6 stycznia 2015

Byłam w szpitalu.


Pierwszy raz w życiu trafiłam do szpitala. Myślałam, że ten pierwszy raz zdarzy się dopiero wtedy gdy będziemy rodzić, kolejny raz jednak potwierdziło się, że ciąża to stan dynamiczny i nieprzewidywalny i gdy jednego dnia jest w miarę dobrze, drugiego lądujesz już w szpitalu. No i tak było w naszym przypadku. 2.00 w nocy, budzi mnie okropny ból głowy, myślę sobie pewnie znowu zatoki, bo już od dwóch tygodni męczy mnie jakaś choroba. Wstaję i kręci mi się w głowie, biorę paracetamol i kładę się, ale ból jest przeokropny. 

Przypomniało mi się, że Pani doktor kazała mierzyć ciśnienie, bo w gabinecie ciągle miałam wysokie. Budzę więc Pana Poślubionego i opisuję jak się mają sprawy. Mierzymy ciśnienie, a tam wyżej niż w gabinecie. O kurcze. No i co teraz?? Dzwonimy na IP, pytamy się...proszę odczekać 15 min. znowu zmierzyć, a jak nie zmaleje to prędko do nas. Nie zmalało. W szpitalu miałam już 166 na 98 czy jakoś tak. Ciśnienie skakało jak szalone, leki nie chciały pomagać i tak przeczekałam od 3 rano gdy mnie przyjęli do 9.00 rano gdy w końcu wszystko się unormowało, a głowa pomału przestawała boleć. 


28.12 zdążyłam po świętować. Tylko ile ja teraz będę tu siedzieć? Do końca ciąży??? Zobaczymy, słyszę w odpowiedzi. Szpital. Nie powiem mój pierwszy raz w życiu i nie było tak strasznie. Pierwszy wenflon i kroplówka, da się przeboleć, ale co ja mogę wiedzieć, jak spędziłam tam zaledwie 4 dni? Tak, na sylwestra mnie wypuścili - taka ze mnie szczęściara. 


Nie wiedziałam, że życie w szpitalu tak znacznie się różni od tego jak funkcjonujemy w domu. W nocy i dzień co 2 h sprawdzanie tętna dziecka, położna chodzi z małym urządzeniem i każdej ciężarnej przykłada je do brzucha słuchając tętna. Piękny dźwięk. Każdy brzuszek wydaje charakterystyczne tum,tum,tum,szszszzsz :) Ogółem w szpitalu wstawałam już koło 6.00 co w domu jest praktycznie niemożliwe. O 6.00 pobudka, 7.00 kąpiel, 8.00 śniadanko, 9.00 obchód, 10.00 lenistwo lub badanie, 11.00 KTG, 12.00 obiad, 14.00-18.00 odwiedziny, 16.00 kolacja, 19.00 kąpiel, 20.00 leżmy w łóżkach i koło 21.00 - 22.00 spać. W między czasie 4 razy dziennie mierzyli mi ciśnienie i leki. Latałam też z kroplówką z magnezem, bo okazuje się, że mam już całkiem niezłe skurcze. 

Co do posiłków. Jak na patologię ciąży...dramat. Choć nie zawsze. Jako, że miałam dietę bezsolną, to wyglądała ona troszkę inaczej niż moich współlokatorek, a mianowicie różniła sie jedynie obiadem i raz dostałam inną kolację. Obiady jak na dietę bezsolną mi bardzo smakowały, za to śniadania i kolacje czasem przerażały. Przykre jest to, że nie uświadczy się na śniadanie czy kolację żadnych warzyw czy owoców. 


Nie chodzi tu o to, że jestem mega wymagająca i oczekuję nie wiadomo czego, ale chyba jedna główka sałaty lodowej na cały oddział, która kosztowałaby może z 3 zł podzielona dałaby każdej ciężarnej minimum 3 plasterki sałaty i to już coś lepszego niż niewiadomego pochodzenia kawałek mielonki. 




Tak samo nie uświadczysz tu sera, pomidora, papryki. Niestety ani krzty małego plastereczka, a tyle się mówi ciężarnym o zdrowym odżywianiu, pełnoziarnistym pieczywie, nabiale, warzywach i owocach, jednocześnie karmiące je na patologii ciąży tym co najtańsze: białym chlebem, margaryną i mielonką. Przecież to patologia ciąży! Nie znaczy to, że jedzenie ma wyglądać patologicznie. Oczywiście trzeba mieć swoje sztućce i kubek, bo inaczej rano nawet nie skosztujemy kawy inki. Raz śniadanie wyjątkowo mi smakowało, zupa mleczna z kaszką manną, chleb, miód i wspomniana inka. Tylko, że dziewczyny mówiły mi, że codziennie to samo, zupa mleczna, chleb i miód labo na przemian mielonka. Tyle w temacie. Daleko nam jeszcze do zachodu i mogłoby być lepiej, znacznie lepiej, ale może kiedyś, kto wie? 

26 komentarzy:

  1. To dobrze, że już wszystko w porządku!
    Jedzenie rzeczywiście patologiczne... Straszne to jest. A jak w ogóle warunki? Sale, łazienki? Dało się wytrzymać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sale w porządku, łazienki w miarę. Najważniejsze, że było ciepło i woda też była ciepła, a łazienki były czyste. Trzeba było mieć tylko swój papier toaletowy :D Co do położnych i lekarzy, bo zapomniałam o tym napisać to zauważyłam pewną zależność. Położne i lekarze młodzi są niesamowicie mili i pomocni. Natomiast Ci bardziej wiekowi, mają postawę surowego nauczyciela, a mi jako pacjentowi nie wolno było o nic pytać...

      Usuń
    2. Miałam dokładnie takie same odczucia. Im młodszy lekarz/położna tym lepiej.

      Usuń
  2. Ja w szpitalu spędziłam 3 miesiące... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o takich przypadkach...czasem trzeba, dla własnego i dzidziusia zdrowia :)

      Usuń
  3. Tak, to prawda... to szpitalne jedzenie to porażka... I nie mówię tu tylko o patologii ciąży, ale o internie czy innych oddziałach, gdzie pacjenci powinni dbać o zdrową dietę odpowiednią do ich jednostki chorobowej... a tu właśnie jasny chleb, margaryna, zero warzyw, itd... :(
    Ale zupy mleczne za to uwielbiam. Zawsze mając dniówkę w pracy ustawiałyśmy się z kubkami i miseczkami po zupę mleczną (była z płatkami owsianymi, z kaszą manną, z takimi jakby lanymi kluseczkami, z ryżem), w każdy dzień inna... ja dodatkowo do tego dosypywałam jeszcze kakao i było pychotka! :) Do torby szpitalnej chyba będę musiała przemycić słoiczek kakaa :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe kto im robi catering :p

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie w szpitalu jedzenie było dużo lepsze, warzywa i owoce też był, razowy chleb z jasnym, ser, wędlina, twarożek... Wszystko zależy od szpitala. :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w szpitalu przeleżałam 1,5 miesiąca...jak już mieli zamiar mnie wypuścić żebym doleżała w domu, córcia postanowiła że nie chce już gnieździć się w brzuchu ;) .... Fakt jedzenie to ciężki temat...może nie tyle że nie smaczne (chociaż zależy co) ale codziennie albo co drugi dzień to samo :P U nas i pomidor i ogórek był i sałata też ale tak w kółko to też nie fajnie :P Nie mówić już o tym że przy mojej cukrzycowej diecie aż mnie ściskało jak widziałam kiedy inne mamy zajadają się dżemikami czy zupkami mlecznymi, a mi nie wolno.... Ważne że u Was sytuacja się unormowała i możecie spokojnie wypoczywać w domku :)
    Ściskamy mocno i powodzenia bo to już coraz bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani poślubiona nie mów hop póki nie przeskoczysz albo póki maleństwo nie wyskoczy....
    W UK po urodzeniu dziecka serwują pikantny rosół i dobrze przyprawione zraziki... nie wiem czy jako matka karmiąca dziecko (planująca) chciałabyś tak sobie skosztować i potem słyszeć krzyk maleństwa.... jest też trochę inaczej bo mało która kobieta karmi dziecko piersią, gdy to się już zdarza patrzą jak na ufo, zaglądają co 2h i sprawdzają czy dziecko je prawie jakbym była małpką w zoo ale z drugiej strony to co kraj to obyczaj. W Polsce usłyszałam tylko że jak będzie dziecko chciało jeść to zacznie samo ssać zero jakiegokolwiek podejścia, a jak nie je ''DAĆ BUTLE CZY NIE?''. A ze swoich pamiętnych wizyt to jeszcze jako nastolatka leżałam na oddziale dziecięcym to nigdy tego nie zapomnę śliczny pokój w postacie z bajek miły personel i śniadanie - SEREK CZOSNKOWY.
    Pozdrawiam i czekam z utęsknieniem na ten właściwy post ze szpitala :D (bo zaglądam codziennie !)
    eN.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedzenie faktycznie mało zachęcające! Czyli zdrowie jedzenie to tylko w domu,w szpitalu na zdrowie pewnie tylko kroplówki i leki :P Ale najważniejsze że wszystko w porządku, dbaj o Was i czekamy na tą właściwą wizytę w szpitalu, aż maluszek się pokaże światu! Kciuku mocno trzymamy za Was, bo to już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedzenie w szpitalach woła o pomstę do nieba..
    W razie czego to szczęśliwego rozwiązania, bo nie doczytałam jeszcze na kiedy masz termin.
    Dobrej nocy :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Na oddziale onkologicznym jest jeszcze gorzej. A tam ludzie naprawdę są bardzo chorzy, jeśli są w trakcie chemii to w ogóle tragedia, bo człowiekowi chce się ciągle wymiotować, a oni przynoszą zimne ziemniaki i kawałek śledzia, nawet nie filet, tylko takiego ze skórą i ośćmi! Widziałam na własne oczy! Jeśli ktoś mieszka w Warszawie i ma fajną rodzinę, to codziennie ma domowy catering. :)

    Zdrówka dla Was! :* Oby następny pobyt w szpitalu był podczas porodu. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, że ciśnienie Ci unormowano i jest ok, czekam na post o rozwiązaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jak leżałam w szpitali to dostałam na śniadanie bułkę z czymś dziwnym, więc postanowiłam zobaczyć co mi tam naladowali i okazało się, że miałam bułkę z....chlebem :D autentycznie. Bułka posmarowaną margaryną, a w środku pół kromki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiły mi się dwie hospitalizacje w ciąży, jako że wiedziałam o podłym żywieniu szpitalnym rodzina od początku przynosiła mi jedzenie, bo obiady były niejadalne (takie jak na Twoim zdjęciu), a śniadania o tyle dobre, że mogłam zjeść trochę chleba. Wszystko inne w menażkach przynosił mi Niemałż. A wiesz, że jak się jest na oddziale dziecięcym (z maluchem tez przerobiłam kilka tygodni po porodzie) to matce się nie należy posiłek i musi za niego płacić? Tak, niemowlakowi przysługuje ta sama breja, którą masz na zdjęciach, ale matka nie może jej skosztować, bo nie jest pacjentem. Witamy w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  15. Co szpital- to inne podejście:) Ważne, że wszystko się ustabilizowało.Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja bym chodziła cały dzień głodna;)W szpitalach w Uk dostajesz menu i wybierasz sobie co chesz.Jak mozna zalowac ludziom jedzenia, a zwlaszcza kobiecie w czasie ciazy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostaje się menu??? Trudno mi uwierzyć :D ciekawe kiedy w Polsce dostanę w szpitalu menu??? :D Chyba dopiero moje pra pra wnuki może będą miały szansę :D

      Usuń
  17. Oj tak wysokie ciśnienie dla ciężarnej to wielkie niebezpieczeństwo! Sama też trafiłam na patologię na 2 tygodnie przed terminem. Najważniejsze, że już wszystko dobrze u Ciebie! A jedzenie no tak okropne te śniadania i kolacje, też robiłam zdjęcia i wysyłałam znajomym he he :) Mąż mi gotował i przywoził obiady a rano z rogalikami maślanymi już czekał bo inaczej ciężko by było. ściskam Cię mocno trzymajcie się do terminu z bobaskiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciśnienie potrafi w domu jeszcze skakać, ale biorę Dopegyt i ufam, że wszytsko będzie ok :)

      Usuń
  18. Jak ja leżałam na patologi to jedzenie było całkiem dobre ;) był pomidor,żółty ser,dżem,miód,owsianka na obiady zupa a na drugie ryba,jajko,lub kotlety ;) ..

    Dobrze że ciśnienie się uspokoiło :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niestety takie są realia w Polskich szpitalach. Płacimy spore składki, a jak trafiamy do szpitala, to serwują nam kawałek masła, plaster wędliny, a na obiad niskiej jakości kotleta z mięsa mielonego. Nie rozumiem jak mogą podawać takie jedzenie kobiecie w ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chyba leżałyśmy w tym samym szpitalu:D Dobrze pamiętam takie obiadki, ja miałam cukrzycę ciążową to mi przysługiwał ciemny chleb (chyba że akurat nie było) zawsze taka sama wędlina, i ćwiartka pomidora, do tej pory jak sobie wspomnę te "kanapki" to mam odruch wymiotny. A koleżanki miały przepyszne zupy mleczne których ja nie mogłam. Też się nad tym zastanawiałam dlaczego w szpitalu gdzie praktycznie na każdej ścianie wiszą plakaty promujące zdrowe odżywianie jedzenie nie spełnia żadnych norm:/ Dobrze że tylko trochę poleżałaś, i na jedno powiem Ci że dobrze, bo nie ma takiego szoku potem jak się jedzie rodzić. Przynajmniej ja tak uważam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń