13 grudnia 2013

Singiel



PANI POŚLUBIONA


Dziś uciekamy trochę od tematyki świątecznej, na chwilkę, bo naszły nas pewne refleksje i trzeba o nich napisać. Od razu uczulam, ze ten post nie jest atakiem w stronę osób pozostających bez pary, a jedynie naszym spostrzeżeniem, jak ten temat wygląda z naszej perspektywy. Jesteśmy ze sobą...wydaje się, że od zawsze, a na pewno dość długo jak na nasz krótki czas na tej ziemi. Jako para zawsze mieliśmy wśród znajomych taką osobę, a nawet sporo takich osób, które nie miały chłopaka/dziewczyny itp.


Wtedy jeszcze słowo singiel nie miało jako tako znaczenia i nikt jakoś specjalnie nie zwracał uwagi na to, ze jest bez pary. Wtedy, aż do czasu...jakiego czasu? Z tego co ja pamiętam zaczęło się na studiach. Kilka koleżanek miało chłopaka lub narzeczonego, a kilka nie. Wtedy zaczęło się nadużywanie słowa singileka. Singielka jak to dumnie brzmi, kobieta niezależna. 

Moje odczucia są takie, że na chwilę obecną większość koleżanek, które mam tzw. singielki, to właśnie w większości takie kobiety, tzn. na takie się kreują. Nie zrozumcie mnie źle, ja je naprawdę lubię i bardzo często się z nimi spotykam, rozmawiam, imprezuję, ale... no właśnie ale. Singielki mają to do siebie, ze właśnie już w wieku 23 lata i wzwyż bije z nich niezależność, kobieta pracująca. Większość tych koleżanek zachowuje się bardzo podobnie. 

Zawsze w tym wypadku jest schemat: „Ty to masz fajnie,z Panem Poślubionym tyle lat razem, a ja to chyba nikogo nigdy nie znajdę!” lub „ Nie rozumiem jak wy daliście radę tyle lat ze sobą wytrzymać, ja to bym nie dała rady”. Jeżeli chodzi o pierwsze stwierdzenie, to jako tako je rozumiem, bo większość z nas chciałaby być kochana bezwarunkowo, całym sercem i prawie każdy osoba szuka drugiej połówki, bo człowiek z natury jest istotą społeczną (takie stwierdzenie miałam kiedyś na studiach na psychologii i bardzo mi się spodobało ;)) 

Jeżeli słyszę więc od koleżanki, ze ona chyba już zawsze będzie sama trochę się wkurzam, a trochę ją rozumiem, ze się martwi, zegar biologiczny tyka, a ona nawet nie ma faceta, można czuć frustrację, wtedy mówię, ze widocznie tak jej Bóg życie ułożył i miłość przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie (tak się sprawdziło w moim i w przypadku Panny K. więc wierzę w to co mówię). 

Co jednak jeśli słyszę „ Nie rozumiem jak wy daliście radę tyle lat ze sobą wytrzymać, ja to bym nie dała rady”, wtedy się wkurzam, bo nie wiem czy singielka mówi to złośliwie, czy o co chodzi? Myślę sobie, no nie dałabyś rady, dlatego jesteś sama...no ale i tak w tym co mówi zawsze, ale to zawsze wyczuwałam zazdrość i najczęściej nie odpowiadałam...bo co też mogłam powiedzieć? 

Drogie singielki, ja was bardzoo lubie, ale nie ogłaszajcie całemu światu na każdej imprezie czy spotkaniu jak to wam jest dobrze/źle samej i nie mówcie ciagle o tym, ze jesteście same! To tak jakbym ja z Panem Poślubionym wkoło mówiła jak to cudownie nie jest razem albo źle..itp. Nie, my to zostawiamy dla siebie i tyle. 

Kobieta singielka jest więc trochę w moich oczach desperatką (ała, mocne słowo?), bo albo ją zranił facet i ona ma w dupie całą płeć męską, albo jej nikt nie chce i ona jest taka biedna/szczęśliwa. Jesteś bo jesteś, nie ważne czy sama czy z kimś. 

Co do facetów singli, oo tu też jej ciekawie, ale chyba mniej dramatycznie, tacy Panowie to wolni strzelcy i oni albo zachowują się normalnie, albo właśnie też wywyższają ponad kolegę żonatego. Co to znaczy? To co idziemy na piwko, panienki...aa nie sorry stary zapomniałem ŻONA Ci nie pozwoli! Nie pozwoli? Nieprawda! Mój mąż może wychodzić z kolegami i się dobrze bawić, może iść do klubu go-go i ma swój rozum i ufam mu, że zna pewne granice. 

Panowie wasz kolega żonaty nie ma kajdanek na rękach..przynajmniej nie każdy. Wiem, ze podeszłam do tematu bardzo stereotypowo, ale niestety w moim środowisku tak stereotypowo jest i tyle. Tak sobie myślę, jakby moje życie wyglądało jako singielki i przyznam się bez bicia, że tak najprawdopodobniej dalej mieszkałabym z rodzicami. Najprawdopodobniej czułabym niepokój, ze dlaczego mam 23 lata i nadal jestem sama i zazdrościłam bym całuśnych fotek koleżankom na facebooku z ich facetem. 

Tak, chyba byłabym trochę stereotypową singielką. Choć nie rzucałabym się na każdego faceta na siłę i nie emanowała tym, ze nikt mnie nie chce i kiedy w końcu zechce? Mogę tylko dywagować. Was drogie czytelniczki singielki i niesingielki pozdrawiam i mam nadzieję, ze się na mnie nie obraziłyście ;)


PAN POŚLUBIONY

Wszyscy z nas używają sformułowania singel, ale kim właściwie on jest? Czy to osoba po prostu będąca sama ze swojego wyboru, czy też może ktoś, kto jeszcze nie zdążył ułożyć sobie życia z druga osobą?

Moim zdaniem, choć wbrew wszelakim definicjom, obie te formacje są singlami. Potocznie określa się mianem singla osobę żyjącą bez partnera, jednakże założeniem tej nazwy było określanie osób będących samotnie z wyboru. Ale jak Ty się przedstawisz jako singel czy jako stara panna albo kawaler?

W ten sposób określenie singel używane jest w stosunku do jednej jak i drugiej grupy. Jaka jest różnica między nimi? Przede wszystkim w mentalności i podejściu do życia. W obu przypadkach te dwie grupy mogą reprezentować bardzo skrajne zachowania.

Jako, że ja nie zasmakowałem życia singla nie mogę się wypowiadać na temat tego czym umotywowane jest ich postępowanie, aczkolwiek często jestem obserwatorem takiego stanu cywilnego. Singel z wyboru to osoba przede wszystkim nie obwiniająca społeczeństwa dookoła o to, że jest samotna (bynajmniej na forum), wręcz przeciwnie żyje w przeświadczeniu, że takie życie mu odpowiada, akceptuje je, jest szczęśliwa żyjąc na co dzień w pojedynkę. W porządku nic mi do tego, każdy ma swoją ścieżkę życia i ma prawo do podejmowania takich, a nie innych decyzji. 

Jednak zdarzają się osobniki, które na każdym kroku próbują wmówić wszystkim dookoła o ile ich życie jest lepsze od naszego. Bez końca wymieniając same zalety takiego stanu, artykułując jak to czują się wolni, niezależni, wyśmiewając lub gardząc wręcz małżeństwem lub stałym związkiem. Dlaczego? Nie wiem.

W przypadku singli, którzy jeszcze nie zdążyli ułożyć sobie życia, czyli starych kawalerów, panien lub po prostu osób samotnych, bo tak należy ich nazywać bywają osoby zrównoważone. Nie szukające na siłę tej drugiej połówki desperacko pytając znajomych czy znają kogoś fajnego albo spoglądających łapczywym wzrokiem na serdeczne palce ludzi. 

Zauważyłem pewną zależność w zachowaniu takich osób związaną z wiekiem. Im dana osoba jest starsza tym większe prawdopodobieństwo, że będzie zdesperowana. Choć znam również młode osoby w moim wieku, które koniecznie, na siłę szukają miłości, drugiej połówki. Niestety w takich przypadkach efekty są dość mizerne i zgoła inne od tych oczekiwanych.

Zastanawiam się często, kto ma lepiej, singel czy osoba w związku i w moim przeświadczeniu tutaj osoba samotna dużo traci. Wydaje mi się, że wszyscy potrzebują odczuwać miłość, zainteresowanie, zaangażowanie i bliskość drugiej osoby. W przypadku singla na żadną z tych rzeczy raczej liczyć nie można. My z Panią Poślubioną każdego dnia przekonujemy się, że tak naprawdę mamy tylko siebie i na siebie możemy liczyć. Dla mnie wsparcie drugiej połówki jest bardzo ważne i potrzebne.

Jeśliby już się stało, że byłbym singlem to tak naprawdę nie wiem jak wyglądało by moje życie. Może bym imprezował, szukał zainteresowania ze strony kobiet, jak to się mówi „bawił się życiem”. Ale czy nie można się bawić życiem z Żoną?

Mam dookoła siebie wielu singli i widzę, że często w ich życiu z czasem na miejscu imprez i zabawy zagościła praca i prócz niej nie mają nic. Spełniają co najwyżej swoje zachcianki zmniejszając gorycz, która ich często przepełnia. Ostatnio zapytałem jednego z nich co będzie robił po powrocie z delegacji? Odpowiedział: w końcu żył! Na pytanie o znajomych odpowiedział: jak mam mieć znajomych skoro wiecznie jestem w pracy lub delegacji. 

Znajomi ze studiów już mają rodziny dzieci, a w miejscu zamieszkania nie zna nikogo. Uświadomiłem go tylko, że gdy jego rodzice umrą to zostanie całkowicie sam. Dopuścił w końcu do świadomości myśli o których wcześniej bał się nawet pomyśleć. Resztę wniosków wyciągnijcie sami.

22 komentarze:

  1. Moja przyjaciółka była właśnie taka, że na siłę szukała faceta. To jest straszne. Spotykała się z totalnymi czubkami. Moim zdaniem miłość przychodzi niespodziewanie. Długo z nią rozmawiałam, powiedziałam co myślę o jej zachowaniu i zmieniła swoje podejście. Niestety jej koleżanki nie. "Znajdziemy Ci faceta". Kurde..na siłę? Chodzenie na dyskoteki w celu znalezienia miłość jest dla mnie pomyłką.

    OdpowiedzUsuń
  2. często się zastanawiam czy komentować WASZE posty, bo w sumie często zdecydowanie się nie zgadzam, ale myślę, że to wynik wieku i różnicy pokolenia
    myślę, że wiele z tego co piszecie weryfikuje życie,
    i nie da się porównać i wybrać czy lepiej tak czy siak.
    często osoby które są "singalni" są bardziej szczęśliwe niż jak były w związku.
    często życie daje po przysłowiowych 4 literach, a wiadomo jak człowiek się sparzy to trudno ponownie zaufać

    macie to szczęście, że poznaliście się jak byliście młodzi i całe życie kroczycie razem i oby jak najdłużej

    Ale nie zawsze jest sielanka
    oczywiście inaczej jest z paniami samymi, a inaczej z panami
    tego się nie da porównywać

    Pani Poślubiona piszesz, że takie osoby często podkreślają swój stan "samotności", ale uwierz mi na słowo, często gęsto mężatki mają inne rozumienie niż osoby będące same


    A gdy pojawią się dzieci, to takie "sngielki" nie mają o czym rozmawiać z mamami, bo te koncentrują całą swoją uwagę dzieciom i kolorowi kupki i wtedy MY "SINGIELKI" tez nie wiemy co odpowiedzieć

    ja myślę po wielu doświadczeniach życiowych, że każdy stan jest człowiekowi jest potrzebny, by doceniać to co ma się TU i Teraz

    a to na jakim etapie uczuciowym jesteśmy nie do końca zależny od nas - bo to tanga trzeba dwojga

    co do ucieczki w pracę, wiadomo każdy zagospodarowuje sobie "wolny " czas jak uważa i nie należy generalizować, bo i w związkach znajdują się pracoholicy

    p.s. mam nadzieje, że zostałam zrozumiana, bo nieco chaotycznie to pisze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe bardzo fajnie, ze piszesz, na naszym blogu cenimy też komentarze, które zawierają inne zdanie niż nasz post i nie ma nic w tym złego, wręcz przeciwnie jest o czym pogadać ;) i to daje tez inne spojrzenie na sprawę! W większości się jednak zgadzam z Twoim komentarzem, ale nie uważam że trzeba przeżyć wszystko w życiu aby doceniać to co się ma :) Ja nie byłam singielką raczej nigdy bo mając 13 czy 15 lat nie można mówić ze jest się singlem, ale doceniam to szczęście które mnie spotkało, ze mam Pana Poślubionego i takie życie, codziennie dziękuje Bogu za to ;)
      Ja życzę jedynie nam abyśmy zawsze sie dogadywały singielki i niesingielki :) całe szczęście ja z moimi koleżankami któe są pannami całkiem fajnie się dogaduję i nie rozmawiam tylko o małżeństwie czy dzieciach, mam nadzieję, ze tak mi pozostanie, pomimo doświadczeń życiowych ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja też już ledwo pamiętam okres, w którym byłam sama. Nie byłam singielką, bo byłam nastawiona na miłość. I miłość przyszła bardzo niespodziewanie i chyba o to w tym chodzi i dlatego jest piękna:) Także ja używając i słysząc słowo singiel myślę o osobie samotnej z wyboru. Znam kilka takich osób, ale myślę, że to kwestia czasu, że kiedy spotyka się swoją miłość to nawet bycie najszczęśliwszym singlem idzie w odstawkę. Zawsze trzeba postawić się w sytuacji drugiej osoby, albo przynajmniej spróbować. także umiem sobie wyobrazić, że ktoś może być samotny i zdesperowany, umiem nawet wyobrazić sobie wołanie takiej osoby o pomoc (pośrednio czy bezpośrednio), ale po jakimś czasie trzeba wziąć się w garść. mnie jako osobie mającej partnera życiowego nie jest żal osób samotnych, nie patrzę na nich z góry, ale życzę im żeby jak najszybciej znalazły drugą połówkę:)
    pozdrawiam Was bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie podpisuję się pod Twoimi komentarzem rękami i nogami :)

      Ps. Też nigdy nie patrzę na singla z żalem czy z góry ;) to często są moi przyjaciele!

      Usuń
  4. Ja myślę, że słowo singiel nic nie znaczy. Jest może tylko ładniejsze od stara panna, stary kawaler czy po prostu samotny. Słowo singiel kojarzy się ogólnie z "samotnością" z wyboru. A przecież osoba mająca 20 czy 23 lata która mówi na okrągło, że zazdrości wam/nam miłości, że też by tak chciała, nie jest singlem!!! bo nie wybrała sobie życia bez partnera tylko po prostu albo ma pecha że trafia na odpowiednich ludzi albo chciałaby kogoś mieć, ale jakoś to nie wychodzi.
    Nie rozumiem waszego zdziwienia faktem że koleżanki zazdroszczą, ja im się nie dziwie. Naprawdę obserwuje wiele różnych, bardzo różnych związków i mało kto (w mojej okolicy) trafia na normalnego faceta. Czułego, dobrego, fajnego. I to mówią moje przyjaciółki!!!! Które mają 24 lata, skończyły studia i chodząc na imprezy studenckie stwierdziły, że sama 'hołota' tam chodzi i tylko jedno im w głowie. Nie raz mówiły, ze mi zazdroszczą, ja Lubego poznałam w wieku 16-17 lat i widzę, że faktycznie ciężko jest znaleźć kogoś wartościowego. Mnie miłość sama znalazła... ale jakby nie? To też nie wiem co bym mówiła ;)
    I faktycznie tak jest, ze one mówiły o imprezach, o chłopakach, o wyjazdach, a ja co? :P Ostatnio były to dużo rozmawialiśmy o mnie, o weselu, o tym jak to będzie. Ale ani jedna ani druga sytuacja mi nie przeszkadzała :)

    Faktycznie jest tak jak Pan Poślubiony pisze:
    Jednak zdarzają się osobniki, które na każdym kroku próbują wmówić wszystkim dookoła o ile ich życie jest lepsze od naszego. Bez końca wymieniając same zalety takiego stanu, artykułując jak to czują się wolni, niezależni, wyśmiewając lub gardząc wręcz małżeństwem lub stałym związkiem. Dlaczego? Nie wiem.

    Kompletnie tego nie rozumiem. Najlepszy jest fakt kiedy długo chodzisz, to znajomi pytają "Kiedy w końcu ślub???", jak się człowiek zaręczy i mówi, że np. za rok będzie ślub wtedy się zaczyna do Narzeczonego zazwyczaj "co Ty robisz???" Mój kuzyn w tym roku miał wesele, na tym weselu byłam drużką to tylko powiedział "poczekajcie jeszcze chwile zobaczycie jak będą wam ryć beret" Trzeba chyba przywyknąć i brzydko mówiąc olewać.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo właśnie co do ostatniego akapitu to są typowe powiedzenia na każdy etap związku ;) Obecnie słyszymy "Kiedy dziecko?" Czemu wcześniej nie pytali? Bo co nieślubne i hańba? Echhh mnie to wkurza strasznie :P

      Usuń
    2. Ooo jak ja to dobrze znam, najpierw "kiedy ślub", a potem do jeszcze wtedy nie męża, że zgłupiał i żeby się zastanowił, co on robi. Nawet na wieczorze kawalerskim mu nie odpuścili (chociaż podobno wtedy ładnie się odciął i uciął temat). Jak mnie takie teksty wnerwiały.
      Pani Poślubiona - z pytaniami o dziecko łączę się w bólu.

      Usuń
  5. Dzięki za ten wpis. Poruszyliście bardzo ważne kwestie.Jako człowiek sentymentalny nie za bardzo czuję się singlem wspólczesnych czasów, ani też starym kawalerem sprzed wojny. Jestem po prostu chwilowo człowiekiem wolnym, a moja wolność to ani styl życia, ani powód do obnoszenia się z tym, ani też absolutnie powód do kpin z moich żonatych kolegów, których zawsze szanuję i przyznam się że czasem zazdroszczę bycia z kimś, powrotu do domu w którym ktoś czeka i bycia tatą. Nie jest też tak że wydziwiałem i wybrzydzałem w poszukiwaniach tej jednej jedynej. Przede wszystkim długo się uczyłem- bo zachciało mi się doktoratu, równocześnie pracowałem od małego gówniarza (wychowałem się na wsi przy gospodarstwie), a potem jak trafiłem do miasta, trzeba było poradzić sobie z nauką i pracą - bo ta dalsza nauka to był mój wybór i rodzice patrzyli na to krzywym okiem, ("jak to skończyłeś dobre technikum, wróciłeś z wojska, po co ci te dalsze szkoły?). Uparłem się, postawiłem na swoim, no i wpadłem w tygiel pracowo-naukowy, ten bezustanny brak czasu nie ułatwiał mi spotkania Kobiety mojego życia, a jak już gdzieś jakimś cudem kogoś poznałem (niestety zawsze przez internet, bo nigdy nigdzie nie miałem czasu pójść i poznać kogoś) to po prostu były to Kobiety starsze ode mnie (czasem nawet o kilkanaście lat), a co najważniejsze często doświadczone przez życie i los (po rozwodzie, z dodatkiem dziecka). I zawsze nam nie wychodziło.Inne priorytety, inne oczekiwania i nasze drogi się rozchodziły, bez jakichś kłotni czy pretensji . Nie uważam tego za jakiś pech, próbowałem kogoś poznawać na miarę swoich możliwości. Postanowiłem więc teraz , spojrzeć na to inaczej, zmienić swój styl i swój image. I wierzę, że wkrótce ta wolność się zamieni w stan zajęty :). Pozdrawiam was serdecznie. Pozdrawiam też wszystkich wolnych, niech nigdy nie tracą wiary siły i nadziei, i zajętych - by zawsze czerpali siłę z bycia razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adam dziękuję za Twój komentarz, jak zwykle czytałam go z uśmiechem na twarzy :) Miło jest zobaczyć, że ktoś zdrowo patrzy na to wszystko, bardzo podoba mi się Twoje podejście i to co piszesz :) Mam nadzieję, ze i Ciebie miłość spotka w odpowiednim czasie, bo każdy człowiek na to zasłużył ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cóż, w temacie wiem niewiele, bo mam z mężem podobnie jak Wy. Ja mam 24, On 25 lat, razem jesteśmy lat 10, po ślubie 5. Całe życie. W sumie nie wiem jak to jest być singlem i nie żałuje kompletnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam "oba punkty widzenia", ale odniosę się do drugiego:)

    Primo- "Singel z wyboru to osoba przede wszystkim nie obwiniająca społeczeństwa dookoła o to, że jest samotna (bynajmniej na forum), wręcz przeciwnie żyje w przeświadczeniu, że takie życie mu odpowiada, akceptuje je, jest szczęśliwa żyjąc na co dzień w pojedynkę. W porządku nic mi do tego, każdy ma swoją ścieżkę życia i ma prawo do podejmowania takich, a nie innych decyzji."
    DOKŁADNIE!
    Są też wśród singli osoby, które najzwyczajniej w świecie nie chcą się z nikim wiązać, nie afiszują się z tym i im to po prostu PASUJE:)
    I o tym też trzeba pamiętać-nie każdy jest stworzony do życia w tandemie.
    Serio, serio.

    Secundo- "Choć znam również młode osoby w moim wieku, które koniecznie, na siłę szukają miłości, drugiej połówki. Niestety w takich przypadkach efekty są dość mizerne i zgoła inne od tych oczekiwanych."
    Też takie znam:) Zarówno z reala ( są już po ślubach w wieku lat 19stu lub 20stu i po rozwodach:P )
    Znam też takie przypadki z blogów ( na ogół są to laski, które jakoś "przypadkiem" zaciążyły i doprowadziły swych "wybranków" przed ołtarz, ale czytając te blogi to szczęściem tam nie kipi... ).
    Adresów nie podam;)

    Tertio- "Zastanawiam się często, kto ma lepiej, singel czy osoba w związku i w moim przeświadczeniu tutaj osoba samotna dużo traci. Wydaje mi się, że wszyscy potrzebują odczuwać miłość, zainteresowanie, zaangażowanie i bliskość drugiej osoby."
    Wszyscy?
    naprawdę KAŻDY z nas jest inny.
    I uwierz mi, istnieją osoby, które nie są zainteresowane odczuwaniem czegokolwiek głębszego z kimkolwiek.
    Czy są freak'ami czy są w jakiś sposób "chore" czy "upośledzone" społecznie?
    Kim jesteśmy, żeby je oceniać?
    póki nie krzywdzą siebie i innych...niech żyją po swojemu.
    Każdy jest inny.
    Tylko w Polsce jak ktoś ma 30 lat i nie ma męża/narzeczonego/chłopaka to już jest "upośledzony' i w ogóle be.
    i to dopiero jest chore.

    Pozdrawiam Was oboje!

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że to taka poza. Niby singielka. Niby niezależna. Silna. A wieczorami siedzi sama i 'rozpacza'. Oczywiście nie uogólniam. Z pewnością nie każdy tak ma.
    Obserwuję, doświadczam, słucham. I co nieco Wam naskrobię ;-)

    Moja koleżanka po kilku nieudanych związkach jest sama. Nie ma szczęścia. I co? Oczywiście teraz stawia na karierę. Odbiło jej. Przechwalań nie ma końca. Że co to nie ona. Że miała dwie prace. Potem trzy. A suma sumarum pracuje w Big Starze jako sprzedawca. Żadna praca nie hańbi. Ale miałaby dziewczyna nieco ogłady. Bo wyżej sra niż dupę ma. Nieważne. Do czego zmierzam...
    Owa koleżanka wychodzi z założenia, że facet nie jest jej potrzebny. Że znajdzie sobie KOCHANKA. Dziewczyna 24 lata. Niedorzecznie ;-) Będzie miała faceta tylko do seksu. Bo w innych aspektach nie jest jej potrzebny. Bo daje sobie rewelacyjnie sama radę. Są takie momenty. Kiedy spotykamy się we dwie, czy w trzy. Pijemy wino. No dobra kilka win. Siedzimy u niej na łóżku i nagle jest płacz. Gorzkie żale. Jaka to ona samotna. Wtedy się odkrywa. Ściąga maskę. Twardej babki. Niby tak prościej. Po co pokazywać słabości otoczeniu? Żeby wykorzystali to przeciwko Nam? Wolą 'udawać' dusząc się we własnym ciele. We własnych emocjach. Uciekając przed kolejnym zranieniem. Uciekając przed stereotypami.

    Przytoczę jeszcze jedną sprawę. Tu akurat chodzi o mnie. Swego czasu byłam sama. Nie uchodziłam za singielkę. Jeszcze nie te czasy ;-) Moje przyjaciółki miały chłopaków. I wiece co dla mnie było najgorsze? Jesteśmy na imprezie. Siadamy w loży, żeby czegoś się napić. Oni parami. Ja sama. I najgorzej było mi wtedy kiedy widziałam jak się powstrzymują. Jak chłopak przyjaciółki walczy ze sobą, żeby jej nie pocałować. Tylko dlatego, żebym nie widziała. Żeby nie było mi przykro. Wiem, że chcieli dobrze. Że zależało im na moim szczęściu. Ale takim zachowaniem potęgowali poczucie mojej beznadziejności. I nigdy im tego nie powiedziałam. Może powinnam? Może nie. Teraz już po faworach. Minęło jakieś 6 lat. Może 7. Od tamtych chwil. Mam je w pamięci. Jako zwykłe wspomnienie.
    We mnie nie było zazdrości. Zawiści. Że im się ułożyło. Cieszyłam się tym. Kibicowałam. Wspierałam i nie raz byłam 'psychologiem'. I naprawdę nie przeszkadzałyby mi drobne gesty które mogli wykonywać. Przytulenie, buziak. Co w tym złego? Przecież nie zaczęliby się tam na blacie bzykać.
    Oni te gesty ograniczali. I z tym było mi gorzej. Przecież te gesty świadczyły o ich uczuciu. O potrzebie siebie. O miłości. A te uczucia są niezwykle piękne!

    I wierzę w to, że każdy kiedyś trafi na tą drugą, odpowiednią dla siebie osobę. Ja wtedy byłam sama, źle ulokowałam uczucia. Źle na tym wyszłam. Ale po prawie rocznej przerwie od życia doszłam do siebie. Czułam się gorsza przez ten czas. Syndrom ofiary. Ale właśnie dzięki wyżej opisanym przyjaciołom wróciłam do formy. Wtedy kiedy nie szukałam. Kiedy mi nie zależało. Poznałam wspaniałego faceta. Wypełnił mój świat.

    Lepiej być samemu czy jak to się mawia SINGLEM niżeli wiązać się z byle kim. Po co nam jakieś ochłapy? Skoro można dać sobie trochę na wstrzymanie i zyskać coś znacznie lepszego? Życie bywa przewrotne i niezwykle zaskakujące! A my NIESTETY bardzo niecierpliwi i skłonni do narzekań.

    SAM czy SINGIEL - nie oznacza gorszy. W dużym stopniu ludzie kierują się stereotypami. Ale dobrze, że są jeszcze tacy którzy to rozumieją. Po prostu.

    Ściskam Was ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale dziewczyno, ty jesteś taka głupiutka, czy dziecinna.. jak możesz pisać "Drogie singielki, ja was bardzoo lubie, ale nie ogłaszajcie całemu światu na każdej imprezie czy spotkaniu jak to wam jest dobrze/źle samej i nie mówcie ciagle o tym, ze jesteście same! "
    no głupszej głupoty nie czytałam w życiu..
    każdy ma prawo do wyrażania swoich myśli, swojego zdania i nikt nie będzie ciebie słuchal, bo tobie to przeszkadza..

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciężko wczuć się w sytuację i uczucia kogoś, kto żyje nieco inaczej niż my. Pozostaje nam tylko obserwować (tak jak Wy to zrobiliście) i wyciągać jedynie subiektywne wnioski. Wiem i wierzę, że każdy z nas jest do czegoś powołany:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niektóre singielki to typowe feministki.
    Ale są też takie, które chciałyby kogoś mieć, ale na ich drodze wciąż pojawiają się faceci na jeden raz.
    Nie rozumiem tylko kobiet, które strasznie narzekają na swoich mężów, twierdząc, że w życiu zawsze jest im łatwiej, że wszystko im się udaje, a kobiety są wiecznie poszkodowane.
    Nie rozumiem też tych, którzy swoje problemy małżeńskie przenoszą wciąż na swoich bliskich, zamiast rozwiązać je w "cztery oczy".

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże jak ja kochałam być "singielką". Mój R. o tym wie (żeby nie było:P). Ja się ze sobą tak świetnie czuje że naprawdę byłam szczęśliwa co nie znaczy że teraz jestem nieszczęśliwa, nie, ja po prostu wszędzie widzę pozytywy. Mój problem polegał zawsze na tym że przyciągałam facetów jak magnes (do dzisiaj nie wiem czym, być może tym że często myślę jak oni...?) i singielstwem nacieszyłam się właśnie tylko krótki okres czasu. Nie zgadzam się że tylko w związku można znaleźć szczęście bo jestem pewna że gdybym była sama i gdybym tylko chciała to bym szczęście odnalazła. Jedyne co mnie w byciu samym martwiłoby to to że jestem jedynaczką i kiedyś kiedyś za 100 lat nie miałabym z kim spędzić świąt ale zapewne i wtedy znalazłabym pozytyw i zrobiła wielką kolację dla siebie i moich 6 (może 8?) kotów <333333333333333 :D

    OdpowiedzUsuń
  13. No ja właśnie mając 22 lata mieszkam z rodzicami, a pewnie jakbym kogoś miała to by było inaczej :D Czasami jest mi z tym dobrze, a czasami zazdroszczę ludziom, którzy znaleźli swoją drugą połówkę. No i to jest dla mnie zasadnicza różnica, nie zazdroszczę każdej osobie będącej w związku. Ale tak jak Wy, macie siebie i to nie jesteś związek na pół roku czy rok, to coś wyjątkowego. I takiego uczucia mogę zazdrościć. I chyba każdy człowiek do tego dąży :)

    OdpowiedzUsuń
  14. stereotypy i tyle, ja znam wiele osób nie będących w związkach i nie pasują do Waszego opisu w ogóle...może macie zbyt ograniczone i wąsko patrzące środowisko

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja byłam kilka razy "singielką" (raz taką prawdziwą - zanim poznałam przyszłego Męża - świetnie mi było samej, ale nie miałam potrzeby o tym ciągle gadać, było mi tak dobrze, bo uwolniłam się z toksycznego związku i odżyłam), ale nigdy nie określiłam i nie określiłabym się tym słowem. Dla mnie jest jakieś takie... na siłę? Sama nie wiem.
    W momencie kiedy zaczynałam spotykać się z Włóczykijem musiałam rozważyć "za" i "przeciw", bo naprawdę dobrze było mi samej i Jemu samemu też! I myślę, że to jest właśnie świetny start do związku - umieć żyć samotnie, ale poznać kogoś z kimś się chce być, nie dlatego, że się go "potrzebuje", tylko dlatego że jest jeszcze fajniej niż samemu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kobieta samotna nie równa się od razu desperatka. Ja cenie sobie wolność i tego oczekiwałabym też w związku, myślę że wrzucanie osób samotnych do worka zgryzoty albo wiecznej imprezowiczki mija się z celem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedys po nieudanym zwiazku postanowilam pobyc sama. I to bylo cudowne 1,5 roku czytania ksiazek, podrozy z przyjaciolmi, zdobywania nowych umiejetnosci w pracy, nauki jezykow i zastanawiania sie nad swym charakterem i postawa. Nie szukalam milosci, chociaz juz zblizalam sie do 30 tki. Poznalam swego przyszlego meza bedac juz bardziej swiadoma tego czego oczekiwalam od zycia, od mezczyzn i od samej siebie. Dalej wspominam ten okres "samotnosci" bardzo dobrze z usmiechem na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń