31 marca 2014

Dzień 1 Kenia

PANI POŚLUBIONA
Wychodzimy na płytę lotniska, uderza mnie fala gorąca i wilgoci. Czuję specyficzny zapach. Jeszcze nie wiem, że będzie mi towarzyszył przez kolejne 6 dni. To zapach Afryki. Idziemy płytą lotniska i od razu zauważamy, że wszyscy na około są czarni. Już się cieszę. Nie, teraz to ja zaczynam wariować z radości. Jestem wykończona lotem, chce mi się pić, kręci w głowie od gorąca i innego klimatu, jednak w budynku lotniska dostaję do ręki niebieską i białą kartkę i czarny Pan każe mi ją wypełnić. Nie potrafię się skupić. 

Pan Poślubiony staje na wysokości zadania. Podpowiada mi co mam gdzie wpisać. Odpisuję trochę od dziewczyn stojących obok. Znowu stoimy w kolejce. Odciski palców, zdjęcie, naklejka w paszporcie, wiza załatwiona i już idziemy po bagaż. Po zaledwie 3 minutach mamy go w rękach. Wychodzimy na zewnątrz. Jest już ciemno, a zaledwie godzinę tamu jak wysiadaliśmy z samolotu było jasno jak w południe! Znajdujemy stoisko z TUI i otrzymujemy po butelce wody oraz wskazówkę, iż mamy się udać do autobusu nr 3. Idziemy. 


Podbiega do nas jeden z czarnych. Chce ciągnąć nasze bagaże. Grzecznie dziękujemy, bo wiemy, że to próba zarobienia na nas minimum dolara za pomoc. W końcu lądujemy w autobusie i oboje się do siebie uśmiechamy. Nie możemy uwierzyć w to co się dzieje. Po około 30 minutach do autobusu wychodzi rezydentka. Tłumaczy nam mniej więcej co i jak. Ruszamy. Zaczynam chłonąć co się da. Macham do wszystkich jak wariatka. 

Wjeżdżamy do miasta. Na początek zauważam multum straganów wzdłuż ulicy. Ludzie siedzą i handlują przy specyficznych lampkach oliwnych. Miasto tętni życiem. Po chwili zauważam, iż kierowca pędzi jak szalony, a właściwie nigdzie nie ma specjalnie znaków, a nikt nie przestrzega przepisów. Mimo to nie boję się. Nie zapinam nawet pasów. Po 40 minutach jazdy stwierdzam jednak, że chyba przydałoby się dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Ta myśl szybko mija. 


Dojeżdżamy do promu. Nagle po prawej stronie widzę setki czarnych ludzi jak biegną w jego stronę. Każdy chce zdążyć, ale jak na ten mały, stary, niestabilny prom zmieszczą się wszyscy? Nie zmieszczą. Nagle strażnik zamyka bramę. O dziwo nikt nie odważy się nawet jej przeskoczyć. Wszyscy grzecznie czekają. Przychodzi nasza kolej. Wjeżdżamy na prom. Nawet nie zauważam, jak znajdujemy się na drugiej stronie. Jedziemy dalej. Przylepiam nos do szyby i chłonę. Mnóstwo czarnych ludzi, stragany sklecone z czterech patyków i dachu z trawy, a na nich owoce: banany, ananasy, mango, kokosy. 


Kobiety z bagażem na głowie, kobiety w specyficznych strojach muzułmanek, nie widzę nawet oczu. Czarna mamba. Machają do nas przede wszystkim mężczyźni i czasem dzieci, choć nie dostrzegam ich jeszcze wiele. Kobiety zdają się nas nie zauważać. W końcu docieramy pod bramę hotelu. Wjeżdżamy, wysiadamy z autobusu, bierzemy bagaże i znowu ktoś chce nam pomóc. Musimy odmówić, inaczej stracimy kolejnego dolara. 

Wchodzimy do recepcji. Słyszymy radosne Jambo! Od razu zauważam, iż nie ma drzwi ani okien. Po chwili do ręki dostaję mokry ręczniczek nasączony dziwnymi miętowymi ziołami. Słyszę, iż mam nim się powycierać i wytrzeć twarz. Nagle czuję jak tajemnicza substancja przynosi orzeźwienie mojej skórze. Niesamowite! Zostawiamy dokumenty i udajemy się prosto na kolację. Początkowo mam opory czy aby na pewno nasz bagaż może zostać sam na środku holu hotelu, który nie ma nawet okien! Moje wątpliwości jednak szybko mijają. 

Już siedzę przy stoliku. Podchodzi uśmiechnięty kelner. Znowu słyszę Jambo! Wybieram zupę krem i rybę. Pan Poślubiony bierze wołowinę. Jedzenie jest pyszne, ale nie mogę się nadziwić widokiem z restauracji. Znowu nie ma okien, są ogromnie przepiękne dziury w ścianach, a przez nie widzę basen, a wokół niego pełno stolików. Siedzą ludzie i klaszczą, gdzieś musi być scena, bo słyszę afrykańską muzykę i występ. Nad głowami widzów wiszą kolorowe lampki. 

Widzę cienie palm, słyszę ocean. Tak dużo się dzieję, że nie mogę się na niczym skupić, a tym bardziej na Panu Poślubionym, nie mówiąc o rozmowie z nim. Nagle spostrzegam, iż zostaliśmy sami. Mówię Panu Poślubionemu, iż musimy jak najszybciej udać się do pokoju, bo chyba nasze bagaże zostały już same w holu. Tak, też się okazało. Wchodzimy do holu, prosimy, aby ktoś zaprowadził nas do pokoju. Za torby łapie boy hotelowy i ochroniarz. 

Podliczam w głowie, że to będzie nas kosztować dwa dolary. Idziemy kamienną ścieżką. Po drodze mijamy małe domki. Bardzo chciałabym mieszkać w jednym z nich. Niestety docieramy do jednopiętrowego budynku. Staram się nic jeszcze nie mówić. Może pokój okaże się piękny. Wchodzimy na dziedziniec z fontanną i już mi się podoba. Wchodzimy na I piętro widzę nasz numer pokoju 210, hotelowy boy uchyla drzwi i nagle oniemiałam z wrażenia. 



Pokój wygląda identycznie jak na zdjęciach katalogowych. Łóżko jest ogromne! Moskitiera jest bajkowa. Pan Poślubiony dostaje instrukcje jak działa klimatyzacja. Daje po dolarze dla boya i po dolarze dla strażnika i nagle zostajemy sami. Stajemy w objęciach i patrzymy na pokój. Magia. To nie może być prawda. Wychodzimy na balkon. Jest 23.00 jesteśmy tak padnięci, że nie wychodzimy już z pokoju. Idę się myć. Wchodzę pod prysznic, puszczam wodę i zanurzam twarz w błogiej SŁONEJ?! wodzie! 



Krzyczę do Pana Poślubionego: " Z kranu leci słona woda! Wiedziałam! Niesamowite!" Cieszymy się jak małe dzieci. Twoja kolej Panie Poślubiony. Wskakuj pod prysznic. Wychodzę z łazienki i zauważam, ze na łóżku znajduje się tylko prześcieradło i dwie małe poduszki. "Mężu mój nie ma kołdry! Trzeba iść do recepcji!!!" Słyszę śmiech Pana Poślubionego! "Ty w Afryce chcesz spać pod kołdrą!? Kładź się pod to prześcieradło!" No fakt. Nie pomyślałam. Wskakuję na łóżko i wślizguję się tak jak nakazał mi mój ukochany. Ogrania mnie błoga przyjemność. Cudowny odpoczynek. Nawet nie pamiętam kiedy zasypiam. 


PAN POŚLUBIONY

Tym o to sposobem znaleźliśmy się w Hurghadzie lądowanie było tak gładkie, że aż ledwo wyczuwalne lecz Pani Poślubiona znowu pobladła i wbiła we mnie pazury. Jeszcze tylko kilka turbulencji i lądujemy w Mombasie. Tuż po wyjściu z samolotu uderza mnie ciepło, nasze rozbiegane spojrzenia krzyżują się w poszukiwaniu komarów tudzież innych owadów czyhających na naszą świeżą europejska krew. Przecież tu jest pełno różnorakiego cholerstwa, które czai się tuż za rogiem, aby cię ukąsić -bynajmniej według opiniotwórczego internetu. 
  
Lotnisko wyglądało dokładnie tak jak się tego spodziewałem małe skąpane w zachodzącym słońcu. Po wejściu do środka otrzymujemy do wypełnienia podania o wizę, a my fujary nie mamy nawet długopisu. Po 40 minutach pracy zbiorowej, uronionych litrów potu (jest naprawdę duszno i gorąco) udaje nam się ją wypełnić i dostajemy się na terytorium Kenii. Tuż obok wyjścia czeka na nas już autobus schłodzony do temperatury lodówki, który w iście wariackim stylu dowozi nas do hotelu. 

Jeszcze przed tym dwóch murzynów wyciąga od nas bagaże i wkłada do luku bagażowego oczekując tym samym na napiwek (nie jestem do tego przyzwyczajony) więc już nas uszczuplili o 2 $. Ruszamy,muszę wam powiedzieć, że w Kenii jeżdżą jak wariaci i na ich tle Polacy prowadzą samochody naprawdę świetnie i bezpiecznie! Przechodzeń na jezdni? Wyprzedzanie na trzeciego, czwartego? Wymuszanie pierwszeństwa? Gaz do dechy i jazda! To tutaj na porządku dziennym! 

Co jakiś czas na drodze widać zasieki w postaci gałęzi leżących na jezdni. Jak się dowiaduję ostatniego dnia pobytu w Kenii, jest to sposób wydzielenia pasa ruchu po uprzednio ułożonej nowej nawierzchni bitumicznej. Świetny sposób na oznakowanie robót drogowych, szczególnie że kilkakrotnie w nie wjechaliśmy. Przejazd przez Mombasę był naprawdę ekscytujący, pomimo późnej pory całe miasto żyło. Wszędzie dały się zauważyć porozkładane stragany, oświetlone lampkami oliwnymi z ciemności wynurzały się białe oczy, zęby i dłonie machające do autobusu. 

Kenijczycy są niezwykle pozytywnym narodem co udowodnimy Wam w kolejnych postach.


Niezwykłe jest to jak ściera się tam kultura i klasy społeczne. Przenikające się stragany z salonami samochodowymi, Chrześcijanie z Muzułmanami, biedne chatki z gówna ze strzeżonymi osiedlami. Nie da się tego opowiedzieć, trzeba to po prostu zobaczyć na własne oczy. Dojeżdżamy do naszego hotelu, wyciągamy bagaże, hotel jest piękny otwarte lobby nie ma w nim okien, bo po co? Bardzo sprawnie zostajemy zakwaterowani i poprowadzeni do restauracji, gdzie czeka na nas kolacja, nasz pierwszy afrykański posiłek okazujący się być typowo angielskim, europejskim jedzeniem. 


Prosząc o napoje otrzymujemy je w szklankach, zaraz włącza się czerwona lampka: "przecież w INTERNECIE wyraźnie pisali, aby pić tylko z butelek!!!" -spokojnie, przez cały pobyt piliśmy i jedliśmy wszystko, nic nam nie było, może jakieś luźniejsze kupki. Generalnie na wszystko dobrze działa jedno: dwa kieliszki dobrej, polskiej wódki dziennie, a żadnych przykrości nie odczujecie.


Po kolacji wróciliśmy do lobby skąd dwóch murzynów odprowadziło nas do pokoju ciągnąc tym samym nasze walizy po wąskich alejkach ogrodu. (tak ekskluzywnie się jeszcze nigdy nie czułem) Pokazują nam pokój -jest całkiem ładny, kolejne dwa $, prysznic i spać. 

Acha woda w kranie jest słona! Brrrr... 

57 komentarzy:

  1. Byłam w Afryce dwa razy - Egipt. Nie spodobało mi się. Niestety od strzała zamówiłam dwie wycieczki, więc nie dało rady zmienić. W Kenii nie byłam. Wszystko co opowiadacie jest mi znajome:):) I też pamiętam jak to wszystko przeżywałam:) Wodę mieliśmy normalną:) Ale też wszędzie od nas wołali dolara - z czasem stało się to wnerwiające. Szczególnie jak dzieci zaczynają cię ciągnąc na ręce....

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie byłam w Afryce, ale bardzo bym chciała. Obawiam się tylko jak zniósłby to mój nadwrażliwy żołądek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Poślubiony ma bardzo wrażliwy żołądek, ja natomiast mam mocny żołądek, mimo to pierwsza zachorowałam w Afryce :) a tylko dlatego, ze przestałam pić kieliszek wódki z rana. Pan Poślubiony pił i wszystko było ok, ja nie i zachorowałam. Wniosek jest jeden: trzeba pić ;)

      Usuń
    2. Coca-Cola pomaga!:) Przez 2 tygodnie pobytu piłam i nic mi nie było!!:)

      Usuń
    3. Akurat bardziej wierzę, że wódka na pewno pomoże, bo to alkohol a alkohol zabija bakterie :)
      Cudowna podróż, może kiedyś też się wybiorę, ale boję się latać ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Nie ma co się kłócić czy cola lepsza czy alkohol. Trzeba wymieszać i wypić :)

      Usuń
  3. Czuje się jak bym tam z Wami była :) rewelacja i już nie mogę doczekać się kolejnych wpisów :)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  4. czekam z niecierpliwością na dalsze wpisy! chyba jestem afrykańską maniaczką - moje 4 wizyty w Egipcie to wciąż dla mnie mało. Zaintrygowaliście mnie tą Kenią, z pewnością przeczytam każdy post o tej Waszej wyprawie, słowo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, słona woda...Masakra.

    Co do kierowania to Polacy naprawdę nieźle jeżdżą. Nas już Szwajcarzy potrafią wyprowadzić z równowagi w trasie. Natomiast do tej pory najgorzej było we Włoszech. Stale zapchane autostrady, wyprzedzanie od prawej przez 3 pasy etc.

    Czekam na dalszą relację :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko 2$? To miałeś prawdziwy GUT PRAJS MAJ FREND :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytając, czułam już ten klimat, ale nie wiem dlaczego bardziej egipski niż kenijski. Może w kolejnych postach pokażecie więcej Kenii:) Na co czekam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. pierwsza część opisu, o wyjściu z lotniska? tak jakbym opisywała swój pobyt w Egipcie rok temu!
    musiało być suuper!!!

    makaron, brokuł, feta... czyszczenie lodówki czyli zapiekanka! :) zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale relacja, super :) Prawie jakbym tam była :) I hotel rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. bynajmniej to nie przynamniej panie Poslubiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie drażni jak ktoś używa słów których znaczenia nie rozumie :)

      Usuń
  11. trochę razi to, że ciągle używanie określenia murzyn, murzyni, nie musicie tego podkreślać. Czy to był wyjazd sponsorowany i musicie teraz pisać pochlebne recenzje? (pytam z czystej ciekawości- nie widzę w tym nic złego)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też to razi, jak można pisać co chwilę, że tam są czarni ludzie???? Przecież to aż śmieszne...radzę częściej wyjeżdżać i przestać się tak dziwić, że w Afryce są czarnoskórzy :) a co do płacenia napiwków wszędzie i każdemu to taka jest ich kultura i jeżeli chcecie uniknąc płacenia to nie wyjeżdżajcie do Afryki!! nie można liczyć każdego dolara, bo to śmieszne, a poza tym to dla tych ludzi 1 dolar to bardzo dużo a Wy nie zbiedniejecie...
      pozdrawiam,
      monika

      Usuń
    2. Mam to samo wrazenie. Jakbyscie pierwszy raz czarnoskorego czlowieka zobaczyli na oczy, ba nawet jakbyscie nigdy o takich osobach nie slyszeli... Fajnie, ze pojechaliscie, super ze sie cieszycie, ale czytajac to mam wrazenie jakbyscie pojechali do zoo i spotkali mnostwo roznorodnych gatunkow tropikalnych zwierzat i mielibyscie po 15 lat.

      Usuń
    3. Nie, nie był sponsorowany! :)
      Murzyn to murzyn nie widzę w tym określeniu niczego negatywnego dla mnie to określenie jak "dziewczyna" "ksiądz" czy "krowa".
      Tak, dla nas przez pierwsze dni był to ogromny szok gdy obracaliśmy się wyłącznie w MURZYŃSKIM towarzystwie. Co do dolara za przeniesienie walizek do pokoju, to nie widzę nic złego ale za wsadzenie jej do pojazdu i oczekiwanie napiwku to już przegięcie! Na wszelkie napiwki byliśmy przygotowani w postaci kilkudziesięciu jednodolarówek. :)
      Mogę śmiało powiedzieć, że byłem oczarowany i zafascynowany jak 15 latek w ZOO. :P

      Usuń
    4. Nie wiem czy wiesz, ale murzyn jest to slowo obrazliwe dla osob czarnoskorych. I sadze, ze nalezy sie dostosowac do tego, nawet jezeli Ty uwazasz, ze jest to ok. Dla mnie nie ma sprawy, uzyj sobie tego jak Ci pasuje, ale razi w oczy nagimnne u Was pisanie murzyn, czarny... Troche tak po prostu prostacko.

      Usuń
    5. Zle zrozumiales moje porownanie do zoo, fajnie ze tak sie czules w pozytywnym znaczeniu, mi chodzi o to negatywne. Cos na zasadzie - wow nigdy tego nie widzialem, pokazywanie palcami etc. O to mi chodzilo- troche obycia :) mimo wszystko, fajnie ze udala Wam sie wycieczka, oby wiecej i jak dla mnie kulturalniej w opisach!

      Usuń
    6. A myślałam że tylko mnie to raziło podczas czytania...Szczególnie Pani Poślubiona "podchodzi czarny", "biegną czarni" a jak w opisujesz coś co wydarzyło się w PL to mówisz "biały zrobił tak a ten drugi biały tak"? Nie da się użyć po prostu słowa "człowiek", "ludzie"? Wiecie, może nie każdy był w Afryce ale KAŻDY wie że tam mieszkają głównie czarnoskórzy i naprawdę nie musicie nam tego wizualizować. Brzmi to jakbyście w życiu nie widzieli człowieka o innym kolorze skóry.

      Usuń
    7. Szczerze, spodziewałam się takiej reakcji Anonimów :) No cóż...dla nas czarny czy murzyn to nie jest w żadnym razie obraźliwe określenie. Tym bardziej, że będąc w Kenii niejednokrotnie słyszałam jak mieszkańcy mówili o nas biali lub nawet zwracając się bezpośrednio do nas mówiąc o białych tak właśnie nas określali, mało tego w języku suahili jest określenie na białego człowieka MZUNGU tak jak u nas na czarnego MURZYN i nikogo to nie razi i jakoś nie uskutecznialiśmy bitwy na maczety. Post nikogo nie obraża, mało tego my pokochaliśmy ten kraj i tych ludzi. Zrozumiałabym oburzenie gdybyśmy napisali czarnuch. Myślę, że taka reakcja na określenie czarny czy biały to przesada, bo taki mamy kolor skóry i nie ma nic w tym obraźliwego dla nikogo.

      Usuń
    8. Oj tam.. czepiacie się.. napisali tak jak chcieli napisać i tyle.. ich sprawa.. Jeśli kogoś to razi to niech nie czyta..

      Usuń
    9. Wynika to Skarbie z powstałych na przestrzeni lat związków frazeologicznych takich jak:
      -biały murzyn
      -ciemno jak w dupie u murzyna
      -pracować jak murzyn
      -100 lat za murzynami
      Z tego powodu dziś to określenie się źle kojarzy.

      Usuń
    10. To co w takim razie z Murzynek Bambo w Afryce mieszka... ? :( CZARNĄ ma skórę ten nasz koleżka. Obraźliwy i nie na miejscu wierszyk, rasistowski a fe!

      W Afryce na mnie wołali Biała Masajka, zbereźniki! ;)

      Usuń
    11. Wy faktycznie tacy ograniczeni czy tylko udajecie? Nikomu nie chodzi tu o słowo MURZYN tylko o podkreślanie na każdym kroku koloru skóry. Nikt normalny, obyty w świecie nie powie "ten murzyn, ten żółty", tylko "ten człowiek"! A wy podkreślacie ten kolor skory jakbyście byli z bździszewa i niewiedzieli że w ogóle istnieje inny kolor skóry:/

      Usuń
    12. Wiemy, ale nie codziennie jesteśmy w Kenii i widzimy tylu czarnych ludzi na raz. Mało istotne, bo widzę, że jak zwykle ta dyskusja jest bezcelowa i sprowadza się pomału do obrażania drugiej osoby, a przypominam wszelkie komentarze, które obrażają i ubliżają nam czy innym czytelnikom będą usuwane. Nasze zdanie jest jedno i niezmienne: jesteście przewrażliwieni. Tyle w temacie. Post nie podkreśla na każdym kroku koloru skóry ludzi, bo na lotnisku byli też biali ludzie i równie dobrze mógł podejść do nas ktoś z obsługi TUI opisaliśmy to co nas spotkało. Jeśli komuś się nie podoba, żegnam i nie zmuszam do odwiedzin naszego bloga.

      Usuń
    13. ehh jednak jesteście mocno ograniczeni- bardzo głupio tłumaczycie się z nadużywania słowa murzyn.

      Usuń
    14. Żeby nie było, komentarz wyżej nie jest mój (ja pisalam wczesniejszy, ma który odpowiedziała PP. Po się tłumacze co napisałam a czego nie? Po to żebyście widzieli że nie jestem jedyna która tak myśli. Ale od teraz będę się podpisywać.

      Jednak zgadzam się z Anonimowym z 15:50.

      Joanna.

      Usuń
    15. Dokladnie glupie tlumaczenia... I to, ze anonimowy? Nie mam konta na google, moge podpisac sie imieniem jak bardzo Was to razi. Glupie rozgraniczenie bialy czarny etc. Naduzywacie tego, ktos Wam zwrocil uwage i dobrze...najlatwiej zegnam nie zmuszam odcinam sie od tego, szkoda tylko ze takie rozgraniczenia wprowadzacie i glupio sie tlumaczycie. Tyle w temacie

      Usuń
    16. Echh...Panie Poślubiony, wracamy do Afryki do czarnych ludzi i murzynów...nie ma co!

      Usuń
    17. Żeby dalej przynosić wstyd Polakom okazując zdziwienie ilością czarnych ludzi i żałować dolara czy dwóch za napiwki?

      Usuń
    18. Polacy właśnie tak się zachowują jak jadą na wakacje, najlepiej all inclusiv i jeszcze żeby nie chcieli napiwków...przecież każdy kto był w Afryce wie że tak tam jest i tłumaczenie, że za przeniesienie walizki można dać napiwek a za włożenie jej do auta to już przesada to dla mnie jest przesadą, bo jadąc tam decydujesz się na to i próba przekonywania, że powinno być inaczej jest moim zdaniem brakiem szacunku dla odmiennych kultur. To się nie zmieni więc proponuję nie dyskutować z tym tylko poprostu się na to przygotować...
      pozdrawiam,
      monika

      Usuń
    19. a i proponuję potraktować serio prośbę Pani Poślubionej i opuścić tego bloga :) jest dużo innych, ciekawszych pisanych przez dorosłych ludzi a nie dzieci, którzy nie szanują swoich czytelników.
      Żegnam i powodzenia życzę :)
      monika

      Usuń
    20. Ale napiwki są przecież wszędzie! Tylko oczywiście Polak napiwki uważa za coś dziwnego "bo przecież pracodawca mu płaci". Ja kiedyś w Niemczech, pomogłam otworzyć drzwi Panu który był o kulach, po prostu je otworzyłam a później przez 20 minut musiałam na migi (nie umiem Niemieckiego a Pan po Angielsku cienko)tłumaczyć że ja tu nie pracuje i nie chce żadnych pieniędzy. Dla niego to było normalne że on mi powinien za to dać jakieś drobne tylko Polak się dziwi że za pomoc się płaci "bo przecież z dobrego wychowania powinien pomóc".

      Joanna.

      Usuń
  12. Zawsze na napiwki mamy specjalnie przygotowane 1$ - zamawiam zwykle w banku na kilka dni przed wyjazdem. Taką mają kulturę. Jednak jakoś zawsze chętnie im raczej dokładałam, bo mi każdego szkoda było - zawsze sobie myślę, ze oni mają gorzej i nigdy nie żałuję tych kiludziesięciu dolarów napiwkowych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamietam nasza zeszłoroczna wycieczkę do chorwacji i podczas przyjazdu któregoś dnia do Splitu tez wydobywał się specyficzny zapach który zrazil mnie do tego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  14. 2 dolary? Prosze Cie! To juz w ogole nie powonniscie tego liczyc. Kultura nakazuje dawac napiwki, zwlaszcza takie smieszne! Wiadomo jak ci rozwali walizke, napluje do szklanki to nie. Ale to sa normalne sytuacje! Cieszcie sie ze 2 dolary, a nie 10 euro jak jest w standardzie w europejskich hotelach, a nawet wiecej!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pani Poślubiona, uśmiałam się przy tekście o braku kołdry :))) Musiałaś być potwornie zmęczona.
    Panie Poślubiony - czekałam na wzmiankę o wódce. Nigdy nie wierzyłam w zbawienne moce tego trunku, aż się na własnej skórze przekonałam, że działa.

    OdpowiedzUsuń
  16. jak na Maledwiach byłam tez dostaliśmy ręczniczek na dzień dobry :) nasiąknięty ziołami... do dziś pamiętam zapach :o)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak tak was nie stać na dawanie dolarów za każdą usługę, trzeba było siedzieć w Polsce, a nie teraz narzekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto narzeka, bo nie mogę się doczytać? Pan Poślubiony napisał tylko, że nie jest do tego przyzwyczajony. I ja się z tym zgadzam, bo będąc w Egipcie też miałam z tym problem. Problem nie z tym, że trzeba zapłacić tego dolara, tylko z tym, że po prostu o tym zapominałam.

      Usuń
  18. Wyprawa musiała być niezwykłym przeżyciem! Ja jakoś nigdy nie marzyłam o wyprawie do Afryki, co innego Ameryka Południowa, to by było coś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę dojść do siebie po przeczytaniu powyższych komentarzy... Ileż w tym jadu, złości. Po co to? Po co tak się spianać... Nie rozumiem tego.
    Czekam na dalszą relację i więcej zdjęć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co? A po to że jak jedzie taka parka za granice to robi WSTYD. Nic więc dziwnego że w świecie jesteśmy postrzegani tak jak jesteśmy. Nie reagujmy dalej na takie małomiasteczkowe zachowania, nie uczmy dzieci że czarny to nie czarny tylko zwykły człowiek, niech Polak dalej uważa że "znalezione nie kradzione" (to tak przy okazji a nie do autorów bloga) to niedługo przy wjeździe do każdego państwa będziemy się starać o pozwolenia a zwiedzać to sobie będziemy mogli - palcem po mapie i na Google Earth.

      Usuń
    2. Wiesz co anonimie,o pozwolenie to powinni się starać ludzie z krajów wschodnich.

      Usuń
  20. Przeczytałam kilka powyższych komentarzy - oniemiałam, zirytowałam się i darowałam dalsze wgłębianie się w to co niektórzy piszą. Ja nigdy w Afryce nie byłam, ale bardzo bym chciała. Jednak od znajomych słyszałam właśnie wiele na temat tamtejszych 'napiwków'. Ludzie w pewnych momentach już zaczynają przeginać i wyciągają dolary za najmniejsze głupoty. A co słonej wody - fuj! Współczuję! :D Momentalnie przypomniałam sobie mój pierwszy kontakt ze słoną wodą kiedy byłam w Grecji. Nie miło to wspominam aczkolwiek da się wytrzymać!
    Czekam na dalsze relacje, trzymaajcie sie! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wyobrażam sobie, jakie to musi być niesamowite - wysiadasz z samolotu i nagle wszyscy wokół Ciebie są czarni - taki inny świat.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja wam się nie dziwie, że byliście zachwyceni tym krajem, takim kolorem skóry, u nas sami biali tam wszędzie czarni, no nie dziwmy się to normalna reakcja... człowiek chce chłonąć nowe miejsce nowy kraj i tych ludzi mimo wszystko innych. Inaczej jest na spacerze w Warszawie zobaczyć jednego murzyna a inaczej całą masę ludzi o tym kolorze skóry, móc z nimi obcować, poznawać ich, to musiały być cudowne przeżycie... ja się wam nie dziwie nieco dzień jedzie się do Afryki i nie codziennie ma się styczność z murzynami i ich kulturą :)

    ja proponuje dłuższe relacje pisać albo częstsze, bo jesteśmy na początku a tyle dni przed nami... i przed wami!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że musimy częściej dodawać posty, ale mamy tyle do opisania, że zanim się do tego zabierzemy to już kilka dni mija :) nie wiem czy dłuższe posty to byłby dobry pomysł, bo wtedy wyszłyby chyba kilkukilometrowe :D Musimy się sprężyć i częściej dodawać posty.

      Co do naszej reakcji to było dokładnie tak jak napisałaś w komentarzu :) cudownie było móc obcować z tą kulturą i tymi ludźmi :) i zupełnie inaczej jest spotkać czarnego w Polsce, a odwiedzić kraj w którym jest tak kolorowo i pięknie :)

      Usuń
  23. Spanie pod kołdrą w Afryce mnie rozłożyło na łopatki ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajnie się czyta o tym jak spełniacie swoje marzenie:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Chyba anonimowe są niemile widziane, ja mam podobne odczucia jak większość anonimów, dodam jeszcze, że piszecie że pokój był piękny a jedzenie przepyszne a na zdjęciach zwykły pokój max 3 gwiazdki i frytki.

    SIC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w końcu calusieńki wyjazd non stop na bank jedli tylko i wyłącznie frytki. :D

      Jak się podoba - źle, jakby napisali, że do bani, to dopiero byłaby inwazja anonimów, że dzieci rozpieszczone. ;)

      Usuń
  26. Pan Poślubiony to mógłby w sex telefonie dorabiać. :D

    OdpowiedzUsuń