19 września 2013

Remont

 
PANI POŚLUBIONA
Czy ja w poprzednim poście mówiłam, że Pan Poślubiony nie chce pisać notek? Chyba go ktoś zaczarował...tego samego dnia dzwoni do mnie z informacją, że musimy koniecznie dalej pisać, bo on za wami tęskni, więc piszemy.  
 
Zacznę od tego, że nienawidzę remontów! Kurz remontowy się lepi! Do wszystkiego! Włosów, ubrań, twarzy, ciała! Niestety ostatnio spotkał nas ten zaszczyt, gdyż Wspólnota Mieszkaniowa zdecydowała się na remont centralnego ogrzewania, no i jest – remont! Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny, gdy dowiedziałam się, ze w ścianach które malowaliśmy i gładziliśmy dwa lata temu będą kuć! We wszystkich pomieszczeniach.

Nie powiem, są też dobre strony remontu, w sumie wszystkie remonty mają na celu coś poprawić, ale czemu w tym wypadku nawet nie mieliśmy wiele do gadania? W każdym pokoju kucie do muru! Brrrr...hałas i kurz. Już nie mówię o stratach jakie ponieśliśmy. Od nowa kupuj farbę i naprawiaj to co oni poniszczyli.

Pamiętam jak jeszcze rok temu cieszyliśmy się na myśl o remoncie i to było na początku. W miarę jak remont się przedłużał miałam dosyć. Pewnie, miło jest potem usiąść i popatrzeć na nowe panele, nowy kolor na ścianach, ale ja najchętniej spojrzałabym na niego w momencie, gdy nie mam przed oczami foli, taśmy, farby, klejów, szpachli, bleee.

 
Swego czasu Pan Poślubiony dużo pracował przy remontach i to był jego chleb powszedni. Nie powiem zna się na tym, ale ja dostaję białej gorączki jak widzę remontowe wiadro, szpachlę, wiertarkę! Najchętniej zamknęłabym się wtedy w jednym z pokoi i poczekała, aż wszystko dobieganie końca.

Kiedyś, jak mieszkałam jeszcze u rodziców nie rozumiałam o co im chodzi, ze ciągle latają z mopem. Nie mają nic lepszego do roboty? Teraz to chyba we mnie wpoili i sama denerwuję się, jak kurz osiada mi na przedmiotach, a podczas każdego remontu jest tego mnóstwo! Wiem, marudzę, ale ja naprawdę tego nie lubię.
 
Lubię mieć ładne mieszkanie, lubię urządzać, ale w remoncie najbardziej podoba mi się efekt końcowy. Idealny remont trwałby dla mnie więc jeden, góra dwa dni, nie byłoby w nim kurzu, a ja nawet nie odczułabym, że się odbył, a jedynie podziwiała jego efekty hehehe Niemożliwe, ale czy takie remontowanie nie byłoby bardziej wygodne? ;) 

PAN POŚLUBIONY
Remont dla większości kojarzy się z bałaganem, brudem i niepotrzebnym zamieszaniem. Ja mam podobne pierwsze skojarzenia, aczkolwiek bardzo lubię majsterkować. Uwielbiam przerabiać szafki, montować nowe elementy wystroju. Przyjemność sprawiają mi takie działania, które dają szybko widoczny efekt, np malowanie, montaż nowego oświetlenia, składanie mebli.
 
Pozostałe czynności takie jak gipsowanie czy szlifowanie irytują mnie niezmiernie. Syf i pył mnie dobija. Podsumowując tego typu roboty najchętniej bym komuś zlecił. Wkurza mnie jeszcze jedna rzecz; jak mieszka się w miejscu remontu. Czujesz się brudnym przez cały ten okres, trzeba uważać na wszystko: aby nie wybrudzić i porysować podłóg, sprzątać każdego dnia i aby dało się jakkolwiek żyć. Jednymi słowy, remont -tak, ale nie w miejscu w którym się mieszka.
 
Tak się złożyło, że przymusowo w tym miesiącu przytrafiła nam się wymiana centralnego ogrzewania w mieszkaniu. Na wstępie muszę zaznaczyć, że niecałe 2 lata temu wyremontowaliśmy całe mieszkanie, chowając wszelkie rury pod zabudową. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba. Żeby tego było mało wykonawca robót informuje nas, że wszystkie rurki zostaną położone nadtynkowo, czyli po wierzchu! 

 
Moje pierwsze skojarzenie, PRL powrócił! Oczywiści z miejsca zaznaczamy, że takie rozwiązanie nas nie satysfakcjonuje i zrobimy wszystko łącznie z zerwaniem umowy jeżeli nasze oczekiwania nie zostaną zaspokojone. Oczywiście nie obyło się bez spięć i burzliwych rozmów, aczkolwiek w końcu przystano na nasze żądania. 
 
Nie rozumiem jak można być tak opornym i działać wbrew woli w pewnym sensie swych zleceniodawców. To jest kuriozum. Muszę powiedzieć, że demokracja pod pewnymi względami jest masakrycznym ustrojem, bo zawsze znajdzie się jakiś idiota, palant, dupek rodem wyjęty z lat 80, któremu byle co się podoba pomimo, że wygląda jak gówno w lesie.
 
Niszcząc tym samym całą presje jaką wywiera się na firmie kogucik. W ten oto sposób rzeczowy partacz w spokoju kontynuuje swe misterne działania w przeświadczeniu, że mu wszystko wolno. Demokracja powinna być dostępna tylko dla ludzi inteligentnych cała resztę pod bat.
 
Ale wylewam swój jad zamiast pisać rzeczowo na temat.
 
Z Panią Poślubioną od dłuższego czasu skłaniamy się ku temu, aby zamienić nasze mieszkanko na coś większego, czyli małe gotowe do zamieszkania na duże do remontu. Cała perspektywa mnie bardzo cieszy, planowanie nowych kątów jest bardzo przyjemne. Najwięcej radości oczywiście sprawia sypialnia, oboje przywiązujemy bardzo dużą wagę do tego miejsca. Mam nadzieję, że z wiosną będziemy pisać i streszczać nasze postępy w remoncie. Czas pokaże.
 
Miło było po dłuższym czasie absencji coś napisać, myślę że powróci to do moich zajęć.

26 komentarzy:

  1. Oooo znam to w tamtym roku rodzice remontowali całą chatę, pył był wszędzie...brrryyy. Teraz z moim R. czekamy na odbiór naszego em i pewnie też czeka nas remont...póki co się ciesze, bo inaczej dłubie się w ścianach gdy wiesz że to twoje;)( choć pewnie jeszcze zdąży mi to zbrzydnąć ;])

    OdpowiedzUsuń
  2. i znowu smutni, a idźcie wy w diabli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIEuśmiechnięci :) ale i tak Was uwielbiam :PPP

      Usuń
    2. OK kolejne zdjęcie z uśmiechem!!! OBIECUJE! ;) Choć Pana Poślubionego trudno zmusić do uśmiechu do zdjęć! Uważa, ze źle wygląda jak sie uśmiecha, według mnie to bzdura!

      Usuń
    3. Mój Ślubny też zawsze taki poważny wychodzi a fotkach :)

      Usuń
  3. wiem coś o tym, remonty śnią mi się już po nocach..

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba jeszcze gorsze od remontu są przeprowadzki :-)
    Kochani może wrzucicie jakiś post, jak spędzacie swój wspólny wolny czas?:-*
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. oj nie zazdroszczę :D
    Dobrze ze jako taki remont mamy za sobą i nic wiecej nie wkladamy w nasze obecne mieszkanie bo tez chcemy je zmienic na wieksze jak tylko pojawią się dzieci :)
    A wy staracie się coś tam o potomstwo ? I macie nowy pomysl na notkę :)
    Buźka !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisaliśmy już o potomstwie w poście pod tytułem "dzieci" ;) ale w sumie można by zrobić reaktywację ;)

      Usuń
  7. Też mnie to czeka i aż mam ciarki na samą myśl. Na razie zbieramy fundusze, by w jak najszybszym czasie potem wszystko zrobić - na raz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja właśnie siedzę w jednym pokoju zamknięta i czekam aż remont się skończy... I też już mi wszystkimi dziurkami to wychodzi ;) Najlepiej chyba jest wyjechać na czas remontu... Chociaż z drugiej strony muszę jakoś kontrolować mojego Męża, żeby czegoś nie odstawił ;) A on potrafi! Np kiedyś go poprosiłam, żeby powiesił zegar w korytarzu. No to powiesił...pod samym sufitem! ;) Trzymam kciuki za szybkie i udane zakończenie remontu!
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja uwielbiam remontować! babrać się w tym kurzu, malowac się farbą.. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Udanego remontu :)
    Czekam na zdjęcią PO :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Remonty to także i nie moja mocna strona. Jedyny plus jaki dostrzegam w zmianach to chwilowe, a może tygodniowe nawet zadowolenie z nowości, później jednak przestaje się je w końcu zauważać;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja uwielbiam remonty (poza remontami łazienek, jak musiałam przez tydzień korzystać z kibla w piwnicy to znienawidziłam). Nie lubię jedynie rozwalania wszystkiego na raz, bo wtedy po pewnym czasie dopada mnie brak sił i najchętniej zamówiłabym buldożera albo co tam się zamawia do zburzenia domu i wybudowałabym od nowa :P Pokój, po pokoju jest dla mnie jak najbardziej ok :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Matko mnie by szlag trafił jakby teraz się okazało, że w moim pokoju, łazience, kuchni zaczeliby coś kuć :-( a dopiero byl renomot br. Współczuję !! Jak sobie człowiek sam remont zaplanuje to ok. Ale jak tak jak u was wejda kiedy
    Im pdsuje. O nie :-/

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zazdroszczę takiego przymusowego remontu... Jedyny plus, że niedługo będziecie się cieszyć efektem "po" :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz złotą rączkę - głowa do góry dacie radę, ale rozumie Cię doskonale, nie lubię tego wszechobecnego kurzu - trzymaj się i nie daj się brudowi
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja bardzo lubię remonty :) Natomiast myślę, że taki przymusowy mnie też by nie ucieszył. Szczególnie z tak idiotycznym podejściem do rur na wierzchu!

    Trzymam kciuki za większe mieszkanie! My niestety* jeszcze przynajmniej rok będziemy w naszej kawalerce, bo nie ma sensu wynajmować czegoś większego na taki (stosunkowo) krotki okres czasu i wydawać pieniądze, które można odłożyć na nowe mieszkanie. Natomiast do zupełnie swojego jeszcze więcej czasu minie, bo Programistę ciągnie po świecie i pewnie co kilka lat będziemy się gdzieś przeprowadzać ;)

    *niestety, bo chociaż bardzo nam się podoba, to zaczyna doskwierać brak sypialni ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uwielbiam remonty, bo lubie zmiany! :)Swietne pierwsze zdjecie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja remont lubię, ale jeszcze bardziej końcowy efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak przeglądam Wasz zdjęcia;) Czy Pan Poślubiony lubi się uśmiechać? Bo na zdjęciach rzadko to robi:):)

    OdpowiedzUsuń