6 czerwca 2013

USC, czyli nasz mały ślubik!


PANI NARZECZONA

Pan Narzeczony pod pachę i idziemy do Urzędu Stanu Cywilnego. Jak zwykle jestem podekscytowana! Mogłabym skakać z nogi na nogę! Czemu tak się cieszę? Nie wiem! Patrzę na Pana Narzeczonego, spokojny jak zwykle...opanowany, a przynajmniej nie zdradza żadnych emocji.

Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie przy biurkach siedzą dwie Panie. Odruchowo nasze kroki kierujemy do tej młodszej, pomimo iż widzimy, że jest zajęta.

Dzień dobry, my przyszliśmy po zaświadczenie do ślubu konkordatowego - słyszę głos Pana Narzeczonego. Młoda Pani nawet na nas nie zwraca uwagi, za to starsza odpowiada: Proszę usiąść. Patrzę na Pana Narzeczonego i siadamy naprzeciwko Starszej Pani.

Proszę podać imiona i nazwiska oraz pokazać dowody osobiste. Myślę sobie...zaraz nas aresztują! No nic, nurkuję do torebki, jest i dowód. Pani coś wklepuje, klepie i klepie. Nudy. Nagle odzywa się Starsza Pani: Urodzeni w Gliwicach? Tak, dobrze...ślub w tym samym mieście? Yhym..dobrze, dobrze (...) Jakie nazwisko przyjmie Pani po ślubie? Serce zaczęło mi bić szybciej!

Pierwsza myśl? Pewnie, że Pana Narzeczonego! Choć ze względu na teścia, który przy zmówinach oświadczył, że będę nosić JEGO (czyli teścia) nazwisko najchętniej zrobiłabym mu (teściowi) na złość i została przy swoim. Z teściem długa historia, przyprawiająca mnie o mdłości. Kocham Pana Narzeczonego i sobie bym na złość zrobiła! Patrzę mu w oczy i mówię Oczywiście, że Narzeczonego. Kolejne klepanie. Mija kolejne 10 min.

-Panie Narzeczony ładne mam paznokcie prawda? 
-No super są (...) 

Starsza Pani nie zwraca uwagi na naszą rozmowę. Mija 5 minut Pani kładzie nam kartkę A4 przed nosem i karze sprawdzić dane. Czytam. Patrzę na nazwisko Pana Narzeczonego przy moim. Pięknie! Ciesze się! Cieszę się niesamowicie! Nazwisko dzieci, wszystko idealne! Zgadza się - zgodnie odpowiadamy. W takim razie proszę uiścić opłatę 84 zł w kasie i wrócić do mnie - słyszymy. Inteligencie pytam:  -84 zł od pary? -Tak od pary.

Wychodzimy. Dobrze, że się ubrałam tak ładnie, bo ta taki mały ślub cywilny był, prawda? -ćwierkam do Pana Narzeczonego. Yhym - słyszę. Zamyślony, ale widzę, że też bardzo zadowolony. Pierwszy raz poczułem zdenerwowanie - mówi Pan Narzeczony. Sama nie wiem czy myśleć, że to dobrze czy źle, że czułeś zdenerwowanie?

Podchodzimy do kasy. Kolejka. No to czekamy. Kolejne 15 min. W końcu ja! Pan Narzeczony trzyma się z boku. Po drugiej stronie, miła pulchna Pani, obok niej 6 terminali do kart płatniczych. Zastanawiam się po jaką cholerę im, aż 6 terminali? Urząd przygotowany na wszelkie płatności- to na pewno! Pulchna Pani uśmiecha się, to i ja się uśmiecham. Dzień dobry, ja chciałam opłacić zaświadczenie do ślubu konkordatowego Płacę. Pani dalej szczęśliwa. Uśmiecha się niesamowicie. Już sama zgupiałam, czy jakiś gaz im tam się wydziela z tych terminali czy może ja coś mam na twarzy? Cieszę się razem z nią jak głupi do sera, ja z papierków o ślubie ona chyba cieszy się z tych terminali. Opłacone! Wracamy do starszej Pani.


Wchodzimy do znanego nam już pokoju. Młoda Pani dalej klepie. Starsza podaje nam koszulkę z trzema zaświadczeniami. Wychodzimy. Jest! Załatwione! Oboje czujemy się jak po mini ślubiku! Jest super! Ciekawe jak to będzie 13.07.2013?? :)

PAN NARZECZONY

Już czas wybrać się do urzędu stanu cywilnego! –krzyczy na mnie Pani Narzeczona z kuchni. Zaciekawionym okiem zza ekranu komputera patrzę na jej twarz, która jak zwykle nie wyraża zachwytu na moje wieczne zdziwienie, że trzeba coś jeszcze załatwić. Ale nic, tyłek w troki i do urzędu! 

Właściwie to nie wiedziałem czego się tak naprawdę spodziewać. Czy to będzie takie suche biurokratyczne paplanie i wypełnianie kolejnych druków, wniosków i innych formularzy na kształt sudoku. A wszystko skąpane w akompaniamencie sapiącej zza lady Pani: nie w tą kratkę! Pierwszy raz to wypełniacie, czy jak? -No nie, po raz piąty biorę ślub! Ale dobra. 

Wchodzimy, jest normalnie, jak to w urzędzie bez czerwonego dywanu i skrzypaczki. Przy biurku siedzi Pani urzędnik i wystukuje na klawiaturze peceta dwoma paluszkami pamiętającymi jeszcze maszyny i dalekopisy dane w rytm marszu Mendelsona. – nie no żartuję rzecz jasna. Bardzo szybko przechodzimy do rzeczy, imię nazwisko, pesel, dowody osobiste, kilka pytań, a wśród nich pytanie: - Jakie nazwisko przyjmuje Pani po ślubie? Ooo… i w tym momencie się ożywiłem i zaciekawiłem , -co powie Pani Narzeczona?

Uff… przyjęła moje. Z kobietami to nigdy nie wiadomo co im do łba strzeli, a mnie bardzo zależało na tym, aby Pani Narzeczona jak i nasze dzieci przyjęły moje nazwisko. Jest to dla mnie po prostu kwestia męskości i męskiej dumy. Właściwie to muszę powiedzieć, że dopiero w tym momencie do mnie dotarło po raz pierwszy od pól roku jaką decyzję podejmujemy i jak ona jest istotna. Na szczęście po chwili mi przeszło. 

Słyszałem później, że tata Pani Narzeczonej nie był pocieszony jej decyzją, ale trudno będzie musiał jakoś z tym żyć. Druk, podpisy i brakowało mi jeszcze tylko słów: -ogłaszam was mężem i żoną oraz wieńczącej melodyjki z głośników. Acha, jeszcze musieliśmy zapłacić za tą przyjemność parę złotych w kasie urzędu. 

Tak się czasem zastanawiam po jaką cholerę są te wszystkie opłaty skarbowe? –przecież płacimy podatki na to, aby te urzędy dla nas pracowały, a jeszcze przy każdej wizycie musimy dokładać się do ich garnuszka. Paranoja! Tak czy owak uznaliśmy z Panią Narzeczoną tę chwilę za nasz mały ślubik, a teraz oczekujemy naszej prawdziwej uroczystości.



43 komentarze:

  1. Super to wszystko opisujecie, ja jestem bardzo ciekawa jaka jest odpowiedź na pytanie Narzeczonej, którym zamyka swoją wypowiedź. Czekam z niecierpliwością na nią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także czekam i mam nadzieję, że posty bogate będą w bardzo dużą ilość zdjęć:)

      Usuń
  2. Ja też przyjęłam Męża nazwisko. Wcześniej jakos o tym nie rozmawialiśmy przy jakim chcę zostać, było to po prostu oczywiste, że przy Jego. Będąc w USC, przy zapytaniu o nazwisko zapytał " a może dwa " ? Przez myśl mi tylko przeszło moje i jego razem i zdecydowanie odpowiedziałam, że zostaję przy jednym - nazwisku Męża :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. no to gratuluję najserdeczniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też tak ten moment odebraliśmy. Praktycznie, z formalnego punktu widzenia to jest najistotniejsze oświadczenie, tylko trzeba je jeszcze potwierdzić :)

    Pamiętam minę mojego Męża, kiedy powiedziałam, że chcę połączyć nazwiska (moje rodowe jest bardzo krótkie, więc lepiej nawet brzmią razem, niż osobno)...

    Czekał z przerażeniem w oczach czy takiego samego zestawu nie zaaplikuję przyszłym dzieciom... Kiedy powiedziałam, że dzieci będą nosiły Jego nazwisko...odetchnął ze znaczną ulgą :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam czytać te Wasze posty ;)
    My ślub cywilny mamy już za sobą i to taki "w całości" :) Był nam szybko potrzebny w kwestiach formalnych a nie chcieliśmy przyspieszać kościelnego bo wszystko już było dokładnie zaplanowane. Również przyjęłam nazwisko męża. O tym, żeby zostać przy dwóch nawet nie myślałam bo moje jest zbyt długie, ale też ciężko mi było z faktem, że będę mieć takie samo nazwisko jak moi teściowe (relacji nie mamy najlepszych). No ale w końcu to nie ich nazwisko będę nosić tylko ukochanej osoby. Teraz jest mi nawet dobrze z nowym nazwiskiem :)

    Nie mogę się doczekać Wasze relacji ze ślubu :)Trzy tygodnie później My będziemy przeżywać nasz wielki dzień

    Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy tygodnie później, czyli 3 sierpnia? Też piękna data! Wy nie możecie się doczekać naszej relacji ze ślubu, a my nie możemy się doczekać samego ślubu! hehehe pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  6. jak zwykle genialny post! gratuluje (przed)ślubu! =D

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, dla mojego teścia to też byłaby ujma na honorze, gdybym nie przyjęła jego nazwiska :)
    Ale ja go bardzo lubię (teścia - nie nazwisko -choć chyba je też muszę skoro mam go nosić od sierpnia). Ciekawe czy ciężko będzie się przyzwyczaić i jak długo po ślubie będę "fałszować" dokumenty starym podpisem - z przyzwyczajenia hehe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj sama się zastanawiam czy ja się do nowego nazwiska przyzwyczaję. Nazwisko Pana Narzeczonego podoba mi się bardziej niż moje...tylko ten teść, ech szkoda gadać!

      Usuń
    2. Też się nad tym zastanawiałam, ale o dziwo ani razu się nie pomyliłam :) tak bardzo myślałam o tym żeby pamiętać że mam nowe nazwisko :) Z resztą w pracy muszę się codziennie podpisywać więc chyba przez to też mi się utrwaliło :) ... Teścia i fakt, że macie te same nazwiska jakoś zniesiesz ;) bo czymże są takie problemy w porównaniu z Waszą wielką miłością :) A jak nazwisko Ci się podoba to przyzwyczaisz się pewnie tak szybko jak ja :)
      Monia

      Usuń
    3. Ja też bardzo szybko się przyzwyczaiłam, właśnie podpisując się codziennie w pracy :) Ale telefon jeszcze czasem odruchowo odbieram panieńskim nazwiskiem (bo krótsze) :P

      Usuń
  8. Bardzo podoba mi się, że opisujecie przedślubne przygotowania również z formalnego punktu widzenia. Gratuluję:) Czekam na więcej postów:)
    http://swiadectwo-zycia-20-latki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż mi się udzieliła Wasza ekscytacja! Co to będzie na prawdziwym ślubie? ;) Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No ale po ślubiku to nocka poślubna powinna być, chociaż taka tyci, tyci:)

    OdpowiedzUsuń
  11. tesciem sie nie przejmuj :) a nazwisko to tylko nazwisko :) przywykniesz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ubawiłam się po pachy - zwłaszcza Pan Narzeczony opisał to tak, że uśmiech nie schodził mi z ucha.

    te terminale faktycznie mają jakiś gaz, bo zaczęłam się śmiać właśnie od tego momentu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A mi się marzy właśnie ślub cywilny np tydzień, dwa przed kościelnym. Wydaje mi się ,że właśnie taka urzędnicza atmosfera urzędu stanu cywilnego bardziej człowiekowi uświadamia jego decyzję ( Jak to napisał Pan Narzeczony);-), ma się tą świadomość, że "prawnie należy się" do tej drugiej osoby:-)Co do nazwiska, jestem za dwuczłonowym, dzieci będą miały nazwisko po przyszłym mężu, ale jak to będzie jeszcze zobaczymy:-) Moja druga połówka na początku nie podzielała mojego zdania jeśli chodzi o te kwestie, teraz mówi "dla ciebie wszystko", więc jak widać ostro go szkolę ;-) A Wam życzę wszystkiego co najlepsze, by w tych ostatnich tygodniach przed ślubem wszystko szło po Waszej myśli a ślub był piękny;-) Miło Was się czyta i wraca na Wasz bloog! pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  14. To gratulacje! ;) Ślubik :D Wychodzisz za Pana Narzeczonego, a nie jego rodzinę. Ja wychodzę z takiego założenia. Moja przyszła teściowa jest super, chociaż na początku wcale taka nie była :) A teść... jest jaki jest, mieszka daleko to rzadko się spotykamy. Chociaż jak wypije to osłucham się jaka to jestem wspaniała, cudowna, piękna i w ogóle, ale ślub uważa za głupotę i nie ukrywa tego..

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, jednak ta rodzina paleta sie przy boku, wiec bierze sie meza z calym tym zestawem, mimo wszystko.

      Usuń
  15. do Pana narzeczonego: to naprawdę jest kwestia męskości i dumy? nigdy tego nie pojmę;)

    a tak na marginesie podwójne nazwiska są dla mnie zupełnie niezrozumiałe, zwłaszcza jak ktoś się ma nazywać "Masztalerz-Nieczysty":) część kobiet chce chyba w ten sposób podkreślić, że nie są pannami tylko mężatkami, później też nie mieszczą się w tych wszystkich urzędowych formularzach.

    Ja chyba zostanę przy swoim nazwisku chociaż pewnie nie jest to marzenie mojego narzeczonego, bo jakoś tak dziwnie po 30 latach zmienić tożsamość:)
    myślę też, że racjonalnie jest porzucić nazwisko, które po prostu jest nieładne bez względu czy nosi je mężczyzna czy kobieta a nie się przy nim upierać i jeszcze dzieciom je narzucać...
    Dobrze, że Pan narzeczony ma ładne nazwisko to nie ma tu żadnego dylematu:)

    J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nazwisko zmieniłam choć nie było to dla mnie takie oczywiste na początku. Zastanawiałam się bowiem dlaczego ja mam się 'poświęcać', dlaczego to narzeczony nie zmieni swojego na moje. Taka nierówność jest tu widoczna. Ja zmieniłam i nie żałuję, ale nie ukrywam, że przejmowanie męskich nazwisk kojarzy mi się nieco z podporządkowywaniem i takim brakiem równości...:)

      Usuń
    2. Znałam wiele małżeństw, kiedy to facet przejmował nazwisko żony, niestety, żadne nie przetrwało. Czy to zbieg okoliczności, czy może czegoś należy się dopatrywać?

      Usuń
    3. Zgadzam się w 100% z Ewą. Dla mnie przejmowanie męskiego nazwiska to pozostałość z czasów kiedy kobieta była własnością mężczyzny i dlatego, kiedy wychodziła spod opieki ojca i jej patronem stawał się małżonek zmieniała nazwisko, wraz z "właścicielem". Oczywiście obecnie pozostało to tylko tradycją i obrosło piękną wtórną ideologią, z którą w większości się zgadzam i w większości popieram...

      Dlatego też, żeby osiągnąć złoty środek tj. zachować tożsamość, o której piała toPestka! i jednocześnie uczynić zadość naprawdę pięknej tradycji i zrobić coś dla mojego Męża- nazwiska połączyłam...

      Bynajmniej nie zrobiłam tego, żeby się chwalić lub komukolwiek udowadniać, że udało mi się złapać Męża ;), po prostu nie chciałam przestawać być sobą, odcinać się grubą kreską od przeszłości, a pod panieńskim nazwiskiem rozpoczęłam działalność naukową i sporo publikowałam w branżowej prasie i książkach i nie chciałam całkiem stracić "łączności" z dawnymi publikacjami, tylko kontynuować "publikowanie" pod nazwiskiem "uzupełnionym" o nazwisko Męża... ;)

      A co do długości nazwisk- zgadzam się z cytatami z filmu "Baby są jakieś inne" ;), ale ja nie żałuję, bo moje nazwisko panieńskie było bardzo krótkie (3-literowe), a Męża niewiele dłuższe (8 liter), więc w sumie mam raptem tyle liter w obu nazwiskach, co przeciętny człowiek w jednym. Razem brzmią bardzo ładnie i gdybym miała podjąć tą decyzję raz kolejny, zrobiłabym tak samo...

      Rozumiem jednak dziewczyny zmieniające nazwiska i zgadzam się z nimi. Nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką któregokolwiek z rozwiązań, to sprawa bardzo indywidualna (związana z długością nazwisk, sytuacją rodzinną, gustem itd.). W moim wypadku zadecydowała długość (krótkość) nazwisk i kwestie tych publikacji :) Chociaż jednej rzeczy nie rozumiem skąd w ludziach taka agresja wobec osób o łączonych nazwiskach??? To tylko połączenie tego kim byliśmy i kim po ślubie będziemy, nic więcej... ;)

      Usuń
  16. A czy mama Pani Narzeczonej została przy panieńskim nazwisku?
    Chyba przejęła nazwisko męża, nieprawdaż? Taka u nas tradycja i tyle.
    Ja zrezygnowałam ze szlacheckiego nazwiska i przyjęłam męża. I jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiedziałam, że i takie rzeczy trzeba zrobić. Z Waszego bloga naprawdę sporo się dowiaduję :) i mam nadzieję, ze nie przestaniecie pisac :*
    ja bym chyba zrezygnowała ze swojego nazwiska ...

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy ja przyjmę nazwisko męża, moje rodzinne nazwisko wyginie. Byłam ostatnią nadzieją na ciągłość rodu (w sensie nazwiska:P) i chyba część się po cichu modliła żebym została panną z dzieckiem (oczywiście chłopcem) który nosiłby moje nazwisko :P Figa z makiem :P Może jeszcze mój 37-letni kuzyn się ogarnie i spłodzi jakiegoś potomka:P W sumie jestem ciekawa co mój tato na to, bo póki co się nie odzywa na ten temat :)

    "Właściwie to muszę powiedzieć, że dopiero w tym momencie do mnie dotarło po raz pierwszy od pól roku jaką decyzję podejmujemy i jak ona jest istotna. Na szczęście po chwili mi przeszło." Padłam :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko mego taty chyba tez niestety przepadnie. Same dziewczynki wnuczki ma...troche szkoda, bo nazwisko ladne i bardzo, bardzo rzadkie.

      Usuń
  19. fajne zdjęcie ;)
    OO ja mam czas jeszcze na takie "zmartwienia"

    OdpowiedzUsuń
  20. W gdyńskim urzędzie tylko fanfar brakowało :p Pokój do "małego ślubu" - fajnie to ujęłaś, jest obok sali ślubów, więc siedząc i czekając na kolejkę do pokoju, siedzimy pod tak ważną salą :p
    Wracając do tematu. Usiedliśmy na środku pokoju, gdzie honorowe miejsce zajmuje duży, elegancki stół z kwiatami, pokazaliśmy dowody, a mój wtedy jeszcze narzeczony śmiał się, aż mu prawie łzy leciały, do tej pory nie wiem z czego. Po uiszczeniu opłaty, wróciwszy do pokoju. Pani uroczyście stojąc wręczyła teczkę, w której były potrzebne papiery, wygłosiła mowę "w imieniu prezydenta miasta Gdyni, Pana Wojciecha Szcurka uroczyście gratuluję" a w środku list gratulacyjny na NASZE nazwisko z odręcznym podpisem! Brakowało wspomnianych fanfar i oklasków od innych pań urzędniczek.
    A co do nazwiska. Oczywiste było, że męża. Trzy dni po ślubie zaczęliśmy szukać mieszkania, spotkaliśmy się z agentem nieruchomości. Idzie w naszym kierunku, a ja w głowie powtarzam sobie "Wójcik, Wójcik, Wójcik, Wójcik", podchodzi, przedstawia się: "Daniel Waga", na co ja mu odpowiadam - Anna Waga :D Też musiał mieć nazwisko na W?? Do mojego nowego nazwiska jakoś do tej pory się nie mogę przyzwyczaić. Nauczyłam się przedstawiać nazwisko - imię, bo bałam się, że jak powiem imię - nazwisko, to będę używać starego.
    Oj się rozpisałam, a to Wasz blog :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tuż po przeczytaniu, zaczęłam zastanawiać się nad nazwiskiem.
    No tak daleko mi do takich decyzji, ale miło pomarzyć o owym "problemie";)

    Wszystkiego dobrego gołąbki !

    OdpowiedzUsuń
  22. Musialam zmienic nazwisko z racji miejsca zamieszkania. Moje bylo niewymawialne przez tutejszych i w urzedach mialam problemy. Teraz mam proste i krotkie nazwisko. Zal mi mojego panienskiego, bo lubilam je przeogromnie, ale takie zycie...

    OdpowiedzUsuń
  23. Uwielbiam Was! To jak piszecie, jak opowiadacie o swoim wspólnym życiu^^
    Gratuluję mini ślubu:D

    OdpowiedzUsuń
  24. Załatwianie formalności jest okropne!
    Wydajecie się być bardzo dobraną parą ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. "KARZE sprawdzić dane" - litości !

    OdpowiedzUsuń
  26. Nam tez kazała sprawdzić dane by było na pewno dobrze. My też slub konkordatowy :) . Tylko my za 13 dni ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj tak to prawda, że nie wiadomo co strzeli do głowy kobiecie...

    OdpowiedzUsuń
  28. o jaki fajny blog :) będę zaglądać, miło widzieć to wszystko z dwóch perspektyw. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  29. fajny blog :) będzie pamiątka dla potomnych, no i przede wszystkim dla was!
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  30. nie ogarne chwilowo, żeby przeczytać wszystkie posty.. ale na pewno tu będę zaglądać. :) Strasznie mi się podoba Wasze poczucie humoru i to z jakim dystansem potraficie opisywać swoje perypetie:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Tydzień temu załatwiliśmy z narzeczonym formalności przed ślubem cywilnym. Oboje zostajemy przy swoich nazwiskach, dzieci będą miały łączone. Wyszliśmy z założenia, że oboje będziemy pełnoprawnymi autorami naszych dzieci i chcemy się pod nimi 'podpisać'. Dla mnie nie do przyjęcia było wzięcie nazwiska męża. Lub zostanie przy swoim nazywanie się inaczej niż własne dziecko.
    Znam kilka osób urodzonych w latach 70. i 80., które noszą podwójne nazwiska i nie miały z tego powodu nieprzyjemności. Po prostu dzieci w szkole pytały się dlaczego tak się nazywają i akceptowały ten fakt. Wszystko zależy od postawy noszących podwójne nazwiska dzieci. W końcu sztuką jest pięknie się różnić :) Sama pod pewnymi względami byłam odmienna od rówieśników i nie mam związanych z tym złych wspomnień.
    Co nasze dziecko/dzieci zrobią z tymi nazwiskami, gdy będą dorosłe, będzie ich suwerenną decyzją. Oboje z narzeczonym jesteśmy nauczeni dawać wolność wyboru.

    Co ciekawe spotykamy się czasami z zaskoczeniem otoczenia na naszą decyzję, ale jak dota wszyscy przyznają nam po przemyśleniu rację, że takie rozwiązanie jest najwyższą formą równouprawnienia w związku.
    H

    OdpowiedzUsuń