3 lipca 2013

Wątpliwości


PANI NARZECZONA

Jako, że ciekawość ludzka nie ma granic i kilka osób dociekliwie pytało nas odnośnie wątpliwości przed ślubem, postanowiliśmy stworzyć wyczerpujący post. Nie dziwię się, że bardzo interesuje was nasza sfera duchowa, bo przygotowania wiadomo rzecz pracochłonna, ale jak to jest ze stresem związanym z przysięgą małżeńską?

Obiecałam sobie, że ten blog będzie 100% odzwierciedleniem związku i postrzegania świata przez dwie osoby odmiennej płci. Nie miało być cukierkowo i pięknie. Nie miało być serduszek i kwiatuszków. Miało być szczerze i myślę, że do tej pory na każdy temat wypowiadaliśmy się szczerze. Niestety przeglądając bloga można stwierdzić śmiało, ze jest trochę serduszkowo.

Nie jest to jednak nasza wina. Staramy się pisać bloga, jednocześnie zachowując troszkę prywatności. Uciekamy więc od tematu seksu czy kłótni, bo są to pewne tabu. Po co was dołować i pisać, że Pan Narzeczony mnie wkurzył, bo poodkurzałam, a on znowu zostawił na dywanie pełno cićków jak się ubierał. Kłócimy się, czasem kłócimy się tak, że mnie chyba słyszy połowa bloku, bo głównie ja jestem tą osobą bardziej głośną i wszystko bardziej wyrażającą.

Tylko, ze nie ma sensu pisać o takich kłótniach, bo raz, że zdarzają się rzadko, a dwa, że godzimy się maksimum 2 godziny po takiej aferze. W ciągu dnia zdarza nam się posprzeczać. Zdarza mi się być zimną suką dla Pana Narzeczonego i nie jestem z tego dumna i pracuję nad tym, ale myślę, ze każda z nas ma czasem taki dzień, ze z kijem nie podchodź.

Dlaczego o tym piszę? Bo mamy pisać o wątpliwościach. Czy mamy wątpliwości przed ślubem? Czy Pan Narzeczony jest tą osobą z którą chcę spędzić całe życie? Czy wiem jaka to odpowiedzialność?

Jeśli miałabym odpowiedzieć na te pytania, to zacznę od pierwszego. Wątpliwości miewam, dlatego pisałam o kłótniach, bo właśnie tylko wtedy się pojawiają, czyli w chwilach słabości, wkurzenia i myślę, że nie do końca rozsądnego patrzenia, bo wtedy świat przysyłania nam złość na tę drugą osobę.

Uważam więc, ze wątpliwości tak naprawdę nie mam, bo jeśli usiądę tak na spokojnie i przemyślę, to wychodzi mi na to, że nie ma innego człowieka i nigdy nie będzie, którego chciałabym widzieć na miejscu Pana Narzeczonego. Pan Narzeczony ma swoje wady, co nie oznacza, ze inny delikwent, by nie miał. Pan Narzeczony ma wady, które znam i co najważniejsze on je zna i nad nimi pracuje, tak jak ja nad swoimi. Odpowiedziałam tu chyba jednocześnie na pytanie: Czy Pan Narzeczony jest osobą z którą chcę spędzić całe życie. Jest. Nie widzę innej opcji.

Czy wiem jaka to odpowiedzialność? Wiem. Wzorem dla mnie jest małżeństwo moich rodziców. Dorastałam przy nich, obserwując ich związek, widziałam wszystkie wzloty i upadki i mimo, że byłam mała doskonale je rozumiałam i bardzo mnie kształtowały. Odpowiedzialność jest ogromna, ale chcę ją przyjąć i nie boje się jej. Moją dewizą na nasze wspólne małżeństwo są słowa, które widzicie powyżej w słynnym demotywatorze i tego będę się trzymać, a wy trzymajcie kciuki.

Małżeństwo to wyzwanie, ale pomyślcie sobie, jakie piękne? Myślę, że jestem na nie gotowa i po prawie 8 latach związku chcę, to wyzwanie podjąć. Nie będę więcej już się rozpisywać, bo całość zacznie wydawać wam się patetyczna, ale ja naprawdę się cieszę, choć wyobrazić sobie siebie z Panem Narzeczonym przed ołtarzem nie potrafię. Bajka, coś nierealnego, a to już tak blisko!


Zostało 10 dni!

Ach, tak! Jest już was setka! Dziękujemy :) każde obserwowanie, klik lubię to, jest dla nas wielką radochą!



PAN NARZECZONY

Wątpliwości dochodzą nas chyba zawsze i dotyczą prawie każdej kwestii naszego życia. Wszędzie tam, gdzie dokonujemy wyborów pojawiają się one, mącąc tym samym nam mocno w głowie. Oczywiście ja również miałem wątpliwości, kiedy stawiałem sobie pytanie: -czy to aby na pewno ta? Niejednokrotnie myślałem: a może ona tylko udaje? –może jest kimś zupełnie innym aniżeli tym za kogo się podaje. 

Tak naprawdę jesteśmy sobie zupełnie obcymi ludźmi i po dłuższym zastanowieniu staje się to przerażające. Jaka jest nasza przeszłość? No niby znamy się od 8 lat. Dużo czy mało? Przez osiem lat pokochaliśmy się tak, że mamy wrażenie, że jesteśmy ze sobą od zawsze, że nie było życia przed tym kiedy się nie znaliśmy. 

Pisząc te zdania nie mam wątpliwości żadnych. Kiedy się jednak pokłócimy zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno dobrze robię?  Ci wszyscy dookoła ludzie mówiący: - nie żeń się! Albo: żeń się, dlaczego masz mieć lepiej niż my (mówią już żonaci) O co tu chodzi? Ktoś mi wytłumaczy?

Jasne zdaję sobie sprawę, że po ślubie wiele się może zmienić, ale dlaczego na gorsze? Czemu wszyscy dookoła mówią, że to jest błąd? Żeby było śmieszniej spodziewał bym się takiej postawy po ludziach prostych, ale w 90% przypadków jest tak, że inteligentni i wykształceni ludzie stawiają tezy o zgubie w małżeństwie.

Podobno małżeństwo to pierwszy krok do rozwodu.

41 komentarzy:

  1. Ja przed ślubem nie miałam wątpliwości. Mnie wątpliwości naszły zaraz po przysiędze :p Jest taki mały moment, gdy już po wszystkim młodzi małżonkowie siadają, a w tym czasie jest śpiewana pieśń. I właśnie wtedy naszły mnie wątpliwości - rychło w czas :p "Czy to ten mężczyzna, czy będę go kochać do końca? Czy teraz klamka zapadła? Teraz nawet nie mogę się odwrócić za innym mężczyzną? Czy ja z nim wytrzymam tyle lat? Czy ja w ogóle dobrze zrobiłam?" Ten stan umysłu trwał do niedzieli wieczora, patrzyłam się na mojego świeżo upieczonego męża i nie wiedziałam kim on jest? Szok! 1,5 roku przygotowań , pewność, a tu nagle takie coś.
    A dziś? Czasem jak się pokłócimy, myślę sobie "Nie wytrzymam z nim, wezmę rozwód" Ale po kilku minutach, wszystko wraca do normy. I choćby za to wierzę, że nam się uda :) Wam również :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to tak jak pani narzeczona;D
    bez kija nie podchodź ;P

    Jak zawsze ostatnie zdanie pana narzeczonego mnie rozwaliło ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio małżeństwo po 10 latach i około 8 latach chodzenia, czyli ludzie którzy są ze sobą jakieś 18 lat, stwierdzili, Że oni nie mogą powiedzieć, że po ślubie jest gorzej, że oni nie rozumieją tego szumu, że po ślubie coś się zmienia. Owszem zmieniło się, wiadomo jest inaczej, ale nie gorzej, a nawet lepiej - to są ich słowa i ja się tego trzymam :) A wyszły te ich zwierzenia z tego, że śmialiśmy się, że za rok po ślubie tylko kapcie i tak od słowa do słowa nam to powiedzieli. Ja też jestem tego samego zdania, ale jak wypraktykuje to potwierdzę ;). tak samą jest w związku my mamy w tym roku 7 rocznice, oczywiste jest to, że na początku było zupełnie inaczej niż jest teraz, ale oczywiście nie gorzej a właśnie INACZEJ!
    Mi się wydaje, że wszystko zależy od ludzi :)

    Czytam was od bardzo dawno i z utęsknieniem czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice są ze sobą 23 lata - małżeństwo i 3 lata jako para...również twierdzą, ze małżeństwo jest wspaniałe i nie musieli mi tego mówić bo po nich to widać :)

      Ps. Posty staramy się dodawać jak najczęściej, ale jako, ze piszemy je we dwójkę wszystko trwa dwa razy dłużej! :)

      Usuń
    2. Moi są 40 lat po ślubie, chciałabym doczekać takiej rocznicy :) mam ma swoje muchy w nosie, ale mimo wszystko są wzorem do naśladowania... :)

      Usuń
  4. Czekałam na ten post:) Bardzo się cieszę, że powstał, bo do tej pory sporo było o wizualnych czy materialnych przygotowaniach i całej tej otoczce. Teraz mogłam przeczytać o tym co w Was w środku siedzi:) Może nie napisaliście nic nowego, ale ważne jest, że macie pewność i z uśmiechem na twarzy czekacie na ten dzień:) Nie mogę uwierzyć, że pozostało tylko 10 dni! Pamiętam jak dziś dzień kiedy weszłam tutaj pierwszy raz i te kilka miesięcy wydawało się być wiecznością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEhehe ja również nie mogę uwierzyć, że zostało 10 dni :) dziś jadę odebrać suknię :) fakt jeszcze niedawno było kilka miesięcy :) a tu już 10 dni...wszystko jak na razie idzie w miarę dobrze. Modlę się tylko o pogodę, bo chce żeby orszak miał miejsce, bo jeśli będzie deszcz to nici!

      Usuń
    2. No ostatnio pogoda ma różne zawirowania:) Wierzyć trzeba, że będzie ładnie, bo wiadomo, że przy dobrej pogodzie wszystko inne samo się układa i idzie po naszej myśli:) Chociaż jestem pewna, przy każdej pogodzie będziecie szczęśliwi i zadowoleni:) Już wyobrażam sobie te 10 dni z suknią ślubną w szafie i tę chęć jej założenia natychmiast:)

      Usuń
  5. Moje wątpliwości dotyczyły ogólnie małżeństwa, nie konkretnie mojego narzeczonego. Niestety za przykład szcześliwego i sznującego się małżeństwa moich rodziców nie mam. Całe swoje życie widziałam jak można się męczyć w małżeństwie, i jak facet którego się kochało i który mówił "kocham cie" zmienił się, i słowami stacza cie na samo dno, brak szacunku dla swojej żony i dzieci. Bałam się, naprawde się bałam kiedy Grześ się spytał "zostaniesz moją żoną kochanie?" cieszyłam się a zarazem byłam przerażona. Ale teraz jak ktoś się mnie spyta czy mam wątpliwości co do ślubu, odpowiem nie! Tak bardzo kocham narzeczonego, tak bardzo mnie uszczęśliwia, wierze w niego, wierze że nam się uda! I nie mogę się już doczekać ślubu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moi rodzice są ze sobą 45 lat małżeństwem. Choć bywa w ich relacji różnie, to są razem po dziś dzień i bardzo się kochają, a nawet więcej potrafią to sobie okazać, mimo ich wieku.

    Rozmawiałam kiedyś z moim mężem o tym czy miał przed ślubem jakieś wątpliwości. Szczerze mi odpowiedział, że absolutnie żadnych. Ja podobnie jak On, nie miałam i nie mam po dziś dzień, mimo że bywa tak że mam go serdecznie dość. Po chwili złość mija i to co złe odchodzi w niepamięć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zanim ogłosiliśmy że zaczynamy przygotowania do ślubu słyszeliśmy, "no to kiedy ten ślub", "już tyle ze sobą jesteście, już by się przydało" "już wypada" A teraz kiedy już data ślubu ustalona słyszymy " chłopie po co ci to", "teraz to dopiero będziesz mieć przesrane" Ja od swojej teściowej słysze " Przemyśl to jeszcze, jak ty z nim wytrzymasz" Nie wiem po co takie gadanie!! Koleżanka która miała takie "wątpliwości" przed ślubem, i już rozmawiala z rodzicami że ona jednak nie chce (a było 3miesiące przed ślubem), że ona jest za młoda, że to jej pierwszy chłopak i nie wie jakby jej było z innym, rozmawiała z teściami że po co się śpieszyć, jej narzeczony był zrozpaczony! ile on wtedy przeszedł... A po jakis chyba dwóch tygodniach znowu zmieniła zdanie i jednak ślubu chce! I własnie ona ostatnio pisała do mnie czy nie mam wątpliwości, czy dobrze to przemyślałam itp szok!...:) Pozdrawiam buźka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak racja, przed ślubem pytali "kiedy?" a jak już jesteśmy narzeczeństwem to Pan Narzeczony słyszy "coś Ty chłopie zrobił!" może to czasem jest jako żart powiedziane, ale kiedy słyszysz ciągle "nie rób tego" itp. to już Ci się rzygać chce od takiego gadania i wcale Cie to nie bawi!

      Usuń
    2. Tak mi się wydaje że większość tych tekstów jest powiedziane w żartach tylko że nie wiem kogo to śmieszy! A usłyszeć to od teściowej to już jest gruba przesada!:)

      Usuń
    3. Oooo mamo, u nas to samo było!! Jak mnie to wnerwiało!! Nawet na kawalerskim mojemu truli, co on robi.:/ A najgorsze jest to, że to się nie skończy, bo spokoją się ze ślubem, to o dziecko zaczną pytać.

      Usuń
    4. dokładnie! jestem pewna że tak będzie! i nigdy nie dadzą spokoju...:)

      Usuń
  8. A ja powiedzmy, że przed ślubem zastanawiałam się czy damy rade czy podołamy. Bo charaktery mamy zupełnie odmienne. I choć byliśmy wspaniałymi przyjaciółmi, przez pewien czas broniłam się przed byciem z Nim w związku... :) W końcu uczucie wygrało z zimnym kalkulowaniem. Przepracowałam jego wady i zgodziłam się na nie :))
    A po ślubie WSZYSTKO odeszło! Jak już kiedyś u Was pisałam. Wierzymy, że przysięga jest na ZAWSZE. Teraz on jest mój, a ja jego. Teraz musimy pokochać swoje wady i wplatać je w nasze małżeństwo. Teraz nie ma we mnie myśli: "ja z nim chyba nie wytrzymam". Bo wiem, że muszę chcieć wytrzymać. :)

    Pomijam oczywiście patologię w małżeństwach. Bo gdyby bił, krzywdził... Ale uważam, że nie dałoby się tego przed ślubem nie zauważyć.

    Wiem, że z każdej kłótni pogodzimy się prędzej czy później. Bo nas to śmierć rozdzieli i oby jak najpóźniej!!!! :) I chciałam napisać, że wspaniałe to uczucie:) Takiej pewności :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę tej pewności, ja to taki chwiejny człowiek jestem, brak mi zdecydowania i skutkiem tego jest kocia łapa od wielu lat. Zostawiam sobie otwarte drzwi, chociaż nigdy z nich nie skorzystałam:) Wam życzę wiele szczęścia i czekam na relacji z wesela:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama nie wiem co napisać:-) U mnie były wątpliwości , są i będą , dziwne prawda?Lecz nadal jesteśmy razem. Jednak to nie są wątpliwości co do mojego M tylko bardziej do samego związku. Wychodzę z założenia , jak każdy chyba,że idealnych związków nie ma. Chociaż słyszę nie raz jesteśmy bardzo szczęśliwi , w ogóle się nie kłócimy itd, w 100% zgodni , czy to możliwe? Życzę Wam szczęścia :-*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wątpliwości to chyba rzecz normalna ;) ...chyba niczego w życiu nie możemy być pewni, ale najważniejsze jest to co czujemy :)
    Też nie mogę pojąc dlaczego wielu ludzi mówi, że po ślubie jest tak źle, to po co się w ogóle na to decydują. My już jesteśmy po cywilnym i nic się dla nas nie zmieniło, czekamy teraz na kościelny, który jest dla nas bardzo ważnym wydarzeniem i jeżeli coś się po nim zmieni to chyba tylko tyle że możemy być jeszcze bardziej szczęśliwi :)
    Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja z kolei mam młodych rodziców, są ze sobą dopiero 25 lat po ślubie, ale jednocześnie są dla mnie wzorem... jednakże największym wzorem do naśladowania byli moi dziadkowie... przeżyli wspólnie 61 lat. Każda kolejna rocznica, po 50 latach małżeństwa była dla nas ogromną radością... Dzidziu do ostatnich dni czuwał przy babci, dogadzał jej, znosił jej humory, czasem i wyrzuty, złe traktowanie... byłam pełna podziwu dla niego, jak mocno kochał babcie. Dziś już niestety został sam. Babcia zmarła 30 kwietnia, a ja ilekroć na niego patrzę, widzę oczy przepełnione smutku i tęsknoty... To dopiero była wielka miłość...

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba już tak każdy ma, że największe wątpliwości dosięgają nas w czasie kłótni, ale na szczęście nie ma to jak szybka zgoda :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem Wam, że sama nie wiem jakie miałabym przemyślenia jakbym była tak bliska tego najważniejszego dnia... Najważniejsze jednak to słuchać swojego serca, a nie rad "wiedzących lepiej" i skupienie się na tych wszystkich wspólnych chwilach, które były piękne, bo kłótnie zawsze będą, potrzebne są do oczyszczenia sytuacji :) Nie znam Was przecież, ale z Waszych słów płynie taka pewność uczuć, że nie mam wątpliwości, że po ślubie będzie tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  15. 100% racji!
    ja w przypadku kłótni z moim lubym też mam wątpliwości "czy to ON". ale tylko wteyd, gdy jestem bardzo zła. a jak myślę o tym spokojnie to wiem, że lepiej mieć nie moge!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się :) Mam tak samo :)

      Usuń
  16. wątpliwości się zdarzają, bo w sumie świadomość spędzenia reszty życia u jednego, TEGO SAMEGO boku, może ciut przerażać.

    ale w sumie, na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie innego pana przy moim boku.

    to tak jak pisałam na swoim blogu chwilę po ślubie - jako panna kochałam wielu, jako żona kocham tylko jednego.

    a demotywator piękny <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Też słyszałam często że "drugi raz bym się nie ożenił/nie wyszła za mąż" i to mówią ludzie którzy na co dzień są szczęśliwym małżeństwem. Czym to jest spowodowane? A no na pewno właśnie odpowiedzialnością. Jak się jest razem bez ślubu można po kłótni iść w cholerę, zakończyć znajomość. W małżeństwie już tak łatwo nie ma. Ja jeszcze nawet się do ślubu nie przygotowuję ale właśnie podczas kłótni też mam wątpliwości czy to TEN. Chyba każdy tak ma, ale jak już pisałam kiedyś u kogoś, nie jest sztuką być razem jak jest cukierkowo i wspaniale, sztuką jest wracać kiedy jest do dupy i wg mnie to jest większy "wyznacznik" miłości, niż kwiaty każdego dnia i żadnej sprzeczki przez x lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja od drugiej strony patrzę.:P Dla mnie kwiaty każdego dnia i żadnej sprzeczki przez x lat, to oznaka tego, że ludzie wypracowali sobie sposób na załatwienie różnic zdań pokojowo. Wracanie kiedy jest do dupy oczywiście jest najważniejsze, ale dla mnie równie ważne jest dbanie o związek dzień po dniu tak, żeby cały czas było dobrze, właśnie żeby był ten cukier, kwiaty i normalna rozmowa, a nie podejście, że żremy się jak psy, ale nadal ze sobą jesteśmy, a wyznacznikiem wielkości naszej miłości jest to, że jeszcze nie doszło do morderstwa. ;)
      Oczywiście nie mówię o takim braku kłótni, że jedno się na wszystko zgadza non stop, dla świętego spokoju, żeby do konfliktu interesów nie dopuścić, albo że się nie kłócą, bo ze sobą nie rozmawiają. O taką pokojową konstruktywną rozmowę mi chodzi.

      Usuń
  18. Istotne jest to, że macie świadomość tych wątpliwości i oboje wiecie tyle o sobie wzajemnie.
    Ja życzę Wam nieskończonych lat szczęscia! i mogłabym tak pisac pod każdym postem. Jesteście rewelacyjni

    OdpowiedzUsuń
  19. Pan Narzeczony trafił w sedno - wątpliwości są zawsze, przy ważnych i nieważnych rzeczach i sytuacjach :)

    Co do Pani Narzeczonej - ja drę się czasami tak głośno, że domyślam się, że moi sąsiedzi czasami mnie nienawidzą :D Ale trudno, trzeba przywołać faceta do porządku!

    OdpowiedzUsuń
  20. "Staramy się pisać bloga, jednocześnie zachowując troszkę prywatności. Uciekamy więc od tematu seksu czy kłótni, bo są to pewne tabu.Po co was dołować i pisać, że Pan Narzeczony mnie wkurzył, bo poodkurzałam, a on znowu zostawił na dywanie pełno cićków jak się ubierał." --- do mojej mizerii pijesz???? :D :D

    Ja wątpliwości nie miałam nigdy żadnych. Jak mnie czymś drażnił, to też nie miałam wątpliwości. Wiedziałam, że dobrze robię, nie wyobrażałam sobie nikogo innego, chciałam tylko i jego i koniec. Nie bałam się żadnej odpowiedzialności. Bardziej mnie martwiło jak damy radę z takimi przyziemnymi rzeczami, z pracą, mieszkaniem itd. Bo jak braliśmy ślub nie mieliśmy kompletnie NIC poza Pismem Świętym, żelazkiem i patelnią.;) Ale wątpliwości co do osoby, czy co do ślubu? Nigdy.

    Nie wiem skąd takie głupie gadanie, że po ślubie się zmienia na gorszę. Ja bym nigdy w życiu do czasu przed ślubem nie wróciła! Teraz to my dopiero czujemy, że żyjemy! Głupim gadaniem nie ma co się przejmować. Jak ktoś jojczy, że mu gorzej po ślubie, to niech zepnie dupę i zrobi tak, żeby im było fajniej, bo małżeństwo będzie takie, jakie sami sobie stworzymy, nic się samo nie zrobi. Żadna klątwa na człowieka z założeniem obrączki nie spada.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kochani wrócę do tego wątku po powrocie. Chciałabym coś sensownego napisać, ale jakoś wakacje huczą mi w głowie. W każdym razie na ślub zdążę!
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  22. W związku najważniejsza jest świezość. Taka wisienka na torcie- nie pozwólcie jej zjeśc rutynie pozdrawiam
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  23. Mi się wydaje, że wątpliwości są normalne. Lepiej się sobie zastanowić, pomyśleć, zadać sobie pytanie- czy to na pewno ten/ta? Bez sensu byłoby na ślepo się pchać przed ołtarz, marnować życie sobie i komuś. Wątpliwości nie są złe, pomagają podjąć decyzję, rozważyć wszystko i dodać pewności, że to na pewno to. Ja też czasami się zastanawiam- co jeżeli to nie to, jeżeli to nie mamy być my? Ale zaraz przypominają mi się wszystkie chwile, w których byłam szczęśliwa dzięki niemu, przypominam sobie dlaczego Go kocham i myślę: sami tworzymy naszą przyszłość, nasze życie, jak oboje zadbamy o nasz związek, a później małżeństwo, to nie ma opcji, żeby było źle :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Chyba każdy z nas czasem miewa wątpliwości... Zazwyczaj podczas, czy zaraz po kłótni lub w samotności, gdy brakuje nam tej drugiej osoby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy mnie brakuje mojego M, to właśnie wtedy myślę, jaki on jest cudowny i że to ten jedyny :)

      Usuń
  25. Ja miewałam wątpliwości rok temu, kiedy byliśmy jeszcze na etapie randek (oczywiście w kłótniach). Teraz już ich nie mam. Przeraża mnie przyszłość, ale przerażała zawsze - "czy sobie dam radę w życiu? czy dobrze wychowam dzieci? czy kiedykolwiek będzie mnie stać na M4?", tyle że przy Włóczykiju mam uczucie, że tak, że wszystko będzie dobrze, że wspólnie pokonamy wszelkie trudności.

    Przeczytałam te wszystkie komentarze i nie mogę się nadziwić, że prawie wszyscy z Was mają doświadczenie z odradzaniem ślubu! Nas to nie spotkało! Nie napiszę nigdy, bo raz czy dwa, zaraz po zaręczynach jakiś kumpel zażartował, ale to się więcej nie powtórzyło!

    Nawet moja mama, która wszystkich moich chłopaków nie znosiła "dla zasady", przy Włóczykiju stała się jakaś spokojniejsza, milsza dla mnie, ani razu nie poddała w wątpliwość tego czy dobrze robię. Dla mnie to największy znak.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiecie co fajnie się czyta Waszego bloga z normalnym, ludzkim podejściem do związku. Mam już dość wszędobylskich zdrad, flirtów i "nie żeń się" :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo sympatyczny demotywator (a raczej motywator) - daje do myślenia:)

    OdpowiedzUsuń