9 lipca 2013

Dwa wieczory, jeden kac

WIECZÓR PANIEŃSKI

Tak, tak wiem! Większość z tych, którzy niedokładnie czytają bloga, zdążyła już wypomnieć: „Przecież nie chciałaś panieńskiego!” Tak , zgadza się nie chciałam, ale pisałam też, że Panna K. się uparła i czy tego chcę czy nie panieński będzie i był. Tak jak mi obiecała, nie było na szczęście całego tego kiczu. Penisów i sztucznych welonów.

Zacznę od tego, że panieński rozpoczął się niepozornie. Kulturalnie. Zostaję uprowadzona autem przez dziewczyny (Pannę K, Pannę B, Pannę KB, Pannę KN i Pannę S – tak wiem dużo tych Panien) jedziemy. Restauracja. Myślę sobie super, ciekawa jestem co dalej. Wchodzimy, jest rezerwacja dla nas. Podoba mi się bardzo wystrój. Na początek dostaję prezenty.


Potem zamawiamy. Po lampce wina i coś sycącego i porządnego na dobry początek. Prawie wszystkie bierzemy więc placek po węgiersku. Gadamy, jemy, jest miło. Po 2 h wstajemy, dziękujemy i opuszczamy lokal. Pora na imprezę. Trafiamy na rynek. Tłok. Proponuję, żebyśmy zakupiły stosowne trunki i jako, że mieszkam 5 min od rynku udały się do mnie i tam rozpoczęły imprezowanie. Tak też zrobiłyśmy. Było super! Gadałyśmy, śpiewałyśmy i tańczyłyśmy.

Po jakimś czasie stwierdzamy, że chyba jednak pora ruszyć na miasto. Wkraczamy do jednego z bardziej słynnych klubów. Na początek dostajemy darmową watę cukrową, a na dole lody. Taki słodki imprezowy poczęstunek. Tańczymy chyba z 3 godziny. Jest świetnie. Jednak muzyka pomału zaczyna bardzo przypominać techno więc stwierdzamy ewakuację. Drugi klub. Na szczęście wszędzie jeździmy autem, bo jako, że Panna B nie pije możemy sobie na to pozwolić.

Docieramy więc do drugiego klubu. Już przed samym wejściem ogromny tłok. Udaje nam się dostać jakoś do środka, ale zaraz stamtąd wychodzimy – jest tak duszno! Nie da się wytrzymać. Co robić? Jedziemy do kolejnego klubu. Nie docieramy tam jednak, bo Panna B proponuje ciąg dalszy u niej w domu. Trafiamy więc tam. Mocno pijane, bo to już prawie 1 rano, a zaczynałyśmy o 18.00.

Punkt pierwszy w domu Panny B? Garaż. Tam jest istny raj alkoholowy. Łapiemy więc za pierwszą lepszą flachę, colę i do ogrodu. Ciemno. Piękne niebo i przed nami basen. Pijane, głupie, stwierdzamy, że to idealna noc, żeby popływać. Ciuchy w dół i już jesteśmy w wodzie. Golusieńkie jak nas natura stworzyła. Robimy gwiazdy na wodzie i patrzymy w gwiazdy na niebie.

Jest lepiej niż mogłam się spodziewać! Pijemy, gadamy i pływamy tak do 4 rano, bo potem część dziewczyn nas opuściła i zostałyśmy tylko trzy. Panna K i Panna B gadały, a ja przywitałam się z sedesem. Niestety. Nie ominęło mnie to. Za dobrze się bawiłam. Cieszcie się hejterzy. Kaca miałam niemiłosiernego. Wyzdrowiałam dopiero jakieś 2 h temu czyli o 17 w niedzielę, a imprezowałyśmy w sobotę.

Dla mnie to nic, bo jeśli ktoś by mnie spytał czy bym to powtórzyła to jestem pewna, że odpowiedziałabym tak. Istny Kac Vegas. Wszystko co napisałam jest ogólnikowe, ale zostawię też troszkę dla siebie. Nie napiszę, że walnęłam zębami o brzeg basenu, ale na szczęście nic się nie stało.

Nie napiszę jakie pierdoły gadałam po pijaku, ale było super! Zdjęcia są, ale obejrzałyśmy je tylko raz, a potem usunęłyśmy heheh ;) a tak serio to zostaną „zamknięte w sejfie” na x lat. Może kiedyś powrócę do tych chwil i sobie je obejrzę? Jedno jest pewne. Tego wieczora nie zapomnę. Epicki melanż? Teraz już wiem co te słowa znaczą, wieczór panieński epickim melanżem!

Ps. Można powiedzieć, że dostaliśmy drugi prezent ślubny. Skomentowałam na blogu ania-konrad post i jakimś cudem wygrałam. Dziękujemy za śliczny prezent! Bardzo nam przypadł do gustu :)



WIECZÓR KAWALERSKI

Sobota, godzina 19:00, dzwonek do drzwi. Do mieszkania wpada garstka znajomych. Po lufie śliwowicy i na miasto! Czy aby na pewno?  Skok do żabki po piwo, bar szybkiej  obsługi, jeszcze raz żabka i alkohol.

Miasto? –nie! Pakujemy się do auta w sześciu! I jedziemy gdzieś. Mija 10 min, autostrada… 15min, autostrada, 20 min zjazd Pyrzowice. O co chodzi? Chcą mnie wysłać do Vegas? Nie mam paszportu!

Nie… okazało się, że pierwotnie miałem lecieć samolotem z Gliwic ale ostatecznie trawa była zbyt mokra i nic z tego. Ale po jaką cholerę jechaliśmy do Pyrzowic? –nie mam pojęcia do dziś.

Wracamy, kolejne 20 min bólu, popijanego piwem ( wszystko przez wgniatający się łokieć kolegi w moje udo). Wróciliśmy. Parkowanie i gwałt na miasto. W końcu! Za cel przewodni obraliśmy sobie clubbing. Piwo, kręgle, piwo, panienki, piwo, panienki.

Zaraz czy ja napisałem panienki?

No tak się niby zarzekałem, ale wiecie co? –Jest coś wyjątkowego w słowach wieczór kawalerski i to mocno wpływa na nastrój imprezy. A tak na serio to żadne tam panienki, a po prostu skoczyliśmy do klubu nocnego, nic wielkiego, ot kilka rurek i dziewczyny tańczące. 

Powiem szczerze, że te całe „wygibasy” nie szczególnie działają na mnie seksualnie (może ze mną jest coś nie tak, a może byłem w szoku, bo to mój pierwszy raz). Bardzo fajne odczucia estetyczne –owszem, ale żeby mnie to podniecało, raczej nie. Całość zdecydowanie mnie intrygowała, ciekawiła. 

Moim głównym celem była rozmowa z dziewczynami (prawie jak ten pryszczaty prawiczek z filmu Chłopaki nie płaczą). Dziewczyny: Basia, Magda i Klaudia (ciekawe na ile to prawdziwe imiona) bardziej niż moim wzrokiem (znowu napisałem zwrokiem) atakowane były pytaniami: -od kiedy tańczysz?, gdzie się nauczyłaś?, co na to rodzina?. Naprawdę bardziej interesowało mnie to ile zarabiają i czy faktycznie tylko tańczą, aniżeli to co jeszcze można z nich za 50 zł ściągnąć.

A z tym „tylko” tańczeniem to bywało różnie, bo chłopaki podpuszczali dziewczyny pytaniami typu: a coś więcej by się dało? Jedne się tylko uśmiechały, a inne oburzały i odchodziły, by po 10 minutach zatańczyć swoją piosenkę.

Nie wiem czy wiecie, ale na play liście są utwory, które są przypisane do danych dziewczyn (przez nie wybrane i wyuczone choreograficznie) co którąś piosenkę na zmianę są puszczane i tym sposobem dziewczyny wiedzą czyja jest kolejność tańczenia.

Poza tym można też skorzystać z dodatkowych usług w nawach bocznych tzw. taniec priv. Koszt w zależności od zakresu usług 130 ~ 170 zł. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby dziewczynie postawić drinka za 60 zł! (30 zł dla barmana, a druga połowa dla dziewczyny) albo po prostu wsunąć banknocik za majteczki lub biustonosz.

Ważną informacją dla aktualnych albo przyszłych Panien Młodych jest fakt, iż jeżeli wiecie, że Wasz facet jest dość frywolny lub bardzo (jakby to ładnie nazwać?) –pobudzony na co dzień, to kategoryczny zakaz wyjścia w ten wieczór do takich miejsc! Widziałem jak niektórzy koledzy fiksują na widok kawałka pośladka. Więc zaufajcie mi, nie jest to dla wszystkich. Jak wszędzie trzeba znać umiar i wiedzieć gdzie jest granica.

Pobyt w klubie zakończył się tekstem jednej z tancerek: nie po ci…e, nie jesteś w burdelu! –to nas rozbawiło do łez! W klasztorze też się nie znaleźliśmy! Choć przyznam dziewczynie 100% racji -za to nie zapłacił!

Uskuteczniając clubbing skoczyliśmy jeszcze do pięciu klubów na tańce i swawole po to by już o 5:00 grzecznie wrócić do domu. Po mnie wróciła Pani Narzeczona do domu –stan agonalny! Pomyślałem: -musiała być niezła impreza!

32 komentarze:

  1. Hahaha Pani Narzeczona rozwaliła mnie na łopatki! :)
    Ale ten klub nocny... Nie wiem czy chciałabym, żeby M się tam wybrał ;)

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezłe. :D A tak się zarzekali, że nie, nie, my takiego imprezowania nie chcemy. :D :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że Pan Narzeczony jak na streszczenie pobytu w klubie nocnym zrobił to bardzo elegancko. Pewnie u mnie poleciałoby parę niecenzuralnych słów, a on dyplomata:) Młodzi jesteście bawcie się, tyle że po ślubie to już razem. Aczkolwiek jakiś wypad tylko w babskim/męskim gronie może wnieść trochę odmiany:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kuuurde, z tym basenem brzmi najlepiej!:D

    A Pyrzowice mnie rozwaliły :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Narzeczona - szacun! :D Taki wieczór to jest naprawdę udany wieczór!

    Pan Narzeczony - ... Szkoda, że z całego wieczoru najbardziej zapadły mu w pamięć gołe baby (widocznie koledzy nie dopisali...). ;) I te tłumaczenia... Haha! I tak wiemy swoje Panie Narzeczony! :P

    OdpowiedzUsuń
  6. czytałam Wasz wpis w telefonie i z wypiekami na twarzy przewijałam stronę ciągle w dół i w dół :)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mogę sobie wyobrazić sześciu gołych lasek w jednym basenie nocą ;D

    gratuluję prezentu, czyli okazałaś się Autorką bodajże dwusetnego komentarza na blogu Ani :)
    ale jaki trafiony prezent, widzę że spodobał się przyszłemu Panu Młodemu (powoli trzeba już tak o Was mówić).

    OdpowiedzUsuń
  8. ale przyszła Pani Młoda została zasypana prezentami, czemu przyszły Pan Młody nie pochwalił się co dostał??

    czy też wszystkie podarki zostały skonsumowane podczas wieczoru kawalerskiego?

    OdpowiedzUsuń
  9. Prezent się spodobał, cieszę się bardzo :) Teraz odpoczywajcie i czekam na Waszą relację z TEGO dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehe ale się uśmiałam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wieczór panieński jest raz nie wolno go odpuścić :P widzę że świetnie się bawiliście :P

    OdpowiedzUsuń
  12. hah! Grubo! Po opisie Pana Narzeczonego cieszę się, ze my z wieczoru panieńskiego i kawalerskiego zrezygnowaliśmy na rzecz wspólnej imprezy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wieczór Panieński taki jaki i ja chciała bym mieć :) Chociaż podoba mi się też Niemiecka tradycja gdzie Panny wraz z koleżankami ( w śmiesznych przebraniach ) chodzą po mieście (okolice Starego miasta rzecz jasna gdzie jest pełnooooo ludzi) i sprzedają całusy przyszłej Panny Młodej ;) Nie powiem, widziałam jak jedna miała wielki plik euro w ręce ;) Nie tylko całusy są też śmieszne zdjęcia oraz słodycze i małe flaszeczki alkoholów ;)
    Co do wieczoru Kawalerskiego. Wiem że to nienormalne ale ja bym nie chciała żeby mój R poszedł do takiego miejsca. Tak wiem, tylko się patrzy ale i tak nie. Ale przecież mu nie zabronię. Z opisu Pana Młodego pamiętam tylko gołe tyłki i taniec a było jeszcze coś innego na tym wieczorze ? :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Hehe gołe laski w basenie:P Mam nadzieję, że nie miałyście podglądaczy :P Ale chyba w takim stanie upojenia i tak byście ich nie zauważyli :P:P:P

    No.. a co do babeczek tańczących... to ja jednak też wolałabym by mój M. ich nie oglądał. Nie uznaję tego typu imprez. Ale on na szczęście też nie. Być może jego męska natura podpowiada mu co innego. Ale z szacunku do mnie... :) I za to bardzo go kocham.

    Wieczorów nie chcieliśmy i nie mieliśmy. :) Ale chyba dlatego, że nie lubimy być niepotrzebnie w centrum.... Że ktoś coś dla nas specjalnie... :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta część z pływaniem podobała mi się najbardziej, sama mogłabym mieć taki wieczór panieński, no może jeśli pominąć kluby, bo ich nie znoszę

    OdpowiedzUsuń
  16. Cieszę się, że się tak dobrze bawiliście :) Opis Pani Narzeczonej o basenie czytałam z gęsią skórką, dobrze, że się tam takie pijaniutkie nie potopiłyście! Chyba, że Panna B. nad Wami czuwała :) Pan Narzeczony jakże dyplomatycznie opisał pobyt w klubie nocnym, nono ja się tylko zastanawiam ile szczegółów pominął ;)

    Odpoczywajcie kochani i z niecierpliwością czekam na relację z TEGO dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Najważniejsze że się dobrze bawiliście ;) i będziecie mieć miłe wspomnienia, trochę relaksu przed tak ważnym dniem to na pewno dobra rzecz ;) Mimo, że ja też jakoś nie jaram się moim panieńskim i jestem raczej na nie to ciekawi mnie co takiego moje dziewczyny wymyśliły i mam nadzieje, że będziemy się bawić równie dobrze ;)
    Nie mogę się już doczekać Waszej relacji z Wielkiego Dnia :)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  18. Często tak jest, ze najpierw się nie ma ochoty na imprezę, a potem wychodzi zabawa najlepsza na świecie :)))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Chciałabym zobaczyć te zdjęcia ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. ufff,aż mi gorąco się zrobiło, po przeczytaniu Waszego postu ;))
    jednym słowem udany wieczór Panieński-Kawalerski ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Puścić kobity na miasto to szaleją!!!! I super! Dobrze, że zdecydowaliście się na wieczory, będzie co wspominać :)
    Co do Pana Młodego, nie ma takiej opcji, żeby mojego ktokolwiek zaciągnął do klubu z gołymi paniami :P Nie podobała by mi się taka impreza...

    OdpowiedzUsuń
  22. no to niezłe te wieczory mieliście ;) jak zwykle super relacja!

    OdpowiedzUsuń
  23. Też chcę taki panieński!:D

    OdpowiedzUsuń
  24. genialny opis obu wieczorów! =D
    uśmiałam się z zębów i basenu!

    OdpowiedzUsuń
  25. no to się pobawiliście:-) Udany kawalerski ale chyba jeszcze bardziej udany panieński. Basen z nocy z dużą ilością alkoholu :-) Teraz już tylko razem:-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Się działo...
    Sądzę, że scenariusz do nowego filmu macie gotowy" On i Ona"
    Grunt to dobra zabawa.
    Pozdrawiam ps:
    na kaca , poprawiny - grunt to do niego nie dopuszczać :)
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  27. ostatnie trzy dni :)
    aż mi się na wspominki zebrało :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Chyba trochę inaczej wyobrażałam sobie Wasz wieczór panieński i kawalerski:) Wydaje mi się czy pozostało tylko 3, a w sumie 2 dni do tego wielkiego dnia?:)

    OdpowiedzUsuń
  29. O, to wieczory były pełne wrażeń, szczególnie część z basenem;>
    Ślub za pasem, trzymam kciuki by wszystko do tego czasu przebiegało po Waszej myśli i sprawnie:)

    OdpowiedzUsuń
  30. i bardzo dobrze ze dałas sie namowic na wieczor panienski. Raz sie ZYJE ! :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Panieńskiego zazdroszczę!!!!! ...a wydawało mi się, że mój był szalony!!!!!!
    Panieński cudowny i urzekło mnie w nim to, że DZIEWCZYNY DO SZCZĘŚCIA NIE POTRZEBOWAŁY ŻADNYCH FACETÓW, ŚWIETNIE BAWIŁY SIĘ W SWOIM GRONIE...a fececi...jak zwykle wyszło na to, że nie potraficią się bawić bez kobiet... I KTO SIĘ UMIE LEPIEJ BAWIĆ??? :)
    KOBIETY GÓRĄ!!! :D

    OdpowiedzUsuń