16 lutego 2015

Poród oczami kobiety


Piątek, godzina 8.00, 3 dni po terminie i to właśnie dziś mam się stawić w szpitalu na wywoływanie porodu. Lekarz podejrzewa wyciek wód płodowych i nie ma na co dłużej czekać. Cieszę się, że udało mi się na czas wyzdrowieć, bo dosłownie kilka dni temu byłam chora na maksa. Katar, kaszel i 7 dni w łóżku, ale już jestem zdrowa, gotowa i zwarta do działania. Poprzedniego dnia spakowałam do końca torbę do szpitala, przygotowałam całą siebie i Pana Poślubionego na jutrzejszy wielki dzień. 

Czyli jak? 8.00 piątek wstałam. Ubrałam się, umyłam, zjedliśmy śniadanie i na zegarku dopiero 9.00 a w szpitalu mam zjawić się po 10.00 Z nerwów zaczyna mnie boleć brzuch, czuję się jak przed wielkim egzaminem, gorzej jak przed maturą, gorzej jak przed egzaminem na prawo jazdy. Brzuch pobolewa, ale nie zwracam na to uwagi, bo o 10.15 jesteśmy już na izbie przyjęć. Bóle są jakby miesiączkowe, ale nieregularne, to na bank z nerwów! Pani pielęgniarka zadaje setkę pytań: Od oczywistych typu: jakie leki przyjmowałam podczas ciąży po te zupełnie absurdalne typu jaki jest zawód Pani męża. 

W końcu każe się przebrać i czekać. Czekamy 2h, bo lekarz zajęty, bo trzeba uzupełnić formalności, bo wszyscy zarobieni po pachy. No to czekamy, a mnie co chwile łapie ból...śmieję się, że ze stresu urodzę, ale wiem, że to nie możliwe, żeby to były bóle porodowe, za słabe. Po 12.00 położna prowadzi nas na oddział patologii ciąży. Wybieram środkowe łóżko w sześcioosobowej sali. Witam się z dziewczynami, żegnam z Panem Poślubionym i pomału rozpakowuję walizkę. Zwracam uwagę już na to, że bóle są co 10 -15 minut. Zgłaszam ten fakt położnej i tak jak sama myślę, tak też słyszę "Zobaczymy co z tego będzie, na razie dostanie Pani zastrzyki uczulające" 

Ok..dostaję zastrzyki, podłączają mnie pod KTG i po 40 minutach okazuje się, że skurcze może są, ale jakieś takie nijakie i nie wiadomo co z tego będzie. Ja sama nie wierzę, że akcja mogłaby się jakkolwiek rozkręcić sama dalej, ale chodzę po korytarzu, co jakiś czas przykucając z bólu. Nie ma tak źle, więc na pewno jeszcze dziś nie urodzę. Sytuacja zmienia się jednak koło 17.00 kiedy to odwiedzają mnie moi rodzice z siostrą, a ja rozmawiając z nimi przytrzymuję się ściany już co 3 minuty..a skurcze trwają minutę. Śmiejemy się, że mamy prawdziwy poród rodzinny.

Koło 19.00 podejmuję decyzję, aby zadzwonić do położnej i zawiadomić co się dzieje, a o 19.40 ona zjawia się już w szpitalu i idziemy na porodówkę. Na porodówkę? To znaczy, że chyba na prawdę rodzę. Cały czas wydaje mi się jednak, ze nie urodzę i na pewno jeszcze dziś wrócę na patologię ciąży z brzuchem. 19.50 dzwonię do Pana Poślubionego...przyjeżdżaj, bo chyba jednak rodzę. Zaczyna boleć i to całkiem nieźle. 

O 20.00 zjawia się Pan Poślubiony, a ja w trakcie bóli zaczynam wyć jak wilk do księżyca. Nie wiem czemu, ale to mi pomaga..słucham mojego ciała i ono chce wyć. No to wyję, a w tym czasie Pani położna napełnia wannę i już po chwili się w niej relaksuję...co za ulga. Między skurczami rozmawiamy z Panem Poślubionym, jak gdyby nigdy nic, on opowiada mi o serialu, a ja staram się na maksa zrelaksować...po chwili przychodzi położna, bada mnie i stwierdza, mamy 6 cm rozwarcia! Serio? Tak to ja mogę rodzić...muszę jednak wyjść z wanny i poskakać na piłce, a to już wyzwanie. Nie zabierajcie mnie z wanny..tu jest tak dobrze! Między bólami, zawieszona na ramieniu Pana Poślubionego docieram jednak do piłki.

Skaczę i czuję, że skurcze są już naprawdę mocne. Muszę położyć się na łóżko, aby podłączyć KTG i sprawdzić jak czuje się dzidziuś. Po chwili okazuje się, że mam 8 cm rozwarcia i jest chyba po 22.00 ale ja sama nie mam pojęcia, bo czas dla mnie od momentu wejścia do wanny przestał istnieć. Ból jest okropny, do tego stopnia, że zapominam oddychać, a dzidziuś zaczyna tracić tętno, jak pokazuje KTG, położna krzyczy, aby dzwonić po lekarza na cesarkę, wbijają mi wenflon i pobierają krew, ale zupełnie już tego nie rejestruję. 

Staram się na maksa uspokoić. Wydaje mi się, że to wszystko sen i niedługo się obudzę. Daję się ponieść bólowi i wiem, że krzyczę jak opętana. Wiem też, że kiedyś to minie i ten ból prowadzi mnie ku jednemu. Słyszę Pana Poślubionego trzyma mnie za ręce i mówi ODDYCHAJ! No, tak to masz robić i pokazuje mi sposób w jaki w danym momencie mam oddychać. Spinam się w sobie i z całych sił naśladuję Pana Poślubionego. Maluchowi wraca tętno, wracamy do gry. Dzięki Panie Poślubiony, mój mężu, uratowałeś sytuację. 

Teraz już zupełnie oddaję się mojemu ukochanemu, słucham go jak nigdy dotąd. Rodzimy razem. Trzyma mnie za ręce, podaje wodę, wspiera. Słyszę "Pięknie dajesz sobie radę, już blisko" Kocham Cię. Nagle czuję, że przy skurczu coś się zmienia...chyba muszę przeć. Za szybko! Szyjka nie jest gotowa, Pan Poślubiony dalej instruuje mnie jak mam oddychać. Dmuchanie świeczki, tak też robię. Oddycham szybko na skurczu i staram się powstrzymywać parcie. 

Położna nie ma wyjścia, robi masaż szyjki, a ja czując ten ból instynktownie rzucam się w kierunku jej rąk i odrywam ją ode mnie. Pan Poślubiony mnie przytrzymuje. Muszę to wytrzymać. Dam radę. To wszystko chyba sen. To nie może być prawda, ja rodzę? Obracam się na kolana i tak jest cudownie. Zaczynamy rodzić, prę...tak to takie uczucie jak opisywali, wrażenie ogromnego, a raczej gigantycznego zaparcia, ale o wiele bardziej przyjemne niż wcześniejsze bóle...między tymi jestem w stanie odpowiadać na pytania i o wiele łatwiej jest mi się zrelaksować. 

Prę około 30 minut, czuję główkę, to dla mnie nadal nierealne. Nagle słyszę: "Kamilko muszę naciąć kroczę, wyrażasz zgodę?" Słyszę Pana Poślubionego "Ale czy to konieczne, my chcieliśmy tego uniknąć!" Kiwam głową i mówię dobitnie "KONIECZNE!" Czuję jak główka wiele razy się cofa i wiem, ze to nacięcie mi pomoże, chcę tego mimo, że przed porodem zażegałam się, ze uniknę tego choćby nie wiem co. Na skurczu położna mnie nacina, a ja to czuję, dziwne uczucie autentycznie czułam jak mnie tnie. Jednak wiedziałam, że teraz to już pójdzie jak z płatka. 

Trzy parcia i czuję jak maleństwo wydostaje się na świat. 23.14 Witaj kochaniutki! Jeszcze go nie widzę. Muszę jakoś obrócić się na plecy. Położna krzyczy "Przecież to cały tata! Mamy chłopaka!" Przekładamy go między nogami i już jest na moim brzuchu, taki cieplutki, mięciutki i niesamowicie cichy. Tylko raz krzyknął. Przytulam go do siebie i nie wierzę, że to mój synek. Maleńki, faktycznie to cały Pan Poślubiony, jego miniaturka! Jest śliczny! Patrzę na mojego męża, on też jest w szoku, oboje nie możemy uwierzyć, że to prawda, że to nie jest sen. Mamy synka...jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie! 



Pan Poślubiony przecina pępowinę. Widzę, że rusza nożyczkami dwa razy...ewidentnie chce tu jeszcze wrócić! Maluszek leży mi na brzuchu przytulony, jestem w niebie! Poród był cudowny i wiem, że tak to ja rodzić mogę dzieci :) Panie Poślubiony, to kiedy następne? ;)

36 komentarzy:

  1. opis porodu mnie nie zachęca do rodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhehe możliwe :D ale uwierz mi z mojej perspektywy to było cudowne przeżycie :)

      Usuń
  2. Tak to cudnie opisałaś, że aż mi łzy poleciały. Przed nami tylko i aż 6 tygodni do powitania na świecie małej Alicji. Już się nie mogę doczekać aż przytulę malutką. Gratulacje dla Was, cierpliwości i samych radości! <3
    Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poród to fantastyczne przeżycie :) cieszę się, że urodziłam drogami natury :)

      Usuń
  3. super wszystko opisałaś. Kiedy dowiemy się jak dziecko się nazywa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam że tak samo jak Państwo Poślubieni ;) Z tego co pamiętam Pani Poślubiona przejęła nazwisko męża, więc maluszek raczej nie ma nazwiska dwuczłonowego.
      Pozdrawiam A.

      Usuń
  4. Kochana mam mieszane uczucia z jednej strony radość bo to taki wielki cud... Z drugiej zaś strach o dziecko żeby urodziło sie zdrowe ... Tyle sie słyszy. A mnie też to czeka ;-) :-D <3

    Ale powiedz lepiej jak Ty sie czujesz po porodzie po tym cięciu? Pytam jak kobieta nie tylko z ciekawości. W koncu jesteś bardziej doświadczona koleżanka ;-) synek dorodny jak Ty takie maleństwo go urodziłaś! :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co masz na myśli, bo sama po tym jak małego położyli mi na piersiach sprawdzałam czy ma wszystkie paluszki u nóżek i rączek...bo tyle się teraz słyszy. Nasz zdrów jak ryba i dorodny chłopak :) trzeba zaufać lekarzowi i USG bo w końcu po to są te badania prenatalne żebyśmy choć trochę wiedzieli, że z naszym maleństwem wszystko ok.

      Ja po porodzie czuję się świetnie :) po godzinie jak przywieźli mnie na salę po porodzie to ja już wstałam sama i poszłam do łazienki :) a potem poszłam patrzeć jak synka położna ubiera :) śmiały się że jestem bardzo silna, a to dzięki temu, że tak młodo go urodziłam (tak mówiły) heh Jeśli chodzi o nacinanie obecnie nie ma żadnej różnicy :) spokojnie można funkcjonować :) nic nie boli itp. wszystko jak przedtem :)

      Usuń
  5. Gratulacje , dużo zdrówka dla maluszka ! Widzę na zdjęciach że moja kochana kuzynka była przy narodzinach maleństwa, gdy mój syn się rodził Ewcia odbierała poród nie zamieniłabym jej na inną położną ! Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Łooo, nie wiem, czy wszystko ze mną w porządku, ale to już kolejny opis porodu, na którym się wzruszam. :)
    Jeszcze raz najszczersze gratulacje. :*

    OdpowiedzUsuń
  7. :) Cudownie! Fajnie że razem tego dokonaliście, chociaż większe brawa dla Ciebie, bo urodzić małego człowieka to jest wyczyn! świetnie sobie poradziliście :) I jeszcze raz bardzo gratuluję synka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko, jakie emocje:) Z jednej strony rzeczywiście opis nie zachęca:D A najgorszy jest pewnie strach czy wszystko będzie w porządku. Ale z drugiej strony to musiało być niesamowite- mały cud:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję:) Lubię czytać opisy porodów- od razu przypomina mi się nasz:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam i faktycznie z opisu wynika że miałaś idealny poród, mąż trzymający za rękę itd normalnie jak z filmu :) Ja rodziłam tylko 1:44h , aktywna faza porodu trwała aż 10min, a zdanie które powtarzałam w kółko do znudzenia "ciociu (moja ciocia jest położną i była z nami przy porodzie) ja nie dam rady jej urodzić". Trzymanie męża za rękę drażniło mnie niesamowicie tak jak wypowiadane przez wszystkich "Monika świetnie Ci idzie, dasz radę" :P ... Nieoceniona była pomoc cioci która masowała głowę żeby przyspieszyć wszystko (o ile to w ogóle mogło jeszcze szybciej pójść) pilnowała, żebym na czas zamykała oczy, a mąż przydał się do podawania wody co nie zmienia faktu że nie wyobrażam sobie tego momentu bez niego ;) ... Nacięcie też mnie nie ominęło (przy wcześniakach to podobno konieczne) całe szczęście nic nie czułam....a jak mi powiedzieli że jeszcze dwa parcia i malutka będzie z nami myślałam że żartują sobie ze mnie :P Nie mniej jednak też stwierdziłam że rodzić to ja mogę skoro mi to tak szybko idzie byle by już nie przedwcześnie.
    Pozdrawiam, cieszcie się sobą :) i niech Synek się dobrze chowa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Poślubiona - popłakałam się podczas czytania tego posta. Byłaś naprawdę dzielna! Gratuluję Wam i życzę dużo zdrówka dla synka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wspaniale, że poród nie był traumatycznym przeżyciem dla Ciebie brawo dla dzielnej Mamy :) a teraz czekam na imię synusia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. i brawo dla wspaniałego Taty :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje i powodzenia z maluchem! :)
    Też jestem ciekawa jak będzie się nazywał ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje i niech sie maly zdrowo chowa!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Coś wspaniałego! Aż się wzruszyłam... :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem ciekawa jak to wyglądało z perspektywy Pana Poślubionego, bo z tego opisu wynika, że był równie dzielny co Pani Poślubiona! :D Gratulacje dla Was :) Świetnie sobie poradziliście. I dobrze, że obyło się bez komplikacji. Gratuluję jeszcze raz! Trzymajcie się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakaś abstrakcja :P Gratuluję :)

    Zmieniłam adres teraz jestem tu: http://kropka-za-oceanem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ech...widzę że mialas fajny szpital. Wanna i te sprawy. To się nazywa rodzic po ludzku, ja niestety takich warunków nie miałam..ale też dałam radę..sprawdź moja relacje z porodu... A jakie imię dla dzidziusia ?

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale się spłakałam... jeszcze raz wam gratuluję!! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wyczerpujący opis,pani Poślubiona ;) ciekawa jestem relacji dumnego Taty :) pozdrawiam i życzę dużo zdrówka <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeszcze raz GRATULUJE !!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gratuluję powiększenia rodzinki! Zazdroszczę Ci, że mogłaś urodzić drogami natury. Też tak chciałam, ale jak się okazało już podczas akcji porodowej, mój synek próbował się noskiem wydostać na zewnątrz i miałam cesarskie cięcie. Nie polecam nikomu! I nie wiem jak wcześniej mogłam myśleć, że cesarka to pójście na łatwiznę. Mnie też nie ominęły skurcze bo musiałam dobić do 6 cm i nie chcę nawet przypominać sobie, jak się męczyłam już po operacji. Najlepiej obrazuje to fakt, że przez 2 tygodnie nie byłam w stanie zająć się własnym dzieckiem (całe szczęście, że mogłam liczyć na rodzinę) a później robiłam to z wielkim trudem. Nadal, choć syn ma już prawie 5 miesięcy, odczuwam ból brzucha. Mam nadzieję, że przy drugim dziecku, uda mi się urodzić naturalnie, bo nie chciałabym jeszcze raz przeżywać tej katorgi.

    OdpowiedzUsuń
  24. wielkie gratulacje :) uwiebiam czytać wspomnienia z porodu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Czyta się jak najlepszy film akcji...!;)
    Wielkie gratulacje - cieszę się, że obyło się bez interwencji lekarzy...! xx

    www.zonaimaz.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Pięknie to napisałaś :) Serdeczne gratulacje dla dumnych rodziców i ślicznego malca :)

    OdpowiedzUsuń
  27. WOW! Jestes WIELKA! Gratuluję, dałaś radę! TO niesamowite urodzić małego człowieka. Opis porodu hmm wzruszający, ale sman ie wiem czy mi sie podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Co to jest "zastrzyk uczulający"? O.o I masaż szyjki, serio?

    OdpowiedzUsuń
  29. Bóle są straszne ... masaż szyjki doskonale wiem o czy mówisz ale końcówka bólów partych już jest przyjemna i widzisz swoje dziecko i zapominasz o bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Zazdraszczam :) Tez marzylam rodzic silami natury, ale los chcial, ze malutka musiala przyjsc na swiat wczesniej przez cesarskie ciecie.
    Gatuluje jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń