30 września 2014

Po co właściwie Wam ten ślub?


Będąc Narzeczeństwem wiele razy spotykaliśmy się z pytaniem, czasem wręcz pogardliwym oburzeniem: "A po co właściwie Wam ten ślub?" "Ja nie biorę ślubu, na co mi ten papierek." Każdy etap życia ma swoich zwolenników i przeciwników i tak jak niektórzy nie wyobrażają sobie wspólnego życia bez ślubu, tak inni nie wyobrażają sobie żyć razem będąc małżeństwem. Za każdym razem, gdy ktoś zadawał mi to pytanie "Po co właściwie Wam ten ślub?" zastanawiałam się co też właściwie mam odpowiedzieć. 

Dla mnie to, że kiedyś wezmę ślub było od dziecka sprawą oczywistą. Już jako 13 latka marzyłam o prawdziwej miłości. Marzyłam o tym, aby ta pierwsza miłość była tą ostatnią i nie chciałam mieć nigdy kilku chłopaków, tylko tego jedynego wręcz księcia z bajki. Pamiętam nawet sytuację, gdy pewien kolega, a byłam wtedy jeszcze w podstawówce, spytał mnie czy nie mogłabym być jego dziewczyną. Choć bardzo go lubiłam, wiedziałam, że nie mogłabym, bo czułam, że to nie ten i nie tak to ma wszystko wyglądać. Po prostu to wiedziałam, a miałam zaledwie 12 lat. 

Czekałam więc na tą prawdziwą miłość, ba ja nawet modliłam się do Boga, żeby spełnił moje marzenie i żebym nigdy nie musiała płakać przez chłopaka tylko albo aż dlatego, że się rozstaliśmy. W wieku 15 lat poznałam Pana Poślubionego, wtedy jeszcze kolegę, a w wieku 16 lat byliśmy już parą. Czy od początku wiedziałam, że to ten jedyny, zesłany mi przez Boga? Nie byłam pewna, ale czułam, że jesteśmy w pewnym sensie sobie przeznaczeni i tak musi być i dobrze robię godząc się na to abyśmy "chodzili razem", a przecież byliśmy wtedy zaledwie smarkaczami z pryszczami na czole.

Wiadomo, nie zawsze było różowo, ale jak już wiecie dorastaliśmy razem i nasze charaktery kształtowały się również pod wpływem i przede wszystkim DLA drugiej osoby. Zauważyłam też, że nigdy w naszym związku żadne z nas nie wykazywało się za dużym egoizmem i zawsze staraliśmy się szanować zdanie drugiej połowy. Na czym to polegało i o czym właściwie piszę??? 

Najprostszy przykład: Gdybym powiedziała teraz lub kiedyś Panu Poślubionemu, że bardzo, ale to bardzo chciałabym tatuaż, a on powiedziałby "Oooo nieee nie  podobaa mi się to, przecież tatuaże są u kobiet aseksualne" ja nie stanęłabym okoniem i nie powiedziała: "Zrobię go i już i nic Ci do tego, to moje ciało!!!" Nie,,,myślę, że porozmawialibyśmy o tym, a ja zastanawiałabym się czy faktycznie ten tatuaż to dobry pomysł i może niekoniecznie będzie mi pasował, może Pan Poślubiony zaproponowałby, że tatuaż ok, ale na początek coś małego dyskretnego i zobaczymy co dalej. Po prostu wiem, że byśmy się dogadali. 


Wracając jednak do meritum "A po co właściwie nam ten ślub?" Odpowiedz jest dla mnie równie oczywista. Ślub jest przede wszystkim  dla nas i to co przeżyliśmy tamtego dnia 13 lipca 2013 roku, jest tylko i wyłącznie w naszych sercach. Tak, nie chodzi tu o papierek, ale o piękną deklarację przed samym sobą, a przede wszystkim przed Bogiem. TAK kocham Cię i będę kochać do końca moich dni, chcę być Ci wierna i nie opuszczę Cię nigdy i przyrzeknę to przed Tobą, dla Ciebie, dla siebie, przed wszystkimi bliskimi w Kościele, a przede wszystkim przed Bogiem i dziękuję mu, że nam pobłogosławi i zaakceptuje nasz związek. 

Ślub jest potrzebny i w życiu nie uwierzę, że para bez ślubu będzie psychicznie tak samo związana jak para będąca małżeństwem, jak ludzie którzy przyrzekli sobie przed Bogiem i samymi sobą, że wytrwają i zrobią wszystko by ich miłość była wieczna. Para bez ślubu z łatwością może walnąć wszystkim o ziemię, powiedzieć, nie chcesz to nie, ja odchodzę, a ja wiedząc że przyrzekałam Panu Poślubionemu, wiem, ze zawsze będę walczyć o nas, że rozwód dla mnie nie istnieje, bo właśnie po to brałam ślub, żeby wiedzieć, że rozwód nie będzie mi potrzebny. 

Małżeństwo jest po to, aby uczyć nas tego, że choćby najgorszy kryzys w związku powinniśmy pokonać razem i z pewnością kryzys nawet najgorszy można pokonać nie będąc mężem i żoną, ale czy nie cudownie jest właśnie nazwać swojego ukochanego mężem. Mąż w ustach kobiety to powinien być najpiękniejszy komplement dla mężczyzny i podobnie słowo żona w ustach mężczyzny. Nie bez powodu też po internecie krążył pewien obrazek na którym para staruszków trzyma się za ręce, a pod spodem widnieje napis: Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się popsuło, to się naprawiało, a nie wyrzucało do kosza."

W dzisiejszych czasach przyszła do nas pewna moda demonizowania i linczowania pewnych etapów naszego życia. Tak więc małżeństwo dla niektórych stało się "niepotrzebnym papierkiem", a żona tą osobą, która zawsze musi być zaniedbana i narzekająca, natomiast mąż to ten który na pewno Cię zdradzi. Podobnie jest z ciążą i dziećmi: "Ciesz się i odpoczywaj, bo później to zobaczysz" "Ciąża jest masakryczna, zobaczysz w III trymestrze jak wszystko będzie Cię boleć"

Naprawdę? Jakoś do tej pory czuję się szczęśliwa i nie ważne, że czasem coś boli lub źle się czuję. Poza tym, dlaczego ludzi dziwi, że w tym wieku zdecydowaliśmy się na dziecko, a wcześniej dziwiło, że decydujemy się już na ślub, pewnie wpadliśmy i trzeba go szybko zorganizować co? "Ale to było planowane?" Ano planowane, upragnione i nie uważam, żeby 24 lata to był młody wieku jak na dziecko. To nasza decyzja! A może żyjemy w takich czasach gdy 30 lat to odpowiedni wiek na ślub i dziecko, a potem budzimy się z ręką w nocniku...bo przecież jeszcze mam czas...


Wiecie co? Nie dla każdego jest związek małżeński, nie dla każdego i nie każdemu jest dane bycie w ciąży czy posiadanie dzieci i dzięki Bogu, ale proszę Was nie demonizujcie tych stanów, tych sytuacji, bo każdy z nas powinien być wdzięczny, ze spotkał na swojej drodze tą drugą ukochaną osobę, że został obdarzony takim cudem jakim jest stworzenie nowego życia, a to że nie zawsze jest kolorowo pozwala nam tylko docenić to, że mamy siebie i żadne nawet najgorsze słowa i ostrzeżenia innych nie są nam straszne.


PS. Dziś wszyło trochę poważnie, ale co tam ;) takie oto przemyślenia po prawie 9 latach związku, 3 latach wspólnego mieszkania i ponad roku małżeństwa.

38 komentarzy:

  1. A ja zamiast komentować swoimi słowami, posłużę się Twoimi- "Nie dla każdego jest związek małżeński, nie dla każdego i nie każdemu jest dane bycie w ciąży czy posiadanie dzieci i dzięki Bogu".

    Przeginanie pały w obie strony ( pardon maj lenłydź;))- zarówno zachwycanie się stanem małżeńskim jako jedynym słusznym stanem ( plus oczywiście posiadanie potomstwa!!! ) i wyszydzanie bezdzietnych , bezmężnych i bezżonatych ( nasza narodowa specjalność pokolenia 50+ ) jak i hejtowanie ślubów jest niezdrowe.
    I voila.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, dlatego napisałam: "To nasza decyzja!" i nic Wam do tego jaką drogę obierzemy :) i o dziwo to nie tylko specjalność pokolenia 50+ to demonizowanie ludzi bez ślubu czy ze ślubem. Dla jednych to, że nie mają dzieci to najlepsze rozwiązanie...tragedią jest gdy w wieku 30 czy 40 lat zaczynamy starać się o dziecko i faktycznie budzimy się z ręką w nocniku... trzeba umieć wszystko wypośrodkować i starać się zrozumieć innych, a także to dlaczego tak się dzieje...dlaczego Bóg tak mnie pokarał i w wieku 30 lat nie mogę zajść w ciążę???

      Usuń
    2. Ja kiedyś usłyszałam, że nie jestem w poważnym związku, bo nie mam wspólnego konta z Niemałżem. Ehehe, ja nawet w życiu nie widziałam stanu jego konta, ani wysokości jego zarobków, wydatki uzgadniamy na bieżąco, na większe robimy ściepę. To dopiero niepoważne, co? Żeby było śmieszniej, zarzut wyszedł od osoby względnie młodej.

      Usuń
    3. @PaniPoslubiona: Odwagi, ja niby miałam nikłe szanse na dziecko, bo hormony, ni stąd ni zowąd zaszłam w ciążę mając 34. Ciąża była trudna, wydaje mi się, że nadal zbieramy tego plon (dziecię rozwija się mało harmonijnie), ale się udało i to jest najważniejsze!

      Usuń
    4. Moja (niegdyś) koleżanka postanowiła pewnego dnia, że chce zostać młodą mamą. (to było w lutym) Była w bardzo burzliwym związku, no ale miała "jakiegoś" faceta. Wiecie co zrobiła? Odstawiła tabletki nie informując partnera. W kwietniu spotkałam ją z wielkim siniakiem na ręce. W maju otrzymałam telefon, że zaprasza mnie na swój ślub za ... miesiąc. Oczywiście była w ciąży.... W grudniu urodziła. Rodzice oddali im piętro, wyremontowali. Zięciowi załatwili pracę, a ona siedzi w domu i nic nie robi, czasem zajmie się dzieckiem. No ale w końcu jest młodą mamą....
      Nieważne jak bardzo pragnę miłości i partnera. Tak jak ona bym się nigdy nie zachowała.
      Wolę poczekać do tej 30 i być pewna swoich decyzji, niż w wieku 23 założyć rodzinę w taki sposób.

      Usuń
  2. Hej kochani !
    Ja i mój narzeczony spotykamy się z tym pytaniem miliard razy w ciągu miesiąca. Zazwyczaj są to zrzędliwi znajomi, którzy są ze sobą od wielu lat, są już sobą znudzeni ale są razem bo czują że tak będzie lepiej czy że nie znajdą już nikogo innego. Kolejnym powodem jest też kasa czyli brak możliwości wyprawienia wesela i zorganizowania wspólnego gniazda. Jest to smutne, ale moim zdaniem jeżeli ktoś ma potrzebę i zdaje sobie sprawę czym jest małżeństwo będzie umiał znaleźć odpowiedź na głupie pytania "Po co Wam ten ślub". To czuje się w środku. To że to właśnie "Ten". Że chce się z nim spędzić resztę swoich dni. Ja podobnie jak Pani poślubiona od maleństwa chciałam mieć dom, męża i dzieci :) Zawsze marzyłam o romantycznym ślubie i weselu. Oboje jesteśmy młodzi i może nie zarabiamy kokosów, ale jak powiedziała moja mądra przyjaciółka "Właśnie o to chodzi w małżeństwie żeby razem, powoli i sukcesywnie wszystko budować i zdobywać a nie dostawać. Wtedy niczego się nie docenia i nie szanuje." Z pomocą rodziców i wkładając w to dużo pracy własnej i zaciskania pasa jakoś dajemy radę i jestem pewna że ogarniemy ten ślub :) Nie wszystkim pisane małżeństwo. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale ja bez małżeństwa i jego nierozerwalności nie wyobrażam sobie normalnej egzystencji ;) z całym szacunkiem oczywiście :P

    Pozdrawiam i całuję
    Anka z Płochocina

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ale czy to było planowane?" - nienawidzę tego pytania i nie kumam jak tępym i pozbawionym taktu trzeba być, żeby komuś takie durne pytanie zadać.

    Dla mnie różnica między życiem razem bez ślubu i jako małżeństwo jest taka sama, jak między umową zlecenie (nawet na czas nieokreślony), a umową o pracę. ;) Niby jedno i drugie niczego nie gwarantuje na 100%, ale... No właśnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z planowaniem też było ! Masakra. Jakby wszyscy się pobierali bo wpadają. Myślenie "współczesnych" ludzi...

      Usuń
    2. Młoda jest i ślub bierze? NA PEWNO MUSI BYĆ W CIĄŻY! Nie wiem co to za dziwne czasy naszły, że każdy od razu wychodzi z założenia, że ślub to dlatego że ciąża....

      Usuń
  4. Jak dla mnie troche zle ujete to jest... Przetrwanie zwiazku nie zalezy od tego, ze sie przysiega przed Bogiem, soba, partnerem, rodzina. To zalezy od osoby, od tego jakie ma wartosci. Rodzice mojej przyjaciolki nie sa malzenstwem ani cywilnym ani koscielnym, nie czuja potrzeby przysiegania, deklaracji, a jakos sa ze soba 25 lat i nie jeden kryzys maja za soba. Za to moi rodzice przysiegali i jakos latwiej bylo im rzucic wszystko i sie rozstac. Tak wiec droga Pani Poslubiona, nie jest to tak, ze zwiazek malzenski powoduje, ze trudniej sie rozstac, ze trudniej rzucic i rozejsc sie, to wszystko zalezy od czlowieka, od jego wartosci, od jego podejscia. Pozdrawiam Was, Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja rowniez uwazam ze to w duzej mierze kwestia wiary... Jedni nie wierza i nie biora wcale slubu... inni nie wierza i biora tylko cywilny... a czlowiek ktory wierzy, ta wiare praktykuje, dazy do tego by swoja milisc ptzysiadz przed Bogiem i Bogu powierzyc swoje dalsze wspolne zycie...
    A juz szczytem bezsensownosci jest dlanie to, gdy czlowiek nie wierzy, nie praktykuje... a bierze slub koscielny... albo chrzci dziecko... :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi to najczęściej pod presją rodziny, która nie chce innego wariantu zaakceptować.

      Usuń
    2. U wierzących za to niekiedy jest odpał na magiczne i zabobonne traktowanie ślubu, jak magicznego zaklęcia, jakby na stanięciu przed ołtarzem ich rola miała się kończyć, bo sakrament ma za nich całą robotę odwalić, wszystko w rękach Boga, zero od siebie (że Bóg na dzień dobry po stworzeniu zaprzągł człowieka do roboty, a nie do siedzenia na dupie, to jakoś wtedy umyka). Swój brak zaangażowania zasłania się "zawierzeniem", a jak coś nie idzie, to są zadowoleni, że przynajmniej się nie rozwiedli. Chociaż teraz na szczęście się to zmienia.

      Usuń
  6. Myślę, że demonizowanie to jedno, ale pełna ignorancja względem pewnych etapów życia, WARTOŚCI i TRADYCJI oraz niestety RODZINY - to jest zasadniczy problem dzisiejszego świata. Dzisiaj wszyscy chcą żeby było łatwiej i wygodniej, jak się coś samo nie dzieje, nie utrzymuje i samo się nie dba to po co komu związek? Dzieci? Przecież one mnie tylko ograniczą... Tak, takie rzeczy słyszę dookoła siebie. Niestety ostatnio też obserwuję rozpad pewnej rodziny. Doszło nawet do absurdu, w którym żona przyjaciela wysłała maila do znajomych "za dwa tygodnie zabieram dzieci i się wyprowadza, zdążymy się jeszcze pożegnać :)" - paranoja w postaci maila napisanego w tonie niedorzecznym w takiej sytuacji! Uśmieszek na końcu? Na co liczy, że zorganizujemy fetę pożegnalną? Dla mnie ten obrazek jest przerażający, bo widzę przed sobą ojca ze łzami w oczach, któremu kobieta zabrała wszystko, zniszczyła go psychicznie i kradnie mu to co najcenniejsze - dzieci. Po co i dlaczego? Bo on za mało zarabia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co prawda my raczej nie spotkaliśmy się z takim pytaniem. Raczej z pytaniami typu "po co Wam takie wesele? To wyrzucony pieniądz. " Ale dla nas było ważne żeby najważniejszy dzień w naszym życiu był idealny. Ogólnie lepiej bym tego wszystkiego nie ujęła :) Pięknie napisane. Nie zgodzę się tylko z tym że ludzie bez ślubu nie mogą być ze sobą bardzo zżyci bo to raczej kwestia wychowania a i ludzie po ślubie czasem zapominają że przysięgali przed Bogiem.
    Pozdrawiam Monia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie trudno nie przytaknąć. Nie każdy musi ślubować przed Bogiem ( wystarczy przed innym urzędnikiem niż w kościele;)), żeby trwać w związku na dobre i na złe. Z kolei niejeden ślubowany w białej sukience związek moich znajomych i znajomych znajomych pierdzielnął z hukiem, bo...chyba faktycznie wspólnych wartości zabrakło. Wtedy i święte Boże nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie umiałam pojąć szału komunii, szału białej kiecki przed ołtarzem i jeszcze większego szału na wesela. Ale każdemu jego porno, jeśli kogoś czyni to szczęśliwym, to co mi do tego? Tak samo w drugą stronę.Nie obrażam się pytaniem, czy planujemy ślub z Niemałżem. Nie planujemy, zwłaszcza ja nie planuję. Wolę być wolna, rzucić go kiedy będę chciała dla innego, monogamia nigdy nie była celem mego życia ani marzeniem. Jestem z nim szczęśliwa, jak przestanę, to sobie znajdę nowego, a on nową (jeśli nie będzie ze mną szczęśliwy, pozostawiam mu wolną rękę). I po wszystkim. Na starcie obiecaliśmy sobie, że jak się rozstaniemy, to przez wzgląd na masę fajnych wspomnień - pozostaniemy przyjaciółmi. I na to liczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pewno, że to Wasza sprawa :) ja też nie wyobrażam sobie, żebym ślubu nie wzięła - to oczywista oczywistość jak dla mnie.
    A dziecko Wasze planowano-nieplanowanie niech tam zdrowo rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlaczego oceniasz pary bez slubu- twierdzisz ze para bez slubu nie jest tak mocno zwiazana jak ta po slubie i jest wieksze ryzyko rozpadu zwiazku. Nie chcesz byc oceniana wiec nie oceniaj innych, Wy jestescie wierzacy i slub byk dla Was ocztwistoscia ale nie kazdy tego chce. Wyobraz sobie ze sa ludzie,ktorzy potrafia zyc bez tego papierka i jest im dobrze.
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. Ludzie potrzebują się wtrącać w cudze życia. Przed planowaniem ślubu słyszy się "A to o ślubie nie myślicie? Już starzy jesteście", a już po zaręczynach "A po co Wam ten ślub? Bez jest lepiej". Powoli zaczynam odpowiadać tylko: "Bo tak chcę", gdyż dyskusje tracą sens.
    Nei zgadzam isę tylko co do jednego: para bez ślubu może być tak samo zaangażowana i związana.

    OdpowiedzUsuń
  13. Drodzy Państwo Poślubieni, nigdy wcześniej nie udzielałam się na Waszym blogu, jednak czytam go już od dawna:) Tym razem stwierdziłam, że się udzielę, bo bardzo do mnie trafiło to co napisała Pani Poślubiona. To tak jakbym czytała moje myśli odnośnie podejścia do małżeństwa. Zgadzam się, że nie jesteście za młodzi ani na małżeństwo, ani na dziecko. Jednak muszę stwierdzić, że macie bardzo dużo szczęścia, że znaleźliście się w takiej sytuacji kiedy na to wszystko możecie sobie pozwolić.Wspólne mieszkanie, ślub, dziecko. Ja z moim Narzeczonym mamy 25 lat i wciąż nie możemy zamieszkać razem ze względu na profil studiów jaki wybraliśmy. Studia ciężkie, czasochłonne a staż po nich bardzo nędznie opłacany;) a więc my niestety musimy czekać na te wszystkie kroki, które Wy mogliście zrealizować już w tak młodym wieku. Myślę, że wielu ludzi odwleka małżeństwo ze względów finansowych i zwleka do 30, żeby się odrobić. Zwłaszcza kiedy obydwoje chcą pracować i się rozwijać, a nie mają dużego wsparcia rodziców. Jednak mimo wszystko uważam, że to wyjątkowe kiedy ludzie chcą tworzyć rodzinę wcześnie, a nie mówić, że chcą się "wyszaleć", nie znoszę takiego gadania;)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  14. Post strasznie poważny (w moim odczuciu), ale potrzebny, bo właśnie ja także w moim środowisku spotkałam się ze stwierdzeniami, że znajoma wychodzi za mąż, bo "wpadła".,ii no właśnie, wtedy zazwyczaj zaczynają się też spekulacje, że chciała chłopaka zatrzymać i złapała go na dziecko..
    Bo to takie dziwne, że młodzi ludzie są pewni swojego uczucia i chcą przed Bogiem, przy rodzinie i przyjaciołach powiedzieć sobie sakramentalne "tak" i być razem do końca swoich dni.
    Miłość nie wybiera, nie liczy sobie lat..ważne aby ją celebrować, z dnia na dzień uczyć się od nowa, co znaczy kochać. : )

    A co do "kilu chłopaków"..też nie mam ochoty mieć ich wielu, jeżeli być z kimś, to wychodzę z założenia, że z tym jedynym i do końca..
    I ja znalazłam swojego księcia z bajki..pomimo, że niestety poróżniło nas kilka spraw..i mimo naszej miłości nie jesteśmy razem, bo każde z nas jest zbyt dumne, aby wyciągnąć rękę..głównie on, a ja jedna nic nie naprawię. ; )

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli nie mam męża/żony i wybieram się ze znajomymi na imprezę, nadarzy się okazja to czemu nie? W końcu nie mam żony/męża i w każdej chwili mogę ją zostawić dla innej. Oczywiście nie każdy tak myśli i na pewno jest multum ludzi z obrączką na palcu, które i tak nie mają skrupułów by zdradzać. Wydaję mi się, że obrączka dla jednych jest takim symbolem i znakiem dla siebie i innych OOHH TEN PAN/TA PANI JEST ZAJĘTA. Ja wierzę w miłość i wierzę, że też kiedyś spotkam swojego księcia z bajki. I że kiedyś postanowimy z miłości się pobrać. Nie dla sukienki, nie dla wesela, nie dla rodziny i nie dla ciąży... Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć męża. Ponieważ przeżyłam dwa burzliwe związki, gdzie pierwszy zakończony był zdradą, a do drugiego wtykała się rodzina i się rozpadło. Pytanie czy jeśli bylibyśmy małżeństwem doszłoby do tego tak daleko? Tego się nigdy nie dowiem. Wydaję mi się jednak, że do małżeństwa czy związku trzeba dorosnąć. Zrozumieć, że z biegiem czasu priorytety w życiu się zmieniają. Nagle rodzice, siostra przestają być najważniejsi. Nagle to kobieta/mężczyzna u boku jest tą najważniejszą osobą. Dom rodzinny przenosi się w inne miejsce, bo teraz rodziną moją jest mój partner. Wiele osób tego do końca nie rozumie i dlatego małżeństwa, związki się rozpadają.
    Ja bardzo chciałabym mieć blisko siebie mężczyznę, któremu mogę zaufać, który mnie pokocha taką jaką jestem, a nie taką jaką chciał żebym była. Myślałam, że spotkałam takiego mężczyznę, ale się myliłam. Większość moich znajomych jest w stałym związku (zwykłym lub małżeńskim) i jest mi ciężko, że ja tak nie mam. Ale czy nie lepiej poczekać na tego jedynego niż pchać się w życie z pierwszym lepszym? Ja wiem, że na stały związek lub małżeństwo jestem gotowa, na dziecko jeszcze nie. Ale i tak nie mam co gadać, bo co mam myśleć o mężu czy dziecku jak nie mam odpowiedniego kandydata:)

    Naszła teraz moda na śluby w wieku 20 kilku lat. Ja mam 23 i nie zapowiada się nic na ślub czy wg dzisiejszego społeczeństwa jestem dziwna? inna? a może starą panną? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ładnie to wszystko napisałaś. Myślę o małżeństwie i dzieciach identycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. ślub bardzo dużo nam dał- pod względem empatii i wzajemnego zrozumienia, opieki i odpowiedzialności za siebie na wzajem... fakt- bez ślubu może też byśmy do tego doszli, ale naprawdę po ślubie poczułam, że stanowimy jedność, jesteśmy odpowiedzilani za siebie wzajemnie i żyjemy po to, żeby sobie pomagać i się wspierać. To już nie są motylki w brzuchu (choć czasem też ;) ), ale dojrzałe spojrzenie na odpowiedzialność za drugą osobę i chęć dbania o nią.
    a ciąża...uczy partnera, że jego pomoc jest niezbędna żonie/dziewczynie i ich dziecku, to dobry okres na przygotowanie do odpowiedzialnego ojcowstwa...

    To bardzo ważne etapy w życiu każdego człowieka. Nie każdy ich chce i je docenia, ale znam wiele osób, które nie doceniały, zanim nie "stało się", a teraz uważają, że w ich życiu nie było nic ważniejszego i piękniejszego niż małżeństwo i rodzicielstwo. Najważniejsze, żeby dobrze wybrać męża i ojca swoich dzieci, tak, żeby stworzona rodzina była dobra, wzajemnie się wspierała i była trwała :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ooo... Ja też sie nasluchałam przed ślubem. A po co Wam to, a jestescie pewni, bla bla bla. Jedna kolezanka tylko powiedziała "o, fajnie gratuluję" a ja jej na to ze dobrze ze chociaż Ty się cieszysz, a ona "no bo dlaczego masz mieć lepiej niż ja". Szok.
    Nie rozumiem takiego myslenia.



    OdpowiedzUsuń
  19. o ile samo pytanie mi nie przeszkadza, to przeszkadza mi usilne namawianie mnie do zmiany zdania. "a zobaczysz, odechce ci sie", "a tam, na pewno ci sie zmieni zdanie"... brrr :)
    mój ślub- moja sprawa, jak komuś nie pasuje może nie przychodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam Was serdecznie, od dawna Was czytuję, ale jakoś jeszcze nie miałam okazji się ujawnić :)
    Czytając zarówno Wasz wpis, jak i wypowiedzi wszystkich osób stwierdzam, że ile ludzi, tyle różnych reakcji na temat ślubu czy dziecka w młodym wieku i to bez względu na wiek osoby wypowiadającej się.
    W naszym przypadku ja mam 21 lat a narzeczony 24, razem jesteśmy przeszło 5 lat, mieszkamy razem 2 lata, narzeczonymi jesteśmy od roku, nasz ślub za rok i nigdy nie spotkałam się ze zdziwieniem, że po co nam ślub tak wcześnie, że już mieszkamy razem itp. myślę, że to wszystko bardzo zależy od znajomych, początkowo myślałam, że będę jedyna, która bierze tak wcześnie ślub i moim wielkim zdziwieniem były te wakacje, kiedy to niemal co weekend okazywało się, że jakaś moja koleżanka z gimnazjum, liceum bierze ślub i akurat tylko w kilku przypadkach była to kwestia "nieplanowanej ciąży". Na studiach mam grono bliskich koleżanek, które tak jak my są w poważnych związkach od kilku lat. Cieszę się ogromnie, że mam to szczęście otaczać się dojrzałymi ludźmi, którzy są wierni swoim drugim połówkom, którzy cieszą się wieścią, że bierzemy ślub, którzy sami również planują małżeństwo, rodzinę przed 30stką :)
    Ale uważam, że w dzisiejszych czasach, gdzie nie oszukujmy się, nie wszyscy mają to szczęście posiadania stabilnej pracy, własnego mieszkania/ domu nie jest łatwo stworzyć bezpieczną rodzinę, która jest w stanie zapewnić wszystko swojemu dziecku.
    Dziecko w "młodym wieku" to cudowna sprawa, mieć tą szanse aby jeszcze kiedy jesteśmy młodzi, pełni energii, sił, kreatywności móc zdecydować się na dziecko. Jestem jednak zdania, że świadome rodzicielstwo wiąże się również z tym, że chcemy zapewnić dziecku to co najlepsze, czyli mówiąc przyziemnie trzeba nas stać na dziecko. To przykre ale w naszym przypadku nie zdecydujemy się na dziecko świadomie wcześniej niż za kilka lat, nie chcę egzystować i żyć od pierwszego do pierwszego. Macie to szczęście, że macie własne mieszkanie, oboje pracujecie, ja muszę skończyć ciężkie studia, ogarnąć pracę, bo z jednej pensji trochę cieżko, no i przede wszystkim mieszkanie, wynajmujemy kawalerkę, więc gdzie tu jeszcze dziecko.
    Cudownie, że Wy macie to szczęscie, że macie warunki na założenie rodziny w tym wieku ! Poza tym to 24lata to wcale nie jest młody wiek, nasze mamy przeważnie też w podobnym wieku zakładały rodziny :)
    P.S. pięknie Ci w ciąży, życzę zdrówka dla Ciebie i maleństwa
    Pozdrawiam Was serdecznie,
    Agnieszka z Rybnik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * z Rybnika :) wkradł się mały błąd

      Usuń
  21. Ja też zawsze marzyłam o wielkiej miłości i ślubie :) tak chciałam i tak mam! :) Niech każdy postępuje według własnego uznania, nie wytyka innym i nie wymusza na innych!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ślub w Kościele bardzo wiele zmienia. Jeśli oczywiście ktoś podchodzi do niego autentycznie. I skoro taki post powstał to znaczy, że nie była to dla Was jedynie oczywistość związana z tradycją, ale była to dobrowolna decyzja aby związać się na zawsze i w obliczu Boga. Moim zdaniem nie warto przejmować się gadaniem innych. Ja Wam bardzo zazdroszczę, że w tak młodym wieku wzięliście ślub i oczekujecie dziecka. Jest dach nad głową, praca, więc dużo łatwiej można zacząć wspólne życie. Ja jestem wśród tej grupy par, które nie mają zupełnie nic, ale wierzę, że zaczynanie od zera też ma sens i w przyszłości zaowocuje. Dlatego tym bardziej cieszę się razem z Wami, że macie siebie:) Oby więcej takich wpisów:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Bo kocham, Bo chciałam, Bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło być już inaczej!
    To przyrzeczenie przed Bogiem dwójki ludzi, którzy chcą przejść razem przez życie!

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zauważyłaś, że najczęściej takie pytanie zadają osoby, które wcale nie są tak do końca zadowolone ze swojego życia? Taka dziwna prawidłowość. To samo z "kiedy się zaręczycie?", "kiedy dzieci?".
    A spieprzać, dziady, zająć się swoim życiem :)
    Olewaj takich, nie odpowiadaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Napisałaś tak mądra i tak prawdziwą notkę... z wszystkim się zgadzam. Trzymajcie się ciepło i piszcie częściej, w końcu maci tyle czytelników, nie zaniedbujcie ich ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja również sobie nie wyobrażam nie mieć ślubu z moim mężem:) W przyszłym roku mamy 10 rocznicę tego wydarzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam pytanie do Pani Poślubionej :) Mam nadzieję, że dodasz mi otuchy :) Chodzi o to, że w przyszłym roku wychodzę za mąż. Chciałabym poprosić moją bliską koleżankę o to, aby była moją świadkową. Jednak ostatnio wyznała mi, że jest w ciąży :) Na moim ślubie jej dzidziuś miałby około 3 miesięcy. Pytanie do Ciebie, bo wiem, że będziesz w podobnej sytuacji na ślubie swojej przyjaciółki :) Jak myślisz, czy zaprzątać jej głowę tą propozycją czy nie stawiać jej w niezręcznej sytuacji? Jak Ty widzisz ten dzień na ślubie i z maleństwem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że z pewnością będziesz musiała być dla niej wyrozumiała. Wybierając taką świadkową musisz liczyć się z tym, że dzidziuś będzie cały czas przy niej i nie zawsze będzie w stanie poświęcić się dla Ciebie w 100%. Poza tym na świadkowej spoczywa też przygotowanie wieczoru panieńskiego, to też dla niej wyzwanie. Myślę, że można śmiało wybrać taką świadkową, ale trzeba się liczyć z tym, że nie będzie ona tak elastyczna jak świadkowa bezdzietna :)

      Usuń