29 stycznia 2014

Dlaczego żony narzekają?


Tak się zastanawiam. W moim środowisku żona, żonka jest kojarzona raczej negatywnie, a w lepszym przypadku neutralnie. Żona = więzienie. Tak, dobrze czytacie. Ile razy Pan Poślubiony, a przy okazji ja, słyszeliśmy: Idziesz na piwo??? Aaaa nie soryyy, ŻONA Ci nie pozwoli. Żona jest skwaszona. Jak żona to nie może być dobrze, jak żona to nie może być seksownie. Jak żona to musi chodzić wkurwiona (ups. przepraszam) na męża, a to, że mało zarabia, a to, że w domu nie pomaga, a to, że ogląda się za innymi młodymi kobietkami, a to, że z kolegą na piwo, a w ogóle to nie możesz iść, bo masz być ze mną w domu i już! 

Nie mówię, ze jest tak w przypadku wszystkich, a szczególnie młodych małżeństw. Przecież większość z was (tzn. z tych młodych małżeństw które nas czytają) napisze, że nie, nie ja nie narzekam na męża, nie marudzę, nie, nie moja żona jest idealna, kochana i seksowna. Pewnie tak jest. Choć ja uważam, ze ziarnko prawdy w tym, ze żona jest zołzą troszkę jest i pogłębia się z wiekiem. 

Jeszcze nie wiem czy zołzowatość żon pogłębia sie z powodów wieloletniej frustracji, jakiegoś zawodu, nagromadzenia problemów. Nie wiem. Smarkata jestem nie ma co. Po co o tym wszystkim piszę? Wszystko przez kawał, na który natknęłam sie parę dni temu w internecie. Choć ten kawał to nie wyjątek, bo jest ich pełno w internecie, a brzmiał on tak oto: 

Pewna para świeżo po ślubie. 
Mąż w żonie zakochany nabrał ochoty na spotkanie z kumplami w ich ulubionym barze. 
- Kochanie wychodzę, ale wrócę niedługo. 
- A dokąd idziesz misiaczku? 
- Idę do baru ślicznotko, mam ochotę na małe piwko. 
- Chcesz piwko ukochany? - żona otwiera lodówkę i prezentuje mu 10 różnych gatunków piw. 
Mąż zaskoczony - tak tak cukiereczku, ale w barze, no wiesz, te kufle.. 
- Chcesz schłodzony kufel? Nie ma problemu. Proszę. Żona wyciąga zmrożony kufel z zamrażalnika. Mąż blady z wrażenia nie daje za wygraną; 
-  No tak skarbie, ale wiesz w barach mają takie świetne przystawki, nie będę długo obiecuję. 
- Masz ochotę na przystawki niedźwiadku? - żona wyciąga słone paluszki, chipsy, orzeszki. 
- Ale kochanie... w barze .. wiesz.. te męskie gadki, przekleństwa, niewyszukany język.. 
- Chcesz przekleństw moje ciasteczko? - zatem pij to k**ewskie piwo, z jeba*ego kufla, żryj pier**lone przystawki Jesteś teraz do h.. ciężkiego żonaty i nigdzie k**wa nie wyjdziesz! Pojąłeś skur**synu?

No i teraz jak tak przeczytałam ten kawał, ach i jeszcze zapomniałam pokłóciłam sie z Panem Poślubionym (Tak to niesamowite my też sie kłócimy) to stwierdziłam, ze muszę coś napisać. O nas żonach. Nawet w kłótni zdarzy sie usłyszeć, ze ja zawsze narzekam i robię z igły widły. Jednym słowem przesadzam. Więc po przeczytaniu tego kawału i po soczystej kłótni z Panem Poślubionym myślę sobie, czy to, że jestem Żona, powoduje, ze staję się Zołzą czy mam to po prostu we krwi i wiecie co? 

Dochodzę do jednego jedynego wniosku. Jestem żoną, ale nie przez to narzekam, bądź jak kto woli jest zołzą. Jestem zołzą, bo jestem kobietą i każdej z nas zdarza się być zołzą bez względu na to czy jesteśmy żoną, kochanką, narzeczoną, dziewczyną, siostrą, córką, matką, babcią. 

W każdej z nas tkwi trochę zołzy. Jest tak, ze potrafimy kochać, być cudowne, piec ciasta, kochać się w szpilkach i gorsecie, ale zdarza nam się nie ogolić nóg, wkurzyć o byle co (a nie daj Boże żebyśmy były głodne. Człowiek głodny człowiek zły bez względu na płeć) ale wiecie co...zaraz.... Ja jestem zajebistą żoną, bo mój mąż może robić co chce, ja go puszczę na piwo z kolegami (puszczę? W sumie nawet nie musi pytać, wie, że może iść, ale pyta bo szanuje moje zdanie i uczucia) i mam prawo czasem być zołzą i po marudzić dla oczyszczenia atmosfery. 

Po marudzę, bo mi się należy za te wszystkie zrobione obiady, pomyte naczynia, przygotowane kanapki, wyprane ubrania, pomyte podłogi. W każdym stereotypie jest więc trochę prawdy, ale pamiętajmy, ze od każdego stereotypu są też pewne wyjątki. Nie każda blondynka jest głupia (co nie znaczy, ze zawsze jest mądra) i nie każda żona jest ciągle zołzą (co nie znaczy, ze czasem pozołzować sobie nie może). 

Tak na koniec jeszcze... o co się pokłócili Państwo Poślubieni? O podróż poślubną! Ta dam! Co wybrać? Gdzie jechać? Grecja, Turcja, Kenia, srenia? Kiedy jechać? Gdzie i kiedy będzie ciepło? Ile zabrać kasy ze sobą? Jak z pracą i urlopem, jak studia, jak to, jak sramto i tyle. Głupota, a ile emocji. Życie nie może być nudne. 

To tyle u nas. Aaaa i Pan Poślubiony nie chce wam pisać notek, bo nie wie o czym, to się skarżę na niego, a co, też mi wolno. Jakby chciał to by popisał, nie? A że jestem żoną to wbiję czerwoną szpilę seksowną i zmuszę męża! Napisze jeszcze oj napisze ;) 

Wiecie co? W kłótniach chyba najlepsze jest godzenie się. Prawda?

Tak zupełnie na koniec jeszcze....nie bierzecie tego posta do siebie. Jestem cudowna i idealna i nie nalezę do tych co ciągle narzekają. Po prostu. Zdarza mi się. Dziś jest TEN dzień.

45 komentarzy:

  1. Nie rozumiem tych lasek, które uważają, że po ślubie mąż ma siedzieć w domu. Mój właśnie jest na 4 dniowym wyjeździe na deskę na Słowację. Na MĘSKIM wyjeździe ;-)
    A ja? Nie płacze, nie rwę włosów z głowy, nie piszę co 5 minut sms-a " Co robisz?". Tęsknię - to jasne. Ale cieszę się chwilą i wolnym czasem. Spotykam się z koleżankami, leniuchuję, bo nie muszę gotować obiad i cieszę się, bo On jest szczęśliwy. A jeśli On jest szczęśliwy to ja też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Tak ma być! Ślub to nie więzienie, a obrączki to nie kajdanki, a bycie żoną jest super ;) i żony są super! :)

      Usuń
  2. Nie ma idealnych związków, nie ma idealnych ludzi :) kłóćcie się ile wlezie, tylko zdrowo się kłóćcie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. To wszystko zależy od tego, jaki facet ma charakter , kobieta też. Jaki jest w różnych sytuacjach. Jeśli jest taki sam w domu przed tv, w pracy z kolegami, czy na piwie ze starą paczką znajomych to fajnie. Gorzej, jak facet ma tysiąc masek i nie wiesz, czy tak w 100 procentach możesz zaufać każdej z nich. Oczywiście, mowa o facecie przed ślubem, nie wyobrażam sobie nie ufać Poślubionemu.
    Ale prawda jest jedna - faceci są gorsi niż my pod wieloma względami, nie doceniają, nie przywiązują uwagi do romantyczności, do małych prostych gestów, musi być konkretnie - zrobiony obiad, posprzątane, poprane i jeszcze kobieta ma być piękna i miła dla Królewicza. A gdzie docenianie tego?? My mamy faceta chwalić jaki jest męski, cudowny, wspaniały, bo pracuje za niejednokrotnie większe pieniądze niż my, a on nas nie może zrozumieć i docenić?
    Mi najbardziej przeszkadza to, że nie zawsze można zaakceptowac towarzystwo faceta, w którym on czuje się dobrze, a my niekoniecznie... Nikt nikogo nie może więzić , ale od dawna zauważyłam, że facet to prosty mechanizm i to często strasznie wkurza !

    OdpowiedzUsuń
  4. O podróż poślubną! Właśnie mnie olśniło że mogłabym już o tym pomyśleć.
    Szczerze mówiąc będzie z tym pewnie więcej planowania, niż ze ślubem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam zielonego pojęcia skąd się tu wzięłam... Ale pozwól mi uwielbiać Cię za to co i jak piszesz :)
    Jestę narzeczonę i jestem czasem zołzą :) ale jak nie jestem zołzą to jestem "najwspanialszą" ;P podróż poślubna - ostatnio drażiwy temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jagoda, jesteś w takim razie w żałośnie małej mniejszości...żon:)
    Znam mnóstwo par, gdzie po ślubie skończyły się męskie wyjścia a jeżeli już wyjścia były, to były to wyjścia "my razem".
    Z dupy podejście.
    Każdy, podkreślam - KAŻDY potrzebuje chwili dla siebie i dla swojego towarzystwa. No chyba, że po ślubie towarzystwo się kończy, bo i takie pary znam, ale wtedy pozostaje patologiczne kiszenie się we własnym dwuosobowym sosie:D
    W życiu bym nie chciała, żeby mój facet szedł ze mną na tzw babskie ploty ( mocno nietypowe, bo ja nie gadam o pierdołach w stylu ciuchy, fryzjer, paznokcie itp ). Tak samo nie czułabym się dobrze w jego wybitnie męskim towarzystwie na browarze.
    Spędzamy czas albo razem albo ODDZIELNIE w swoim towarzystwie, zdarza mi się nawet być taką wyuzdaną i figlarną, że chodzę sama na imprezy:D
    Wiele lasek argumentuje, że nie puszcza faceta nigdzie po ślubie "bo jakaś mu zawróci w głowie i zdrada gotowa".
    Pieknie!
    Proponuje jeszcze kaganiec na pysk i opaskę na oczy.
    Jak chce zdradzić, to zdradzi i tak- np z laską, którą poznał przez neta, jak żona siedziała pół metra dalej.

    A męża pogoń, bo mu piórka opadły po ślubie,jak nie wie o czym pisać, to niech napisze posta "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy- part two":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha! Katarina- Ty to zawsze trafnie wszystko podsumujesz! Powinnaś bloga założyć!
      Ostatnio taka koleżanka wzięła właśnie faceta na babską posiadówę "bo Misio wszędzie ze mną chodzi i nie będzie mu przeszkadzać, że jest z samymi dziewczynami". W rezultacie po spotkaniu stwierdził, że nie musi już chodzić na nauki przedmałżeńskie, bo wie wszystko o okresie, owulacjach, tabletkach, porodach, dzieciach etc. ;-))

      Usuń
    2. W życiu!:)
      Miałabym więcej hejterów niż Kasia Tusk, bo jakoś tak się składa, że sporo osób ( nie będę tu leciała blogami ani nickami, ale jak ktoś ładnie poprosi to...;)) ma wielki problem z przyjmowaniem konstruktywnej krytyki:D
      To pomyśl coby było, gdybym na takim blogu wyrażała swoje jakże niepopularne poglądy nt związków, małżeństwa, podejścia do bycia razem itp?:)
      Istna rzeź niewiniątek:)))))

      A podejście "Misio ze mną wszędzie chodzi, to go wezmę na babskie ploty" bezapelacyjne zasługuje na karnego kutasa ( w ramach kary, a nie nagrody;))!!!!

      Usuń
  7. Ja w swoim otoczeniu nie znam ani jednego takie małżeństwa, niezależnie z jakim stażem, jakoś tak na luzie podchodzą do wychodzenia osobno, jeśli chodzi o zrzędzenie to również nie zauważyła aczkolwiek z nikim nie siedzę 24/h. Za to kwestia "nigdzie sam nie pójdziesz" jest mega wyraźna w związkach moich kolegów w których związkach jest duża różnica wieku. Mają te swoje małolatki młodsze od siebie o 6-7 lat i one jako że bardziej nimi rządzą nastoletnie hormony a nie mózg to myślą że każda panienka dostaje orgazmu na sam widok ich misiaczka i każda na pewno tylko parzy jak zakręcić tak żeby on znalazł się w jej pochwie natychmiast. Strasznie mnie wkurwia takie podejście -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam :D Mój były chłopak ma aktualnie dziewczynę 7 lat młodszą, co dopiero maturę zrobiła. Pewnego razu do mnie napisała, że mam się z nim nie kontaktować (do obcej osoby bez żadnych podstaw ku temu), a małe ptaszki doniosły, że jak on był w okolicy na pogrzebie w rodzinie (!!!) to dziewczyna robiła mu awantury przez telefon, bo była tak zazdrosna, że przypadkiem na siebie wpadniemy. Paranoja ;)

      Usuń
    2. Miałam podobną sytuację... Tylko, że dziewczyna jest w moim wieku. No, ale cóż są ludzie i parapety :)

      Usuń
  8. Mój Mąż był ostatnio 2 dni w delegacji. Och, jak mi tego było trzeba! Nawet nie zdążyłam zatęsknić! :)
    Ja czasem popsioczę, ale chyba w granicach normy, bo nigdy Mąż mi nie zarzucił, że narzekam ;)
    W sumie to często narzekam na różne rzeczy i sytuacje, ale nie na Męża. Tzn. zdarza się od wielkiego dzwonu (jak przy ostatnim omdleniu w przychodni).

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze współczuję tym którzy tak właśnie odbierają małżeństwo i tym którzy tkwią w takich związkach. Kłótnie kłótniami, chyba nie ma par które w ogóle się nie kłócą...ale ta cała reszta to chyba kwestia zaufania, a ja nie wyobrażam sobie życia z kimś komu nie ufam i kto nie ufa mi. Myślę że jeżeli dwoje osób ufa sobie to nie widzi problemu w babskich wieczorach czy męskich wypadach. A takie głupie gadanie niektórych to czasem mam wrażenie że po prostu z zazdrości ;)
    Pozdrawiam Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A co do podróży poślubnej to mieliśmy ten plus że od razu wiedzieliśmy kiedy chcemy wylecieć, ale poza tym też były przeboje ;) Mąż chyba z trzy razy był w biurze podróży bo ciągle zmieniłam decyzję ;) A prawda jest taka że nie ważne w sumie było gdzie jesteśmy bo wtedy byliśmy po prostu pochlonieci sobą ;) a piękne widoki to był tylko dodatek ;)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja myślałam, że będzie Hiszpania ;) Nie przejmuj się, bo to prawdziwa drobnostka, a tak jak piszesz, to właśnie godzenie się jest w tym najfajniejsze ;) Tak naprawdę to ja myślę, że nie o zołzowatość tutaj chodzi, bo i facet może być prawdziwą zołzą! Tak naprawdę chodzi o to, że tak bardzo się od siebie różnimy i dużo nas kosztuje wzajemne zrozumienie i właśnie tutaj przychodzi miłość, która sprawia, że te różnice są znośne ;) Trzymam kciuki abyście znaleźli mianownik wspólny i mieli cudowną podróż poślubną!

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajny wpis :). Myślę, że my kobiety czasem już tak mamy, że od czasu do czasu musimy być zołzami :). Nawet jeśli jesteśmy tylko dziewczynami a nie żonami. Taki nasz urok!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kobiety tak mają :) ja swojemu P. niczego nie zabraniam, rekę ma wolną, ale też myśli o mnie i często mogę mu np. towarzyszyć :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Idealnie to ujęłaś :)Zgadzam się 100% - bywam zołzą (ale to chyba jak każda kobieta) i nie jestem (jeszcze ;P) żoną. Ale kobiety chyba już tak mają, zresztą męska część związku też nie jest idealna, wiec czasem TRZEBA ponarzekać ;) Tak dla oczyszczenia atmosfery, jak napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jezusie, jak mnie dopadnie dzień narzekania, to chowajcie się ludzie! nie wiem czy to kwestia genów, tego, że jestem kobietą, ale prawda jest taka, że jak jest TEN dzień, to z kijem nie podchodź. ze mną jeszcze o tyle dobrze, że jak następnego dnia stwierdzę, że przegięłam, to przepraszam :) ale ogólnie... ślub, ogólnie związek, to nie więzienie, szkoda, że niektórzy mają jakieś posrane stereotypy w głowach, ale tego się nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  16. Może ty nie marudzisz i nie jesteś zołzą tylko mówisz prawdę, wytykasz błędy, bo zależy ci na związku, na jego umacnianiu i ulepszaniu. Jak facet nie rozumie, o co chodzi, to zawsze powie, że robisz z igły widły. Może to on wszystko bagatelizuje, bo ma problem z wzięciem pewnych rzeczy na klatę bo tak łatwiej. Punkt myślenia zależy od punktu siedzenia:)
    P.s. Miłego godzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  17. My najczęściej wychodzimy razem, bo mamy wspólnych znajomych. Natomiast bywa, że raz na jakiś czas każde z nas idzie z kumplami na piwo/soczek samo. Wyjazdy to oddzielny temat, bo jakoś tak ciężko się rozstawać na kilka dni. I nie chodzi, że jakaś zazdrość, tylko koszmarna tęsknota (sami z resztą wiecie).
    No, a ja jeszcze taka wspaniałomyślna nie-żona jestem, że pozwalam się spotykać nie-mężowi z koleżankami!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak się pokłócę z moim narzeczonym to też mówi, że ja zawsze marudzę! To chyba jest jeden z tych męskich argumentów jak już nie wiedzą co powiedzieć :) A jak się kłócimy to najczęściej właśnie o takie głupoty. Często zdarza nam się sprzeczać podczas załatwiania ślubnych przygotowań, to są różnice zdań, po prostu. Ale skoro o coś takiego ludzie się kłócą to znaczy, że po prostu nie mają jakichś poważnych problemów dotyczących związku. A wiadomo, czasem pokłócić się trzeba, bo chyba wygasłby żar, zrobiłoby się nudno. Zgadzam się, godzenie się jest super! Ja po kilku godzinach już za nim tęsknie, mimo, że czasem strasznie mnie wkurza! Ale ja uważam się za typową zołzę, no cóż, ale kochaną :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. jak ja z moim lubym planujemy jakieś ślubne planowanki, to od razu słyszymy masę negatywnych komentarzy...
    pfff!! ślub to nie tylko rezygnacja ze wszystkiego, ale nauka kompromisów i nowe wspólne życie!!!

    daj znac jak lasagne :) może zrobić zdjęcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrób zdjęcie koniecznie!! jak się zgodzisz to udostępnie je na moim fanpage :)

      Usuń
  20. Hmmm właśnie zdałam sobie sprawę, że my to praktycznie nie wychodzimy oddzielnie. Nie dlatego, że ktoś komuś zabrania (nawet by mi to do głowy nie przyszło). My byliśmy dłuuuugooo w związku na odległość, to wtedy siłą rzeczy były spotkania osobno w męskim i damskim gronie, ale po ślubie to już prawie w ogóle. Nie wiem, może się nie nacieszyliśmy sobą jeszcze po takim długim okresie rozłąki i wspólny wieczór wygrywa?:P No i też mamy wspólnych znajomych, więc zawsze spotykamy się całą gromadą i najwyżej się grupki według płci na cały wieczór robią. Takie osobne wyjścia to na palcach jednej ręki mogłabym chyba policzyć, a męskie spotkania to się odbywają najczęściej u nas w domu, jak mnie nie ma, więc chyba się nie liczy. :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Niestety przed stereotypami nie da się uciec:) Najlepiej odłożyć je na bok i tyle:) Jak to wygląda w małżeństwie to nie wiem, ale każde z nich jest inne, więc tak jak napisałaś nie każda żona taka jest.:) A Wy kłóćcie się ile wlezie:) Ostatnio czytałam na jakimś z blogów o parze, która stwierdziła, że oni ani razi się nie pokłócili, nie mieli ze sobą żadnej sprzeczki nawet i nie spierają się. Szczerze to nie wierzę w to. Sprzeczki to idealna okazja do tego aby się poznawać:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ostatnio pisząc tą notkę myślałam o takich parach. Też znam kilka par które tak twierdzą i jedno jest pewne ja jestem z Panem Poślubionym w 100% pewna siebie swoich uczuć i miłości, a mimo to kłócimy się. Tak myślałam o tych niekłócących parach i stwierdziłam jedno: faktycznie takie pary mogą istnieć, ale to ze sie nie kłócą nie świadczy właśnie dobrze, bo albo nie są ze sobą w 100% szczerzy albo po prostu nie mówią sobie wszystkiego, albo nie mieszkają ze sobą na co dzień i widują się od wielkiego dzwonu ;) niech ktoś mi pokaże parę która mieszka ze sobą i się nie kłóci (nie mówię tu o siarczystych kłótniach, ale o takich sprzeczkach typu znowu zostawiłeś brudne naczynia, a ja ciągle zmywam) ;)

      Usuń
    2. Ja akurat wtedy np. piszę kartkę "kto zostawia nieumyte naczynia po obiedzie ten zgniłe jajo" i jest bez kłótni ;) co oczywiście nie oznacza, że mnie nie drażnią. Ale jakbym miała zrzędzić, to w ogóle bym się umycia ich nie doczekała. Gderanie się nie opłaca. Różnicy zdań i żywych dyskusji się nie da ominąć, bo nie ma dwóch takich samych osób, żeby się w 100% zgadzali, ale da się załatwić to pokojowo.
      Nie wiem, może ja po prostu sobie pierdołami głowy nie zawracam. :p

      Usuń
    3. Hm...z tą kartką "kto zostawia nieumyte naczynia po obiedzie ten zgniłe jajo" to fajny pomysł spróbuję, ale podejrzewam, ze niekoniecznie może zadziałać ;) raczej wprost proszę czy mógłby umyć bo np. ja gotowałam albo Pan Poślubiony sam myje :)

      Usuń
    4. Jak ja gotuję, to sam z siebie zmywa zazwyczaj, ale jak sam sobie zrobi kanapki, to sprzątnięcie już jest ponad jego siły. :p i wtedy była kartka. Oczywiście za pierwszym razem nie zadziadziało, tylko mi dopisał jakiś wierszyk :D ale potem już się starał. W miarę. :p
      W ogóle wtedy napisałam o talerzu, więc skoro talerz to talerz - szklanka została. :D Nauczyłam się precyzować.

      Usuń
    5. Hahaha to tak jak Pan Poślubiony! Jak robi kanapki to zawsze zostawia brudną deskę i noże! Jak się zapytałam dlaczego tak robi to powiedział "Może Ty będziesz chciała robić sobie potem kanapki do pracy to po co brudzić dwa noże?" hahaha no przecież to logiczne nie wpadłam na to!! Jednak poprosiłam żeby mył te noże ;) ale fakt Pan Poślubiony też tak ma że jak napisałabym talerz to nie umyje kubka :D tak jak czasem myje naczynia i nie pozbiera szklanek ze stołu...bo przecież myje to co jest w zlewie hehe

      Usuń
    6. Hahaha tak! Z tymi nożami też znam. :D :D To jest męski mózg, tego nie przeskoczymy. :D
      A z tym myciem tylko tego co jest w zlewie, to u nas jest tak, że jak któreś zmywa i już myśli, że kończy i się cieszy, to drugie specjalnie w tym momencie postanawia przynieść to, co rozsiane po stołach :D Nie ma nic bardziej wkurzającego niż "ja ci pomogę" kiedy myślisz, że już kończysz, a tu ci ląduje w zlewie drugie tyle. :D
      Jak będziemy mieć własne mieszkanie, to pierwszą rzeczą, którą kupię będzie zmywarka. Choćbyśmy mieli spać na ziemi.:p

      Usuń
    7. Nam też się zdarza mało konfliktów ;) A jak jest jakiś problem to bardziej są to uszczypliwości lub rozmowa pt.: "Kiedy będzie obiad?" - "Nie będzie, bo nie mam na czym go zrobić."

      Ej, ja też tak zostawiam noże. Zdarzy mi się też czasem zostawić rzeczy, z których robiłam kanapki. A potem jest: "Czemu tego nie schowałaś?" - "Bo za 15 minut przyjdziesz i wyciągniesz drugi raz."

      Usuń
  22. Nie wiem, w moim otoczeniu jakoś tak się z czymś takim nie spotkałam. W moim przypadku nic po ślubie się nie zmieniło. Zapraszają Nas razem to idziemy razem, mamy ochotę wyjść na spotkanie z koleżanką/kolegą, też nie ma problemu. Nie ma chorych jazd, fochów, czy tego typu pierdół. podchodzimy do takich rzeczy z rozsądkiem. Sama nie raz mówię Mężowi, że to iż jesteśmy małżeństwem, nie oznacza, że wszędzie mamy razem się pokazywać. Przykład z minionego weekendu, miałam spotkanie u koleżanki mieszkającej ok.40 km ode mnie. Od męża dostałam buziaka na pożegnanie i udanej zabawy. I tak też było. Bawiłam się świetnie, na luzie, i bez patrzenia co 5 minut na telefon czy czasem nie dzwoni czy pisze.

    Też mam swoje gorsze dni, do których mąż zdążył się już przyzwyczaić. Jesteśmy tylko ludźmi, on też czasem ma zły dzień. A z tymi kłótniami to jest tak, że można się nie kłócić. Ja jestem z moim ponad 6 lat i kłótni nie mieliśmy ani jednej. Ani razu nie krzyknęliśmy na Siebie. Sprzeczek było kilka, ale też nie za wiele i przeważnie o pierdołę bardziej przypominającą droczenie się niż sprzeczkę. Dużo ze sobą rozmawiamy, jeśli jest coś na rzeczy to to wyjaśniamy na bieżąco. Tak było od samego początku i po ślubie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ktoś może nie wierzyć, ale zdarzają się takie pary, i nie jest to nienormalne.
    Mój wujek nie pokłócił się z żoną od 16 lat.. i żyją:D

    OdpowiedzUsuń
  23. My na szczęście nie jesteśmy tym typem małżeństwa, każde robi to na co ma ochotę - co więcej - to ja potrafię wyjść sama na piwo z kumplami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Według mnie udane małżeństwo powinno opierać się nie tylko na miłości, ale tez na przyjaźni. Jeśli kobieta potrafi być najlepszym przyjacielem swojego męża, to raczej nie będzie postrzegana jako wredna żona, facet nie będzie czuł potrzeby by "uciekać z domu" do kumpli, nikt nie będzie czuł się ograniczany, a spędzanie czasu razem w towarzystwie będzie czymś po prostu naturalnym, jak to w paczce przyjaciół bywa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ostatnio właśnie stwierdziliśmy z Panem Poślubionym, że właśnie w miłości musi też być przyjaźń, bo potem człowiek jest stary, nieatrakcyjny i poza tym, ze kocha tą osobę musi też ją lubić i chcieć spędzać z nią czas :) Myślę, że tak my się na 100% przyjaźnimy :) nie wyobrażam sobie inaczej!

      Usuń
  25. W podróż poślubną jedźcie do Darłówka;);) w sumie dlatego zaczęłam czytać tego bloga bo gdzieś mi przemknęło we wspomnieniach moje rodzinne miasto Darłowo uwielbiam je:) pozdrawiam Magdalena żona, matka czasem zołza hihi

    OdpowiedzUsuń
  26. masz rację, w każdej kobiecie tkwi zołza, bez względu na wszystko. Ja nie lubię szufladkować, nie lubię stereotypów. Kwestia małżeństwa, tak samo jak kwestia życia, pojęć miłości i szczęścia jest względna. Każdy może mieć gorszy dzień, każdy potrzebuje się na kimś wyżyć, każdy jest człowiekiem:) Muszę powiedzieć, że ja nie jestem żoną, nie jestem nawet narzeczoną, jestem dziewczyną, ale mieszkam z chłopakiem od 5 lat i wiem co to znaczy kłócenie i godzenie. ale skądś to się musi wszystko brać. muszę szczerze wyznać, że w tej kwestii bardzo pomogła mi książka, o której tak rozpisywałam się na moim blogu "Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map". Zrozumienie płci przeciwnej jest połową sukcesu:) pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj, gdybyśmy sobie czasami nie pomarudzily, to byśmy nie były babkami ;)) ..

    Gdyby w związkach nie było kłótni, to by było na prawdę nudno ;)) ..

    OdpowiedzUsuń
  28. Hej ! A ja mam takie inne pytanie - czy mogła byś mi napisać jakie obowiązki posiada świadkowa oprócz wiadomo wieczoru panieńskiego, bycia "cieniem" Panny Młodej itd? :D Bo mam być świadkową i w sumie zaczynam już szukać informacji ;D

    OdpowiedzUsuń
  29. Często mówi się, że facet jest prosty w obsłudze, ale to nie prawda - nawet ich czasem nie da się zrozumieć.
    Po prostu każdy ma prawo mieć gorszy dzień.
    A spotykanie się z kumplami/przyjaciółkami jest ważnym aspektem życia społecznego. Faceci czasem muszą sam na sam pogadać o męskich sprawach, jak i kobiety potrzebują typowo babskich spotkań.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja marudzę, że mój mąż za dużo Pepsi pije :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja pracuje zarabiam obecnie 4300 netto ( w 2014 średnie 5500 netto),
    żona nie pracuje(dzieci u babci 25 km od domu), żona studiuje zaocznie,
    narzeka na moje zarobki, żebym szukał pracy, albo wyjechał do uk,
    bo tam po zawodówce lepiej zarabiają. Często się kłócimy, ale po takim czasie już mam dość.
    Co sądzicie o takiej żonie? Co zrobić?

    OdpowiedzUsuń