12 sierpnia 2013

Być z Tobą.

Ostatnio fotograf przesłał nam zdjęcia. Niby zwykłe zdjęcia z najważniejszego dnia w życiu. Zwykłe i niezwykłe. Czekając wtedy jeszcze na Pana Narzeczonego. Siedziałam w oknie. Panienka z okienka. Ostatnie poprawki. Emocje, napięcie, podekscytowanie. Niby zwykłe zdjęcia, a skłoniły mnie do refleksji. 


Dziś mija równo miesiąc od ślubu. Jesteśmy miesiąc małżeństwem i kochamy się tak mocno, ze nasza miłość wydaje się być nierozerwalna. Nierozerwalna? To czemu co weekend Pan Poślubiony opuszcza mnie na kolejne 5 dni? Nie duchowo, bo tez kocha mocno, ale fizycznie. 

Pamiętacie jak pisaliśmy o delegacji Pana wtedy jeszcze Narzeczonego? Delegacja się przedłużyła i tak jak wtedy przed ślubem czekałam na Pana Poślubionego, odstrojona, gotowa i zwarta, tak czekam i teraz. Zostało jeszcze kilka miesięcy, a i on i ja jesteśmy wykończeni. 


Ile można jeździć? Czemu nie da się sobą nacieszyć na zapas? Tęsknota jest jak głód. Zawsze będzie. Człowiek głody chodzi czasem zły, czasem zrozpaczony, że nie ma co do garnka włożyć. Człowiek stęskniony chodzi ciągle zrozpaczony. Tak, tak, nie każdy nasz post musi być śmieszny, zabawny, cukierkowy, bo życie nie tylko z takich chwil się składa. 

Dopada nas też rutyna. Praca, dom, praca, dom, weekend. Tak, żyjemy od weekendu do weekendu, a i tak nam mało. Czemu ludzie mieszkając ze sobą nie doceniają tego co mają? Ile bym dała, żeby móc przywitać Pana Poślubionego po pracy całusem. Postawić mu obiad, spytać jak minął dzień i w końcu zasnąć razem przytuleni w łóżku. Niby zwykłe rzeczy, ale czasem nie zdajemy sobie sprawy jak ważne. 


Tęsknota. Jeszcze 2,5 miesiąca. Bliżej niż dalej. Co jak się przedłuży? Nie chcę nawet myśleć. Nie ma takiej opcji. Człowiek żyje dla pracy, a tak być nie powinno. Czasem łatwo powiedzieć. Co dalej? Jak nie praca to co? Kto jest na tyle odważny, żeby wszystko rzucić i żyć? Pełnią życia. Tak jak się chce. Nie znam takiej osoby. Gdybym, żyła jak chce to uciekłabym z Panem Poślubionym, rodzicami i siostrą na jakąś rajską wyspę. Czy to jednak nie jest samolubne? Jest i w tym chyba tkwi problem.


Jak na razie codziennie towarzyszy mi jedna myśl: Być z Tobą, być z Tobą, być z Tobą. Codziennie, jeść razem śniadania, obiady, kolacje. Zasypiać w Twoich ramionach. Słyszeć Twój śmiech, patrzeć w oczy, poczuć ciepło Twoich ramion. Tymczasem pozostaje mi czekać. Na kolejny weekend, który znowu ucieknie nam między palcami. 

30 komentarzy:

  1. Kochana wiem, że przetrwacie, a potem będzie tak jak sobie wymarzyliście :***
    Ps. Wyglądasz bajecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to wiem...tyle, że to czekanie jest wykańczające. Człowiek całe życie na coś czeka.

      Usuń
  2. Oj znam to, bo my z K. też kiedyś żyliśmy od weekendu do weekendu, gdy K. pracował w Krakowie. Ja się do takiego związku na odległość nie nadaję :( Strasznie przeżywałam rozłąki, dla mnie istotne są właśnie te małe chwile, jak wspólne śniadanie czy obejrzenie wieczorem serialu.
    Musicie przetrwać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Poradzicie sobie! ;-)
    Kto inny jak nie Wy? ;P


    Pięknie wyglądałaś a zdjęcia pierwsza klasa! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, jak ja Ciebie rozumiem, my przez kilka lat w związku na odległość byliśmy. Beznadziejna sprawa... Ale jeszcze tylko pół miesiąca! Dacie radę! Jedyna dobra rzecz to właśnie to, że człowiek zaczyna doceniać tę codzienność i świętuje te małe rzeczy. I uczy się komunikować w warunkach ekstremalnych, bo przez telefon, czy gg to wielu rzeczy nie widać i łatwiej o nieporozumienie. A na razie trzeba brać pełnymi garściami z tych weekendów. Szybko zleci! :*

    No właśnie, szybko zleci... To już miesiąc temu było??? :O kurczę, dopiero co Wam odliczaliśmy! nam rok stuknął... Nie ogarniam tego tempa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa i pół miesiąca miało być, zjadło mi :p

      Usuń
  5. Przepięknie napisałaś.
    To już miesiąc?? Ale szybko minęło.
    Kolejny raz powtórzę - wyglądałaś prześlicznie!

    www.mojezycie-przedslubem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem dobrze, jak to jest żyć od weekendu do weekendu, chociaż są to już nieco zatarte wspomnienia z poprzedniego związku.
    Teraz, przez te 3 wspólne lata z L. było kilka dni, które spędziliśmy osobno. Zamieszkaliśmy razem, żeby nie musieć żyć w dwóch miejscach na raz, a od września być może zaczniemy żyć tak jak Wy. Na razie jeszcze nic nie jest pewne, ale sama myśl mnie paraliżuje. Teraz jestem bez L. przez dwie doby i nie potrafię sobie znaleźć miejsca, a co dopiero kiedy nie będzie go przez 5 dni w tygodniu albo rozłąka potrwa 12 dni?

    Mam nadzieję, że te 2,5 miesiąca miną Wam tak szybko, jak miesiąc od ślubu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja może wyjdę na nieczułą, ale nie roztkliwiałabym się tak bardzo.
    Każdy z nas podejmuje wybory i wie, że za wszystko poniekąd musi zapłacić cenę.
    Mogę tylko domyśleć się, że twój mąż wybrał taką, a nie inną pracę ze względu na zarobki.
    Może nie macie siebie 5 dni w tygodniu, ale macie za to inne rzeczy.
    I te inne rzeczy zawsze warto docenić...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. zdjęcia są przepiękne :)
    trzymaj się Pani Poślubiona... mój mąż, choć pracuje w naszym mieście, to w robocie spędza po 12-14 godzin dziennie, i tak przez 5-6 dni w tygodniu... więc też sama jadam posiłki, bo co Małżonek zje o godzinie 22? Tyle, że razem zasypiamy, ale czasem też mam dość :(

    najbardziej boli myśl, że Mąż spędza więcej czasu ze współpracownikami niż z własną żoną :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż się zasmuciłam czytając Twój wpis. Wiem co czujesz, bo też miałam do czynienia z rozłąką, z tym, że w naszym przypadku nieco dłuższą i nie od weekendu do weekendu, a co miesiąc.

    Życzę Wam, aby czas razem spędzony wlókł się niemiłosiernie, a ten osobno - pędził najszybciej jak się tylko da, byście znów mogli cieszyć się sobą :*

    OdpowiedzUsuń
  10. dacie rade kochani, ja to wiem i Wy to wiecie!
    pięknie wyglądałaś...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chyba jestem też jakaś nieczuła ale jak R. był za granicą to tylko przez pierwsze 3 dni przeżyłam szok, prawdziwy szok. Później już było ok, nawet jak przyjeżdżał raz w miesiącu i odjeżdżał to już tego tak nie przeżywałam. Jasne że nie wyobrażałam sobie ani przez chwilę że tak mogłoby być na stałe, jasne że tęskniłam ale ta tęsknota nie wpływa na nas negatywnie (tylko raz było kiepsko), ja bardziej żyłam powrotami niż jego nieobecnością :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój Boże! To już miesiąc. Ale ten czas goni!
    Nie dajcie się rutynie! Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekanie jest straszne, ja czekałam ponad 3 lata i bywało, że nie widzieliśmy się cztery miesiące... Trzeba jednak wierzyć, że to sytuacja przejściowa, a później będziecie się rozkoszować wspólnymi dniami i nocami :)
    Powodzenia i dużo sił :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie martw się szybko zleci ... pomyśl jak miło będziecie się witać :)). A zdjęcia są przepiękne.:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj mamy podobnie jesteśmy po 4 latach związku bez ślubu, dzieci, zaręczyn dopadł nas kryzys z tego samego powodu... z braku laku, czasu, z zmęczenia sytuacją bez wyjścia. Czuję się jak w klatce zamknięta bez wyjścia... Dziś jesteśmy po długiej ciężkiej rozmowie pełnej łez, małych wątpliwości i pytań w którym momencie skręciliśmy nie tam gdzie trzeba było, ratujemy to co mamy trzymaj za nas kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  16. Współczuję Wam. Potrafię sobie wyobrazić co czujesz, bo też to przerabialiśmy przez pół roku. Wytrzymaliśmy, bo tak było trzeba. Chociaż szkoda, że tak po ślubie macie. Ale widzę, że się kochacie, więc to jeszcze bardziej umocni Wasz związek :) Życzę Wam wytrwania i cieszenia się z każdej chwili spędzonej razem w weekend. My je wykorzystywaliśmy na maksa :) Najsmutniejsza była niedziela wieczór, ale czas do piątku też w miarę szybko leciał. Jak ma się codzienne obowiązki to czas leci bardzo szybko. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Strasznie szybko to minęło... Miesiąc;) Kochana, szybko wytrwacie ten czas rozłąki i będzie tylko lepiej;);*

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekanie pobudza apetyt ... Napawaj się nim, głęboko oddychaj..Przed Wami całe życie ..
    Ps..
    Przyjdą kolejne oczekiwania...
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja kolezanka zyje juz tak od kilku lat. Z mezem widuja sie w weekendy i niestety tego czasu jest za malo.
    Mam nadzieje, ze u Was jest to przejsciowe i jeszcze nacieszycie sie soba :)
    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przepiękne zdjęcia, bardzo subtelne :)
    U nas najdłuższą przerwą w ciągu niecałych 6 lat były 3 tygodnie rozłąki i ciężko je zniosłam, podczas ostatniego tygodnia płakłam w poduszkę i na widok par, nawet tych kłócących się ze sobą ;)
    Te 2,5 miesiąca szybko wam zleci, zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej Kamila!
    Tak to juz w zyciu bywa ze nie mozna miec wszystkiego coby sie chcialo...
    Choc z drugiej strony pytasz retorycznie w swym poscie powyzej ..."kto jest na tyle odwazny, by rzucic to wszystko i zyc pelnia zycia " hmmmm no i sama przyznajesz ze nie znasz takich ludzi.
    A ja z mym poslubionym wlasnie rzucilismy wszystko-doslownie wszystko i od grudnia tamtego roku zyjemy pelnia zycia tak jak chcemy.takze na rajskich wyspach.od 9 miesiecy jestesmy w spontanicznej podrozy po swiecie i wreszczie mamy czas dla siebie, oraz siebie wzajemnie na wylacznosc.niedawno celebrowalismy nasza 2 rocznice slubu-w magicznej scenerii i zapierajacej dech w piersiach okolicznosciach przyrody...
    Czy zalujemy porzuconych prac,wynajmowanego mieszkanka i wiecznie rozrywanego czasu-? Ani troche. To czego doswiadczamy na codzien jest niesamowite i warte wyrzeczen (choc moze to nie jest najwlasciwsze slowo...). Wiem, ze kiedys bajka ta dobiegnie konca i trzeba nam bedzie powrocic do rzeczywistosci gdzie bedziemy musieli zaczynac wszystko od poczatku tzn.znalezc prace, wynajac jakis kat do mieszkania, placic rachunki za smieci i prad ale wiesz ta swiadomosc mnie wcale nie przeraza...wcale a wcale. Bo wiem ze wroce mocniejsza, bardziej zdeterminowana, pewna siebie i nie bojaca sie podejmowac decyzji. Ale na razie jeszcze o tym nie mysle i az chce spiewac-chwilo trwaj!
    Pozdrawiam z tropikow
    PnP

    OdpowiedzUsuń
  22. Aaaa i jeszcze cos- wcale nie uwazam sie za samolubna osobe dlatego ze postanowilam rzucic wszystko co mialam dotychczas...
    Odwazna,krestywna czy majaca pomysl na to jak przezyc swoje zycie osobe -tak...moze nawet ciu szalona ale na pewno nie samolubna!
    Mam do tego niesamowite szczescie i ogromna przyjemnosc isc przez zycie z Mezczyzna mojego zycia ktory w pelni podziela moje pomysly i razem realizujemy swoje marzenia...
    Bo wiekszosc ludzi to tylko potrafi gadac o tym jakby to chcieli podrozowac a jak przychodzi zamienic slowa w czyny to juz wymiekaja...nie mowie ze wszyscy ale zdecydowana wiekszosc
    Aaaaa i na ten wyjazd odkladalismy dobre kilka lat, nikt nas nie zasponsorowal ani nie wygralismy w lotka. To nasza decyzja i nasze finanse- wspominam tylko po to by uprzedzic ewentualne pytania


    Pozdrawism raz jeszcze. I zycze Ci/Wam byscie umieli zyc swoim zyciem. Tak jak chcecie i jak pragniecie. Bo chciec to moc :)

    Ps.podczytuje bloga od jakiegos czasu i dopiero teraz sie zdecydowalam skomentowac.
    Zdjecia slubne na pewno piekne i wyjstkowe. Gratulacje dla Was Panstwo Mlodzi i wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia
    Pozdrawiam
    PnP

    OdpowiedzUsuń
  23. Jesteście na starcie, wiele przed Wami. Może ta rozłąka to taki mały sprawdzian dla Was? To w jaki sposób przeżyjecie ten czas zależy w dużej mierze od Waszych charakterów. Spokojnym osobom łatwiej przychodzi życie na odległość niż porywczym i żywiołowym. Dlatego pracujcie nad sobą i cieszcie się tym co macie, choćby to były nawet weekendy:) Pozdrawiam i życzę wytrwałości:) Poza tym czekam na resztę zdjęć, bo piękne:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie dziwę się, bo dla mnie okres studiów i spotkania w weekendy jedynie były ciężkie do zniesienia. Nie lubiłam też nigdy delegacji męża, na szczęście już nie musi w nie jeździć. Dużo wytrwałości życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, znam ten ból, bo mój Mąż, kiedy jeszcze nie był moim Mężem i zaraz po ślubie mieszkał (niby niedaleko) 80 km ode mnie i mieliśmy dla siebie czas przeważnie w weekendy. Na szczęście teraz mieszkamy już razem, czasem to wygodniejsze, czasem mniej wygodne, ale na pewno bardzo miłe i daje poczucie stabilizacji. Najważniejsze żeby być razem!!! 2,5 miesiąca szybko minie. To tylko kilka weekendów z całego, długiego życia :)
    A co do pracy, też tak właśnie myślę, że tak nie powinno być i tak bardzo chciałabym się wyrwać i żyć pełnią życia!!! Może jeszcze mi się uda, na razie nie brakuje mi marzeń, ale odwagi, by uciec od tego wszystkiego, co nam świat narzuca...

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj, znam ten ból, bo mój Mąż, kiedy jeszcze nie był moim Mężem i zaraz po ślubie mieszkał (niby niedaleko) 80 km ode mnie i mieliśmy dla siebie czas przeważnie w weekendy. Na szczęście teraz mieszkamy już razem, czasem to wygodniejsze, czasem mniej wygodne, ale na pewno bardzo miłe i daje poczucie stabilizacji. Najważniejsze żeby być razem!!! 2,5 miesiąca szybko minie. To tylko kilka weekendów z całego, długiego życia :)
    A co do pracy, też tak właśnie myślę, że tak nie powinno być i tak bardzo chciałabym się wyrwać i żyć pełnią życia!!! Może jeszcze mi się uda, na razie nie brakuje mi marzeń, ale odwagi, by uciec od tego wszystkiego, co nam świat narzuca...

    OdpowiedzUsuń
  27. wychodzezamaz.pl6 września 2013 20:52

    Jakoś dopiero teraz trafiłam na ten post. Mój mąż też w delegacji, 300 km ode mnie. Mam tego dosyć! Przyjeżdża w niedzielę koło 14:30 we wtorek koło 10 wyrusza w podróż powrotną. Poniedziałki spędzam w pracy - mało się widzimy. Ile to potrwa - Bóg raczy wiedzieć. Całe życie? Oby nie! Lubi swoją pracę, bardzo wąska specjalizacja. Ech... o parach, małżeństwach na odległość książkę można by napisać.

    OdpowiedzUsuń