30 października 2013

Weekendzik

PANI POŚLUBIONA

Pisać o weekendzie w środę. Tylko my tak potrafimy. Czas pędzi jak oszalały. Jak na razie bardzo się z tego ciesze, bo został prawdopodobnie tylko miesiąc i Pan Poślubiony do mnie wraca! Miesiąc..już tak mało, momentami, aż dziwnie się czuję, ze będę go miała codziennie. Tak bardzo tego pragnę, ale wydaje mi się, że już zapomniałam jak to jest być z kimś na co dzień, a przecież to taka piękna rzecz. Miałam jednak pisać o weekendzie. Dlaczego?

Spędziliśmy go w końcu w całości razem. Pan Poślubiony nie musiał jechać na uczelnię. Ba! Mieliśmy nawet ten weekend o godzinę dłuższy! ;) Sobotę spędziliśmy jakoś mało ciekawie, wyobraźcie sobie, ze dokańczaliśmy jeszcze ten remont o którym pisaliśmy wam 19 września...matko! Całe mieszkanie leżało rozgrzebane miesiąc! Po prostu nie było kiedy wszystkiego pomalować, wyszpachlować i naprawić. Na szczęście mamy to za sobą.

Całą sobotę spędziliśmy na tym, aby doprowadzić mieszkanie do ładu. Nie mogłam się nacieszyć jak wieczorkiem usiedliśmy w naszym salonie z lampką wina i miseczką orzechów, w końcu odetchnęliśmy. Niedziela była też pełna zajęć. Rano wspólne śniadanie, pisałam wam już jak bardzo je lubię. Wspólne śniadania są fantastyczne! Potem do kościółka, powrót do domu i nie uwierzycie, Pan Poślubiony dał się namówić i postanowiliśmy pobiegać!

Nie powiem do biegania szykował się z 30 minut...biedny nie wiedział w co się ubrać, mój Pan Lala ;) ja dawno już stałam w legginsach, starym polarze i trampkach. Musiałam wytłumaczyć Panu Poślubionemu, ze nie ważne w co jest ubrany ważna jest motywacja. No i tego chyba mu zabrakło, bo niestety, ale podczas biegania, chyba dodatkowe kilogramy dawały ostro o sobie znać i biedaczek bardziej chodził niż biegał, a ja z nim.


Takim sposobem marszo – biegiem z przewagą marszu pokonaliśmy zaledwie 6 km. Do domu wróciliśmy jednak bardzooo zadowoleni. Oczywiście jak niedziela to i kawiarnia i wieczorem nie mogliśmy się oprzeć pokusie wyjścia razem na ciastko. Trafiliśmy do uroczej kawiarenki gdzie zjedliśmy przepyszne ciasto orzechowe i bananowe. Klimat wspaniały. Oboje stwierdziliśmy w tym miejscu, ze koniecznie musimy zrecenzować wam kawiarnie, restauracje, puby w których bywamy i które są fantastyczne. Może te mniej fantastyczne też zrecenzujemy? Zobaczymy.

Wiemy na pewno, że uwielbiamy chodzić do takich miejsc i jest to coś czego nie umiemy sobie oboje odmówić, dlatego warto byłoby zrobić z tego pożytek i opisać wam gdzie śmiało iść i rozkoszować się smakami. Nie tylko w Gliwicach, ale i w całej Polsce, opiszemy wam restauracje, które nas zauroczyły. Na razie jest to jedynie pomysł, jednak wszystko odkładamy do momentu aż wróci Pan Poślubiony.

Praktycznie każda nasza rozmowa kończy się „no dobra, to zrobimy to jak już wrócisz z delegacji” tak, niestety bo wcześniej nie ma kiedy. Nasze życie to obecnie praca, uczelnia Pana Poślubionego, praca, wszystko przez delegacje, bo prawie w ogóle go nie ma. Stąd też tak mało notek na blogu. Jest to nasz wspólny blog, a przez to, że coraz mniej spędzamy czasu razem to i notek mało.

Obiecaliśmy sobie jednak i to jest pewne, już się bójcie, że po powrocie Pana Poślubionego blog ożyje. Dlatego tak bardzo nie mogę doczekać się, aż wrócisz Panie Poślubiony i aż będzie jak wcześniej. Byle do grudnia, a dalej już nigdy nie pozwolimy, aby rozdzieliła nas jakaś delegacja. Mam nadzieję, ze jest to ostatnia taka nasza rozłąka. Daj Boże.



PAN POŚLUBIONY

Po całym tygodniu ciężkiej pracy nastaje upragniony weekend w moim przypadku wiąże się on jednak nie z odpoczynkiem a wizytą na uczelni, tym razem było inaczej, bo zjazdu na uczelni nie było. Hura! W końcu znalazł się czas na zrobienie rzeczy na które wcześniej nie było czasu.
Nastał piątek, powrót do domu. Jak co tydzień piątek wieczór jest czasem oczyszczenia atmosfery miedzy nami po kilku dniach delegacji. Wylania żalów, smutków, później objęć i zaspokojenia tęsknoty. 

Tych kilka godzin wieczora i nocy minęło błyskawicznie, o poranku czekała mnie niespodzianka. Pani Poślubiona do i tak już długiej listy rzeczy zaplanowanych do zrobienia w sobotę dorzuciła wybicie okna w przedpokoju. No i się zaczęło, znowu kurz bałagan, szlifowanie, malowanie i wybijanie w ścianie nieszczęsnego okna.


Skończyliśmy chyba około 19:00, po kilku godzinach ciągłej pracy i tak wszystko nie było zrobione. Malowanie okna i ściany do niego przyległej przypisane zostanie Pani Poślubionej na poniedziałek. Tak więc sobota minęła pod znakiem niekończącego się remontu, wybawieniem stała się pyszna Carbonara przygotowana na kolację przez moją Ukochaną. Najlepsza jaką w życiu jadłem!

Niedziela w porównaniu do dnia poprzedniego to był błogi relaks, śniadanie, kościół, bieganie. Bieganie? -no tak stwierdziliśmy z Panią Poślubioną, że zaczniemy razem biegać. Na razie raz w tygodniu. Pani Poślubiona do joggingu była gotowa w 3 minuty, ja natomiast biegałem po domu kompletując swój ubiór co wprawiło ja w śmiech. 



Trasa wydawała mi się, krótka i przyjemna do jej połowy. Po 10/ 15 minutach marszo -biegu okazało się, że z kondycji, którą miałem jakiś czas temu zostało niewiele, a właściwie to nic. Jestem dętka! Gdzie to ja zawsze byłem bardziej wytrzymały fizycznie, tak tego dnia Pani Poślubiona relaksacyjne biegła, kiedy ja włóczyłem nogami i jęzorem po chodniku. Powrót okazał się jeszcze bardziej męczący, muszę jednak powiedzieć, że była to jedna z lepszych godzin w ostatnim czasie jaką spędziliśmy. 


Czułem się znów jak gówniarz biegający (dosłownie) za Panną, a na chwilę obecną bardzo niewiele rzeczy robimy razem dla siebie. Spędzamy wspólnie czas w sprawach koniecznych, a w wolnej chwili leżymy na łóżku gapiąc się każdy w swój ekran komórki albo komputera. Wreszcie zrobiliśmy coś razem, coś nowego, aktywnego. Bardzo mi się to spodobało i jestem pewien, że będziemy kontynuować nasze bieganie.

Na koniec dnia oczywiście odrobiliśmy spalone kalorie poprzez pizze i ciacho!  

25 komentarzy:

  1. Oj, żeby mój Mąż tak chciał ze mną pobiegać... :) Życzę wielu wspólnie przebiegniętych km! ;)
    Fajne, to okieneczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo okienko wygląda o wiele lepiej :)

      Usuń
    2. dobra, dobra widzimy potencjał :) macie świetne miny biegaczy ;D

      Usuń
    3. Oj, ja tez bym chciała mojego namówić :-)
      Za to za miesiąc zapisujemy się na siłkę i nie ma, że boli! Koniec z leniem!

      Usuń
  2. Moj maz nawet pocwiczyc ze mna nie chce... O bieganiu ne wspomne :-P

    OdpowiedzUsuń
  3. eee ale macie fajnie, ja mojego Marcina nie mogę namówić na wspólne ćwiczenia ... ;( a już próbowałam, na rolki, rower czy bieganie ...i nic

    OdpowiedzUsuń
  4. My z bieganiem na bakier, za to uskuteczniliśmy razem siłownię. Ostatnio żal mi rozpływającej się gdzieś bliskości. Komputery kradną chwile przeznaczone dla drugiej osoby. Trzeba coś z tym zrobić. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że dał się namówić;) Ja nie lubię biegać, ale czasem z moim K jeździmy na rowerach:):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żeby mój leń dał się namówić:( Pocieszam się faktem, że w mojej okolicy ma powstać kilka plenerowych siłowni, może sama się zmobilizuję:) Najpierw poprawię formę, żeby obciachu nie było, a później zapiszę się na siłkę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój eM jakiś rok temu zabierał się do biegania,ale......raz przebiegł park po czym stwierdził że wstyd mu było kiedy go jakiś dziadek wyprzedził :D
    Więc od tamtego czasu ćwiczy w domu,chociaż ostatnio doznał kontuzji robiąc pompki..i skończył na rtg łokcia ^^

    No i trzymam kciuki by żadna delegacja już was nie rozdzielała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. super, że Razem biegacie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super że razem biegacie, też to uskuteczniamy i czasem bardziej to przypomina chodzenie czy marsz :P ale ważne że razem :) A z każdym razem Panu Poślubionemu będzie coraz lepiej szło (raczej biegło) więc wytrwałości życzę :)
    I dobrze że delegacja już się kończy i oby nigdy więcej już takich przymusowych rozstań - wiem, że to ciężko, także fajnie że tak przyjemny wspólny weekend Wam się trafił :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi też przez ostatnie miesiące brakuję czasu spędzonego z narzeczonym. praca, praca, praca. Nawet czasu na przygotowania do ślubu brakuje, już mi się śni że nie zdążymy ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakbym widziała moje listy zadań na weekend ;) Na szczęście na chwilę obecną nic nie trzeba zrobić, więc można odpoczywać albo spędzać czas na przyjemnościach. My bardzo lubimy aktywne popołudnia i weekendy, chociaż najczęściej we dwójkę jest to bardziej rekreacyjne niż treningowe, ale zawsze lepszy rower czy rolki niż siedzenie kolejną godzinę przed komputerem ;)
    Jeśli zamierzacie więcej biegać to koniecznie zafundujcie sobie lepsze buty. Trampki niestety nie należą do najlepszych, a nie warto niszczyć sobie stawów. I trzymam kciuki za Waszą motywację!

    OdpowiedzUsuń
  12. po co te dziwne miny na zdjęciach? wszyscy teraz robią dziubki...ale po co????

    OdpowiedzUsuń
  13. Był czas, że śmigałam sobie bez wysiłku na długie dystanse, potem zrobiłam dwuletnią przerwę i moją wypracowaną kondycję diabli wzięli. Jak znów próbowałam zacząć to tak źle się poczułam, jakbym zawału dostała. W sumie to sama nie wiem co sądzić o rozpoczynaniu biegania o tej porze roku. Z jednej strony nadchodząca zima może ochłodzić entuzjazm, a z drugiej - lepiej się biega, kiedy powietrze jest chłodniejsze (tzn. ja tak wolę).

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ma to jak ruch we dwoje... :) tylko pozazdrościć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. O rany, ciasto bananowe!
    Ruch to zdrowie, fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie jest na odwrót, mój mąż biega, ja zaś nie lubię, ale może kiedyś uda mu się mnie wyciągnąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. w kręconych włosach wyglądasz rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam okna w mieszkaniach/domach. My mieliśmy takie zamykane okiennicą między jedną sypialnią, a drugą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajne fotki. Powodzenia w bieganiu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. O kurde, wybite okno brzmi nieciekawie :-) Ale fajnie, że udało Wam się dokończyć remont! Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń