21 listopada 2013

Życie na walizkach


Od dłuższego czasu Pani Poślubiona gnębi mnie, abym napisał swój własny post. Nie ukrywam, że aktualnie jest to mi tak na rękę, że nie wiem. Ale zgodziłem się, długo myśląc o czym właściwie mógłbym napisać.

Wiecie co? Nawet teraz pisząc tych parę krótkich zdań nie bardzo jeszcze wiem co z tego wszystkiego wyjdzie. Niby o czym miałbym właściwie napisać? O trudach życia w delegacji, gdzie powoli przestaję rozróżniać czy prawdziwe życie toczy się w pracy czy w domu, choć stosunek dni spędzonych w dwóch miejscach jest porażający. 

Może o tym jak nieraz wkurza mnie Żonka? Wracam po całym tygodniu naprawdę ciężkiej i wymagającej pracy, a pierwszym co mnie wita to śmieci pod drzwiami albo skwaszona mina Poślubionej. Nieraz czuję się jak wróg. Zazwyczaj po powrocie nie jestem witany z uśmiechem i radością, że już wróciłem, a z wyrzutem, że mnie tak długo nie było. Mija kilka godzin nieraz się kłócimy do północy, aż atmosfera zostanie oczyszczona i wszystko na dwa dni w miarę wraca do normy. 

Cały czas jestem w rozjeździe piątek jest dniem wytchnienia, sobota i niedziela mija pod znakiem uczelni, a kiedy przychodzi niedzielny wieczór czuję już wewnętrzny niepokój, że za parę godzin będę musiał wyjeżdżać. Nieraz nie mogę spać, budzę się w nocy nerwowo z myślami czy to już, czy muszę wstawać? Tak naprawdę jestem już prawie 9 miesięcy w delegacji, w tym czasie Pani Poślubiona zaraz mogła by urodzić, a mnie cała ciąża przeleciała by koło nosa. Przerażające.

Zastanawiam się po co to wszystko? Co nam to daje? Gdzie tu sens? Każdy powinien pracować w promieniu maksimum 100 km od miejsca swojego zamieszkania, przecież to nienormalne, nieekonomiczne, nieetyczne, żeby pracować tak daleko od domu! 


Tym sposobem oboje z Panią Poślubioną mamy zszargane nerwy i nie możemy się już doczekać, kiedy się nasza gehenna zakończy. Odnoszę nieodparte wrażenie, że od roku stoję w miejscu. Niby rozwijam się zawodowo aczkolwiek czuję, że nie idę na przód. Wszystko co robię nie wpływa na moje życie twórczo, a może wręcz destrukcyjnie wprost przeciwnie do pracy. 

Czuję, że czas ucieka mi między palcami i zauważam, że chyba nieodpowiednio go wykorzystuję, że chcę czegoś więcej i chciałbym osiągnąć to szybciej zamiast wspinać się po szczeblach kariery przez całe życie, aby na jej szczycie złamał mi się ostatni szczebel i spać na sam dół. Chce wziąć wszystko w swoje ręce i decydować o tym co będę robił i czym się zajmował. Zdecydowanie przestaje mnie bawić słuchanie czyjś poleceń. Zobaczymy co z tego wszystkiego będzie.  

35 komentarzy:

  1. a może ta WASZA delegacja nauczy Was doceniać każdy dzień i to, że możecie być koło siebie
    może podczas gorszych dni, pamięcią wrócicie do tego czasu i docenicie, że siebie macie

    podobno nic nie dzieje się przez przypadek i nic bez przyczyny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tego już nas ta delegacja nauczyła, że każdy dzień jest cenny..a postaramy się pamiętać o tym i potem jak już będzie po delegacji...

      Usuń
  2. A myślałam że po takiej rozłące to wpadacie sobie w ramiona ... no cóż. Życzę jak najszybszego zakończenia delegacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ramiona też wpadamy...ale najpierw wylewamy żale...i nie tylko my, a Pan Poślubiony nie dopisał tylko dlaczego, akurat witam go skwaszona, a dlaczego to on doskonale o tym wie...

      Usuń
  3. Witam, szczerze mówiąc też myślałam, że jeżeli wracasz do domu to żona wita Cię z otwartymi ramionami, ale kobiety mają to do siebie że czasem w dziwny sposób wyrażają uczucia. Jeśli czujesz, że kariera staje się ważniejsza od rodziny, albo, że to jednak nie to co chciałbyś w życiu osiągnąć to tak jak pisałeś życzę powodzenia w zmianach. Zmiany są fajne, a ludzie strasznie się ich boją. Trzeba mieć za przeproszeniem jaja żeby chcieć coś w swoim życiu zmienić. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja myślę że Pani Poślubiona ma dość tego tej rozłąki, tęsknoty... to już za długo trwa, stąd pewnie te nerwy, kłótnie. Bo czuje kobita, że to niesprawiedliwe, że musicie być osobną.... Zresztą i Pan Poślubiony ma na pewno dość... no nie zazdroszczę wam ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się, że obojgu Wam łatwo nie jest, ale myślałam, że informujesz żonę o tym kiedy wracasz. Bo zupełnie nie rozumiem jej pretensji o to, czemu tak długo Cię nie było.

    Z drugiej strony nie rozumiem też dlaczego nie potrafi śmieci wynieść. I ogólnie pewnie syf zastajesz w domu, bo panienka nie ma chęci sprzątać sama dla siebie, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie osądy proponuję sobie odpuścić, bo jak Pan Poślubiony przyjeżdża zawsze jest błysk :/ a może drogi anonimie nie pomyślałeś, że piątki to dzień sprzątania u nas w domu i jak Pan Poślubiony przyjeżdża wieczorem akurat zastaje śmieci przy drzwiach, bo po całym dniu sprzątania jest to ostatnia czynność do wykonania i akurat robi to Pan Poślubiony????

      Usuń
    2. Aha to jeszcze mu dokładasz obowiązków.. niezła żonka z ciebie :)

      Usuń
    3. Widzę że nawet nie ma co dyskutować bo to bezcelowe. Skoro wyniesienie śmieci to wielkie halo, to nie mamy o czym gadać. Ja pracuję i zajmuję się domem, gotuję itd. aa zresztą nieistotne.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Napisałam i się skasowało. Jeszcze raz.
      Daj, spokój, nie przejmuj się. Nie ma co się wdawać w dyskusję z mądrymi anonimami, którzy mają na wszystko odpowiedź.
      Wydaje mi się jednak, że Pan Poślubiony trochę przesadził... Kiedy on jest w delegacji i pracuje, to Ty chyba nie leżysz i pachniesz, prawda? A to, że ma wyrzucić śmieci nie jest jakiś ciężkim obowiązkiem. Niech już nie przesadza! Masz prawo być zmęczona.
      Anonim "dokładasz mu obowiązków". Haha co za bzdura.

      Usuń
    6. Zauważyłam, że te negatywne komentarze przeważnie są od "anonimowy".
      Najlepiej wyrazić swoją negatywną opinię na temat osób, których się nie zna chowając się za nickiem "anonimowy".
      Lepiej nie wchodzić w dyskusję w takimi osobami. U nas też tak jest. Ja sprzątam, a śmieci czekają na mojego K kiedy wróci z pracy. I nigdy nie usłyszałam od niego sprzeciwu - wręcz przeciwnie. Cieszy się, że w domu jest czysto kiedy przychodzi. A śmieci wyrzuca kiedy wychodzi z domu - nic w tym wielkiego nie widzę.
      Pani Poślubiona przecież nie zostawia całego bałaganu Panu Poślubionemu i przygląda się z boku...
      ahhh ludzie!

      Usuń
  6. A ja niestety myślę, że po raz kolejny wychodzi Wasz brak dojrzałości w pewnych kwestiach.
    Czytając Was często odnoszę wrażenie, że Wasze życie to jednak trochę taka zabawa w dom.
    Co do Twojej sytuacji (Pana Poślubionego), to myślę, że troszkę za szybko chcesz mieć coś tu i teraz. Niestety bardzo rzadko zdarza się, aby jednocześnie mieć pracę o względnie dobrych godzinach, za naprawdę dobre pieniądze i jeszcze w dobrej lokalizacji.
    Mogę się tylko domyślać, że wybrałeś taki rodzaj pracy ze względu na chęć zdobycia doświadczenia i większą pensję. Czy byłbyś w stanie zrezygnować z tych dwóch rzeczy i np. poszukać pracy w Waszym mieście za mniejsze pieniądze i w stałych godzinach? Pytanie, co jest dla Was obecnie priorytetem.

    U nas sytuacja wygląda tak, że Narzeczony pracuje jako automatyk w utrzymaniu ruchu, więc praca na 3 zmiany. Wynajęliśmy mieszkanie stosunkowo blisko jego pracy, dzięki czemu ta godzina dziennie jest zaoszczędzona na dojazdach. Pensja Narzeczonego nie jest mega wysoka, ale na tle łódzkich warunków plasuje się na całkiem niezłej pozycji. Narzeczony weekendami studiuje (już ostatni semestr magisterki), więc nie spijamy sobie z dziubków w sobotę i niedzielę.

    Ja studiuję zaocznie (III rok anglistyki, jak mam weekend zjazdowy to tylko śpię w domu bo całe dnie mam zajęcia) i prowadzę własną firmę. O ile przy zmianach popołudniowych mamy ''dla siebie'' całe ranki , to przy zmianach porannych mijamy się w drzwiach. Ale tak wybraliśmy.

    Najważniejsze to ustalić priorytety i żyć zgodnie ze sobą.
    Nie można mieć wszystko i niestety zawsze trzeba podjąć decyzję, co jest dla nas ważniejsze: większe pieniądze (i możliwości z nimi związane) czy może jednak więcej czasu spędzone z drugą połówką (i nieco gorsze warunki materialne).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja jest bardziej skomplikowana niż Ci się wydaje... a pieniędzy wcale nie mamy nie wiadomo jakich jakby się mogło niektórym wydawać...tu chyba nie chodzi o pieniądze, ale o co to już zostawimy wszelkie szczegóły dla siebie...

      Usuń
    2. Przepraszam Cię, ale komentuję na podstawie tego, co piszecie.
      W swoim komentarzu nie napisałam o ogromnych zarobkach. Nie od dzisiaj ludzie pracują stosunkowo daleko od domu albo ze względu na lepsze perspektywy finansowe albo ze względu na to, że wtedy mają szansę mieć jakąkolwiek pracę.
      żadne z Was nie przedstawia pełnego obrazu sytuacji (co mnie wcale nie dziwi bo jednak blog jest po to, aby pokazać to, co my chcemy pokazać) i stąd taki tok myślenia, chociażby w moim komentarzu.

      Usuń
    3. Dokładnie na blogu dzielimy się jedynie skrawkiem naszego życia i skrawkiem myśli i wiele rzeczy nie wiecie, nie chcemy was zagłębiać, ale czasami bardzo się mylicie w swoich osądach i warto by zastanowić się czy może nie jest inaczej niż nam się wydaje. :) Na blogu ukazujemy twarze, znajomi nie wiedzą o jego istnieniu, ale zdajemy sobie sprawę że kiedyś przez przypadek mogą tu trafi i wtedy nie chcę żeby mogę życie mieli wyłożone czarno na białym, piszemy tylko to co uznamy że możemy sie podzielić z innymi obcymi, pozostała część naszego życia pozostaje tylko dla nas w naszych sercach... :)

      Usuń
    4. My z moim K też dojeżdżamy do pracy. Nie jest to daleko, ale żadne z nas nie pracuje w mieście, w którym mieszkamy.
      Oprócz tego również studiuję zaocznie (ostatni rok) i udzielam korepetycji. K nie ma mi za złe, że praktycznie w ogóle mnie nie ma w domu. Kiedy obiecujemy sobie niedzielę pod kocem z dobrym filmem przeważnie nam coś wyskakuje - takie jest życie. Ale przecież nie będziecie pisać o wszystkim co się dzieje u Was w życiu. Ja rozumiem, że oboje tęsknicie i rozumiem też, że Pan Poślubiony może być zły, ale nie o śmieci, ale gdzieś w głębi wie, że zaraz z powrotem się pakuje i znów go nie będzie przy swojej żonie - i to dlatego jest zły.
      Tak mi się przynajmniej wydaje. Na pewno Was to wzmocni!! Trzymam kciuki !!!

      Usuń
  7. Mój P. był w delegacji 9 miesięcy potem trzy miesiące w kraju i znów wyjechał na 4 meisięcy. Gdy przylatywal na weekend to zajmowalismy sie tylko sobą. Szkoda było czasu na gotowanie, zamawialiśmy pizze, jedliśmy w restauracji czy barze. Na tygodniu codziennie znajdowalismy min pół godziny na rozmowę o tym co dziś się działo, co będzimey robić jutro, co nas denerwuje, a co cieszy. Dlatego każde z nas wiedziało na bieżąco co się dzieje i problemy nie narastały do weekendów.
    Nie mówię, ze z kobietami jest łatwo, bo ja też miałam gorsze dnii miaął mdośc takiej rozłąki, zwłaszcza, ze każdy meisiąc miał być tym ostatnim w delegacji ale wiedziałam, że P. ma gorzej, bo jest w innym kraju, bo nie ma tam znajomych, a j a mam w meiście chociaż sisotry. Jak przyjeżdżał nie skakałam wokół Niego ani on wokół mnie. Po prostu siedzieliśmy razem i cieszylismy się, ze mamy siebie.
    Nam te delegacje dużo dały. Dużo nauczyły. Polepszyła się sytuacja zawodowa P. To było takei wyrzeczenie ale dzięki temu wiemy, co mamy.
    Nam się udało, nie mowię, że każdy ma tak ryzykować. Czasami lepiej zmienić coś w życiu niż tracić coś przez pracę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój T. jest kierowcą ciężarówki. Ja studiuję dziennie. Widzimy się tylko w weekendy. Cieszę się tylko, że pracuje od poniedziałku/wtorku do piątku, a sobotę i niedzielę mamy dla siebie. Martwi mnie tylko to, że tak mało śpi. Z jednej strony chcielibyśmy się nacieszyć sobą, ale z drugiej kiedyś trzeba też spać. Jesteśmy w takiej sytuacji, że nie jesteśmy tak jak Wy małżeństwem, przez co jest troszkę trudniej, bo jak przyjeżdża to nie jesteśmy ze sobą 24h. Gdy zaczynaliśmy się spotykać, ostrzegał mnie, że ma taką pracę. Wiedziałam na co się piszę i nie mam prawa mieć teraz pretensji o to, że jeździ po Europie. Byłabym hipokrytką mając do niego żal o to, że nie pracuje w mieście, mnie w tygodniu też nie ma w domu, bo studiuję w Warszawie. Cieszę się tylko, że nie pracuje w trybie 3 tygodnie w trasie, 1 tydzień w domu. Zawsze trzeba znaleźć dobre strony - przynajmniej zatęsknicie za sobą, tak przynajmniej jest w naszym przypadku. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. delegacje... 3/4 mojej rodziny (bliższej i dalszej) to ma za sobą, lub w trakcie. jako dziecko byłam przerażająco smutna, że mam tatę/dziadka tak rzadko...
    ale da się to przeżyć! w końcu tęsknicie za sobą, kochacie się- komu ma się udać jak nie wam?

    OdpowiedzUsuń
  10. Delegacja oczami mężczyzny,czyli strony wyjeżdżającej.Praca jest ważna, ale życzę Wam, żeby się szybko skończyła ta delegacja i żeby Pan Poślubiony miał też dobrą pracę, ale blisko domu.
    Wszystko da się przeżyć, wiem, bo przechodziłam już przez delegacje i te krótkie weekendy razem. Nam się udało - mój mężczyzna zmienił pracę, chociaż nie było łatwo - też kilka razy koniec delegacji był przekładany, potem poszukiwania nowej pracy.I miałam dość, byłam całą sytuacją zmęczona. Ale warto było czekać. Macie siebie, dacie radę, a może więcej rozmawiajcie na tygodniu, wiadomo telefon nie zastąpi drugiej osoby, ale jest łatwiej znieść tęsknotę i potem prosto w ramiona wpadać, bo żale wszelkie wyrzucacie przez telefon... Życzę powodzenia i szybkiego końca delegacji!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem z doświadczenia, że szkoda czasu na żale, ale jak się widzi tak rzadko na tak krótko, czasem trudne emocje pierwsze biorą górę....

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak mój Mąż (wtedy chłopak) był za granicą i przyjeżdżał po 2, czasem 3 tygodniach, a czasem po miesiącu, to żadnych żali nie było. Rzucaliśmy się sobie w ramiona i cieszyliśmy, że w końcu na te dwa dni możemy być razem. Nigdy jakoś nie było powodów do kłótni, sami też ich sobie nie stwarzaliśmy. Do tej pory się nie kłócimy. Tak nam jakoś szczęśliwie się w życiu układa, że tylko drobne sprzeczki czasem bywają, ale to też od święta bym powiedziała. Nam po prostu szkoda na to czasu, bo życie jest za krótkie, żeby jeszcze sobie dokładać.

    Mam nadzieję, że jak skończy się u Was ta delegacja to i między wami się poprawi :) Tego serdecznie życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno jesteście w trudnej sytuacji, która potrafiłaby wymęczyć każdego. Sami wiecie najlepiej, że tylko wzajemnie wsparcie i miłość pomoże Wam przez to przejść. Wzajemne obwinianie się o chociażby te głupie śmieci niczego nie ułatwi.
    Domyślam się, że Wasza frustracja wynika także z tego, że delegacja się przeciąga i przeciąga - pisaliście wielokrotnie, że Pan Poślubiony miał już jakiś czas temu wrócić do Gliwic.
    Niestety, w życiu nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzymy czy zaplanujemy. W dorosłości trzeba się zmierzyć także z takimi sytuacjami.
    Oboje piszecie, że nie chcecie być wyrobnikami, ale każda praca ma wady i zalety. Tak samo nie ma idealnego miejsca do mieszkania na świecie - zawsze zamienia się jedne problemy na drugie ;)

    Życzę Wam, żeby najbliższy piątek był inny. Żeby Pani Poślubiona znalazła w sobie wystarczająco dużo ciepła, które przykryłoby jej gorszy humor i frustracje, pozwalając przywitać Pana Poślubionego w innym nastroju. I żeby Pan Poślubiony znalazł w sobie jeszcze trochę siły na to wyrzucenie śmieci ;)
    I oczywiście, żeby delegacja się jak najszybciej skończyła - to wiele ułatwi :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam sie z blueberry. Trzymam kciuki, zeby Wam sie udalo wszystko dopracowac i zmienic sytuacje na lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja rozumiem Panią Poślubioną. Ciężkie jest życie osobno dla obu stron, obie powinny się starać, żeby jakoś to wszystko grało, żeby pogodzić pracę ze związkiem, w którym będzie w miarę sympatycznie. Nie każdy jest stworzony do tego, by zyć na odległosć. Dla mnie to było straszne przezycie, chociaż się przyzwyczaiłam do takiego rytmu po jakimś czasie, ale to normalne. Pojawiają się pretensje, żale, kłótnie, że to tyle trwa, że czemu, po co, że on tam, ja tu, to normalne. Chociaż doskonale zna się powody rozłąki, chociaż wiadomo, ze Pan Poślubiony nie robi tego tylko dla siebie, ale dla was, frustracje będą, chyba każdy chce mieć tę ukochaną osobę blisko siebie. Najważniejsze to dojść do jakiegoś porozumienia, choćby miliardy razy trzeba było rozmawiać o tym samym. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bez względu na to co już zostało napisanie, pamiętajcie o tym aby się nie zagalopować. Wiem, że sytuacja jest ciężka, jeśli chodzi o pracę, ale rodzina powinna być zawsze na pierwszym miejscu. Wiem o czym mówię. Mój tata jakieś już 10 lat temu wyjechał do pracy zagranicę, początkowo na kilka wyjazdów. Później jeszcze rok. No okazało się, że maksymalnie 2 lata i powrót. Do tej pory jest poza granicą. Nie ukrywam, że i tak często zjeżdża, ale nic nie zastąpi tej pustki w domu. Pamiętajcie o tym. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam nadzieję, że gdy delegacja się skończy będzie Wam dane nacieszyć się małżeństwem i sobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja na początku też witałam R. skwaszoną miną i wychodziło tak że przez pierwszy dzień w domu się sprzeczaliśmy ale dosyć szybko to wyeliminowałam bo zrozumiałam że przez to tylko tracimy czas. Później już witałam go z uśmiechem i pysznym jedzonkiem :) A widywaliśmy się co 3 tygodnie na tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jesteśmy Panami swojego losu. I tylko od Nas zależy jak ono będzie wyglądało. Nie duście niczego w sobie, żeby się nie udusić. Już tak konkretnie! I nie stójcie w miejscu bo to tłamsi człowieka. Co może odbijać się na wspólnej relacji. Może łatwo napisać? Nie łatwo. Sami to przerabialiśmy. I nie wytrzymaliśmy. Zmienił pracę. Znalazł równie dobrą w naszym rodzinnym mieście. Powodzenia i miłej soboty :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Teraz jest chyba taki czas, że jest nadmiar obowiązków, ludzie chodzą ze skwaszonymi minami ... wszystko wykańcza... Czuję się podobnie, ech... Ale wszystko wróci do normy, na pewno! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Skończy się delegacja to wszystko wróci na właściwe tory, bynajmniej tego Wam życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Spokojnie z tymi emocjami:). Ja i moja żona widzimy się raz na miesiąc, bo ja jak Ty Panie Poślubiony pracuję również w delegacjach, z tym że do żony mam jakieś 350-400 km, i wracając już do domu w nocy z piątku na sobotę, nie mam powodu by mieć pretensje o jakieś głupie śmieci. Są do wyniesienia to wynoszę. Padam z nóg i jestem zmęczony, boli mnie kręgosłup i nie zawsze mam ochotę na powitalne riki-tiki- tak stęsknionej żony. Kłotnie niewiele wniosą.Powodzenia

    OdpowiedzUsuń