15 kwietnia 2014

Rzeczywistość, a dziecko


Po podróży poślubnej przyszło nam zmierzyć się z rzeczywistością. Na szczęście mieliśmy jeszcze tydzień urlopu i spędziliśmy ten czas u rodziny pod Warszawą. Ciężko było wrócić. Przede wszystkim na początku ciągle wydawało nam się, że w Polsce jest ranek, słońce niby świeciło, ale było szaro, buro i ponuro. Gdzie te wszystkie kolory z Afryki? Pan Poślubiony zdążył zachorować i w sumie ten tydzień u rodziny calutki przechorował. Był strach o chorobę tropikalną, ale okazało się, że to po prostu zatoki i zmiana klimatu.

Potem przyszedł czas na pracę i powrót do rutyny. Mimo tego, że mieliśmy czas żeby przyzwyczaić się do Polski, nic to nie dało i poniedziałkowy ranek był ciężki, szczególnie dla mnie Pani Poślubionej, bo Pan Poślubiony jako, że dalej chorował smacznie spał w domku, a ja już o 8.00 odpaliłam jednostkę centralną po to aby przez kolejne 8 h posiedzieć przed komputerem.

Nie o tym jednak miał być mój post. Mój post miał być swoistego rodzaju przemyśleniami. Jak niektóry stali czytelnicy pamiętają odstawiłam tabletki antykoncepcyjne. Dla mnie była to wielka zmiana i oznaczała głównie to, że na pewno w ciągu najbliższych trzech miesięcy będę w ciąży, bo przecież to nie możliwe żeby kochać się i nie zajść w ciąże. Dni niepłodne? W szkole i w domu zawsze powtarzano mi starczy ten JEDEN raz! Ile się słyszało o wpadkach...

W ciąży nie planowałam być i pisaliśmy nawet z Panem Poślubionym dawno, dawno post o dzieciach i naszym podejściu do nich. Przyznam szczerze, że z mojej strony podczas brania tabletek instynkt macierzyński był zerowy, tak samo jak libido ;p. Jak jest teraz? Cudownie. Przede wszystkim w końcu poczułam moje ciało. Nauczyłam się go słuchać. Wiem kiedy mam owulację, czuję ból, rozumiem swoje nastroje i jestem dla siebie wyrozumiała i czerpię z tego co się dzieje z moim ciałem garściami.

Nauczyłam się słuchać mojego ciała. Tabletki wcześniej go zagłuszyły, a teraz jakbym czuła wszystko na nowo. Nie wiem czy oglądałyście ostatni odcinek Kuby Wojewódzkiego, była tam Agnieszka Chylińska i mówiła nawet o dniach płodnych i o tym jak się wtedy czuje. Chciałam wtedy śpiewać do niej "Mam tak samoooo jak Ty...." w tych dniach Pan Poślubiony również jest dla mnie jak Brad Pitt, ciacho, ciasteczko taki do całowania. Zrozumie mnie chyba tylko druga kobieta, która też nie bierze tabletek. Hormony. To właśnie wszystko ich sprawka.

Ich sprawką są też pewne gnębiące mnie myśli. Instynkt macierzyński. Szaleje, wariuje, masakra. Jednak nadal mam tak, że jednego dnia chcę mieć dziecko, kupowałabym już łóżeczko, oglądała wózki, wybierała ubranka. Jednak następnego dnia myśl o dziecku mnie przeraża. Przecież to wielka odpowiedzialność, trzeba wyremontować łazienkę, położyć panele w pokoiku, kupić porządny odkurzacz, no i Pan Poślubiony nie ma nawet pracy. Gdzie tu dziecko przy naszych zarobkach i naszych 38 sqm??? Jak potem znajdziemy pieniądze na pieluchy, ciuszki, zabawki, przybory szkolne, prezenty? Innym razem myślę sobie: pieniądze się jakoś znajdą, to nie jest najważniejsze, poza tym zawsze będzie coś.

Tu pytania do was drogie mamy. Jak wy czułyście się planując ciążę? Jaki jest według was najlepszy moment na dziecko? Warto poczekać, czy nie czekać i działać?

Rozmawiałam o tym z Panem Poślubionym. On tez ma wahania, ale na razie jest na etapie, nie wiem, nie chcę, jeszcze nie teraz, zobaczymy co z pracą, może za rok, a może za kilka lat. Choć wiem, że gdybym przycisnęła to byłabym teraz w ciąży, ale złapać męża na dziecko? To nie w moim stylu, choć znam i takie osoby, ja nie potrafiłabym tak. To musi być nasza wspólna decyzja, a jeszcze lepiej jakby Pan Poślubiony stanął przede mną i spytał: "Kochanie może już czas?"

Zanudziłam was moimi rozterkami. Wiem, przepraszam. Następnym razem będzie śmiesznie. Byle do kolejnego posta, Pan Poślubiony chce wam zdradzić cudowny przepis na.... a to już sami zobaczycie ;)

Pozdrawiam,
PANI POSLUBIONA

76 komentarzy:

  1. My jesteśmy jeszcze przed ślubem a ja też tak mam ... Serducho by już chciało mieć maleństwo, ale na razie wygrywa rozum.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pobraliśmy się chwilkę po Was. Od początku śledzę Wasz blog i znajdujemy się w podobnym miejscu na mapie życia. Na jesień odbieramy klucze do naszego mieszkania. Czasami mam wrażenie że pragnienie dziecka jest silniejsze ode mnie. Czuję tak silny instynkt macierzyński że sama się dziwię, ale to jeszcze nie czas. Niedawno zaczęłam pracę, załatwianie kredytu, urządzanie mieszkania. Tak wiele się dzieje, a chciałabym przejść przez ciąże w spokoju, by wszystko było przemyślane. Rozsądek nakazuje czekać. Ale bliscy mówią, że kiedy pojawi się dziecko wszystko samo się ułoży i pieniądze się znajdą. Więc jak to jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jak to jest??? Serce by chciało, jednak rozum musi wygrać...jak na razie :(

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Jest trudno, ale trzeba sobie to przetłumaczyć, że to tylko dla dobra naszego i maleństwa. :)

      Usuń
    4. Mam identyczne myśli ... ślub wzięłam w lipcu 2013..ja mam 22 lata... mąż- 30ści. Mamy warunki mieszkaniowe, mąż ma stałą pracę, ja jeszcze studiuję, ale za 2 miesiące konczę. Z jednej strony chcialabym isc do pracy, by nie osiąść na stałe z dzieckiem,a z drugiej...gdyby mąż był z mojego wieku...to bym patrzyla na to inaczej. Ale jednak mąż jest starszy 8 lat... No ale myślę, ze to się chyba samo "wykluje" jakoś ;-) Ale rozumiem...bo mam takie same dylematy ..z jednej strony mega instynkt macierzynski, z drugiej - tego sobie nie wyobrażam na razie. Jednym razem szukam wozka dziecięcego, z drugiej strony pukam się w głowę!
      :D

      Usuń
  3. Napiszę Tobie tak..
    Ja kocham się z moim mężem od 4 lat bez zabezpieczenia, kilka/kilkanaście razy doszło do wytrysku we mnie i dziecka jeszcze nie mamy. Nie wiem czy to wynika z faktu, że "głupi ma szczęście" czy, że może coś z nami nie tak, ale sama zaczyna się zastanawiać dlaczego jeszcze "nie wpadliśmy" :-)
    Co do brania tabletek, jestem temu przeciwna. Nigdy ich nie brałam i nigdy brać nie zamierzam. I wiem też, że nie sa one gwarancją na to, by nie wpaść. Mam kilka koleżanek dziś mam, które właśnie brały tabletki i zaszły w ciąże.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas sprawa była prosta, chcieliśmy dziecko i przystąpiliśmy do działania :) Mój mąż też wtedy nie miał pracy, znalazł ją w momencie kiedy zaszłam w ciąże, więc idealnie :) Teraz mamy dwójkę chłopców, równie mocno wyczekiwanych :)

    Dzieci to szczęście, zobaczycie, że wtedy wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo iż ja nie jestem matka i nie chcę być, to mam pewne swoje własne przemyślenia na temat planowania posiadania dzieci,a mianowicie uważam, że trzeba się dobrze do tego przygotować,a nie iść na żywioł. Nie rozumiem ludzi, którzy mając ciśnienie na dziecko nie myślą o niczym innym, nie myślą o sytuacji finansowej, mieszkaniowej. Nie myślą, kto zajmie się tym dzieckiem, kiedy oni będą musieli wrócić do pracy. Znam tyle takich przypadków, gdzie ludzie świadomie decydują się na dziecko, nie mając na to warunków i potem zaczynają się schody, problemy i narzekanie na wszystko. Według mnie to jest zbyt poważna decyzja, decyzja na całe życie i nie należy podejmować jej zbyt pochopnie i wychodzić z założenia, że jakoś to będzie, że jakoś damy sobie radę. A czy nie lepiej zamiast tego JAKOŚ być na przyjście dziecka przygotowanym pod każdym względem?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem bezdzietna z wyboru, więc właściwie pewnie się nie powinnam wypowiadać, ale się wypowiem, bo patrząc z boku też się coś tam dojrzy :-)
    "Najlepszy moment na dziecko" kojarzy mi się niestety mało pozytywnie - z książką "Poczwarka". Mąż powiedział do żony po iluś tam latach małżeństwa i wielu kalkulacjach z ołówkiem w ręku: "Teraz możemy sobie pozwolić na dziecko" (czy jakoś tak to brzmiało). A gdy urodziła się tytułowa "poczwarka", dziewczynka z zespołem Downa, okazało się, że mimo tych wszystkich kalkulacji facet wcale nie dorósł do roli ojca...
    Wydaje mi się, że dobry moment (no bo najlepszego to nie ma i już) jest wtedy, gdy oboje partnerów tego dziecka chce. Tu i teraz chce. Tylko tyle i aż tyle :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Małgorzata Sapińska- Prawda jest taka, że nie da się być przygotowanym na dziecko pod każdym względem;) Nawet jak masz dobrą pracę i mieszkanie 5-pokojowe, to jutro możesz go nie mieć, nawet jak przeczytasz nie wiadomo ile książek o wychowaniu, to zawsze jednak Twoje własne dziecko Cię czymś zaskoczy, nawet jak myślisz że jesteś gotowa/y to może się okazać, że jednak nie jesteś- ta książka o której pisze Arietta genialna jest, choć przeraźliwie smutna.
    My wielu rzeczy rzeczywiście nie mamy, nie możemy sobie pozwolić na drogie prezenty, drogi wózek, zagraniczne wycieczki, ale mamy siebie- naszą czwórkę;) Tak naprawdę rzeczy, pieniądze, prezenty małe znaczenie mają.
    Czy planowałam jakoś szczególnie ciążę? Nie;) My po prostu stwierdziliśmy pewnego dnia, że nie chce nam się czekać;) Będzie dziecko, to będzie, warunki materialne mamy względne, więc żebrać nie będziemy, kto wie, czy kiedykolwiek będą lepsze? Czekać aż wszystko będzie idealne to do śmierci można... I tak począł się Antoś. Finansowo jest ok, na chleb i czynsz starcza, wyprawkę w dużej mierze miałam zdobyczną albo używaną kupioną, ale np ciążę prowadziłam prywatnie- coś za coś;) Potem z drugim dzieckiem było podobnie. Chwila refleksji- na co czekać? Z czasem będzie coraz trudniej się zdecydować. I tak poczęło się Maleństwo:)
    "Wydaje mi się, że dobry moment (no bo najlepszego to nie ma i już) jest wtedy, gdy oboje partnerów tego dziecka chce. Tu i teraz chce. Tylko tyle i aż tyle :-) "- no podpisuję się pod tą wypowiedzią rękami i nogami:)
    Jeśli czujecie, że macie warunki wystarczające, żeby utrzymać dziecko, i chcielibyście je mieć- no to ja bym nie czekała, bo i na co?:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. a moim zdaniem tego typu tematy nie powinny byc poruszane na blogu. to jest sprawa dwojga ludzi i po co inni maja to komentowac czy osadzac..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimku przesłodki, Autorka bloga zadała pytanie na ten temat, więc chętni się wypowiadają.
      Idź rozsiewać dobro, szczęśliwość i mundrości gdzie indziej.

      Usuń
  9. Wcale nas nie zanudzasz. To jest Twoje/Wasze miejsce, Wasz blog, więc piszcie co chcecie i nie słuchajcie nikogo! Myślę, że wiele kobiet ma podobne przemyślenia i chętnie czyta takie posty.

    OdpowiedzUsuń
  10. My bardzo pragnęliśmy dziecka już przed ślubem dużo o tym rozmawialiśmy i wiedzieliśmy że zaraz po będziemy się starać o nasza kruszynkę :) i też nie do końca mieliśmy a nawet można powiedzieć że mamy życie przystosowane do przyjścia dziecka na świat. Chodzi o względu mieszkaniowe mieliśmy wszystko ogarnąć przed przyjściem córeczki na świat....ale od 4 miesiąca ciąża przestała przebiegać tak jak sobie to wymarzyłam i wiem że nie ze wszystkim zdążymy (całe szczęście mamy się gdzie podziać, chodź wiadomo że na swoim to na swoim). Pomimo wszystko jesteśmy zakochani w naszej Gabrysi po uszy...każde USG każdy kopniak to cudowne momenty :) i nie możemy się doczekać lipca kiedy będziemy tulić nasz mały cud w ramionach ...mimo wszelkich przeciwności. Czasem też się zastanawiam jak to będzie przecież już nigdy nie będziemy sami, beztroscy teraz już jesteśmy odpowiedzialni za tego małego człowieczka...ale instynkt u nas zwyciężył :)
    Pozdrawiam Monia

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooooch Kochana.... Mialam takie same ogromne i glebokie dylematy w temacie "DZIECKO". Ja jestem z takich osob, ktore lubia miec wszystko w zyciu poukladanie i zaplanowane. Zawsze chcialam wyjsc za maz w wieku 25 lat, udalo mi sie w wieku 24, rok po slubie planowalam dziecko, ale.... Pojawilo sie wielkie ALE. Okazalo sie ze nie mam za grosz instynktu macierzynskiego. Wrecz czulam niechec do dzieci, nigdy nie potrafilam rozmawiac z dziecmi, nie bylam z takich co to na widok niemowlaczka zaczynaja swoje "och" i "ach". Uwazalam , ze dzieci sa brzydkie, smierdza, i dra sie dnie i noce. I nagle mialabym sobie samej zrobic takie "cudne dzieciatko"??? Co to, to nieeee.... Zaraz po slubie zarowno rodzice jak i tesciowie zaczeli na nas strasznie napierac, domagac sie wnuka, dopytywac... To bylo okrrroooopne!!!! nie pozwolili nam podjac naszej wlasnej decyzji, tylko przy kazdym spotkaniu, roznowie telefonicznej (bylismy juz w UK) zadreczali nas pytaniami o dziecko! Nigdy nam nie powiedzieli jak wielkim obowiazkiem i odpowiedzialnoscia jest posiadanie dziecka, ile to wyzeczen i poswiecen.... Wtedy obiecalam sobie, ze nigdy nie bede wlasnych dzieci przymuszac do posiadania dziecka tak jak oni nam to robili. Mimo wszystko po ok 2 latach malzenstwa sama zaczelam czuc ten instynkt. Odstawilam tabletki antykoncepcyjne, i tak jak mowisz, po 5 latach ciaglego brania pigulek wreszczie poczulam o co chodzi w tym seksie, owulacji, popedzie, porzadaniu i tych wszystkich innych bajerach, wczesniej tez nie wiedzialam ;) Zachcialo mi sie dziecka z calych sil i mimo iz maz stawial jeszcze opory, szybko go przekonalam. Prawde mowiac, do tej pory wydaje mi sie ,ze do jakiegos stopnnia wymusilam na nim chec posiadania dziecka, ale nie wiem czy znam jakiegokolwiek faceta, ktory sam od siebie zapragnalby zostac ojcem. Wiekszosc chyba posiada dzieci z przypadku... Wiec z jednej strony pragnelam dziecka z calych sil, z drugiej strony balam sie tej wielkiej zmiany, niewiadomej i wszystkiego innego zo co wiarze sie z odpowiedzialnoscia za nowe zycie... Odkad mieszkamy w Anglii, nigdy nie mielismy problemow finansowych wiec nie balismy sie o to czy damy rade finansowo. raczej obawialam sie tego, ze rodzice sa tak daleko i nie damy rady zajac sie dzieckiem. O pierwsze dziecko staralismy sie pol roku i kazdy kolejny miesiac nieudanych prob wprowadzal mnie w zalamanie. Nie wiem co czuja osoby, ktore staraja sie latami bez efektow, Ja bym chyba umarla!!! cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za Twoją wyczerpującą odpowiedź. Ja właśnie przy braniu tabletek miałam tak samo. Rodzice naciskali i naciskają, ja się wkurzałam i teraz w sumie też wkurzam, bo nie lubię takiego naciskania, to ma być tylko i wyłącznie nasza decyzja. Teraz instynkt się odezwał i myśli o dziecku są coraz intensywniejsze, a strach też jest...czy damy radę itp.

      Dokładnie bez tabletek to jest niebo, a ziemia, więc teraz wiem, jak bardzo działają one na organizm kobiety i ile się traci...

      Usuń
    2. Nie znasz takiego faceta? To muszę Ci przedstawić mojego:) U nas jest tak że to narzeczony już teraz chciał by malucha za to ja mam pełno obaw, i mowie "jeszcze nie teraz"

      Usuń
    3. To straszne, że rodzice Was zadręczali pytaniami o dziecko. Wg mnie to powinna być Wasza decyzja, a nie dziadków. Dziecko to nie zabawka - nie wyłączy się go kiedy się znudzi, jest się zmęczonym itd. Taką decyzję trzeba podjąć świadomie.
      Fajnie, że poczułaś instynkt macierzyński ;) Z tego co wiem, mężczyźni też czują potrzebę bycia rodzicem, autorytetem tylko się do tego nie przyznają ;)

      Usuń
    4. Wenus mam nadzieję, że i Pan Poślubiony wypowie się tu na blogu w kwestiach dziecka ;) czasem jako przemyślenia bardzo mnie zaskakują (pozytywnie) mimo, że dużo rozmawiamy! :) Co do rodziców to już im kilka razy mówiłam: Basta! To nasza sprawa! Ale i tak są jeszcze rodzice Pana Poślubionego, ciotki, wujkowie, babcie itp. z tym nie da się walczyć...

      Usuń
    5. Tak, z tymi rodzicami to masakra niestety. Takie typowe zasciankowe polskie myslenie... :/ U nas babcia tez gadala, i ciotki gadaly...ludzie niestety lubia gadac, dopytywac a pozniej wymyslac swoje historie: "na pewno nie moga miec dzieci, w koncu juz tyle lat sie staraja" Starsze pokolenie chyba nie bierze pod uwage tego, ze mlodzi nie chca od razu bawic sie w pieluchy. Moze mezczyzni boja sie jeszcze bardziej niz my kobiety? Wkocu od praczasow to na nich spoczywal obowiazek utrzymania potomstwa. CO prawda teraz role zupelnie sie wymieszaly, ale moj maz mial tez bezpodstawne obawy, ze moze nam byc ciezej finansowo.

      Usuń
    6. Da się walczyć.
      Stanowczością, która czasem niestety może być odbierana jako bezczelność i krótkim podejściem do sprawy ("Dziecko będzie wtedy, kiedy będzie. To nasza sprawa.Dziękujemy za troskę i zainteresowanie, ale to NASZA sprawa." )
      Nienawidzę z całego serca takiego nietaktownego do bólu wpierdzielania się w czyjeś życie intymne ( znienawidziłam jeszcze bardziej po historii koleżanki, która długo nie mogła zajść w ciążę, a jako osoba "cicha i pokornego serca" nie umiała powiedzieć rodzince, żeby zamiast dziamgotać jej ciągle o dziecku - nie powiedziała im o problemie z zajściem - zamknęli paszcze ).
      Polska mentalność rodem z dupy- masz męża, to i MUSISZ mieć dziecko- najlepiej zajdź w ciążę w drodze od ołtarza pomiędzy toastem a sałatką i urodź od razu szóstkę- żeby każdego zadowolić.
      Kurde.

      Usuń
    7. Ja zaczęłam na pytanie "kiedy" odpowiadać pytaniem "a kiedy drugie/trzecie?" - wersja dla dzieciatych, "jak znajdziesz pracę"- wersja dla upierdliwie pytających bezrobotnych i od tych osób lawiny pytań się skończyły. :p A teraz albo mówię "pomidor", albo "miało być wczoraj, ale nie dowieźli", albo opieprzam, że to nasza sprawa, jak ktoś wyjątkowo tępy i oporny. Nie przestanie mnie zadziwiać to zjawisko zaglądania w macice.

      Usuń
    8. Chyba zacznę używać tekstu ?miało być wczoraj, ale nie dowieźli" hehehe padłam!

      Usuń
    9. Doooooobre!
      Mojej koleżance, która mieszka z facetem od paru lat, ale nie są nawet zaręczeni, bo tak im jest dobrze, poradziłam kiedyś, żeby na zjeździe rodzinnym, jak durne ciotki smęciły 'To kiedyyyyyyyyyyyy śluuuuuub?" odpowiedziała "Oczywiście, że dopiero wtedy, kiedy mój M. zajdzie w ciążę!" Podziałało.

      Usuń
  12. W koncu Zaszlam w ciaze, bylam wniebowzieta, choc koncowka ciazy wiazala sie z mega skrajnymi uczuciami, strachem i obawami. Urodzil sie nasz pierszy syn i wszystko byloby super, gdyby nie to, ze od razu dostal diagnoze choroba watroby, w wieku 1 miesiaca mial operacje, przez pierwsze miesiace wiecej czasu spedzilismy z nim w szpitalu niz w domu. Masakra, Nie tak sobie rodzice wyobrazaja swojego niemowlaczka. Kazdy marzy o pachnacym rozowym bobasku ktory spi dnie i noce, budzi sie tylko by obdarzyc usmiechem swoich rodzicow. Nasze dzieko bylo chude brzydkie i ponaranczowe... Przeklinalismy Boga, ze dal nam takie dziecko. Do tej pory nie wiem dlaczego. Nie pilismy, nie palilismy, zawsze dbalam o diete, o ruch, o wszystko. A tu cos takiego... Chyba z pol roku zajelo nam pogodzienie sie z losem. Synek po operacji zaczal nabierac masy, normalnych kolorow, zaczal wygladac jak kazde inne dziecko, z ta roznica , ze z kazda infekcja czy byle choroba trafialismy do szpitala na cale tygodnie i tak jest do tej pory (teraz ma 5 lat). Mimo wszystko od razu chcelismy miec drugie dziecko, z wielu powodow: moja mama miala dziecko jedno po drugim i ja tez tak chcialam, jednoczesnie egoistycznie chcielismy sobie zrekompensowac posiadanie chorego dziecka drugim: zdrowym. Teraz starszak ma 5 lat, mlody 3 latka (staralismy sie on niego rok!), nie zamienilabym tego zycia na zadne inne. Posiadanie dzieci zmienia zycie o 180 stopni, nie mozna sie przygotowac na te zmiany. wszystko jest inne, wszysko ma wiekszy sens. W koncu czlowiek wie dla kogo zyje, dla kogo prasuje po nocach, dla kogo gotuje, uczy sie, pracuje... Nikt nie cieszy sie z drobnostek tak jak dziecko, z cukierka, z robaka na chodniku, z samolotu na niebie. I nic nie daje takiej radosci jak patrzenie na rosnaczego malucha, na pierszy usmiech, pierwszy krok, pierwsze slowo, kazde kolejne slowo... cdn

    OdpowiedzUsuń
  13. dziecko dopelnia zycie, nadaje mu sens. Niestety sa tez ciezkie chwile, jest odpowiedzialnosc. Odkad mamy dzieci, spedzilismy we dwoje raptem 2 tygodnie, kiedy to rodzice zdecydowali sie zostac z chlopakami, gdy jechalismy na wakacje. Poza tym mamy ich na glowie dnie i noce. Choruja, budza sie w nocy, wieczorem nie chca spac, rano nie chca wstac, no chyba, ze jest weekend i czlowiek chcialby troche pospac. Nie mozemy na nikogo liczyc, rodzine mamy daleko. Ale jakos jest. Dzieci zdecydowanie umocnily nasz zwiazek. Zawsze bylismy ze soba szczesliwi i dzieci sprawily , ze jest jeszcze lepiej. Znam duzo nieudanych zwiazkow , ktore licza, ze pojawienie sie dziecka na swiecie poprawi ich relacje. NIE. Nie poprawi. Wrecz przeciwnie. Dzieci to przeogromny obowiazek do konca zycia. Wasz zwiazek z mojego pukntu widzenia jest super udany. Nigdy nie bedziecie mogli zdecydowac, kiedy jest najlepszy czas na posiadanie dziecka. Ja teraz z perskeptywy czasu mysle, moglismy sie zdecydowac na dziecko cz rok wczesniej, no ale wtedy nie bylimysmy na wakacjach w Turcji, nie zwiedziibysmy jeszcze paru fajnych miejsc, nie uknoczylibysmy kursu X i nie poznalibysmy paru fajnych osob... Nie ma najlepszego czasu na dziecko, to znaczy jest, ten kiedy WASZE DZIECKO pojawi sie na swiecie. "Ten z gory" wie co robi, nawet fakt, ze nasze dziecko jest chore, byl dla nas gdzies zapisany i tez obrocil sie na nasza korzysc na milion sposobow ale to juz za dluga historia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za Twoją historię...dla mnie jest naprawdę wyjątkowa i jesteście bohaterami :) z pewnością masz cudownego męża, że pomimo choroby waszego pierwszego dziecka, on nadal jest, kocha i pomaga, a nie każdy facet byłby na tyle odpowiedzialny. Masz rację dziecko to właśnie ogromna odpowiedzialność i tego się chyba z Panem Poślubionym boimy. Ja nie liczę na to, że zawsze będzie różowo i pewnie jeszcze wiele przed nami. Boję się właśnie CO nas czeka i czy podołamy. Choć świetnie się z Panem Poślubionym dogadujemy i mamy podobne patrzenie na świat, to czasem boję się co życie dla nas przygotowało!

      Usuń
    2. nie dziekuj :) Tak, moj maz jest cudowny i udowodnil mi to milion razy. I tak jak piszesz, nigdy nie wiadomo Co Was czeka. Na szczescie zdecydowana wiekszosc dzieci rodzi sie zdrowych wiec badzcie dobrej mysli. Tak jak Patrycja pisze, podejscie, ze "jakos to bedzie" jest straszne, ale znam osoby, ktore takie wlasnie podejscie maja. Widze, ze Wy nie, wiec BEDZIE DOBRZE :*

      Usuń
  14. Nie znoszę tabletek anty. To straszy syf a spadek libido to najmniejszy minus.
    Co do momentu na dziecko - też uważam, że dobry moment będzie taki, kiedy oboje uznacie: "chcemy!". Olej gadki o tym, w jakim czasie po ślubie powinno się dziecko pojawić. Chociaż milion osób będzie Wam chciało powiedzieć, że wie najlepiej. Nie wie, bo to nie ich życie.
    Rada jedna - nic na siłę. Śmieszy mnie podejście w stylu "jakoś to będzie". Dziecko to nie wieszak na ubrania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja ze swojej strony powiem tylko tyle. Idziesz do lekarza on zaczyna Ci mówić "Wie Pani ma Pani pewnie problemy, ale nie ma się czym martwić bo moje pacjentki jeździły po różnych klinikach, próbowały in vitro, aż w końcu odpuściły wyluzowały i dziecko jest. I co na początku szok, nie dochodzi ta informacja.. ja nie mogę mieć dzieci??? co jaaaa??" Co czujesz??? Wiem co czujesz chcesz tego dziecka. Najbardziej na świecie. Oddałabyś wszystko za ujrzenie dwóch kresek na teście i wysłuchanie serducha. Dlaczego tak jest że jak człowiek może to nie chce, a kiedy nie może oddałby wszystkie skarby świata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech...tak jest i tak musi być. Ci co nie chcą lub po prostu się nie starają mają od razu, a jak Ci zależy, to nie ma i nie ma... My wzięliśmy ślub w sierpniu 2011, czyli niemal 3 lata temu. Badania oboje mamy niby OK i nic... Testów już nie robię, bo mnie dołują (chyba, że owulacyjne, żeby zobaczyć 2 kreski ;) ) i lekarz jedyne co zaleca, to wyluzować... tjjja- wyluzować, jak 30-stka się zbliża, a tu nic, a tak bardzo by się chciało :( Niby radzę sobie z tym jakoś, zajmuję się czymś innym, podróżuję, pracuję, ale czasem przychodza takie chwile, kiedy ciężko jest żyć i przychodzą myśli, że jako kobieta jest się bezwartościową... :( Wszystkie moje najbliższe koleżanki i przyjaciółki mają dzieci, choć tylko jedna z nich naprawdę o tym marzyła. Jeśli to, co pisałaś opisuje Ciebie, to w pełni Cię rozumiem i moje doświadczenia w tej materii wyglądają bardzo podobnie :( Niestety to nie jest sprawiedliwe... :(

      Usuń
    2. "ale czasem przychodza takie chwile, kiedy ciężko jest żyć i przychodzą myśli, że jako kobieta jest się bezwartościową... :( "
      Za takie myśli to kop w doopkę się należy i niniejszym go wykonuję (tu wszelkie odgłosy z kopem związane).
      O wartości kobiety nie świadczy ani jej płodność, ani umiejętność gotowania, ani znajomość Kamasutry wzdłuż i wszerz, ani... (i tu niech każda z nas doda coś, czego brak jej wytykali bliźni lub co ją osobiście uwiera).
      Kobieta też człowiek, przede wszystkim :-)

      Usuń
    3. Zajebiście niesprawiedliwe... Ja też żyje, pracuje, ciesze się śmieje, ja na sto procent nie wiem. Usłyszałam takie słowa na pierwszy rzut nie potwierdzone na sto procent.One do mnie nie doszły na początku w ogóle, ani jedno słowo!! Ja długo, bardzo długo broniłam się przed wizytą, czułam chyba że usłyszę coś nie dobrego. Zresztą kobiety to jednak mają intuicje... ja wyszłam z gabinetu prawie w euforii, że w końcu poszłam bo zawsze coś ktoś. Owszem w głowie zakodowałam słowa in vitro, klinika, bezpłodność, jajnik prawy powiększony, ale ja bardziej wyryłam słowa z początku zdania które wcześniej napisałam "Nie ma się co martwic na zapas, przychodzą do mnie pary bla bla bla" Dopiero wieczorem wszystko do mnie doszło. Był płacz, ale staramy się myśleć pozytywnie. Najbardziej boje się co będzie po ślubie... jak zaczniemy starania, teraz sobie mówimy że na pewno się uda, ale gdzieś z tyłu głowy krąży "a co jak się nie uda?" Ja o sobie mówiłam, czasem mówię.... czy myślę.... wybrakowana. Wiem co czujesz. Mi nikt na 100% nie powiedział że nie mogę. Teraz ślub przygotowania, więc staram sie nad tym nie zastanawiać.

      Jeszcze się odezwę :*

      Usuń
    4. dzięki ;) ja to wiem, ale całe otoczenie wymaga ode mnie tylko jednego i ciągle daje do zrozumienia, że po to jestem na świecie... nie liczy się dla nich praca, pasje, osiągnięcia, czy normalne życie, tylko to, czy spełniło się swój "kobiecy obowiązek".

      To nie tylko kwestia nadgorliwych cioć czy teściów, ale nawet w pracy ciągle nam dogadują znajomi, że "bykowe powinniśmy płacić" ;) w ogóle żyję własnym zyciem i nie myślę o tym zbyt często, nie mam z tym problemu, choć jest mi smutno, że chcę i nic, ale kiedy za dużo osób na mnie wsiądzie, to są takie chwile kiedy zastanawiam się czy nie mają racji... W sumie jest to istota egzystencji i baaaaaardzo spłycając jest to sens pojawienia się na świecie każdego żywego organizmu ;)

      Usuń
    5. do życie-przed-i-po :
      no cóż, to się wydaje okrutne, ale można czuć się wybrakowanym w takiej sytuacji, nawet podświadomie, kiedy patrzy się po prostu na biegające dzieci, roześmianych rodziców, czy nawet tych szarpiących się ze złośliwym bachorem, żeby siedział spokojnie w autobusie... Oni klną na dziecko, a ktoś inny dałby niemal wszystko, żeby móc się tak powściekać... co do jajnika, to nie przejmuj się na zapas- moja przyjaciółka mając jeden usunięty po nowotworze, a drugi nie do końca sprawny zaszła w ciążę, więc może nie jest tak źle... jedno, co ciągle stresuje, to niekończące się pasmo badań nic nie dających i nie wyjaśniających. Z dwojga złego lepiej wiedzieć co jest i działać tak, żeby było jak najlepiej.

      Trzymam za Was kciuki, teraz o tym nie myśl, skup się na przygotowaniach, a może samo przyjdzie...Skoro to kwestia jajnika, to nie jest źle, bo to nie musi wcale znaczyć, że będzie problem, a poza tym lekarz wie już pod jakim kątem Cię diagnozować dalej :) Na pewno będzie dobrze, tylko luuuuuuuuuuuuuuuz (czego i sobie życzę, choć to trudne) :)
      Jakbyś miała pytania dot. lekarzy czy sposobów leczenia pisz na wsa.dorotka@gmail.com

      Usuń
  16. Nie zanudziłaś, a wręcz przeciwnie. Zycie to nie tylko rozrywka, fajne chwile etc., a także codzienne problemy czy rozmyślania.

    My ostatnio ze znajomymi o tym rozmawialiśmy, bo jeden kolega został wujkiem. Siostra ma lat 26, w tym roku będą 2 lata po ślubie i dla kolegi dziecko urodzone teraz to straaaasznie szybko.
    I schemat jest jeden, generalnie podobny jak przy ślubie ;) To zazwyczaj kobieta chce i czuje. Ja osobiście jeszcze nie, ale na razie zajmuje mnie wiele innych rzeczy - praca, dodatkowe projekty, przygotowania ślubne, myśl o zmianie pracy i miejsca zamieszkania. Nie wiem co będzie za pół roku albo za rok. Ale wiem, że tak naprawdę teraz jest biologicznie najlepszy wiek na posiadanie dziecka (w tym roku kończę 23). Mając te 26 to biologicznie najwyższa pora, zwłaszcza jeśli planuje się mieć więcej niż jedno dziecko.
    W dzisiejszych czasach mocno trzeba się liczyć z aspektem społecznym. Wiele par mają lat 20-kilka nie może sobie na dziecko pozwolić. Dopiero kilka lat po studiach zaczynają na tyle stabilne życie, żeby móc o tym myśleć.
    Z drugiej strony, o ile ktoś nie jest milionerem, to nigdy nie będzie takiego momentu w życiu, że wszystko będzie idealnie przygotowane. Każdy chciałby mieć duże mieszkanie, nowy samochód, podróże w wakacje i oszczędności do końca życia. Ale czy to jest najważniejsze?
    Do tego dochodzi częsty argument, że przy dziecku to się życie kończy, który naprawdę potrafi faceta wystraszyć - widziałam to po opiniach moich kolegów.

    Ostatecznie to decyzja dwojga ludzi. Sama nie chciałabym długo po ślubie czekać, ale nie zaplanuję naszego chcenia lub niechcenia. Samo przyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie o to chodzi...ja w tym roku skończę 24 lata, a fajnie byłoby mieć tak z trójkę dzieci...dla większości moich znajomych myślenie o dziecku w tym wieku to też straaaasznie szybko..a jak dla mnie to właśnie najwyższa pora. Zobaczymy co czas przyniesie i co z tego wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też chciałam (chcieliśmy) mieć trójkę, ale czas starania o pierwsze zweryfikował moje plany dość radykalnie :(

      Usuń
    2. Czytałam też wyżej Twój komentarz...właśnie tego się boję...co z naszą płodnością? Teraz też się tyle mówi, że dużo par po prostu nie może mimo, że chce :( smutne to..jak będzie z nami to się okaże... za was trzymam kciuki i z całego serca życzę Ci, żeby jednak w końcu się udało!

      Usuń
    3. My o naszą Córcie staraliśmy się niby tylko 4 cykle, a każda nieudana próba to był stres i niepewność bo właśnie tyle się słyszy o problemach z płodnością u coraz młodszych osób.... Ale jesteśmy przykładem na to że mimo tego że bardzo chcieliśmy i bardzo się na tym skupialiśmy udało się :)
      Monia

      Usuń
    4. WOW, cztery cykle, kiedy to było ;)
      Myślę, że warto się bez stresu powoli zacząć starać, albo raczej przestać uważać. Wtedy jak "będzie" to dobrze, jak nie to będzie później.

      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć, ale bardzo mi miło, że tak piszesz :) U nas najgorsze to, że lekarze niewiele potrafią pomóc, bo nie wiedzą co jest nie tak, skoro wszystkie badania OK. Może po prostu za bardzo chcemy :)

      Usuń
    5. No to ja zdradzę wam, że my z Panem Poślubionym coraz mniej uważamy ;) dlatego zobaczymy co będzie, sam Pan Poślubiony powtarza, że jak już to wolałby być zaskoczony...co mnie dziwi ;) Postawiony przed faktem dokonanym. Hehe

      Myślę, że najważniejsze Dorota, że oboje jesteście zdrowi. Komórka jajowa żyje 24h tylko więc może po prostu macie pecha i nie trafiacie na czas? ;) Może tak też być, że za często się staracie? Sama nie wiem, nie ja tu jestem specjalistą, mi pozostaje tak jak już mówiła trzymać kciuki i życzyć powodzenia :)

      Usuń
    6. Póki co mamy sporo stersu i dojazdów do pracy (160 km dziennie codziennie). Od czerwca ma się to zmienić, bo się przeprowadzamy i zobaczymy. Szczerze mówiąc, możemy nie trafiać, bo przy takim trybie życia (od 5 do 20 poza domem) ciężko jeszcze kalkulować i wyliczać ;) a czasem, kiedy wydawałoby się, że powinny być +- te dni, to nie ma się nawet siły ;) więc czekam na przeprowadzkę ;) :*

      Usuń
    7. wolałby być zaskoczony- to tak jak mój... Oni traktują takie oficjalne starania się jak rozmnażanie zwierząt hodowlanych i czują się strasznie uprzedmiotowieni, więc (jesli dobrze zrozumiałam mojego) wolą po prostu nie organizować oficjalnego "open sezonu" na staranie, tylko iść na żywioł i co będzie to będzie ;)

      Usuń
    8. O to to! To ja mam męskie podejście w takim razie, idealnie powiedziane, "rozmnażanie zwierząt hodowlanych"! Ja muszę mieć luz i spontan, a dziecko żeby było owocem szału namiętności, o staraniach u mnie mowy nie ma. :p choć przy npr jednak trudno o niespodziankę, no ale byle to nie było polowanie na jajo.

      Usuń
  18. Naszym planem było wspólne mieszkanie, ślub i dziecko. Udało się to zrealizować. Wiadomo, że były jakieś obawy, szczególnie gdy zbliżał się ten nasz planowany ślub, a wraz z nim początek starań. Tak sobie zakładalismy, że po ślubie zaczniemy. Oczywiście 2 miesiące przed straciłam stałą pracę, jakże by inaczej prawda. :) Zawsze jak człowiek sobie zaplanuje, to coś pójdzie nie do końca po myśli. Pracę znalazłam jako taką, na zlecenie. No i pojawił się dylemat, ale tylko na 2 tygodnie. Czekać za pracą, która będzie a może nie będzie? Wiedzielismy, że damy sobie radę. Mimo, że w wynajmowanej kawalerce, a budowa dopiero miała się zacząć przy dobrym wietrze. Z końcem października już wiedziałam, że jestem w ciąży. W pracy udało się zmienić umowę, budowa dopiero rusza i może na jesień uda się wprowadzić, a póki co zostaje te 30 metrów, ale będziemy rodziną i damy radę. :)
    Oczywiście każda decyzja powinna być indywidualna, bo na pewno uzależniona od wielu czynników. My jesteśmy trochę starsi i po prostu mieliśmy dość czekania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. No właśnie ja tego też nie rozumiem. Ludzi nei mogą zajść w ciąże, a ja biorąc 4 lata tabletki zaliczyłam wpadkę! I gdybym jakiejś zapomniała, brała antybiotyk, popijała je sokiem grejfrutowym to bym zrozumiała, a tak nie wiem skąd te nasze dziecko ;) My nie byliśmy przygotowani na macerzyństwo. Co prawda studia pokończyliśmy, pracę oboje mieliśmy, bliżej nam 30-tki niż 20 tki a mimo wszystko nie mielismy instynktu macierzyńsko- ojcowskiego. Mała jest z nami 3 tygodnie i po prostu jest ;) Kochamy ją po swojemu, troszczymy się o nią i tylko czasami zastanawiamy się co by było z nami jakbyśmy nei zaliczyli wpadki. Czy dalej bylibyśmy razem, czy planowalibyśmy ślub czy może jednak byli w innych związkach. Mimo wszystko ta Mała jakoś nas jeszcze bardziej do siebie zbliżyła. Chociaż bałam się, że nieprzespane noce, płacz, kolki będą powodować u nas złośc i wzajemne odreagowywanie na sobie. A tu jednak jeszcze bardziej dbamy o siebie i troszczymy.
    Nie ma odpowiedniej pory na dziecko. Przynajmniej u nas takiej nie było i na taką się nie zapowiadało. I nie wiem czy kiedykolwiek decydowalibyśmy się na ślub, na dziecko i na cały ten zamęt gdyby nie to, że tabletka nei zadziałała.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzieci nie planuję raczej ( do tego szczerze mówiąc nie przepadam za niemowlakami- są...."niehigieniczne" cytuję Martego z MADAGASKARU:P ), ale podoba mi się podejście i argumenty Małgosi i Arietty.

    OdpowiedzUsuń
  21. Znajomi mieszkają w małym pokoiku z dzieckiem i jest ok. Tak że metrazem się nie przrjmujcie, bo to najmniejszy problem. :-)
    Moja jedyna rada dla Was: weźcie poprawkę na to, że w dzisiejszych podlych czasach mało której parze udaje się od razu. :-) Cieszcie się sobą, a dzidzia sama zdecyduje kiedy zechce zagniezdzic się w Twoim brzuszku. :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam dopiero 21 lat, a już miałam straszne parcie na dziecko, ale to nie ten czas. Masz rację, to musi być decyzja dwojga ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytam i prawie jak o sobie :) Też niedawno odstawiłam tabletki, nie dlatego żeby mieć dziecko, ale dlatego żeby przestać się faszerować, ustabilizować ciało, emocje. Czytam posta, komentarze - teraz ja śpiewam "mam tak samo jak ty!" Dzięki :)
    Z jednej strony chciałabym już mieć dziecko, instynkt szaleje (dobrze że mam kota :P a z drugiej strony odzywa się rozsądek - więc wolałabym jeszcze poczekać i ustawić się - i materialnie i mieszkaniowo. Ale tak sobie zawsze myślę - że jak jest dwoje ludzie, jest miłość, dogadują się - to dziecko nie jest wpadką i tragedią, więc musi się ułożyć. I tak Wam życzę - niech się ułoży, bo najważniejsze macie siebie, masę miłości, macie gdzie mieszkać. Będzie dobrze, i jeszcze raz dzięki za posta, uskrzydlił mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  24. <3
    To ze raz chcesz, a raz nie to normalka i będzie tak do... porodu ;)
    Ale moim zdaniem decyzja musi być wspólna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja koleżanka bardzo chciała mieć dziecko, a w ciąży co 2 dni się rozmyślała... jak dostała histerii na tydzień przed porodem (coś typu "Shrek ja wracam"), to lekarka stwerdziła, że "takie wahania nastrojów są normalne i to nie tylko u przyszłych mam, ale i tatusiów"...

      Usuń
  25. Decyzja musi być na pewno wspólna.
    Jeśli będziesz jednak ciągle Mu truć o tym, jak bardzo byś chciała i nakłaniać Go do tego, żeby też chciał- zepsuje to Wasze życie erotyczne, a Pan Poslubiony będzie czuł się jak reproduktor ;) Więc musicie decyzję podjąć wspólnie i bez większych nacisków...

    Jednak nie odkładajcie tego zbyt długo. Po pierwsze im starsi jesteście, tym mniejsza szansa podobno (każdy rok ma znaczenie), a po drugie gwarantuję Ci, że naprawdę baaaaaaaaaaaardzo ciężko jest zaplanować i zajść tak od razu. Zwykle zachodzi się, jak się nie planuje, a jak się planuje, to czeka się latami. Niby odstawisz tabletki, niby z Tobą i Nim wszystko OK, a nie ma...idziesz do lekarza, badania mnożą się i mnożą i wszystkie wychodzą OK, ale bez efektów- czemu? Bo planujuesz i jak za bardzo chcesz, organizm się blokuje, mimo że jest w 100% zdrowy i gotowy. W tej chwili od zaplanowania do zajścia mija średnio 3 lata (oczywiście wiadomo jak to jest ze statystykami), ale weźcie to w swoich staraniach pod uwagę :)

    PS. Z instynktem macierzyńskim da się żyć, na początku "uwiera", bo chciałoby się już, a nie ma, ale potem powszednieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas dzięki NPR "trafienie" było za pierwszym razem ;) U Miłości... tak samo i u Żony chyba też (przy drugim dziecku jednej i drugiej).

      Usuń
  26. Wiesz,jak to się mówi nigdy nie ma odpowiedniego momentu na dziecko :-) zawsze jest jakieś ALE :)
    My zdecydowaliśmy się na dziecko tuż po zamieszkaniu razem,po ślubie cywilnym,jednak jeszcze byliśmy 3 miesiące przed kościelnym.Miałam wtedy 21 lat,udało się za pierwszym razem,pomimo że planowana po zobaczeniu dwóch kresek szczęście z przerażeniem się przeplatało :) ,Zu urodziła się gdy miałam 22 lata :-), u nas pracuje tylko eM,ja dorabiam w domu i spokojnie dajemy radę,w planach niebawem drugi maluch, nie pamiętam już jak to było bez dziecka :-) nigdy nie wróciłabym do tamtych czasów,teraz nasze życie jest pełne tak na 100% :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te dorabianie to wygrywanie w konkursach i sprzedawanie tych nagród? nieźle.. :P

      Usuń
    2. Zmartwię Cię,niestety nie :D a co jakaś moja nagroda bardzo Ci się podoba ? że aż tak Cię to interesuje ^^

      Usuń
    3. Ileż to razy przeczytałam na twoim fb, żę sprzedasz coś co wygrałaś.. nie wal w h.. paniusiu

      Usuń
    4. A co, szlag Cię trafia że można zarobić nie wychodząc z domu i nie trzeba z pampersem na dupie, siedzieć przy kasie i krzywym zgryzem uśmiechać się nawet do upierdliwych klientów?

      Ech.. ta polska zazdrość...

      Usuń
    5. Zazdrość ? HA ha dobre sobie.. wybacz ale nie mam powodu być zazdrosna o to ze panienka jest na utrzymaniu męża. Ja mam dobrą pracę którą lubie i nie muszę dorabiać na jakichś śmiesznych konkursach żeby sprzedawać później nagrody po ludziach.

      Usuń
    6. omg, nie rozumiem dlaczego czepiasz sie dziewczyny i jej prywatnego zycia. Nie kradnie, nie stoi pod latarnia, a to co robi, z nagrodami czy czymkolwiek co weszlo w jej posiadanie to tylko i wylacznie jej sprawa. Hmmm, to nie zazdrosc, tylko zawisc :/

      Usuń
    7. Ta dobra prace... Z giertychowską amnestią z polskiego :D

      Faktycznie hańba że sie sprzedaje własne niepotrzebne rzeczy, toż to prawie jak prostytucja! Aga wstydź sie!

      "Monisiu" gdybyś miała dziecko (nie tylko te wymyślone ciąże) to też byś siedziała w domu.

      Żal mi ciebie, zazdrościsz ludziom wszystkiego, od szczęścia w konkursach po dziecko. Zacznij w końcu chodzić do psychiatry bo się zatrujesz własnym jadem.

      Usuń
  27. Przepraszam, ale Chylińska, wcale nie musi używać kalendarzyka, tylko np. używać prezerwatyw, cykl wtedy też jest normalny.

    OdpowiedzUsuń
  28. Odnosnie posta na moim blogu - Nie powiedziałam ze zaluje iz jestem w ciazy , :) Chciałam miec drugie dziecko, zdecydowalismy się na nie, po prostu podle się czuje i tyle :) Zreszta kazda ciaza jest inna :) Zycze Ci pieknej zdrowej gromadki i oby jak najszybciej, nie ma co zwlekac jesli sytuacje finansowa macie w miare klarowną i posiadacie dach nad głową :) Dziecko to super sprawa :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  29. myślę, że rozsądnym jest myślenie o utrzymaniu dziecka, ale jeśli długo się to kładzie nad dzieckiem, to chyba mozna długo to odkłądać, ale fakt, FAJNIE JEST jesli dziecko jest naprawde wymarzone i zaplanowane, z miłości, nie z przypadku -nawet w małżeństwei :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja to miałam jakiś czas temu napad instynktu macierzyńskie ale już mi przeszedł i nadal nie wiem czy się kiedykolwiek na dziecko zdecyduję. Gorzej z moim R., bo on to by chciał już..a mnie tak jakoś nie bardzo się uśmiecha...

    Jeśli chodzi o najlepszy moment na dziecko to wiele razy słyszałam że takie momentu nie ma :) Zawsze coś mogłoby być lepiej, zawsze mogłoby być więcej kasy, większe mieszkanie, a może jeszcze wakacje tylko we dwoje i tak schodzi. Myślę że gdybym chciała mieć dziecko to tylko bym się upewniła że mnie na nie stać, że w metrażu się pomieści i że będę miała komu je powierzyć gdy będę chciała wrócić do pracy. Nad resztą bym się raczej nie zastanawiała bo wtedy zawsze wyjdzie jakieś "ale".

    OdpowiedzUsuń
  31. Super :) Obserwuje i zapraszam do siebie :) http://blackleopard-official.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. W naszym przypadku było tak;
    Ja na stażu, M. bez pracy, jak już znalazł to szef niewypłacalny. bez ślubu, bez własnego kąta.
    Do tego ostre spięcia z moją mamą,bo On nie dla Ciebie, bo studia, bo praca, bo zaręczyny NIE,a o ślubie nawet nie mogliśmy pomarzyć... Kochaliśmy się, byliśmy siebie pewni, mój instynkt macierzyński sięgał zenitu. Rozmowy, rozmowy, rozmowy i zdecydowaliśmy się na dziecko. I choć wiele osób powie "szczeniaki nieodpowiedzialne" to ta decyzja była najlepszą decyzją jaką kiedykolwiek podjęliśmy ;) Nagle M. znalazł porządną pracę, rodzice nagle zmienili zdanie, wzięliśmy ślub, zamieszkaliśmy razem i każdy dzień jest coraz piękniejszy ;) Teraz po 4,5 roku od narodzin pierwszego dziecka oczekujemy drugiego ;)
    Wiele razy słyszałam od innych - pierw ślub, później praca, własne mieszkanie/dom i później zdecydujemy się na dziecko. Jak będzie nas stać, jak będziemy mieli to i tamto itd. I czasami tylko słyszę,że te osoby do tej pory nie mają dzieci,bo np, zdrowie już nie pozwala itd itd.
    A przecież dziecko nie potrzebuje wózka za 5tys. łóżeczka za 2tys.,czy ubranek za miliony... Potrzebuje dwoje kochających Go rodziców i wiele miłości.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ale rozgorzała dyskusja... i tyle mądrych wypowiedzi, i tyle wzruszających historii. My jesteśmy 4 miesiące przed ślubem, ale ja jeszcze nie odkrywam w sobie jakiegoś instynkstu. Moze.dlatego, ze mam dopiero 21 lat. Lecz czytając niektore.historie, wzruszylam sie bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń