29 lipca 2013

Koszt ślubu i wesela


Taki post też powstać musiał.  Wypisaliśmy po 5 istotnych rad dla przyszłych Par Młodych. Może niektóre rady się przydadzą, a może nie. Wrzucamy też tabelę cen jakie rozsądnie można uwzględnić w swoim organizatorze ślubnym. Nie podajemy ile my wydaliśmy, bo nie chcemy tu niepotrzebnych komentarzy. Musicie też uwzględnić, że ceny jakie podamy są w oparciu o nasze miasto i w waszym rejonie mogą się nieco różnić.

1.  Jeśli mielibyśmy dawać jakąś radę to myślimy, że radą numer jeden będzie nie dać się zwariować. Chodzi tutaj o to, że wielu usługodawców ślubnych zawyża ceny i uważa, że Para Młoda da każdą złotówkę, byle tylko ich dzień był idealny. O nie! Szukajcie, aż do oporu. Targujcie się, kombinujcie, a osiągniecie idealny efekt za odpowiednią kwotę. Po co przygotowujemy się do ślubu nawet rok wcześniej? Rok wcześniej zamawiając muzyków, salę czy nawet kupując buty itp. Mamy możliwość skorzystania z wielu promocji i zaoszczędzamy pieniądze!

2. Zatem suknię ślubną należy szukać już rok wcześniej, Pani Poślubiona swoją wybierała 8 miesięcy przed i trochę szkoda, bo latem w salonach są ogromne wyprzedaże i można naprawdę sporo zaoszczędzić, z drugiej strony suknię kupiliśmy z przedsprzedaży i też była tańsza. Nie jest jednak tak tania jak z wyprzedaży.

3. Rozsądnie wybierajcie świadków. Muszą to być nie tylko osoby bliskie waszemu sercu, ale i takie, które pomogą wam w organizacji wesela i nie zawiodą. Ten punkt jest szczególnie ważny wtedy, gdy większość rzeczy na ślub i wesele przygotowujecie sami i nie korzystacie też z usług konsultanta ślubnego.

4. Poprawiny. W poprzednim poście nasze zdanie wzbudziło wiele kontrowersji. Uważamy, że nie są potrzebne, przynajmniej dla nas. Byliśmy tak zmęczeni, ze jedyne o czym myśleliśmy to sen.  Nie wyobrażam sobie jeszcze bawić się na drugi dzień i jeszcze na trzeci wszystko zbierać z sali i ogarniać. Dzięki temu, że poprawin nie mieliśmy mogliśmy już trzy dni po ślubie jechać na mini podróż poślubną, a dzień po ślubie relaksowaliśmy się do późnego popołudnia i cieszyliśmy sobą i chwilami jakie przeżyliśmy. Ten podpunkt to kwestia bardzo indywidualna i jeśli chcecie mieć poprawiny to przecież my nikomu nie zabraniamy, ale jeśli się wahacie i nie wiecie czy wypada ich nie robić, to widźcie, że wypada, bo to wasz dzień i to wy decydujecie jak ma wyglądać.

5. Jeśli stroicie sami salę, pamiętajcie, żeby zadzwonić do hurtowni tydzień przed i zamówić większą ilość kwiatów danego rodzaju i koloru. Bukiet ślubny również Pani Poślubiona robiła sama i jeśli kwiaty mają powszechną opinię, ze długo się trzymają to taki bukiet można zrobić już dwa dni przed ślubem i na pewno nie zwiędnie. Bukiet Pani Poślubionej w świetnym stanie trzymał się 5 dni, w bukiecie były goździki, a na Sali eustomy. Bukiet i salę stroiliśmy dzień przed.

Ps. Jeśli macie jakieś istotne pytania piszcie w komentarzach, może będziemy w stanie pomóc J Wiemy, ze temat wzbudzi kontrowersje (szczególnie, że piszemy o pieniądzach) i krzyki jak to, ja tak wcale nie miałam! Piszemy w oparciu o własne doświadczenie, więc wasze może się różnić szczególnie, ze jesteście z innych miast. Swoją drogą napiszcie w komentarzach o różnicach? Sami jesteśmy ciekawi. 

Ps.2 Ach jeszcze jedna mała rada! Planując budżet wesela zakładajcie zawsze, że na daną rzecz czy usługę wydacie więcej, czyli określajcie maksymalną kwotę ile za co możecie dać! Dzięki temu potem nie będzie strachu gdy cena usługi okaże się wyższa, a jeśli będzie tańsza to nawet zaoszczędzicie!

Ps.3 Pani Poślubiona miała wczoraj urodziny! Było skromnie. Torcik, prezent od Pana Poślubionego i wypad na sushi :) 




 


Rodzaj usługi
Uwagi
Cena
Opłata USC
Kwota dotyczy naszego miasta i liczona jest za parę! Cenę opłaty można sprawdzić na stronie urzędu każdego miasta.
84 zł
Koszt ślubu kościelnego
W parafii Pana Młodego dajemy na zapowiedzi, co łaska i myślę, że kwota miedzy 20-50 zł jest rozsądna. W parafii Pani Młodej w naszym przypadku za zapowiedzi i strojenie Kościoła oraz sam ślub dawało się razem w kopercie przed ceremonią. Cena minimalna według nas to 300 zł myślę, ze to nie jest dużo, ale jeśli was nie stać to możecie dać i 50 zł. Wszystko zależy od parafii, podobno niektóre mają cenniki. Nas to nie spotkało. Kraków potrafi za ślub wziąć nawet 1000 zł.
320 – 1200 zł
Oprawa muzyczna w Kościele
W naszej parafii oddzielnie opłacało się organistę. Cena to 100 zł. Dodatkowo można wziąć skrzypaczkę i tu ceny bardzo się wahają od 100 do nawet 600 zł. Podobnie ze śpiewaczką. Myślę, ze więcej niż 100 zł nie powinniście wydawać. Spytajcie Księdza bo w każdej parafii może być zaprzyjaźniona skrzypaczka czy nawet chór.
200 – 800 zł
Wystrój Kościoła
Można samemu się tym zająć i nie jest to trudne, można powierzyć Księdzu i na pewno się nie zwiedziecie, można wynająć dekoratorkę, jest wiele możliwości, ale myślę, ze warto by dogadać się z parą która bierze ślub w tym samym dniu co wy i podzielić koszty. Najrozsądniejsza kwota 200 zł za całość czyli jak mamy dwie pary to 100 zł na parę.
100 – 500 zł
Suknia ślubna
To również bardzo indywidualna kwestia. Pamiętajcie, ze potem na pewno ją sprzedacie więc część kosztów się zwróci. Fajną suknię ślubną w salonie z porządnego materiału kupicie od 3000 zł Niestety, ale można też kupić suknię za 600 zł i może być piękna!
600 – 6000 zł
Welon
Tu proponuję nie kupować go w salonie, gdyż ceny zwykłego kawałka materiału potrafią kosztować tam od 200 zł do nawet 1200 zł! Ja moje odkupiłam od koleżanki używane i nie żałuję. Miałam dwa welony jeden długi kościelny, a drugi krótki, którego nawet nie założyłam na sali tylko używałam do oczepin. Bardzo fajne welony można kupić na allegro od 50 zł.
50 – 1200 zł
Buty Panny Młodej
Również indywidualna kwestia, ale jeśli chcecie zaoszczędzić nie kupujcie ich w salonie. W moim salonie buty były po 600 zł. Białe i wykorzystacie je tylko jeden raz. Proponuję dopasować buty do koloru przewodniego wesela. Poza tym jeśli jest długa suknia to w ogóle ich nie widać. Ja kupiłam moje w CCC zwykłe czółenka pudrowy róż, bo o takie mi chodziło. Nie było mi ich szkoda jak Panowie czasem mnie nadepnęli.  Rozsądna cena za buty? Max 200 zł! Kolorowe, bo potem je wykorzystacie.
50 – 800 zł
Bielizna Panny Młodej
Można kupić stanik, ale nie trzeba wszystko zależy od tego jaką suknię wybrałyście. Komplet stanik, majtki, podwiązka, 2x pończochy nie powinien wynieść was więcej niż 180 zł. Oczywiście można dać mniej, a można dać więcej, wszystko to co podajemy to kwoty realne i adekwatne cena do jakości w naszym mieście.
180 – 400 zł
Biżuteria Panny Młodej
Znowu kwestia indywidualna. Można zainwestować, ale nie trzeba, bo to jedynie biżuteria okazjonalna. Jeśli będziemy ją potem jeszcze wykorzystywać to tylko na inne wesela lub do teatru. Może to być piękna pamiątka.
150 – 800 zł
Fryzura Panny Młodej
Tu bywa różnie. Rozsądnie? Za próbną od 30 zł do 50 zł, za ostateczną od 50 zł do 150 zł.
100 – 500 zł
Makijaż Panny Młodej
Ja malowałam się sama, wiem, że makijażystki za swoją usługę proponowały mi od 200 do 350 zł. Ja za tą cenę kupiłam porządne kosmetyki i sama się pomalowałam, według mnie i innych mój makijaż był lepszy niż 4 innych wizażystek które próbowały… Jeśli jednak znalazłabym taką, która pomalowałaby mnie tak, ze czułabym się dobrze, nie dałabym więcej jak 150 zł.
150 – 400 zł
Garnitur Pana Młodego
Marynarka i spodnie.
600 zł – 2000 zł
Koszula Pana Młodego
Rozsądna cena? Niestety porządna koszula kosztuje minimum 200 zł.
100 – 300 zł
Mucha/krawat/musznik
Tu są bardzo różne ceny od 30 zł do nawet 200 zł. Rozsądnie? 80 – 100 zł
30 – 200 zł
Spinki do koszuli
Podobnie jak z muchą. Z cenami różnie bywa przeważnie w sklepie z garniturami spinki są po 100 zł.
30 – 200 zł
Pasek do spodni
W sklepach z garniturami ceny od 80 zł wzwyż.
50 – 250 zł
Bielizna Pana Młodego
Tak, on też musi ubrać majtki. Choć mogą być stare to w ten dzień fajnie ubrać się w całości na nowo. Majty od 20 zł skarpety od 10 zł
30 – 100 zł
Buty Pana Młodego
Tak żeby nie uwierało i było ze skóry musimy dać minimum 200 zł.
200 – 800 zł
Bukiet Panny Młodej i stroik Pana Młodego
Za bukiet dla Panny Młodej kwiaciarnia liczy sobie od 200 zł w naszym mieście + 30 zł za butonierkę. Ewentualnie można wykonać bukiet dla świadkowej za kolejne 100 zł. Ja butonierki dla Pana Młodego, świadka, obu tatom i bukiet dla mnie robiłam sama, a raczej robiła go Panna K. nie wyniosło nas to więcej jak 90 zł całość. Panna K. nie chciała żadnego bukietu czy czegokolwiek.
90 – 600 zł
Strojenie sali
Profesjonalna dekoratorka od 300 zł za salę. Ja stroiłam sama salę i koszt nie powinien przekroczyć 200 zł.
200 – 1000 zł
Obrączki
W Aparcie, YES i W.Kruku ceny od 800 zł wzwyż. W katalogu widziałam nawet takie za 10000 zł! Przeważnie jednak w tych sklepach ceny wahają się między 1500- 2500 zł
800 – 10000 zł
Fotograf
Nie radzę oszczędzać, ale też nie wariować. Rozsądnie? Nie więcej jak 2000 zł
1600 – 3000 zł
Kamerzysta
Zrezygnowaliśmy, bo to co proponowali za 1500 – 2000 zł to wesele nagrane i obrobione tak, że chyba lepiej ja bym to zrobiła. Jak już coś nam się podobało to kosztowało minimum 3500 zł – 10 000 zł Matko!
1500 – 10 000 zł
Zespół muzyczny + wodzirej
Upewnijcie się czy zespół prowadzi też imprezę bo różnie bywa. Za zwykłego grajka dacie już 1000 zł podobnie z Dj, jednak za fajny zespół trzeba dać minimum 3000 zł + jeszcze jedzenie dla nich na Sali czyli liczmy ich trochę jak gości.
1000 – 6000 zł
Zaproszenia
Są zapowiedzią tego co będzie czekało gości. Dopasujcie je do motywu i koloru przewodniego wesela. Rozsądna cena? Minimum 3 zł od sztuki + koperty + znaczki. Nie powinno wyjść więcej jak 5 zł od sztuki. Rozsądnie całość nie więcej niż 100 zł.
1 – 8 zł za sztukę
Przyjecie weselne
Największy wydatek. Tak aby jedzenia było dużo i nie brakło w naszym rejonie musicie zapłacić minimum 180 zł od os. Choć to też zależy od Sali, byliśmy na 8 różnych salach i myślę że wszędzie minimum 180 zł trzeba by było dać. Drugi dzień poprawiny? Zwykły obiad 30 zł od os. Żeby było znowu rozsądnie i z kolacją to 50 zł + umówcie się żeby podali jedzenie też z poprzedniego dnia.  Rozsądnie za całość nie płać więcej jak 12 000 zł na 60 os.
130 – 270 zł za os.

Ciasto i tort
Za tort na 60 osób musicie dać minimum 500 zł.  Do tego ciasto, najrozsądniej liczyć 3 kawałki na osobę. Wyjdzie około 300 zł na 60 osób najtaniej. Można kupić też przepyszny fikuśny tort na 60 osób za 800 zł i ciasta za 500 zł. Wszystko zależy czego chcecie.
<-
Puszczanie gołębi
Od 100 zł, my tego nie mieliśmy, gołębie puszcza się przed Kościołem.
100 – 300 zł
Fontanna czekolady
Fajna atrakcja, nie tylko dla dzieci, ale droga, bo minimum 1000 zł z owocami i przekąskami.
1000 – 2000 zł
Napitki
Wódka od 16 zł za szt., wino od 15 zł za szt.
Wódkę liczmy pół litra na głowę bez względu na to czy nasz gość jest dzieckiem czy nie czy pije czy nie. Przy 60 osobach kupujemy więc 60 szt. 0,5 l i można kupić 5 szt na bramy, na konkursy weźmiecie z tych 60 szt. Dla gości. Jeśli wesele jest jedno dniowe to w zupełności starczy. Moja rodzina potrafi wypić, a jeszcze bardzo dużo nam zostało. Wino 4 szt. Białego i 4 szt. Czerwonego do obiadu na 60 osób.
<-
Podziękowania dla rodziców
To różnie bywa i wszystko zależy co chcecie zrobić. Na podziękowania najrozsądniej przeznaczyć 400 zł
400 – 2 000 zł
Napoje
Liczymy 3 l na głowę. Proponuję kupić colę, sprite, fanta, sok jabłkowy, pomarańczowy i porzeczkowy tyle starczy. 3 l na głowę to bardzo dużo i jeszcze zostanie. Bardzo dobrze sprawdza się kalkulator napoi, znajdziecie go w Internecie, wtedy wiadomo czego ile kupić. U nas się sprawdził i wszystkiego było aż nadto.
400 – 800 zł
Słodki stół
Jeśli robicie sami, to na słodycze nie wydacie więcej niż 200 zł, a organizator zrobi wam bajerancki stół za minimum 500 zł
200 – 1000 zł
Samochód
Za zabytkowe auta usługodawcy liczą sobie od 800 zł wzwyż, wynajmem minimum na 4h. Za dużego fiata, warszawę czy syrenkę zapłacimy od 500 zł, limuzyna chyba też od 800 zł. Może być taniej, bo może znajomy ma ładne auto? Wtedy płacimy tylko za strojenie auta od 30 zł (samemu) wzwyż.
30 – 1 500 zł
Nocleg i transport goście
Z reguły Państwo Młodzi mają apartament gratis, ale jeśli robisz wesele na przedmieściach i masz przyjezdnych gości zapewnij im nocleg. Minimum 30 zł od os. Transport busem od 200 zł
<-
Całość
Trudno określić całość ale patrząc na wesele na 60 osób trzeba liczyć się z kwotą minimum 20 000 zł
20 000 zł – 50 000 zł

25 lipca 2013

13.07.2013 cz.3


PANI POŚLUBIONA

Po życzeniach w Kościele Panna K i moja siostra podpinają mi tren i wsiadamy do auta. Pora ruszać na salę weselną. Jeszcze przed wejściem do auta napotkaliśmy pierwszą bramę. Dzieci, a dokładnie trzech chłopców. Przygotowani - mają wstążkę. Nie ma przejazdu. Podchodzę do nich. Dostają mnóstwo słodyczy. Ruszamy.

Kolejna brama. Brat Panny K! Rozstawia ozdobiony trójkąt. Pan Poślubiony wychodzi z koszykiem pełnym wódki i cukierków. Dajemy dwie flaszki i cukierki dla synka, brata Panny K. Ruszamy. Przejeżdżamy może 2 metry.

Znowu brama! W takim tempie nigdy nie dojedziemy. Nasz znajomy. Stymuluje zepsucie auta. Dajemy flaszkę i ruszamy dalej. Przed nami jedzie brat Panny K, nagle staje i pali gumę! Cała starówka zadymiona! Szybko zamykamy okna! Szaleństwo! No nic. Ruszamy w stronę sali.

Docieramy na salę, goście już na nas czekają. Wchodzimy na górę. Za mną biegnie Panna K. Otwieramy drzwi do sali i nagle słyszymy: Wracajcie! Jak to tak bez przeniesienia przez próg! Pan Poślubiony zapomniał. Ja też. Wracamy i jestem przenoszona. Witają nas chlebem, solą i wódką.

Pora na toast. Śpiewamy Sto lat. Tłuczenie kieliszków. Mamy stłuc jak najwięcej szkła. Rzucamy do tyłu i....ja niezdara trafiam kieliszkiem na stół. Tłukę kieliszek i dodatkowo cztery talerze z makaronem. No nic. Zamiatamy skromne resztki z podłogi. Szczęścia będzie w nadmiarze tyle szkła stłukliśmy.

Pora na życzenia od gości. Trochę trwają. Pudełko na koperty naprawdę się przydało. Niestety Świadek Pana Poślubionego gdzieś zaginął i pomaga mu chłopak Panny K. Rozklejam się przy życzeniach od moich rodziców i od Panny K.

Pora na obiad. Jestem tak ściśnięta gorsetem od sukni, że nie jestem w stanie dużo zjeść. Tak lubię jeść! Spróbować jedzenia mogłam dopiero na drugi dzień u moich rodziców. Po obiedzie pora na pierwszy taniec. Pan Poślubiony patrzy na mnie niepewnie. Zaczynamy. Ja czuję się pewnie, Pan Poślubiony chyba trochę mniej. Uff już za nami. Udało się.


Zaczynamy imprezę. Wszyscy tańczą. Jest świetnie. Zespół dopisał. Działo się tyle, że nie miałam czasu siedzieć. Czas mijał jak szalony. Był udziec, tort na który notabene troszkę się spóźniłam i musiał wjeżdżać jeszcze raz na salę. Nie zdążyłam też go nawet zjeść, bo zaraz robiliśmy zdjęcia z fotografem na oddzielnej sali. Szaleństwo!

Cudownie również wyszły podziękowania dla rodziców. Prezentacja była strzałem w dziesiątkę. Znowu wszyscy płakali i śmiali się na przemian. Mamy dostały kwiaty i bomboniery, a tatom daliśmy po skrzynce z winem. Przyszła pora na oczepiny. Tu znowu miałam rzucać, tym razem welonem. Lebioda ze mnie, bo znowu mój rzut był na tyle pechowy, ze trafiłam w żyrandol i tam zawisł mój welon. Panny skakały jak szalone, aż w końcu jakimś cudem spadł.

Wybraliśmy nową Pannę Młodą i Pana Młodego. Bawili się świetnie. Po oczepinach zostałam porwana. Jest to tradycja, która pochodzi z okolic Torunia, tam skąd pochodzą moi rodzice. Na śląsku raczej nie jest znana. Polega ona na porwaniu Panny Młodej, Pan Młody po pewnym czasie orientuje się, ze jej brak na sali i rusza na poszukiwania- z orkiestrą, napitkiem i zagrychą. Gdy mnie znajdzie, a znalazł, zaczynają się negocjacje. Piją wódkę i dyskutują. Zostaję wykupiona i wracamy na salę.

Potem były jeszcze przyśpiewki i wiele wiele innych. Do tej pory nie potrafię wszystkiego ogarnąć. Zabawa skończyła się o 5 rano..o 5.30 weszliśmy do apartamentu. Weszliśmy i zaniemówiłam. Przepiękny apartament. Energia mi wróciła. Postanowiliśmy, ze otworzymy chociaż kilka prezentów i tak na rozmowach i otwieraniu przesiedzieliśmy do 7.00 i padliśmy.


10.30 pobudka. Kelnerki pukają do pokoju. Śniadanie! Ledwo żyję. Nóg nie czuję. Chodzę na piętach. Napełniamy wannę wodą i wskakujemy. Jemy owoce. Relaks. Tego mi było trzeba. Redbull i kawa. Jakoś staję na nogi. Dziękujemy Bogu, ze nie mamy poprawin. Nie wiem po co one? Zupełnie nie potrzebne. Odradzam je każdej Młodej Parze. To bezcelowe i męczące. Cieszę się, ze ich nie mieliśmy.


O 15 opuszczamy ze smutkiem apartament. Pora zabrać rzeczy i resztę jedzenia i picia z sali. Nasza przygoda się skończyła...ten dzień z pewnością pozostanie w naszych sercach na zawsze. Z chęcią powtórzylibyśmy go jeszcze raz. Wszystko wyszło idealnie. Dzień perfekcyjny.

Wiele osób pyta nas czy po ślubie jest lepiej? Jesteśmy 10 dni po ślubie. Mało czasu, ale na chwilę obecną powiem, że nie prawdą jest, ze mimo, ze ze sobą wcześniej mieszkaliśmy to nic się nie zmienia. Zmienia się. Tu chodzi o własną duchowość i psychikę. Jesteśmy szczęśliwi.

Ślub wszystko zmienia. Zmienia postrzeganie świata. Zmienia nasze podejście do drugiej połówki. Mimo, iż wcześniej też było cudownie mogę śmiało stwierdzić, ze teraz jest lepiej. Oboje cieszymy się jak małe dzieci. Dziękujemy za wasze życzenia. Nie spodziewaliśmy się, ze jest tyle życzliwych nam osób. Niestety zdjęć mamy bardzo mało, bo są to zdjęcia od naszych gości i też nie wszystkie możemy udostępnić, bo są na nich inne osoby, które niekoniecznie mogą sobie życzyć udostępnianie ich wizerunku.


Jak tylko fotograf prześle nam zdjęcia na pewno opublikujemy je dla was. Niestety nie nastąpi to szybciej niż za miesiąc. Tymczasem będziemy dalej pisać. Nasze życie się dopiero zaczyna. Jeszcze tyle przed nami. Trzymamy kciuki za inne Pary Młode. Te już po i te jeszcze przed ;)


PAN POŚLUBIONY

Kiedy już byliśmy po mszy i życzeniach pod Kościołem, wpakowaliśmy się do naszego cudnego dużego fiata i pognaliśmy w kierunku restauracji. Niestety nasza podróż nie trwała zbyt długo, gdyż już po 200 m nagle auto jadące przed nami się zatrzymuje. Wysiada z niego znajomy wyjmując z bagażnika trójkąt ostrzegawczy przystrojony wstążkami. Krzyczy, że złapał kapcia i chyba dalej nie pojedzie, bo w bagażniku nie ma zapasówki. 

Butelka załatwiła sprawę. Kolejna brama przytrafiła się już kilkanaście metrów dalej. Tym razem wtryski padły w aucie kolejnemu kumplowi, również weselna się przydała i nasmarowała niezbędne elementy w aucie. Jadąc dalej tak spalili gumę, że przez kilka minut widoczność w naszej okolicy spadła do zera. 

Po perypetiach dojeżdżamy na sale, Pani Poślubiona pewnym krokiem wchodzi do środka, gdy zrywa się w śród gości głośne wzburzenie: „Stop! A przeniesienie przez próg?” Pani Poślubiona tył zwrot, ja ją na ręce i hopsa. Nie wiem o co tyle krzyku?

Wchodzimy do środka, a tam czekają na nas z chlebem i wódką, tzn. jeden kieliszek był z wódką, a drugi z wodą. Taka tradycja, że ten komu trafi się wódka będzie rządził czy coś w tym rodzaju. Przekornie podaję Pani Poślubionej kieliszek z gęstszym płynem.

No i się zaczęło, goście ustawiają się w kupce, otrzymujemy po kieliszku szampana (koniecznie z maliną –tak sobie życzyła Pani Poślubiona), toast, rzut za siebie iii…. Słyszę brzdęk tłuczonych talerzy. Tak, Pani Narzeczona, tzn. Pani Poślubiona, rzucając za siebie kieliszkiem rozwaliła kilka nakryć dla gości. Na szczęście obsługa wszystko sprawnie posprzątała. Czas na najmilszą część: PREZENTY!

Ustawiła się kolejka darczyńców i każdy po kolei składa życzenia, podając tym samym butelczynę i kopertę. Obiecywałem sobie, że będę się starał słuchać wszystkich uważnie i zapamiętać co mówią. I jak zwykle zapamiętałem może kilku, ale to nic. Po zakończonym obdarowywaniu. Zasiadamy za stołem ażeby co nieco przekąsić i nie zemdleć podczas pierwszego tańca. Oczywiście przez stres prawie nic nie zjadłem. 



Gdy zaczęto wnosić potrawy na salę to się lekko przeraziłem, kiedy kelner do nas podszedł i zgrabnie ze szczypczykami w rękach zaproponował mięso. To co po jednym mięsie i to wszystko? Na szczęście już po chwili na stoły zaczęły wjeżdżać patery, tak że aż się stoły zaczęły uginać. O to chodziło.

Nie wiem kiedy, ale już po chwili zostaliśmy przez zespół wywołani na środek w celu wykonania popisowego, pierwszego tańca. Zestresowany byłem jak cholera, ale podobno wyszło całkiem przyzwoicie, a nawet ładnie. Ocenie jak zobaczę na nagraniu od wujka.

Po tym, wszystko wydarzyło się bardzo szybko: zabawa, pijaństwo, tańce, swawole przerywane co jakiś czas różnorakimi atrakcjami typu płonący udziec, tort, konkursy, oczepiny i inne. Jeżeli miałbym opisać wszystko to zabrakło by mi tygodnia na spisanie wszystkich wspaniałych chwil jakie przeżyliśmy na własnym weselu. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju przeżycie warte swoich pieniędzy.


Zakończyliśmy zabawę około 5 nad ranem. Z moją Żoną poczołgaliśmy się do apartamentu i tam jeszcze do 7:00 relaksowaliśmy się w wannie nie wierząc w to się wydarzyło, z niedowierzaniem spoglądając na palce u prawej ręki. To my naprawdę teraz jesteśmy małżeństwem?





Niestety już około 15:00 po zjedzeniu pysznego śniadania przyniesionego do łóżka, opuszczaliśmy nasz apartament. Drzwi się zatrzasnęły i jedną noga powróciliśmy do rzeczywistości.



Z jednego niewątpliwie się cieszyliśmy, że wesele nie było dwu dniowe – to była by totalna męczarnia i katastrofa. Nikomu nie polecam.

21 lipca 2013

13.07.2013 cz.2

Uwaga! Niebezpiecznie długa relacja :) ale warto! 

PANI POŚLUBIONA


Ten post powinnam zacząć od opisu dzień przed. Dlaczego? Dla mnie to dzień przed 13.07.2013 r. wszystko się zaczęło, a zaczęło się od tego, że na wstępie z Panem Narzeczonym zaspaliśmy. Dobrze, że to nie był dzień ślubu, ale i tak do zrobienia mieliśmy dużo. 

Punkt 8.30 Świadek podjechał po nas autem, a o 9 my podjechaliśmy po Świadkową. Potem hurtownia kwiatów. Wchodzimy. Okazuje się, że jest dupa. Kwiatów mało! Nikt mi nie mówił, że trzeba większe ilości zamawiać. Tylko spokojnie. Wybieramy co jest. Na salę białe eustomy. Do bukietu i butonierek białe i różowe goździki. Nie jest źle. Z dziesięcioma naręczami kwiatów jedziemy na salę. Tam strojenie. 

Panna K łapie za goździki i nim się obejrzę już zrobiła mi bukiet. Jest piękny. Właścicielka sali i kelnerki mylą Pannę K i nadają jej miano florystki, a przecież to tylko (a raczej aż) moja świadkowa i najlepsza przyjaciółka. Po kolei. Bukiet skończony, zabieramy się za zdobienie stołów. Nie chce przesady. Ma być prosto i elegancko. Panna K ozdabia świeczniki, a ja robię bukiety w wazonach. Jeszcze tylko winietki. Goście rozsadzeni jest pięknie! 



Zabieram się za stół słodkości. Na żywo wygląda fantastycznie. Robię zdjęcie i wydaje się być skromny. To nic. W tym czasie Pan Narzeczony z Świadkiem testują sprzęt pod podziękowania dla rodziców. Panna K jedzie ozdabiać auto, ja nie mam na to czasu, więc zostaję. Jeszcze pudełko ratunkowe do łazienki i zdobienie korytarza do Sali. Na oknach przy Sali montujemy pompony MILU, muszę przyznać, że wygląda świetnie! Kończymy zdobić salę koło 17. 


Pompony MILU zaskoczyły naszych gości, a sala się wyróżniała :)
Stół słodkości w trakcie przygotowań. 

Wracamy do domu. Kolacja, trochę porządku i spać. Kładziemy się z Panem Narzeczonym do łóżka. Miałam spać u rodziców, ale że wygodniej im było, żebym została u siebie tak też zrobiłam. Leżymy z Panem Narzeczonym w łóżku i nie możemy uwierzyć. To już jutro. Jak to tak? Tyle przygotowań i nagle wszystko nabierze kształtów? Pan Narzeczony zasypia. 

Ja nie mogę… wiercę się i kręcę. Jestem podekscytowana. Nie ma co się męczyć. Łapię za telefon. Facebook. Komentuję. Nagle słyszę warknięcie. To nie pies. Obudziłam Pana Narzeczonego. Rozmawiamy Pan Narzeczony próbuje na siłę zasnąć. Mówię mu, że to bezcelowe. Gadamy, ja ciągle się śmieję i w końcu zasypiam. 

Godzina 7.55 dzwoni mój telefon. Halo? Śpisz? Jaki Twoi rodzice mają numer mieszkania? Fryzjer! Nie spóźnił się! Dzięki Bogu, bo spóźnianie to jego specjalność. Mówię numer i zasypiam na 30 min. 8.30 dzwoni budzik. To już dziś. Jestem zdenerwowana! Jestem tak zdenerwowana, że dziękuję Bogu, iż dzień wcześniej przygotowałam sobie wszystko. 

Wciągam sukienkę, baleriny, torba na ramię, buziak Panu Narzeczonemu i wychodzę. 15 min drogi do moich rodziców przede mną. Idę i zastanawiam się, to moje 15 minut przemyśleń. Wchodzę na ruchliwą ulicę i pierwsza moja myśl? Ciekawe, że osoby idące obok nawet nie domyślają się jak ważny dziś jest dla mnie i Pana Narzeczonego dzień. Nie wiedzą, że mijają Pannę Młodą. Uśmiecham się, bo przecież dla nich to najzwyklejszy dzień. Idę i czuję, że jestem coraz bardziej zdenerwowana. 

Staję na przejściu i biorę kilka głośnych głębokich oddechów. Uspokój się. Nie zwracam już uwagi na ludzi. Teraz moje myśli zaprząta pytanie. Jak do cholery taka zdenerwowana się pomaluję?! No nic muszę się uspokoić. Wbijam kod domofonu i idę na górę do domu rodzinnego. Klatka naszej kamienicy jeszcze nieozdobiona. Kiedy oni to zrobią? Wchodzę do mieszkania. 

Dzień dobry! 9.00 jest już Chrzestna! Uczesana, czyli fryzjer działa zgodnie z harmonogramem. Witam się z bliskimi. Prawie wszyscy są przyjezdni. Dzięki Bogu, że rodzice mają duże mieszkanie. Wchodzę do ich sypialni. Na drzwiach od razu zauważam napis PANNA MŁODA, super! Moja siostra się postarała. Swoją drogą już za mną chodzi. Moja druhna, a właściwie druhenka bo ma 13 lat. Świadkowa siada w łazience  to jej kolej na czesanie. 

Postanawiam wziąć prysznic. Dalej czuję zdenerwowanie. Przed prysznicem rozkładam wszystkie kosmetyki do makijażu na komodzie. Łapię za szlafrok, siostra wyciąga dla mnie ręcznik i już jestem pod prysznicem. Gorąca woda. To mnie rozluźnia. Myję głowę…relaksuję się. Czuję jak napięcie ze mnie schodzi. Niesamowite. Brzuch już nie boli, to takie proste! Proszę siostrę o maszynkę do golenia i mnóstwo innych specyfików z mojej torby. Robię sobie mini SPA. 

Po wyjściu z prysznica do sypialni wchodzi moja mama. Zdenerwowana! Patrzy za okno. Na szczęście nie pada. Ja do tej pory nawet nie zwróciłam uwagi na pogodę. Jest mi to obojętne. Jestem tak szczęśliwa i podekscytowana, że za oknem mógłby zacząć padać śnieg, a bym nie zauważyła. 

9.30 mam czas dla siebie. Chodzę po mieszkaniu i rozmawiam z bliskimi. Każdy się pyta czy coś zjem. Nic nie jadłam i nic nie chcę jeść. 10.50 przyjeżdża fotograf. Jest wcześniej. Witam go słowami To zapraszam do sypialni wszyscy wybuchają śmiechem, fotograf podąża za mną. Pokazuje mu moje królestwo. 

11.00 fryzjer przechodzi z całym ekwipunkiem do sypialni stawiamy krzesło przed lustrem i rozpoczyna się tworzenie mojej fryzury. W między czasie wydzwania Pan Narzeczony. Ewidentnie mu się nudzi. Trzeci telefon znowu od niego. Nie widzisz jaka pogoda? Nie, jakoś od 2 h zajmuję się czym innym, a nie patrzę za okno. Orszaku nie będzie!! Pada! Uspokajam go i mówię, że jest mi to obojętne i nic się nie stało. W ogóle się tym nie przejmuję. Pogoda przestała być najważniejsza! 


Po 2 h czesania mam piękną fryzurę! Jest idealna. Tak nieład na głowie, żadnych stylizowanych loków. Dwa warkocze dodają charakteru, jest idealna! Od razu zaczynam się malować. Lusterko w łapkę i zastanawiam się od czego zacząć. Fotografa prawie nie zauważam. Nie zauważam też jak szybko i łatwo idzie mi zrobienie  makijażu, krem, baza, baza pod cienie, podkład, cienie, sztuczne kępki rzęs, róż, tusz, szminka i gotowe!  Proszę fotografa o wykonanie zdjęcia twarzy. Patrzę na efekt. Idealny makijaż super. Tylko tak mogłam sprawdzić czy na zdjęciach wygląda perfekcyjnie. Góra gotowa. 

Fotograf jedzie do Pana Narzeczonego. Teraz jego kolej, będzie fotografowane jego ubieranie. Ja mam czas dla siebie i nie wiem co robić. Mam godzinę. Łapię za rurkę i wodę i piję. Jem rogalika. Szukam wolnej łazienki. Jej brak. No nic we własnym domu człowiek musi ustawić się w kolejkę, żeby się wysikać. Dużą mam rodzinę. To jest pewne. Mija godzina. W tym czasie Panna K pomogła mojemu tacie przystroić klatkę. Jest bajeczna- i klatka i Panna K. 

Wraca fotograf. Wraca moja mama od kosmetyczki. Patrzę na jej makijaż i robię poprawki. Fotograf uwiecznia tę chwilę. Pomagam tacie założyć spinki. Wszyscy ubrani. Moja siostra wygląda bajecznie, Panna K również. 


Teraz ja. Zaczynamy. Panna K wyjmuje suknię z pokrowca, a ja jestem zachwycona! Przepiękna! Ubieram bieliznę i pończochy. Sexy Panna Młoda. Szkoda, że Pan Narzeczony tego nie widzi. Ubieram suknię. Ciasno. Pięknie! Zakładamy buty i podwiązkę. Powtarzamy to jeszcze raz bo fotograf musi mieć dobre ujęcie. Zawiązujemy pas od sukni. 


Wyglądam bajecznie. Biżuteria! Prawie zapomniałam o niej! Zakładam bransoletki i kolczyki. Został tylko welon. Welon ma z 3 metry. Wołają fryzjera. Musi się uporać. Poszło gładko. Stoję, patrzę w lustro i nie wierzę, że to ja. Sen. Nadal nie czuję, że to ja jestem Panną Młodą. Fotograf stawia mnie przy oknie w sypialni i mówi, że koniecznie musi mi zrobić parę zdjęć. Pozuję. Panna K zachwyca się, że jak z katalogu z sukniami. Jestem szczęśliwa. 

14.30 Pan Narzeczony podobno już jest! Jest wcześniej! Jak to? No nic musi poczekać. Nie ma jego rodziców. Nie denerwuję się, ale jestem podirytowana, jak można w tym dniu spóźnić się na ślub syna? Czekamy więc na rodziców Pana Narzeczonego. 15.10 w końcu są. Podaję butonierki dla obu tatów (nie wiem jak to napisać) i dla świadka. Siedzę nadal w sypialni i czekam, aż Panna K przypnie butonierki wyróżnionym. 

15.15 wychodzę. Wychodzę i zahaczam o suknię. Nie umiem w niej iść. Pomału jednak się oswajam. Patrzę na twarze bliskich i znajomych. 80% płacze. Myślę sobie, chyba makijaż mi nie wyszedł tak okropnie wyglądam, ze wszyscy płaczą. Nie, oni się wzruszyli. Wchodzę do salonu. Na środku Pan Narzeczony z bukietem. Trzęsą mi się usta jestem tak zdenerwowana i wzruszona. Próbuję przypiąć mu butonierkę. Nie wiem jak. Nie potrafię logicznie myśleć. Trzęsą mi się ręce. Na szczęście na ratunek przychodzi Panna K. 


Stajemy twarzą do rodziców. Widzę mojego tatę. Wychodzi przed szereg i płacze. Moja dusza też płacze. Ze wzruszenia. Tak bardzo ich kocham. Dusza płacze, usta się trzęsą, ale uśmiecham się i o dziwo moje oczy są suche. Tata zaczyna mówić. Głos mu się załamuje. Całujemy krzyż. Teraz mama, zaczyna coś mówić i płacze. Przerywa, przeprasza wszystkich i zamiast wyuczonej regułki mówi to co jej serce dyktuje. Mama Pana Narzeczonego również błogosławi nas płacząc, ma karteczkę z pięknym cytatem, ale nawet jego nie potrafi odczytać. Tata Pana Narzeczonego mówi nie wyraźnie i choć za nim nie przepadam widzę  jak bardzo kocha Pana Narzeczonego. Ufff już koniec. 


Podchodzi do nas babcia i dziadek (rodzice mojego taty) przytulam babcie i dopiero tu płyną mi łzy. Kocham Cię babciu. Kocham Cię dziadku. Dziękuję. Goście wychodzą. My jedziemy ostatni. Jesteśmy przed czasem pod Kościołem. Pada. To nie istotne. Siedzę w aucie i czekam. Do auta co rusz podchodzą znajomi zaproszeni na uroczystość zaślubin. Rozmawiamy. 

16.55 wychodzimy z auta i stajemy pod drzwiami wejściowymi do Kościoła w przedsionku. Moja siostra przed nami z obrączkami. Za nami świadkowie. Otwierają się drzwi. Stanęliśmy po złej stronie! Ja mam być po prawo!! Szybka zamiana miejsc. Dzwonki i zaczyna się marsz weselny. Wchodzimy do Kościoła. Cały czas się uśmiecham. Patrzę na Pana Narzeczonego. Uśmiechnij się! On też się uśmiecha. 

Patrzę na gości, znowu płaczą. Tak moja rodzina jest bardzo emocjonalna, ale nie tylko ona płacze. Płaczą sąsiadki, znajomi. Przecież dopiero wchodzimy! No nic. Zaczyna się msza. Tak się cieszę! Mszy nie potrafię sobie dokładnie przypomnieć po kolei, wiem, że wszystko co ustaliliśmy wyszło idealnie. Mój kuzyn czytał pochwałę miłości. Brzmiał jak dzwon. Zrobił to przepięknie. Moja siostra czytała modlitwę wiernych. Na przysięgę podeszliśmy do ołtarza. Ksiądz dużo nam mówił co mamy mówić i co robić. 


Przy przysiędze bardzo się wzruszyłam. Moja siostra podawała obrączki. Patrzę na nią. Płacze. Nigdy nie widziałam, żeby moja 13 letnia siostra płakała ze wzruszenia. Mam ochotę ją przytulić, ale nie mogę. Przytulam ją wzrokiem i czuję, ze do oczu napływają mi łzy. Wracamy na miejsca. Zaczyna grać Ave Maryja. Głos z niebios na skrzypcach. Przepięknie. Pan Narzeczony początkowo nie zauważa. Mówię cicho Skrzypaczka. Od razu oczy mu jaśnieją. Trzymamy się za ręce, zaczynam płakać. Dziękuję Bogu kolejny raz. Za niego, za rodzinę, za wszystko co mamy. 


Komunia. Tu było zaskoczenie. Ksiądz podchodzi do nas z kielichem. Najpierw ja. Zapomniałam, ze w kielichu, a raczej w winie mszalnym zawsze zamoczony jest kawałek chleba. Mam wziąć łyka. Próbuję ominąć rozmoczony kawałek. To mnie brzydzi. Fu (Panna K mówiła mi potem, ze dziwiła się co ja tak długo z tego kielicha piję). Niestety nie dało rady. Rozmoczony kawałek trafia mi do ust. Wszystko się zgadza. Wyglądam jak łabędź i rozmoczony chleb jem. To zapamiętałam z komunii. 

Ostatni element. Podpisywanie dokumentów. Tylko ja i Pan Narzeczony, bo świadkowie zrobili to przed mszą. Nagle słyszę głos. Piękny. Shrek- hallelujah. Podpisujemy i siadamy na miejsca. Patrzę się na Pana Narzeczonego. Kto to śpiewa? Słyszymy jeszcze skrzypce i gitarę. Jak się potem okazało to kolega z klasy mojej siostry zrobił nam prezent i zagrał na gitarze i zaśpiewał dla nas. 13 letni chłopiec poszedł do Proboszcza i wymyślił cały podstęp. Najpiękniejszy prezent. Dziękujemy. 

Po tym utworze siedzimy jeszcze chwilkę i jest - Marsz Mendelsona. Wychodzimy. Wszyscy mają czerwone oczy od płaczu. Z pewnością było bardzo romantycznie i wzruszająco. Rzucają nam grosze na szczęście. Jeden wpada mi za dekolt.  Śmieję się. Zbieramy my i dzieciaki. Goście jadą na salę, my przyjmujemy życzenia od gości zaproszonych tylko na ślub. 

Po życzeniach Panna K i moja siostra podpinają mi tren i wsiadamy do auta. Pora ruszać na salę weselną. Orszak się nie odbył. Nie, nie martwiło i nie martwi mnie to. Nie orszak był tego dnia najważniejszy i pogoda, a ja i Pan już teraz POŚLUBIONY!