28 czerwca 2013

Sztuka uwodzenia



PANI NARZECZONA

Podryw nigdy nie był moją mocną stroną. Sama się dziwię jakim cudem poderwałam Pana Narzeczonego? A może to on poderwał mnie? Na zaloty innych osobników też chyba nigdy nie byłam jakoś skora.

Wydaje mi się jednak,  że my kobiety uwielbiamy być adorowane. Wydaje mi się. Nie wiem czy na temat samego podrywu mogę cokolwiek napisać, gdyż z Panem Narzeczonym jesteśmy razem...od dziecka, bo zaczęliśmy, gdy oboje mieliśmy po 15 lat, patrząc na zdjęcia mogę śmiało stwierdzić – dzieciaczki. Choć przecież nawet będąc w związku czasem jakieś drobne flirty czy podrywy się zdarzają i przyznaję się z ręką na sercu, nie podrywam! Jestem podrywana.

Swoją drogą nie podrywam, nie tylko dlatego, ze jestem już zakochana po uszy i nie szukam adoratora, bo mogłabym przecież po podrywać tak dla zabawy bez większego wymieniania się telefonami, a jedynie dla komplementów. Nie widzę nic w tym złego, ale ja jestem po prostu w tym beznadziejna chyba. Zawsze byłam zimna na podryw.

Wkurzało mnie jak ktoś kto mi się nie podobał (a rzadko było tak żeby się podobał o dziwo) był nachalny, a najczęściej był strasznie. Nie powiem i teraz mam przypadki podrywu, najbardziej śmieszy mnie, gdy taki delikwent wypisuje do mnie wiadomości och ach (swoja drogą stary znajomy), a potem jak uświadamiam mu ze jestem zaręczona od razu zero rozmów tak jakbym miała trąd, a jego jedynym celem było poderwanie mnie. Śmieszne.

Może teraz troszkę księżniczkuję, bo nie jest tak, że rzucają się na mnie tłumy mężczyzn. Zdarza się, ze na ulicy usłyszę gwizd czy komentarze, ale czy faceci naprawdę nie potrafią inaczej? Według mnie idealny podryw powinien być subtelny. Najpierw facet powinien wyczuć czy kobieta w ogóle jest zainteresowana, a nie od razu rzucać się jak lew na zwierzynę. Mnie osobiście to tylko zniechęca.

Jak my kobiety uwodzimy? Nie wiem jak to jest u Was, ale ja osobiście właśnie zrobiłabym to subtelnie. Spojrzenie, wymach włosami i już jestem niczym modelka z reklamy Pantene i wszystkie oczy zwrócone na mnie. Tak naprawdę zanim byłam z Panem Narzeczonym nie podrywałam, bo jakoś mając 15 lat nie byłam w tym perfekcjonistką. Mając jednak 23 lata nadal nie jestem i chyba to jest kwestia chwili i tyle. Nie ma na to reguły i chyba nie da się określić co zrobić, żeby on zwrócił na Ciebie uwagę. Jak będzie chciał to zwróci, bo uważam, ze chemia już wszystko za was zrobi.

Myśląc tak jeszcze o podrywie, do głowy przychodzi mi jeszcze jeden rodzaj podrywu. Poryw starszych Panów nas młode 20 latki. Czasem bywa uroczy, gdy Pan ma 80 lat i jest gentlemanem. Gorzej jak Pan ma około 50 lat, ni to dziadek ni to przystojny dojrzały mężczyzna. Tacy to dopiero potrafią być nachalni. Tacy to dopiero doprowadzają mnie do mdłości, a na pewno nie do omdlenia. Jestem pełna podziwu dla tych 20 latek, które dla kasy są z tymi 50 latkami...nie dałabym rady. Dla mnie taki człowiek kreśli się jako zoboczony oblech. Może jestem okropna, przecież nie każdy 50 latek taki właśnie jest. Piszę jednak teraz o określonym typie mężczyzn z którymi pewnie niektóre z was się spotkały i wiedzą o co chodzi. Wydaje mi się, ze czasem taki mężczyzna podrywając jakąś młódkę musi się po prostu dowartościować. Taka terapia.


Pewnie znowu zeszłam z tematu, ale ten temat jak i wiele innych to temat rzeka można by pisać i pisać. Z nowości mam dla was informację. Szykuje się Panieński. Tak mój Panieński. Pisałam wam jak bardzo go nie chcę? Pisałam! Panna K. się uparła, a ja nie wiem czemu w sumie się cieszę. Obiecała, że nie będzie sztucznych penisów. Wierzę. Panieński w następną sobotę. Pan Narzeczony nie pochwali się pewnie, ze on też będzie miał – kawalerski! Relację wam zdamy! Z pewnością!



PAN NARZECZONY

Z podrywem to jest tak, że nie wiem czy jestem w tym dobry czy nie, bo wydaje mi się, że od zawsze jest Pani Narzeczona. Ktoś zapyta: no jak to? Przecież ją też musiałeś poderwać! No niby tak, ale 8 lat temu wszystko było prostsze i sprowadzało się do końskich zalotów.

Jak poradziłbym sobie dzisiaj? –nie wiem. Pewnie jakoś bym musiał, w końcu natura nas do tego przygotowała, ale niewątpliwie byłoby mi łatwiej po kilku drinkach. Wydaje mi się, że w podrywaniu kobiet pierwszorzędne znaczenie ma to kogo szukamy i do jakich celów. Czy mówimy tu o spotkaniu jednorazowym i dobrej zabawie czy o tym, że poszukujemy partnerki. 

Często bywa tak, że wychodzi na odwrót. Tak naprawdę to nie jest tak, że myślę o tym jak podrywam kobietę, jeśli to już się to dzieje to robię to zupełnie naturalnie, nie zwracając zupełnie na to uwagi, a dopiero później słyszę od Pani Narzeczonej: -lubię jak tak podrywasz inne kobiety. Zastanawiam się wtedy kiedy ja kogokolwiek podrywałem.

Umówmy się przede wszystkim, ze mężczyźni uwielbiają zdobywać, nie mniej jednak nie w nieskończoność. Pomijam tutaj fakt nieudolności mężczyzn, którym się wydaję, że jak się pokręcą trochę przy dziewczynie na parkiecie i postawią drinka one będą skłonne im się oddać w całości. -Takie też się znajdą, ale te mnie nie interesują. 

Wydaję mi się, że ja nie posiadam jakiś wyuczonych sztuczek, tekstów, zachowań. Raczej staram się być sobą, może trochę bardziej elokwentnym. Generalnie ciężko mi o tym pisać, bo mnie to już nie dotyczy. Mam już swoją kobietę i nie potrzebuję podrywać.

A jeżeli chodzi o podryw przez kobiety? Tutaj to w zupełności się nie znam, bo tego w ogóle nie zauważam. W tym miejscu znowu z pomocą nadchodzi Pani Narzeczona, która w domu później mówi: -wszystkie gapiły się w ciebie jak w obrazek, a tamta blondyna cały czas Cię podrywała.
Podrywała? –jak? Kiedy? Można czasem wyczuć zmorzone zainteresowanie od kobiety swoją osobą i to jest przyjemne. Ale też nie wolno przesadzić. Mężczyzna lubi mieć wrażenie, że wszystko się dzieje za jego sprawą i nie lubi kiedy kobieta przejmuje inicjatywę.

26 czerwca 2013

Słodki stół

Uwielbiamy słodycze i na naszym weselu nie mogło ich zabraknąć. Postanowiliśmy więc, że stworzymy oczywiście sami (jak większość rzeczy) słodki stół. Wybraliśmy się więc wspólnie do jednego z hipermarketów w celu zakupienia słodkości. Takim sposobem na naszym stole znajdą się między innymi: ciastka, ciasteczka, lizaki, czekolady, żelki, cukierki owocowe i cukierki w czekoladzie. Po skonsumowaniu przez gości ciasta na słodki stół trafi również i ono. 




Mogłoby się wydawać, że nasza przygoda z organizacją słodkiego stołu jest zakończona. Nic bardziej mylnego. Postanowiliśmy oczywiście spersonalizować nasze słodycze. W internecie znajdziecie pełno personalizowanych czekoladek, lizaków czy gum z wizerunkiem Państwa Młodych, za co oczywiście firmy każą sobie sowicie płacić. My postanowiliśmy zająć się również personalizacją czekolad i lizaków. Wystarczyło wydrukować serca z naszymi imionami i datą i już postały piękne nasze czekolady. 







Następnie lizaki i tu wydrukowaliśmy nasze imiona i datę i na patyczkach zaczepiliśmy małe karteczki. Wszystko prezentuje się prosto i elegancko. Sami Jadnak jesteśmy ciekawi jaki będzie efekt końcowy, a wszystko to będzie już wiadomo na dzień przed ślubem, bo wtedy to restauracja udostępnia nam salę, którą możemy przyozdobić jak tylko nam się podoba. Na szczęście sala jest bardzo elegancka i nie potrzebuje za dużo ozdób. 


 


Jeśli chodzi jeszcze o słodki stół to niektórzy z was wiedzą już o tajemniczej paczce jaką dostaliśmy. Co w niej było? POMOPNY! Tak, pompony MILU


Przyszły w wielkiej paczce, pięknie zapakowane, w ilości większej niż zakładaliśmy. W środku znalazły się trzy najmniejsze pompony już złożone, instrukcja jak składać pozostałe i chyba z 15 innych pomponów różnej wielkości. Niektóre wyglądają naprawdę na ogroooomne! Dostaliśmy jeszcze małą niespodziankę. Śliczne kwiatuszki, które można by wykorzystać na sypanie przed kościołem, ale jako, ze nasz Ksiądz nie życzy sobie "śmiecenia" wykorzystamy je pewnie właśnie na słodkim stole jako ozdobę!







Po co nam one? Bynajmniej nie po to, aby dopingować Pana Narzeczonego w wypowiedzeniu sakramentalnego TAK. Trzeba zacząć od tego, że Pani Narzeczona kocha peonie. Piękne kwiaty, jednak prawdopodobnie w lipcu nie będą dostępne. Pompony te natomiast peonie bardzo przypominają. Pomyśleliśmy zatem, ze świetnie byłoby powiesić je nad stołem słodkości. 


Nie wiemy jednak czy Pani z restauracji zgodzi się na to, ponieważ do sufitu musiałby być montowane najprawdopodobniej taśmą. Jeśli jednak nie udałoby nam się ich wykorzystać przy słodkim stole, świetnie sprawdzą się na romantycznej sesji zdjęciowej. Pomyślcie tylko, zielona trawa, wszędzie porozrzucane pompony i my również trzymamy kilka w ręce. Pięknie i romantycznie! Pompony więc na pewno wykorzystamy. Sami jeszcze się przekonacie jak.  

23 czerwca 2013

Koszmar


Pan Narzeczony ma brata bliźniaka, w nim również jestem zakochana. Chodzimy razem za rękę, całujemy się, ale wiem, że muszę wybrać. Termin ślubu zbliża się nie ubłagalnie, a ja nie wiem którego kocham mocniej?

- Słuchaj, musimy spotkać się w trójkę, abym mogła wybrać z kim pójdę do ołtarza 13 lipca!

- Dobrze, ale chyba mnie kochasz bardziej, przecież to widzę!

Obu kocham, którego wybrać? Do spotkania nie dochodzi.


Mamy 13 lipca. Jest ten dzień. Najważniejszy. Patrzę na zegarek: czternasta!!! Jak to czternasta?! Za godzinę wszystko się zacznie! Szybko! Fryzjer nie dojechał...robię na szybko koka, maluję się, nic mi nie wychodzi, makijaż beznadziejny. Trudno, szybko ubieramy suknię Panno K. ! Suknia lekko podarta i brudna! Nie wytrzymam! Łapię za telefon, dzwonię! Panie Narzeczony, przekładamy godzinę ślubu! Dzwoń do Księdza i mów, ze msza jednak na 17.00, a nie na 16.00 jak wcześniej, bo ja się nie wyrobię! Jak się nie wyrobisz?! -słyszę. Ja już wyjeżdżam autem po Ciebie. Załamałam się, trudno może wyglądam koszmarnie, ale już nie mam wyjścia, trzeba tak iść do ołtarza. Nie zdążyłam, nie zdążyłam z tym wszystkim.

Tak, powyżej zaledwie cząstka snów jakie ostatnimi czasy mi się przytrafiają. Pierwszy świeżutki jeszcze z wczoraj. Takie sny ma przyszła Panna Młoda, podobno nie tylko ja, ale i innym się przed ślubem takie wariactwa zdarzały. Nigdy nie doszukiwałam się znaczenia snów. Te dwa powyżej, gdy mi się śniły miałam wrażenie, ze to 100% prawdy, ze to wszystko się dzieje naprawdę i już nie ma wyjścia. Może wy coś z moich snów wyczytacie? Ciekawa jestem waszych interpretacji!

Pan Narzeczony nie śni o ślubie. Nic konkretnego mu się nie śni. Podobno wcześniej dużo o ślubie śnił, teraz nic. Ja śnię jak szalona. Może dzięki temu w ciągu dnia jestem spokojniejsza.


Zostało 20 dni.



Z cyklu rozmowy w zaciszu domowym.

Pan Narzeczony: Skarbie, choć zrobimy konkurs na blogu, do wygrania voucher dla dwóch osób na nasze wesele!
Pani Narzeczona: Żartujesz, prawda?
Pan Narzeczony: Nie, będzie fajnie, przynajmniej dostaniemy więcej prezentów!

20 czerwca 2013

Stres przedślubny

PANI NARZECZONA

Ten post miałam napisany już wcześniej. Przeczytałam. Nie zgadza się. Dlaczego? Ponieważ wczoraj coś się zmieniło. Zakochałam się na nowo. Bynajmniej nie w Panu Narzeczonym! Pan Narzeczony ma konkurentkę. Tak konkurentkę. Jest nią suknia ślubna. Wczoraj była pierwsza przymiarka. Mogłam poczuć ją na sobie drugi raz po 8 miesiącach rozłąki. Z wrażenia zapomniałam zrobić kilka zdjęć na pamiątkę, ale to nic.

Nie wiem czemu, my kobiety tak bardzo zwracamy uwagę na suknię, a raczej nie wiedziałam do wczoraj. Po prostu, gdy ją zobaczyłam uświadomiłam sobie, ze to ta moja suknia, najważniejsza. Założyłam i jakoś poczułam wewnętrzną ulgę. Nikt przecież nie mówił, że suknia ma właściwości uspokajające, ale rozwiała chyba wszystkie moje wątpliwości dotyczące tego dnia (odnośnie pogody itp.)

Nic już się tak naprawdę nie liczy, bo wiem i pierwszy raz w życiu poczułam się w niej w 100% piękna. Nigdy w żadnej sukience się tak nie czułam. Może uznacie mnie za materialistkę, bo przecież wielbię teraz jedynie rzecz, ale czasem taka zwykła sukienka (a może i nie zwykła) sprawi, ze cały stres przedślubny znika, a na twarzy przyszłej Panny Młodej pojawia się wielki uśmiech. Dopiero wczoraj w 100% zaczęłam się cieszyć tym wszystkim. Samą mnie to dziwi, ze potrzebna mi była do tego suknia.

Jestem więc spokojna, ale jak to tak naprawdę jest z tym stresem przedślubnym?
Zostały 22 dni. Niby tak dużo, a jednocześnie to tak mało!!! Kilka osób pytało w komentarzach czy już się stresujemy. Nie tylko wy pytacie. Jakby oczywiste było, ze w tym dniu będę się denerwować czy stresować. Czasem mam wrażenie, że wszyscy tylko na to czekają- aż zje mnie stres.

Do wczoraj mogę powiedzieć, że tak, byłam spięta. Wszystko zmieniła ta jedna wizyta w salonie. Przymiarka sukni i jestem spokojna. Nie potrafię tego wyjaśnić. Jest też kilka kwestii, które mogłabym wypisać i uznać, ze tak właśnie to mnie martwi, ale na chwilę obecną te zmartwienia zaprzątają mi zaledwie 1% mojej głowy, a jeszcze przed przymiarką wynosiły spokojnie 90% moich myśli. Poniżej więc kilka zmartwień przyszłej Panny Młodej.

  1. Czy o czymś przypadkiem nie zapomniałam? 
  2. Czy w dniu wesela będzie świecić słońce? (Oby nie padało! Brr)
  3. Czy nie złamię paznokcia przed tym wielkim dniem?
  4. Czy uda mi się zrobić samej bukiet? (Tak robie go sama, dzień przed weselem!)
  5. Czy nie wyskoczy mi żaden wyprysk dzień przed weselem?
  6. Czy wszystko będzie tak zgrane jak tego chciałam i każdy będzie wiedział co ma robić?
  7. Czy będzie wystarczająco dużo jedzenia na stołach?

Podpunkty te nie zmieniają faktu, że moja nastawienie jest takie: Co ma być to będzie! Co by się nie wydarzyło dam sobie z tym radę i będzie super! Nie mogę się doczekać, po prostu nie mogę! Dni się dłużą. Przedwczoraj załatwiłam tort. Kształt też prosty klasyczny, choć jest to tylko wzór, bo nasz tort będzie oczywiście w kolorach róż, biały i srebrny. Dolna warstwa jasno różowa, pikowana biała ze srebrnymi perełkami, górna jasno różowa i róże białe. Mogłabym się spytać jak wam się podoba ale ten tort na zdjęciu to zaledwie marny zarys tego o co poprosiłam Panią pieczącą.


Po wczorajszych przymiarkach sukni, Panna K. zaproponowała wykonanie ozdób na samochód. Tak powstały 3 piękne serduszka. Klamki ozdobimy wstążkami w tym samym kolorze co serduszka i białym tiulem, będzie pięknie!


PAN NARZECZONY


Mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że się nie stresuje, aczkolwiek nie do końca była by to prawda. Gdy tylko wyobrażę sobie, że stoję przed ołtarzem to mi się słabo robi, a ciśnieniem mi zaraz wzrasta. Tak naprawdę same przygotowania mnie nie stresują jestem spokojny o wszystko, o wiele bardziej stresogennym czynnikiem jest np. pierwszy taniec. 

Koniecznie musimy z Panią Narzeczoną potrenować, bo będzie klapa na całej linii. Poza tym nie wiem czy będę umiał tańczyć ze wszystkimi ludźmi to mnie zdecydowanie stresuje i będę musiał poprosić rodziców Pani Narzeczonej o to, aby mnie trochę przyuczyli w tańcu na „dwa”. 

Kolejnym elementem, który wzmaga we mnie niepokój jest myśl, że coś może pójść nie tak : jedzenia będzie za mało, wódki zabraknie, prądu albo nie odnajdę się w roli Pana Młodego. Inną sprawą jest to co mnie wkurza. Strasznie irytujące jest to, że każda instytucja od urzędu stanu cywilnego przez restaurację, cukiernię i kończąc na kwiaciarni tylko patrzy jak wydębić od Państwa Młodych kasę. 

Jeżeli pada hasło ślub to stawki za standardowe usługi nagle wzrastają dwukrotnie. Doją nas jak tylko można! Ciasto droższe, kwiaty również, auto za 1000 zł!? To istne szaleństwo, śluby to kopalnia złota. Czym się różni tort weselny od tego zwykłego? Delikatnie kształtem, jednakże nie może to powodować efektu, że jest dwa razy droższy - to niedorzeczność.
W ten o to sposób pomaga się młodym w wstąpieniu na nową wspólną ścieżkę. Pięknie prawda? Najpierw Cię wydoimy. Litości!  

17 czerwca 2013

Ślubne DIY

Czas nas nagli, więc w końcu zmuszeni byliśmy zrobić kilka rzeczy DIY do ślubu. Zaczęło się od pudełka na koperty. Jako, że nie wiedziałam jak się do tego zabrać zaangażowałam w robienie pudełka naszą Świadkową - Pannę K. Wszystkie potrzebne rzeczy już miałam: pudełko po butach, biały arkusz papieru, wstążki, kwiatki, kleje, taśmy, brakowało jedynie weny. Z weną przyszła, więc Panna K. i tak po 30 minutach wyczarowała piękne proste pudełko. 




Bardzo chciałam coś takiego mieć, bo pamiętam, że jest to duże ułatwienie dla świadków podczas zbierania kopert. Pudełko mieliśmy więc gotowe, a jako ze Pan Narzeczony na delegacji mu zostało tylko podziwianie gotowego dzieła.

Następnie przyszła pora na winietki i tu nie wiem czemu Pan Narzeczony wycofał sie rakiem. Do działa zabrałam się więc ja i moja kochana siostra - jako, że przez ostatni tydzień u nas nocowała. Osobiście mam tak, że jak coś zacznę to muszę to skończyć i nie ma że boli. Bardzo nie lubię odkładać pracy na później. Jednak pudełeczka mnie pokonały i była to na tyle czasochłonna praca, że musiałyśmy podzielić ją na dwa etapy. 

Najpierw zabrałyśmy się za składnie zakupionych na allegro kartoników, potem za wycinanie przygotowanych karteczek na pudełeczka i imion gości. 




Następnie trzeba było przykleić na kartoniki w odpowiednim miejscu wycięte karteczki, posortować cukierki i do każdego pudełeczka włożyć po dwa łakocie (niestety więcej się nie mieściło). Kobietom przypadły Bałamutka i Bajeczny, Panom Dragon i Pierrot,  a dzieciaczkom Nygusek i Parysek. Podział zrobiłam specjalnie, ponieważ jedne cukierki wydawały mi się bardziej damskie, a inne bardziej dla dzieci jak np. galaretki w czekoladzie.






Już na tym etapie wykonywania winietek zabrało nam to około 3 h czasu, a że zaczęłyśmy późno dokończenie przełożyłam na inny dzień. W weekend jak już był Pan Narzeczony postanowiłam zawiązać na każdym pudełeczku wstążkę i wpakować je do pudełka, aby tam spokojnie czekały na wielki dzień. 





Pan Narzeczony zajął się składaniem pudełka i rozłożył mnie na łopatki, a pudełko rozłożyło jego. Niestety mój kochany nie potrafił złożyć ikeaowskiego pudełka! 



Dopiero po ukazaniu mu instrukcji na odwrocie pudła, której notabene nie zauważył jakos tam poszło i mogłam układać zrobione pudełeczka. Całość wyszła dla nas bardzo zadowalająco. Pudełeczka są proste, a to najważniejsze. 


12 czerwca 2013

10 cech idealnej kobiety


Podejrzewam, że 80% mężczyzn w tym miejscu skupiło, by się na opisie zewnętrznym: długie nogi, krągłe pośladki, duży biust itp. Prawdą jest to, że skoro lgniemy do jakiejś kobiety, to musi nam się ona w

jakimś mniejszym lub większym stopniu seksualnie podobać. Nad tym nie będziemy się rozwodzić, gdyż są gusta i guściki. Ktoś powie, że woli dużą kobietę, bo w razie czego go obroni, a inny wybierze drobinkę, chucherko z którym będzie szalał w poziomym tańcu. Ponadto odnoszę wrażenie, że obraz kobiety idealnej nie istnieje. Nie ma ludzi idealnych, a co dopiero kobiet. Jednakże mógłbym wymienić kilka cech, które dla mnie jako mężczyzny i męża byłyby mile widziane. Kolejność jest zupełnie przypadkowa.


  1. Radosna, uśmiechnięta
  2. Rodzinna, ciepła
  3. Ostoja spokoju
  4. Wyrozumiała
  5. Szczera
  6. Cierpliwa
  7. Ambitna
  8. Wierna
  9. Uwodzicielska
  10. Delikatna
Takie są moje odczucia, a czy Wy też byście postawili na takie cechy czy raczej: sex, drugs & rock and roll?

Które z tych cech pasują do Was drogie czytelniczki? Może znajdę taką, która spełnia wszystkie punkty – jeszcze mam czas na zmianę żony!


A tak reasumując lekko humorystycznie, jak wyczytałem na jednym z portali: 

Kobieta powinna opróżniać jądra, a napełniać żołądek to jest idealna żona i kochanka.”

10 czerwca 2013

10 cech idealnego mężczyzny


Jaki jest ideał mężczyzny dla nas kobiet? Dla mnie ideałem mężczyzny będzie Pan Narzeczony i nic dziwnego, bo go kocham, ale nie będę kłamać i z chęcią parę rzeczy czy przyzwyczajeń bym w nim zmieniła. Takie rzeczy wychodzą na światło dzienne głównie, gdy ze sobą zamieszkacie, bo wcześniej jest pięknie, cukierkowo. Nie oznacza to, ze mieszkając razem świat się zmienia i jest strasznie. O nie!

Jest pięknie, ale wynosimy pewne przyzwyczajenia z domu i nie zawsze muszą one pasować drugiej osobie. Zastanawiając się nad ideałem mężczyzny pewnie w 95% wymieniłabym cechy Pana Narzeczonego, ale pozwoliłam sobie przejrzeć w tym celu internet. Wpisując w wujka google 10 cech idealnego mężczyzny wyskoczy tysiące stron z poradami.

Ba, natrafiłam nawet na forum gdzie dziewczyna wypisuje 40 cech jej ideału , skupiając się po pierwsze na wyglądzie, a potem dopiero na cechach charakteru, zaglądając do portfela włącznie- nie dziwi mnie fakt już, że stare Panny pozostają starymi Pannami, bo tylko kot jest w stanie spełnić jej oczekiwania (jest cichy, czuły, mało i zdrowo je, troskliwy, bleee!)

W poradnikach natomiast znajdziemy same ogólniki. Poza tym temat idealnego faceta będzie bardzo kontrowersyjny, bo z niektórymi podpunktami pewnie się zgodzicie, a inne was oburzą. Chciałabym to bardziej potraktować w sposób humorystyczny i tak też pewnie zrobi Pan Narzeczony pisząc o idealnej kobiecie.


10 cech idealnego mężczyzny dla nas kobiet:
  1. Dla jednych kobiet najmniej ważnym podpunktem, a dla innych najważniejszym będzie sex. Czy jego osprzęt musi mieć 10 cm czy 30 cm nie ważne! Tu chyba chodzi bardziej o czułość i pokazanie kobiecie, że to ona jest tą najważniejszą, najwspanialszą (Choć oczywiście nie trzeba tego pokazywać tylko poprzez sex). W tym punkcie mężczyzna powinien się chyba skupić na czułości, grze wstępnej i odczuciach głównie kobiety! Tu jesteśmy egoistkami!
  1. Pieniądze. Jedne powiedzą, nie ważne, że mało zarabia, ważne, że się kochamy! Bardzo dobrze! Ale nie oszukujmy się, dla nas kobiet, jak i ludzi pieniądze są bardzo ważne! Dzięki nim możemy zaspokajać swoje potrzeby, więc najlepiej żaby mężczyzna zarabiał adekwatnie do naszych potrzeb! Ten podpunkt również będzie budził emocje, bo przecież jak chcemy możemy same sobie zarobić na swoje potrzeby!
  1. Skoro pieniądze to i zakupy. Ideałem byłby ten który dzielnie z uśmiechem i zainteresowaniem chodził by z nami po alejkach z kosmetykami i setkami ciuchów. Który to zniesie? Nie mówiąc już o wyprawie do lumpeksu, który notabene przyprawia Pana Narzeczonego o dreszcze!
  1. Nasz ideał powinien być czasem uległy, a jednocześnie nie może być pantoflarzem!
  1. Skoro uległy to z uśmiechem na twarzy powinien posprzątać mieszkanie, zrobić pranie, umyć naczynia, dużo by można wymieniać!
  1. Powinien się domyślać o co nam chodzi! O co w tym punkcie chodzi? Nie raz sprzeczamy się o coś, a on w ogóle nie wie o co chodzi! Przecież wszystko jest takie jasne!
  1. Powinien być kreatywny i nas zaskakiwać! Spontaniczny i romantyczny wypad nad morze? Kwiaty bez okazji, zakupy bez okazji? Czemu nie?
  1. Nie powinien z pewnością narzucać swojego zdania!
  1. Powinien być szczery! Pod każdym aspektem!
  1. Pierwszy punkt powinien być najważniejszy, więc co jest dla nas kobiet najważniejsze? Najważniejsze, żebyśmy my go kochały całym sercem, a on nas i wtedy reszta zdaje się już być nie ważna! Okazujmy sobie czułość i nie zatracajmy się w codzienności, a będzie piko belo!

Oczywiście lista może być trochę przekoloryzowana i nie oznacza ona absolutnie, ze nie powinniśmy nic dawać w zamian naszemu partnerowi! Jednak z niektórymi podpunktami chyba można się zgodzić, prawda? Który podpunkt idealnie pasuje do was kobietki?

PS. Tak wybraliśmy różową muchę (pasuje do koloru przewodniego tak jak zauważyłyście) Czarna natomiast powodowała, ze granatowy garnitur wyglądał na sprany, całość na żywo wygladała niekorzystnie. Zdjęcia nie oddają uroku i tego jak przystojnie Pan Narzeczony wyglądał w różowej muszce!


Zdecydowaliśmy się na Katarzynę Groniec – Noce i dnie, nie wybieramy jej ze względu na gości, a na nas! Piosenka jest przepiękna! Pisaliście nawet, ze ta w języku angielskim może nam kiedyś spowszednieć jak większość tego typu piosenek. Nam lepiej będzie tańczyło się walca przy Nocach i Dniach :)

6 czerwca 2013

USC, czyli nasz mały ślubik!


PANI NARZECZONA

Pan Narzeczony pod pachę i idziemy do Urzędu Stanu Cywilnego. Jak zwykle jestem podekscytowana! Mogłabym skakać z nogi na nogę! Czemu tak się cieszę? Nie wiem! Patrzę na Pana Narzeczonego, spokojny jak zwykle...opanowany, a przynajmniej nie zdradza żadnych emocji.

Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie przy biurkach siedzą dwie Panie. Odruchowo nasze kroki kierujemy do tej młodszej, pomimo iż widzimy, że jest zajęta.

Dzień dobry, my przyszliśmy po zaświadczenie do ślubu konkordatowego - słyszę głos Pana Narzeczonego. Młoda Pani nawet na nas nie zwraca uwagi, za to starsza odpowiada: Proszę usiąść. Patrzę na Pana Narzeczonego i siadamy naprzeciwko Starszej Pani.

Proszę podać imiona i nazwiska oraz pokazać dowody osobiste. Myślę sobie...zaraz nas aresztują! No nic, nurkuję do torebki, jest i dowód. Pani coś wklepuje, klepie i klepie. Nudy. Nagle odzywa się Starsza Pani: Urodzeni w Gliwicach? Tak, dobrze...ślub w tym samym mieście? Yhym..dobrze, dobrze (...) Jakie nazwisko przyjmie Pani po ślubie? Serce zaczęło mi bić szybciej!

Pierwsza myśl? Pewnie, że Pana Narzeczonego! Choć ze względu na teścia, który przy zmówinach oświadczył, że będę nosić JEGO (czyli teścia) nazwisko najchętniej zrobiłabym mu (teściowi) na złość i została przy swoim. Z teściem długa historia, przyprawiająca mnie o mdłości. Kocham Pana Narzeczonego i sobie bym na złość zrobiła! Patrzę mu w oczy i mówię Oczywiście, że Narzeczonego. Kolejne klepanie. Mija kolejne 10 min.

-Panie Narzeczony ładne mam paznokcie prawda? 
-No super są (...) 

Starsza Pani nie zwraca uwagi na naszą rozmowę. Mija 5 minut Pani kładzie nam kartkę A4 przed nosem i karze sprawdzić dane. Czytam. Patrzę na nazwisko Pana Narzeczonego przy moim. Pięknie! Ciesze się! Cieszę się niesamowicie! Nazwisko dzieci, wszystko idealne! Zgadza się - zgodnie odpowiadamy. W takim razie proszę uiścić opłatę 84 zł w kasie i wrócić do mnie - słyszymy. Inteligencie pytam:  -84 zł od pary? -Tak od pary.

Wychodzimy. Dobrze, że się ubrałam tak ładnie, bo ta taki mały ślub cywilny był, prawda? -ćwierkam do Pana Narzeczonego. Yhym - słyszę. Zamyślony, ale widzę, że też bardzo zadowolony. Pierwszy raz poczułem zdenerwowanie - mówi Pan Narzeczony. Sama nie wiem czy myśleć, że to dobrze czy źle, że czułeś zdenerwowanie?

Podchodzimy do kasy. Kolejka. No to czekamy. Kolejne 15 min. W końcu ja! Pan Narzeczony trzyma się z boku. Po drugiej stronie, miła pulchna Pani, obok niej 6 terminali do kart płatniczych. Zastanawiam się po jaką cholerę im, aż 6 terminali? Urząd przygotowany na wszelkie płatności- to na pewno! Pulchna Pani uśmiecha się, to i ja się uśmiecham. Dzień dobry, ja chciałam opłacić zaświadczenie do ślubu konkordatowego Płacę. Pani dalej szczęśliwa. Uśmiecha się niesamowicie. Już sama zgupiałam, czy jakiś gaz im tam się wydziela z tych terminali czy może ja coś mam na twarzy? Cieszę się razem z nią jak głupi do sera, ja z papierków o ślubie ona chyba cieszy się z tych terminali. Opłacone! Wracamy do starszej Pani.


Wchodzimy do znanego nam już pokoju. Młoda Pani dalej klepie. Starsza podaje nam koszulkę z trzema zaświadczeniami. Wychodzimy. Jest! Załatwione! Oboje czujemy się jak po mini ślubiku! Jest super! Ciekawe jak to będzie 13.07.2013?? :)

PAN NARZECZONY

Już czas wybrać się do urzędu stanu cywilnego! –krzyczy na mnie Pani Narzeczona z kuchni. Zaciekawionym okiem zza ekranu komputera patrzę na jej twarz, która jak zwykle nie wyraża zachwytu na moje wieczne zdziwienie, że trzeba coś jeszcze załatwić. Ale nic, tyłek w troki i do urzędu! 

Właściwie to nie wiedziałem czego się tak naprawdę spodziewać. Czy to będzie takie suche biurokratyczne paplanie i wypełnianie kolejnych druków, wniosków i innych formularzy na kształt sudoku. A wszystko skąpane w akompaniamencie sapiącej zza lady Pani: nie w tą kratkę! Pierwszy raz to wypełniacie, czy jak? -No nie, po raz piąty biorę ślub! Ale dobra. 

Wchodzimy, jest normalnie, jak to w urzędzie bez czerwonego dywanu i skrzypaczki. Przy biurku siedzi Pani urzędnik i wystukuje na klawiaturze peceta dwoma paluszkami pamiętającymi jeszcze maszyny i dalekopisy dane w rytm marszu Mendelsona. – nie no żartuję rzecz jasna. Bardzo szybko przechodzimy do rzeczy, imię nazwisko, pesel, dowody osobiste, kilka pytań, a wśród nich pytanie: - Jakie nazwisko przyjmuje Pani po ślubie? Ooo… i w tym momencie się ożywiłem i zaciekawiłem , -co powie Pani Narzeczona?

Uff… przyjęła moje. Z kobietami to nigdy nie wiadomo co im do łba strzeli, a mnie bardzo zależało na tym, aby Pani Narzeczona jak i nasze dzieci przyjęły moje nazwisko. Jest to dla mnie po prostu kwestia męskości i męskiej dumy. Właściwie to muszę powiedzieć, że dopiero w tym momencie do mnie dotarło po raz pierwszy od pól roku jaką decyzję podejmujemy i jak ona jest istotna. Na szczęście po chwili mi przeszło. 

Słyszałem później, że tata Pani Narzeczonej nie był pocieszony jej decyzją, ale trudno będzie musiał jakoś z tym żyć. Druk, podpisy i brakowało mi jeszcze tylko słów: -ogłaszam was mężem i żoną oraz wieńczącej melodyjki z głośników. Acha, jeszcze musieliśmy zapłacić za tą przyjemność parę złotych w kasie urzędu. 

Tak się czasem zastanawiam po jaką cholerę są te wszystkie opłaty skarbowe? –przecież płacimy podatki na to, aby te urzędy dla nas pracowały, a jeszcze przy każdej wizycie musimy dokładać się do ich garnuszka. Paranoja! Tak czy owak uznaliśmy z Panią Narzeczoną tę chwilę za nasz mały ślubik, a teraz oczekujemy naszej prawdziwej uroczystości.



3 czerwca 2013

Dylematy

Im bliżej ślubu tym więcej dylematów. Otóż ostatnio zastanawiamy się nad piosenką na pierwszy taniec. Niby wybraliśmy, ale jakoś przypadkiem na naszą drogę napatoczyła się taka postać jak Katarzyna Groniec. Ostatnia sonda cieszyła się sporą popularnością i chętnie doradzaliście Pani Narzeczonej, którą fryzurę wybrać i co zmienić. Teraz również jesteśmy ciekawi waszego zdania i która piosenka według was będzie lepsza? My osobiście nie możemy się zdecydować. Christina Perri - A Thousand Years piękna piosenka, jednak większość naszych gości jest starszych rocznikowo i może nie zrozumieć tekstu, choć piosenka bardzo do nas pasuje i nam się podoba. 


Droga piosenka to Katarzyna Groniec - Noce i dnie, wspaniała, piękny tekst i bardzo pasuje do walca wiedeńskiego, którego chcemy zatańczyć. 


Kolejnym dylematem, który szybko sami zażegnaliśmy był wybór muchy do garnituru Pana Narzeczonego. Ciekawi jesteśmy czy zgadniecie, którą wybraliśmy???


Spodnie jakie ma na sobie Pan Narzeczony to jeansy, żeby nikt nie myślał, ze to są od garnituru.