28 lipca 2014

Wszystko się zmienia.

PANI POŚLUBIONA

Dziś są moje urodziny. Nie będzie hucznej imprezy ani licznej gromady gości :) jak co roku spędziłam je rozłożone w czasie, bo już od środy - tak twierdzi Pan Poślubiony. W środę to dostałam od niego prezent :) w tym roku bardzooo praktyczny :) Kremy z palmersa dla kobiet w ciąży of course i dwa kremy na moją masakrycznie pogarszającą się cerę z la rosz coś tam :) i  muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! Od kilku dni używam tych kremów rano i wieczorem i jestem w szoku, bo bardzo mi pomogły. :) Okazało się, że na moją suchą skórę na brzuchu sama oliwka nie wystarczy, a na twarz trzeba by było chyba bombę położyć, ale dzięki la rosz efaklar duo (wybaczcie pisownie nie chce mi się przepisywać idealnie z opakowania - mogę się trochę polenić w końcu dziś mam urodziny!) no ale wracając do mojej twarzy to dzięki tym kremom znowu wyglądam jak człowiek.

Poza tym w sobotę byliśmy w kinie, a kupę lat nie byłam na takiej randce, także miałam niezłą frajdę :) najadałam się popcornu i nachosów do syta, bawiliśmy się świetnie. Byliśmy na"Rodzinnych Rewolucjach" i o ile film jest troszkę przerysowany to bardzo nam się podobał. Miło było znowu zobaczyć w jakimś tam stopniu afrykę, a raczej jej o wiele bogatszą wersję, tak to podkoloryzował scenarzysta :)

Poza  tym dziś mogła bym dostać pierwszy prezent od naszego malucha w postaci porządnego kopniaka :) oj jak bym się ucieszyła, choć wiem, że na to raczej nie ma szans i porządne kopniaki to czekają mnie dopiero koło 20 tygodnia ciąży :) choć niektóre moje koleżanki forumowiczki już w 14 tygodniu poczuły, a nasz maluch podobno jest o tydzień większy niż termin z OM (ostatniego dnia miesiączki - to dla tych niewtajemniczonych w ciążowych skrótach) ostatnio byłam na USG i w 13 tygodniu miał 8 cm iiii słodko sobie spał...a nie tak jak wcześniej machał rękami i nogami i wkładał paluszki do buzi :)

Co do samej ciąży to dowiedziałam się o niej następujących ciekawych faktów i poczułam je na własnej skórze:

- przede wszystkim dowiedziałam się, że może być mi okropnie nie dobrze, a jednocześnie mogę mieć ochotę na lody jagodowe/frytki/zupę burakową/konserwę z małosolnym na kanapce,
- moje cycki moją osiągnąć wielkości melona i śmiało mogłabym zastąpić Pamelę Andreson w Słonecznym Patrolu, gdyby tak przy okazji nie bolały,
- dowiedziałam się, że po zaledwie kilku miesiącach nie poznam swojego ciała w lustrze,
- dowiedziałam się, że zrobienie ciasta na urodziny i babeczek to jedyna aktywność danego dnia, bo potem jestem wykończona jakbym co najmniej tort weselny upiekła,
- sikać można więcej niż 20 razy na dobę i budzenie się w nocy do kibelka co 3 - 4 godziny to norma, intensywne ćwiczenia do chronicznego niewyspania się dzięki naszemu bobasowi.
- jestem ciągle głodna!


PAN POŚLUBIONY

Minął tydzień od początku mojego wyzwania i muszę przyznać, że wyjątkowo dobrze i gładko mi idzie. W ciągu dnia nie ma problemu, szczególnie, że póki co mam bardzo intensywne dni w pracy, gdzie niekiedy nie ma czasu nawet pomyśleć o jedzeniu.

Wieczorem mnie nieco ssie. Chodzę po mieszkaniu na trasie sypialnia - lodówka i głośno manifestuję swe niezadowolenie z powodu głodu.

O tyle o ile z aktywnością fizyczną jest ciężko z pewnych przyczyn to faktem stało się że jem zdecydowanie mniej.

Mówiąc krótko: przestałem żreć!


Mam nadzieje, że w tym tygodniu uda mi się już zacząć biegać i trochę przyspieszę moją transformację. Moim marzeniem jest aby znowu zacząć grać w piłkę nożną, ale do tego muszę nabrać choć odrobinę kondycji.

Ostatni raz byłem pokopać jakieś 2 lata temu. Przebiegłem całe boisko tam i z powrotem, potem już resztę meczu stałem na bramce bo tak mnie kolka kuła. 
Trzeba sobie powiedzieć wprost, że przez ostatnie 4 lata zapuściłem się okropnie.

Ale teraz mam nową prace, nowe perspektywy i możliwości. Wszystko odmienię!


-waga: 116,6 kg
-obwód w pasie: nie mierzyłem (jeszcze raczej nie ma sensu)

26 lipca 2014

Dwie kreski


Ten post powstał już dużo wcześniej, ale dopiero teraz może ujrzeć światło dzienne. O tym jak dowiedzieliśmy się, że będziemy mamą i tatą :) Post jest dla nas bardzo intymny, dlatego mam nadzieję, że uszanujecie to, że dzielimy się z Wami naszymi wrażeniami i nie pojawią się tu niepotrzebne słowa.


PANI POŚLUBIONA


W swoim życiu robiłam już kilka testów ciążowych, ale żaden nie pokazał mi dwóch kresek, mogłabym napisać, aż do teraz. Tak jednak nie było. Jak zwykle spóźniał się okres, ale dzięki temu, że stosujemy NPR wiedziałam co mniej więcej się ze mną dzieje i miałam podejrzenie. Mogę być w ciąży. Mogę być w ciąży, bo kochaliśmy się w owulację. Mogę być w ciąży, bo Pan Poślubiony użył najpiękniejszych słów, a nie przypuszczałam, że po słowach "Czy zostaniesz moją żoną?" mogę usłyszeć coś piękniejszego. "Chciałabym mieć z Tobą dziecko, jesteś najpiękniejszą kobietą i kocham Cię całym sercem. Jestem na to gotowy." 

14 dzień po owulacji. Przyszła pora na test. Niedziela, a ja już od 6.30 nie śpię. Budzę Pana Poślubionego: "Kochanie, mogę już go zrobić, nie zasnę, nie wytrzymam!", słyszę: "Daj spokój, pośpij jeszcze trochę, zrobimy go razem, później." Nie ma mowy. Wstaję i idę do łazienki. Robię test. Papierek nasiąka, czemu tak długo to trwa? Patrzę. Jedna kreska. Zaplam światło nad lustrem, przyglądam się, nie...coś się pojawia...jest druga, słaba, ale jest. Trochę się trzęsę. 

Idę do sypialni do Pana Poślubionego. Patrzy na mnie zdezorientowany. "i co?" Nie wiem. Sam zobacz. Podaję test. Patrzy no jest druga, ale strasznie słaba! Tak, ale dla mnie oznacza to jedno. Na 100% jestem w ciąży. Temperatura od niedawna znacznie wzrosła do 37 stopni. Okres nie przyszedł, bolą mnie piersi. Czuje, że to to. Pan Poślubiony uśmiecha się i mnie całuje, gładzi brzuch. Mówi, że on już to czuł od tygodnia i odwraca się żeby zasnąć. 

Pytam, czy mogę zadzwonić do Panny K., musisz? Nie możemy z tym poczekać? Nie! Muszę mieć z kim pogadać! Musze mieć kogoś poza Tobą mężu, kto będzie wiedział od początku. Dzwonię. Jest 7.00, łamie mi się głos, nie umiem tego wykrztusić. To takie nierealne. 

-"Halo? Śpisz?"
-"Mmmmmm...no...co jest?"
-"To nie śpij. Zrobiłam test." Słyszę jak oprzytomniała.
Po chwili Panna K. odzywa się:
-"Halo? Jesteś tam? No powiedz mi to!" 
Płaczę. Nie umiem wydusić słowa. Przez łzy mówię:
-"Jestem w ciąży" (Ja? Jak dziwie to brzmi)
-"Noooo co Ty??? Gratulacje!!! (...)"

Ucieszyła się. Nie wiem jak bardzo, możliwe, że bardzo, ale przecież trochę pokrzyżowałam jej plany. Mam być świadkową na ich ślubie, a tymczasem będę mamą. Szybki przelicznik, w dniu ślubu nasz maluch będzie miał 3 miesiące. DAMY RADĘ.

Jutro test z krwi. Będę pewna na 100% czy moje przypuszczenia są słuszne. Choć test płytkowy rzadko się myli. Wiem już na pewno jestem w 4 tygodniu ciąży. Dziękuję Ci Boże.


PAN POŚLUBIONY

Jaka była moja reakcja na informację o tym że Pani Poślubiona jest w ciąży?

-acha, no to spoko, idę dalej spać.

Wiedziałem już od dwóch tygodni że będziemy mieć dzidziusia, nie miałem pewności, ale wiedziałem i bardzo na to liczyłem. Więc nie było zaskoczenia, fajerwerków, a potwierdzenie tego co czułem od 14 dni. Naprawdę czułem, że coś z tego będzie, że coś się święci! I masz! Mój entuzjazm rozłożył się w tak długim czasie, że nie było mowy o krzyku i podskokach ja cieszyłem się już od dawna.

Pewnie wielu z Was spyta czy to przypadek i pomyśli, że teraz ściemniamy, ale to świadoma, dojrzała decyzja, którą razem podjęliśmy rozmawialiśmy o tym już od miesięcy i brakowało tylko jednego małego kroczku.

W końcu go wykonaliśmy. Pani Poślubiona długo nie dowierzała, w sumie to, aż do dnia testu gdzieś w niej była taka nutka niepewności - przecież to nie może być takie łatwe!

Powiedziałem jej jedno: -jak grałem w piłkę nie jedną bramkę strzeliłem z połowy boiska!

Tym razem znowu okazałem się skuteczny.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Tak rozpoczęła się nasza ciążowa przygoda :) Jesteśmy szczęśliwi. Teraz Pani Poślubiona jest w 14 tygodniu ciąży. Czas leci. Wszystko się dobrze układa. Oby tak dalej. Skupiamy się na przygotowaniach do narodzin i do ślubu Panny K. :) od razu informujemy: Blog dalej będzie o naszym życiu. Nie będzie to blog głównie o ciąży bądź stricte blog parentingowy. Choć różne posty się pojawią pewnie i o ciąży i o ślubie i o naszych randkach i o innych przygodach :) Pozostaniemy przy tym przy czym jesteśmy.

Dziękujemy Wam również za te wszystkie miłe komentarze i gratulacje :) na prawdę fajnie się czyta takie słowa i fajnie, ze wiele osób pomimo, że wcześniej było tylko biernymi obserwatorami to jednak się odezwało!

Ps. Jak myślicie chłopczyk czy dziewczynka? ;)

My aż do narodzin chcemy mieć niespodziankę! :)


21 lipca 2014

Comeback



PAN POŚLUBIONY

Minęło sporo czasu... Szczerze? - nie Chciało mi się!
Zawsze miałem wymówkę aby nie napisać nowego posta, muszę się z powrotem wciągnąć, żeby tak jak wcześniej sprawiało mi to przyjemność.
Za to że byłem  nieobecny przepraszam, a widzę że w tym czasie na blogu sporo się działo. Chwilami kulinarnie, wakacyjnie, koncertowo, a i mnie się też oberwało za nadwagę. No cóż mogę powiedzieć? -moja Żonka gotuje najlepiej na świecie!
Niemniej, aby nie utrudniać pracy grabarzom za parę lat, postanowiłem się odchudzić. Od dzisiaj przechodzę na dwie diety, -bo jedną się nie najadam   :)
A tak na serio to redukuję ilość spożywanego jedzenia jak słusznie zauważyliście zaczęło się mnie robić więcej i więcej, szkoda, że nie widzicie brzuszka Pani Poślubionej - jeśli wicie o czym mówię (w tym miejscu sprawdzimy kto na prawdę czyta moje notki)...
Wracając do tematu co tydzień w poniedziałek będę publikował Wam moje postępy z odchudzania i relacjonował jak mi idzie, postawię szczególnie na ruch. Postaram się na fejsie publikować codziennie moją aktywność fizyczną. Mam nadzieję, że pomożecie! Do czasu przyjścia na świat naszego maleństwa chcę być przykładnym tatą, również fizycznie! Nawet nie wiecie jak człowiek potrafi się zaspać wiążąc buty!  

Potrzebuję jeszcze Waszej pomocy, za tydzień Pani Poślubiona ma urodziny, a pomysłu na prezent brak! 

Pomóżcie!

Początek odchudzania:
-waga: 118,5kg
-obwód w pasie: 114cm


PANI POŚLUBIONA

Nie wierzę, że Pan Poślubiony wrócił..wrócił do blogowania i od razu tak Was nowościami atakuje. Po pierwsze odchudzanie. Przykro mi mężu, ale znam Twoje nawyki żywieniowe i nie wierzę, że podjadanie minie. Choć faktem jest, że mniej nakładam na talerz i faktem jest, że raz poszedłeś biegać. Choć sama wiem ile pracy kosztuje wkręcenie się w aktywność fizyczną i będę wspierać Pana Poślubionego, ale wiem, że cały plan może spalić na panewce. 

Tak jak Pan Poślubiony napisał i tak jak niektórzy się domyślili to będziemy mieli dzidziusia. Dla mnie jest to mnóstwo zmian i bardzo się cieszę, ze w końcu się zdecydowaliśmy... fakt faktem, że mój brzuch coraz bardziej dogania brzuch Pana Poślubionego...swoją drogą nie miałam pojęcia, że ciało kobiety w ciąży tak diametralnie się zmienia. W ciągu zaledwie 3 miesięcy urosły mi piersi (to na duży plus) urósł brzuszek - oczywiście, ale co mnie zaskoczyło niekoniecznie pozytywnie...urosły mi uda i pupa..będę jak mama J.Lo. 

Fakt, z tego powodu czasem bywa, że łapie mnie dołek, bo nie mieszczę się już w żadne jeansy, a miałam taką fajną figurę...no, ale czego się nie robi dla tego brzdąca...i śmiało dalej wcinam, ale zdrowo i wiem, ze jak malec się urodzi będę mogła dopiero wtedy pomyśleć nad powrotem do biegania i jakimś bardziej intensywnym ruchem. 

Zaczynam 4 miesiąc i cieszę się, ze będziemy młodymi rodzicami. Czego chcieć więcej? Tylko zdrówka dla dzidzi.Tak to mam wszystko, pełnię szczęścia i czasem, aż nie mogę się nadziwić, że mnie to wszystko spotyka. Co do moich urodzin. Pan Poślubiony nie ma pomysłu, tak samo jak ja...skończę 24 lata...wkraczając w 4 miesiąc ciąży..tyle się dzieje. Mam już największy prezent mojego życia..owoc naszej miłości.

Poza tym, tak się zastanawiałam, czy ze względu na te wszystkie zmiany jest sens prowadzić jeszcze tego bloga i czy będę miała ochotę cokolwiek tu jeszcze pisać? Bardzo lubię wasze komentarze i za każdym razem gdy dopada mnie taka rozterka na facebookowym funpagu przybywa kilka lajków...i jak tu Was opuścić? Zobaczymy co z tego wyniknie. 

Jak na razie nie mam ochoty publikować wizerunku mojego dziecka i nie mam ochoty pisać gdy wiem, że czyta to kilka osób które wciskają nochala w nie swoje sprawy i wcale nie chce, żeby znajomi tu zaglądali..to mnie najbardziej boli. Za to więcej jest plusów. Na bieżąco drukuję bloga i robię pamiątkę dla naszych dzieci. Poza tym lubię czytać co macie do powiedzenia, lubię po wkurzać się na niesłuszne bądź słuszne komentarze anonimów. Częściej na te fatalne komentarze anonimów po prostu nie odpisuję, bo nie ma sensu. Walka z wiatrakami mnie nie interesuje, a tłumaczenie się obcej osobie nie jest dla mnie najważniejsze. Czas pokaże co z blogiem dalej...ja teraz skupiam się na zupełnie innej sferze życia. Wszystko kręci się wokół miłości mojego życia. Mojej nowej rodziny.

11 lipca 2014

Miłość na ostro

Bynajmniej, nie będzie tu o seksie. Nasz blog jest o naszym życiu i tylko raz zamieściliśmy tu...nie to dalej nie chodzi o seks...i tylko raz zamieściliśmy tu post na temat stricte kulinarny. Pamiętacie post z porównaniem czym żywi się Pan Poślubiony na delegacji, a czym żywię się ja jak go nie ma? Ano był taki. Teraz przyszła kolej na to co jemy wspólnie, czyli jak głównie ja rozpieszczam Pana Poślubionego. Dlatego też tak jak zauważyliście Panu Poślubionemu przybywa kilogramów...no ale jak tu nie jeść jak żona tak dobrze gotuje ;) ???

Nasza miłość jest pikantna :) dlatego też takie danie chciałam Wam zaprezentować..nie będzie słodkich deserów (No może na koniec czasami są, bo też bywa słodko) będzie pikantnie i ostro..byle nikogo nie wzdęło od fasoli czy zazdrości...zapraszam więc na moje wydanie:

CHILI CON CARNE a'la dwoje do poprawki

Składniki:
- Szczypta zapału, uśmiechu i miłości ;), a potem kupujemy:
- 1 dużą cebulę,
- 1 ząbek czosnku oba składniki dla odstraszenia innych zalotników, tych co z nami nie jedli,
- 0,5 kg mięsa mielonego wieprzowego lub wołowego jak kto woli, zależy czy w domu mamy wieprza czy świętą krowę ;)
- Puszka czerwonej fasoli, nadymamy innych zazdrością
- Puszka kukurydzy, wbrew pozorom żółtej
- Puszka pomidorów mogą być całe mogą być krojone,
- Koncentrat pomidorowy, tak żeby było krwiście czerwono!
- Pasta paprykowa lub papryka w proszku, zaczyna się robić pikantnie...
- Pasta chili lub papryczki chili, mogą być suszone, tu już zaczyna być ostro...
- Oliwa lub olej do smażenia, jak się nie uda potrawa to olej sprawę i jazda na pizzę...
- Wrapy, takie placki, możesz być ambitna i upiec sama, ale ja nie radzę...idę na łatwiznę i kupuję gotowca. Pan Poślubiony i tak nie dostrzegłby różnicy ;p (Przecież gotuję idealnie)
- Troszkę soli, pieprzu, curry i cukru, żeby życie miało smaczek ;)
- Ryż, żeby wprowadzić troszkę egzotyki.

Potrawę możesz przygotować tak jak robiły to nasze praprapraprapraprababki na palenisku przed domem i w kociołku, ja tu również poszłam na łatwiznę, wzięłam patelnię, drewnianą łyżkę, kuchenkę gazową, deskę do krojenia z nożem i jazda, mam 1 h potem Pan Poślubiony wraca z pracy...zaczynamy gotowanie:

Na początek kroję sobie cebulę.
Pokrojona cebula, na tle składników prezentuje się dumnie. Fotka dla Was.
Jej czas się skończył, już nie jest taka dumna, skwierczy błagając o litość, ja ją szklę i dodaję trochę cukru i dalej szklę
(nie wiem czemu dodaję cukru nie pytajcie, tak radziła słynna Madzia Gessler w kuchennych owulacjach, tak ze robię i jest super)
Przyszedł czas na czosnek! Obieram, przeciskam przez wyciskarkę i dodaję na patelnię, gdzie już czeka mięcho.
Mięcho, to co Pan Poślubiony lubi najbardziej, więc smażę, mięcho...nie Pana Poślubionego on w pracy.
Doprawiam mięcho solą i pieprzem.
Dodaję pomidory z puchy, ja miała te w całości.
Dodaję cały koncentrat i łyżkę albo dwie pasty z papryki.
Mieszam!
Dodaję fasolę! Pychotka, moja ulubiona!
Dodaję kukurydzę! Pychotka, tym razem ulubiony składnik Pana Poślubionego. 
Najlepsza część! Ostro! Ja miałam do wyboru, suszone papryczki chili, marynowane albo pastę. Wybrałam pastę!
Daję 3 łyżeczki czubate (bardzo ostro) lub 1 łyżeczkę (mało ostro) analogicznie 2 łyżeczki (średnio ostro)!
Już wygląda kolorowo i imponująco! Doprawiam jeszcze solą i pieprzem do smaku...
Na drugiej patelni w między czasie podpiekam wrapy, potem mogę przesmarować je masłem z czosnkiem i bazylią :)
Masełko również robiłam sama samiusieńka. 
Przepis na ryż masz na pakowaniu :D do białego lub ciemnego ryżu dodaję łyżkę curry i opcjonalnie łyżeczkę kurkumy.
Smakuje niesamowicie!
Kładę na stole, dodatki, a Pan Poślubiony już właśnie wrócił z pracy.
Główna atrakcja obiadu już na stole.
Tak sobie nakładamy na talerz i jemy na przemian wrapa i ryż, jak nam wygodnie :)
Bardzo fajnie smakuje jak na górę walniemy jeszcze łyżkę jogurtu lub śmietany 12% PYCHOTKA!
Aaaa na deser...lody z owocami! Jestem cudowną Panią domu :D


Polecam, JA, Pani Poślubiona.... SMACZNEGO!

7 lipca 2014

Wakacje!

Ahoj! Jesteście tam?
Dla niektórych już dawno się zaczęły, a dla nas praktycznie dopiero od niedzieli. Wakacje, wakacje, wakacje! Jak ja kocham ten czas. Jest ciepło, są owoce, truskawki, maliny, jagody. Można jeść lody do oporu i leżeć nad jeziorem do wieczora. Pan Poślubiony pięknie zaliczył sesję, właściwie na wrzesień został mu jeden nieszczęsny egzamin, ale na tle grupy i tak wypada najlepiej. Jestem z niego dumna. Mnóstwo 4, 5 no i chyba kilka 3 z tego co pamiętam. Czuję się jak dumna matka kwoka ze swojego pisklęcia. 

Wakacje oznaczają dla nas teraz z deczka co innego niż dla niejednego szkolniaka. Dla mnie oznacza to głównie to, że weekendy w końcu spędzę w całości z moim najwspanialszym mężem! Kocham ten czas. Znowu wrócą wspólne śniadania rano, pytanie: "to co dzisiaj robimy?", wyjazdy na kąpielisko. Teraz od weekendu do weekendu i byle jak najdłużej tak. 

Przez życie razem, krok w krok, jak zawsze :)
Jako, ze w tym roku nasz urlop przypadł na marzec, kiedy to właśnie wybraliśmy się w podróż poślubną do Kenii, wakacje zaowocują może w dwa 4 dniowe wypady i to tyle. Niestety, coś kosztem czegoś, ale i tak się cieszę. Jak wasze plany? Gdzieś jedziecie? Słoneczka Grecja, Chorwacja, polskie morze, a może cudowna polska pachnąca wakacjami wieś??? 

Może spędzicie je we własnym mieście? U nas w Gliwicach dużo się dzieje. Akurat teraz mamy uliczników, jak co roku. Artyści wychodzą na ulice i serwują przechodniom przeróżne przedstawienia. My już na jednym byliśmy. Poza tym mamy kino plenerowe. Niestety na nie nie zdążyliśmy sie jeszcze wyrobić, ale nie odpuszczę. W każdym mieście pewnie latem dzieje się coś ciekawego. 




Pan Poślubiony obiecał mi też, że skoro ma wakacje od uczelni to i na blogu będzie bardziej aktywny. Ja się coraz częściej zastanawiam, kiedy to nasz blog się wypali? Gdybyśmy chcieli już do końca pisać o naszym życiu to pewnie nigdy, bo zawsze coś się dzieje...gorzej z chęcią dzielenia się tym i w ogóle pisania o tym. 

Jak na razie nie zamierzamy zamknąć bloga. O nie. Jak na razie mamy coraz więcej pomysłów na nowe notki, a skoro wakacje to i czasu będzie więcej na realizację tych planów :) 

No i zaraz, zaraz...czy to za 6 dni nie będzie nasza pierwsza rocznica ślubu??????? Kiedy ten czas zleciał??? Przecież jeszcze niedawno dzieliśmy się z wami przygotowaniami do wielkiego dnia :) a tu już rok...