24 września 2013

Art Sushi Gliwice


Pisaliśmy już jak bardzo lubimy sushi, pisaliśmy też, że naszą ulubioną i najlepszą według nas restauracją w Gliwicach serwującą tego typu dania jest Art Sushi. Ku naszemu zdziwieniu jakiś miesiąc temu zostaliśmy zaproszeni przez Manager właśnie tej restauracji Panią Annę Pawelak na kolację. Jako, że jeść uwielbiamy, taka wyprawa wydała nam się niezwykle ekscytująca, pomimo iż właśnie w tej restauracji mieliliśmy okazję być już kilka razy.

Wieczór, godzina 19.00 na horyzoncie już widać restaurację. Z zewnątrz wygląda niepozornie, jednak już po przekroczeniu ogródka widać, że w sam wygląd restauracji włożono dużo pracy i serca. Co ciekawe znajduje się ona w budynku „Stary hufiec” miejscu, w którym od zawsze coś się działo, gdzie swoje miejsce miała m.in. Składnica Harcerska i Związek Bojowników o Wolność i Demokrację.


PANI POŚLUBIONA: Wygląd restauracji jest więc nowoczesny, ale z nutką historii w tle. Wchodzimy, Pani Ania od razu nas rozpoznaje i wita uśmiechem, wskazuje stolik. Zdejmujemy kurtki, siadamy. Na początek zostaje nam zaproponowana opcja „zdajemy się na szefa kuchni”, co bardzo nam przypadło do gustu. Poznajemy Pana Fabiana Stube i jego pomocnika Pana Patryka Kozła. Oboje uśmiechnięci, ludzie z pasją.





PAN POŚLUBIONY: Co ciekawe restauracja ta jako jedyna w Gliwicach robi sushi praktycznie na oczach klienta. Daje to pewność, że składniki z których robione jest sushi są świeże. Poza tym fajnie, jest podejść do miejsca, gdzie robione jest nasze danie i po prostu porozmawiać. Dzięki temu dowiadujemy się kilku ciekawych kwestii, m.in. tego iż Pan Fabian gotowania uczył się przez 4 lata od dwóch Koreańczyków. Pierwsze dwa lata stricte kuchni koreańskiej, a dopiero po 2 latach zasłużył sobie na to, aby nauczyli go sztuki robienia sushi.

Fabian Stube - Szef kuchni
Patryk Kozioł
PANI POŚLUBIONA: Przyświadczyło nas to w tym, że osobą, która przygotowuje sushi w tej restauracji nie jest ktoś przypadkowy, a ktoś kto nie tylko kocha to co robi ,ale i doskonale mu to wychodzi. Zresztą to jak je robi odzwierciedla smak. Wracamy więc do stolika. Pan Poślubiony domawia jeszcze na przystawkę pierożki gyoza. Co ciekawe zanim dostaniemy jakąkolwiek przystawkę czy danie, do stolika praktycznie po 5 minutach trafia miseczka z sałatką. Tak było za każdym razem, gdy odwiedziliśmy Art Sushi.





PANI POŚLUBIONA: Z reguły mam tak, że do restauracji trafiam głodna jak wilk i czekanie na danie strasznie mi się dłuży, dzięki takiemu poczęstunkowi jestem wstanie i zaspokoić wilczy apatyt i nie dłuży mi się czekanie. Według mnie taki mały poczęstunek w różnej postaci, niekoniecznie sałatki, powinien być na porządku dziennym w każdej porządnej restauracji. Niestety w większości tego nie uświadczymy.

PAN POŚLUBIONY: Tak jak napisała Pani Poślubiona na przystawkę podano nam pierożki gyoza z sosem. Same pierożki w środku miały nadzienie mięsno - warzywne i pomimo, iż widać było, że smażone były w głębokim tłuszczu nie były ciężkie, natomiast sos podany do pierożków był rzadki i dość ostry co podkreśliło ich smak. Mi bardzo przypadły do gustu.



PANI POŚLUBIONA: Ach zapomniałam! Przed podaniem przystawek zostaliśmy poczęstowani białym portugalskim winem Aveleda. Ja próbowałam jako pierwsza i co mnie w nim zaskoczyło, to to, ze jest to wino lekko musujące o niezwykle orzeźwiającym smaku, lekkie, idealne na lato. Wino to bardzo przypadło mi do gustu i muszę stwierdzić, że naprawdę pasowało do dań jakie zostały nam podane.



PAN POŚLUBIONY: Pani Poślubiona wokoło powtarzała jakie to pyszne wino. Myślę, że po wypiciu prawie całej butelki była lekko pijana.


PANI POŚLUBIONA: Nie prawna, nie byłam!!! Wracając jednak do tematu, następnie na naszym stole została podana sałatka kimchi sarada. To było zaskoczenie. Kiszona kapusta z marchewką na ostro. Bardzo ostro. Pani Ania wyjaśniła nam, że kapusta kisi się przez kilka dni. Smak bardzo nietypowy. Pierwsze wrażenie? O nie, nie zjem tego! Jednak w miarę próbowania stwierdzam, że danie warte grzechu. Nietypowe z pewnością i warte spróbowania, choćby dla samych doznań smakowych. W życiu nie jadłam kapusty kiszonej w takim wydaniu.




PAN POŚLUBIONY: Tak, na drugi ogień poszła sałatka z kiszonej kapusty i marchewki na ostro. Jakież było moje zdziwienie, że to nie tylko Polacy lubują się w kiszonkach. Pani Poślubiona była zachwycona, jak dla mnie taka sałatka jest dobra na 2,3 kęsy w większej ilości już nie.




PAN POŚLUBIONY: W końcu jednak na nasz stół trafiło to na co najbardziej czekaliśmy: sushi. Dostaliśmy zestaw MAKI SET jednak nasz był troszkę zmodyfikowany przez Pana Fabiana. Właśnie na nim mogliśmy znaleźć słynne rainbow roll, czyli jak nazwa wskazuje sushi z którego w tęczę układają się kawałki ryby takiej jak tuńczyk, łosoś czy ryba maślana i krewetki. Co tu dużo mówić, doskonały smak.








PAN POŚLUBIONY: Poza tym na półmisku znaleźliśmy taką ciekawostkę jak tatar maki czyli sushi smażone w cieście z tatarem z łososia lub tuńczyka, ogórkiem i porem w środku . Naprawdę pyszne. Innym przysmakiem był midnight sun roll – czyli sushi z łososiem, awokado, ogórkiem, serkiem philadelphia w środku, zawinięte w opiekanego łososia i polane sosem chili z imbirem.




PAN POŚLUBIONY: Ogółem muszę stwierdzić, że to co mi się podoba właśnie w tej restauracji, to to iż w przypadku sushi każda rolka ma inny wyrazisty smak. Niestety w innych restauracjach często zdarza się tak, iż smaki zlewają się w jedno i smakują podobnie pomimo, że do oczyszczenia naszych kubków smakowych używamy w tym celu imbiru. Według mnie Art Sushi jest więc restauracją do której warto się wybrać, nie tylko ze względu na doznania smakowe ale i atmosferę jaka tam panuje.




PANI POŚLUBIONA: Zgadzam się, zresztą w miarę siedzenia i rozgaszczania się w tej restauracji, udało mi się uchwycić kilka dań, które w tym czasie „wychodziły” z kuchni. Podane pięknie, nie wątpię też że smak mógłby być inny niż to jak wyglądały. Żałuję tylko, ze nie możecie poczuć zapachu jaki unosił się znad półmisków, gdy robiłam zdjęcia.







Jednym z naszych ulubionych miejsc w tej restauracji jest oddzielna salka dla większej liczby gości. Jest to o tyle fajne miejsce, iż zapewnia intymność i spokój oddzielając tym samym nas i naszych gości od reszty sali. My z Panem Poślubionym pozwoliliśmy tam sobie na kilka szaleństw i postanowiliśmy się rozgościć ;)




Podsumowując tak jak napisaliśmy w księdze gości: od nas Art Sushi się nie opędzi! Ja polecam tą restaurację zarówno dla osób które niejednokrotnie pisały nam „Fu! Sushi surowa ryba! W życiu tego nie zjem!” po to, iż wiem ze tam na pewno nie zrażą się smakiem, a wręcz przeciwnie. Jedyne co może zrazić to ceny. Tak, są dość wysokie jak na sushi, ale cóż trzeba się liczyć z tym, ze za jakość i świeżość się płaci i nie można oczekiwać, że pyszny american roll dostaniemy za 10 czy 15 zł.





PAN POŚLUBIONY: Dokładnie, na dobry obiad we dwoje musimy przeznaczyć tam więc około 200 zł choć dla mnie przy takiej jakości to wcale nie jest dużo. Aby potwierdzić naszą jakże długą i chyba wyczerpującą opinię na temat tego lokalu wystarczy zerknąć na portale typu gastronauci.pl i myślę że nasz słowa będą w 100% potwierdzone.

Jest jeszcze kilka restauracji w Gliwicach, które mogę policzyć na palcach jednej ręki i które mogą poszczycić się taka jakością dań. Kto wie, może w przyszłych postach dane nam będzie zrecenzować dla was jeszcze jakąś wyprawę do jednej z tych restauracji z Gliwic? Myśleliśmy nawet z Panią Poślubioną, aby recenzować wam restauracje z całej Polski! W końcu w innych miastach też są miejsca, które nas zaskoczyły smakiem!

Jakieś propozycje na kolejne wyprawy?


PANI POŚLUBIONA: Zapomniałeś powiedzieć o tym, że wzięliśmy jeszcze jedną rolkę na wynos dla mojej siostry i klimat Art Sushi tak bardzo nam się udzielił, że nie mogliśmy opędzić się od pałeczek nawet w domu! ;)








Tak, zgadza się Art Sushi wprowadziło nas w szampański nastrój i dostaliśmy tak zwanej głupawki ;) Co tu się dużo dziwić? Przez żołądek do serca, a my kochamy takie dobre jedzenie!

41 komentarzy:

  1. Fajnie, że zaczynacie na blogu "zarabiać"! :) Chciałabym kiedyś spróbować takiego jedzenia, niestety 200zł to 1/5 mojej wypłaty netto, więc będę sobie mogła chyba w przyszłym życiu na takie luksusy pozwolić. Co nie zmienia faktu, że ślinka mi poleciała jak oglądałam zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mimo wszystko bym się nie skusiła. Za nic w świecie nie przełknęłabym sushi. Nie lubię ryb pod żadną postacią niemalże, a już o surowych nawet nie wspominając :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybieram się do Art Sushi i wybieram i dotrzeć nie mogę. Zaliczyliśmy już pozostałe susharnie w Gliwicach i jestem ciekawa jak na ich tle wypadnie Art ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wcześniej pisaliśmy, że Art Sushi jest najlepsze! Również byliśmy w innych "Suszarniach" (zresztą pisaliśmy m.in. o wyprawie do Papaya) i inne bledną na tle Art Sushi :) Naprawdę warto :)

      Usuń
    2. Już postanowione - rocznicowa kolacja w przyszłym miesiącu, o ile nie uda nam się wcześniej ;)

      Wiesz, przez pewien czas pracowaliśmy z L. w jednej firmie i czasem robiłam mu kanapki, przynosiłam do biurka i nasi wspaniali koledzy pytali się o catering ;) Na uczelni wykradanie moich naleśników lub ciasteczek to też standard ;) Ale nie wiem czy L. będzie chciał mnie komuś oddać :p

      Usuń
    3. Heheheh ja bym takiej kuchareczki jak Ty z rąk nie wypuściła ;)

      Ps. Nam również zbliża się rocznica - 8 lat! Ciekawa jestem co wymyśli Pan Poślubiony :) Art Sushi by mi pasowało! :D

      Usuń
    4. Jeszcze nie wiem :D jak zwykle nie mam pomysłu...

      Usuń
  4. nie lubie sushi.. ale reszta dań powoduje kapanie u mnie śliny *.*
    też uważam, że restauracje powinny podawać coś do przekąszenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. a takie pytanko, kto wam robił zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia robiliśmy sami, tylko ostatnie dwa robiła moja siostra.

      Usuń
    2. po co jej na wynos, skoro była tam z wami ?

      Usuń
    3. Ostatnie zdjęcia były robione już w domu. Moja siostra nie była z nami w Art Sushi :)

      Usuń
  6. Uwielbiam sushi , kocham wręcz i jak tylko mam okazję to jem:-) Prawda jest tez taka,że rybki musza być świeże bo inaczej jest dramat :-) Wyglądacie uroczo <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy bym sie przekonała... mimo wszystko surowa ryba to surowa ryba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sushi Najlepsze na Świecie!! :) mogłabym jeść to codziennie :)
    Godne polecenia i Świeżutkie: )
    Szef Kuchni to na prawdę odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu... widać ze robi to z pasja acjii wkłada w to serce :)
    więcej takich restauracji
    a dla nie lubiących Sushi polecam kuchnie ciepła, i zapewne znajdziecie tam coś dla Siebie!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia! Jedzonko wygląda pysznie i to robienie sushi na oczach klienta... niesamowicie kuszące! : )

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam owoce morza... i ryby w każdym wydaniu ...
    Powinnam Cię ostrzec, może raczej uświadomić - podobno owoce morza przyczyniają się do zwiększenia płodności ....
    W gruncie rzeczy wyglądacie na gotowych, więc nie widzę powodu do zmartwienia - haha

    :)
    Narobiliście mi apetytu
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post! Super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No coz... z zalem musze przyznac: nie przepadam...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  13. 230 zeta za surową rybę??!!! Nieważne, jak dobra by ona była w życiu bym tyle nie zapłaciła...
    Anyway- i tak ryb prawie nie jadam, a surowe są u mnie "spalone na starcie",więc....;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym zjeść kiedyś sushi, właśnie takie z prawdziwego zdarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój apetyt został wyostrzony do granic możliwości. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Raj dla oka i podniebienia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam sushi ale jednak ze swoim M. raczej się na ten przysmak nie wybiorę, pomimo moich gorących zachęceń nie przypadł mu do gustu, a szkoda. Podziwiam też Pana Poślubionego za aktywność na blogu, bo mężczyźni rzadko udzielają się w tej sferze chyba, że po prostu nie trafiam na ich blogi...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ceny kosmiczne. W Piasecznie (pod Warszawą) w Sushi Sushi ceny są przystępne i też wszystko robione jest na oczach gości.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wygląda pysznie ale ceny naprawdę wysokie

    OdpowiedzUsuń
  20. No faktycznie oczy mi wyszły z orbit na widok tych cen. Ale za przyjemność trzeba płacić prawda:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam Sushi ale w moim mieście nie ma ani jednej przyzwoitej knajpy...

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak to się stało że zostaliście zaproszeni? Wszystko wygląda świetnie, szkoda że nie lubię ;( Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Widać, że jesteście zwolennikami takiego jedzenia, ja niestety wręcz przeciwnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Fabianie, mam przyjemność pracować z Twoją Teściową, wiem kim jesteś, chciałem Ci tylko pogratulować tego co w życiu już osiągnąłeś i życzyć dużo sukcesów w przyszłości. Teściowa Cię zachwala w niebiosa, wygląda na to, że jesteś wspaniałym, kochającym swoją rodzinę, człowiekiem, oby tak dalej. Pozdrowienia z Poznania.

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam takie klimatyczne miejsca!:))

    OdpowiedzUsuń
  26. Sushi jest gitaśne , nie raz jadłam potrawy wykonane przez pana Fabiana zwalały z nóg . Polecam naprawdę .

    OdpowiedzUsuń
  27. Sushi- nie wiem czy się kiedykolwiek zdecyduje żeby wypróbować;) oj i tak ceny zabojcze. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mmmm, smakowicie to wszystko wygląda ;) Nigdy nie jadłam sushi :P

    OdpowiedzUsuń
  29. Wooow! Dziękuję za miłe słowa i taki komplement! Sexy mama... ;) Pierwszy raz ktoś mi tak 'powiedział'.

    OdpowiedzUsuń