29 listopada 2013

Co kupić w prezencie?

Zbliżają się święta i jak co roku każdy zaczyna myśleć co też kupić drugiej połówce? Jak co roku blogi piszą rady, kobiety piszą co kupić mężczyznom, mężczyźni co kobietom, a co gdyby tak napisać na odwrót? Przecież nikt lepiej nie wie jak my same z czego byśmy się ucieszyły pod choinką. Tak samo mężczyźni, to wy najlepiej wiecie co sprawiłoby wam radość, a nie wasza kobieta. Postanowiliśmy więc wypisać po kilka pomysłów na świąteczne prezenty. Tylko Pani Poślubiona pisze o pomysłach dla kobiet, a Pan Poślubiony dla mężczyzn. Dodatkowo w ostatnim zdaniu napisaliśmy o najbardziej nieudanym prezencie jaki my sami dostaliśmy kiedyś na święta bądź inne okazje, niekoniecznie od drugiej połówki.

PANI POŚLUBIONA

Z prezentami u kobiet jest dość trudno, bo to co należy jej kupić zależy od niej samej, bo każda z nas jest inna, ma inny gust, inne zainteresowania. Mężczyzna kupując prezent swojej kobiecie powinien wykazać się przede wszystkim inwencją twórczą, powinien sam pięknie zapakować prezent, pokazać, ze włożył w jego przygotowanie trochę wysiłku i dał coś od siebie, a nie poszedł i tylko wydał pieniądze. Mile widziana u kobiet jest personalizacja prezentu.

  1. Tak nawiązując od razu do personalizacji i ponadczasowości oczywiście można jej kupić biżuterię, ale sam łańcuszek czy bransoletka nie wystarczą. Niech to będzie zawieszka z grawerem, coś co może mieć tylko ona (choć i tak koleżanki już pewnie mają, ale co tam). Bardzo fajnie sprawdzają się tu bransoletki Lilou bądź Pandora. Choć nie każdej się podobają, musisz wybadać grunt.
  2. Innym ponadczasowym prezentem jest bielizna, ale jest to już raczej awaryjny prezent, gdzie albo wiesz, ze brakuje jej skąpego kompletu w szufladzie, a jej samej szkoda kasy wydać na gorset, który nada się tylko do łóżka. Jak wiesz, ze ma takich łóżkowych kompletów już więcej niż 5 sztuk, nie kupuj, chyba, ze ona sama wspominała, ze przydałby jej się jeszcze jeden.
  3. Można oczywiście też kupić perfumy, ale pamiętaj, ze kobiety są wzrokowcami, nie starczy zapach taki który się Tobie podoba, musi być też fikuśna buteleczka i tu też zależy jaki ma ona gust jeśli lubi prostotę wybierz ciekawą prostą butelkę z pięknym zapachem w środku jeśli lubi pstrokate rzeczy niech butelka będzie możliwe jak najbardziej wymyśla i dziewczęca. Pamiętaj też żeby nie kupić zbyt ciężkiego zapachu jeśli takich nie lubi na pewno o tym wiesz.
  4. Jeśli Twoja kochana uwielbia się malować, to raczej nie kupuj jej kosmetyków dlaczego? Jeśli ona interesuje się makijażem, ogląda filmiki i czyta blogi makijażowe, możesz zupełnie nie trafić i kupić jej zdaniem bubel, co z tego, ze kosztował 200 zł...jeżeli jednak wiesz, ze kocha kosmetyki fajnym pomysłem jest kupić świąteczne wydanie glossybox, nie wiesz co to? Google pomoże, a ona będzie przeszcześliwa (pod warunkiem, że faktycznie uwielbia kosmetyki)! Podobnie z ubraniami, tu też postaw na personalizację, fajny t-shirt który możesz sam zaprojektować proponuje instashirt nie wiesz co na niego dać? Pokaż jej stronkę, a jeśli jej się spodoba spytaj jej się co na takie koszulki się daje i jakie napisy są teraz modne, wystarczy trochę sprytu i pokombinować, blogi modowe też są super podpowiedzią. Trzeba się trochę postarać. Może ona sama pokazywała Ci jakiś super sweter lub modną bluzę? Nie? To nie kupuj jej już lepiej ubrań, bo też możesz nie trafić w gust, chyba, że znasz ja doskonale.
  5. Tak naprawdę nie ma recepty na udany prezent dla kobiety, te wszystkie 4 powyżej są najbardziej ogólne, temat rzeka, jeśli chodzi o kobiety, bo każda z nas jest inna, musisz wykazać się dobrą znajomością zainteresowań swojej kobiety. Polecam notować w komórce, gdy jasno pokazuje Ci jak bardzo coś jej się podoba (ale notuj najwcześniej 3 miesiące przed świętami, bo może pół roku temu zachwycała się tymi legginsami, ale teraz już mogą być passe) Pamiętaj przede wszystkim, ze kobiety lubią ładne rzeczy, a ładne dla każdej oznacza co innego. Ja na przykład uwielbiam piękne świece takie jak yankee candle. Pomysłów może być wiele tak wiele jak nas kobiet jest na tym świecie.
Najgorszy prezent jaki dostałam ja? Hm...niestety od mojej kochanej mamy. Torba do szkoły. Pamiętam jak dziś. Strasznie nie modna, okropna, a mama oczywiście chciała dobrze. Z gustem nastolatek bywa jednak różnie i lepiej nie ryzykować...pamiętam jeszcze jeden mały prezent, tym razem od Pana Poślubionego, mój kochany dał mi białe lilie...wszystko byłoby pięknie i romantycznie (no bo w końcu noce i dnie) ale takie białe lilie kojarzą mi się tylko z pogrzebem i nic tego nie zmieni!

PAN POŚLUBIONY

Każdy chyba uwielbia dostawać prezenty niezależnie od wieku, niezwykle miłe jest to uczucie kiedy zostajemy obdarowani pakunkiem, którego zawartości nie znamy. Trochę trudniej jednak bywa z samym zakupem takowych szczególnie dla mężczyzn. Dlaczego? Dla kobiet istnieje mnóstwo opcji i możliwości, porównajmy!

Bielizna, wystarczy kupić ładny komplecik i już jest doskonały prezent z którego tez skorzysta mężczyzna. A jak wyglądałaby para pasiastych slipów albo bokserek zapakowana w ozdobny kartonik? Żenada!

Kosmetyki dla kobiet: perfumy, szminki, błyszczyki, podkłady, kremy, balsamy, masła, tusze, lakiery, itp. Dla faceta perfumy ok., ale co dalej pianka do golenia? Żel do mycia twarzy? Facet umyje twarz wraz z włosami i ciałem jednym szamponem! 3in1!

Torebki, szpilki, akcesoria no jest tego pełno!

Na szczęście faceci mają często liczne zainteresowania: militaria, samochody, wędkarstwo, narty, deska, gry, wspinaczka, elektronika itp. Warto więc zawsze poszukiwać prezentów w obrębie ich zainteresowań. Mężczyźni raczej lubią prezenty praktyczne takie których zadaniem nie jest jedynie ładne wyglądanie, a przede wszystkim używanie albo musi to być zabawa. 

Fan motoryzacji? –bilety na targi motoryzacyjne, voucher na kurs ekstremalnej jazdy, choinka zapachowa? Żartuję. Sportowiec –karta benefitowa z wejściem na różnorakie obiekty, militaria –zaproszenie na strzelnicę. Pracoholik? –pióro, długopis, aktówka, smartfon, portfel, wizytownik, może zestaw głośnomówiący do auta jeżeli dużo podróżuje? Jakiś kurs coachingu? Możliwości jest wiele.

Warto zawsze spróbować podpytać czego brakuje twojej drugiej połówce, może czegoś potrzebuje, coś się zepsuło, zegarki są super. Ja bym się nawet z wiertarki cieszył, maszynki do golenia czy płynu do prania tapicerki w samochodzie. Zaproszenie na wspólny wypad w góry na stok to też fajny pomysł.

A Jeśli już naprawdę nie macie żadnych pomysłów na prezent to jeszcze ewentualnie może być karta podarunkowa do jakiejś męskiej sieciówki odzieżowej, jeansów i T-shirtów facetowi nigdy za wiele, uwierzcie mi.

Taka mała podpowiedź dla żony co mogła by w moim przypadku mi podarować:
-fajna torba na laptopa albo taka skórzana na pasku na ramię aktówka
-maszynka do strzyżenia (używam jej do golenia zarostu)
-wiertarka (bo nie mam)
-młotek (bo się zgubił)
-jakiś ładny sweter albo bluza (bo wybierasz super ciuchy)
-czapka, rękawiczki
-brązowy, skórzany pasek do spodni

Jak coś mi się przypomni to jeszcze napiszę :)

Nieraz zdarza nam się dostać nietrafiony prezent mnie też to się przytrafiło parokrotnie, teraz nie kojarzę, ale dostałem kiedyś od Ojca strasznie durny prezent nie pamiętam dokładnie co to było,  ale wiem, że przez kilka dni nie mogłem wyjść z podziwu jak można wpaść na coś takiego. Z tych nieudanych, które pamiętam to jako dziecko jeszcze: czapkę do kibicowania z napisem Polska, statuetkę piłkarza, maszynkę do golenia (ale to sam chciałem).




Jaki był wasz najgorszy prezent jaki dostałyście/dostaliście w życiu? Pochwalcie się w komentarzu z chęcią poczytamy! O! Może wy macie jakieś pomysły na prezenty? Wystarczy, że napiszecie jeden pomysł dla kobiety lub mężczyzny na prezent, a następny post przeznaczymy tylko na opis waszego pomysłu na prezent wraz w odnośnikiem do waszego bloga. Pan Poślubiony wybiera najlepszy pomysł na prezent dla mężczyzny, Pani Poślubiona dla kobiety.

25 listopada 2013

5 dni na talerzu

Postanowiliśmy zrobić mały eksperyment. Oboje byliśmy ciekawi jak też wygląda nasze żywienie w momencie kiedy żyjemy oddzielnie. Postanowiliśmy więc od poniedziałku do piątku sfotografować główne danie dnia czyli obiad. Czym się różni obiad kobiety, gdy jest sama w domu i mężczyzny na wygnaniu?? Nas efekty eksperymentu zaskoczyły...okazuje się, ze jemy zupełnie różnie! Zresztą zobaczcie sami.

PANI POŚLUBIONA       
Moje obiady muszą być szybkie w robieniu. Dlatego przygotowanie nie może trwać więcej niż 30 min. Nie chce mi się stać przy kuchence, gdy gotuję tylko dla siebie.
Poniedziałek. Jajko sadzone, ziemniaczki, pomidory z cebulką i śmietaną. Pychotka.
Wtorek. Musiałam jeść na mieście, za dużo spraw, skoczyłam na hamburgera do zdrowej krowy  i znowu się zawiodłam.
Środa. Po wizycie u lekarza okazało się, że jestem skazana na dietę... dużo by pisać, na obiad zjadałam więc ryż brązowy, pomidory, marchew i kurczaka z curry, cynamonem, ostrą papryczką, czarnym sezamem...zero soli i tłuszczu! Ble!
Czwartek, to samo, skoro zostało jeszcze z wczoraj więc czasem tak robię, że dwa dni pod rząd jem to samo.
Piątek. Po zapoznaniu się z dietą okazało się, że mogę w ciągu dnia zjeść dwie łyżki oliwy z oliwek na zimno, dlatego zrobiłam pesto, uwielbiam makarony, a to wydanie jest baaardzo zdrowe!

PAN POŚLUBIONY 
W poniedziałek zazwyczaj nie jadam obiadu, gdyż nie mam siły na jego przygotowanie tym razem jednak pierogi ruskie wprost z Biedronki.
Ostatnimi czasy mam przeogromną ochotę na śledzie, łososia i inne ryby gotowe do jedzenia stąd też obiad w postaci koreczków śledziowych ze śliwką.
W środę wróciłem z pracy około 21:00 dlatego też już o żadnym posiłku nie było mowy, gwóźdź do łóżka.
Standardowo jak co czwartek były tosty, mamy z kolegą taką tradycję od miesiąca, że w każdy czwartek robimy sobie tosty. Wypełnienie standardowe szynka, ser, mozzarella, pomidor, ogórek konserwowy.
Piątek jest najgorszym dniem na budowie gdyż jest najwięcej pracy i jeszcze dochodzi do tego powrót do domu dlatego obiadu w tym dniu również nie było. Tylko zapychacze w ciągu dnia. 

Zaskoczeni? My bardzo! Delegacja niedługo się skończy, a wtedy i Pan Poślubiony zacznie się lepiej odżywiać pod okiem i dietą Pani Poślubionej! Pani Poślubiona ze względów zdrowotnych, a Pan Poślubiony zacznie jeść warzywa dla zdrowia i zrzucenia zbędnych kilo! Jak wy jecie w ciągu dnia? Zdarza wam się tak ciężki tydzień jak u Pana Poślubionego? Czy raczej staracie się zjeść coś ciepłego jak w przypadku Pani Poślubionej?

21 listopada 2013

Życie na walizkach


Od dłuższego czasu Pani Poślubiona gnębi mnie, abym napisał swój własny post. Nie ukrywam, że aktualnie jest to mi tak na rękę, że nie wiem. Ale zgodziłem się, długo myśląc o czym właściwie mógłbym napisać.

Wiecie co? Nawet teraz pisząc tych parę krótkich zdań nie bardzo jeszcze wiem co z tego wszystkiego wyjdzie. Niby o czym miałbym właściwie napisać? O trudach życia w delegacji, gdzie powoli przestaję rozróżniać czy prawdziwe życie toczy się w pracy czy w domu, choć stosunek dni spędzonych w dwóch miejscach jest porażający. 

Może o tym jak nieraz wkurza mnie Żonka? Wracam po całym tygodniu naprawdę ciężkiej i wymagającej pracy, a pierwszym co mnie wita to śmieci pod drzwiami albo skwaszona mina Poślubionej. Nieraz czuję się jak wróg. Zazwyczaj po powrocie nie jestem witany z uśmiechem i radością, że już wróciłem, a z wyrzutem, że mnie tak długo nie było. Mija kilka godzin nieraz się kłócimy do północy, aż atmosfera zostanie oczyszczona i wszystko na dwa dni w miarę wraca do normy. 

Cały czas jestem w rozjeździe piątek jest dniem wytchnienia, sobota i niedziela mija pod znakiem uczelni, a kiedy przychodzi niedzielny wieczór czuję już wewnętrzny niepokój, że za parę godzin będę musiał wyjeżdżać. Nieraz nie mogę spać, budzę się w nocy nerwowo z myślami czy to już, czy muszę wstawać? Tak naprawdę jestem już prawie 9 miesięcy w delegacji, w tym czasie Pani Poślubiona zaraz mogła by urodzić, a mnie cała ciąża przeleciała by koło nosa. Przerażające.

Zastanawiam się po co to wszystko? Co nam to daje? Gdzie tu sens? Każdy powinien pracować w promieniu maksimum 100 km od miejsca swojego zamieszkania, przecież to nienormalne, nieekonomiczne, nieetyczne, żeby pracować tak daleko od domu! 


Tym sposobem oboje z Panią Poślubioną mamy zszargane nerwy i nie możemy się już doczekać, kiedy się nasza gehenna zakończy. Odnoszę nieodparte wrażenie, że od roku stoję w miejscu. Niby rozwijam się zawodowo aczkolwiek czuję, że nie idę na przód. Wszystko co robię nie wpływa na moje życie twórczo, a może wręcz destrukcyjnie wprost przeciwnie do pracy. 

Czuję, że czas ucieka mi między palcami i zauważam, że chyba nieodpowiednio go wykorzystuję, że chcę czegoś więcej i chciałbym osiągnąć to szybciej zamiast wspinać się po szczeblach kariery przez całe życie, aby na jej szczycie złamał mi się ostatni szczebel i spać na sam dół. Chce wziąć wszystko w swoje ręce i decydować o tym co będę robił i czym się zajmował. Zdecydowanie przestaje mnie bawić słuchanie czyjś poleceń. Zobaczymy co z tego wszystkiego będzie.  

14 listopada 2013

Mąż w delegacji


Chwilowo cierpimy na brak weny. Pustka w głowie, każdy doświadczony blogowicz pisze: "jak masz pisać post bez weny to lepiej nie pisz wcale". Ja złamię tą zasadę. Dlaczego? Może weny nie mam, ale taką miniwenkę. Jak wiecie Pan Poślubiony ugrzązł w delegacji. Jego termin powrotu zmieniał się już z 3 razy i ostatecznie modlę się, żeby chociaż do świąt skończyli i żeby wrócił do mnie na stałe.

Ten post będzie jednak o moich sposobach na spędzane czasu samej. Mogę śmiało twierdzić, ze podczas pobytu Pana Poślubionego na delegacji, ja miałam okazję skosztować jak wygląda życie singla. Pewnie niektórzy się zdziwią, ale w tygodniu mało rozmawiamy z Panem Poślubionym przez telefon, bo i to nie ma kiedy i ile można mówić: kocham Cię..tęsknię...co dziś robiłeś?

Dlatego od poniedziałku do piątku wieczorem jestem singlem. Początkowo było ciężko, w ogóle nie potrafiłam przyzwyczaić się do tego, ze nie ma Pana Poślubionego obok. Płakałam, ryczałam, chodziłam zdołowana, tak jakby ktoś zabrał część mnie i  mimo, ze Pan Poślubiony wracał na weekend to zaraz uciekał mi i nagle z bajki trafiłam z powrotem w szarą rzeczywistość. Nie umiałam sama żyć.

Moim pierwszym rozwiązaniem była przeprowadzka. O co chodzi? W weekendy mieszkałam z Panem Poślubionym w naszym mieszkanku, a w tygodniu wracałam do moich rodziców i siostry, tak bardzo nie chciałam być sama. Wytrzymałam tak kilka miesięcy z przerwami, ale w końcu zauważyłam, ze nie o to chodzi i jednak chcę spróbować sama odciąć pępowinę. Było mi trudno, tym bardziej, ze mojej siostrze najbardziej zależało żebym mieszkała u rodziców -  jak wiecie jesteśmy niesamowicie związane.

Postanowiłam jednak, że spróbuję inaczej i będę mieszkać tam gdzie powinnam czyli w naszym mieszkaniu w tygodniu bez Pana Poślubionego, w weekendy z nim. Niestety to okazało się trudniejsze niż myślałam. Mój tydzień wyglądał mniej więcej tak: Praca- dom - obiad - leżę w łóżku i oglądam seriale, bo nie mam motywacji na nic innego, a przy okazji się dołuję. W końcu wkurzyłam się na siebie samą.

Zaczęłam czytać fora, czy ja jestem nienormalna, czy inne żony też tak przeżywają wyjazd w delegację swojego męża? Zacznę od tego, że od znajomych słyszałam: Przesadzasz przecież wyjeżdża tylko na kilka dni i wraca, ja to bym się cieszyła, chata wolna możesz robić co chcesz, w końcu możesz odpocząć! Odpocząć? Ale ja nie chcę odpoczywać od Pana Poślubionego! Chcę go ciągle, chcę z nim spać, gotować mu, przytulać się codziennie, widywać się, chcę żeby było jak przedtem!

Czytałam więc fora i zauważyłam, że jestem normalna, że po prostu tęsknię i poprzez to, że jestem tak emocjonalna, tak bardzo to wszystko przeżywam. No i dobra...ale co dalej? Dalej mam leżeć i płakać? Każdy dzień taki sam? Musiałam coś zmienić. Pierwszą zmianą było to, że zapełniałam każdy dzień jak mogłam aktywnościami. Na początek zaczęłam od sprzątania. Codziennie coś, a to okna, a to góra prania, zmywanie itp. Mimo, że mi się nie chciało wiedziałam, ze muszę się ruszać, coś zmienić, bo inaczej wrócę do tego stanu wegetacji.

Potem oczywiście dom błyszczał, a ja nie wiedziałam co z sobą zrobić. Stwierdziłam, dobra zrób coś dla siebie, maseczki, paznokcie wyłuskane, włosy obcięte, piękna pachnę, co dalej? Jak już wypachniłam się stwierdziłam ze zacznę ćwiczyć! Tym, sposobem dwa razy w tygodniu wyciągam Pannę K. na fitness, a pozostałe dwa razy w tygodniu biegam i teraz cały tydzień zapełniony. Zrobiłam wszystko po prostu, żeby leżenie w łóżku spowodowane było już raczej wycieńczeniem i żebym miała jak najmniej czasu na rozpaczliwą tęsknotę. Choć tęsknie, ale teraz jest znacznie łatwiej.

Tak własnie zmieniłam swoje życie i chwilowo nauczyłam się jak żyć w pojedynkę, jak zapełnić sobie czas żeby nie zwariować i może wydaje się to śmieszne, ale ja nigdy sama nie byłam, zawsze być ktoś, a to rodzina, a to Pan Poślubiony i trudno było mi się z tym pogodzić. Nauczyłam się jednak czerpać radość z życia, bez Pana Poślubionego i może brzmi to bardzo brutalnie, ale było mi to bardzo potrzebne i polecam to każdemu związkowi na odległość. Choć oczywiście Pana Poślubionego nadal kocham całym sercem!

Delegacja męża to trudna sprawa można płakać i leżeć, ale jestem z siebie dumna, bo udało mi się w miarę zorganizować sobie życie na czas kiedy mój ukochany ciężko pracuje ;) Choć nawet jak wróci wiem już, że ja ze sportu nie zrezygnuje, a jedynie zarażę Pana Poślubionego i będziemy biegać razem!!! :)

6 listopada 2013

Rodzeństwo

PANI POŚLUBIONA

Kocham moją siostrę. Już od pierwszego dnia narodzin, skradła moje serce. Między nami jest 10 lat różnicy, może dlatego właśnie łączy nas taka więź. Choć niekoniecznie, bo jak tak się zastanowię to znam kilka przypadków różnicy wiekowej między rodzeństwem 10,12 letniej i nie widzę, aby aż tak pałali do siebie miłością. Może my tak z siostrą mamy, bo ja zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Jak najwięcej. Lubię tłok w domu, zwierzęta, wspólne obiady przy stole, śniadania.

Dlatego też w domu zawsze miałam zwierzątko, aż w końcu po 10 latach próśb moi rodzice się zdecydowali. Siostra miała być bratem, ucieszyłam się, ze będzie dziewczynka bo i prostsza w obsłudze (jak żywa lalka) i czesać można warkocze. Moja Katarzynka była cudowna, od pierwszych chwil życia, roześmiana, urodziła się śpiąc, przyszła na świat spokojnie poprzez cesarskie cięcie. Nigdy nie zapomnę uczucia gdy pierwszy raz weszłam do pokoju szpitalnego i trzymałam ją na rękach. Magia, tam czuć Boga, naprawdę. Cud narodzin.


Pisze jakbym była jej matką, a nie siostrą, ale mimo, iż miałam wtedy 10 lat tak bardzo to przeżyłam. Niestety nie doczekałam się większej liczby rodzeństwa, dlatego obiecałam sobie, ze ja urodzę minimum trójkę. Obiecałam sobie, ze dla mnie nie będą w życiu najważniejsze pieniądze i praca, jak kiedyś zakładałam, a rodzina i tak też dążę pomału do mojego celu, próbując przekonać do tego Pana Poślubionego.

Ktoś już pytał nas o pracę i studia. Ja swoją edukację zakończyłam na licencjacie i nie chce dalej. Może kiedyś mi się zachce, ale teraz nie chcę, bo nie i tyle. Nikomu do tego. Jak będę chciała spakuję się i wyjadę daleko stąd. Mam życie w sowich rękach i nie będę iść tak jak każdy, nie zrobię magistra i nie będę ciułać do emerytury w czyjejś firmie. Jeszcze nie wiem co dalej. Wiem, ze za dwa lata chcę się starać o pierwsze dziecko, co z praca, nauką?

Nie wiem, swoje życie puszczam luzem i oddaje je losowi, będzie co ma być. No, ale jak zwykle odbiegłam od tematu, bo miało być o rodzeństwie, a ja znowu o dzieciach piszę. Wszystko przez odstawienie tabletek, instynkt macierzyński uderza we mnie ze zdwojoną siłą. Cały czas o tym gadam jak postrzelona. Wiem, że nie chcę teraz dziecka, wole poczekać, a z drugiej strony moje ciało krzyczy po co czekać? Na co? Przecież nie chcę być starą mamą!!! Młode mamy górą!

Ok już koniec. Wracam do rodzeństwa. Zdziwiłam się, bo to Pan Poślubiony zaproponował, żeby napisać taki post, myślałam, ze nie będzie chciał o tym pisać, bo u niego sprawa z rodzeństwem jest diametralnie inna niż moja! Ja kocham moją siostrę i oddałabym za nią życie, choć czasem już ma te swoje nastoletnie odpały i wtedy najchętniej walnęłabym ją w głowę i przywołała do porządku, ale jest świetna i nie mogę się doczekać jak będzie młodą ciocią :) wiem ze będzie moje dzieci tak samo kochać i rozpieszczać jak ja to robiłam z nią gdy miała kilka latek.


Zawsze byłyśmy i jesteśmy ze sobą mocno związane. Do tego stopnia, ze gdy miałyśmy wspólny pokój razem spałyśmy, miałyśmy oddzielne łóżka, ale i tak je złączałyśmy i uwielbiałyśmy spać do siebie przytulone. Nie raz dostałam jej nogą w twarz, bo małe dzieci maja to do siebie, ze śpią i nie kontrolują chyba ruchu kończyn, rzucają nimi jak szalone. Gorzej było jak pojawił się Pan Poślubiony, wtedy jeszcze Chłopak. Siostra miła różne uczucia do niego, raz go uwielbiała, raz była bardzo zazdrosna.


Pamiętam nawet sytuację jak była mała i jechaliśmy na wesele, a ona stwierdziła, ze odbije mi Pana Poślubionego i będzie z nim tańczyć całe wesele. Miała wtedy 7 lat. Obecnie siostra kiedyś już mi powiedziała, ze Pan Poślubiony „mi Cię zabrał” jest o niego zazdrosna. Bardzo! Nawet pytałam ją kiedyś też, czy pamięta może ze Pana Poślubionego kiedyś nie było? Powiedziała ,że nie jej się wydaje, ze jest z nami od zawsze (miała 5 lat jak pojawił się w naszym życiu) i traktuje go jak brata.


Obecnie jesteśmy z siostrą najlepszym przyjaciółkami. Ona mówi mi (prawie) wszystko  radzi się, wypytuje, a ja słucham obserwuję i zazdroszczę jej, że przed nią całe gimnazjum, liceum, studia, pierwsze miłości, motyle w brzuchu, z chęcią i ja bym to jeszcze raz przeżyła, ale jak to mówią każdy ma swoje pięć minut. Ja teraz czekam na kolejne etapy swojego życia  a jej etapom mogę się tylko z rozrzewnieniem przyglądać.


Jeśli więc chodzi o moje rodzeństwo nie ma co pisać, bo zasłodziłabym Was na śmierć, więcej w tej kwestii chyba nie powiem. Jestem osobą strasznie uczuciową i taka też jest moja rodzina, dlatego ja z mają siostrą zawsze wprost się przytulamy i mówimy sobie, że się kochamy, to bardzo ważne, bo życie szybko przemija i kiedyś może być za późno, żeby się przytulić. Tak właśnie podchodzę do życia.



Zawsze mówię bliskim ze ich kocham, zawsze ich przytulam i staram się nigdy nie zegnać pokłócona. To bardzo ważne. Inaczej jest u Pana Poślubionego, pewnie wam się wyżali. Dla mnie jego rodzina i jego relacje rodzinne są zupełnie niezrozumiałe i wolałabym, aby w naszym domu panowało uczucie i empatia jaka była w moim, a nawet lepsza, bo nie mówię ze moja rodzina jest idealna. Chciałabym po prostu, aby najważniejsza w naszym życiu była rodzina, miłość i zdrowie. Tego nam życzę.

PAN POŚLUBIONY

Mam brata starszego o 3 lata i od kiedy tylko pamiętam toczyliśmy wspólne boje, bijatyki, awantury. Nie było chyba tygodnia bez afery. Schemat zazwyczaj był ten sam: ja go wkurzam; on mnie goni; dostaję lanie i płacze. Moim niezawodnym schronem była zawsze łazienka gdzie się zamykałem i czekałem, aż emocje opadną. 




Zazwyczaj z powodu braku na tamten czas siły znienacka podbiegałem biłem go i uciekałem. Były jednakże dni kiedy wspólny cel potrafił nas połączyć, np. gra na komputerze. Mieliśmy dwa komputery w różnych pokojach połączone siecią przez którą rywalizowaliśmy w różne gry. 

Niejednokrotnie stałem w oknie patrząc czy ktoś z rodziny nie wraca do domu kiedy mój brat był na wagarach i akurat przyszedł się ogrzać albo coś zjeść. W takich relacjach żyliśmy przez jakiś czas, aż się przeprowadził do babci. To był najszczęśliwszy dzień mojego dzieciństwa! W końcu miałem własny pokój!


W tym okresie nastąpiło wyciszenie pewnych zwad oboje dorośliśmy, nie mniej jednak czas pokazał, że zbyt wile nas nie łączy, a na pewno nie braterska więź. Po mojej wyprowadzce z domu myślałem przez jakiś czas, że budujemy relację, przyjeżdżał gadaliśmy piliśmy wódkę, czasem nocował. 

Okazało się to wszystko jednak bardzo pozorne i podszyte potrzebami tej drugiej strony. Już wcześniej zacząłem zauważać, że pomagam w wielu kwestiach, a kiedy sam potrzebuję pomocy od tej drugiej strony to wiąże się z narzekaniem, łaską lub po prostu z jej brakiem.

Efekt jest taki, że od 4 miesięcy w ogóle nie rozmawiamy i nie utrzymujemy kontaktu. Podejrzewam, że taki stan rzeczy się już utrzyma.

Każdy z nas ma swoje życie i je realizuje nie wpieprzając się w do drugiego, może i lepiej.