30 kwietnia 2014

Kogut domowy

Źródło: http://kogutdomowy.blogspot.com/

Jak macie zamiar spędzić majówkę? U nas szykuje się intensywnie i mamy same dobre wieści. Pierwszą i najważniejszą jest to, że Pan Poślubiony możliwe, ze niedługo znajdzie w końcu pracę, a na pewno wszystko zmierza ku dobremu. Drugą jest to, ze weekend majowy spędzamy z naszymi najbliższymi znajomymi w górach. Będzie grill, piwko, więc pochody, wiece i flagi biało- czerwone sobie odpuścimy. Mam nadzieję, że wy również weekend majowy spędzicie intensywnie. Macie jakieś pomysł? Zoo, wesołe miasteczko, miasteczko westernowe, grill nad jeziorem, spacer z rodziną, czy bardziej patriotycznie? 

Nie o tym jednak chciałam pisać. Miałam pisać o pewnym doświadczeniu, o którym chciałam się z wami podzielić. Otóż w niektórych małżeństwach czasem jest tak, że to mężczyzna przejmuje rolę tzw. kury domowej, a kobieta zajmuje się karierą. Czasem tak po prostu jest. Z wyboru czy nie to nieistotne. Nie myślałam nigdy, ze w jakimkolwiek stopniu takiego układu skosztuję. Bliżej mi do układu ja siedzę w domu wychowuję dzieci, a Ty mężu zarób na naszą rodzinę, albo układ w jakim zostałam wychowana i jaki był u moich rodziców: wszystko dzielimy na połowę i karierę i obowiązki domowe. 

Czasem jest inaczej i to życie decyduje za nas jak będzie taki układ wyglądał. U nas przez chwilę potoczyło się tak, ze Pan Poślubiony siedzi w domu, głównie ze względów zdrowotnych o których nie chcę tutaj pisać. Tak więc na tą dłuższą chwilę nie mieliśmy wyboru i obowiązki domowe przejął Pan Poślubiony, a ja chodziłam do pracy. 

Zawsze myślałam, ze kiedy Pan Poślubiony pracował to przydałby mu się taki miesiąc odpoczynku w domu i nic nie robienia. Teraz wiem, że mój mężczyzna stworzony jest do pracy. Zacznę od tego, że pierwsze tygodnie w domu, wyglądały tak jakbym to nadal ja pracowała i opiekowała się domem, a Pan Poślubiony po prostu odpoczywał, w tym wypadku trochę chorował. 

Mój mężczyzna w domu się nie sprawdza. Co z tego, że tam był?  Dlaczego jest tak, że to my kobiety musimy wiedzieć co na obiad, co na drugi dzień będziemy jeść, a mężczyzna nawet nie wpadnie na to, że trzeba by dzień wcześniej zaplanować. Ja wiem dlaczego. Same na to pozwalamy. Same sobie jesteśmy winne, bo nasz mężczyzna wie, że my wszystkim się zajmiemy, że oni nie muszą i nie mają głowy, żeby o tym myśleć. Dlatego martwcie się wy żony. 

Tak więc u nas wyglądało to tak: Ja musiałam mówić Panu Poślubionemu co na drugi dzień ma ugotować, a w większości wypadków po prostu rozmrozić i odgrzać, a mój mąż to po prostu robił. Nie powiem, z czasem nauczył się być tą kurą, a raczej kogutem domowym, myć naczynia bez marudzenia, bo to on siedział cały dzień w domu, a ja pracowałam, nauczył się wstawiać pranie i zauważył, że w tygodniu trzeba częściej sprzątać mieszkanie niż raz, a szczególnie podłogi. Zauważył, że w domu mamy kuwetę i że kot sra zdecydowanie częściej niż raz w tygodniu. Teraz to on był tym maruderem: "Mogłabyś pozmywać naczynia, ja gotowałem." "Mogłabyś tak nie kruszyć ja dziś tu odkurzałem!"

Wiem, że są mężczyźni, którzy z wyboru siedzą w domu. Gotują, opiekują się dziećmi, sprzątają i świetnie im to wychodzi. Podziwiam ich, ale wiem, że to zależy od tego jaki jest człowiek i w czym się sprawdzi. U nas jest i będzie typowo i tradycyjnie. Ja lepiej sprawdzam się w domu, a Pan Poślubiony gdy ma nadmiar czasu jest totalnie niezorganizowany.

Po tym długim czasie siedzenia w domu Pana Poślubionego stwierdzam więc i on sam też, że kobietom wychodzi to zdecydowanie lepiej. Choć pewnie nie wszystkim. Pan Poślubiony pewnie niedługo wróci do pracy i znowu wszystko będzie na pół. Jedno jest pewne. Każde doświadczenie w związku jest ważne i wartościowe. Każda kłótnia zbliża związek, tak jak i dana sytuacja często ciężka i trudna do przewidzenia pieczętuje miłość. 

My mamy z tej krótkiej lekcji życiowej wyciągnęliśmy wiec pewne wnioski. Pan Poślubiony siedząc w domu zrozumiał jak dużo jest tam do zrobienia i co muszą czuć kobiety, które mają obiad na głowie, mieszkanie, pranie i jeszcze dodajmy do tego trójkę dzieci, a czasem piątkę, choć i jedno starczy żeby było jeszcze więcej pracy. Zrozumiał, jak trudno samemu jest się zmobilizować do pracy w domu. Mam nadzieję, tylko, ze kiedyś w przyszłości będzie o tym pamiętał i zrozumie mnie tą, która najprawdopodobniej przez pierwsze miesiące życia maluszka w domu zostanie. 

Co ja wyniosłam z siedzenia Pana Poślubionego w domu? Mój mężczyzna musi pracować, musi coś robić, a najlepiej dużo. Z tego miejsca pozdrawiamy wszystkie czytelniczki, które zdecydowały się na siedzenie w domu z dzieciątkiem, a jeszcze bardziej pozdrawiamy Panów, którzy stali się rasowymi kogutami domowymi! Dla mnie i Pana Poślubionego jesteście bohaterami :)

28 komentarzy:

  1. Mój M z racji tego, że miałam kontuzję i siedziałam u rodziców, przez miesiąc sam zajmował się domem! Był taki dumny, gdy pytałam czy sprząta. Mówił, że tak, że wszystko, że łazienkę. Przyjechałam po miesiącu i no cóż... Może coś tam sprzątał, ale z wierzchu chyba. W lodówce zapleśniałe jedzenie, kurzu wszędzie od cholery, a łazienka... Myślał, że jak wleje domestos do kibelka to wystarczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ja to znam ;) Jak nie wydam instrukcji, dodatkowo szczegółowych to pranie będzie leżeć tydzień w pralce, wszystkie rzeczy na wierzchu, łazienka nieumyta. Jedynie kuchnia się uchowa, bo u nas tylko P. zmywa.
    Natomiast to jest jakaś plaga jak kobiety wychowują swoich synów tudzież partnerów, bo wczoraj miałam okazję być z P. i trzema kolegami na zakupach na majówkę (btw, plan mamy taki sam jak Wy :)). Jedziemy po raz trzeci, drugi w tym składzie, była lista zrobiona i tylko ja wiedziałam co mamy kupić (tj. ile, które, na co patrzeć przy wyborze itd.). A czterech panów stało i debatowało, próbując przeliczyć np. tacki sera. I się pytam ich: "czy tylko ja tutaj robię zakupy?". Usłyszałam: "No ale jesteś kobietą, to dla Ciebie naturalne, ja nie robię i się wolę Ciebie zapytać, bo ogarniasz."

    Udanej majówki! W które góry jedziecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to będziemy niedaleko, bo my też :) Może gdzieś wpadniemy na siebie na szlaku, o ile planujecie jakieś wyjście w góry.

      Usuń
  3. "kot sra zdecydowanie częściej niż raz w tygodniu" ....padłam ;D. Ciężko razem żyć. Gdzie moje skarpetki, gdzie moja koszulka, gdzie klucze od auta....to pytania na które odpowiadam co dziennie. "Przecież sprzątałem" wypowiedziane przy kopie naczyń w zlewie to słowa które "pieszczą" moje uszy i są chlebem powszednim dnia codziennego. " Zrobiłem pranie, - a gdzie jest? - no w pralce" standard ! Czasem się zastanawiam czy faceci naprawdę tak nie myślą czy tylko udają ? Czy tylko dla kobiet robienie porządków i sprzątanie jest oczywistością a mężczyzną trzeba naświetlić problem brudnej podłogi by ogarnęli temat i podjęli działanie zmierzające w kierunku jej czystości? Jestem ciekawa co na temat życia koguta domowego ma do powiedzenia Pan Poślubiony. Czekam na odzew a tymczasem pozdrawiam Was serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie to raczej mnie trzeba mówić co ugotować, reszta obowiązków domowych to luzik bo jak widze syf to go sprzątam ale z gotowaniem mam problem bo tego nie lubię i nigdy nie mam pomysłów. Dlatego uwielbiam kiedy R. siedzi w domu, choćby w weekend :D R. byłby idealnym kogutem domowym ale również musi coś robić bo jak długo siedzi w domu to zaczyna się robić marudny :D ja na kurę domową się zdecydowanie nie nadaje:P

    OdpowiedzUsuń
  5. To czekamy na relacje Pana Poslubionego, skoro siedzi w domu i nic nie robi :) Ja tez spedzilem pare miesiecy na tacierzynskim i tez stwierdzam ze to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdy ma inne odczucia wszystko zależy od punktu siedzenia, chociaż ja nie wyobrażam sobie zamknięcia w 4 ścianach i zostania kurą domową

    OdpowiedzUsuń
  7. My przeszlismy zarowno etap kury domowej jak i koguta domowego. Jeszcze 3 lata temu maz mial dwie prace, pracowal po 60 godzin dziennie, a ja zajmowalam sie jednym, a pozniej dwojka maluszkow, domem, gotowaniem, zakupami. Nieraz mialam dosc i przeklinalam swoj los, ze do konca zycia zostane kura domowa... Pozniej dostalam sie na studia swoich marzen i nasz los obrocil sie o 180 stopni, wyprowadzilismy sie na niemal drugi koneic Anglii, maz zostal kogutem domowym a ja studentka. Teraz on gotuje, robi zakupy, zajmuje sie dziecmi, ale... nie sprzata.:/ Moje studia to jak praca na pelen etat, bo keidy mam praktyki, jestem w szpitalu po 40 godzin tygodniowo, plus nauka w domu, mase nauki... wiec tez nie mam czasu na sprzatanie. Moja maz jako kogut domowy, poza sprzataniem, sprawdza sie idealnie. Obiady i zakupy planuemy razem na caly tydzien, dziecmi zajmuje sie swietnie, gotuje lepiej niz ja, ale tez marudzi, ze ma juz dosc. Kiedy tlyko skoncze studia, mam nadzieje, z euda nam sie obojgu pogodzic prace i dom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacja! A fragment z kotem mistrzowski! O wiele przyjemniej czyta mi się was niz kominka. A co do koguta domowego. Mój T. pracuje jako kierowca ciezarowki, ja uczę sie i mieszkamy oddzielnie na razie. Za kazdym razem, gdy wpadam do niego to jest mega czysto! Wszystko lsni, tylko lodowka świeci pustkami. :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, kominek to największy pozer i buc w blogosferze, nikt poza gimbazą, która jeszcze się łapie na jego tandetne i chamskie teksty go nie lubi;P wystarczy poczytać komentarze pod artykułami o nim/wywiadami z nim. Beznadziejny typ który nie przyjmuje krytyki, a jedyne co mu wychodzi to obrażanie innych.

      Usuń
    2. chyba raczej właśnie gimbaza NIE rozumie.. Jak ktoś ma specyficzny język i styl bycia to już co niektórym ciężko to ogarnąć.
      A już zrozumienie ironii przewyższa niestety możliwości intelektualne jakiś 75% naszego społeczeństwa.
      Tak samo jak pogodzenie się z tym, że ktoś do czegoś doszedł i to sam.

      Nasze społeczeństwo niestety nie potrafi się pogodzić z tym, że komuś się powodzi.. zazdrość, zawiść i wieszanie psów na kimś na porządku dziennym, zamiast ruszyć dupę i zabrać za robotę..

      Jak masz kasę to wokół nagle zaczyna się roić od 2 typów ludzi: 1 - fałszywi przyjaciele, którym zależy tylko na tej kasie 2 - zawistnicy, którzy nie potrafią się z tym pogodzić i jedyne co potrafią to pluć jadem naokoło.

      Usuń
  9. heheh skądś to znam... facet, zostając sam w domu, kompletnie się nie domyśla, żeby coś zrobić, a tym bardziej co by to mogło być. nie domyśla się też, jaka ja zła wrócę jak wejdę do mieszkania i zobaczę ten bałagan. ale wystarczyło mu to pokazać, aby nie musiał się już domyślać, a WIEDZIEĆ, że lepiej wyjdzie na tym, jak jednak coś zrobi :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm... ja wiec chyba nie mam co narzekać, bo mój mąż mimo, że pracuje codziennie do 16, to jednak potrafi zająć się domem, gdy np. ja mam dwie dniówki pod rząd, albo weekend spędzam w pracy. Na szczęście nie muszę wydawać mu poleceń... Wie, jak obsłużyć pralkę, ze białe, z białymi, kolorowe, z kolorowymi...Sprawa zakupów leży na jego głowie, bo jakbym ja przejęła pałeczkę, to chyba byśmy głodowali :D A z obiadkami... no cóż, mój mąż uwielbia gotować, więc mam dobrze :) Jedyne czego nie lubi to zmywać naczyń, prasować i myć podłóg... :D No ale można mu to wybaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Taka lekcja jest najlepsza dla Panów, a przyszłości na pewno zaprocentuje. Pan Poślubiony na własnej skórze zobaczył ile jest obowiązków, łącznie z kotem, która wymaga sprzątania kuwety więcej niż raz w tygodniu ( ten fragment mnie rozwalił! :D) Lekcja na przyszłość dla obojga niezastąpiona :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja miałam to szczęście, że trafiłam na mężczyznę, który ugotuje - dobrze ugotuje, wyprasuje i nie przypali ubrań, pozmywa naczynia czy wstawi pranie i nic nie zafarbuje czy też się nie skurczy, a i naprawi wszystko bez problemu. Niestety za bardzo powykorzystywać go nie mogę, gdyż pracuje po 10 godzin dziennie, ale jak tylko jest w domu i nie jest zbytnio zmęczony, pomaga w prowadzeniu naszego domu. Nie jest leniem, także jak za coś się zabiera to robi to od początku do końca.
    Czasami chciałabym go mieć więcej w domu.. żeby mi po marudził, poleniuchował sobie, żeby ponarzekał :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Poślubiony tez leniem nie jest, dużo robi w domu, ale czasami pewnych rzeczy nie zauważa bądź po prostu nie pomyśli, że trzeba coś zrobić. Jeżeli natomiast przygotuję mu listę rzeczy do zrobienia i powiem do której godziny mają być wszystkie zrobione to mam pewność że tak będzie bez przypalania i niszczenia :) szkoda tylko, ze sam na to nie wpada ;)

      Usuń
    2. czasami trzeba im małych podpowiedzi :) ach ci mężczyźni :D

      Usuń
  13. Ja na kurę się zdecydowanie nie nadaję, bo nienawidzę gotować i siedzieć w chałupie- zasmakowałam radości kreatywnej pracy i nie zamierzam tego porzucać:)
    Fragment z kotem = the best!
    A jak napisaliście o tych pochodach- kiedyś dawno temu, gdy po ziemi chodziły jeszcze dinozaury a ja byłam młoda i piękna ( bo teraz jestem już tylko piękna ), to w schronisku w Bieszczadach- nazywało się Jaworzec- ówczesny gospodarz Łukasz na 1go urządzał słynne pochody wokół chałupy połączone z odczytywaniem dzieł Lenina, machaniem flagami a na czele zawsze szły Jaworcowe kozy z czerwonymi chustkami na szyjach...To były czasy:)))))
    Udanej majówki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Moj tata jak sie urodzilam rzucil prace i zajmowal sie nasza gromadka (5 dzieci) i domem przez 14 lat! Twierdzi ze nei zaluje ;p

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie w domu nie ma ani kury domowej ani koguta:) Niestety pogoń za kasą powoduje, że obydwoje musimy pracować, żeby utrzymać dom, dzieci itd. Już od małego miały niańkę- obecny roczny urlop macierzyński nie wchodziłby nawet w grę:) Po pracy to ja zajmuję się domem, ogrodem i dziećmi, więc może i jestem kurą- ale tylko po godzinach:))

    OdpowiedzUsuń
  16. My przechodziliśmy przez etap kury, etap koguta i etap pracującej na dwa pełne etaty (praca + dom z obłożnie chorym mężem). Każda sytuacja uczy doceniania drugiej osoby, bo dobitnie pokazuje ile ma na głowie i ile robi.

    OdpowiedzUsuń
  17. U nas majówka w szpitalu...zatrzymujemy naszą Gabrysie w brzuszku.... A co do koguta domowego to już od lutego wszystko jest na głowie Męża, ale nie narzeka...dzielnie i z uśmiechem daje sobie radę ze wszystkim :) czasem panuje lekki bałagan ale pracuje do 18 a czas dla siebie też musimy mieć ;)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo no to mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku i szpital to w waszym przypadku nic strasznego? Nadal trzymam kciuki :) dobrze, że Mąż Was wspiera ;)

      Usuń
    2. Póki co sytuacja opanowana i mogłyśmy wrócić do domu, ale lekarze nie dają szans na donoszenie do 40tc...Nie wiem za kim taka szybka ta nasza córka.
      Monia

      Usuń
  18. Prawdą jest, że same uczymy panów marudzenia, podtykając im pod nos najsmaczniejsze kąski... /doceniają dopiero,, gdy sami cokolwiek przygotują...
    Dawno mnie tutaj nie było powinnam nadrobić zaległości, bo tak naprawdę nie wiem co się z wami dzieje...
    Pozdrawiam serdecznie
    Miłej Majówki
    :)\
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  19. Mojemu facetowi nie muszę pisać kartek chyba by sie za nie obraził :-P woli sie wykazać i jak czegoś nie wie to albo zapyta albo internet pomoże. Np patrzę ostatnio kupuje salate ser feta itp i okazuje się że zrobi mi salatke dziś będę próbować ;-)

    OdpowiedzUsuń