21 października 2015

10 lat

Niedziela, godzina 11.15 właśnie wróciliśmy z basenu z małym B. za godzinę mają być moi rodzice i zostaniemy już tylko we dwoje. We dwoje do poprawki, czyli ja i Pan Poślubiony. Pierwsza prawdziwa randka od 9 miesięcy. Właściwie po tym jak było ostatnio, nawet nie wiem czy się cieszę, ale na pewno jestem podekscytowana. Nagle Pan Poślubiony oznajmia "Za 10 minut wychodzimy!!" Żartujesz? Krzyczę, przecież ja nie jestem nawet pomalowana! Szybko naprędce prasuję koszulę. Makijaż w 10 minut i już jesteśmy spóźnieni. Nawet nie wiem gdzie. 

Wychodzimy z domu, do auta i jedziemy. 30 minut, Katowice? Mój mąż zabiera mnie do śląskiej metropolii, no ale co będziemy tam robić? Mamy całe 5,5 h Cała wieczność, a jednak chwila. Podjeżdżamy pod IMAX...idziemy do kina??? Świetnie! Miałam ochotę troszkę się zrelaksować, odsapnąć. Kręgosłup mi już pada od noszenia małego. W końcu 12 kg słodkiej miłości robi swoje. "Poczekaj tu na mnie chwilkę." słyszę od Pana Poślubionego przed wejściem do budynku. 

Poczekaj...hm...pewnie będzie jakaś mega romantyczna niespodzianka- myślę sobie. W końcu coś się uda, a nie tak jak w lipcu druga rocznica ślubu, niewypał i to przez moją głupotę, wpadek i szpital. W końcu będziemy sam na sam. "Chodź" posłusznie kroczę za mym mężem...patrzę w stronę kas czy aby jakieś baloniki w kształcie serc nie unoszą transparentu "10 lat mojej miłości do Ciebie" gdy nagle Pan Poślubiony znika mi z oczu. Zaraz, zaraz, gdzie on skręcił??? 

Kręgle??? Kręgle????!!!!!!!!!!!! Tadam! Pytam z niedowierzaniem: "Idziemy na kręgle...?" No pewnie! Fajnie nie?? Jest tyle rzeczy ile chciałbym zrobić przez te 5h bez małego! Zaczynamy od kręgli! Mój mąż chyba żartuje...ale nie, podchodzi do kasy, tor 12 i już ubieram buty wielorazowego użytku. "Podoba Ci się?" słyszę. Co mam odpowiedzieć? Widzę, że cieszy się jak dziecko, ale on chyba widzi, że ja nie bardzo, bo jego zapał gaśnie z minuty na minutę. Chyba zrobiłam się nudną matką polką. Nie umiem zaszaleć z własnym mężem. Jest mi głupio, ale moja wina, że kręgosłup niedomaga i marzę o chwili relaksu i ciszy? 


Z kolei Pan Poślubiony marzy chyba o niezłym szaleństwie. Więc staram się szaleć. Gramy 40 minut, więcej nie daję rady mimo, że  tor wykupiony na godzinę. Ależ ja jestem jałowa. Wyjałowiałam tym siedzeniem w domu. Po 40 minutach zwijamy więc manatki i jedziemy dalej, sama nie wiem gdzie, bo dalej to jest niespodzianka i chyba już się boję. Mamy 4h. Zahaczamy jeszcze o salon gier w IMAXie Pan Poślubiony chce flippery, ja stanowczo się buntuję, ale z chęcią wskakuję na jakaś dziwną maszynę do grania i chwilę jedziemy z mężem na wirtualnej kolejce górskiej. Już mamy wychodzić, gdy w rogu dostrzegam fotobudkę. 


O nie! Będzie romantycznie na tę 10 rocznicę. "Choć zrobimy sobie zdjęcia! Będzie pamiątka!" mówię. Ciągnę go za rękaw jak mała dziewczynka. Wskakujemy do fotobudki i już po chwili mamy 8 pięknych zdjęć. Jedziemy dalej. Moim oczom ukazuje się budynek ALTUS, a obok pizza hut. "Idziemy na pizzę?" pytam. "No pewnie!" Słyszę od mojego męża i zastanawiam się gdzie też podział się mój szalenie romantyczny T. No nic, cieszę się, że przynajmniej teraz posiedzę sobie w spokoju i troszkę odsapnę. Będzie też okazja żeby w końcu porozmawiać, tylko we dwoje jak kiedyś. Pomału kieruję kroki w stronę pizzy hut, po czym Pan Poślubiony łapie mnie za rękę i ciągnie w kierunku Altusa..ale, ale o co chodzi?

Wchodzimy...budynek w środku wygląda jak opuszczone centrum handlowe. Przy schodach stoi ochorniarz, zaro ludzi, sklepy zamknięte, o co tu chodzi? Wjeżdżamy schodami ruchomymi na górę. Moim oczom ukazuje się baner restauracja Kyoto sushi...."Idziemy na sushi??!!" "Tak, to ta restauracja, którą kiedyś mi pokazywałaś w internecie. Z tym magicznym deserem." Wow!!! Naprawdę ??? Tak strasznie chciałam tu kiedyś przyjść i kompletnie o tym zapomniałam. 

Przed restauracją, lampiony ze świeczkami, a w środku gwarno. Jak pięknie! Siadamy do stolika, kelner przynosi kartę. Czytam menu i szczęka mi opada...ale dania! No i ceny. Kochanie, nie przejmuj się, słyszę. Dziś jest nasza rocznica zamawiamy co chcemy. Wygląda na to, że wrócił mój szarmancki mąż. Zamawiam więc wielką lampkę białego wina. Bierzemy przystawki, danie, główne i deser. Jest naprawdę przepysznie, a co najważniejsze, znowu czuję między nami to co kiedyś. Relaksuję się, buzia mi się nie zamyka. 



Przyznaję się Panu Poślubionemu, że kręgle to był fatalny pomysł, po czym słyszę? "Serio? Żartujesz? Kurcze, a ja po obiedzie miałem jeszcze w planach gocarty!" Nie. Nie. Nie. Mężu! Żadnych takich! Siedzimy tu do końca, a takie szaleństwa zostawiamy na inną okazję. To nasza 10 rocznica! 



Zaraz, zaraz ile to czasu minęło? 3 h...tyle nie widziałam mojego synka, a dopiero teraz o nim pomyślałam i nawet nie tęsknię. Jestem wyrodną matką, ale marzyłam o tym, żeby znowu wyrwać się na chwilę z domu, a przede wszystkim, żeby znowu pobyć z moim ukochanym sam na sam. Poczuć w pełni to co kiedyś nas połączyło. Dziękuję Ci kochanie. Było cudnie! Mówię tu o całych tych 10 latach razem, a nie tylko o obiedzie we dwoje. Oby więcej takich chwil przed nami. 


PS. Zwieńczeniem obiadu był mój wymarzony deser :) mam nadzieję, że filmik zadziała. Wrzucę go pózniej na fanpage dwojedopoprawki na Facebooku. Radzę wysłuchać smakowitego opisu kelnera :)

18 komentarzy:

  1. Ależ cudnie wyglądacie na tych fotobudkowych zdjęciach! Jak dla mnie, tu nie ma nic do poprawki :D A deser i cała prezentacja obiadu... mhm. Musiało być bosko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!
    Szczęścia na dalsze lata!
    Wcale nie jestes wyrodna matka. To normalne, ze chciałaś troche odpoczac, oderwac sie od codziennosci. A maly przecież nie zostal sam tylko pod najlepsza opieka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak trochę dziwnie jak dla mnie, że po tylu latach Twój mąż zabrał Cię na atrakcje ( lub planował zabrać---> gokarty ), za którymi nie przepadasz..Tak jakby Cię mało znał, albo wcale:/
    Nie mniej jednak- najlepszego z okazji rocznicy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie napisałam, że nie lubię gocartów ;)

      Usuń
    2. No ale nie chciałaś na nie iść:)

      Usuń
    3. ale to nie oznacza że nie lubi, użyj troszkę tej pustej główki katarina..i pomysl zanim cos napiszesz zlosnico jedna

      Usuń
  4. O, ale świetnie ! Fajnie, że pielęgnujecie rocznice :) A cóż to za wypadek był, że się aż w szpitalu skończyło....Jeśli oczywiście można zapytać ;)
    Świetnie, że wróciliście, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciesze sie, ze wrociliscie! Martwilam sie o Was... :*:*

    OdpowiedzUsuń
  6. 10 lat, piękna rocznica.:) super, że udało Wam się wyjść na porządną randkę tylko we dwoje. Należało się z okazji takiego jubileuszu.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Panu Poślubionemu coś się jakby obwód zmniejszył. ;)

      Usuń
    2. Nie dajcie się zwieść pozorom, czarny wyszczupla! ��

      Usuń
    3. Nie dajcie się zwieść pozorom, czarny wyszczupla! ��

      Usuń
  7. Widzę, że mamy podobny staż - u nas 10. rocznica w grudniu ;) Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaglądałam codziennie, tak do zeszłego tygodnia i było cicho, głucho... A tu taka ładna rocznicowa niespodzianka :) Szczęścia dla Was - niech się dalej dzieje w zakochaniu ;)

    Co do Twojego zmęczenia, to jestem przerażona. Nasz Maluch pojawi się w kwietniu i naprawdę nie wiem, jak to ogarniemy. A nie wyobrażam sobie przyszycia do domu... Liczę, że Małe uda się podrzucać dziadkom regularnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję rocznicy i chwili wytchnienia:) Mam nadzieję, że będziecie pisać częściej:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako, że w wieku jestesmy podobnym i staż związku mamy podobny to się wypowiem :D
    Naszą 10 rocznice, rok temu, spędzilismy we Wrocławiu. Jeden dzien i jedna noc. Było nadzwyczajnie. Zapamiętam to na długo.

    Tak jak mysle i Wy zapamiętacie ten czas spędzony razem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hehe, mnie tez kregle by nie cieszyly, ale mina Twojego meza - ta radosc w oczach :) ech.. jak dziecko :)

    OdpowiedzUsuń