7 kwietnia 2014

Dzień 3 Glass Boat

PANI POŚLUBIONA

Kolejny poranek w Afryce. Minęły zaledwie dwa dni, a ja już czuję się jak u siebie. Dziś czeka nas wyprawa na glass boat. Łódka ze szklanym dnem, podziwianie rybek i pierwsze snurkowanie w naszym życiu. Na początek śniadanie. Tradycyjnie już jemy je w towarzystwie Pani Matki i Pana Ojca. Z nimi też wybierzemy się na nasze wycieczki. Rozmawiamy już jakbyśmy znali się kupę lat.

Po śniadaniu przemarsz na plażę, a tam czeka na nas Martin – beach boy, który organizuje dla nas mini wycieczkę ze szklaną łódką i wyprawę na wyspę wasini. Każe czekać. Łódka podpłynie za 30 minut. Kładziemy się na leżakach i podziwiamy poranek na plaży. Pomału zbierają się beach boysi, zaczynają swoją pracę, jakiś czarny biegnie brzegiem oceanu, kobiety rozkładają się na straganie z chustkami.

W końcu wchodzimy na łódkę i płyniemy w nieokreślonym dla nas kierunku. Po około 30 minutach przeprawy wraz z dwoma innymi łódkami zatrzymujemy się, a nasz kapitan, wyposażony w rurkę i okulary, wskakuje do wody. Nagle widzimy jak pod szkłem pojawia się mnóstwo maleńkich rybek, głównie zebra fish i trochę innych. Naokoło rybek widzimy naszego kapitana. Daje im chleb, następnie pokazuje nam inne gatunki: coś w rodzaju węgorza, karmi go rozłupanym jeżowcem, widzimy też trzy rozgwiazdy.





Nagle na nasz pokład trafiają: rozgwiazda, jeżowce i coś czego z Panią Matką zdecydowanie nie polubiłyśmy pająk wodny..brrr na rękę decyduję się wziąć jedynie rozgwiazdę i jeżowca, pająk to dla mnie zdecydowanie za dużo. Po obejrzeniu okazów, mamy wskoczyć do wody. Ubieram maskę i rurkę, patrzę na dno i zastanawiam się czy ja w ogóle dam radę. Dno jest całe w wodorostach.




Podejmuję się jednak próby i schodzę drabinką z łódki. Dotykam dna i czuję jak w stopy łaskoczą mnie wodorosty. Nie dam rady, łapię się drabinki, okropne uczucie, ja chcę z powrotem. Proszę kapitana aby dał mi płatwy, mam nadzieję, ze to chociaż trochę uchroni moje stopy od dotyku wodorostów, ja po prostu panicznie boję się i nie cierpię tych roślin. Zdecydowanie wolałabym wskoczyć do wody i nie dotykać dna.

W końcu się decyduję. Schodzę z łódki i jest! Jestem w wodzie! Nurkuję. Naokoło mnie pełno rybek, są mniej kolorowe niż miałam nadzieję, ze będą ale i tak jest pięknie. Podpływa do mnie nasz przewodnik. Daje mi do ręki rozłupanego jeżowca i karze karmić rybki, nagle pod wodą na moją rękę z jeżowcem rzuca się stado rybek. Niesamowite uczucie, udaje mi się jednak tylko chwilę tak pokarmić rybki, bo zaraz tracę równowagę.

Pływamy tak i podziwiamy faunę i florę przez około godzinę, a może dłużej, tracę rachubę. Mamy możliwość odpoczynku na dość sporej mieliźnie która wygląda jak mała wyspa z piasku. Wypływam na brzeg i nagle podchodzi do mnie sprzedawca z koszem pełnych ogromnych muszli większych niż moja głowa, a do Pana Poślubionego podpływa Pan sprzedający napoje na swojej desko łódce. Dziękujemy za ich usługi i udajemy się do łódki.



Jako, że ja dzień wcześniej przy wieczornych występach i pogawędce z naszymi nowymi- starymi polskimi znajomymi, spożyłam większą ilość drinków niż mój organizm byłby w stanie przyjąć, zaczynam pomału coraz bardziej odczuwać tego skutki i słowa woda i bujanie łódki daje mi ostro popalić. Więcej nie wchodzę do wody.

Po powrocie do hotelu, udajemy się do hotelu, obiad i znowu słodkie lenistwo, potem kolacja, a na drugi dzień kolejna przygoda. Upragniona wycieczka na wyspę wasini. Już nie mogę się doczekać.

PAN POŚLUBIONY


Trzeciego dnia pobytu w Kenii obudziłem się już koło 5 wyspany, wypoczęty. Co robić? Pani Poślubiona jeszcze smacznie śpi, nie mając pojęcia o bożym świecie, za oknem jeszcze szarawo, a ja nie mogę już spać podniecony tym co się dziś wydarzy. Ostatecznie jako, że to nasz pierwszy urlop od 3 lat postanawiam przyciąć komara jeszcze na parę minut. Budzimy się około 6:30 to nasz ustalony deadline jeśli chodzi o pobudkę w Kenii. Nie chcemy marnować ani jednej minuty więcej na sen, aniżeli jest to wymagane przez nasze organizmy.

Szczerze powiedziawszy nie wierzyłem Pani Poślubionej kiedy mówiła, że będziemy tak wcześnie wstawać, szczególnie, że jest ona strasznym śpiochem. Tak, Poślubiona jest okropnym leniwcem jeśli chodzi o poranne wstawanie. Standardowy dzień Poślubionej w weekend zaczyna się około 11:00.

Ale nie o tym miałem pisać.

Wstaję więc, nakładam pastę na szczoteczkę, moczę pod kranem, wkładam do ust. FUCK! Nie wodą z kranu! Niestety przyzwyczajenia są silniejsze od nas, szczególnie z rana. Do mycia zębów hotel nalewa specjalnie do tych celów wody słodkiej do termosu, który stoi przy umywalce - radze z niego korzystać. Chociaż my przezorne żółtodzioby pierwszego dnia płukaliśmy wodą z butelki, bo my Proszę Pani z Erłopy przyjechaliśmy!

Nie będę opisywał jak po raz kolejny idziemy na śniadanie, znowu wcinamy omleta, obżeramy się wszystkim co tylko jest możliwe i dostępne zjedzenia (no w moim przypadku poza fasolką po angielsku). Nie będę tego opisywał chociaż my byliśmy tym do ostatniego dnia tak samo mocno podjarani jak pierwszego.



Po śniadaniu siadamy nad basenem mając jeszcze pół godziny do umówionego spotkania na plaży. O 9 ma po nas przypłynąć łódka tak zwana GlassBoat. Pani Poślubiona moczy nogi w basenie, dziś potrzebuje dobrze się nawodnić, wczoraj nieco za dużo wypiła. Triple Whisky powaliło moją ukochaną na kolana, jak pisałem wcześniej: Afrykańską przygodę czas zacząć.  :)


Jest 9:00 idziemy na plażę, łódki jeszcze nie ma, czyżby nas przekręcili? Nie, Martin -nasz Beach Boy już do nas biegnie i tłumaczy że łódź ma małe opóźnienie i podpłynie za 30 min. Mamy wyczekiwać żółtej łódki. Więc czekamy, w między czasie targujemy się z Bobem o Safari cena wyjściowa 200$ za łepka. Żółta łódź nadpływa, wsiadamy, a w jej dnie otwór z szybą o wymiarach 1,5 x 0,6 m od patrzenia w który pod krótkiej chwili robiło się nie dobrze.



Po około 30 minutach dopływamy do miejsca, gdzie nasi przewodnicy prezentują nam malutką rafę, wskakują do wody i przykładając do jej powierzchni naprzemiennie chleb tudzież przepołowione jeżowce przyciągają całe ławice ryb wydzierających jak oszalałe każdy kąsek. Po chwili do łódki wskakują naprzemiennie rozgwiazdy, jeżowce, pająki wodne. Piszę o tym teraz bez emocji, a kiedy byliśmy na łódkach towarzyszył temu jeden pisk kobiet, niezależnie od narodowości. Szczególnie na widok pająka wodnego, mało przyjemne uczucie jak porusza się po ręce -chyba ze względu na jego wygląd.



Jako, że zaznajomiliśmy się już z florą i fauną morską rozdano nam po masce i chlup dowody. Ale czy aby na pewno to takie łatwe? Dla mnie, dla osoby, która po raz pierwszy w życiu miała do czynienia ze snurkowaniem, wyjście z łódki dotknięcie dna w którym czają się krwiopijcze jeżowce czyhające na mój fałszywy krok, nie takie łatwe. Po kilku minutach oswajam się z otoczeniem, wszystko staje się dużo łatwiejsze gdy wsadzi się łeb pod wodę i zwyczajnie w świecie obserwuje co ma się pod sobą. 



To czego nauczyliśmy się na własnej skórze to fakt, że warto mieć swoją rurkę i koniecznie pływać w t-shirtcie. Po co? Wpatrzonym w głębię oceanu (w naszym przypadku 1,5m) bardzo łatwo stracić rachubę czasu, a słońce nie śpi i pali niemiłosiernie. W Kenii handel kwitnie na każdym rogu, nawet na rogu oceanu. Na małym czółenku starszy mężczyzna sprzedawał zimne napoje, inny robił koraliki i od razu sprzedawał, a jeszcze inny zbierał datki na miejscową szkołę legitymując się pomiętym świstkiem papieru z którego wynikało jak duża rzesza ludzi już wpłaciła na szkołę. Chyba trzecia rzesza bo figurowały tam niemieckie nazwiska - była to oczywiście ściema.

Po powrocie z łódki oczywiście obiad, zadudnili w bębny, gdyż to był sygnał od obsługi, że do stołu podano, później relaks, relaks, relaks. Dzisiejszego wieczoru w hotelu odbywał się wieczór Afrykański, Kenijski. Kolacja zamiast w restauracji podana została na tarasie, stoliki oświetlone zostały lampionami a na scenę wkroczyły ludowe tańce. 




Czy takimi były, nie mam pojęcia, mogli by równie dobrze zatańczyć coś na miarę gangam style i tak byśmy to łykli. Wszystko łykaliśmy co nas otaczało. Jedzenie było wyśmienite, mnogość potraw i deserów, ich wygląd, kolory przyprawiały o ból głowy, o bulach brzucha nie było mowy. W Polsce zazwyczaj po obżarstwie łapie mnie zgaga, tam nie zdarzyło mi się to ani razu pomimo codziennego ucztowania do oporu. 





Afrykańskie tańce raczej nie przypadły mi do gustu, wręcz trochę nudziły, całość uratował open bar i towarzystwo naszych znajomych!


Po raz kolejny padliśmy do łóżek. Czy to aby na pewno podróż poślubna? Raczej powinniśmy być jak króliki w sypialni a tym czasem jesteśmy jak leniwce.  :)

18 komentarzy:

  1. Aż się chce jeść takie potrawy:)
    pająk wodny - nie wiedziałam, że coś takiego istnieje fuj!
    Zdjęcia cudne:):)
    A łódeczka malutka:) Wydawałoby się, że na taką wycieczkę podpłynie nie wiadomo jak duże "coś" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale tak na poważnie, kiedy znowu gdzieś jedziemy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyszły rok? Nie wiem czy w tym damy radę ;) zależy czy Pan Poślubiony znajdzie dobrą pracę, albo czy otworzy jakiś własny interes :) ale jesteśmy ZA!

      Usuń
    2. Trzymam kciuki, aby kolejna podróż również się udała:)

      Usuń
  3. pięknie tam!!!
    zazdroszczę wakacji:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Was czytać, oglądać zdjęcia :) rewelacja :) Chciałoby się więcej i więcej :)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  5. kolejny raz już piszę, że Wam zazdroszczę, ale to najszczersza prawda :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, na widok tych pająków to mnie ciarki przeszły. Na żywo chyba bym umarła na ich widok.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozbroiło mnie ostatnie zdanie :D
    Podoba mi się ta Wasza relacja, widać, że naprawdę się Wam podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To wszystko wygląda tak pięknie, że aż żal przestać oglądać zdjęcia :) Jak tylko Pani Poślubiona napisała o pająku to przeszły mnie dreszcze, też bym go nie wzięła na rękę! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę, będziecie mieć piękną pamiątkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżowce i rozgwiazdy piękne!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale wypas!!! ale woda, plaza, jedzonki, kreaturki.... cudo!!! =)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne zdjęcia <3 zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie macie pojęcia, jak ja Wam zazdroszczę. Genialnie! I jeszcze Afryka <3

    OdpowiedzUsuń