po prostu posiadanie prawka przez kobiete jest koniecznoscia, tak jak i posiadanie dwoch aut przez rodzine. Mnie do jazdy autem zmusila wlasnie sytuacja, ze musze dojezdzac do pracy i autobusow za malo :)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Przepiękne jest to zdjęcie:) Ślicznie Pani Narzeczonej w tej fryzurze:) Super, że zdecydowałaś się akurat na tą:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja też uważam, że większość kobiet nie ma "smykałki", ale moja mama (prawo jazdy zdane za pierwszym wieku w wieku lat 17) prowadzi sto razy lepiej, niż mój ojciec. To on jest ostrożniejszy, ale też częściej używa hamulcem, przyprawiając mnie o mdłości. Mama jeździ płynnie, pewnie, jedyne z czym ma problem to wsteczny... Jak może w coś stuknąć, to stuknie (faktem jest, że jeździ yarisem, jeszcze tym bez czujników, więc może to wina pojazdu i złej widoczności? Bo nie "stuka" w nic, co ma więcej niż 30 cm).

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja mam prawo jazdy od roku, zdałam za pierwszym razem i strasznie boję się jeździć. Nie wiem czy to fakt, że nie mój samochód, czy strach przed spotkaniem się z jakimiś nieodpowiedzialnymi kierowcami - których dzisiaj jest pełno. Sama nie wiem jak przezwyciężyć te obawy i w końcu się wyluzować...

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja tak trochę z innej beczki. Pani Narzeczona ma 23 lata...? o rany, na zdjęciu tutaj dałbym z dychę więcej, bez urazy oczywiście!! Ale wyglądasz....poważnie.

    OdpowiedzUsuń