31 stycznia 2014

Blog roku 2013


Niedawno, całkiem niedawno nasz blog skończył rok. Czyli, że cały 2013 rok opisaliśmy Wam, naszym czytelnikom. Założenie bloga było proste, prowadzenie go razem już mniej. Okazało się, że trzeba się zgrać i trzeba umieć i mieć o czym pisać. Chyba daliśmy radę, nie? Podzieliliśmy się z wami najważniejszym momentem w naszym życiu. Ślub. Przygotowania. Wspólne życie. Czasem było całkiem wesoło, a czasem zupełnie nie. Z czasem też słupki pokazywały, że jest was coraz więcej i o dziwo z różnych stron Świata. Nawet nie wiecie ile radości sprawiało patrzenie ile was tu nas odwiedza. Każdy komentarz był dla nas ważny i za to wam dziękujemy. Szkoda, że nie możemy poznać Was osobiście. Wiele razy zastanawialiśmy się kto też chce nas czytać? Przecież my tacy zwykli. Nic specjalnego, a jednak. Jesteście i my też dalej tu jesteśmy. 

Dlaczego blog roku 2013? Sami w sumie nie wiemy. Zgłosiliśmy się bardziej z ciekawości i z pewnością też z próżności. Każdy z nas kto uchyla rąbka swojej prywatności i własnej osoby musi być choć trochę próżny. Przyznajemy się bez bicia. Blog to trochę taki emocjonalny ekshibicjonizm. 

Tak więc, aby zagłosować na nas wystarczy wysłać SMS o treści A00579 na NUMER 7122 Pamiętajcie, żeby nie używać spacji! Koszt takiego SMS to 1,23 zł i co najważniejsze dochód z SMS zostanie przekazany łódzkiej Fundacji Gajusz, która prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych.

Dlatego też cała inicjatywa bardzo przypadła nam do gustu! Możemy pomóc tym maluchom!

Ps. Pokażmy ludziom, ze małżeństwo to nie więzienie, a miłość w życiu jest najważniejsza! Jeśli więc trochę nas lubicie i macie ochotę ślijcie SMS ! :) Za każdy będziemy ogromnie wdzięczni! Jeśli nas nie lubicie, to też ślijcie! ;)


Całujemy!

Pani i Pan Poślubieni!

29 stycznia 2014

Dlaczego żony narzekają?


Tak się zastanawiam. W moim środowisku żona, żonka jest kojarzona raczej negatywnie, a w lepszym przypadku neutralnie. Żona = więzienie. Tak, dobrze czytacie. Ile razy Pan Poślubiony, a przy okazji ja, słyszeliśmy: Idziesz na piwo??? Aaaa nie soryyy, ŻONA Ci nie pozwoli. Żona jest skwaszona. Jak żona to nie może być dobrze, jak żona to nie może być seksownie. Jak żona to musi chodzić wkurwiona (ups. przepraszam) na męża, a to, że mało zarabia, a to, że w domu nie pomaga, a to, że ogląda się za innymi młodymi kobietkami, a to, że z kolegą na piwo, a w ogóle to nie możesz iść, bo masz być ze mną w domu i już! 

Nie mówię, ze jest tak w przypadku wszystkich, a szczególnie młodych małżeństw. Przecież większość z was (tzn. z tych młodych małżeństw które nas czytają) napisze, że nie, nie ja nie narzekam na męża, nie marudzę, nie, nie moja żona jest idealna, kochana i seksowna. Pewnie tak jest. Choć ja uważam, ze ziarnko prawdy w tym, ze żona jest zołzą troszkę jest i pogłębia się z wiekiem. 

Jeszcze nie wiem czy zołzowatość żon pogłębia sie z powodów wieloletniej frustracji, jakiegoś zawodu, nagromadzenia problemów. Nie wiem. Smarkata jestem nie ma co. Po co o tym wszystkim piszę? Wszystko przez kawał, na który natknęłam sie parę dni temu w internecie. Choć ten kawał to nie wyjątek, bo jest ich pełno w internecie, a brzmiał on tak oto: 

Pewna para świeżo po ślubie. 
Mąż w żonie zakochany nabrał ochoty na spotkanie z kumplami w ich ulubionym barze. 
- Kochanie wychodzę, ale wrócę niedługo. 
- A dokąd idziesz misiaczku? 
- Idę do baru ślicznotko, mam ochotę na małe piwko. 
- Chcesz piwko ukochany? - żona otwiera lodówkę i prezentuje mu 10 różnych gatunków piw. 
Mąż zaskoczony - tak tak cukiereczku, ale w barze, no wiesz, te kufle.. 
- Chcesz schłodzony kufel? Nie ma problemu. Proszę. Żona wyciąga zmrożony kufel z zamrażalnika. Mąż blady z wrażenia nie daje za wygraną; 
-  No tak skarbie, ale wiesz w barach mają takie świetne przystawki, nie będę długo obiecuję. 
- Masz ochotę na przystawki niedźwiadku? - żona wyciąga słone paluszki, chipsy, orzeszki. 
- Ale kochanie... w barze .. wiesz.. te męskie gadki, przekleństwa, niewyszukany język.. 
- Chcesz przekleństw moje ciasteczko? - zatem pij to k**ewskie piwo, z jeba*ego kufla, żryj pier**lone przystawki Jesteś teraz do h.. ciężkiego żonaty i nigdzie k**wa nie wyjdziesz! Pojąłeś skur**synu?

No i teraz jak tak przeczytałam ten kawał, ach i jeszcze zapomniałam pokłóciłam sie z Panem Poślubionym (Tak to niesamowite my też sie kłócimy) to stwierdziłam, ze muszę coś napisać. O nas żonach. Nawet w kłótni zdarzy sie usłyszeć, ze ja zawsze narzekam i robię z igły widły. Jednym słowem przesadzam. Więc po przeczytaniu tego kawału i po soczystej kłótni z Panem Poślubionym myślę sobie, czy to, że jestem Żona, powoduje, ze staję się Zołzą czy mam to po prostu we krwi i wiecie co? 

Dochodzę do jednego jedynego wniosku. Jestem żoną, ale nie przez to narzekam, bądź jak kto woli jest zołzą. Jestem zołzą, bo jestem kobietą i każdej z nas zdarza się być zołzą bez względu na to czy jesteśmy żoną, kochanką, narzeczoną, dziewczyną, siostrą, córką, matką, babcią. 

W każdej z nas tkwi trochę zołzy. Jest tak, ze potrafimy kochać, być cudowne, piec ciasta, kochać się w szpilkach i gorsecie, ale zdarza nam się nie ogolić nóg, wkurzyć o byle co (a nie daj Boże żebyśmy były głodne. Człowiek głodny człowiek zły bez względu na płeć) ale wiecie co...zaraz.... Ja jestem zajebistą żoną, bo mój mąż może robić co chce, ja go puszczę na piwo z kolegami (puszczę? W sumie nawet nie musi pytać, wie, że może iść, ale pyta bo szanuje moje zdanie i uczucia) i mam prawo czasem być zołzą i po marudzić dla oczyszczenia atmosfery. 

Po marudzę, bo mi się należy za te wszystkie zrobione obiady, pomyte naczynia, przygotowane kanapki, wyprane ubrania, pomyte podłogi. W każdym stereotypie jest więc trochę prawdy, ale pamiętajmy, ze od każdego stereotypu są też pewne wyjątki. Nie każda blondynka jest głupia (co nie znaczy, ze zawsze jest mądra) i nie każda żona jest ciągle zołzą (co nie znaczy, ze czasem pozołzować sobie nie może). 

Tak na koniec jeszcze... o co się pokłócili Państwo Poślubieni? O podróż poślubną! Ta dam! Co wybrać? Gdzie jechać? Grecja, Turcja, Kenia, srenia? Kiedy jechać? Gdzie i kiedy będzie ciepło? Ile zabrać kasy ze sobą? Jak z pracą i urlopem, jak studia, jak to, jak sramto i tyle. Głupota, a ile emocji. Życie nie może być nudne. 

To tyle u nas. Aaaa i Pan Poślubiony nie chce wam pisać notek, bo nie wie o czym, to się skarżę na niego, a co, też mi wolno. Jakby chciał to by popisał, nie? A że jestem żoną to wbiję czerwoną szpilę seksowną i zmuszę męża! Napisze jeszcze oj napisze ;) 

Wiecie co? W kłótniach chyba najlepsze jest godzenie się. Prawda?

Tak zupełnie na koniec jeszcze....nie bierzecie tego posta do siebie. Jestem cudowna i idealna i nie nalezę do tych co ciągle narzekają. Po prostu. Zdarza mi się. Dziś jest TEN dzień.

23 stycznia 2014

1 rok, 100 notek, ponad 100 000 odwiedzin


Prawie przegapiliśmy! Wczoraj nasz blog miał swój pierwszy rok! Urodziny, a my nawet tortu sobie nie sprawiliśmy. Wszystko za sprawą grypy żołądkowej, która nas dopadła. Mimo wszystko apatyt jako tako dogorywał i zamiast tortu była pizza, co oczywiście później okazało się bardzo kiepskim pomysłem. Skoro blog ma rok, to zrobimy małe podsumowanie. 

Rok 2013 był dla nas dobry, cudowny i wcale nie pechowy. W końcu to rok w którym oboje powiedzieliśmy sobie TAK. Od ślubu minęło więc całe 194 dni. Blog założyliśmy kilka miesięcy przed tym wydarzeniem i nie żałujemy, ponieważ pomogło to nam w przygotowaniach i z pewnością zostanie pamiątką na lata. 

Łączna ilość wyświetleń na blogu: 145 379 (23.01.2014 godz 10.31)
Średnia ilość odwiedzin na dzień: 398
Maksymalna ilość odsłon w ciągu dnia: 1002
Łączna liczba komentarzy: 3 429
Łączna ilość postów: 100!
Łączna liczba obserwatorów: 145
Łączna liczba polubień na facebooku: 183

Zakładając bloga tak naprawdę nie wiedzieliśmy z czym to się je. Wiedzieliśmy jedno, ze chcemy stworzyć miejsce, gdzie zapiszemy nasze myśli, spostrzeżenia i zostawimy to potem jako pamiątkę dla potomnych. Oboje pamiętamy jeszcze jak siedzieliśmy i myśleliśmy nad nazwą...miało być z dystansem i humorem. Zero nostalgii. 

Żadna nazwa typu "nasza miłość" czy "jak my żyjemy" nie mogła wchodzić w grę. Początkowo szukaliśmy inspiracji w tytułach książek. Który tytuł najbardziej odzwierciedlałby naszą historię? Takowego nie znaleźliśmy. Były też śmieszne nazwy typu (pomysł Pani Poślubionej) : francuski pocałunek. Blog francuski pocałunek hehehe nieee to nie my śmieszne jakieś. 

Tak przypadkiem wpadliśmy na tytuł filmu dwoje do poprawki. Oboje znaliśmy ten film i jego historię i mimo, iż film jest o starszej parze, która przeżywa poważny kryzys w związku, stwierdziliśmy, że ta nazwa idealnie do nas pasuje. Podobnie jak para z filmu mimo, że jesteśmy młodzi, nie jesteśmy idealną parą i zanim życie zaprowadziło nas przed ołtarz, nasz związek miał kilka poważnym upadków. 

Mimo wszystko daliśmy radę i może nie udaliśmy się do terapeuty jak para z filmu, ale oboje pracowaliśmy nad sobą i mimo, ze film skupia się w większości na seksie, to przecież mówi też o uczuciach tego małżeństwa. Związek, małżeństwo opiera się w dużej mierze na bliskości, seksualności, a także na emocjach, uczuciach i w obu tych sferach należy zawsze nad sobą pracować. 

Dwoje do poprawki, nasza nazwa mówi więc o tym, ze nie jesteśmy taką parą, taką czyli idealną. Zakładając tego bloga nie chcieliśmy uchodzić za wzór do naśladowania, bo oboje wiemy, że nie ma idealnych związków. A może są? Może każdy związek pomimo swoich wad jest idealny, bo jest wyjątkowy, niepowtarzalny, ponieważ składa się z dwóch indywidualnych jednostek? Może. 

Tu można rozważać bez końca. Tymczasem my jesteśmy tu już rok. Pomimo tego, że zakładaliśmy, że blog nie pociągnie długo jakoś to idzie. Czego sobie życzymy z okazji urodzin bloga? Przede wszystkim wytrwałości i chyba tylko tego. Dziękujemy też przede wszystkim Wam, że macie ochotę czytać to co tu naskrobiemy! 


15 stycznia 2014

Szczęście dnia codziennego

Dziś krótkie przemyślenia. Nowy Rok zaczął się dla nas ciekawie, szykują się zmiany o których nie bardzo możemy pisać. Jeszcze nie. Co za małe nagrody Nas spotkały? Pani Poślubiona wygrała koszulkę :) Don't fear the nipples Anij Rubik! Odważna koszulka dla niegrzecznych kobiet ;) W sumie w swojej szafie ma już trzy takie cudeńka: Kupisz z Orłem, She/s riot Matka Polka, no i Don't fear the Nipples :) cudeńka! Choć nie każdemu mogą przypaść do gustu ;) to zrozumiałe...



Tymczasem tak jak pisaliśmy wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Nie ma kiedy i co pisać na bloga, bo jak na razie skupiamy się na pracy i na uczelni, w końcu sesja się zbliża! Każdy dzień wygląda podobnie, praca, obiad, odpoczynek, nauka, zajęcie się domem i sen. Niby czas płynie normalnie, a jednak jest to dla nas czas bardzo wyjątkowy. W końcu jesteśmy razem. Cudowna jest świadomość, ze do domu wracasz nie do kota, a do ukochanej osoby. Każde przytulenie, wspólny obiad, czy rozmowa są przez nas dziesięć razy bardziej doceniane.

Pan Poślubiony przyzwyczaja się do życia w domu i do tego, ze czasem w tym domu trzeba coś zrobić skoro już się w nim żyje. Mycie naczyń, wyrzucanie śmieci, troszkę mu to sprawia trudność. No, ale stara się ;)

Jesteśmy szczęśliwi. Nic więcej nam nie trzeba tylko żyć razem. Coraz częściej pojawia się też u nas temat dziecka. Dużo rozmawiamy. Jak to będzie, czy jesteśmy gotowi. Nie jest to łatwa decyzja. Chcemy być oboje młodymi rodzicami, dlatego już teraz o tym rozmawiamy. Są pewne plany, ale o tym za wcześnie żeby cokolwiek mówić. Jak na razie temat dziecka to dla nas zagadka i pełna fascynacja.

Przecież to niesamowite, ze dwoje ludzi jest w stanie stworzyć innego człowieka! Wpadliśmy też na pewien fajny pomysł, jaki mamy zamiar zrealizować. Otóż chcemy napisać list do naszego nienarodzonego dziecka lub dzieci. Chcemy napisać co czujemy, co myślimy, jak będzie wyglądać i jak sobie to wszystko wyobrażamy. Może kiedyś pokażemy to naszym dzieciom, a może nie. Zobaczymy, na pewno będzie to dla nas wspaniała pamiątka tego co czujemy i myślimy i jakie mamy obawy zanim się maluch pojawi.


Jak na razie żyjemy tylko we dwójkę, a właściwie trójkę licząc kota ;) lubimy takie życie i choć standardowo wszyscy naokoło życzą dziecka i dopytują się, my na razie pozostawimy to tak jak jest. Co dalej czas przyniesie zobaczymy ;) jak na razie jesteśmy szczęśliwi i naprawę czerpiemy radość z tego co nas otacza i co się dzieje.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pani Poślubiona: Kochanie, mógłbyś mi dać czasem jakiegoś kwiatka...Panna K. dostała taką piękną różę! Bez okazji.
Pan Poślubiony: Przecież nie lubisz dostawać kwiatów!
Pani Poślubiona: Czasem lubię.
Pan Poślubiony: Czasem lubisz? Jakim czasem?
Pani Poślubiona: Jak inna koleżanka dostanie!


To się nazywa zazdrosna kobieta i bądź tu człowieku mądry.

8 stycznia 2014

Czas się zatrzymał

To chyba najdłuższa jak do tej pory przerwa na blogu...zniknęliśmy, pochłonięci sobą, dosłownie zapomnieliśmy o Bożym Świecie! Musicie nam wybaczyć...po prostu będąc razem zapomnieliśmy o wszystkim, czysty relaks dwa tygodnie luzu. Sami musicie przyznać, po tak intensywnym roku...należało nam się!

Pierwszy tydzień standardowo: Wigilia i Święta spędzone razem w rodzinnym gronie, lenistwo, obżarstwo, lenistwo, zakupy, lenistwo, urodziny siostry Pani Poślubionej. Drugi tydzień był już troszkę bardziej intensywny i tu czekał nas wyjazd ze znajomymi w góry. Ekipa 17 osób, wszyscy znaleźliśmy się dosłownie na końcu świata. Jest jeden taki magiczny zakątek w górach, gdzie czas staje w miejscu, gdzie nic się nie liczy poza codziennymi spacerami po górach, wieczornymi ogniskami i śpiewaniem. Odcięci od Świata tak spędziliśmy tam 6 dni. 



Może od początku. Pierwszego dnia pojechaliśmy na miejsce razem z Panną K., jej ukochanym i Panną I. Panowie nie dali kobietom rady i w sumie wieczorem same zmuszone byłyśmy bawić się w swoim towarzystwie, a oni odsypiali świąteczne obżarstwo! Drugiego dnia zjechali się już wszyscy: siostra Pani Poślubionej, jej rodzice, znajomi rodziców, znajomi Państwa Poślubionych, znajomi znajomych i Jadwinia i wielu wielu innych! 



Było nas całkiem sporo nie ma co, wszyscy zjechali się jak na hura, czyli na Sylwestra. Pani Poślubiona Nowy Rok postanowiła przywitać trochę inaczej i wyprostowała włosy, a Pan Poślubiony wbrew pozorom, na przekór, pozostał przy swoich prostych włosach. Potem było chyba z 2 godzinne malowanie wszystkich koleżanek Pani Poślubionej, no przecież każda musiała być piękna, a że Pani Poślubiona uwielbia robić makijaże to wszystkie ustawiły się w kolejce. 


Gotowe i piękne wkroczyły na nową świeżo wybudowaną drewnianą salę z kominkiem, wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dwie przygody: sala była cholernie zimna, tak zimna, że jak się mówiło para z ust leciała...a jak gazda rozpalił w kominku jakimś dziwnym trafem dym zamiast do kominka trafił na salę i wszyscy wybiegli na dwór...ale zabawa była i tak niesamowicie udana, a grzaliśmy się tańcem, wódeczką i zapitką w postaci gorącej herbaty, a co! Tylko dziwne było to jak czas szybko leciał..ani się obejrzeliśmy, a już składaliśmy sobie na zewnątrz życzenia! 



Kolejne dni spędziliśmy na wspólnym chodzeniu po górach, wyprawie na łyżwy i prawie codziennym ognisku z przyśpiewkami do 2 w nocy. Te dni zleciały jak z bicza strzelił. Punktem kulminacyjnym wyjazdu okazała się przejażdżka konna. Dwa dni przed końcem zdecydowaliśmy się w końcu na wyjazd konno w góry, choć Pani Poślubiona miała zaledwie kilka lekcji jazdy konnej, a Pan Poślubiony prawie żadnej, wyjazd tak nam się spodobał, ze powtórzyliśmy go zaraz na drugi dzień. 






Pomimo braku umiejętności jakiejkolwiek jazdy na jakimkolwiek zwierzęciu, daliśmy radę. Ba! Udało nam sie nawet kłusować i wpaść w rytm! Przeprawa przez rwące potoki i błoto po pas koniem była fantastyczną przygodą! Konie były tak posłuszne i niesamowite, ze szkoda nam było wyjeżdżać z tego magicznego miejsca tak bardzo się z nimi zaprzyjaźniliśmy (z ludźmi też, ale to już wcześniej ;) 




Nie ominęło nas więc czyszczenie konia, rozsiodłanie, rozmowa i przekupstwo marchewką i jabłkiem. Sami w końcu mogliśmy po obcować na tyle z tymi zwierzętami, żeby zrozumieć jak mądre one są i ile rozumieją. Wyjazd był więc bardzo udany i bogaty w nowe doświadczenia. 

Czas stanął w miejscu, zapomnieliśmy o pracy, życiu jakie toczyło się poza naszym końcem świata, zapomnieliśmy o delegacji, o tym, ze świat istnieje i tylko trudno dziś było wracać do pracy... w to miejsce na pewno wrócimy. 

Tak właśnie z łezką w oku i góralską przyśpiewką na ustach żegnaliśmy ten stary i mimo wszystko dobry dla nas 2013 rok i weszliśmy w nowy już na samym początku pełen niespodzianek dla nas i wielkich zmian jak sie okazuje 2014 rok. 

2014 rok wita nas wielkimi wyzwaniami i małymi nagrodami, ale o tym już może wkrótce...