21 lipca 2013

13.07.2013 cz.2

Uwaga! Niebezpiecznie długa relacja :) ale warto! 

PANI POŚLUBIONA


Ten post powinnam zacząć od opisu dzień przed. Dlaczego? Dla mnie to dzień przed 13.07.2013 r. wszystko się zaczęło, a zaczęło się od tego, że na wstępie z Panem Narzeczonym zaspaliśmy. Dobrze, że to nie był dzień ślubu, ale i tak do zrobienia mieliśmy dużo. 

Punkt 8.30 Świadek podjechał po nas autem, a o 9 my podjechaliśmy po Świadkową. Potem hurtownia kwiatów. Wchodzimy. Okazuje się, że jest dupa. Kwiatów mało! Nikt mi nie mówił, że trzeba większe ilości zamawiać. Tylko spokojnie. Wybieramy co jest. Na salę białe eustomy. Do bukietu i butonierek białe i różowe goździki. Nie jest źle. Z dziesięcioma naręczami kwiatów jedziemy na salę. Tam strojenie. 

Panna K łapie za goździki i nim się obejrzę już zrobiła mi bukiet. Jest piękny. Właścicielka sali i kelnerki mylą Pannę K i nadają jej miano florystki, a przecież to tylko (a raczej aż) moja świadkowa i najlepsza przyjaciółka. Po kolei. Bukiet skończony, zabieramy się za zdobienie stołów. Nie chce przesady. Ma być prosto i elegancko. Panna K ozdabia świeczniki, a ja robię bukiety w wazonach. Jeszcze tylko winietki. Goście rozsadzeni jest pięknie! 



Zabieram się za stół słodkości. Na żywo wygląda fantastycznie. Robię zdjęcie i wydaje się być skromny. To nic. W tym czasie Pan Narzeczony z Świadkiem testują sprzęt pod podziękowania dla rodziców. Panna K jedzie ozdabiać auto, ja nie mam na to czasu, więc zostaję. Jeszcze pudełko ratunkowe do łazienki i zdobienie korytarza do Sali. Na oknach przy Sali montujemy pompony MILU, muszę przyznać, że wygląda świetnie! Kończymy zdobić salę koło 17. 


Pompony MILU zaskoczyły naszych gości, a sala się wyróżniała :)
Stół słodkości w trakcie przygotowań. 

Wracamy do domu. Kolacja, trochę porządku i spać. Kładziemy się z Panem Narzeczonym do łóżka. Miałam spać u rodziców, ale że wygodniej im było, żebym została u siebie tak też zrobiłam. Leżymy z Panem Narzeczonym w łóżku i nie możemy uwierzyć. To już jutro. Jak to tak? Tyle przygotowań i nagle wszystko nabierze kształtów? Pan Narzeczony zasypia. 

Ja nie mogę… wiercę się i kręcę. Jestem podekscytowana. Nie ma co się męczyć. Łapię za telefon. Facebook. Komentuję. Nagle słyszę warknięcie. To nie pies. Obudziłam Pana Narzeczonego. Rozmawiamy Pan Narzeczony próbuje na siłę zasnąć. Mówię mu, że to bezcelowe. Gadamy, ja ciągle się śmieję i w końcu zasypiam. 

Godzina 7.55 dzwoni mój telefon. Halo? Śpisz? Jaki Twoi rodzice mają numer mieszkania? Fryzjer! Nie spóźnił się! Dzięki Bogu, bo spóźnianie to jego specjalność. Mówię numer i zasypiam na 30 min. 8.30 dzwoni budzik. To już dziś. Jestem zdenerwowana! Jestem tak zdenerwowana, że dziękuję Bogu, iż dzień wcześniej przygotowałam sobie wszystko. 

Wciągam sukienkę, baleriny, torba na ramię, buziak Panu Narzeczonemu i wychodzę. 15 min drogi do moich rodziców przede mną. Idę i zastanawiam się, to moje 15 minut przemyśleń. Wchodzę na ruchliwą ulicę i pierwsza moja myśl? Ciekawe, że osoby idące obok nawet nie domyślają się jak ważny dziś jest dla mnie i Pana Narzeczonego dzień. Nie wiedzą, że mijają Pannę Młodą. Uśmiecham się, bo przecież dla nich to najzwyklejszy dzień. Idę i czuję, że jestem coraz bardziej zdenerwowana. 

Staję na przejściu i biorę kilka głośnych głębokich oddechów. Uspokój się. Nie zwracam już uwagi na ludzi. Teraz moje myśli zaprząta pytanie. Jak do cholery taka zdenerwowana się pomaluję?! No nic muszę się uspokoić. Wbijam kod domofonu i idę na górę do domu rodzinnego. Klatka naszej kamienicy jeszcze nieozdobiona. Kiedy oni to zrobią? Wchodzę do mieszkania. 

Dzień dobry! 9.00 jest już Chrzestna! Uczesana, czyli fryzjer działa zgodnie z harmonogramem. Witam się z bliskimi. Prawie wszyscy są przyjezdni. Dzięki Bogu, że rodzice mają duże mieszkanie. Wchodzę do ich sypialni. Na drzwiach od razu zauważam napis PANNA MŁODA, super! Moja siostra się postarała. Swoją drogą już za mną chodzi. Moja druhna, a właściwie druhenka bo ma 13 lat. Świadkowa siada w łazience  to jej kolej na czesanie. 

Postanawiam wziąć prysznic. Dalej czuję zdenerwowanie. Przed prysznicem rozkładam wszystkie kosmetyki do makijażu na komodzie. Łapię za szlafrok, siostra wyciąga dla mnie ręcznik i już jestem pod prysznicem. Gorąca woda. To mnie rozluźnia. Myję głowę…relaksuję się. Czuję jak napięcie ze mnie schodzi. Niesamowite. Brzuch już nie boli, to takie proste! Proszę siostrę o maszynkę do golenia i mnóstwo innych specyfików z mojej torby. Robię sobie mini SPA. 

Po wyjściu z prysznica do sypialni wchodzi moja mama. Zdenerwowana! Patrzy za okno. Na szczęście nie pada. Ja do tej pory nawet nie zwróciłam uwagi na pogodę. Jest mi to obojętne. Jestem tak szczęśliwa i podekscytowana, że za oknem mógłby zacząć padać śnieg, a bym nie zauważyła. 

9.30 mam czas dla siebie. Chodzę po mieszkaniu i rozmawiam z bliskimi. Każdy się pyta czy coś zjem. Nic nie jadłam i nic nie chcę jeść. 10.50 przyjeżdża fotograf. Jest wcześniej. Witam go słowami To zapraszam do sypialni wszyscy wybuchają śmiechem, fotograf podąża za mną. Pokazuje mu moje królestwo. 

11.00 fryzjer przechodzi z całym ekwipunkiem do sypialni stawiamy krzesło przed lustrem i rozpoczyna się tworzenie mojej fryzury. W między czasie wydzwania Pan Narzeczony. Ewidentnie mu się nudzi. Trzeci telefon znowu od niego. Nie widzisz jaka pogoda? Nie, jakoś od 2 h zajmuję się czym innym, a nie patrzę za okno. Orszaku nie będzie!! Pada! Uspokajam go i mówię, że jest mi to obojętne i nic się nie stało. W ogóle się tym nie przejmuję. Pogoda przestała być najważniejsza! 


Po 2 h czesania mam piękną fryzurę! Jest idealna. Tak nieład na głowie, żadnych stylizowanych loków. Dwa warkocze dodają charakteru, jest idealna! Od razu zaczynam się malować. Lusterko w łapkę i zastanawiam się od czego zacząć. Fotografa prawie nie zauważam. Nie zauważam też jak szybko i łatwo idzie mi zrobienie  makijażu, krem, baza, baza pod cienie, podkład, cienie, sztuczne kępki rzęs, róż, tusz, szminka i gotowe!  Proszę fotografa o wykonanie zdjęcia twarzy. Patrzę na efekt. Idealny makijaż super. Tylko tak mogłam sprawdzić czy na zdjęciach wygląda perfekcyjnie. Góra gotowa. 

Fotograf jedzie do Pana Narzeczonego. Teraz jego kolej, będzie fotografowane jego ubieranie. Ja mam czas dla siebie i nie wiem co robić. Mam godzinę. Łapię za rurkę i wodę i piję. Jem rogalika. Szukam wolnej łazienki. Jej brak. No nic we własnym domu człowiek musi ustawić się w kolejkę, żeby się wysikać. Dużą mam rodzinę. To jest pewne. Mija godzina. W tym czasie Panna K pomogła mojemu tacie przystroić klatkę. Jest bajeczna- i klatka i Panna K. 

Wraca fotograf. Wraca moja mama od kosmetyczki. Patrzę na jej makijaż i robię poprawki. Fotograf uwiecznia tę chwilę. Pomagam tacie założyć spinki. Wszyscy ubrani. Moja siostra wygląda bajecznie, Panna K również. 


Teraz ja. Zaczynamy. Panna K wyjmuje suknię z pokrowca, a ja jestem zachwycona! Przepiękna! Ubieram bieliznę i pończochy. Sexy Panna Młoda. Szkoda, że Pan Narzeczony tego nie widzi. Ubieram suknię. Ciasno. Pięknie! Zakładamy buty i podwiązkę. Powtarzamy to jeszcze raz bo fotograf musi mieć dobre ujęcie. Zawiązujemy pas od sukni. 


Wyglądam bajecznie. Biżuteria! Prawie zapomniałam o niej! Zakładam bransoletki i kolczyki. Został tylko welon. Welon ma z 3 metry. Wołają fryzjera. Musi się uporać. Poszło gładko. Stoję, patrzę w lustro i nie wierzę, że to ja. Sen. Nadal nie czuję, że to ja jestem Panną Młodą. Fotograf stawia mnie przy oknie w sypialni i mówi, że koniecznie musi mi zrobić parę zdjęć. Pozuję. Panna K zachwyca się, że jak z katalogu z sukniami. Jestem szczęśliwa. 

14.30 Pan Narzeczony podobno już jest! Jest wcześniej! Jak to? No nic musi poczekać. Nie ma jego rodziców. Nie denerwuję się, ale jestem podirytowana, jak można w tym dniu spóźnić się na ślub syna? Czekamy więc na rodziców Pana Narzeczonego. 15.10 w końcu są. Podaję butonierki dla obu tatów (nie wiem jak to napisać) i dla świadka. Siedzę nadal w sypialni i czekam, aż Panna K przypnie butonierki wyróżnionym. 

15.15 wychodzę. Wychodzę i zahaczam o suknię. Nie umiem w niej iść. Pomału jednak się oswajam. Patrzę na twarze bliskich i znajomych. 80% płacze. Myślę sobie, chyba makijaż mi nie wyszedł tak okropnie wyglądam, ze wszyscy płaczą. Nie, oni się wzruszyli. Wchodzę do salonu. Na środku Pan Narzeczony z bukietem. Trzęsą mi się usta jestem tak zdenerwowana i wzruszona. Próbuję przypiąć mu butonierkę. Nie wiem jak. Nie potrafię logicznie myśleć. Trzęsą mi się ręce. Na szczęście na ratunek przychodzi Panna K. 


Stajemy twarzą do rodziców. Widzę mojego tatę. Wychodzi przed szereg i płacze. Moja dusza też płacze. Ze wzruszenia. Tak bardzo ich kocham. Dusza płacze, usta się trzęsą, ale uśmiecham się i o dziwo moje oczy są suche. Tata zaczyna mówić. Głos mu się załamuje. Całujemy krzyż. Teraz mama, zaczyna coś mówić i płacze. Przerywa, przeprasza wszystkich i zamiast wyuczonej regułki mówi to co jej serce dyktuje. Mama Pana Narzeczonego również błogosławi nas płacząc, ma karteczkę z pięknym cytatem, ale nawet jego nie potrafi odczytać. Tata Pana Narzeczonego mówi nie wyraźnie i choć za nim nie przepadam widzę  jak bardzo kocha Pana Narzeczonego. Ufff już koniec. 


Podchodzi do nas babcia i dziadek (rodzice mojego taty) przytulam babcie i dopiero tu płyną mi łzy. Kocham Cię babciu. Kocham Cię dziadku. Dziękuję. Goście wychodzą. My jedziemy ostatni. Jesteśmy przed czasem pod Kościołem. Pada. To nie istotne. Siedzę w aucie i czekam. Do auta co rusz podchodzą znajomi zaproszeni na uroczystość zaślubin. Rozmawiamy. 

16.55 wychodzimy z auta i stajemy pod drzwiami wejściowymi do Kościoła w przedsionku. Moja siostra przed nami z obrączkami. Za nami świadkowie. Otwierają się drzwi. Stanęliśmy po złej stronie! Ja mam być po prawo!! Szybka zamiana miejsc. Dzwonki i zaczyna się marsz weselny. Wchodzimy do Kościoła. Cały czas się uśmiecham. Patrzę na Pana Narzeczonego. Uśmiechnij się! On też się uśmiecha. 

Patrzę na gości, znowu płaczą. Tak moja rodzina jest bardzo emocjonalna, ale nie tylko ona płacze. Płaczą sąsiadki, znajomi. Przecież dopiero wchodzimy! No nic. Zaczyna się msza. Tak się cieszę! Mszy nie potrafię sobie dokładnie przypomnieć po kolei, wiem, że wszystko co ustaliliśmy wyszło idealnie. Mój kuzyn czytał pochwałę miłości. Brzmiał jak dzwon. Zrobił to przepięknie. Moja siostra czytała modlitwę wiernych. Na przysięgę podeszliśmy do ołtarza. Ksiądz dużo nam mówił co mamy mówić i co robić. 


Przy przysiędze bardzo się wzruszyłam. Moja siostra podawała obrączki. Patrzę na nią. Płacze. Nigdy nie widziałam, żeby moja 13 letnia siostra płakała ze wzruszenia. Mam ochotę ją przytulić, ale nie mogę. Przytulam ją wzrokiem i czuję, ze do oczu napływają mi łzy. Wracamy na miejsca. Zaczyna grać Ave Maryja. Głos z niebios na skrzypcach. Przepięknie. Pan Narzeczony początkowo nie zauważa. Mówię cicho Skrzypaczka. Od razu oczy mu jaśnieją. Trzymamy się za ręce, zaczynam płakać. Dziękuję Bogu kolejny raz. Za niego, za rodzinę, za wszystko co mamy. 


Komunia. Tu było zaskoczenie. Ksiądz podchodzi do nas z kielichem. Najpierw ja. Zapomniałam, ze w kielichu, a raczej w winie mszalnym zawsze zamoczony jest kawałek chleba. Mam wziąć łyka. Próbuję ominąć rozmoczony kawałek. To mnie brzydzi. Fu (Panna K mówiła mi potem, ze dziwiła się co ja tak długo z tego kielicha piję). Niestety nie dało rady. Rozmoczony kawałek trafia mi do ust. Wszystko się zgadza. Wyglądam jak łabędź i rozmoczony chleb jem. To zapamiętałam z komunii. 

Ostatni element. Podpisywanie dokumentów. Tylko ja i Pan Narzeczony, bo świadkowie zrobili to przed mszą. Nagle słyszę głos. Piękny. Shrek- hallelujah. Podpisujemy i siadamy na miejsca. Patrzę się na Pana Narzeczonego. Kto to śpiewa? Słyszymy jeszcze skrzypce i gitarę. Jak się potem okazało to kolega z klasy mojej siostry zrobił nam prezent i zagrał na gitarze i zaśpiewał dla nas. 13 letni chłopiec poszedł do Proboszcza i wymyślił cały podstęp. Najpiękniejszy prezent. Dziękujemy. 

Po tym utworze siedzimy jeszcze chwilkę i jest - Marsz Mendelsona. Wychodzimy. Wszyscy mają czerwone oczy od płaczu. Z pewnością było bardzo romantycznie i wzruszająco. Rzucają nam grosze na szczęście. Jeden wpada mi za dekolt.  Śmieję się. Zbieramy my i dzieciaki. Goście jadą na salę, my przyjmujemy życzenia od gości zaproszonych tylko na ślub. 

Po życzeniach Panna K i moja siostra podpinają mi tren i wsiadamy do auta. Pora ruszać na salę weselną. Orszak się nie odbył. Nie, nie martwiło i nie martwi mnie to. Nie orszak był tego dnia najważniejszy i pogoda, a ja i Pan już teraz POŚLUBIONY!


44 komentarze:

  1. I dopiero teraz odetchnęłam i wypuściłam to powietrze wstrzymywane przez cały czas czytania! :) Więcej zdjęć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, więcej zdjęć, ja juz prosiłam nawet z imprezki :D hihi
      Tylko szczęścia mozna już teraz wam życzyć i mniej nerwów ! Relaks i jeszcze raz relax !

      Usuń
    2. Podpisuję się: także czekam na większą ilość zdjęć:)

      Usuń
    3. Zdjec na razie wiecej nie mamy :( te sa od gości. Jak tylko bedzie wiecej to dodamy. Innych zdjec tez nie możemy dodawać bo sa tam twarze gości.

      Usuń
  2. Gratulacje! Oby Wasza miłość była zawsze tak wielka jak w tym cudownym dniu:)
    Zakochałam się w tych zdjęciach:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dziwię się, że wszyscy obecni na ślubie płakali, bo ja czytając tę relację się wzruszyłam :) Oj cudowny to musiał być dzień! Jeszcze raz najlepszego kochani :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż mi łzy napłynęły do oczu. Widziałam wszystko oczami wyobraźni, jakbym była na Waszym ślubie. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Kochani! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ponoć Pan Poślubiony nie zasnął, a się okazuję, że jednak tak :D
    Przepiękne zdjęcia! Czytając uśmiechałam się, ale znów pojawiły się łzy wzruszenia. Jesteście niesamowici, pozytywni i myślę, że każdy kto tu zagląda cieszy się, że wszystko poszło po Waszej myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie spotkałam się nigdy z tym, żeby w kielichu chleb pływał, szczerze mówiąc. Nam po prostu ksiądz w winie na chwilę umoczył, nic z kielicha nie piłam.

    Modlitwę wiernych wybraliście jedną z tych ślubnych, czy swoją układaliście?

    Makijaż piękny! :) Podziwiam, że dałaś radę sama się umalować. Ja sobie sama robiłam paznokcie, dobrze, że z makijażu zrezygnowałam i jednak robiła go kosmetyczka, bo bym się w życiu nie wyrobiła. :D Fryzurka też bardzo ładna.:) Strasznie nie podobają mi się ślubne fryzury w artystycznym nieładzie, a Twoja jest bardzo elegancka. :) Jestem pod wrażeniem. :) Totalnie wszystko nie w moim stylu, ale u Ciebie to tak wszystko pięknie wygląda i wszystko do siebie pasuje, nie wyobrażam sobie Ciebie inaczej. :):):)

    Czekam na kolejne części!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modlitwę wiernych sami układaliśmy :)

      Usuń
    2. Super. :D My też:) Od razu msza się taka intymniejsza robi. :)

      Usuń
  7. U nas też piję się z kielicha.. ale nie spotkałam się nigdy,żeby pływał rozmoczony chleb w kielichu.

    Relacja piękna ! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie wyglądaliście i cudownie wszystko opisane :-) Też sama będę się malować, aż boję się, czy na pewno dam radę :-) Ale te śluby stresujące, czytając Was czułam ogromne napięcie, a co dopiero gdy ja będę to wszystko przeżywać :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Deszcz na szczescie :) Pieknie wygladaliscie. Moje gratulacje i zycze Wam wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia :)
    P.S. Ja w nowej fryzurze i sukni slubnej na poczatku chodzilam sztywna jak kolek. Wiem, co to znaczy oswajanie sie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiedziałam że tego dnia wszystko Wam wyjezie idealnie. 13-stego cały czas byĺam myślami z Wami mimo że tak naprawde Was nie znam :) Wszystkiego najlepszego na tej Waszej nowej drodze życia :)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie napisana relacja :) Ale ja chcę więcej zdjęć! Musisz się pokazać w całej okazałości! Na tych fotkach nie widać za bardzo sukni ;)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowna relacja, trzyma w napięciu - proszę o więcej!!!
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego dla Was!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale sie wzruszyłam, aż łezki popłynęły. Przypomniałam sobie ślub córki i wyobraziłam sobie,że oni musieli podobnie przeżywać.
    Fotki cudne. Ślub IDEALNY. Tacy piękni!
    Kochani, niechaj Wasze życie będzie również tak piękne!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet ja się wzruszyłam, wszystkiego dobrego i szczęśliwej podróży...

    OdpowiedzUsuń
  15. Autentycznie się wzruszyłam. My jeszcze miesiąc...

    OdpowiedzUsuń
  16. I ja się wzruszyłam czytając! Nie mogę się doczekać mojego "wielkiego dnia" ;) jeśli kiedyś nastąpi ...;)))! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. No i znowu się wzruszyłam od samego czytania :) Wierzę, że było pięknie. Cudownie :*

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja rozumiem, ze wszyscy obecni tam, tamtego dnia, na zywo plakali... ale czemu ja???
    Pieknie to opisalas.
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i badzcie zawsze tak szczesliwi!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wyglądaliście ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wzruszyłam się :) Ale jakoś musiałam się ogarnąć, bo w pracy jestem, ludzie patrzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem tak jak ja :-) głupio tak łzy ocierać w miejscu pracy.
      Wzruszyłąm się Waszym opisem i Waszymi przeżyciami.
      Mój ślub za trzy tygodnie, martwię się aby się nie popłakać, bo co będzie z makijażem, skoro czytam tylko Wasz opis i już są łzy. Zupełnie jak bym przeżywała swój ślub :-)
      Czytam Was od dawna (to mój pierwszy komentarz) i bardzo Wam kibicuję.
      Nie mogę się doczekać swojego ślubu :-) i czekam na dalszą część Waszej relacji :-)
      Pozdrawiam Arla

      Usuń
  21. A tak ostrzegałaś, ze notka długa! A ja nie wiem kiedy skończyłam! Okropnie szybko.... A umieszczone zdjęcia też tylko sprawiają, że żałuję, że nie mogłam widzieć tego na żywo! :) A te zdjęcia z kroplami deszczu na samochodzie baaaaardzo mi się podobają :)

    No i co do makijażu, to trochę zazdroszczę umiejętności. Ja takowych nie posiadam, więc podziwiam. A już zrobienia tego w takim stresie? :) wow:)

    ech.. i pomyśleć, że już po wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
  22. Jaka długa??? nie mam pojęcia kiedy ta notka minęła. Można się wzruszyć czytając to... uściski :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobra, wszyscy już na pewno przeczytali, dajcie następną część!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Jej, pięknie :) słodki stół bardzo ładnie wyglądał, choć na początku szczerze powiem- nie byłam do niego całkiem przekonana. Cudownie!
    Podziwiam, że sama się pomalowałaś- ja na swój ślub na pewno tego nie zrobię, nie ma to jednak jak profesjonalistka w tych sprawach :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapraszam do siebie po wyróżnienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. hehe chyba bym umarła jak by wszyscy płakali na moim weselu :P Beczałabym z nimi :P I popieram: więcej zdjęć!!

    OdpowiedzUsuń
  27. przeczytałam całość Twojej relacji jak i Pana Narzeczonego (Męża) i jestem po prostu wzruszona! To w jaki sposób piszecie o sobie, o ślubie, o wszystkim jest godne podziwu! Jesteście dla mnie przykładem tego, że jak się chce i dba o związek, to na prawdę można wiele i mimo, że nie znam Was osobiście, to jak dla mnie jesteście godnym przykładem do naśladowania! Gratuluję Wam obojgu, życzę Wam wszystkiego co najlepsze, żebyście trwali w tej miłości, wspierali się i osiągnęli razem wszystko, czego zapragniecie!

    OdpowiedzUsuń
  28. W rezultacie ja też na końcu się rozpłakałam :'') Pięknie! Wszystkiego najlepszego na tej nowej drodze :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Z zapartym tchem czytam Wasze relacje!!:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytam to już nie wiem który raz... ah Wasz ślub musiał być przepiękny, pełen miłości! :**:)

    OdpowiedzUsuń
  31. och... zaczytałam sie po uszy. jestem na etapie własnych przygotowań i błądząc po ślubnych blogach trafiłam na Wasz. Przebrnęłam od początku, przez zienia, przygotowania, wieczór kawalerski i panieński aż tutaj. Przy tej relacji się troszkę nawet wzruszyłam:)Fajnie gdybyście jakoś podsumowali fundusze. jakies ceny, bo tak naprawde nie mam jeszcze budżetu a nie wiem jak go policzyć. Z tego co zdążyłam się zorientować mam 2 razy więcej gości a to juz co najmiej 20 tyś na salę.. może pomyślicie nad takim postem - pozdrawiam Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  32. awww wzruszylam sieee!!!
    szczescia kochani <3

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie, nie 20 gości a okolo 100. No i tradycyjnie 2 dni czyli z poprawinami. A do tego tłuczenie butelek piątkowe. Aj jaj dużo tego ;) ale z niecierpliwością czekam na wasz funduszowy post bo naprawdę nie orientuje się ile kosztuje np tort i zaproszenia

    OdpowiedzUsuń
  34. Pięknie wyglądaliście:) Pani Poślubiona wygląda obłędnie w upięciu, tak twarzowo:) Bardzo Ci pasuje taka fryzurka:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Pięknie wyglądaliście, gratuluję i życzę mnóstwa szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń