27 maja 2014

Twoja historia miłosna



Troszkę zwlekałam z tym postem, ponieważ czekałam na wasze historie miłosne, które opisywałyście w poprzednim poście. Większość z nich jest naprawdę niesamowita, niektóre zupełnie jak scenariusz z dobrej komedii romantycznej. Trudno było nam wybrać, tą jedną najlepszą, bo tak naprawdę nie ma takiej, przecież każda miłosna historia jest najlepsza, bo jest jedyna, wyjątkowa i niepowtarzalna. Z zapartym tchem więc czytałam, każdy nowy komentarz i nie raz uśmiech pojawił się na mojej twarzy mimowolnie! 

Z pośród tej dużej ilości komentarzy wyróżniam więc jeden, choć z wielkim bólem serca, bo jeśli mogłabym wyróżniłabym każdy z osobna! 

"Też dopiszę swoją historię :) M. i ja poznaliśmy się przy remoncie domu. On jest elektrykiem i zakładał właśnie lampę w pokoju rodziców. Ja byłam wtedy na studiach i miałam od pół roku chłopaka. Nasz wspólny znajomy stwierdził, że M. powinien "się za mnie zabrać", co wywołało na twarzy mojego obecnego lubego uroczy rumieniec :D Biedak strasznie się speszył. Ja pomyślałam sobie: "Fajny, przystojny... Gdybym nie miała chłopaka to bym go podrywała." Później M. często przyjeżdżał na szachy do mojego taty, dobrze się dogadywali, właściwie kumplowali mimo różnicy wieku. Zazwyczaj takie wizyty obracały się wokół szachów i niegroźnych, drobnych flirtów ze mną. Uważał, że mam wspaniałe nogi i często robił na ten temat uwagi. Moja kobieca próżność oczywiście wyciągała mnie przez to z domu kiedy tylko przyjeżdżał ;) Podobno spodobałam mu się od razu, ale potem przyszedł TEN moment. Grał z tatą w szachy, a ja siedziałam z nimi na werandzie kiedy mama poprosiła mnie o przyniesienie zapałek. Zaczęłam jęczeć, że któryś z panów powinien to zrobić i palnęłam im żartobliwy wykład o tym, że kobiety rodzą dzieci więc nie powinny być angażowane do takich ciężkich prac. Nie wiedziałam, że oprócz rozbawienie obudziłam w M. coś jeszcze. W tym momencie ponoć stwierdził, że jestem niesamowitą, pokręconą dziewczyną i albo ja albo żadna. Niestety mój związek z poprzednim chłopakiem, (o którym możesz poczytać tu: http://kawa-herbata-mleko.blog.pl/2014/04/07/o-naiwnej-zolzewie-i-prawdziwie-szczesliwym-zakonczeniu/ ) nadal trwał i co gorsza zmierzał do ślubu, bo wkrótce potem się zaręczyliśmy i zamieszkaliśmy razem. M. miał jeszcze nadzieję, że mój ojciec, który niespecjalnie przepadał za moim wybrankiem coś z tym zrobi. Łącznie od pierwszego naszego spotkania M. czekał na wakat w moim sercu prawie trzy lata nie wiążąc się w tym czasie z nikim. Ostatecznie narzeczony sam mnie zostawił, a trzy tygodnie później M. pojawił się w naszym domu na tradycyjną partyjkę szachów. Po rozegraniu trzech został na kolejną kawę, żeby ze mną porozmawiać. Wyszedł o 3 nad ranem. I tak było przez ładnych parę tygodni. Potrafiliśmy rozmawiać do świtu. Rekord padł kiedy M. wyszedł ode mnie o 6 rano po przegadanej nocy. Potem wszystko potoczyło się ekspresowo. Po 9 miesiącach postanowiliśmy się pobrać. Najwyraźniej w dobrym momencie, bo parę dni później (ewentualnie tydzień - jak wynika z wyliczeń), poczęliśmy nasze pierwsze dziecko i dziś jesteśmy szczęśliwą rodziną :) Mimo, że potrafimy się nieźle pokłócić, a może właśnie dlatego. Oboje mamy trudne charaktery, ale bardzo się kochamy, a naszą Kitkę jeszcze bardziej :)"

Bardzo fajnie swoją historię opisała również ta z żebra, jednak tak jak obiecała usunęła ją po pewnym czasie. No i się nie dziwię, niestety często osoby, które nas znają za bardzo wciskają nosa tam gdzie nie trzeba. 


Jak było dalej z naszą historią? Jak wiecie Pan Poślubiony doszedł do nas do klasy. Długo nic konkretnego się nie działo, poza niewinnymi flirtami jak na takie dzieci, bo wtedy nimi byliśmy. Były flirty, ale był też moment kiedy wręcz nienawidziłam Pana Poślubionego. Stał się wrogiem numer jeden. Do momentu gdy pomogła nam Panna K. w pogodzeniu się. Później się okazało, że Pan Poślubiony kombinował. Brak internetu w domu, trzeba przyjechać z innej dzielnicy miasta do centrum do mnie i skorzystać, bo niby pilnie potrzebny do szkoły, tak jakby nie był dostępny w bibliotece. Ja naiwna wierzyłam, że on przyjeżdża do mnie tylko ze względu na ten internet. Potem wszyscy całą klasą mieliśmy iść na imprezę. Jak się okazało to również był spisek całej klasy i tym sposobem tylko ja i Pan Poślubiony akurat w ten piątek mieliśmy czas, żeby gdzieś wyjść. Moja pierwsza randka w życiu. Oczywiście nie wyrobiłam się i przywitałam Pana Poślubionego z ręcznikiem na głowie. Stał z różą w ręku, w koszuli i jak na te 15 lat był niezwykle przystojny. To dzień, który uznajemy za nasz pierwszy jako pary. 14.10.2005 r. Wychodzimy ode mnie z domu, przechodzimy przez pasy, a on łapie mnie za rękę. Wydaje mi się, że cały świat na nas patrzy. Serce wali jak oszalałe. Tego dnia poszliśmy do jakiejś nieczynnej jeszcze dyskoteki. Ja piłam sok ze świeżych pomarańczy, a on Burn'a. Gadaliśmy o wszystkim, zafascynowani sobą. Na pożegnanie tylko go przytuliłam. Byłam tak zawstydzona, ze nie odważyłam się pocałować go nawet w policzek! Od tej pory jesteśmy razem. Czas leciał, a my razem dojrzewaliśmy. Mimo tego, że teraz jesteśmy zupełnie inni niż wtedy, zmieniliśmy się pod siebie i dla siebie. Od tamtej pory wszystko było z myślą o moim ukochanym. Dotarliśmy, aż do tego momentu, niedługo 9 lat razem i rok po ślubie. Do tej pory dziękuję Bogu, że mi go zesłał. Pierwsza i jedyna miłość, najpiękniejszy dar.

8 maja 2014

Szczerość w związku


Niejednokrotnie zastanawiam się jak to jest z tą szczerością w związku. Każdy zaraz będzie się bił w pierś, że on to jest w 100% szczery, niczego nie zataja, nie przemilczy niektórych kwestii. 

Myślę czy szczerość ma gdzieś swoje ramy, właściwie dokąd on sięga? Czy szczerością jest dzielenie się swoimi przemyśleniami z innymi ludźmi,  choć chwilowo pozornie są one prawdziwe, a tak naprawdę w dłuższej perspektywie nie? Nie raz coś nam ślina na język naniesie, walniemy choć po dłuższym zastanowieniu nie jest to zgodne z nami samymi.

Czy szczerością będzie powiedzenie drugiej osobie co o niej myślimy kiedy zapyta? No właśnie, a jeśli nie zapyta to dzielić się z nią swoimi przemyśleniami? Czy nie?

Pisząc na podstawie własnych doświadczeń stwierdzam, że szczerość bezgraniczna jest cholernie trudna! Szczerze powiedziawszy ;) nieraz zdarza mi się delikatnie naciągnąć prawdę w stosunku do Pani Poślubionej, ale Bóg mi świadkiem, że staram się ostatnimi czasy mówić wszystko.

W moim przypadku nieszczerość to błahostki, że byłem w McDonalds albo innym fastfood-ie, chyba, że nie podzielę się z moją ukochaną taką wizytą ona coś podejrzewa i nie dowie się do momentu, aż wyszło na jaw gdy Pani Poślubiona podstępem przeanalizowała mój wyciąg z kąta  :)  Łajza!

Zdarza się też, że czegoś tam nie zrobiłem, bo nie miałem czasu, a zazwyczaj zapomniałem albo mi się nie chciało. Takie raczej pierdoły, ale nieraz mi ciążą i zastanawiam się dlaczego ja właściwie tego nie powiedziałem?

Tak po prostu zostałem beznadziejnie wychowany: "Kupie Ci tą grę, ale tylko nie mów mamie/ojcu" 

W pozostałych kwestiach staram się z Panią Poślubioną być szczerym choć nie jest to łatwe. Poza tym niekiedy mimo najszczerszych chęci możemy powiedzieć coś co w danych okolicznościach urazi tą drugą stronę. Ja ostatnio powiedziałem Pani Poślubionej, że się troszkę zapuściła (wiem jestem okropny szczególnie przy mojej wadze), ale sama się o to prosiła taki mieliśmy układ, że powiem jej szczerze co i jak. Więc powiedziałem, że przytyła.

Często rozmawiamy razem o tym czy gdybyśmy się np. zdradzili czy powiedzielibyśmy sobie nawzajem o tym fakcie. Powiem szczerze, że ja nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia czy zdobyłbym się na tą odwagę. Chyba bałbym się tego, a poza tym nie chciałbym obciążać drugiej połówki wiedzą o tym co zrobiłem. Żyłbym z tym do końca życia i to byłaby chyba największa kara za taki uczynek. Zostaliśmy tak stworzeni, że sumienie jest naszym najlepszym katem i karą za grzechy, kłamstwa i inne przewinienia.

A jak u Was jest z szczerością? Powiedzielibyście swoim partnerom o zdradzie?

Pozdrawiam,
PAN POŚLUBIONY