14 listopada 2013

Mąż w delegacji


Chwilowo cierpimy na brak weny. Pustka w głowie, każdy doświadczony blogowicz pisze: "jak masz pisać post bez weny to lepiej nie pisz wcale". Ja złamię tą zasadę. Dlaczego? Może weny nie mam, ale taką miniwenkę. Jak wiecie Pan Poślubiony ugrzązł w delegacji. Jego termin powrotu zmieniał się już z 3 razy i ostatecznie modlę się, żeby chociaż do świąt skończyli i żeby wrócił do mnie na stałe.

Ten post będzie jednak o moich sposobach na spędzane czasu samej. Mogę śmiało twierdzić, ze podczas pobytu Pana Poślubionego na delegacji, ja miałam okazję skosztować jak wygląda życie singla. Pewnie niektórzy się zdziwią, ale w tygodniu mało rozmawiamy z Panem Poślubionym przez telefon, bo i to nie ma kiedy i ile można mówić: kocham Cię..tęsknię...co dziś robiłeś?

Dlatego od poniedziałku do piątku wieczorem jestem singlem. Początkowo było ciężko, w ogóle nie potrafiłam przyzwyczaić się do tego, ze nie ma Pana Poślubionego obok. Płakałam, ryczałam, chodziłam zdołowana, tak jakby ktoś zabrał część mnie i  mimo, ze Pan Poślubiony wracał na weekend to zaraz uciekał mi i nagle z bajki trafiłam z powrotem w szarą rzeczywistość. Nie umiałam sama żyć.

Moim pierwszym rozwiązaniem była przeprowadzka. O co chodzi? W weekendy mieszkałam z Panem Poślubionym w naszym mieszkanku, a w tygodniu wracałam do moich rodziców i siostry, tak bardzo nie chciałam być sama. Wytrzymałam tak kilka miesięcy z przerwami, ale w końcu zauważyłam, ze nie o to chodzi i jednak chcę spróbować sama odciąć pępowinę. Było mi trudno, tym bardziej, ze mojej siostrze najbardziej zależało żebym mieszkała u rodziców -  jak wiecie jesteśmy niesamowicie związane.

Postanowiłam jednak, że spróbuję inaczej i będę mieszkać tam gdzie powinnam czyli w naszym mieszkaniu w tygodniu bez Pana Poślubionego, w weekendy z nim. Niestety to okazało się trudniejsze niż myślałam. Mój tydzień wyglądał mniej więcej tak: Praca- dom - obiad - leżę w łóżku i oglądam seriale, bo nie mam motywacji na nic innego, a przy okazji się dołuję. W końcu wkurzyłam się na siebie samą.

Zaczęłam czytać fora, czy ja jestem nienormalna, czy inne żony też tak przeżywają wyjazd w delegację swojego męża? Zacznę od tego, że od znajomych słyszałam: Przesadzasz przecież wyjeżdża tylko na kilka dni i wraca, ja to bym się cieszyła, chata wolna możesz robić co chcesz, w końcu możesz odpocząć! Odpocząć? Ale ja nie chcę odpoczywać od Pana Poślubionego! Chcę go ciągle, chcę z nim spać, gotować mu, przytulać się codziennie, widywać się, chcę żeby było jak przedtem!

Czytałam więc fora i zauważyłam, że jestem normalna, że po prostu tęsknię i poprzez to, że jestem tak emocjonalna, tak bardzo to wszystko przeżywam. No i dobra...ale co dalej? Dalej mam leżeć i płakać? Każdy dzień taki sam? Musiałam coś zmienić. Pierwszą zmianą było to, że zapełniałam każdy dzień jak mogłam aktywnościami. Na początek zaczęłam od sprzątania. Codziennie coś, a to okna, a to góra prania, zmywanie itp. Mimo, że mi się nie chciało wiedziałam, ze muszę się ruszać, coś zmienić, bo inaczej wrócę do tego stanu wegetacji.

Potem oczywiście dom błyszczał, a ja nie wiedziałam co z sobą zrobić. Stwierdziłam, dobra zrób coś dla siebie, maseczki, paznokcie wyłuskane, włosy obcięte, piękna pachnę, co dalej? Jak już wypachniłam się stwierdziłam ze zacznę ćwiczyć! Tym, sposobem dwa razy w tygodniu wyciągam Pannę K. na fitness, a pozostałe dwa razy w tygodniu biegam i teraz cały tydzień zapełniony. Zrobiłam wszystko po prostu, żeby leżenie w łóżku spowodowane było już raczej wycieńczeniem i żebym miała jak najmniej czasu na rozpaczliwą tęsknotę. Choć tęsknie, ale teraz jest znacznie łatwiej.

Tak własnie zmieniłam swoje życie i chwilowo nauczyłam się jak żyć w pojedynkę, jak zapełnić sobie czas żeby nie zwariować i może wydaje się to śmieszne, ale ja nigdy sama nie byłam, zawsze być ktoś, a to rodzina, a to Pan Poślubiony i trudno było mi się z tym pogodzić. Nauczyłam się jednak czerpać radość z życia, bez Pana Poślubionego i może brzmi to bardzo brutalnie, ale było mi to bardzo potrzebne i polecam to każdemu związkowi na odległość. Choć oczywiście Pana Poślubionego nadal kocham całym sercem!

Delegacja męża to trudna sprawa można płakać i leżeć, ale jestem z siebie dumna, bo udało mi się w miarę zorganizować sobie życie na czas kiedy mój ukochany ciężko pracuje ;) Choć nawet jak wróci wiem już, że ja ze sportu nie zrezygnuje, a jedynie zarażę Pana Poślubionego i będziemy biegać razem!!! :)

62 komentarze:

  1. Jesteśmy wszyscy z Tobą:):) Trzymam kciuki za to, by Pan Poślubiony nie musiał już wyjeżdżać na delegację.
    U nas nie ma delegacji, ale praca na zmiany. Kiedy mój K pracuje na drugą zmianę to widzę go rano o 6 przed pracą, bo kiedy wracam jego już nie ma. Kiedy przychodzi to już pora by iść spać, bo od rana znowu powtórka. Widzę go przez parę minut, ale to nie to samo.
    Kiedy pierwszego dnia po przeprowadzce wracałam z pracy do naszego mieszkania, nie do rodziców to aż biegłam po schodach, bo się cieszyłam, że czeka w naszym domu na mnie:):)
    Buziaki! I trzymaj się cieplutko:):)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem jak mam się do tego posta odnieść
    jestem sama kilka lat i zupełnie nie rozumiem, że można nie funkcjonować, bo kogoś nie ma obok
    nie traktuj tego jako atak, ale takie coś wydaje mi się śmieszne i dziecinne
    Jasne, że miło jak ktoś jest obok i ma się w tym kimś wsparcie.

    Ale życie bez drugiej polówki też się toczy i to całkiem fajnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jestem sama kilka lat i zupełnie nie rozumiem, że można nie funkcjonować, bo kogoś nie ma obok"- a byłaś kiedyś w dłuższym związku? To nie jest hejt na Ciebie. Po prostu spróbuj się wczuć w sytuację Pani Poślubionej. Też kiedyś byłam sama i było świetnie. Teraz jestem w 7letnim związku i jest jeszcze lepiej. Ale też zauważyłam, że nie można aż tak uzależniać się od drugiej osoby. Życie jednak pokazuje (ten post tez to pokazuje), że człowiek jest istotą zmienną i potrafi dostosować się do sytuacji w jakiej się znajduje, ale tylko i wyłącznie jeśli zechce. Jestem dumna z Pani Poślubionej. Bo trzeba być z kimś, ale być też sobą. Bo jesteśmy My, ale jestem też Ja i Ty. także gratuluję przemiany:) a tak btw. bardzo fajny blog i świetne logo:) pozdrawiam

      Usuń
  3. Szkoda, że ja nie mogę swojego kanapowca zarazić żadnym spotem, a tym samy też leżę na kanapie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestes zbyt emocjonalna :) oczywiscie nikt nie lubi byc sam ale zeby od razu lapac dola?:) ciesze sie ze znalazlas swoj wlasny sposob na siebie bo naprawde nie warto sie zadreczac :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tu chyba nie chodzi o doła z samotności tylko z tęsknoty i dokładnie to rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie widzę, ze już kilka osób nie zrozumiało posta, dół był przede wszystkim z tęsknoty, bo jak siedziałam w domu to miałam czas tęsknić i rozmyślać, a teraz mam tyle zajęć, ze zagłuszam tęsknotę :) Chloe możemy sobie przybić piątkę, ja tez jak Pan Poślubiony jeszcze nie był w delegacji do domu wracałam z radością w sercu :)

      Usuń
    2. Ja wiem o co chodzi w Twoim poście:) I jest to raczej oczywiste, że tęsknisz za swoim mężem kiedy nie ma go przez dłuższy czas:)

      Usuń
    3. Tak, tak ale osoby powyżej i niektóre komentarze poniżej nie zrozumiały do końca posta i o nie mi chodziło :) Ty zrozumiałaś o czym piszę :D

      Usuń
    4. A czy tesknota nie jest podobna do uczucia samotnosci? Tesknisz bo czujesz sie osamotniona :) nie wazne ....:)

      Usuń
    5. A czy tesknota nie jest podobna do uczucia samotnosci? Tesknisz bo czujesz sie osamotniona :) nie wazne ....:)

      Usuń
  6. przesadzasz... nie umiesz żyć w pojedynkę. Niby uważasz się za dorosłą ale jesteś bardzo dziecinna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym post też był i pisałam nawet że nie czuję się dorosła ;) i dzięki Bogu, na dorosłość przyjdzie pora! Czasem lubię być dzieckiem. No a moje przypuszczenia się sprawdziły i spodziewałam się takich komentarzy! No nic ;)

      Usuń
  7. u mnie roczna rozłąka przyczyniła się do rozpadu związku... wpływ miały a to także inne czynniki, jednak gdyby nie ta rozłąka być może by nie wystąpiły.
    starałam się będąc w oddaleniu, jakoś sobie radzić, inwestowałam w siebie ile mogłam, ale cały czas zabiegałam o NAS. On niestety pozostał w tej postawie egoistycznej, skupionej tylko na sobie.
    I potem gdy rozłąka się skończyła, nie było już czego ratować.

    Tylko prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać w trudnych, niesprzyjających okolicznościach!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cała prawda! Właśnie o tym był post, ktoś kto jest singlem i nigdy nie był w długoletnim związku napisze, ze przesadzam, a to tak jest, ze te rozłąki są bardzo trudne i czasem bywa naprawdę ciężko. Na szczęście u nas oboje walczymy a juz bliżej finiszu :) więc nie mogę doczekać się jak Pan Poślubiony wróci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jestem tzw. "singlem", ale doskonale Cię rozumiem... trzymaj się mocno :) wiem, że oboje dacie radę
      Buziaki :*

      Usuń
  9. Ja dla swojego ukochanego przeprowadziłam się przez pół polski. Rok czasu czułam się nieustannie jak Ty teraz... nigdy więcej samej bez nikogo (no oprócz niego oczywiście, co niestety nie dawało dobrych rezultatów na dłuższą metę). Również znalazłam na to sposób, tylko dłużej mi trwało jego znalezienie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że mnie i mój post rozumieją tylko kobiety które same były w takim związku na odległość. Tak jak i tu na blogu to i w życiu realnym koleżanki singielki i te które mają swoich mężczyzn na co dzień w ogóle mnie nie rozumieją :) według nich stwarzam i tyle. Fakt faktem, żeby to zrozumieć trzeba by postawić się na moim miejscu i może to nie chodzi o dojrzałość i dorosłość, bo podobnie jak ja czują się kobiety które mają po kilkoro dzieci, a mąż w delegacji...wszystko jest na forach...

      Usuń
    2. @sona - powiedz jak sobie dałaś radę? jakie masz sposoby? mnie też czeka przeprowadzka przez pół Polski do narzeczonego a bardzo jestem związana z rodziną i nie lubie zmian... Proszę odpisz :) - Łucja

      Usuń
    3. I jeszcze dodam, że przez 1,5 roku związku byliśmy na odległość, widywaliśmy sie tylko w weekendy i jak wracałam z pracy to nie chciałam nigdzie wychodzić tylko siedzieć na telefonie.... Później 7 miesięcy mieszkaliśmy w jednym mieście a teraz znowu na odległość :( wiem że ta tęsknota wykańcza... Jestem z Tobą Pani Poślubiona!

      Usuń
  10. Myślę że możesz być z siebie dumna, że tak radzisz sobie z tęsknotą za mężem :) Ja nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji, pewnie też na początku bym rozpaczała. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić ale tęsknić będzie się cały czas. Życzę Wam, żeby na święta Pan Poślubiony wrócił już do Ciebie na stałe :)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  11. Ile ludzi tyle opinii, ale Ja doskonale Cie rozumiem..
    To nie jest zwykła tęsknota.. to jest tęsknota za Mężem.. za kimś szczególnym, wyjątkowym. Nie twierdzę, że narzeczony czy chłopak to nie jest osoba szczególna, ale tak po prawdzie to tylko mężatki są w stanie zrozumieć autorkę tego posta.

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale Cię rozumiem.
    Sama byłam jakiś czas w związku na odległość i po prostu czasem nie mogliśmy widywać się tak często jak chcieliśmy.
    Teraz jesteśmy małżeństwem i też widujemy się tylko wieczorami. Bo taka praca, a nie inna. I nic na to nie poradzę, że ją "kocha". Przecież nie mogę powiedzieć zmień ją, BO JA ciągle jestem sama.. Sama, ale nie samotna, co trzeba podkreślić. Poza Mężem mam rodzinę, mam przyjaciół, znajomych. A czasem też potrzeba pobyć po prostu samemu. I nie ma w tym absolutnie nic złego :)

    Cieszę się, że już niedługo ta delegacja się skończy. W końcu należy Wam się pobyć tylko We Dwoje, nacieszyć sobą, przecież praktycznie zaraz po ślubie nadeszła ta rozłąka, czyż nie?

    Trzymaj się cieplutko i miłego dnia Tobie życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozłąka była przed ślubem i po ślubie..to trwa już ponad 9 miesięcy.

      Dziękuję za ciepłe słowa :)

      Usuń
  13. A ja Cię rozumiem bardzo dobrze. Przez prawie rok mój mężczyzna pracował w delegacji - do dziś pamiętam jak bardzo tęskniłam, jak bardzo płakać mi się chciało jak co poniedziałek wczesnym rankiem wyjeżdżał i swoją ogromną radość jak wracał w piątek wieczorem.Też na początku nie mogłam się pozbierać, znaleźć sobie miejsca i motywacji. Żyłam tylko czekaniem na piątek i na weekend. Tęsknota ogromna, nie da się opisać i nigdy już tego nie chciałabym przeżywać. Chociaż chodziłam na fitness, na zumbę, uczyłam się angielskiego, czeskiego..Tęskniłam nieustająco, a telefon czy internet nie zastąpi nigdy drugiej osoby. Może jest to niedojrzałe i dziecinne, ale co zrobić - tak się kocha, to są uczucia... Więc współczuje, rozumiem i życzę Wam żeby delegacja skończyła się jak najszybciej i nie powtarzała więcej.

    OdpowiedzUsuń
  14. ale jesteś dzielna! gratuluję Ci z całego serca, doskonale to rozumiem, bo ja też jestem niesamowicie emocjonalna i jak mój ukochany wyjeżdżał kilkakrotnie za granicę do pracy to wyłam jak nienormalna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz co, ja o tym ostatnio myślałam. Łatwiej jest żyć w tęsknocie, kiedy ma się kogoś bliskiego obok. Gdybym ja się wyprowadziła do tego domu, a Luby miałby wyjechać np. za granice, to mogę się założyć że poszłabym do rodziców znowu i do brata. Chociaż jak ktoś tak robił wydawało mi się to strasznie głupie. A teraz? Zmieniłam zdanie, bo jak to tak siedzieć sama w domu? ;/ Nie zazdroszczę wam, to trudna sytuacja. Nie wyobrażam sobie takiej. Ale co zrobić... człowiek wiele zniesie, bo czasem po prostu nie ma wyjścia. Dobrze, że wstałaś z kanapy i że znalazłaś sposób żeby jakoś przetrwać tęsknotę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Moj Szary niedługo wyjeżdża na szkolenie oficerskie i bedzie tam pol roku :| pierwsza rozłąka od 4 lat...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki za komentarz na moim blogu:) chcę tylko dodać, że mój blog na początku też był damsko- męski. Pisałam go z moim chłopakiem z którym jestem 7 lat. Ale okazało się, że to nie jest coś co on lubi robić, więc postanowiłam pisać sama, zmieniłam adres i wygląd bloga i oto jestem:) Fajnie, że Wam udaje się wspólnie prowadzić bloga, nam to się udało tylko do trzeciej wspólnej notki. Dlatego myślę, że będę tu częściej zaglądać by kibicowac tym którym się udało:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba taki pomysł, ale ja mojego K w życiu do tego nie zmuszę:):)

      Usuń
  18. A ja tak trochę z innej beczki, bo już od dawna mnie to nurtuje, a nigdzie u Was nie znalazłam takiej informacji - dlaczego taka nazwa dla bloga? Domyślam się, że wiąże się z filmem "Dwoje do poprawki", ale za cholerę nie mogę znaleźć żadnej analogii - oni byli starzy, Wy jesteście młodzi, oni przeżywali kryzys małżeństwa po wielu latach, Wy jesteście dopiero u progu małżeństwa i o żadnych kryzysach nie wspominacie. Jaka zatem motywacja, by zaczerpnąć to określenie z filmu jako opisujące Was?
    H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre pytanie, myślę, że o tym jak powstawał blog i skąd sie wziął pomysł na nazwę opiszemy kiedyś dokładnie w poście. Tak w skrócie mogę powiedzieć, ze faktycznie inspirowaliśmy się trochę filmem dwoje do poprawki, masz racje tam małżeństwo jest starsze i przeżywa kryzys małżeństwa po wielu latach, nam jednak chodziło bardziej o podkreślenie w nazwie bloga, ze jest nas dwoje, że jesteśmy parą i nie jesteśmy idealni, tak jak w każdym związku przydałoby się coś poprawić ;) Przede wszystkim nie chcieliśmy słodkiej, romantycznej nazwy, ale coś z dystansem, podkreślającego, że nie jesteśmy wzorem i nie zawsze jest słodko.

      Usuń
    2. Chętnie poczytam rozszerzoną argumentację, bo ta "w skrócie" jakoś mnie nie przekonuje. To, że nie ma ludzi idealnych, to tylko pusty slogan i banalny truizm... A że przydałoby się coś poprawić? Nie zauważyłam dotąd, żebyście opisywali jakieś wyzwania w pracy nad sobą i rozwoju w Waszym związku. No może decyzję od odstawieniu pigułek antykoncepcyjnych można byłoby w ten sposób potraktować, ale chyba nic poza tym (przynajmniej ja nic innego tutaj nie dostrzegłam). Czekam zatem na post obszerniej wyjaśniający Wasze pobudki co do powstawania bloga. Może wtedy bardziej zrozumiem.
      Pozdrawiam!
      H.

      Usuń
  19. Bardzo ważny temat. Kiedy mój Mąż pracował na zmiany (czasem 24-godzinne) przeżywałam to podobnie. Jednak zawsze kiedy udało mi się zmobilizować i coś zrobić (choćby załatwić jakąś sprawę w urzędzie) czułam się z siebie dumna. Nawet kiedy razem siedzimy ileś dni pod rząd w domu czegoś zaczyna brakować i włącza nam się "zadaniowość".

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozumiem Cię doskonale ! :)
    Cieszę się że nie leżysz,nie marudzisz bo nie na tym to polega :))
    I niech pan poślubiony szybko wraca na stałe :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy R. wyjechał do Niemiec to tylko pierwsze dwa wieczory przepłakałam. Później szybko znalazłam sobie masę zajęć (a że nie pracuję to naprawdę musiałam ich znaleźć sporo) żeby nie mieć czasu tęsknić. Później już przywykłam ale pomogły mi dwie rzeczy:
    1. Mieliśmy bardzo krótki okres "chodzenia", praktycznie po 5 miesiącach związku już mieszkaliśmy razem a więc sobie wkręciłam że dzięki tym rozłąką mogę sobie przypomnieć jak to jest chodzić na takie typowe randki kiedy luby zajeżdża pod dom i rzecze "Pójdź ze mną a pokażę Ci koniec świata" a później grzecznie odstawia do rodziców (też się przeniosłam do rodziców kiedy jego nie było).
    2. Odkopałam stary blog Mamy z Łodzi w którym opisywała swój związek na odległość. Wtedy elegancko mogłam po sobie jechać że oni tyle czasu wytrzymali a ja przez pół roku nie mogę?

    Fajnie że sobie poradziłaś bez sensu się zadręczać sytuacjami na które i tak nie mamy wpływu :):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha, tego wyimaginowanego, w którym to Aguuuusia opisuje swoją ciąże, w której nie jest i pokazuje brzuch, na którym ewidentnie widać, że żadnej ciąży nie ma? i te obrazki http://i28.tinypic.com/105v09l.png CI CO MAJĄ WIEDZIEĆ - WIEDZĄ.. zajebisty tekst..albo te słitaśne KENDO, KENDUŚ.. oh i love you... so much hahah

      Usuń
    2. Ale Ty masz ubogie życie...

      Usuń
    3. O jak milo się dowiedzieć,że mam ubogie życie :) To fascynujące, do prawdy!

      Usuń
    4. KROPKA WEZ IDŹ SIEJ ZAMĘT GDZIE INDZIEJ, CO? WSZĘDZIE GDZIE SIĘ NIE POJAWISZ TAM JAKIEŚ TROLE.

      Usuń
    5. Haha ja napisałam komentarz a to Ty Madziu jak zwykle się doczepiłaś:) Buźka:*

      Usuń
    6. Madziu ? Pomyłka.

      Usuń
    7. a co cię to obchodzi, nie interesuj się CHLOE

      Usuń
    8. Zawsze najwięcej mają do powiedzenia Ci, którzy ukrywają się pod nickiem ANONIMOWY, nieprawdaż?

      Usuń
    9. CHLOE czy też Perfekcyjny Poradnik Pani Domu, nikt cię o zdanie nie prosił, więc daruj sobie..

      Usuń
  22. ajaja też nie lubie rozłąki... ale trzeba czasami!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też strasznie tęsknię... Nie umiem znaleźć sobie miejsca... Jeszcze jak mam zajęcie, to jest OK, ale jak mam zbyt dużo wolnego czasu... To kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam serdecznie...Chyba rozumiem twoje dylematy..Mnie było tak cholernie cięzko jak małż został w pracy zagranicą a ja musiałam wracać do Polski. I mimo zaawansowanej ciązy, latałam do niego na tyle ile mogłam...raz nawet nie chcieli mnie puścić na lotnisku w London Stansted do samolotu bo nie miałam zaświadczenia od lekarza, że mogę latać (ale to już historia na osobny post :))...Potem była kolejna rozłąka, kiedy wrócił do Polski, a ja musiałam wracać do pracy w innym mieście... wytrzymaliśmy 1,5 roku. Tęsknota była okropna, tez widywaliśmy się w wekendy, po których szczerze mówiąc byłam jeszcze bardziej zdołowana gdy wyjeżdżał.. Trzymam kciuki..fajnie że szukasz sposobu aby za dużo nie myśleć..ale rozumiem tez że czasem jest po prostu cięzko..
    pzdr Gosia

    OdpowiedzUsuń
  25. Wiem co czujesz.... Ale dobrze, że nie siedzisz bezczynnie i nie rozmyślasz. Trzeba zająć czymś umysł, by tak nie tęsknić!

    OdpowiedzUsuń
  26. ale ja lubię te Twoje/Wasze posty :) zawsze wywołuję tyyyyyle emocji :)) Ja trochę Ciebie rozumiem, ale tylko troszkę. Swojego narzeczonego na codzień mam w domu, więc tu nie potrafię sobie wyobrazić jak ciężko musi być nie mieć kochanej osoby przy sobie. Ale Patryk co roku jeździ w interesach do Hong Kongu na 2 tygodnie i to jest istna masakra dla mnie, nie dość, że ciężko się złapać na rozmowę, bo zmiana czasu i brak czasu, to ogólnie jest źle. Nie wyobrażam sobie jakby było jakby go tu nie było w tygodniu :) Dlatego super, że znalazłaś rozwiązanie, żeby "zagłuszyć" sobie tą tęsknotę :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiem co przechodzicie, dlatego przy każdym wspomnieniu o przeprowadzce od Programisty dostaję dreszczy, bo na początku na pewno będzie to oznaczać rozłąkę.
    Tak się przyzwyczaiłam do wspólnego mieszkania, że ciężko mi zostać samej na kilka dni w pustym mieszkaniu.

    Mam nadzieję, że po powrocie męża z delegacji życie we dwoje przyjdzie Wam łatwiej niż pogodzenie się z samotnością ;) Trzymam kciuki, żeby było to jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ciekawa jestem, czy Ci to kiedyś przejdzie. U nas na początku było podobnie, ale po 5 latach małżeństwa i mieszkaniu razem oraz codziennych problemów takie wyjazdy zaczęliśmy obydwoje traktować jako odskocznię od codzienności i tak jest do dzisiaj. Myślę, że to nic złego. Zresztą my nawet na początku razem pracowaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  29. U nas po 5 latach małżeństwa, nadal jest tęsknota, więc cię rozumiem, chociaż mój mąż nie wyjeżdża na delegację, to mało bywa w domu. Zazwyczaj wychodzi gdy śpię i wraca gdy śpię. W weekendy tylko niedzielę mamy dla siebie. Jest ciężko, ale jest na miejscu, więc to troszkę inna sytuacja, ale chciałam powiedzieć, że czasami wyjeżdżam do mamy na kilka dni, a wtedy chcę od razu wracać do niego. Strasznie tęsknię.

    OdpowiedzUsuń
  30. Również powróciłam do biegania, nie w celu wypełniania czasu, ale tak dla życia ...
    Masz racje, trzeba czerpać nawet z tych smutnych chwil..
    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  31. I dobrze że sobie radzisz, a już niedługo będziesz mieć Pana Poślubionego obok i na pewno się sobą nacieszycie :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem z moim mezem juz kilka lat i nawet jak go nie ma dwa dni, to tesknie...ale nie jestem smutna. Ten czas wykorzystuje maksymalnie dla siebie, hobby, kolezanki itp. Dobrze, ze znajdujesz zajecia. Korzystaj :)

    OdpowiedzUsuń
  33. A ja Cię rozumiem bardzo dobrze :)
    Kiedy byłam z E. i wyjeżdżał w delegacje to też probowałam znaleźć sobie jakieś zajęcia. Z tym, że ja mieszkałam w domu, z rodzicami, rodzeństwem, to też inna bajka, bo zawsze to jest z kim pogadać.
    Teraz w sumie też próbuję sobie znaleźć zajęcia, żeby nie myśleć. To normalne. Im więcej do roboty, tym szybciej czas leci, mniej się myśli o tęsknocie (choć wciąz się tęskni) a tym samym szybciej przychodzi czas spotkania. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja zawsze cieszę się na te samotne chwile, bo mam wtedy czas dla siebie ;) mogę czytać, sprzątać, malować paznocie itp. Ale z drugiej strony, kiedy nadchodzi wieczór i wszystko jest już gotowe, to jakoś tak smutno się robi jak jem kolację w samotności i jakos tak cicho w domu...

    OdpowiedzUsuń
  35. A ja doskonale wiem o czym jest ten post. Przeżywam delegacje mojego Męża od początku naszego małżeństwa. Taka praca. Już piąty rok. I czekamy od weekendu do weekendu, od świąt do świąt. Tylko ja od początku wiedziałam, że tak będzie. Ale tęsknota się od tej wiedzy nie zmniejsza. Trzeba robić wszystko co jest do zrobienia jak najlepiej się potrafi.

    OdpowiedzUsuń