2 grudnia 2015

5 rzeczy, które zmieniłabym w moim mężu.


Kocham mojego męża nad życie. Oczywiście oficjalnie to chodzący ideał, dający kwiaty, wieczorem masujący stopy, całujący przy każdej możliwej okazji. No ale...mąż też człowiek, wady mieć musi, a że żona to królowa, ideał nad ideały, to wady zawsze przypadną w zasłudze mężowi. Oto kilka mężowskich wad, które z chęcią bym zmieniła, wyplewiła i zaczarowała w coś innego za pomocą magicznego królewskiego berła żony:

1. Mój mąż nagminnie zapomina o zlewie. Chyba nawet nie wie, co to słowo znaczy, bo jego ręka tam nie uraczy. Zmywanie naczyń to chyba tylko przywilej żony. No, ale, że żona czasem choruje to wtedy i mąż tam zajrzeć musi. Myje gary więc raz na ruski rok. No, ale jak już myje ile ja się nasłucham, że nie ma bata - jutro kupuję zmywarkę!

2. Mój mąż słucha, ale nie słyszy. Ile to razy mówiłam, weź dla małego tą piżamę. Położyłam na szafce w kuchni (no, a gdzie by indziej, przecież to logiczne) leży ta piżama już godzinę, po czym słyszę: "Kochanieeeeee!!! Podasz nam piżamkę?" Przecież mówiłam, żebyś ją wziął leży na blacie kuchennym! "Serio? Nic nie mówiłaś. Nie słyszałem. Tak samo z nalej mi szklankę wody proszę, umyj szmatę od mopa, zabierz swoje czyste rzeczy. Czemu oni czasem naprawdę nie słyszą, choć widzę, że słuchają.

3. Mój mąż szuka, ale nie znajdzie. Idzie do kuchni...otwiera lodówkę...patrzy...i nie widzi. "Kochanieeeee!!! Nie ma już tego jogurtu pitnego?" Jest! Na górnej półce, po prawo...właściwie przed twoimi oczami. 

4. Mój mąż patrzy, ale nie widzi. Bałaganu, tego, że mały narobił do pieluchy, że puste butelki stoją i się walają, że pranie wychodzi już z kosza na brudy i macha radośnie na powitanie w łazience, że mamy jednego kota, a czasem to i dwadzieścia dwa koty, które radośnie biegają w salonie i tylko nieśmiało miauczą, ze chyba trzeba by było za mop złapać.

5. Mój mąż nudzi  się na zakupach piekielnie. To wada, bo ideałem byłby mąż, który z chęcią idzie z nami do galeri, szczerze wyraża swoje zadowolenie i jeszcze doradza...bo ta kiecka Ci świetnie pasuje, a powinniśmy jeszcze do tego buty kupić...no  i może nowa torebka? O  patrz! Tam jest kącik z wyprzedażą! Koniecznie trzeba zajrzeć i poszperać...taki mąż to skarb..tylko, kto by chciał  za męża homoseksualistę ;) ?

Mój mąż to ideał. Mimo, że czasem nie sprząta, mimo, że czasem mnie słucha, a jakby nie słyszał (czyżbyśmy my kobiety za dużo i za szybko mówiły?), mimo, że czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji to kocham go nad życie i nudno by chyba było gdyby ciągle robił tak jak mi wygodnie lub tak jak ja bym to wszystko widziała. Dlatego cieszmy się kobietki z tych naszych niesfornych Panów i czasem postarajmy się potraktować ich małe potyczki bardziej pobłażliwie ;)

14 komentarzy:

  1. ooo 5 to o moim mezu, uwielbiam z nim zakupy, uwielbiam jak mi doradza i wyszukuje dla mnie ciuszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas tak było przed maluchem...doradzał nawet chętnie...szczególnie szpilki i bieliznę ;;) teraz trochę się zmieniło hehhe ;)

      Usuń
  2. Ważne żeby kochać pomimo wad

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyjątki się zdarzają ;) Mój P. uwielbia zakupy, czasem mam wrażenie że bardziej niż ja :) Doradza, wyszukuje fajne promocje, a jakie cuda potrafi znaleźć dla naszej Córki i zapewniam że homoseksualistą nie jest ;) Wada w tym taka, że zawsze nawet idąc do spożywczaka kupuje coś co nie było w planach. A co do tego słuchania i nie słyszenia mamy identycznie ;) ile razy odpowiada mi coś a później wmawia że mu nie mówiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taa...jakbym czytała o swoim Mężu...najlepsze jest wtedy,kiedy w odpowiedzi na moje wyrzuty robi zdziwioną minę i mówi:'naprawdę o tym mówiłaś...?! kiedy...?!'

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha to chyba wady uniwersalne :D Chociaż za ogólne sprzątanie w kuchni mój mąż odpowiada (bo brudnych półek w lodówce już nie widzi), a bałagan zauważa i na niego marudzi, ale posprzątać to już nie bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  6. punkty 2, 3, 4 i 5 to jakby o moim mezu :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Punkty 1-4 to idealnie mój M. Ze zmywaniem u nas było podobnie, tyle że gdy ja się upierałam na kupno zmywarki to on ciągle twierdził, że na 2 osoby to się nie opłaca. Dlatego w końcu stwierdziłam, że skoro tak , to ja nie ruszam naczyń i teraz to jego działka i niech zobaczy czy faktycznie jest tak mało naczyń. Myślałam, że wytrzyma tydzień, a między czasie oglądałam w internecie zmywarki, tak żeby mieć kilka modeli wybranych. Po 6 dniach zmywarka stała już u nas w kuchni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha kapitalnie :) u nas podobno nie ma miejsca w kuchni...

      Usuń
    2. U nas też podobno nie było, ale kupując zmywarkę automatycznie nie była nam potrzebna szafka nad zlewem z suszarką i tam poszły rzeczy z likwidowanej dolnej szafki. A i jeszcze jeden argument był- po co zmywarka teraz skoro będziemy kuchnie remontować za jakiś czas i wtedy będzie potrzebna zmywarka pod zabudowę. Na to też znalazł się sposób- kupiliśmy od razu taką pod zabudowę, tyle że stała niezabudowana. Trochę straszyła, ale wolałam straszącą zmywarkę niż myć ręcznie.

      Usuń
  8. czytam o zmywaniu i myślę, że dobrze się zaczyna, mój mąż taki nie jest! alleeee reszta to już o nim :P

    OdpowiedzUsuń
  9. U Nas zmywarka to był pierwszy sprzęt do kuchni jaki kupiliśmy :) Oboje nie znosimy myć naczyń :)
    Ja z moim meżem lubię chodzic na zakupy, bo kiedy ja kupiłabym rzeczy mnóstwo, on delikatnie mnie stopuje :) i wybiera tylko to, co faktycznie będzie mi przydatne:)

    OdpowiedzUsuń
  10. 3 i 4, tak bardzo tak :)

    Akurat naczynia to jego działka, ale jak go czasem poproszę o coś związanego z łazienką to mam wrażenie, że jest to największa kara świata (tak jakbym ja uwielbiala latanie ze ścierką).

    Zakupów sama nie lubię, więc mi to wszystko jedno ;)
    Natomiast największą wadą jest spóźnialstwo. Walczę z tym jak mogę, ale czasem cholera mnie bierze jak on zawsze ma czas na wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń