25 lipca 2013

13.07.2013 cz.3


PANI POŚLUBIONA

Po życzeniach w Kościele Panna K i moja siostra podpinają mi tren i wsiadamy do auta. Pora ruszać na salę weselną. Jeszcze przed wejściem do auta napotkaliśmy pierwszą bramę. Dzieci, a dokładnie trzech chłopców. Przygotowani - mają wstążkę. Nie ma przejazdu. Podchodzę do nich. Dostają mnóstwo słodyczy. Ruszamy.

Kolejna brama. Brat Panny K! Rozstawia ozdobiony trójkąt. Pan Poślubiony wychodzi z koszykiem pełnym wódki i cukierków. Dajemy dwie flaszki i cukierki dla synka, brata Panny K. Ruszamy. Przejeżdżamy może 2 metry.

Znowu brama! W takim tempie nigdy nie dojedziemy. Nasz znajomy. Stymuluje zepsucie auta. Dajemy flaszkę i ruszamy dalej. Przed nami jedzie brat Panny K, nagle staje i pali gumę! Cała starówka zadymiona! Szybko zamykamy okna! Szaleństwo! No nic. Ruszamy w stronę sali.

Docieramy na salę, goście już na nas czekają. Wchodzimy na górę. Za mną biegnie Panna K. Otwieramy drzwi do sali i nagle słyszymy: Wracajcie! Jak to tak bez przeniesienia przez próg! Pan Poślubiony zapomniał. Ja też. Wracamy i jestem przenoszona. Witają nas chlebem, solą i wódką.

Pora na toast. Śpiewamy Sto lat. Tłuczenie kieliszków. Mamy stłuc jak najwięcej szkła. Rzucamy do tyłu i....ja niezdara trafiam kieliszkiem na stół. Tłukę kieliszek i dodatkowo cztery talerze z makaronem. No nic. Zamiatamy skromne resztki z podłogi. Szczęścia będzie w nadmiarze tyle szkła stłukliśmy.

Pora na życzenia od gości. Trochę trwają. Pudełko na koperty naprawdę się przydało. Niestety Świadek Pana Poślubionego gdzieś zaginął i pomaga mu chłopak Panny K. Rozklejam się przy życzeniach od moich rodziców i od Panny K.

Pora na obiad. Jestem tak ściśnięta gorsetem od sukni, że nie jestem w stanie dużo zjeść. Tak lubię jeść! Spróbować jedzenia mogłam dopiero na drugi dzień u moich rodziców. Po obiedzie pora na pierwszy taniec. Pan Poślubiony patrzy na mnie niepewnie. Zaczynamy. Ja czuję się pewnie, Pan Poślubiony chyba trochę mniej. Uff już za nami. Udało się.


Zaczynamy imprezę. Wszyscy tańczą. Jest świetnie. Zespół dopisał. Działo się tyle, że nie miałam czasu siedzieć. Czas mijał jak szalony. Był udziec, tort na który notabene troszkę się spóźniłam i musiał wjeżdżać jeszcze raz na salę. Nie zdążyłam też go nawet zjeść, bo zaraz robiliśmy zdjęcia z fotografem na oddzielnej sali. Szaleństwo!

Cudownie również wyszły podziękowania dla rodziców. Prezentacja była strzałem w dziesiątkę. Znowu wszyscy płakali i śmiali się na przemian. Mamy dostały kwiaty i bomboniery, a tatom daliśmy po skrzynce z winem. Przyszła pora na oczepiny. Tu znowu miałam rzucać, tym razem welonem. Lebioda ze mnie, bo znowu mój rzut był na tyle pechowy, ze trafiłam w żyrandol i tam zawisł mój welon. Panny skakały jak szalone, aż w końcu jakimś cudem spadł.

Wybraliśmy nową Pannę Młodą i Pana Młodego. Bawili się świetnie. Po oczepinach zostałam porwana. Jest to tradycja, która pochodzi z okolic Torunia, tam skąd pochodzą moi rodzice. Na śląsku raczej nie jest znana. Polega ona na porwaniu Panny Młodej, Pan Młody po pewnym czasie orientuje się, ze jej brak na sali i rusza na poszukiwania- z orkiestrą, napitkiem i zagrychą. Gdy mnie znajdzie, a znalazł, zaczynają się negocjacje. Piją wódkę i dyskutują. Zostaję wykupiona i wracamy na salę.

Potem były jeszcze przyśpiewki i wiele wiele innych. Do tej pory nie potrafię wszystkiego ogarnąć. Zabawa skończyła się o 5 rano..o 5.30 weszliśmy do apartamentu. Weszliśmy i zaniemówiłam. Przepiękny apartament. Energia mi wróciła. Postanowiliśmy, ze otworzymy chociaż kilka prezentów i tak na rozmowach i otwieraniu przesiedzieliśmy do 7.00 i padliśmy.


10.30 pobudka. Kelnerki pukają do pokoju. Śniadanie! Ledwo żyję. Nóg nie czuję. Chodzę na piętach. Napełniamy wannę wodą i wskakujemy. Jemy owoce. Relaks. Tego mi było trzeba. Redbull i kawa. Jakoś staję na nogi. Dziękujemy Bogu, ze nie mamy poprawin. Nie wiem po co one? Zupełnie nie potrzebne. Odradzam je każdej Młodej Parze. To bezcelowe i męczące. Cieszę się, ze ich nie mieliśmy.


O 15 opuszczamy ze smutkiem apartament. Pora zabrać rzeczy i resztę jedzenia i picia z sali. Nasza przygoda się skończyła...ten dzień z pewnością pozostanie w naszych sercach na zawsze. Z chęcią powtórzylibyśmy go jeszcze raz. Wszystko wyszło idealnie. Dzień perfekcyjny.

Wiele osób pyta nas czy po ślubie jest lepiej? Jesteśmy 10 dni po ślubie. Mało czasu, ale na chwilę obecną powiem, że nie prawdą jest, ze mimo, ze ze sobą wcześniej mieszkaliśmy to nic się nie zmienia. Zmienia się. Tu chodzi o własną duchowość i psychikę. Jesteśmy szczęśliwi.

Ślub wszystko zmienia. Zmienia postrzeganie świata. Zmienia nasze podejście do drugiej połówki. Mimo, iż wcześniej też było cudownie mogę śmiało stwierdzić, ze teraz jest lepiej. Oboje cieszymy się jak małe dzieci. Dziękujemy za wasze życzenia. Nie spodziewaliśmy się, ze jest tyle życzliwych nam osób. Niestety zdjęć mamy bardzo mało, bo są to zdjęcia od naszych gości i też nie wszystkie możemy udostępnić, bo są na nich inne osoby, które niekoniecznie mogą sobie życzyć udostępnianie ich wizerunku.


Jak tylko fotograf prześle nam zdjęcia na pewno opublikujemy je dla was. Niestety nie nastąpi to szybciej niż za miesiąc. Tymczasem będziemy dalej pisać. Nasze życie się dopiero zaczyna. Jeszcze tyle przed nami. Trzymamy kciuki za inne Pary Młode. Te już po i te jeszcze przed ;)


PAN POŚLUBIONY

Kiedy już byliśmy po mszy i życzeniach pod Kościołem, wpakowaliśmy się do naszego cudnego dużego fiata i pognaliśmy w kierunku restauracji. Niestety nasza podróż nie trwała zbyt długo, gdyż już po 200 m nagle auto jadące przed nami się zatrzymuje. Wysiada z niego znajomy wyjmując z bagażnika trójkąt ostrzegawczy przystrojony wstążkami. Krzyczy, że złapał kapcia i chyba dalej nie pojedzie, bo w bagażniku nie ma zapasówki. 

Butelka załatwiła sprawę. Kolejna brama przytrafiła się już kilkanaście metrów dalej. Tym razem wtryski padły w aucie kolejnemu kumplowi, również weselna się przydała i nasmarowała niezbędne elementy w aucie. Jadąc dalej tak spalili gumę, że przez kilka minut widoczność w naszej okolicy spadła do zera. 

Po perypetiach dojeżdżamy na sale, Pani Poślubiona pewnym krokiem wchodzi do środka, gdy zrywa się w śród gości głośne wzburzenie: „Stop! A przeniesienie przez próg?” Pani Poślubiona tył zwrot, ja ją na ręce i hopsa. Nie wiem o co tyle krzyku?

Wchodzimy do środka, a tam czekają na nas z chlebem i wódką, tzn. jeden kieliszek był z wódką, a drugi z wodą. Taka tradycja, że ten komu trafi się wódka będzie rządził czy coś w tym rodzaju. Przekornie podaję Pani Poślubionej kieliszek z gęstszym płynem.

No i się zaczęło, goście ustawiają się w kupce, otrzymujemy po kieliszku szampana (koniecznie z maliną –tak sobie życzyła Pani Poślubiona), toast, rzut za siebie iii…. Słyszę brzdęk tłuczonych talerzy. Tak, Pani Narzeczona, tzn. Pani Poślubiona, rzucając za siebie kieliszkiem rozwaliła kilka nakryć dla gości. Na szczęście obsługa wszystko sprawnie posprzątała. Czas na najmilszą część: PREZENTY!

Ustawiła się kolejka darczyńców i każdy po kolei składa życzenia, podając tym samym butelczynę i kopertę. Obiecywałem sobie, że będę się starał słuchać wszystkich uważnie i zapamiętać co mówią. I jak zwykle zapamiętałem może kilku, ale to nic. Po zakończonym obdarowywaniu. Zasiadamy za stołem ażeby co nieco przekąsić i nie zemdleć podczas pierwszego tańca. Oczywiście przez stres prawie nic nie zjadłem. 



Gdy zaczęto wnosić potrawy na salę to się lekko przeraziłem, kiedy kelner do nas podszedł i zgrabnie ze szczypczykami w rękach zaproponował mięso. To co po jednym mięsie i to wszystko? Na szczęście już po chwili na stoły zaczęły wjeżdżać patery, tak że aż się stoły zaczęły uginać. O to chodziło.

Nie wiem kiedy, ale już po chwili zostaliśmy przez zespół wywołani na środek w celu wykonania popisowego, pierwszego tańca. Zestresowany byłem jak cholera, ale podobno wyszło całkiem przyzwoicie, a nawet ładnie. Ocenie jak zobaczę na nagraniu od wujka.

Po tym, wszystko wydarzyło się bardzo szybko: zabawa, pijaństwo, tańce, swawole przerywane co jakiś czas różnorakimi atrakcjami typu płonący udziec, tort, konkursy, oczepiny i inne. Jeżeli miałbym opisać wszystko to zabrakło by mi tygodnia na spisanie wszystkich wspaniałych chwil jakie przeżyliśmy na własnym weselu. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju przeżycie warte swoich pieniędzy.


Zakończyliśmy zabawę około 5 nad ranem. Z moją Żoną poczołgaliśmy się do apartamentu i tam jeszcze do 7:00 relaksowaliśmy się w wannie nie wierząc w to się wydarzyło, z niedowierzaniem spoglądając na palce u prawej ręki. To my naprawdę teraz jesteśmy małżeństwem?





Niestety już około 15:00 po zjedzeniu pysznego śniadania przyniesionego do łóżka, opuszczaliśmy nasz apartament. Drzwi się zatrzasnęły i jedną noga powróciliśmy do rzeczywistości.



Z jednego niewątpliwie się cieszyliśmy, że wesele nie było dwu dniowe – to była by totalna męczarnia i katastrofa. Nikomu nie polecam.

53 komentarze:

  1. ;) potluklas talerze ? Hehe . Kurcze tak niedawno wychodzilam za mąż a już tak wiele wspomnień mi umknelo... Wszystkiego najlepszego ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego cieszę się, ze jest ten blog i wszystko spisujemy :) Dzięki temu te wspomnienia zawsze będą świeże :) a i nasze dzieci kiedyś to przeczytają. Potłukłam talerze...miny gości bezcenne hehehe

      Usuń
    2. Nie chce byc wścibska , no ale brakuje mi tu relacji z nocy poslubnej ;) bo
      "..i tak na rozmowach i otwieraniu przesiedzieliśmy do 7.00 i padliśmy."
      jakos mnie nie przekonało;))) Ha :)

      Usuń
    3. Hehehhehe i tak duży kawałek naszej prywatności na blogu odsłaniamy, reszta która nie jest tu opisana, a wiele rzeczy i sytuacji nie jest, pozostaje tylko dla nas :) W naszym życiu tyle sie dzieje, ze nawet jak chcemy się czymś z wami podzielić to czasem nawet nie zdążymy :)

      Usuń
    4. oj wiem wiem ;) tak tylko zazartowałam ;)

      Usuń
  2. Ale jakie wspomnienia piękne pozostaną! Wspomnienia spisane na gorąco. zdjęcia... Pewne ulotne chwile uratowaliście od zapomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspomnienia macie piękne Kochani !!! ;)))))
    Akcja z tłuczeniem talerzy, dobra ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie było :) Wszystkiego najlepszego zatem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie :)
    Pani poślubiona mam pytanie! :)
    Jak zrobiła Pani te zdjęcie, które jest pierwsze w tej notce, gdzie trzymasz napis Kamila. ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie wykonał nam fotograf. Pierwsze zdjęcie i zdjęcie z napisem love są od fotografa. To jego sprawka :) Ma bardzo tanie usługi a świetny sprzęt. :) mdfotografia.pl :)

      Usuń
  6. Jeszcze raz gratulacje i wszystkiego najpiękniejszego na nowej drodze życia.
    Piękne zdjęcie, to z zimnymi ogniami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co jak co, ale śniadanie najlepsze! I zgadzam się ze słowami Pana Narzeczonego, że jest to wydarzenie w całości warte swoich pieniędzy, nie ma co żałować. Zwróciłam też uwagę na stroje zespołu, bardzo dobrze, że w jednej tonacji. Jestem strasznie ciekawa tego wspólnego tańca! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. *PANA POŚLUBIONEGO, WYBACZCIE! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhee i my się jeszcze mylimy :) zdarza mi się powiedzieć Narzeczony bądź pomylić moje nazwisko, szczególnie, że już wróciłam do pracy :)

      Usuń
  9. My tez poprawin nie mieliśmy i również nie żaluje... sama polożyłam sie po weselu o 5 rano (mieliśmy do 3 ze wzgledu na pol rocznego synka) . A jak bym miala na poprawiny leciec... koszmar :) . Ślicznie wyglądaliście :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja miałam wesele 2 dniowe i było bardzo fajnie. My po weselu położyliśmy się o około godziny 6 nad ranem, wstaliśmy przed 11. Goście zaczęli przychodzić około godziny 15.00 i siedzieliśmy do późnego wieczora. I nikt nie powiedział, że to była męczarnia czy katastrofa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepięknie! Z tymi kieliszkami i welonem naprawdę bardzo zabawne ;)Szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak tłuc, to z rozmachem :p
    Też nie mieliśmy wesela dwudniowego, nawet nie mogliśmy zrobić, ze względu na "moją nową rodzinę", ale nie żałuję.
    Widziałam, że już nazwisko zmieniłaś na facebooku :)Mi to zajęło kilka miesięcy :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwisko faktycznie zmieniłam :) Mi tez pewnie zajęłoby dłużej gdyby nie fakt, ze goście weselni wypisywali mi na facebooku ZMIEŃ NAZWISKO! :) heheh Wszystkie sprawy formalne również już prawie załatwiłam. Teraz czekam na odbiór karty NFZ, dowodu, prawka :) działam szybko, nie ma na co czekać ;)

      Usuń
  13. Jak tłuc, to z rozmachem :p
    Też nie mieliśmy wesela dwudniowego, nawet nie mogliśmy zrobić, ze względu na "moją nową rodzinę", ale nie żałuję.
    Widziałam, że już nazwisko zmieniłaś na facebooku :)Mi to zajęło kilka miesięcy :p

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że wszystko wyszło tak jak sobie wymarzyliście:) Choć po przeczytaniu relacji stwierdzam, że na bramkach można zbankrutować;) Bardzo fajne zdjęcie to na samej górze:) Sala i apartament prezentowały się świetnie. A śniadanie - mmmm:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha uśmiałam się :) Stłuczone talerze, welon na żyrandolu :) Fajna ta zabawa z poszukiwaniem Panny Młodej. Super, że wszystko się udało. Cieszę się razem z Wami.

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Poprawiny są super! :D Na weselu nie zdąży się z każdym potańczyć, ani pogadać, o zjedzeniu czegokolwiek na weselu nawet nie wspomnę:) na drugi dzień obie duże rodziny były tak zintegrowane, jakby się całe życie znali. U nas nie dość, że poprawiny to jeszcze trzeciego dnia after party się w naszym apartamencie zrobiło! :D :D ja poprawiny każdemu polecam :D chociaż fakt, trzy dni odsypiałam. :D ale co tam, ślub jest raz w życiu. :)

    Akcja z tłuczeniem talerzy i wiszącym na suficie welonem - PADŁAM :D :D :D Niezły zamach musiałaś zrobić, na miejscu Pana Poślubionego zaczęłabym się bać. :D A ten wiszący welon to chyba znak, że nad każdą panienką wizja szybkiego ślubu wisi. :)

    Fajne bramy Wam zrobili, takie pomysłowe, a ich opis Pana Poślubionego genialny :) my jechaliśmy bryczką to było tyle bram, że myślałam, że nie dojedziemy. Bryczkę jednak łatwiej dogonić, te same osoby biegły na skróty i parę ulic dalej nam znowu drogę odcinali. :D

    Ależ ja uwielbiam ślubne relacje. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam tak samo, że jak wesele to tylko z poprawinami.
      Nie byłam jeszcze na takim bez poprawin.
      Ja swoje wesele mam za dwa tyg. na 130 osób, a na poprawinach będzie około 100 osób i oczywiście także orkiestra :-)Na poprawinach nie będzie już kamery, więc bardziej luźna atmosfera.
      Wasza relacja bedzo fajna, lubie o Was czytać :-)
      wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :-)
      Anam

      Usuń
  18. U nas się kieliszki tłucze przed wejściem na sale i chyba już wiem dlaczego :p a co do poprawin to uważam jak ta z żebra' poprawiny są super. Tylko raz byłam na jednodniowym weselu i cholernie brakowało mi tego drugiego dnia. Czułam się jak bym była na zwykłej imprezie w lokalu a nie na weselu :p dlatego moje koniecznie musi być dwudniowe :p piękne wspomnienia wam zostaną:)

    OdpowiedzUsuń
  19. hmmm... relacja z powrotu do apartamentu nowożeńców ciut niespójna.
    Pani Poślubiona pisze, że między 5:30-7:00 rozmawiali i oglądali prezenty, a do wanny wskoczyli po 10:30.
    Pan Poślubiony pisze, że do 7:00 relaksowali się w wannie ;)

    czyżby byli w innych pokojach? :)

    cieszę się, że życzenia dotarły i zostały odczytane :)
    jeszcze raz - wszystkiego najlepszego na nowej, wspólnej drodze życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe widzę, ze ktoś zauważył :) w wannie byliśmy dwa razy :) rano zaraz po weselu i wtedy też po weselu otwieraliśmy prezenty i potem jak wstaliśmy też w wannie po śniadaniu wylądowaliśmy :) z pewnością więc oboje byliśmy w tym samym pokoju ;)

      Usuń
  20. heheh co do rzucania to chyba coś nas łączy - też jestem w tym kiepska :D uwielbiam tego bloga, czytam z zapartym tchem i traktuję to jako zapowiedź tego, co mnie też czeka. OBY! :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Jejku, mam ścisk w żołądku na myśl o tym, że też mnie to czeka... Dobrze, że u mnie przynajmniej bez wesela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Na pierwszym zdjęciu wyglądasz zjawiskowo. Bardziej podoba mi się ta fryzura niż sama ślubna, choć zdaje sobie sprawę, że w rozpuszczonych włosach byłoby fatalnie tańczyć i bawić się do 5:30. Niemniej wyglądasz olśniewająco w tych kręconych włosach!

      Usuń
    2. Mi też osobiście bardziej w rozpuszczonych się podobasz... ;)

      Usuń
  22. Jak można Cię znaleźć na prywatnym fb ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prywatnego fb nie podaję :) niektórym osobom udało się mnie znaleźć prawdopodobnie drogą dedukcji :)

      Usuń
  23. oj *.*
    byłam z Wami od niedawna ale czuje sie jakbym pomagała, uczestniczyła i piła na weselu!
    super!

    OdpowiedzUsuń
  24. Zdjęcie z zimnymi ogniami - rewelacja :D
    Jak tak czytam Waszą relację to coraz bardziej zaczynam się stresować, w końcu już za 9 dni nasz wielki dzień. Mam nadzieje, że będzie równie idealny jak Wasz :) Nieźle się uśmiałam czytając fragmenty o tłuczonym szkle i welonie :) Życzę Wam żebyście już zawsze byli tak szczęśliwi :)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  25. Ahhh! Świetna relacja!:) I już się nie mogę doczekać więcej zdjęć;))
    Cieszę się, że wszystko pięknie się udało! I zazdroszczę;))

    OdpowiedzUsuń
  26. Jejku, jak tak czytam to się nie mogę doczekać własnego wesela! :D
    Patrzę, że z Pani Poślubionej niezła gapa :P musiało być zabawnie :P a jak zabawnie będzie wyglądało na filmikach, haha ;D
    Cudowne zdjęcie z ogniami. Jak się uzyskuje taki efekt? :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Superancko! :D ....Ciekawe że tak to jest, mam znajomą która twierdzi że nie pamięta drogi do kościoła, że to taki stres połączony z podekscytowaniem , hehe. Ciekawe czy ja też będę tak miała ;) Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam najlepszości na tej nowej drodze:) Z niecierpliwością czekam na Wasze kolejne posty:)!

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie zgodzę się Panią, że poprawiny są niepotrzebne i męczące zwłaszcza, że ich Pani nie miała. My na poprawiny zaprosiliśmy wszystkich przyjaciół, którzy siłą rzeczy nie znaleźli się na weselu.Bawiliśmy się wszyscy świetnie i na luzie. Ponieważ czytam ten blog regularnie, powiem jako człowiek blisko dwa razy starszy od Pani, że rażą mnie wyrażane często przez Panią radykalne poglądy nie poparte żadnym doświadczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Jak możecie twierdzić, że poprawiny są męczące, skoro ich nawet nie mieliście.

      Usuń
    2. Może twierdzimy tak dlatego, że wiemy jak się czuliśmy na następny dzień i wcale nie mieliśmy ochoty na poprawiny? To są nasze subiektywne odczucia, równie dobrze mogliśmy napisać, że dzień po ślubie żałowaliśmy, że nie mieliśmy poprawin bo było nam ich brak, a było dokładnie na odwrót, dzień po ślubie stwierdziliśmy, ze dzięki Bogu, że ich nie mamy. Poza tym byłam na wielu weselach i poprawiny zawsze były dla mnie męczące. Skoro to był nasz ślub, nasz dzień to mamy prawo do pewnych odczuć. Tak jak są osoby które są za poprawinami to są też osoby które twierdzą że to zbędna impreza i wydatek. My mamy takie zdanie i nic tego nie zmieni, co nie znaczy, że kto inny musi myśleć tak jak my. :)

      Usuń
  29. Mimo, że trochę mijacie się w zeznaniach, wygląda na to, że wszystko udało się cudownie, a to najważniejsze :) Teraz przed Wami tylko piękna, małżeńska przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Podzielicie się z nami jakie prezenty ślubne dostaliście? :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Życzę Wam aby życie upływało Wam w takim luksusie, przyjemnościach, zalane lukrem miłości
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  32. Szczęścia Wam zycze i mam nadzieję, że ten dzień będziecie wspominali do końca życia jako ten najprzyjemniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dość szybko mijają mi te Wasze relacje:) Za szybko:)
    Gratuluję Wam i tak jak wcześniej pisałam życzę dla Was takiego małżeństwa jakiego Wy chcielibyście dla swoich dzieci:) Cieszcie się sobą:)

    OdpowiedzUsuń
  34. a dlaczego Państwo Młodzi muszą wypić kieliszek wódki i rzucić do za siebie i to tak, aby się stłukł

    jest to tradycja żydowska na pamiątkę zburzenia Jerozolimy

    albo nie wolno zawierać ślubu w maju zwyczaj początkiem sięga powstania styczniowego. Wtedy to na znak narodowej żałoby po przegranym powstaniu patriotyczna młodzież

    postanowiła by najpiękniejszy miesiąc w roku - maj oddać niejako w
    ofierze ojczyźnie i poległym powstańcom i nie zawierać w tym czasie
    małżeństw

    OdpowiedzUsuń
  35. Wyglądaliście pięknie!
    Czytając Wasze opisy aż się wzruszyłam i nie ma co tu mówić, jesteście- według- mnie parą idealną! : )
    A co do poprawin..
    Rzecz gustu i odczuwania takowej potrzeby. : )
    Osobiście nigdy nie byłam na weselu bez poprawin, a nawet częściej zdarzało się jeszcze, że 3 dnia "świętowaliśmy". U mnie w rodzinie zawsze jest tak: pierwszy dzień, to wiadomo, bawimy się, bawimy, ale aż nadto nie szalejemy; drugi dzień, wariacje i szaleństwa, do wyboru do koloru i jeszcze się nie spotkałam, żeby ktoś na to narzekał, a jak jest jeszcze kamerzysta, to po kilku miesiącach dopiero są salwy śmiechu przy oglądaniu co się tam wyrabiało.

    Życzę Wam wszystkiego dobrego (to nic, że jesteście prawie rok po ślubie, liczą się dobre chęci ;D) i wytrwałości, chociaż co do tego nie mam wątpliwości. : )

    OdpowiedzUsuń
  36. A jaką piosenkę na pierwszy taniec wybraliście? :)

    OdpowiedzUsuń