15 lutego 2014

Walentynki


Pewnie już Was facebook zasypał...serduszkami, napisami, wyznaniami. Nas zauroczyła ta reklama. Niesamowita. Taka niby banalna, a oboje uśmiechnęliśmy się do monitora.

Walentynki. Święty Walnięty. Wszyscy oszaleli. Jedni z miłości, inni ze złości. Święto zakochanych, czyli teoretycznie też nasze Święto. Nigdy nie zachwycały mnie te wszystkie serduszka, ale nie powiem miło jest popatrzeć na wszystkie czekoladki, kwiatki i upominki. Nawet we wspólnej rozmowie stwierdziliśmy, a raczej Pan Poślubiony stwierdził, ze może fajnie byłoby w końcu dać się porwać tej komercji i tłumowi i zobaczyć jak to jest być zasypanym serduszkami 14 lutego i zjeść coś w zatłoczonej restauracji.

Wstępnie plany były takie, że wieczorem nic nie robimy. Oczywiście finalnie okazało się inaczej i Pan Poślubiony razem z Panem Ł. zrobili nam, czyli swoim kobietom niespodziankę. Ja już coś tam się domyślałam, ale mina Panny K. gdy podeszliśmy pod budkę z hamburgerami była nieziemska!!! Jakby zobaczyła ducha. Oczywiście Panowie stali przy budzie i jedli frytki upierając się, że tylko po to się tam dziś spotkaliśmy, ale my już wiedziałyśmy swoje ;)
Zabrali nas do bardzo fajnej i według mnie najlepszej restauracji w naszym mieście.




Było naprawdę pysznie. Pan Poślubiony odważył się nawet i postanowił zamówić na przystawkę wieeeelką ostrygę. Podobno afrodyzjak, podnosi libido ;) Zjadł. Początkowo miał dziwną minę, ale potem stwierdził, że mu smakowało. 






W ogóle w restauracji w której byliśmy było menu tematyczne. Tydzień hiszpański, także mimo, że w tym kraju ani razu nie byliśmy, mogliśmy skosztować kilka charakterystycznych dań dla tej kuchni. To co zauważyłam to to, że w tym rejonie lubią chyba pojeść na ostro. 






Nie myślcie sobie, że ja zapomniałam o Panu Poślubionym...ooo nie!! :D Ode mnie dostał jeszcze przed wyjściem do restauracji dwie czekolady: jedną ostrą chili, a drugą słodką truskawkową. W zależności którą by otworzył to taki by miał ze mną wieczór ;) a piszę o tym, żeby wam drogie Panie pomysł podsunąć na ciekawy nie drogi, a kreatywny prezent ;) Każdy mężczyzna się ucieszy.



Zgadnijcie, którą czekoladę wybrał Pan Poślubiony??? 

Po całym tym dniu naszły mnie pewne przemyślenia. Dlaczego właściwie, modą stało się, narzekanie na walentynki i ten dzień? Po wczorajszym wieczorze mogę śmiało powiedzieć, że było super i fajnie jest od czasu do czasu zrobić sobie taki wieczór. Fajniej jest jeszcze, gdy idziesz to restauracji, a tam tak tłoczno, dużo par. Super jest poobserwować jak ze sobą rozmawiają, jak na siebie patrzą. Gdyby nie walentynki, nie byłoby takiej możliwości, bo właśnie w walentynki patrząc na innych można mieć pewność, ze to ich randka. To miłe. Cała Polska, wszystkie, no prawie wszystkie, pary jednego dnia gdzieś wychodzą. Czemu nie? Bo komercja? Teraz wszędzie jest komercja. Czy to Boże Narodzenie czy Wielkanoc, to co tych Świąt też mamy nie lubić, bo to mode i fajnie jest się czymś wyróżniać?

Wydaje mi się, że żeby nie lubić tego święta trzeba być niesamowicie zgorzkniałym. Mi osobiście to święto było obojętne, teraz też mnie nie zachwyca, ale nie jest tak, że go nie lubię. Nie mam ku temu powodu. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że tak lubię to święto, bo jest to święto par, miłości i może właśnie dzięki takim walentynkom ktoś odważył się wyznać miłość swojej sympatii? Zresztą kto nie lubił i nie czekał w podstawówce czy gimnazjum na jakąś walentynkę? Każdy liczył na to, że może ktoś anonimowy się odważy...no może nie każdy...ale większość na pewno skrycie.

Poniżej postanowiłam jeszcze wypisać wam jeszcze trzy HITY tegorocznych walentynek. Rzeczy które albo mnie rozbawiły albo zadziwiły:

Hit nr 3. Najmniej szokujący, ale miłe zaskoczenie. gdy to my zostaliśmy nim obdarowani. Rodzice Pani Poślubionej dali nam SUSHI SERCE! Wiecie jak kochamy sushi! Małe serducho z dwoma dołączonymi opakowaniami pałeczek! Pychotka!

Hit nr 2. Nie wiem czy widzieliście, ale w sklepach można znaleźć jabłka z (wypalonym chemicznie?) napisem I LOVE YOU, niby każdy się krzywi, co to?, jak to?, ale i tak takie jabłuszko zwraca uwagę i u nas wywołało uśmiech na twarzy. Szkoda, że takich jabłek nie sprzedają na co dzień i super by jeszcze było, żeby ten napis nie był tworzony sztucznie. Byłoby pysznie i zdrowo!

Hit nr 1. Niewiędnąca róża! Tak zgadza się i nie jest to róża z materiału czy papieru, a najprawdziwsza roślina! Podobno róża wytrzymuje 2 lata i nie można wsadzać jej do wody. Sprzedawana jest w przeźroczystych plastikowych opakowaniach w dwóch rozmiarach: mała i duża. Koszt małej róży to uwaga, coś koło 30 zł, natomiast duża 50 zł!!! Brrr niezła cena z prawie nieśmiertelność. Takie cudo wypatrzyła Pani Poślubiona na jednej ze stacji benzynowych.

Widzieliście jakieś walentynkowe dziwactwa??? Podzielcie się w komentarzu ;) z chęcią poczytamy!!!

23 komentarze:

  1. Jakoś nigdy nie przepadałam za Walentynkami, uważam że każdy dzień jest dobry żeby spędzić go miło i romantycznie z ukochaną osobą, ale racja fajnie jest popatrzeć na te wszystkie szczęśliwe, zakochane pary :) Dlatego lubię Wasz blog bo właśnie jesteście tacy szczęśliwi, zakochani na co dzień :) Fajny pomysł z czekoladą :) My w tym roku przymusowe Walentynki w domu bez specjalnych atrakcji ;) ale ważne że razem :)
    Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już nasze 9 wspólne walentynki :) i w sumie były takie które spędziliśmy w domu, a były i takie które spędziliśmy poza nim. Najgorzej wspominamy kino. Tłok i w sumie nic więcej...najfajniejsze były te pierwsze wspólne walentynki. Poszliśmy do Pizzy Hut :) była to nasza druga randka, ale pierwsza w restauracji :) Było fantastycznie, choć tłok też był!

      Usuń
  2. Na bank ostrą wybrał! :D Super pomysł z tą czekoladą, muszę kiedyś wykorzystać. :D

    Ja walentynki lubię, bo to nasza rocznica, więc na pewno będziemy obchodzić je dożywotnio. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciągu ostatniego roku bardzo polubiłem ostre smaczki!!!

      Usuń
  3. U mnie to dopiero 3 wspólne walentynki i też wybraliśmy się do restauracji :) To tak spontanicznie jakoś nigdy nie snułam żadnych planów specjalnie na to święto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. super pomysł z czekoladami :) obowiązkowo wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Was, pośluubni!! :D
    ja też walentynki spędziłam jedząc :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Reklama świetna, nie widziałam wcześniej :) A Walentynki to okazja żeby miło poświętować, w takiej fajnej trochę kiczowatej atmosferze - niby można tak codziennie, ale to jednak walentynki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ....ja otrzymałam wspólny wyjazd nad morze...super :)
    pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  8. jak dla mnie największym walentynkowym dziwactwem była premiera Zimowej Opowieści... nie rozumiem, jak ktoś mógł pomyśleć, że ten film nadaje się na walentynki (albo w ogóle do czegokolwiek)[*]

    OdpowiedzUsuń
  9. nom nom noooom!!! jak ja uwielbiam czekolade z chilli!!!! :P Dla nas to juz 13 walentynki razem i w ramach zaskoczenia dostalam czekoladki, czekoladki niby nic niezwyklego, ale biorac pod uwage, ze od lat nie dostalam NIC, to jednak zaskoczenie bylo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej. Jabłka nie koniecznie musza być tworzone chemicznie. Chciałam zamówić w formie podziękowania na nasze wesele dla gości ale wyszly by za drogo, ale orientację mam. A wiec są wypalane laserowo i nie posiadają wiecej chemi niż zjadamy co dnia. A rownież są metody naturalne. Mam znajomych którzy maja małe sady wiec zanim jabłko dojrzeje(czytaj zaczerwieni sie) przyklejają naklejkę. Nie ma słońca w rym miejscu to miejsce zostaje zielone :D ta dam! Pozdrawiam Joanna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to ciekawe :) w sumie bardzo fajnym pomysłem byłoby dać takie podziękowanie gościom :) no ale fakt takie spersonalizowane jabłuszko musi kosztować ;)

      Usuń
  11. Ty wyglądasz super, bardzo seksownie i z klasą. Pan Poslubiony tez niczego sobie, ale mógłby się wziąć za siebie i trochę schudnąć, bo to niezdrowe...

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Poślubiona jaka sexy babka!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmmm mnie chyba bardziej od samych walen-tynek irytuje "wciskanie" świąt bożego narodzenia zaraz po 1 listopada

    OdpowiedzUsuń
  14. Narzeczonemu jak pokazałam tą reklame (która u mnie wywołała wzruszenie) stwierdził że jest beznadziejna i o co wogóle w niej chodzi.... hm, ah ta jego dusza romantyka...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam, że pod tym filmikiem na YT jest dużo negatywnych komentarzy :) a ja i tak uważam, ze bardzo fajna reklama :)

      Usuń
  15. Bardzo podoba mi się Twój pomysł na prezent dla męża:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten ostatni moment w tej reklamie- coś niesamowitego. W ogóle cała ta reklama jest bardzo głęboka i wzruszająca:) Niesamowita w swej prostocie i przekazie.

    A wracając do Walentynek. Myślę, że każdy postrzega ten dzień tak, jak chce postrzegać:) Dla mnie osobiście ten dzień wnosi sporo dobrego, choć z drugiej strony bardzo spłyca pojęcie miłości i kochania drugiego człowieka. Aczkolwiek jak ma się głowę na karku to można bardzo miło spędzić ten czas, a relacja dwojga ludzi nie ucierpi, wręcz może nawet skorzystać:) Mam nadzieję, że wieczór był jak najbardziej pozytywny?:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostrygi? Nigdy w życiu!
    Jeśli chodzi o walentynki - dla mnie stały się one zbyt komercyjne... i oboje z moim P. cieszymy się, że mamy siebie i to nam całkowicie wystarcza,

    OdpowiedzUsuń
  18. fajna knajpka byłam tam :) mają pyszne jedzenie i bardzo dobre wina ;) (przynajmniej jak ja tam byłam :P)
    co do walentynek czasem nie ważne gdzie ważne by z drugą połówką, poza tym we dwoje walentynki ma się cały rok ;)
    Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostrygi <3333333333333333 mniam mniam mniam !!

    OdpowiedzUsuń