11 marca 2014

Dlaczego faceci nie lubią drogerii?



PANI POŚLUBIONA

Jak większość kobiet uwielbiam zakupy. Szczególnie te związane z zakupem ubrań, no i kosmetyków! Drogeria przyciąga mnie jak magnes. Sama w sumie nie wiem czemu. Po prostu to lubię. Odwrotnie do Pana Poślubionego. Gdy ja wchodzę do drogerii jestem w stanie spędzić tam minimum 30 min do 2 godzin. Pan Poślubiony już po 5 minutach dostaje białej gorączki. Zupełnie nie wiem o co mu chodzi. 

Kosmetyki nie są dla mnie najważniejsze. Nie nakładam na siebie kilo tapety, ale lubię sobie kupić nowy błyszczyk, nowy korektor, czy nawet zwykły żel pod prysznic. Jedyne chyba czego nie lubię w takich miejscach to dopytujących Pań "Czy mogę w czymś pomóc?" Wiem, że one tak muszą pytać, ale ja tego nie cierpię. Sama dam sobie radę. Pomagać to ona może jedynie Panu Poślubionemu w takim miejscu, ale nie mi. 

Choć z drugiej strony już wiem jak Pan Poślubiony czuje się w drogerii! Ja tak samo czuję się w sklepie typu Castorama! Masaaakraaa! Jak tylko tam wchodzę, to jedyny dział jaki w miarę toleruję to dekoracyjny, choć i tam te dekoracje dla mnie jakieś marne. Gorzej jak Pan Poślubiony ciągnie mnie w stronę śrubek, linek, wiertarek, kafelek, klei, wszystkiego innego. Dramat. Dla mnie w tym miejscu 5 minut to też maks. Potem robię sie tak samo marudna jak Pan Poślubiony w drogerii.

Nie wiem czemu tak jest. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Przecież Pan Poślubiony używa żeli, a ja używam rolet okiennych, a mimo to zakup tych rzeczy dla nas musi być skrócony do minimum. Co innego gdybym to ja kupowała żel, a on roletę, wtedy to staje się przyjemnością, ale dlaczego właściwie? Przecież ja nie ma kanału na YT, nie nagrywam makijażu dnia, OOTD, ani ulubieńców. Wydaje mi się, że interesuje się tym tematem tak samo jak inne kobiety. 

Może jednak wpływ na to co lubimy ma jednak to czym się interesujemy i na czym się po prostu znamy? Dlatego kobiety lubią kupować kosmetyki, a mężczyźni wiertarki. Chyba wolę, żeby tak to zostało. Słynny teraz grender mnie nie interesuje i tyle w temacie. Kobiety kupią kremy, faceci śrubki, a spożywkę kupujmy razem, będzie sprawiedliwie. 


PAN POŚLUBIONY

Nienawidzę chodzić do drogerii!!! Właściwie nie wiem dlaczego, ale gdy tam wchodzę w ciągu kilku minut robi  mi się gorąco, duszno, bolą mnie nogi. Podczas pierwszej wyprawy z Panią Poślubioną do nowo otwartego sklepu próżności, już na wejściu poczułem się osaczony i wręcz zostałem przestraszony, gdy nagle niczym głos z niebios (w moim przypadku z piekieł) ochroniarz gdzieś z za pleców mówi "witamy w Hebe".

Im dalej tym gorzej. W całej drogerii interesuje mnie tylko regał z niespotykanymi słodyczami. W lepszych drogeriach to strach czegokolwiek dotknąć patrząc po cenach na półkach różnorakich flakoników i pudełeczek mam wrażenie, że chyba ktoś rozpuścił w nich sztabkę złota! O tyle o ile sam fakt występowania tam tysięcy odcieni różnych produktów mnie nie przeraża to testowanie ich i dobieranie idealnego już owszem!

Tylu kolorów to nie mają nawet wzorniki RAL albo NCS wykorzystywane w przemyśle. I te ekspedientki wymalowane tak intensywnie, że chyba noszą na sobie już na zapas te wszystkie produkty. Kto jak kto, ale one powinny wiedzieć jak się umalować, a nie straszyć. Przerost formy nad treścią. To tak jakby w salonie sukien ślubnych ekspedientka chodziła po nim również w sukni ślubnej! W moim odczuciu takie Panie powinny mieć co najwyżej delikatny makijaż, a nie tapetę jak to ma często miejsce.

Przez pierwszą minutę w sklepie jeszcze wykazuję zainteresowanie otaczającymi rzeczami, druga minuta to już obojętność, a trzecia niechęć i rozdrażnienie. Po 10 min przeskakiwania z nogi na nogę mam ochotę wyciągnąć Panią Poślubioną z drogerii za włosy jak to ma miejsce na kreskówkach z jaskiniowcami. Podejrzewam, że inny sposób nie poskutkowałby. 

Aby przyspieszyć moment wyjścia z tych czeluści i zrobić to chociaż w odrobinę humanitarny sposób (bez wyrywania cebulek włosowych) zaczynam skomleć: już? ile jeszcze? możemy już wyjść? jest mi gorąco!, chce mi się pić! itd.

W zależności na ile zakup jest fanaberią, a na ile koniecznością Pani Poślubiona się wkurza i robi awanturę, że ma ładnie wyglądać, ale nie ma czym się pomalować, albo w końcu ulega zaspakajając się jakąś kolorową tudzież ładnie pachnącą pierdołą.

Może jestem okropny, ale zawsze jej powtarzam że nie "jara" mnie wybieranie pianki do włosów przez 10 min! Podobnie zresztą jak płynu pod prysznic, a o kremie do twarzy to już nie wspominam. Jeśli wybieram płyn pod prysznic to pierwsze kryterium to cena -zawsze promocyjne, co zawęża już krąg poszukiwań do maksymalnie 8 produktów spośród których wybieram najładniejszy zapach. Całość mi zajmie minutę!

Stąd też ustaliliśmy, że do drogerii Pani Poślubiona chodzi sama.

Swoją drogą współczuje nieco pracującym tam ekspedientkom. Po roku pracy i całodniowym wsmarowywaniu różnych specyfików w ręce klientów to one chyba już świecą w nocy, a z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzam, że mogą służyć w swoich domach za odświeżacz do powietrza. 

Mąż woła Żonę z toalety: Kasia! Chodź pomachać prawą ręką, strzeliłem klocka, niech popchnie troszkę Armanim. 

Z drugiej strony nie mogę zrozumieć z jakiego powodu Pani Poślubiona nie lubi sklepów typu Castorama, Practiker tudzież "Lerła" ? Przecież to istny raj! Wiertarki, wkrętarki, śrubki, nakrętki, klucze, tam jest wszystko!!! Mógłbym tam spędzić cały dzień na zakupach różnorakich narzędzi, najlepiej gdybym miał taki asortyment w piwnicy. Cieknie kaloryfer? -nie ma sprawy idę do piwnicy szukam odpowiedniej kształtki i do domu. Ups zapomniałem pakuł, z powrotem na dół, pakuły i gotowe!

Wkurzające jest jak chcesz coś zrobić, a nie masz czym. To chyba tak jak z waszym makijażem, chciałybyście sobie zrobić jakiś super look podejrzany w gazecie, ale okazuje się , że nie macie takich cieni. Czyli po raz kolejny, sporo nas łączy. 

31 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam:):) Jak mój K widzi, że wchodzę do drogerii to już jest "MATKO BOSKA!?!" Śmieje się ze mnie, że zawsze z czymś muszę wyjść:) Zgadza się:)! Dlatego staram się nie ciągnąć go ze sobą, chyba że go zostawię w męskim dziale to mam spokój na chwile:):) Tak samo mam w Castoramach i innych budowlanych sklepach - "idziemy????!!!" "No chodź już" "MISIEK!! CHODŹ JUŻ" "Nudzi mi się"
    A najgorsze kiedy znajdę sobie zajęcie na przykład robię sobie okulary z nakrętek i go drażnię - haha. 3 minuty i wychodzimy:):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie to Wasz ostatni post przed Kenią! Dlatego życzę Wam udanego wypoczynku kochani i czekam z niecierpliwością na zdjęcia;):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki serdeczne, postaramy się jeszcze jeden dodać przed wyjazdem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam:)

      P.S. Miło kiedy to Pan Poślubiony odpisuje:) Pozdrowionka dla Ciebie:)

      Usuń
    2. Ja sama jestem w szoku, że Pan Poślubiony zaczął się w komentarzach do was odzywać :D:D:D

      Usuń
  4. Ja bym mogła pół dnia w Castoramie przesiedzieć! :D Może nie aż tyle w samych śrubkach (bardziej w płytkach, podłogach, roletach i tych większych rzeczach) ale jak już jesteśmy w tym dziale czarnej magii to zawsze muszę M. wypytać o te dziwne narzędzia, a co to jest, a do czego itp. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo! Uwielbiam sklepy budowlane! Podłogi, płytki i klamki to moje ulubione działy :P

      Natomiast jeśli chodzi o drogerie to mój R. spędza porównywalną ilość czasu jak ja i to bez nerwów totalnie. Najdłużej wybiera szampon :P choć zazwyczaj ogolony na 4 -,-

      Usuń
    2. ahaha obie nienormalne :D

      Usuń
  5. Moje idealne zakupy we dwoje? Ja idę w swoją stronę on w swoją i spotykamy się po ustalonym czasie, oczywiście mój czas dziwnym trafem zawsze się wydłuża ;p Ponad to, jak tak teraz sobie przypominam to nigdy ale naprawdę nigdy nie byłam z moim R. w drogerii ...szczęściarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak każda kobieta też uwielbiam drogerie i najchętniej wyszłabym z prawie wszystkim co tam mają, ale lubię też wszystkie budowlane sklepy typu właśnie wspomniana przez Was Castorama czy Leroy Merlin.
    Czy mój Mąż lubi buszować ze mną po drogeriach? chyba lubi. Nie narzeka, zawsze wchodzi sobie w taki dział, który go interesuje, coś tam sobie powybiera i spotykamy się przy kasie, tak jak u koleżanki Draggi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli nie jestem rasową kobietą ja poruszam się nawet w drogeriach lotem błyskawicy mam listę kupuje i wychodzę mnie bardziej od ekspedientek denerwują kobiety stojące całą szerokością przy półkach jakby szukały tam szczęścia

    OdpowiedzUsuń
  8. Faceci nie lubią drogerii z tego samego powodu, dla którego nie mają cellulitu - bo to niefajne :)
    A tak całkiem poważnie, po słowach Pana Poślubionego wnioskuję, że te wymalowane ekspedientki to w Douglasie? Jeśli tak, to spieszę z wyjaśnieniem - taka polityka firmy niestety. Wiele pracujących tam dziewczyn w ogóle nie maluje się na co dzień. Trudno się dziwić, po pracy mają dość.
    Ps. Lubię Castoramę. Nie mam wyjścia z moim Chłopem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. To samo:D Dokładnie kropka w kropkę:) Ale to jest przecież w tym wszystkim najfajniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha, ha, a ja dziś na Męża w Rossmanie tupałam: wychodzimy!
    Za to z księgarni siłą mnie trzeba wyciągać.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja tam lubię castoramy, praktikery i inne tego typu sklepy ;) no może nie działy ze śrubkami, wiertarkami etc. ale płytki, panele, obrazy, lampy i inne dekoracje to coś dla mnie ;) Mąż też szczególnie nie narzeka na zakupy w drogeriach ;) ale nie spędzam tam więcej czasu niż naprawdę muszę ;) A teraz Mężuś musi sobie radzić sam ze wszystkimi zakupami od kiedy ja jestem uziemiona w łóżku, ale radzi sobie całkiem dobrze, nawet wśród kosmetyków dla ciężarnych ;)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  12. hahhah :))) skad ja to znam :))) mojemu tez zawsze goraco przy kosmetykach :P dlatego sa miejsca w ktore najczesciej wybieram sie sama. I tak samo on chodzi sam po meskie zakupki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Osobisty, gdy tylko jesteśmy na zakupach powtarza mi "Nie patrz w prawą stronę" ;) a tak na poważnie, to gdy wybieram się do drogerii, on zazwyczaj odwiedza Empik ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Haha :) Brzmi znajomo.. ;) te nerwy, stanie za plecami, wyczekiwanie.. kiedy ja wybieram szampon, żel, balsam, błyszczyk.A przecież to jest tylko chwila. Nie wiem co ci mężczyźni tacy w gorącej wodzie kąpani jeśli chodzi o kosmetyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja najbardziej lubię sklepy sportowe, a potem właśnie takie techniczne :D Za to tych z ciuchami i kosmetykami to unikam jak ognia. Idę, kiedy muszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wchodząc raz na dwa miesiące do drogerii, najpierw się gubię w tym miejscu a na końcu stwierdzam, że żel pod prysznic to fajna rzecz, ale w markecie łatwiej znaleźć :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha przecież dokładnie tak jest u nas!;;))
    Ale musze przyznać, że Panowie są bardziej skłonni przecierpieć 15 min dłużej w drogerii, niż Panie w Castoramie;D
    Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Tylko w hebe atakują na kazdym kroku... masakra :/

    OdpowiedzUsuń
  19. A u nas jest odwrotnie ..:P mój eM uwielbia drogerie ..wybierać perfumy,itp itd...a ja ?? mdli mnie po 2 minutach :P :D..

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha, jakbym czytała o sobie i swoim chłopaku. Idealnie to opisaliście! :) Gorąco pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ojj tak, przypomniała mi się sytuacja, kiedy to w lato podczas przejażdżki rowerowej stwierdziłam, że wejdę do drogerii, którą mijaliśmy tylko po podkład, bo akurat mi się kończył. Skończyło się na tym, że po 30 minutach od półek z kosmetykami oderwał mnie telefon od niego z pytaniem czy produkuję ten podkład :P

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja zgadzam się z panem poślubionym, bo nienawidzę wchodzić do drogerii, wchodzę tam tylko, jak muszę i trwa to zawsze chwilę :-) zdecydowanie nie jestem typową kobietą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja w sklepie budowlanym zawsze znajdę sobie interesujący temat, a mój mąż w drogerii też sobie "radzi":) Mamy po równo.

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam wasze posty! Mój P akurat nie ma nic do drogerii o ile nie siedzimy w niej dłużej niż 10 min ;)

    OdpowiedzUsuń